Ingrid i Harry Potter wyruszaj± do Azkabanu by przes³uchaæ podejrzanego. Czy dowiedz± siê czego¶, co zmieni ich spojrzenie na sprawê?
Fale ciemnego, wzburzonego morza uderza³y mocno w drewnian± ³ódkê, która pru³a w kierunku wyspy znajduj±cej siê po ¶rodku Morza Pó³nocnego. Deszcz la³ siê z nieba strumieniami i Ingrid prosi³a w duchu, ¿eby jak najszybciej znale¼li siê na brzegu. Siedz±cy obok niej Potter nie odezwa³ siê s³owem od piêtnastu minut, czyli mniej wiêcej od momentu, w którym rzuci³ na ³ódkê Zaklêcie Niezatapialno¶ci. Wygl±da³ jakby intensywnie nad czym¶ rozmy¶la³, wiêc Ingrid wola³a mu nie przeszkadzaæ, w nadziei, ¿e mê¿czyzna wpadnie na jaki¶ pomys³.
Po piêciu bardzo d³ugich minutach zaczarowana ³ódka zatrzyma³a siê ostro nad piaszczystym brzegiem wyspy i w momencie, kiedy Ingrid postawi³a stopê na mokrym piasku, przed jej oczami wyros³a ogromna, mroczna twierdza.
- Witamy w Azkabanie - odezwa³ siê Potter, przystaj±c na moment obok niej, po czym ruszy³ w stronê kilkumetrowych, betonowych drzwi pilnowanych przez dwóch potê¿nych mê¿czyzn. - Harry Potter, Biuro Aurorów Ministerstwa Magii w Londynie. Jest ze mn± Ingrid Lindberg z Biura Aurorów Ministerstwa Magii w Sztokholmie.
Ku zdziwieniu Ingrid, mê¿czy¼ni pozwolili im wej¶æ do ¶rodka bez zweryfikowania s³ów Pottera. Ten za¶ od razu wyczu³ jej zw±tpienie i pospieszy³ z wyja¶nieniem.
- Zdarza³y siê w przesz³o¶ci przypadki u¿ywania Eliksiru Wielosokowego do podszywania siê pod wiê¼niów - powiedzia³, prowadz±c j± przez d³ugi, ciemny korytarz do biegn±cych w dó³ schodów. - Jeszcze dziesiêæ lat temu Azkaban by³ pilnowany przez dementorów, których moce ogranicza³y powodzenie takiego oszustwa. Znalaz³y siê jednak osoby, którym uda³o wydostaæ siê na wolno¶æ. - Ich kroki odbija³y siê g³ucho od go³ych ¶cian, kiedy ostro¿nie schodzili po krêtych stopniach. - Kiedy dementorów zast±piono lud¼mi, u których, margines b³êdu jest szerszy, trzeba by³o zabezpieczyæ wiêzienie w inny sposób. Mury Azkabanu s± wiêc chronione specjalnymi zaklêciami, które maj± wyczuæ oszusta. Domy¶lam siê, ¿e wie pani, jak to dzia³a.
- Rozumiem, ¿e sprawê u³atwia zapisanie ¶ladu osoby, która ju¿ wcze¶niej odwiedzi³a to miejsce - powiedzia³a Ingrid, spogl±daj±c pytaj±co na Pottera. - A wszelkie zaklêcia i eliksiry maskuj±ce po prostu przestaj± dzia³aæ w momencie, kiedy postawi siê stopê na terenie wiêzienia.
Harry Potter pokiwa³ twierdz±co g³ow± i u¶miechn±³ siê pod nosem.
- Dok³adnie. Chocia¿ nie ukrywam, ¿e stra¿nicy powinni zachowaæ trochê wiêcej ostro¿no¶ci. Czujno¶æ, sta³a czujno¶æ.
Znale¼li siê przed ciê¿kimi, metalowymi drzwiami z okratowanym, wydr±¿onym otworem. Ingrid poczu³a siê jak w starym bunkrze; od ¶cian bi³ niesamowity ch³ód, a krople wody spadaj±ce z sufitu uderza³y g³ucho o kamienn± posadzkê. W oddali s³ychaæ by³o g³o¶ny szum morza.
- Niech pani wyjmie ró¿d¿kê - poinstruowa³ j± Potter i z ca³ej si³y za³omota³ w drzwi.
Po chwili po drugiej stronie pojawi³a siê znudzona twarz czarnoskórego mê¿czyzny, który wpu¶ci³ ich do ¶rodka.
- Przyszli¶my porozmawiaæ z Jackiem Ronsonem - powiedzia³ Potter, na co mê¿czyzna skin±³ g³ow±.
- Proszê za mn±.
Powêdrowali wzd³u¿ korytarza miêdzy celami. Przy kratach zaczê³o pojawiaæ siê coraz wiêcej wiê¼niów; niektórzy z nich mieli rozbiegane spojrzenia szaleñców, jeszcze inni wyci±gali rêce, ¿eby ich dotkn±æ albo rzucali niewybredne komentarze. Ingrid stara³a siê nie daæ po sobie poznaæ, ¿e przez krêgos³up przeszed³ jej bardzo nieprzyjemny dreszcz. Wreszcie stra¿nik zatrzyma³ siê przed jedn± z cel, machn±³ w powietrzu ró¿d¿k± i kraty otworzy³y siê z przeszywaj±cym skrzypniêciem. Ingrid wesz³a do ¶rodka za Potterem, a stra¿nik z powrotem zatrzasn±³ drzwi i stan±³ po drugiej stronie z rêkami zaplecionymi do ty³u.
- Cze¶æ, Jack - powiedzia³ Potter do postaci siedz±cej na pryczy pod ¶cian±.
- Dzieñ dobry, szefie - odpowiedzia³ mê¿czyzna g³osem pozbawionym emocji.
Mia³ gêste czarne w³osy, teraz nieco l¶ni±ce od ³oju i blad±, zapadniêt± twarz. Siñce pod oczami wskazywa³y, ¿e nie spa³ od kilku nocy.
- To jest Ingrid Lindberg. - Potter wykona³ nieznaczny ruch rêk± w stronê blondynki. - Pracuje z nami nad twoj± spraw±. Przyjechali¶my sprawdziæ, czy czego¶ sobie nie przypomnia³e¶.
Ronson podniós³ g³owê i spojrza³ na Ingrid. Jego oczy by³y czarne i puste.
- Nadal nic nie pamiêtam.
- Jack, je¿eli nie dostaniemy od ciebie czegokolwiek... - zacz±³ Potter. - Obawiam siê, ¿e nie bêdziemy mogli ci pomóc.
Mê¿czyzna podci±gn±³ kolana pod brodê i zakry³ je lekko przybrudzon± szat±. Wygl±da³ okropnie ¿a³o¶nie i Ingrid poczu³a, ¿e zaczyna mu wspó³czuæ. Zaczyna³a rozumieæ co Potter mia³ na my¶li, przekonuj±c j±, ¿e Ronson tego nie zrobi³. Wyra¼nie by³o widaæ, ¿e ch³opak by³ pod wp³ywem jakiego¶ magicznego...uroku? Kl±twy? Tego jeszcze nie wiedzia³a.
- Mo¿esz powiedzieæ, jakie jest twoje ostatnie wspomnienie? - Us³ysza³a jak jej g³os odbija siê echem od go³ych ¶cian.
Ch³opak zastanowi³ siê przez chwilê.
- Dopiero wróci³em do domu ze s³u¿by - zacz±³ powoli. - Zd±¿y³em tylko rozpaliæ ogieñ w kominku i usi±¶æ do sto³u z kolacj±, kiedy w p³omieniach pojawi³ siê pracownik ministerstwa i powiedzia³, ¿e mam natychmiast zjawiæ siê w domu pana Carlssona, bo ma dla mnie zadanie. - Przerwa³ na chwilê i odgarn±³ kosmyk t³ustych w³osów, który opad³ mu na czo³o. - Powiedzia³, ¿e to pilne i mam siê streszczaæ.
Ingrid pokiwa³a nieznacznie g³ow±, wyjê³a z kieszeni kurtki kawa³ek pergaminu i pióro i zanotowa³a kilka s³ów.
- Wiesz jak nazywa siê ten pracownik, który wyda³ ci polecenie?
- Nie znam jego nazwiska - odpar³ Ronson tym samym bezbarwnym g³osem.
- Móg³by¶ nam powiedzieæ, jak wygl±da³? - wtr±ci³ siê Potter, zaplataj±c rêce na piersi.
Nagle twarz bruneta wykrzywi³a siê w zdziwieniu. Podniós³ wzrok z punktu w koñcu celi, który obserwowa³ niemal przez ca³y czas i spojrza³ na Ingrid. B³ysk zdezorientowania w jego oczach zgas³ niemal w tej samej chwili, w której siê pojawi³.
- Ja... - wymamrota³. - Nie mogê sobie przypomnieæ... W tamtej chwili wydawa³o mi siê, ¿e na pewno gdzie¶ widzia³em tego faceta, ale teraz zupe³nie nie pamiêtam jak wygl±da³a jego twarz. Chocia¿... - W oczach Ronsona znów pojawi³ siê przeb³ysk emocji. - Ju¿ wiem! To by³ ten facet, który... - £UP. G³owa Jacka uderzy³a z impetem w kamienn± ¶cianê. £UP. Kolejny raz, i...
- Co jest do cholery! - wrzasn±³ Potter i podbieg³ do ch³opaka, próbuj±c powstrzymaæ go przed roztrzaskaniem sobie g³owy na kawa³ki. Z³apa³ go mocno za ramiona i przytwierdzi³ do pod³ogi, wbijaj±c kolano w jego krêgos³up.
Ingrid wpatrywa³a siê z zaskoczeniem w lepki od krwi ty³ g³owy bruneta. W tej samej chwili do celi wbieg³ stra¿nik, zaciskaj±c mocno palce na ró¿d¿ce. Wyczarowa³ niewidzialne wiêzy, które oplot³y rêce Ronsona, le¿±cego nieruchomo na ziemi.
- Chyba straci³ przytomno¶æ - stwierdzi³ stra¿nik i kolejnym machniêciem ró¿d¿ki podniós³ bezw³adne cia³o. - No, wizyta skoñczona. Muszê zabraæ go na piêtro do szpitala.
- Niech mnie pan poinformuje, co z jego stanem - powiedzia³ Potter, wyra¼nie wstrz±¶niêty tym, co przed chwil± siê wydarzy³o.
Ingrid wysz³a za nim z celi i nie odezwa³a siê s³owem, zanim nie znale¼li siê z powrotem na brzegu.
- W porz±dku? - zwróci³a siê do Pottera, który gramoli³ siê ostro¿nie do ³ódki.
- Tak - odpar³. - Nie rozumiem tylko, co siê sta³o. - Zachowywa³ siê jak szaleniec.
***
- Jak bardzo ufa pan swoim wspó³pracownikom, panie Potter? - zapyta³a Ingrid czterdzie¶ci minut pó¼niej, kiedy siedzieli w jednej z kawiarni niedaleko Ministerstwa Magii. Na stole sta³y dwie fili¿anki z gor±c± herbat± i ciastka.
- Na tyle, na ile wymaga tego moja praca - odpar³ mê¿czyzna, marszcz±c brwi. - Dlaczego?
Ingrid pochyli³a siê nieco i po³o¿y³a splecione d³onie na blacie.
- Kto¶ z ministerstwa kaza³ pañskiemu podw³adnemu zjawiæ siê u Carlssona. S± ró¿ne opcje, ale chyba warto zachowaæ ostro¿no¶æ. Maj±c na uwadze dobro sprawy, oczywi¶cie.
- Czêsto przekazujemy sobie takie wiadomo¶ci za pomoc± sieci Fiuu, to szybsze ni¿ wys³anie sowy - odpar³ Potter. - To nie jest chyba nic nadzwyczajnego?
Lindberg wypu¶ci³a powietrze z p³uc i napi³a siê herbaty z porcelanowej fili¿anki w kotki. Nie pamiêta³a, kiedy ostatni raz by³a w tak kiczowatym miejscu.
- Je¿eli to polecenie wysz³o od pana, to faktycznie, nie ma w tym nic nadzwyczajnego - powiedzia³a, wzruszaj±c ramionami. Zobaczy³a jednak cieñ, który przebieg³ przez twarz Pottera i wiedzia³a, ¿e trafi³a w sedno. - Je¶li jednak tak nie by³o, to mamy dwie mo¿liwo¶ci. Albo który¶ z pana pracowników chcia³ zabawiæ siê w szefa, albo...
- ...kto¶ celowo wys³a³ tam Jacka, ¿eby wrobiæ go w morderstwo - dokoñczy³ Harry Potter i potar³ d³oni± s³ynn± bliznê w kszta³cie b³yskawicy. Wygl±da³ na zmêczonego.
Ingrid pokiwa³a twierdz±co g³ow±. Z jednej strony wspó³czu³a Potterowi, który bêdzie musia³ siê teraz uporaæ z kretem w zespole, ale z drugiej cieszy³a siê, ¿e wreszcie pewne elementy zaczê³y uk³adaæ siê w logiczn± ca³o¶æ. Nadal pozostawa³y jednak kwestie, od których rozwi±zania byli daleko.
- My¶lê, ¿e kto¶ powinien wróciæ do Azkabanu i porozmawiaæ ze stra¿nikiem. - Utkwi³a spojrzenie niebieskich oczu w mê¿czy¼nie. - Musimy dowiedzieæ siê, czy kto¶ odwiedzi³ Ronsona w ci±gu tych kilku dni. Powiedzia³ pan, ¿e ch³opak zachowywa³ siê jak szalony. - Zrobi³a pauzê, a Potter skin±³ g³ow±. - Moim zdaniem, kto¶, kto szkoli siê na aurora, nie ze¶wirowa³by po trzech dniach spêdzonych w wiêzieniu.
- Kolejne zaklêcie?
- Jeszcze tego nie wiem - przyzna³a Ingrid. - Równie dobrze mo¿e to byæ eliksir. Istotne jest w tym momencie to, ¿e kto¶ ca³y czas grzebie w pamiêci Ronsona. Dzisiaj przez wiêkszo¶æ czasu rozmawia³ z nami bez jakichkolwiek emocji, ale mia³ przeb³yski, podczas których wyra¼nie siê o¿ywia³.
- To znaczy, ¿e nie chce siê ca³kowicie poddaæ kontroli - stwierdzi³ Potter, jakby to by³a najbardziej oczywista rzecz na ¶wiecie. Po chwili za¶mia³ siê krótko. - Wie pani, kiedy zobaczy³em, jak uderza g³ow± o ¶cianê, pomy¶la³em przez moment, ¿e zachowuje siê dok³adnie jak skrzat domowy, który chce siê ukaraæ za to, ¿e powiedzia³ kilka s³ów za du¿o.
Ingrid u¶miechnê³a siê w odpowiedzi na jego spostrze¿enie. Nagle w jej g³owie pojawi³ siê pewien pomys³.
- My¶lê, ¿e w³a¶nie otworzy³ pan kolejne drzwi, panie Potter. Je¿eli nie ma pan do¶æ na dzisiaj, to my¶lê, ¿e powinni¶my odwiedziæ jeszcze jedno miejsce.
Zdziwi³o mnie, ¿e tak ³atwo mo¿na dostaæ siê do Azkabanu, nie zostaj±c nawet sprawdzonym. Dobrze, ¿e Harry uwa¿a, ¿e stra¿nicy powinni byæ ostro¿niejsi. Widaæ nie zapomnia³ ulubionego powiedzonka Moody'ego.