Dalsze losy naszych kochanych rodzin. Uwaga! Tekst zawiera scenę wielkiej miłości. Nie dla osób poniżej 10 roku życia
W szpitalu św. Munga panowała pełna napięcia cisza. Wszyscy wiedzieli, że za drzwiami numer 258 trwa walka o życie człowieka. Rodzina pacjentki siedziała przed salą, tak jak co dzień, czekając na jakąkolwiek poprawę stanu jej zdrowia. Tylko jedna osoba wciąż czuwała przy chorej w pomieszczeniu. W sali rozległo się pukanie.
- Proszę! - wychrypiał Ron. Dawno do nikogo się nie odzywał.
Do środka weszła pani Weasley.
- Ron, może wrócisz już do domu? - odezwała się nieśmiało, powtarzając to zdanie chyba po raz setny.
- Mamo, już to przerabialiśmy - powiedział zmęczonym głosem Ron. Swoją dłonią cały czas gładził rękę Hermiony. - Nie chcę jej zostawiać. Będę przy niej, aż nie wyzdrowieje.
- Ale, synu - zaczęła łagodnie, acz niecierpliwie. - Nie pomożesz jej w ten sposób, ona i tak nie wie, że tu jesteś. Musisz wrócić. Nic, tylko tu siedzisz... To już dwa tygodnie!
Ron obrzucił ją niechętnym spojrzeniem.
- Nie obchodzi mnie, ile tu siedzę. Zostanę i koniec kropka! Ona mnie potrzebuje, nie wiadomo, jak długo jej serce wytrzyma. Chcę spędzić z nią jak najwięcej czasu.
- Nie mów tak! - skarciła go matka ze strachem w oczach. - Uzdrowiciele w Mungu na pewno ją wyleczą!
- Och, chcę być przygotowany na najgorsze. Nie będę wtedy tak zaskoczony, jeśli ona... ona... - Nie był w stanie tego powiedzieć.
Pani Weasley podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu.
- Ron, nie myśl tak. Wiem, że się martwisz i jak jest ci ciężko. Skoro zależy ci na tym, żeby z nią zostać, to nie mam nic przeciwko. Przyniosę chociaż coś do picia, dobrze?
Jej syn westchnął ciężko. Wiedział, że mama nie odpuści, poza tym chciała mu pomóc.
- Jasne, mamo. Ale proszę cię, zostaw nas już samych - odpowiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Molly wyszła z sali, a Ron westchnął ciężko. Jakież te matki potrafią być uparte!
- Hej, Hermiono - zaczął, pomimo iż wiedział, że go nie usłyszy. - Miałaś rację, matek nie da się tak łatwo pozbyć.
Uśmiechnął się do siebie. Odbył już wiele rozmów z Hermioną i przestał czuć się głupio z tego powodu.
- Widzisz, jesteś już nieprzytomna tyle dni. Martwię się o ciebie i boję się o twoje zdrowie. Nie opuszczaj mnie, dobrze? Ja nie wiem, co bez ciebie zrobię. - Dalej mówił do chorej. - Tyle razem przeszliśmy, jeśli odejdziesz, ja.. ja sobie nie poradzę!
Do jego oczu napłynęły pierwsze od długiego czasu łzy. Wcześniej nie było chwili na smutek. Lecz teraz ostatecznie się rozkleił.
- Harry był tutaj. I Ginny, i mama. Wszyscy martwią się o ciebie, ale ja najbardziej. Oni mają rodzinę, przyjaciół i przyszłość przed sobą. A ja nie mam nikogo, prócz ciebie... - ciągnął swój monolog. - Od zawsze liczyłaś się dla mnie tylko ty. Hermiono, proszę, proszę! Musisz wyzdrowieć, bo inaczej ja też nigdy nie wyzdrowieję. Tak tęsknię za twoim głosem, za twoim dotykiem i wyrazem twarzy, kiedy patrzyłaś na mnie z politowaniem. Zrozum, ja nie będę umiał bez ciebie żyć. Hermiono, ja cię kocham!
Popatrzył na nią. Na jej buzi nic się nie zmieniło, miała ten sam obojętny wyraz twarzy. Przez chwilę wydawało mu się, że zobaczył lekki uśmiech, jakby kpiła sobie z niego, udając, że śpi. Wszystkie słowa, które wypowiedział, były prawdziwe. Żałował, że wcześniej nie miał odwagi jej tego powiedzieć. A teraz może być już za późno.
Tymczasem Harry'emu i Ginny nie za bardzo się układało. Ginny przestała wpatrywać się w niego i pokazała pazurki. W Norze właśnie trwała kłótnia.
- Jak to nie mogę się do ciebie przeprowadzić?! - krzyknęła rozwścieczona Ruda.
- Ginny, kochana - jąkał się Harry, próbując wytłumaczyć sytuację. - To nie tak, że nie możesz. Po prostu, nie wiem, co na to twoja mama.
- A od kiedy przejmujesz się tak moją mamą? - spytała ironicznie, tłukąc talerz z tostami i bekonem. Właśnie mieli zjeść kolację.
Mama była u sąsiadki, Ron przy Hermionie, tata w pracy, a bliźniaków znowu gdzieś wywiało. Kochankowie właśnie mieli zjeść, kiedy Harry oznajmił, że przeprowadza się z Grimmauld 12 do swojego starego domu w Dolinie Godryka. Jednak krótko trwała jej euforia, bo Potter powiedział, że ona nie może z nim mieszkać.
- To nie tak... - bronił się Wybraniec. - Ja nie przejmuję się twoją mamą. Nie mówiłem, że nie możesz, tylko, że ten dom jeszcze nie jest wyremontowany i nie miałabyś tak wygodnie.
- Harry Jamesie Potterze! - wybuchła. - Mnie ma być niewygodnie?! Nie rozumiesz, że chcę być z tobą, niezależnie od okoliczności?
- Ja tego... - Harry nie wiedział, co powiedzieć.
- Czyli, co? Mogę z tobą zamieszkać? - Ginny chciała jak najszybciej zakończyć rozmowę.
- Ginny, mówiłem...
- Co? Co mówiłeś? - przerwała mu coraz bardziej zła.
- No dobrze, możesz ze mną zamieszkać. - Poddał się wreszcie, unosząc ręce w powietrzu.
- A może ty zwyczajnie nie chcesz ze mną dzielić domu? - Żyła na jej czole robiła się coraz większa.
- Przecież mówiłem, że nie mam nic przeciwko. - Harry nie wiedział już, jak wybrnąć z tej sytuacji.
- No ja myślę. - Pogroziła mu palcem.
Harry zbliżał się do niej powoli i spokojnie. Ona wręcz przeciwnie, cofała się w stronę stołu. Uśmiechnął się filuternie i wyciągnął ręce w jej stronę. Ginny nie mogła wytrzymać i również je wyciągnęła, czekając na jego ramiona. Harry wyminął ją, a Ruda spojrzała na Pottera zawiedziona. Liczyła na uścisk. Ściągnął obrus ze stołu, a jedzenie poleciało na podłogę. Szybkim ruchem chwycił ją w pasie i położył na stole. Postronny obserwator nie mógłby się nadziwić. Przed chwilą pokłóceni, teraz okazywali sobie wiele miłości.
- To jak, nadal uważasz, że mieszkanie razem to zły pomysł? - spytała, drapieżnie chwytając go za uda i kładąc na sobie.
- Jeszcze mnie nie przekonałaś. - Chciał się z nią pobawić.
Wpiła się w jego usta, energicznie pracując językiem w jego jamie ustnej. Harry nie pozostał jej dłużny. Gładził ją po plecach, raz po raz zahaczając o malutką bliznę na lewej łopatce, o której istnieniu wiedzieli tylko ci dwoje. Nagle usłyszeli delikatne chrząknięcie. Ginny odsunęła Harry'ego od siebie i spojrzała na drzwi. W progu stali Fred z Georgiem i przypatrywali się im ciekawie.
- Ep, eee. - Po raz pierwszy zabrakło jej słów. Uświadomiła sobie, że ma rozpiętą koszulkę i stanik. Szybko to poprawiła i wstała ze stołu. Na podłodze leżały resztki jedzenia.
- My, tego... - zaczął Harry, poprawiając pasek od spodni.
- Spokojnie, już idziemy. - George uśmiechnął się rozbawiony.
- Nie, nie. - Ginny podeszła do Harry'ego i skradła mu buziaka, szepcząc do ucha:
- To jeszcze nie koniec, wieczorem nadal będę cię przekonywać.
Pomachała braciom i pobiegła do siebie. Harry ledwo zauważalnie kiwnął głową.
- Ech, kobiety - westchnął i spojrzał na kalendarz z 1999 roku. Był już 2000, ale Weasleyowie nie zważali na czas. Zegarek na jego ręce wskazywał 22.15. Czas na nocną zmianę, musi się jeszcze przygotować.
- To ja już pójdę - pożegnał się niezręcznie z bliźniakami. Ci tylko uśmiechnęli się jeszcze szerzej, zachwyceni jego zakłopotaniem.
- Spoko, brachu. - Fred klepnął go w plecy. - Nie takie rzeczy się widziało. W końcu Hermiona z Ronem też mieszkali tu jakiś czas.
Po pierwsze było sporo erek. A to znaczy, że wysyłając tekst nie wzięłaś najpierw podglądu i nie przejrzałaś, czy czasem nic się nie zmieniło. W fan fickach (w artach zresztą też, nie wiem jak z newsami), erki często się tworzą, gdy wklejasz tekst z worda. Najczęściej pojawiają się w miejscach wielokropków ("..."
Po drugie nie rozumiem jednej rzeczy. Hermiona jest w szpitalu od dwóch tygodni, walczy o życie, a jej najlepszy przyjaciel Harry w ogóle tego nie odczuwa. Jak gdyby nigdy nic bawi się z Ginny. Tak samo bliźniacy. Uśmieszki, nie uśmieszki... Naprawdę zabrakło mi tutaj jakiegoś odniesienia do tego, co pisałaś fragment wcześniej. Chociaż wspomnienia o smutku, cokolwiek. To spory błąd.
Poza tym fajnie. Scenę miłosną napisałaś bardzo ciekawie (poza użyciem wyrażenia "jama ustna" - nie brzmi to zbyt romantycznie), co jest plusem. Nie każdy to umie i już na pewno nie w tym wieku ;D Ron jest słodki i ogólnie jestem fanką tego pierwszego fragmentu. Słowa, które tutaj użyłaś, są naprawdę ładne i świadczą jedynie o Twoim bogactwie słownym. Naprawdę Dobrosiu, z rozdziały na rozdział mnie zaskakujesz i oby to trwało jak najdłużej. Tylko pilnuj takich niezgodnych sytuacji, jak ta z Harrym!