cd.
Nastêpnego dnia rano James Potter zosta³ przetransportowany do szpitala ¶w. Munga, gdzie mieli siê nim zaj±æ najlepsi i najbardziej wykwalifikowani uzdrowiciele w ca³ej Wielkiej Brytanii. Ivy chcia³a zrezygnowaæ z zadania, jakie powierzy³ jej Scorpius Malfoy i przenie¶æ siê z powrotem do starego mieszkania, jednak dziadek Harry i Grace wyperswadowali jej z g³owy ten pomys³ t³umacz±c, ¿e jej ci±g³a obecno¶æ nie pomo¿e ojcu, bo wybudzenie go ze ¶pi±czki mo¿e trwaæ ca³e dni, a nawet tygodnie.
- Jak cokolwiek siê zmieni, od razu ciê poinformujê – powiedzia³a Grace po raz setny, próbuj±c wygoniæ Ivy ze szpitala. – Póki co, zjawiasz siê tutaj we wtorki, czwartki i soboty o szesnastej. W inne dni nawet nie chcê ciê widzieæ na oczy.
- Dobra, dobra, ju¿ idê – mruknê³a blondynka, podchodz±c do przeszklonych, ruchomych drzwi. Mia³a Grace mnóstwo do powiedzenia, ale ca³a ta sytuacja z ojcem sprawi³a, ¿e rzeczy mia³y siê tak, jakby… - Nigdy nic siê nie wydarzy³o.
- S³ucham? – zapyta³a kobieta, marszcz±c ciemne brwi.
- Niewa¿ne – Ivy rzuci³a Grace jeszcze jeden u¶miech i wysz³a na mokr±, londyñsk± ulicê tylko po to, by za chwile niezauwa¿enie znikn±æ.
***
Ivy Potter siedzia³a w miêkkim fotelu naprzeciwko swojego dziadka, obracaj±c nerwowo w palcach orle pióro. Na jej kolanach spoczywa³ d³ugi, zwiniêty w rulon pergamin i dwie puste buteleczki.
- Nie wiedzia³am, jak bêdziesz wola³ mi to opowiedzieæ – powiedzia³a Ivy, zerkaj±c niepewnie na siwow³osego mê¿czyznê.
- Zastanawiam siê – zacz±³, jak gdyby nie s³ysz±c s³ów Ivy. – czy mogliby¶my zacz±æ tê biografiê w nieco innym miejscu?
- Jasne – odpar³a Ivy, nieco zbita z tropu. – Mo¿emy zacz±æ, gdzie tylko chcesz.
Harry Potter wsta³ z fotela i podszed³ do wielkiej, dêbowej szafy, która zajmowa³a znaczn± czê¶æ jego pokoju, po czym zacz±³ szukaæ czego¶ w kartonowym pudle spoczywaj±cym na jednej z pó³ek. Ivy zauwa¿y³a, ¿e mimo do¶æ podesz³ego wieku, dziadek trzyma³ siê ca³kiem nie¼le. Oczywi¶cie siedemdziesi±t lat, to wcale nie tak du¿o, ale ka¿dy inny czarodziej by³ zakonserwowany przez rozmaite eliksiry i zaklêcia, by wygl±daæ jak najm³odziej. Na pewno wielu pomy¶la³o, ¿e s³ynny Harry Potter bêdzie chcia³ jak najd³u¿ej pozostaæ w formie na wypadek, gdyby na horyzoncie pojawi³ siê kolejny niebezpieczny czarnoksiê¿nik pokroju Lorda Voldemorta. Dziadek jednak ju¿ dawno postanowi³, ¿e chce siê zestarzeæ jak normalny cz³owiek, a jego decyzjê jeszcze bardziej umocni³a ¶mieræ babci.
- Znalaz³em – wychrypia³ zza drewnianych drzwi szafy. – Ale zanim to ode mnie dostaniesz, muszê powiedzieæ kilka s³ów. Lepiej zapisz – doda³ po chwili, wskazuj±c na przedmioty znajduj±ce siê na kolanach Ivy.
Dziewczyna spojrza³a na ma³±, metalow± skrzyneczkê, któr± dziadek trzyma³ w rêkach, zastanawiaj±c siê, co mo¿e byæ w ¶rodku. Po chwili otrz±snê³a siê jednak, rozwinê³a czysty pergamin, czekaj±c a¿ dziadek rozpocznie opowie¶æ.
- Razem z Ronem i Hermion± w³óczyli¶my siê po ca³ej Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu Horkruksów, których po³o¿enie by³o dla nas wtedy zupe³nie nieznane – zacz±³, g³adz±c z czu³o¶ci± skrzynkê. – By³o nam strasznie ciê¿ko, zw³aszcza, kiedy opu¶ci³ nas Ron i chyba nie do koñca zdawali¶my sobie sprawê z tego, co musz± prze¿ywaæ nasi przyjaciele w Hogwarcie.
Nie zdawali¶my sobie sprawy z tego wtedy, w tamtym lesie i chyba na d³ugo po tym, jak Voldemort zosta³ pokonany. Musisz wiedzieæ, ¿e twoja babcia nigdy nie skar¿y³a siê na to, co tak naprawdê dzia³o siê w Hogwarcie w czasie naszej nieobecno¶ci, ani nie da³a po sobie poznaæ, jak du¿y ma ¿al o to, ¿e nie ochronili¶my jej, Luny, czy Neville’a. Jednak pewnego wieczoru, na wiele lat po tamtych wydarzeniach, podczas jednej z naszych naprawdê nielicznych k³ótni, twoja babcia pokaza³a mi tê skrzynkê. – Dziadek spojrza³ Ivy g³êboko w oczy i postuka³ palcami w kuferek. – Byæ mo¿e to, co siê w niej znajduje przerazi ciê nie na ¿arty albo oka¿e siê zbyt drastyczne, ale nie opowiem ci nic wiêcej, dopóki nie opiszesz w tej ksi±¿ce wszystkiego, co znajduje siê w ¶rodku tego pude³eczka.
Ivy spogl±da³a zaskoczona na dziadka, nie do koñca wiedz±c co zrobiæ; gor±co zapewniæ, ¿e spe³ni jego ¿yczenie, czy po prostu wyci±gn±æ rêce po skrzynkê, która rozpali³a w niej niesamowit± ciekawo¶æ. Postanowi³a wiêc, ¿e wykona te dwa ruchy po kolei; nie chcia³a ryzykowaæ, ¿e dziadek nie powie jej ju¿ nic wiêcej.
- W porz±dku, zacznê od tego, co jest w skrzynce – powiedzia³a stanowczo, patrz±c staruszkowi w oczy. – Powiesz mi, co jest w ¶rodku?
- Je¿eli chcesz prawdziwie oddaæ emocje w tej biografii, musisz odkryæ to sama. – Harry Potter wsta³ z miejsca i poda³ Ivy metalowy kuferek. – Jestem po to, ¿eby ci pomóc, ale nie mogê podawaæ wszystkiego na tacy. To nie moja perspektywa jest najwa¿niejsza w ksi±¿ce.
***
W komnacie Ivy panowa³ pó³mrok. Jedynym ¼ród³em ¶wiat³a by³a niedu¿a lampka, stoj±ca na stoliku nocnym przy ³ó¿ku. Dziewczyna siedzia³a na materacu w rozci±gniêtej, niebieskiej pi¿amie, przygl±daj±c siê niewielkiej skrzynce, któr± przynios³a od dziadka. D³ugo czeka³a z jej otwarciem, bo Ben przychodzi³ co chwila, ¿eby sprawdziæ, czy wszystko z ni± w porz±dku, a¿ w koñcu wygoni³a go pod pretekstem pó¼niej godziny. Teraz jednak, kiedy ju¿ mia³a zobaczyæ, co jest w ¶rodku pude³eczka skrywanego przez dziadka od tylu lat, czu³a siê tak zdenerwowana, jakby mia³a otworzyæ list z wynikami SUMów. Ivy wziê³a g³êboki oddech i przekrêci³a z³oty kluczyk w zamku pude³eczka.
W ¶rodku znajdowa³o siê mnóstwo maleñkich fiolek wype³nionych srebrzystym p³ynem. Na ka¿dej z nich przyklejona by³a zapisana karteczka. Ivy wziê³a jedn± z buteleczek i odczyta³a zapisane ko¶lawym pismem imiê: Luna. Spojrza³a na pozosta³e fiolki i zobaczy³a, ¿e ka¿da z nich jest opisana imieniem w³a¶ciciela: Seamus, Neville, Dan, Lavender, Parvati, Cormac… Ginny, Hanna, Arnie i wielu innych.
Dziadek kaza³ jej spisaæ wspomnienia wszystkich, którzy przez ca³y rok musieli zmagaæ siê z torturami, walczyæ z re¿ymem rodzeñstwa Carrow, a pó¼niej staraæ siê wróciæ do normalnego ¿ycia.
To nie moja perspektywa jest najwa¿niejsza.
Sama nie wiem co napisaæ.Po prostu super.Wiêcej s³ów nie mogê znale¼æ.