Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Rzuci³a siê z ca³ym impetem na drzwi, za którymi zniknêli jej towarzysze. Uderza³a piê¶ciami, a¿ zdar³a sobie z nich skórê, krzycza³a, dopóki z jej ust nie zacz±³ wydostawaæ siê jedynie cichy skrzek. Wreszcie osunê³a siê na ziemiê, a jej cia³em wstrz±sn±³ szloch. Mia³a ju¿ do¶æ. Ca³a wola walki, nadzieja i si³a ulotni³y siê, pozbawiaj±c Villemo chêci do ¿ycia. Czu³a siê jak ma³a, bezbronna dziewczynka, samotna, bez cienia szans na prze¿ycie. Najgorsza by³a jednak niewiedza, co siê sta³o z jej towarzyszami. Wyobra¿a³a sobie, jak cienkie pn±cza owijaj± siê wokó³ ich cia³ i zaciskaj±, a¿ do ostatniego tchnienia. Otar³a ³zy i opar³a siê o bramê, zapominaj±c zupe³nie, ¿e mo¿e groziæ jej ¶miertelne niebezpieczeñstwo. Westchnê³a g³êboko, zamknê³a oczy, bo poczu³a siê totalnie wyczerpana.
- Jeste¶cie tam? - szepnê³a do drzwi, a po przed³u¿aj±cej siê ciszy odpowiedzia³a sama sobie:
- Jeste¶ sama. Ca³kowicie sama.
Czu³a, ¿e odp³ywa. Jej ¶wiadomo¶æ powêdrowa³a do ciep³ego salonu w Grastensholm. Tata nakrywa³ do sto³u nuc±c jak±¶ piosenkê, a mama wk³ada³a kwiaty do piêknego, antycznego wazonu, który Villemo znalaz³a kiedy¶ na strychu, w¶ród zapomnianych rodowych pami±tek.
- Jaki wspania³y! Jak dobrze, ¿e go znalaz³a¶, by³aby szkoda, gdyby przepad³ - ucieszy³a siê mama, obracaj±c w rêku porcelanowy przedmiot z wypuk³ym, ro¶linnym ornamentem.
- Faktycznie jest piêkny, jak tylko go zobaczy³am pomy¶la³am, ¿e ci siê spodoba.
- Ciekawe do kogo nale¿a³, mo¿e nawet do które¶ z czarownic naszego rodu.
Villemo zapatrzy³a siê w wazon i próbowa³a sobie wyobraziæ, jak Sol lub Ingrid trzymaj± w nim kwiaty i jako¶ jej to nie pasowa³o.
- W±tpiê, by zawraca³y sobie g³owê takimi pospolitymi przedmiotami.
Mama Villemo wodzi³a palcem po wzorze przypominaj±cym dzikie pn±cza.
- My¶lê, ¿e najwspanialsze w nich by³o w³a¶nie to, ¿e by³y takie ludzkie. Nie gardzi³y zwyczajnym ¿yciem i tym, co siê z nim wi±za³o. Potrafi³y cieszyæ siê ma³ymi rzeczami, a przynajmniej stara³y siê, by ¿yæ, chocia¿ namiastk± normalno¶ci.
- Sk±d to wiesz? - Zapyta³a Villemo, sceptycznie nastawiona do tej teorii.
Pani Gard zamy¶li³a siê na chwilê.
- Te¿ taka jeste¶, wra¿liwa na subtelne piêkno, szukaj±ca szczê¶cia w zwyk³ych sytuacjach i przedmiotach.
Villemo za¶mia³a siê dobrotliwie - Mamo, ale ja nie jestem czarownic±.
- Nie by³abym tego taka pewna, córeczko, nigdy nic nie wiadomo.
- To ju¿ koniec.
Villemo drgnê³a, wyrwana ze wspomnieñ. Serce podskoczy³o jej do gard³a, s³ysz±c znienawidzony, skrzekliwy g³os. Wsta³a gwa³townie, a¿ zakrêci³o jej siê w g³owie i musia³a oprzeæ siê o drzwi. Potrzebowa³a chwili, by mroczki przed oczami zniknê³y, a to wystarczy³o, by jaka¶ potworna si³a uderzy³a w ni± niczym obuchem. Upad³a kilka metrów dalej, uderzaj±c kolanami w tward±, ubit± ziemiê. Rozdar³a przy tym rajstopy, a na ziemi zostawi³a plamê krwi. Wbrew pozorom atak ten nie pozbawi³ Villemo si³. Wrêcz przeciwnie, poczu³a wzrastaj±cy w niej gniew i uderzenie adrenaliny.
- Ty tchórzu! Nie masz odwagi spojrzeæ mi w twarz! Wykrzyknê³a przed siebie, nie widz±c nic oprócz mg³y. Nie mia³a planu go prowokowaæ, w³a¶ciwie to nie mia³a pojêcia, co robiæ, wiedzia³a tylko tyle, ¿e z³o¶æ dodaje jej si³, których potrzebowa³a, by siê broniæ.
Podnios³a siê i stanê³a wyprostowana, czekaj±c na kolejny ruch Tengela Z³ego. Zacisnê³a d³onie, skupiaj±c siê na energii, któr± poczu³a, a która ewidentnie kumulowa³a siê w jej palcach.
- Jestem czarnownic± - powtarza³a w my¶lach - pochodzê z Ludzi Lodu i nie potrzebujê ¿adnej ró¿d¿ki. Moj± moc± jest pierwotna si³a pochodz±ca z natury.
Nie by³o to jedynie desperackie wmawianie sobie, ¿e da radê. Czu³a w sobie prawdziwy przyp³yw energii i uczepi³a siê niego, jako ostatniej nadziei.
Wokó³ wszystko sta³o siê bardziej wyraziste, nabra³o mocniejszych kontrastów, a d¼wiêki ostro wdziera³y siê w uszy. Dok³adnie s³ysza³a szuranie starych korzeni, kapanie wody ze zwisaj±cych ska³, a nawet ciche rozmowy uczniów ponad sklepieniem komnaty. Spojrza³a na swoje d³onie i zachwyci³a siê blaskiem, który z nich emanowa³ oraz pe³zaj±cymi po przedramionach jêzykami b³êkitnego ognia.
- Zaczynamy zabawê - odezwa³ siê g³os, a Villemo natychmiast skierowa³a uwagê w jego stronê. Otworzy³a oczy ze zdziwienia, gdy zobaczy³a stoj±cego na skalnej pó³ce, kilka metrów nad ziemi± mê¿czyznê. By³ ubrany w futro z jakiego¶ polarnego, puchatego stworzenia, przez co wydawa³ siê groteskowo szeroki, przy dosyæ niskim wzro¶cie. Twarz mia³ niespotykanie piêkn±, prosty nos, zmys³owe usta, mocne szczêki i ko¶ci policzkowe. Czarne jak wêgiel w³osy opada³y falami na ramiona oraz wysokie, g³adkie czo³o. Oczy, nieco sko¶ne, z ¿ó³tymi têczówkami, patrzy³y lodowatym wzrokiem, spod gêstych, ciemnych rzês. Villemo wyra¼nie widzia³a ka¿dy cal jego sylwetki i doskonale rozpoznawa³a charakterystyczne cechy nomadów. W ¿y³ach Tengela Z³ego p³ynê³a równie¿ krew japoñskiego czarnoksiê¿nika, dlatego by³ nieco wy¿szy od przeciêtnych mieszkañców tundry, ale wci±¿ ni¿szy od Villemo. Dziewczyna nie zdziwi³a siê nag³± przemian± jej z³ego przodka, spodziewa³a siê, ¿e wraz z odzyskiwaniem si³, Tengel powróci do swojego dawnego wygl±du, a z kronik Ludzi Lodu wiedzia³a, ¿e by³ on niegdy¶ niebywale przystojnym mê¿czyzn±. ¯a³owa³a, ¿e w parze z urod±, nie posiada³ równie piêknej duszy.
Tengel odepchn±³ siê od ska³y i zeskoczy³ z gracj± na ziemiê, rozpraszaj±c mg³ê, a trzepotanie jego zimowego p³aszcza nieprzyjemnie dra¿ni³o wra¿liwy s³uch Villemo. Uniós³ rêce i wypowiedzia³ jakie¶ s³owa, które dla Villemo by³y zupe³nie nieznane. Spiê³a siê, czekaj±c na jaki¶ atak z jego strony, ale nic takiego siê nie wydarzy³o.
Zarejestrowa³a na skórze, ¿e w komnacie gwa³townie spad³a temperatura. Pomieszczenie wype³ni³o siê mocnymi podmuchami powietrza, z zawieszonymi w nim kryszta³kami lodu, które skrzy³y siê z³owrogim blaskiem. By³y równie piêkne co niebezpieczne, dok³adnie jak ich stwórca. Zauwa¿y³a z uk³uciem w sercu, ¿e wszystkie znajduj±ce siê w komnacie korzenie zastyg³y w bezruchu, pokrywaj±c siê lodem. Villemo traktowa³a wszystkie ro¶liny, jak ¿ywe stworzenia i wiedzia³a, ¿e te prastare korzenie w³a¶nie umieraj±. Z ust dziewczyny wydobywa³y siê k³êby pary, za ka¿dym razem, gdy wstrz±¶niêta, gwa³townie wydycha³a powietrze. W³osy, jeszcze przed chwil± mokre od potu, zamieni³y siê w sztywne, oszronione str±ki. Villemo z ulg± zauwa¿y³a, ¿e panuj±cy mróz nie jest dla niej zbyt dotkliwy, domy¶la³a siê, ¿e to dziêki energii, która rozchodzi³a siê po jej ciele.
Przez kolejne kilka minut komnata przeistacza³a siê w skut± lodem jaskiniê. Ska³y, sklepienie oraz pod³o¿e, wszystko mieni³o siê mro¼nym ca³unem, przyt³acza³o lodowymi formacjami, które tworzy³y siê pod wp³ywem wiatru.
Tengel zakoñczy³ zaklinanie, wyra¼nie zadowolony z siebie.
- Niemal jak w domu - podsumowa³ swoje dzie³o, które mia³o daæ mu namiastkê zimnego i wietrznego Taran-gai, jedynego miejsca, w którym czu³ siê prawdziwym w³adc±, niepokonanym i budz±cym grozê w¶ród ludzi i zwierz±t. U¶miechn±³ siê z³owieszczo, b³yszcz±c bia³ymi, piêknymi zêbami i rozejrza³ siê niczym poluj±cy sêp.
- Zapomnia³em, ¿e tu jeste¶ Dziki Py³ku - zwróci³ siarkowe oczy w stronê Villemo. - Na czym skoñczyli¶my? Ach tak, mia³em ciê po¿reæ.
Dziewczyna drgnê³a, wyrwana z podziwiania krajobrazu, który wokó³ niej powsta³. Tengel z zawrotn± prêdko¶ci± zbli¿y³ siê do niej, sun±æ kilka centymetrów nad ziemi±, a jego piêkn± twarz wykrzywi³a chêæ mordu. Wyci±gn±³ w jej kierunku rêce, którymi zgarn±³ lodowe powietrze, skumulowa³ w postaæ twardej, zbitej kuli i cisn±³ w jej stronê z prêdko¶ci± b³yskawicy. Villemo jednak by³a przygotowana na cios i zanim ¶mierciono¶ny lód do niej dolecia³, wykona³a w powietrzu owalny ruch rêk±, tworz±c b³êkitn± tarczê. Kula roztrzaska³a siê o jej drgaj±c± powierzchniê na tysi±ce mieni±cych siê drobinek, zasypuj±c dziewczynê niczym konfetti. Wykorzystuj±c kamufla¿ z lodowego py³u, zrobi³a kilka kroków w ty³ i w bok. Tengel Z³y zaskoczony odparciem ataku nie zauwa¿y³ nowej pozycji dziewczyny, a ta wykorzystuj±c przewagê, wystrzeli³a ze swoich d³oni b³êkitne jêzyki ognia, wprost w jego postaæ. Tengel by³ jednak szybszy, ni¿ siê spodziewa³a. W mgnieniu oka poderwa³ siê w powietrze, tak ¿e ogieñ musn±³ jedynie jego d³ugi, futrzany p³aszcz.
- Widzê, ¿e znasz jakie¶ sztuczki, ale takie hokus-pokus nie robi± na mnie wra¿enia. - Tengel wyl±dowa³ na skalnej pó³ce, kilka metrów ponad g³ow± Villemo, sk±d mia³ idealny widok na ca³± komnatê.
Dziewczyna wiedzia³a, ¿e blefuje, widzia³a w jego oczach zaskoczenie, kiedy wyczarowa³a tarczê ochronn±. Tengel Z³y od zawsze by³ k³amliwym, zadufanym w sobie i niezbyt inteligentnym padalcem. Nigdy nie zada³ sobie trudu na poznawanie swoich przeciwników wierz±c, ¿e bez wzglêdu na wszystko jest najpotê¿niejszym czarnoksiê¿nikiem na ¶wiecie. Villemo postanowi³a wykorzystaæ jego s³abo¶ci, ale jeszcze nie mia³a pomys³u jak to zrobiæ. Obawia³a siê, ¿e w tej komnacie nie ma szans na prze¿ycie, Tengel dyktowa³ tu warunki, a wiêc musia³a siê st±d wydostaæ. Zerknê³a na bramê, któr± tu wesz³a, jednak by³a doszczêtnie skuta lodem, bez szans na to, by chocia¿by drgnê³a. Natomiast tunel prowadz±cy do lasu, którym przyby³a tu z Arturem, sta³ otworem. Widzia³a, jak mocne pr±dy zimowego powietrza wydostaj± siê przez niego na zewn±trz jaskini. To by³a jej szansa.
Tengel Z³y zdawa³ siê czytaæ w jej my¶lach.
- My¶lisz, ¿e mi uciekniesz? - za¶mia³ siê paskudnie, wywo³uj±c na skórze Villemo gêsi± skórkê. - Zabawimy siê troszkê.
Dziewczyna nie czekaj±c na jego ruch, pu¶ci³a siê biegiem w stronê tunelu, co nie by³o proste na oblodzonej powierzchni. Tengel Z³y ruchem rêki wyczarowa³ tu¿ przed ni± potê¿n± lodow± ska³ê, z któr± niemal siê zderzy³a. Wyminê³a j±, ale kolejna pojawi³a siê tak nagle, ¿e wpad³a na ni±, uderzaj±c g³ow±. Upad³a. Na kolanach ruszy³a w innym kierunku, wsta³a i po kilku szybkich krokach ponownie zosta³a zablokowana przez lodowy sto¿ek. Tengel Z³y rechota³ widz±c, jak desperacko miota siê pomiêdzy labiryntem bry³ lodu, nie wiedz±c ju¿, w którym kierunku powinna siê udaæ.
Villemo po¶lizgnê³a siê i upad³a prosto na ko¶æ ogonow±. Syknê³a z bólu, który rozszed³ siê po krêgos³upie, ale nie wsta³a, czuj±c siê nieco bezpieczniej, os³oniêta przez wyczarowane lodowe ¶ciany. Nie mia³a ju¿ si³y i musia³a chocia¿ chwilê odpocz±æ. Jej wzrok przyku³ pod³u¿ny przedmiot le¿±cy tu¿ ko³o jej nogi. Serce podskoczy³o jej do gard³a, gdy zrozumia³a, ¿e to ró¿d¿ka. Musia³a wypa¶æ Nevillowi lub Mcgonagall albo nale¿a³a do Patricka, nie umia³a rozpoznaæ. Momentalnie w jej g³owie powsta³ plan ucieczki. Wci±¿ bêd±c na kolanach, przygl±da³a siê, jak zimne powietrze kumuluj±ce siê tu¿ nad ziemi± wêdruje w jednym kierunku. Do wyj¶cia.
- Nie my¶l, ¿e ciê nie widzê suko! Jeste¶ ju¿ martwa!
Irytacja Tengela Z³ego wynika³a z tego, ¿e nie by³ pewien, gdzie dziewczyna siê znajduje. Widzia³ w dole mnóstwo lodowych ¶cian, a w niemal ka¿dym odbija³a siê postaæ Villemo, odwrócona do niego ty³em. Ona wyczuwa³a jego napiêcie i to dodawa³o jej si³. Wiedzia³a, co musi zrobiæ, pamiêtaj±c jak Mcgonagall zaklêciem zniszczy³a lodowy sto¿ek, zanim zosta³a porwana przez dzikie pn±cza.
Wci±¿ obserwuj±c pêd powietrza, wsta³a, czuj±c przeszywaj±cy ból w plecach.
Tengel Z³y widzia³ kilka jej postaci, jak celuj± ró¿d¿k± w lodow± ¶cianê, nastêpnie us³ysza³.
- Bombarda Maxima!
Ogromny huk wype³ni³ komnatê, kiedy jedna z bry³ eksplodowa³a, tworz±c mieni±cy siê ob³ok. Tengel Z³y drgn±³, ale nie zd±¿y³ zareagowaæ, gdy¿ tu¿ po sobie zaczê³y wybuchaæ kolejne lodowe ¶ciany. - Bombarda Maxima! - Bombarda Maxima! Bombarda Maxima!
Villemo torowa³a sobie drogê do tunelu, raz po raz celuj±c ró¿d¿k± w kolejne przeszkody na swojej drodze. Komnatê po sufit wype³ni³a chmura lodu, ale dziewczyna, nisko pochylona, sz³a za pe³zaj±cym po ziemi powietrzem.
Tengel Z³y lata³ ponad komnat±, próbuj±c dojrzeæ Villemo, ale na pró¿no. Spanikowany nie widzia³ co zrobiæ, nie by³ przygotowany na taki obrót spraw. Oszo³omiony zaklêciami i potwornym ha³asem, dopiero po pewnej chwili wzi±³ siê w gar¶æ i za pomoc± zaklêcia rozgoni³ mg³ê na boki. Komnata ukaza³a mu siê niemal w ca³ej swojej rozci±g³o¶ci, poraniona stercz±cymi pozosta³o¶ciami po lodowym labiryncie. Villemo jednak ju¿ nie by³o.
Sz³a tunelem, st±paj±c po zamarzniêtych korzeniach, a lodowaty wiatr wiej±cy jej w plecy, nieco u³atwia³ poruszanie siê. Czu³a siê tak, jakby kto¶ przetr±ci³ jej krêgos³up, a ból zacz±³ promieniowaæ do lewej nogi. Ku¶tykaj±c, wesz³a do lasu, który zupe³nie nie wygl±da³ tak, jak go zapamiêta³a. Wszêdzie by³o bia³o. Na ziemi zalega³ kilkucentymetrowy ¶nieg, a wszystkie korzenie, które wchodzi³y do tunelu zamar³y w bezruchu, skute lodem. Prastare drzewa, których grube konary siêga³y kilkudziesiêciu metrów wysoko¶ci, mia³y kolor alabastrowy, tak samo, jak ich ³yse, przerzedzone korony. Villemo brodzi³a powoli w ¶niegu, czuj±c jak ten wdziera siê w jej liche pó³buty. Otuli³a siê w±t³±, postrzêpion± peleryn± i chuchaj±c ob³okami sz³a przed siebie, potykaj±c siê o skryte w bia³ym puchu korzenie. ¯al rozsadza³ jej piersi, na widok tego pozbawionego ¿ycia lasu. Wiedzia³a, ¿e od dawna Tengel Z³y zatruwa³ go swoj± moc±, zara¿aj±c z³em, ale jednak by³ to ¿ywy organizm, tak samo zaatakowany przez jej z³ego przodka, jak ona sama. Czu³a na sobie ch³odne podmuchy wydobywaj±ce siê z tunelu i mia³a wra¿enie, ¿e przybra³y na sile. Mroczne tchnienie dociera³o w las bardzo daleko, Villemo nie mog³a dojrzeæ koñca tego lodowego królestwa. Czu³a w powietrzu atmosferê ¶mierci, bólu i têsknoty i by³a pewna, ¿e te wibracje pochodz± od drzew. By³a wyczulona na tego typu sygna³y, szczególnie je¶li dotyczy³y jaki¶ skrajnie intensywnych uczyæ.
- Tak mi przykro - szepta³a raz po raz. - To okropne co was spotka³o.
Us³ysza³a ciche skrzypniêcia, jakby odpowied¼ jakiego¶ dogorywaj±cego drzewa, w którym jeszcze ¿yciodajne soki nie do koñca zamarz³y.
Stanê³a i odwróci³a siê w stronê, z której przysz³a. Nigdzie nie widzia³a swojego prze¶ladowcy, a jednak czu³a jego obecno¶æ, która unosi³a siê wraz z podmuchami mro¼nego powietrza. Otar³a ³zy, które zamarzaj±c szczypa³y j± w twarz.
- Muszê siê ogrzaæ, inaczej zamarznê.
Skupi³a siê na wytworzeniu energii i bez problemu otoczy³a siebie b³êkitnym, ciep³ym ogniem. Ubranie momentalnie wysch³o, a palce u stóp przyjemnie odtaja³y. Ogrzana, czu³a ¿e wracaj± jej si³y, nawet ból w krêgos³upie niemal usta³. Im bardziej czu³a siê pewna siebie, tym wiêcej ciep³a z siebie zaczê³a wydzielaæ. Nawet ¶nieg wokó³ jej nóg zacz±³ topnieæ, ods³aniaj±c zbutwia³e, zgni³e pod³o¿e. Villemo patrzy³a na to z niedowierzaniem, a jej serce zaczê³o nape³niaæ siê nadziej±. Czy da radê?
Przy³o¿y³a d³onie do jednego z drzew i stara³a siê wys³aæ w jego stronê ca³± swoj± energiê, napêdzan± mi³o¶ci± do natury i do ¿ycia. Od koñców palców dziewczyny rozchodzi³y siê po konarze b³êkitne promienie, topi±c lód i wnikaj±c przez korê g³êboko do wnêtrza drzewa. Ju¿ po chwili odtaja³o po sam± koronê, która niczym z rado¶ci zaczê³a siê ko³ysaæ, zrzucaj±c resztki zalegaj±cego na niej ¶niegu.
- Niesamowite! Uda³o siê!
Villemo napêdzana powodzeniem swoich dzia³añ po³o¿y³a d³onie na ziemi. Jej my¶li ograniczy³y siê wy³±cznie do uczuæ takich jak mi³o¶æ, ciep³o, scalenie siê z natur±. Czu³a siê jego czê¶ci± niczym pierworodne dziecko natury, staj±ce siê z ni± jedno¶ci±. ¦nieg topnia³ w szalonym tempie, gdy¿ ciep³o od cia³a dziewczyny rozchodzi³o siê we wszystkie strony, wspinaj±c siê po drzewach, które odzyskiwa³y swój dawny kolor. Villemo nadal czu³a porywisty, mro¼ny wiatr wiej±cy od strony tunelu, ale nie mia³ ju¿ takiej si³y przebicia, by skuwaæ lodem.
Nagle co¶ uderzy³o j± w bok, odbi³a siê od jednego z drzew i upad³a na mokr± ¶ció³kê. Przez chwilê widzia³a jedynie mroczki przed oczami, nastêpnie zosta³a uniesiona w powietrze i upad³a kilka metrów dalej.
- My¶la³a¶, ¿e mi uciekniesz szmato? - zasycza³ Tengel Z³y, chwyci³ j± za w³osy i poci±gn±³ pod ogromny, stary d±b.
- Tym razem nie bêdê siê z tob± cacka³. Nie mam ju¿ na to czasu.
Podszed³ do niej, wykrêci³ jej rêce, zakleszczy³ nogi i wgryz³ siê w jej szyjê niczym wampir. Villemo krzyknê³a i zaczê³a siê wyrywaæ, ale u¶cisk jej z³ego przodka by³ niczym imad³o. Czu³a przera¼liwy ból, od którego pociemnia³o jej w oczach. S³ysza³a jak Tengel Z³y obrzydliwie ch³opce jej krew, mrucz±c przy tym, jakby doznawa³ uniesienia. Oderwa³ siê na chwilê od niej i spojrza³ jej w oczy.
- Dam ci tê przyjemno¶æ i pozwolê ostatni raz spojrzeæ na co¶ wspania³ego.
Na skutek utraty krwi Villemo ledwo go s³ysza³a i widzia³a. Jak za mg³± majaczy³y jej dwa, straszne, ¿ó³te punkciki. Przesi±kniête z³em i nienawi¶ci± spojrzenie. Ona jednak my¶la³a tylko i wy³±cznie o tym umieraj±cym lesie, o przyjacio³ach, których straci³a oraz o ca³ym ¶wiecie, który ucierpi przez Tengela Z³ego, bo ona zawiod³a.
Ponownie wbi³ zêby w ranê na jej szyi, chc±c jak najwiêcej wypiæ krwi, póki jeszcze ¿y³a. Nie zauwa¿y³, ¿e z cia³a Villemo emanowa³o ciep³o wprost do starego dêbu, do którego by³a przyci¶niêta. Nie zauwa¿y³ równie¿, ¿e drzewo poruszy³o swoj± koron±, najpierw ociê¿ale, a potem coraz gwa³towniej.
W pewnym momencie Tengel Z³y zosta³ uniesiony w powietrze, a z jego gard³a wydosta³ siê piskliwy wrzask. Jedna z ga³êzi owinê³a siê wokó³ jego tu³owia i zanim zd±¿y³ cokolwiek powiedzieæ lub ruszyæ rêk±, kilka innych zdo³a³o unieruchomiæ mu koñczyny i zakryæ usta. Villemo osunê³a siê po pniu i na wpó³ le¿±co patrzy³a w górê na przera¿aj±ce widowisko. W tym momencie cieszy³a siê, ¿e jej wzrok odmawia pos³uszeñstwa i dostrzega jedynie plamy odcinaj±ce siê na wci±¿ mro¼nym krajobrazie.
Mnóstwo mniejszych i wiêkszych ga³êzi owinê³o siê woko³o cia³a Tengela. Te najmniejsze wpe³z³y do wszystkich mo¿liwych otworów jego cia³a, rozrywaj±c go od ¶rodka, a wiêksze ¶cisnê³y, niczym wyrzynan± g±bkê. Nie trwa³o to d³u¿ej ni¿ kilka sekund, kiedy po nieprzyjemnym odg³osie mia¿d¿onych ko¶ci, po ga³êziach sp³ynê³a jego krew, a z cia³a Tengela Z³ego zosta³o niemal wy³±cznie przesi±kniête krwi± futro. Las dokona³ straszliwej zemsty a Tengel Z³y zakoñczy³ swój ¿ywot.
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Nareszcie uda³o mi siê przeczytaæ, choæ nie zajê³o to tak d³ugo jak poprzednich dwóch rozdzia³ów, co do których nie zorientowa³am siê, ¿e siê pojawi³y.
Jestem pod wra¿eniem jak Villemo w takiej sytuacji znalaz³a w sobie si³ê do tego, ¿eby my¶leæ dobrze, ¿eby uwalniaæ z siebie mi³o¶æ i pozytywne uczucia. Mo¿e te¿ jestem trochê zdziwiona, ale czy akurat takie rzeczy powinny mi siê wydawaæ nierealistyczne w opowie¶ci, która ca³a dzieje siê w magicznym ¶wiecie?
Domy¶lam siê, ¿e to ostatni lub przedostatni rozdzia³, teraz wiêc ju¿ tylko czekam na domkniêcie opowie¶ci