Znaczna zmiana w stanie zdrowia Hermiony. Cudowne wyznanie...
Umysł Hermiony
Hermiona czuła, że pływa w nicości. Nic nie widziała, nie mogła myśleć. Po postu dryfowała. W rzeczywistości był do dryf na krawędzi życia i śmierci. Nagle Hermiona usłyszała głos dobiegający z oddali. Skrzywiła się. Choć nie myślała, ten głos jej się nie podobał. Był taki szorstki, niemiły. Dołączył do niego kolejny. Tak samo okropny, może jeszcze gorszy. To wszystko zniechęcało ją do obudzenia się. Jednak nie! Przez ostatni czas słyszała pełno drażniących głosów i dźwięków, ale jeden był jak melodia. Taki łagodny, miły. Czuła ciepło, gdy go słyszała. Tak samo jak ciepło na ręce, które rozchodziło się po całym ciele. Ten głos i to ciepło stanowiło jedyny powód, dla którego miałaby powrócić...
Sala szpitalna
- Spokojnie, panie Weasley - uspokajał doktor Rona, kiedy po wielu dniach żadnych oznak ze strony Hermiony jej puls nagle przyspieszył. Odetchnęła naprawdę głęboko i uśmiechnęła się leciutko. Ron zerwał się na nogi i zawołał lekarzy, nie zważając, że połowa szpitalu jeszcze śpi. Tak długo nie było poprawy w jej zdrowiu, że to mógł być przełom.
- To rzeczywiście wielka poprawa, ale nie możemy się nastawiać. Jeszcze nic nie wiadomo - kontynuował dr Life. Był lekarzem głównym przy leczeniu Hermiony.
Ron, Ginny i doktor obserwowali teraz w skupieniu pacjentkę. Jej oczy energicznie poruszały się pod powiekami, jakby toczyła jakąś senną bitwę. Na jej ustach cały czas błąkał się uśmiech, poza tym nie było żadnych oznak poprawy. Twarz miała śmiertelnie bladą, cała krew z niej odpłynęła. Usta miała fioletowe, strasznie sine, a czoło rozpalone z bardzo wysoką gorączkę. Ręce miała zimne i czerwone, a na całej skórze widać było żyły. Gdyby nie to, że oddychała, można by było stwierdzić, że nie żyje. Ron wcale nie wyglądał o wiele lepiej. Jego podkrążone oczy zdradzały nieprzespane noce. Przybyło mu wiele zmarszczek od ciągłego zamartwiania się. Dawno nie wychodził na słońce, więc jego skóra również była bardzo blada.
- Ron, nie martw się! - pocieszała go Ginny, kładąc mu uspokajająco rękę na ramieniu. - Niedługo Hermiona będzie zdrowa jak ryba i wyjdzie ze szpitala. Musimy być cierpliwi.
- Och, przestań! - westchnął Ron strącając jej rękę. - Jestem cierpliwy już od miesiąca, a z nią nadal nic. Nie wytrzymam! Kiedy wyjdzie ze szpitala?! Kiedy w ogóle się obudzi?! Tyle pytań, a nikt nie potrafi mi udzielić odpowiedzi!
Ścisnął mocniej dłoń Hermiony. Nie może jej stracić! Nie może, nie może!
- Przestań! Nie widzisz, że lekarze robią co mogą? - Teraz to Ginny się zdenerwowała.
- Ale jakoś nie widać efektów - odburknął niemrawo Ron. Już wiedział, że przesadził.
Drzwi nagle się otwarły. Stanął w nich Harry, cały zarumieniony. Był podekscytowany przeprowadzką, zresztą tak samo jak Ginny. Jego skóra była wręcz brązowa, jest środek lata, a w pracy w polu można się nieźle opalić. Harry przekonał się do pomysłu mieszkania z Ginny. Teraz musieli odnowić dom, a zajmowało im to sporo czasu, więc rzadko tu zaglądał, a Ginny miała trochę mniej do pracy. Jednak gdy tylko usłyszał nowinę o zmianie w zdrowiu Hermiony, natychmiast przerwał pracę i przyleciał.
- Co z nią? - spytał od progu zaniepokojony. Harry ubrany był w letni uniform Aurora. Wygodna koszula z krótkim rękawem i spodnie za kolana. Do tego służbowe lakierki i odznaka Młodszego Aurora.
- Wszystko w porządku, panie Potter. - Lekarz musiał uspokajać kolejną osobę. - Tylko przyspieszył pannie Granger puls. A tak to...
Nie dane mu było skończyć. Hermiona szeroko otworzyła oczy i wydała z siebie leciutki okrzyk widząc tyle twarzy. Ron natychmiast do niej przylgnął.
- Hermiono, moja ty, och Hermiono! - mruczał jej do ucha. - Nareszcie jesteś, och Hermiono.
Nie mógł nic więcej z siebie wydusić. Strasznie cieszył się z jej wybudzenia. Po policzku spłynęła mu łza szczęścia.
Harry i Ginny zaczęli mówić przez siebie:
- Hermiono, wyzdrowiałaś!
- Och, jesteś, Hermiono!
- Jak się czujesz?
- I tu panna Weasley ma racje - przerwał im doktor Life. - Dajcie mi dojść do pacjentki, trzeba sprawdzić, czy wszystko w porządku.
- Co się stało? - spytała wreszcie Hermiona niepewnie próbując się podnieść. Doktor popchnął ją leciutko z powrotem do pozycji leżącej. - Ile tu jestem?
Ginny podeszła do Harry’go i chwyciła go za rękę.
- Miesiąc i tydzień - odpowiedział Harry, bo Ron cały czas tylko patrzył na Hermionę szczęśliwy. - Miałaś, em... wypadek.
Celowo nie przypomniał jej, co się stało. Na taką rozmowę później będzie czas.
- Co?! Miesiąc? - przeraziła się pacjentka raptownie się podnosząc i nie zważając na protesty lekarza. - Coś sobie przypominam... Konferencja w Ministerstwie, zmiana miejsca, worek i... nic więcej.
- Hermiono, spokojnie. - odezwał się wreszcie Ron i usiadł przy Hermionie. - Potem o tym porozmawiamy, na razie odpoczywaj.
- Ron czuwał przy tobie cały ten czas. Nie wychodził nawet na posiłki - powiedział Hermionie Harry. - Trzeba mu było przynosić jedzenie tutaj, bo nie chciał opuścić cię nawet na krok!
Hermiona spojrzała na Rona z wdzięcznością. Była wzruszona.
- Ron, naprawdę tak było? - spytała wyciągając do niego rękę
Pytany lekko skinął głową.
- Tak, Hermiono, bo widzisz... - zaciął się ujmując jej dłoń.
- Co? - ponaglała go gładząc palcem po jego knykciach.
- Hermiono, ja.... Kocham cię! - Przełamał się i wręcz wykrzyczał to. - Tak, kocham cię, zawsze cię kochałem, dlatego siedziałem tu, bo nie mogłem... nie mogłem pogodzić się z tym, że mnie opuścisz!
- Och, Ron! - Tym razem to Hermionie zabrakło słów.
- Przepraszam, że muszę przerwać te wyznania - wtrącił się dr Life zostawiając sprawę niedokończoną. - Ale panna Granger powinna teraz odpoczywać. Jeśli dacie jej państwo wyzdrowieć, to wyjdzie ze szpitala za tydzień.
- Dopiero za tydzień? - jęknął Ron.
- Tak panie Weasley. Jest to najkrótszy termin, a reszta zależy już od pacjentki - upomniał go lekarz.
- To my już pójdziemy - zaczęła Ginny, wycofując się do drzwi. - Zostawiamy ciebie, Hermiono, razem z Ronem, chyba macie sobie dużo do powiedzenia. Wracaj do zdrowia, a kiedy wyjdziesz ze szpitala, zapraszamy ciebie, Rona i pewnie wszystkich Wesleyów na obiad w naszym nowym domu!
- Co? Jakim nowym domu? - zdziwiła się Hermiona. Dziś czekały na nią same niespodzianki!
- Razem z Harrym przeprowadzamy się do Doliny Godryka - wyjawiła Ginny i pocałowała Harry'ego w policzek.
- No to super! - Ucieszyła się Hermiona i oczywiście przyjęła zaproszenie. - Ale czy ten dom czasem nie był w ruinie?
- Właśnie, on BYŁ w ruinie, ale zaczęliśmy już remont - wyjaśnił Harry obejmując Ginny. - Będziemy już lecieć, zdrowiej Hermiono!
- Ale, zaraz! - zatrzymała zakochanych Hermiona. - Powiadomicie moich rodziców? I Molly?
- Naturalnie. Właśnie mieliśmy tam iść - zapewniła Ruda.
Pomachali na pożegnanie i wyszli. Doktor, Ron i Hermiona usłyszeli jeszcze tylko trzask, co oznaczało, że deportowali się z placu.
Nora
W Norze rozległo się wołanie:
-Mamo! Mamo!
Ginny usłyszała brzdęk odkładanych naczyń i szybkie kroki do korytarza.
- Ginny! Harry! - Molly uściskała ich na powitanie.
Była ubrana w podomkę, jej rude włosy poprzetykane były coraz liczniejszymi pasmami siwizny. Mimo to tryskała radością i energią, choć ostatnie dni, kiedy Hermiona była w śpiączce, odcisnęły na niej swoje piętno. Świadczyły o tym smutne oczy i wiele nowych zmarszczek.
- Jak tam remont? - starała się brzmieć radośnie.
Zaprosiła ich do pokoju. Zdjęli buty i ubrali kapcie.
Gdy usiedli przy stole w salonie, Harry zaczął opowiadać.
- Remont przebiega bardzo sprawnie. Choć to dopiero początek, wstępne prace mamy już za sobą. Ginny wybiera tapety i meble, a ja załatwiam wszystkie materiały i formalności.
- Ale nie o tym chcieliśmy rozmawiać - wtrąciła się Ginny, przerywając Harry'emu.
Uśmiechnęła się szeroko i oznajmiła:
- Mamo, Hermiona się przebudziła!
No mi niestety ta część jak na razie podoba się najmniej. W sumie prócz wybudzenia Hermiony nic się tutaj nie dzieje. Wyznanie Rona jakoś w ogóle nie wzbudziło we mnie emocji, jedynie udało mi się odczuć radość Ginny i Harry'ego. Masz ładne opisy i szkoda, że zrezygnowałaś z początkowego opisu snu Hermiony (zawsze mogę to jeszcze dokleić, jak jednak zmienisz zdanie). Spodobał mi się w szczególności końcowy opis Molly.
Za to prócz tego, że prawie nic się tu nie działo, roiło się od błędów. Gdzieniegdzie na końcach zdań brakowało kropek, czasem poprawnie zapisywałaś "Harry'ego", a czasem błędnie, z dialogami też jest problem. I nieco mnie to dziwi, ponieważ wcześniej z zapisem dialogów problemu nie było. Wyślę Ci na PW krótki, parozdaniowy poradnik, jak pisać dialogi i następnym razem mam nadzieję, że będzie dobrze
Trochę się zawiodłam, bo po wspaniałej poprzedniej części uraczyłaś nas tak naprawdę zalążkiem czegoś, co ma się wydarzyć dalej. Mam nadzieję, że nie straciłaś pomysłów i będziesz kontynuowała tą historię na poziomie poprzedniej części. Powodzenia!