Wkroczywszy w XX wiek, mugole zaczęli intensywnie myśleć i kombinować jak by tu wypełnić swój czas wolny. Z tego myślenia i kombinowania powstał telewizor, radio, internet.
Czarodzieje zawsze twierdzili, że mugole mają dziwne rozrywki (siedzenie przed pudłem z ciekłokrystalicznym ekranem wydawało im się co najmniej nienormalne), ale sami ukradkiem przyswoili sobie część ich wynalazków. Czym więc zajmują się w chwilach wolnych od obowiązków?
Najwcześniejszą, bo już średniowieczną formą rozrywki stał się sport zwany quidditchem. Z początku była to tylko zabawa, z czasem jednak przerodziła się w sportową rywalizację. Czarodzieje z chęcią chodzili na mecze, co w jakiś sposób zapewniało im dobrą zabawę i relaks. Więcej na jej temat możecie przeczytać w tym artykule: świstoKLIK.

Po jakimś czasie jednak same mecze przestały im wystarczać i trzeba było rozejrzeć się za czymś świeżym i nowym. Padło na szachy. Mugole stworzyli szachownicę i pionki oraz ustalili zasady gry, czarodzieje zaś "podkradli" tą planszę, pionki i zasady, i dopasowali to wszystko do swoich potrzeb. Mianowicie zaczarowali pionki w taki sposób, by same się poruszały. Co więcej, umiały one mówić i nierzadko wchodziły w interakcje z graczami. Co więcej, często z ich właścicielami wiązała ich nić porozumienia, dzięki czemu czarodziejowi, który grał swoim zestawem szachów, grało się łatwiej. Szachy do dziś są popularne, zwłaszcza wśród uczniów Hogwartu. W serii książek o Harrym Potterze, szachy czarodziejów stanowiły jedno z zadań, jakie trzeba było pokonać, by dojść do miejsca ukrycia kamienia filozoficznego. Bardzo lubił w nie grać Ron Weasley.

Stosunkowo niewiele później zaczęto grać w gargulki. Ta "zabawa" tak dobrze się przyjęła, że dziś w Ministerstwie Magii istnieje Zarząd Klubu Gargulkowego, mieszczący się na siódmym piętrze w Departamencie Magicznych Gier i Sportow. Gargulki to czarodziejska gra, która przypomina mugolskie kulki. Jednak w czarodziejskiej wersji kamyki do gry opluwają gracza śmierdzącym płynem, gdy ten traci punkt. Sama zasada gry jest prosta: każdy z graczy ma po piętnaście kulek. Wygrywa ten, kto zbierze wszystkie kulki przeciwnika.
Mniej więcej w tym samym czasie czarodzieje postanowili ulepszyć mugolskie karty do gry i w ten sposób powstała gra nazwana Eksplodującym Durniem. Przypominała mugolską grę w durnia - należało dobrać karty w pary. Gdy zauważyło się parę, trzeba było jak najszybciej krzyknąć "dureń!". W wersji magicznej poza krzykiem potrzebne było dodatkowo uderzenie w parę kart różdżką. Z każdą kolejną parą, karty pojawiały się coraz szybciej. W momencie gdy czarodziej się pomylił, karty eksplodowały, stąd ich nazwa. Całkiem trafna. Nie wiadomo co dzieję się z zepsutymi kartami. Ponieważ nie było w książkach wspominane, by po każdej grze trzeba było dokupywać niezniszczone karty, być może one same się w magiczny sposób regenerowały.
Eksplodujący Dureń po raz pierwszy pojawił się w książce Harry Potter i Komnata Tajemnic. Wówczas Harry wraz z Ronem rozgrywali partię kart podczas przerwy świątecznej. Pod koniec roku szkolnego specjalnie starali się przegrywać, grając z bliźniakami Weasley, by ukradkiem wymknąć się w celu poszukiwań wiadomości na temat potwora z Komnaty Tajemnic. Rok później Harry grał w Eksplodującego Durnia z Nevillem Longbottomem, gdy nie miał pozwolenia na wyjście do Hogsmeade z resztą uczniów. W książce Harry Potter i Czara Ognia, Ron Weasley układał domek z kart do gry w Eksplodującego Durnia. W momencie, gdy rudzielec skończył układanie, karty wybuchły i osmaliły mu brwi. W tej samej książce, Harry Ron i Hermiona grali w karty z bliźniakami Weasley, próbując jednocześnie wydobyć z nich informacji o tym, kogo bliźniacy szantażowali. Rok później, w książce Harry Potter i Zakon Feniksa, Lee Jordan przez grę w Eksplodującego Durnia dostał szlaban od Dolores Umbridge. Lee grał w karty przed lekcją obrony przed czarną magią i nie chciał przyjąć uwagi Umbridge, że nie powinien tego robić. Otrzymał więc od niej szlaban. Ostatni raz spotykamy się z tą grą w książce Harry Potter i Książę Półkrwi, gdy Ginny zgrywa partię ze swoimi braćmi, Fredem i George'em. Gra w Eksplodującego Durnia była na tyle popularna, że co roku w Hogwarcie odbywał się dedykowany jej turniej, w którym udział brali uczniowie szkoły.

W XX wieku, kiedy mugole zaczęli rozwijać się technicznie, czarodzieje "pożyczyli" sobie radio, tworząc jedyną w swoim rodzaju stację radiową. Statystyczne badania CUSu (Czarodziejski Urząd Statystyczny) dowiodły, że co drugi dorosły czarodziej codziennie słucha audycji "Godzina Czarów", a jego ulubioną piosenkarką jest Celestyna Warbeck. Tłumaczenie jej najpopularniejszej piosenki można znaleźć pod tym świstoklikiem: świstoKLIK. Nastolatki natomiast słuchają najchętniej Fatalnych Jędz.
Prasa. Oprócz powszechnie znanego "Proroka Codziennego" drukowanego od 1455 roku (czyli od momentu, gdy Gutenberg wynalazł prasę drukarską), dziś znane są również pisma czysto rozrywkowe, takie jak "Żongler" czy tygodnik "Czarownica", będący lekturą obowiązkową każdej szanującej się gospodyni domowej. Więcej na temat prasy czarodziejskiej można przeczytać w tym artykule: świstoKLIK.
Jak więc widać, czarodzieje więcej do szczęścia nie potrzebują. Uczniowie Hogwartu oprócz szachów, gargulków, quidditcha i Eksplodującego Durnia z chęcią też uczęszczają na szkolne zajęcia dodatkowe - Klub Zaklęć, Klub Pojedynków, czy Koło Samopomocy. Czarodzieje nie korzystają z nowinek technicznych tak znanych i lubianych przez mugoli, ale mają własne rozrywki, będące często magicznym ulepszeniem tych znanych z niemagicznego świata.


Nicram_93



[P]Louise Lainey
Anix
(a przynajmniej niektórzy)
.
Alette
fuerte
A.
Oooo...Aniko... to było świetne