Krótki tekst po dłuuugiej przerwie. Trochę nie nawiązuje do poprzednich, ale musiałam zacząć nowe wątki ;)
Słońce już powoli zachodziło, gdy nagle pośród piasków pojawiła się postać, wzbijając wokół tumany piachu. Postać ta, odziana w biały t-shirt, krótką spódniczkę, ciemne okulary przeciwsłoneczne i czarne trampki, z zainteresowaniem wpatrywała się w horyzont.
Ten zachód słońca był wyjątkowo olśniewający. Od żółtej słonecznej kuli chowającej się coraz bardziej pośród fal morza odchodziły krwistoczerwone pręgi przypominające łuny samolotu szybującego po niebie. Na końcu czerwień mieszała się z fioletem, aż w końcu przechodziła w delikatny róż. Całe niebo zasnute było pomarańczowo-fioletowymi chmurami. Postać wyraźnie odcinała się od tła. Smukła sylwetka, długie, sięgające bioder włosy i zgrabne nogi świadczyły o tym, że jest to kobieta. Postać odsunęła rękę od czoła i żwawym krokiem ruszyła przed siebie. Zbliżając się do brzegu, zdjęła buty i rozkoszując się miękkim piaskiem pod stopami, dotarła do mokrej gleby. Weszła głębiej, a z każdym krokiem woda chłodziła jej nogi.
Stojąc po kolana w błękitnym bezkresie, zamknęła oczy i wyobraziła sobie dom. Ale nie byle jaki dom. Z dwoma balkonami po brzegi wypełnionymi kwiatami, ścianami pokrytymi muszelkami i niebieskawymi dachówkami przypominającymi morskie fale. Odetchnęła głęboko i poczuła, jak woda ucieka jej spod nóg. Po chwili otworzyła oczy, stojąc z butami w ręce przed takim właśnie domkiem. Szybkim ruchem zapukała do drzwi i prawie natychmiast jej otworzono. Na twarzy mężczyzny, którego zastała, pojawił się wyraz zdumienia zastąpiony zaraz radością.
- Ginny! - zawołał Bill, przyciągając siostrę do siebie i zgniatając w uścisku. Był ubrany w staromodne dzwony, koszulkę z krótkim rękawem i domowe papcie.
- Też miło cię widzieć, braciszku - wystękała, ledwo biorąc oddech. - Mógłbyś mnie wypuścić? Nie chciałabym zemdleć przed zobaczeniem się z twoją żoną.
Bill pospiesznie odsunął się od niej i ucałował w policzek.
- Oczywiście - zapewnił. - Wiesz, Fleur jest teraz w dość niecodziennym stanie - dokończył z wahaniem i obawą w głosie.
Rudowłosa od razu wyłowiła tę dziwną nutę.
- Co jej jest? - zapytała z niepokojem. - Czy coś się stało?
- Stało się coś... miłego - odpowiedział z uśmiechem Bill. - Zresztą sama zobaczysz.
Ginny, podejrzewając o co chodzi, poszła za bratem do sypialni małżeństwa. Mijając korytarz, zwróciła uwagę na nowy kolor ścian i wystrój pomieszczenia.
- Czyżby remont? - spytała, aby przestać niepokoić się o bratową.
- Tak - potwierdził Bill, gładząc ręką ścianę. Często w ten sposób się uspokajał. - Zdecydowaliśmy się na zielony, bo... Zresztą sama zobaczysz - powtórzył.
Stanęli przed drzwiami prowadzącymi do pokoju. Ginny wzięła głęboki oddech i przeszła przez próg. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to wydatny brzuch Fleur leżącej na łóżku. Na jej ustach czaił się delikatny uśmiech, gdy spoglądała z czułością na nienarodzone jeszcze dzieciątko. Jej wzrok padł na stojącą w drzwiach szwagierkę.
- Wejdź - powiedziała jakby nigdy nic. - I usiądź.
Fleur miała na sobie luźną niebieską tunikę i dresowe spodnie. Ginny dziwnie było widzieć ją w takim stroju. Zawsze przypisywała jej wykwintne suknie i szpilki. W końcu jej babka była wilą! Jednak nie przeszkadzało to w wielkiej sympatii, jaką darzyła swoją blondwłosą bratową. Niemniej jednak wpatrywała się ze zdumieniem w brzuch Fleur.
- Jak... - zaczęła, gdy minął pierwszy szok i był zdolna coś wykrztusić - jak to się stało?
- Hm, myślę, że na ten temat powinnaś porozmawiać z rodzicami - odpowiedziała z uśmiechem Fleur.
- Wiesz, o co mi chodzi - fuknęła z zirytowaniem Ginny, odzyskując rezon. - Dlaczego to ukrywaliście? Od kiedy jesteś w ciąży? Jaka jest płeć dziecka?
Bill roześmiał się serdecznie, słysząc lawinę pytań siostry.
- Wstrzymaj konie, siostra. - Zatrzymał ją uspokajającym ruchem ręki. - W odpowiedzi na twoje pierwsze pytanie - chcieliśmy wam zrobić niespodziankę. Fleur jest w 8 miesiącu ciąży i za tydzień planowaliśmy przenieść ją do szpitala. Płci nie powiemy, zachowajmy chociaż pewien element niespodzianki - dokończył, ruszając wymownie brwiami.
Ginny nie speszyło to ani trochę.
- Jak to niespodziankę? - oburzyła się. - Mogliście chociaż mi powiedzieć! Z chęcią bym wam pomogła. W zajmowaniu się domem i w ogóle...
- Czyżbyś sugerowała, że Bill sobie nie radzi? - zapytała z udawaną wrogością w głosie Fleur i pogroziła żartobliwie palcem.
- No... - zająknęła się Rudowłosa.
- W takim razie masz rację! - zawołała przyszła matka ze śmiechem.
Tym razem to Bill się obruszył.
- A kto przynosi śniadanie do łóżka biednej żonie? Kto gotuje? Kto sprząta dom? - wypytywał, triumfując mąż.
- Tak, tak, masz rację - poddała się z rezygnacją w głosie Fleur.
Jednak zaraz przywołała do siebie palcem Ginny.
- A to gotowanie nigdy mu nie wychodzi - powiedziała konspiracyjnym szeptem, aby małżonek usłyszał.
- No wiesz! - rozgniewał się na żarty Bill. - W takim razie zobaczymy, jak sobie poradzisz beze mnie! - zawołał wyzywająco i opuścił pokój.
Ginny wraz z Fleur zaśmiały się głośno. Rudowłosa zbliżyła się do łóżka i przysiadła na brzegu w obawie przed zakłóceniem ułożenia bratowej.
- Spokojnie, możesz przysunąć się bliżej - zapewniła Fleur, rozumiejąc intencje Ginny.
Kobiety zatopiły się w pogaduchach i nie zważały na upływ czasu. Ze strony Ginny padło wiele pytań o dziecko i ciążę, na które Fleur zdawkowo odpowiadała, pragnąc utrzymać choć w małym stopniu tajemnicę. Natomiast sama zadawała pytania o rodzinę, o Harry'ego, o Hermionę i o to, jak im się wiedzie. Ginny na wszystkie z pytań udzielała wyczerpujących odpowiedzi, ponieważ ostatnio stała się miłośniczką plotek i rozmów. Zapewniła, że najbliżsi są zdrowi, a z ich związkiem wszystko w porządku. Wreszcie Fleur przeszła do najbardziej dręczącej ją kwestii.
- Proszę, nie mów nikomu o dziecku. Skoro ty już wiesz, to trudno, ale zróbmy niespodziankę innym, dobrze?
- Oczywiście - odpowiedziała z uroczystą miną. Była tak zaaferowana sprawą, że zapomniała w jakim celu tu przyszła.
- Mogłabym jakoś pomóc? - zapytała po chwili. - Mogę tu z wami zostać przez jakiś czas, na przykład do wyjazdu do szpitala. Harry'ego i tak nie ma, z przyjemnością bym wam pomogła.
- Jak to Harry'ego nie ma? - zdziwiła się Fleur. - Oczywiście, że możesz zostać. Nie żartowałam w kwestii talentu kulinarnego Billa...
Ginny roześmiała się i podziękowała.
- Mój kochany wyjechał na jakiś staż - uspokoiła się wreszcie. - Tak więc w domu się nudzę. Tylko siedzę i nic nie robię. Wysłałam podanie o pracę w kilku miejscach, ale jeszcze nie uzyskałam odpowiedzi. Z chęcią zajmę się domem, u mnie wszystko robi Stworek.
- W takim razie witaj na pokładzie!
Nie bardzo wiem, co mogę powiedzieć o tak krótkim tekście, który jest tak naprawdę o niczym. Jest jak wycięta strona z jakiejś książki, nie wnosi nic nowego i do niczego nowego nie przygotowuje. Jest... nudne, jak dla mnie. Dialogi są dosyć sztuczne w niektórych momentach (rozmowa Fleur - Bill szczególnie). Jakoś nie przemawia do mnie ukrywanie tyle czasu ciąży, to jest co najmniej dziwne. Nie umiem tego zrozumieć, a tutaj nam tego nie wytłumaczyłaś, bo o dziwo Ginny również to szybko zrozumiała. Może to ja jestem dziwna? ;D
Błędów większych nie było, przecinki na plus. Jak początkowo opis był niezły, tak później w ogóle żadnego nie było. Nie opisałaś nam muszelki ani wyglądu Billa, a u Fleur skupiłaś się głównie na ubraniu.
I jeszcze jedno:
Nie pisz tak nigdy więcej ;D Czytelnik sam domyśliłby się, że to kobieta, co więcej wiedziałby nawet jaka konkretnie.