Młody auror dowiaduje się, że jego praca wcale nie należy do łatwych. Czy podoła wyzwaniu i podejmie właściwe decyzje?
Grace obudziła się z nieprzyjemnym bólem głowy. Godziny poranne już dawno minęły, więc była spóźniona. Powinna już być w Hogsmeade. Usiadła ostrożnie na łóżku i spojrzała na zimny obiad, który wczoraj przyniósł jej Richard. Była głodna, lecz obawiała się, że mogłoby to spowodować kolejny atak bólu. Zjadła kilka kęsów zimnego sera i rozejrzała się po sypialni Richarda. Było to jasne i zagracone pomieszczenie. Wszelkie półki pełne były różnych drobiazgów i zdjęć z których spoglądały na nią ciekawskie oczy. Na jednym z nich była i ona. Stała razem z niskim, pulchnym Puchonem na peronie numer 9 i 3/4. Musieli mieś wtedy jakieś 13 lat. Byli tacy szczęśliwi z faktu, że znów wyruszają do Hogwartu. Grace uśmiechnęła się delikatnie, wyobrażając sobie ich beztroskę i to jak wszystko wydawało się wtedy proste. Wstała ostrożnie z łóżka wracając myślami do teraźniejszości. Dziś znów ujrzy zamek. Wyszła z sypialni i od razu zauważyła Richarda. Siedział na krześle w kuchni patrząc się przed siebie nieprzytomnym wzrokiem. Na jego kolanach siedział Karmelek, który z radością pohukiwał ciesząc się chwilą spędzaną ze swoim właścicielem. Auror w końcu zauważył ruch i rozejrzał się wokół. Kiedy spojrzał na Grace, wstał nagle, zaskakując tym swoją sowę. Karmelek wyrażając swoje niezadowolenie dziobnął Aurora w dłoń, po czym wyleciał z mieszkania. Grace chciała przeprosić za wczoraj i jak najszybciej udać się dalej, jednak to Richard przemówił pierwszy.
- Myślałem przez noc nad twoimi słowami. Wyruszam razem z tobą, ale najpierw mamy parę rzeczy do załatwienia.
Grace ucieszyła się, że nie będzie sama musiała stawić czoło przeciwnościom, jednak zastanawiała się, co też znowu ten chłopak wymyślił.
- Richardzie, wiesz przecież, że nie mamy czasu by trawić go na niepotrzebne rzeczy.
Auror uśmiechnął się łobuzersko, zanim odpowiedział.
- Powiedzmy że nie masz wyboru. Po pierwsze, jesteś w moim mieszkaniu, a po drugie to ja mam twoją różdżkę. - Uniósł lewą dłoń na której leżał kawałek hebanowego drewna. - Poza tym wyglądasz okropnie.
Grace dopiero teraz zauważyła, że jest w brudnej od błota i szlamu, podziurawionej szacie. Zgadywała, że bardziej przypominała w chwili obecnej wilkołaka po pełni. Auror podał jej różdżkę i od razu poczuła ciepło bijące od kawałka drewna z rdzeniem z włosa jednorożca, który zapewne cieszył się z faktu, że znów jest połączony ze swoją właścicielką.
- Na sofie leży ubranie dla ciebie. Podejrzewam, że niekoniecznie wpasowuje się w twoje upodobania, ale tylko to udało mi się znaleźć na strychu. Za sypialnią jest łazienka. Zgaduję, że chciałabyś się umyć.
W innych okolicznościach zapewne wściekłaby się na taką uwagę, jednak zrozumiała te kilka nieścisłości w swoim dążeniu do celu. Godzinę później czysta i ubrana przeglądała się w lustrze. Tak jak została uprzedzona, suknia nie odpowiadała jej gustom. Była staromodna. Brązowy, gruby materiał nieprzyjemnie tarł o skórę, a liczne żółte falbany wydobywające się tu i ówdzie wyglądały naprawdę komicznie. Nie była przyzwyczajona do tak krępującego ruchy stroju. Wolała dobrze dopasowane ubrania, które nie będą zahaczać o wszystko co znajdzie się w jej pobliżu. Westchnęła i obróciła się w stronę Richarda. Ten wyglądał o wiele lepiej, ubrany w czarną szatę z żółtą muchą i z cylindrem na głowie.
- To idziemy już?
- Jeszcze jedno. Wiem, że czujesz się już lepiej, ale będę spokojniejszy po jeszcze jednej sesji leczniczej.
Grace wywróciła oczami i zniecierpliwiona usiadła na krześle. Wiedziała, że Richard robi co może by być pewnym, że nic jej się nie stanie. Było to urocze i ceniła go za to, jednak nie miałaby nic przeciwko, gdyby robił to o wiele szybciej. Auror jednak powoli i starannie wymawiał słowa kolejnych zaklęć i z wielką uwagą rysował różdżką rozmaite kształty. Grace czuła jak co jakiś czas różne części jej ciała rozgrzewają się, a kiedy magia docierała w okolice brzucha, powodowała nieprzyjemne wrażenie drżenia. W końcu Richard uznał, że może pozwolić dziewczynie wstać. Podał jej rękę uważając, by nie zatoczyła się zamroczona nagłym ruchem. Grace powoli traciła cierpliwość, jednak objęła ramię Aurora i oboje teleportowali się do Hogsmeade.
Pojawili się na głównej ulicy wioski. Po niebieskim niebie przesuwały się leniwie pojedyncze kłębiaste chmurki. Zza wzniesienia mogli zobaczyć mury zamku Hogwart. Oboje patrzyli z uśmiechem na szkołę, w której spędzili siedem lat. Tyle wspomnień wiązało się z tym miejscem. W końcu odwrócili się zostawiając te miłe chwile za sobą i ruszyli w kierunku Trzech Mioteł, które minęli, zagłębiając się w plątaninę uliczek. Szli w ciszy, którą w końcu przerwał głos Richarda.
- Wiesz gdzie idziemy? Wydawało mi się, że Longbottom jest nauczycielem. Oni nie mieszkają przypadkiem w zamku?
- Też tak sądziłam, ale jak się okazuje, nasi profesorowie mają także własne życie poza nauczaniem i pilnowaniem młodych ludzi. Profesor Longbottom ma dom w wiosce. - Przystanęła na skrzyżowaniu rozglądając się we wszystkie strony. - Mam nadzieję, że dobrze zapamiętałam adres.
Idąc dalej natrafili na Herbaciarnię u pani Puddifoot. Przez zaparowane szyby mogli zobaczyć, że wewnątrz przy ciasno rozstawionych stolikach siedziały radosne pary. Biały dym unoszący się znad wielu filiżanek zlewał się z pudrowo-różowymi ścianami, na których porozwieszane były kolorowe bukiety kwiatów.
- Zastanawiam się, czemu nigdy tu nie przyszliśmy - powiedział Richard przystając na chwilę i przyglądając się szczęśliwym ludziom siedzącym wewnątrz.
- Zapewne dlatego, że wtedy byliśmy przyjaciółmi. - Grace uśmiechnęła się na wspomnienie szkolnych lat, kiedy to sama zadawała sobie dokładnie takie pytanie.
- A teraz kim dla siebie jesteśmy?
Radość wspomnień uleciała niczym dym z filiżanek pełnych herbaty. Grace nie odpowiedziała patrząc z napięciem przez okna do środka herbaciarni. Zaczął wiać chłodny wiatr, a po chwili poczuła, że Auror obejmuje ją swoim ramieniem. Jednocześnie bała się i pragnęła obrócić się, i spojrzeć w jego zielone oczy. Zrobiła krok do przodu i zerknęła na chłopaka.
- Musimy iść dalej. - rzekła cicho i ruszyła.
Chciała jak najprędzej oddalić się od herbaciarni. Ich zadanie stało się idealną wymówką, której zamierzała się na razie trzymać. Tak bardzo była skupiona na swoistej ucieczce, że kilkukrotnie pomyliła drogę i co chwilę musieli się cofać.
W końcu przystanęli przed niewielkim domkiem za którym rozpościerał się imponujący ogród. Grace podeszła zdecydowanym krokiem do drzwi i zapukała, lecz bez żadnego odzewu ze środka. Ponowiła stukanie do drzwi, jednak tym razem nieco intensywniej. "To na pewno ten dom" szeptała nerwowo przechylając głowę w stronę zasłonowego firanami okna. W końcu usłyszeli ciche dźwięki dochodzące z wnętrza. Drzwi otworzył uśmiechnięty mężczyzna, który z zaciekawieniem spojrzał na dwóch gości, po czym obrócił głowę i zwrócił się nieco głośniej do wnętrza domu.
- Hanno, pośpiesz się. Znowu będziemy spóźnieni. Czemu nigdy nie możemy wybrać się na czas?
- Profesor Longbottom?
- Tak. Nie wyglądacie mi na uczniów. Nie mam zbyt wiele czasu. Szczerze mówiąc, to jestem już spóźniony na przyjęcie. Co was tutaj sprowadza?
Grace i Richard spojrzeli po sobie.
- Ktoś chce otruć Harry'ego Pottera - powiedzieli równocześnie ściszonym głosem.
Neville popatrzył na nich zmartwiony, a kiedy upewnił się, że nie żartują, zaprosił do środka.
- Szybko, wejdźcie do salonu. - Zamykając drzwi rozglądnął się po ulicy upewniając, czy aby nikt tego nie usłyszał, po czym udał się za niespodziewanymi gośćmi. - Och, obyście się mylili. Czemu to wszystko znowu się zaczyna?
- Nie wiemy profesorze, ale jesteśmy pewni, że grupka spiskowców przyrządza truciznę, a ich celem jest Potter - wytłumaczyła Grace.
Richard usiadł na sofie, pozwalając, by to kobieta wytłumaczyła, skąd nabrali takiej pewności. Słuchając pobieżnie opowieści Grace, Auror przyglądał się pomieszczeniu. Było ono utrzymane w ciepłej tonacji. Miało się wrażenie, że jest się tu zawsze mile widzianym gościem. Wesoło trzaskający płomień wydobywający się z kominka nadawał życia i relaksująco oddziaływał na wszystkie zmysły. Coś jednak zaniepokoiło Richarda. Nie miał jednak pewności, co skłoniło go do takich podejrzeń. W końcu znalazł źródło, którym okazał się egzemplarz Proroka Porannego. Na dole pierwszej strony było zamieszczone zdjęcie kobiety, na którą jeszcze parę dni temu nie zwróciłby uwagi. Podniósł gazetę i przyjrzał się dokładniej. Była to ta sama kobieta, która uwolniła Grace od tortur zadawanych jej w dworze Cragleyów. Patrzyła na niego smutnym wzrokiem, przez co jej postać wydawała się jeszcze bardziej szara i przygnębiająca. Pod zdjęciem znajdowała się krótka notka.
"Ciało jednej z pracownic oddziału śledczego Biura Aurorów, Gabrielle Rowlins, znalezione zostało dzisiaj, wczesnym porankiem na brzegu rzeki Naver. Na jej ciele znaleziono wiele ran ciętych. Ministerstwo bada przyczyny śmierci swojej oddanej pracownicy."
Richard wpatrywał się oniemiały w notkę, próbując znaleźć jakąś wskazówkę co do miejsca w którym płynie owa rzeka. Wiedział na pewno, że w okolicy dworu Cragleyów, gdzie Gabrielle Rowlins została zabita zaklęciem niewybaczalnym, nie ma żadnych rzek.
- G-grace? Możesz tu podejść? - powiedział niepewnym głosem, patrząc na dziewczynę.
- Richardzie, próbuję wyjaśnić całą sprawę.
Auror wstał i podszedł do Grace i Nevilla, pokazując im gazetę.
- Musisz to zobaczyć. Poznajesz tą kobietę?
- Nie. Niby skąd mam... to była ona! Razem z innymi mnie torturowała!
Richard popatrzył na nią ze smutkiem i kręcąc głową odrzekł.
- Nie wiem, czy cię torturowała, ale to ona wyniosła cię ledwo żywą z dworu Cragleyów.
- Mówicie o TYM dworze Cragleyów? - przerwał im nagle Neville - To nie może być przypadek - powiedział do siebie, jednak na tyle głośno, że jego goście to usłyszeli.
- Co nie może być przypadkiem profesorze? - podjęła wyraźnie zaniepokojona Grace.
- Przyjęcie, to na które jestem już spóźniony. Ma się właśnie tam odbyć.
To ja zacznę ;p
Pilnuj powtórzeń, bo dostaniesz ode mnie w zęby. Słowo "było" i wszelkie tego typu sprawdzamy po kilka razy.
Ale wtopa
Bardzo dziwna wydała mi się reakcja Neville'a, całość wypadła mega nienaturalnie. Facet dowiaduje się, że jego jeden z najlepszych przyjaciół ma zostać otruty, a jego reakcja jest taka... bezduszna. Upewnia się, czy nie żartują. To takie suche.
Jakoś też tak średnio do mnie trafia organizacja przyjęcia w miejscu, w którym torturowali Grace. To takie nieprzemyślane z ich strony.
Dlatego jeśli idzie o język to wszystko fajnie, całość czytało mi się szybko i bez zbędnych zgrzytów, ale jeśli idzie o fabułę, to chyba poprzednie części bardziej mi się podobały. Jakoś tak za szybko, bez skupienia na poszczególnych emocjach. Tak jak początek wypadł bardzo dobrze, tak ta druga część już kompletnie do mnie nie trafiła. Raz to ten Neville, o którym pisałam (facet po takiej informacji powinien natychmiast skontaktować się z Harrym albo Ginny... kimkolwiek), jeszcze ta kobieta z gazety (też była aurorem, ale Ricz jej nie znał?).
Mimo moim zarzutów i tak jestem zauroczona tym fickiem, więc czekam na kolejne.