Ktoś kolejny raz porywa Jamesa, raniąc Grace i zostawiając po sobie tajemniczy ślad. Ivy dowiaduje się nowych rzeczy na temat rodziców.
Biblioteka tego wieczoru była niemal pusta, nie licząc trójki uczniów siedzących w najdalszym kącie czytelni, no i Ivy, która zamknęła się na cztery spusty w dziale Ksiąg Zakazanych. Musiała przyznać, że zgłębianie pozycji, które znajdowały się na półkach było o wiele bardziej emocjonujące, kiedy była uczennicą, jednak teraz nie chodziło już o samo włamanie się do działu, ale o znalezienie odpowiedzi na pytania, które spędzały jej sen z powiek przez ostatnie dwie noce.
Cała rzecz rozchodziła się o list, który w świętym Mungu zostawił mężczyzna torturujący Grace. Ivy nie mogła oprzeć się wrażeniu, że gdzieś wcześniej widziała pismo, którym wiadomość została napisana, a do tego nadawca zdawał się dokładnie wiedzieć, co przygnało ją do Hogwartu.
Miałaś bardzo ciekawe dzieciństwo, Ivy Potter. Bogaci, wpływowi rodzice, sławny dziadek… Widzisz, tak się składa, że tacy ludzie zawsze mają najwięcej do ukrycia, a kiedy już te rodzinne sekrety wyjdą na jaw… Cóż, rodzina nagle przestaje być taka idealna. Chyba sporo wiesz na ten temat, czyż nie?
Mam więc dla Ciebie propozycję i jak mniemam, jesteś na tyle inteligentna, żeby nawet nie próbować jej odrzucić. Twój ojczulek nie chce współpracować i wiemy, jakie to ma dla niego konsekwencje. Ale widzisz, możesz go jeszcze ocalić, robiąc bardzo prostą rzecz: dowiesz się, gdzie jest przedmiot, w którego posiadanie weszła Twoja matka, a który należy do mnie. W jej przypadku odwaga była oznaką głupoty, bo nie chciała mi wyjawić, co zrobiła z amuletem, ale mam wrażenie, że Ty potrafisz przekalkulować, co bardziej się opłaca, a co nie.
Pamiętaj, że życie tatusia jest teraz w Twoich rękach. Może w trakcie twoich zadań literackich wpadniesz na coś, hm, odkrywczego…
Zamiast podpisu, na dole listu widniał tajemniczy symbol, którego Ivy nigdy wcześniej nie widziała. Mimo wszystko, jedyne skojarzenie, jakie przyszło jej do głowy, to znak Insygniów Śmierci, o których społeczność czarodziejów już dawno zapomniała, ze względu na zniszczenie Czarnej Różdżki. Jednak te dwa symbole znacznie się różniły, mimo że były zbudowane z tych samych elementów. Problem polegał na tym, że w żadnej z książek nie było nawet wzmianki, o którymkolwiek z nich, co znacznie utrudniało sytuację.
Ivy zdecydowała się nie tracić więcej czasu na przesiadywanie w bibliotece i postanowiła odwiedzić Bena, któremu czasami zdarzało się mieć jakieś trafne spostrzeżenie na tematy, o których nie miał bladego pojęcia.
- Przekopałam cały dział i nic – powiedziała Ivy dziesięć minut później, kiedy siedziała w miękkim fotelu popijając zieloną herbatę.
- Nie uważasz, że to dziwne? – zapytał mężczyzna, podnosząc wzrok znad listu. – Najdziwniej skonstruowana groźba jaką widziałem.
- Co masz na myśli?
- Ktoś wyraźnie chce cię zmanipulować; żąda w zamian rzeczy, o którą najwyraźniej sam nie potrafił zadbać, pod groźbą zabicia twojego ojca. – Ben zaczął przechadzać się po pokoju, ściskając pergamin w ręce. – Serio, porywać kogoś dwa razy tylko dlatego, że jakaś pierdoła została skradziona?
- Ben, nie obchodzą mnie zaburzenia osobowości tego człowieka – powiedziała Ivy i westchnęła bezradnie. – Moi rodzice weszli w posiadanie przedmiotu, który do nich nie należał; nie wiadomo w jakim celu, nie wiadomo skąd się to wzięło i co najlepsze – nie wiadomo, co to, do cholery, jest.
- Amulet – mruknął Ben. – Przecież jest na…
- O matko, wiem, że amulet. – Ivy przewróciła oczami. – Ale ile masz amuletów na świecie? Setki tysięcy? Miliony? Pomijając fakt, że większość z nich to wytworzone przez mugoli świecidełka, które nie mają żadnej magicznej mocy.
Oboje zamilkli i zamyślili się na dłuższą chwilę. Ivy jednak nie miała już żadnego pomysłu; była wycieńczona, zdezorientowana i zwyczajnie przerażona. Życie jej ojca wisi na włosku, a ona popija herbatę w pokoju Bena, bo jest zbyt niedouczona, żeby wiedzieć, co oznacza symbol w liście.
- Co z Grace? – zapytał nagle Ben, siadając w fotelu naprzeciw. – Wyjdzie z tego?
- Mówią, że tak – mruknęła Ivy. – Wzmocniono zaklęcia ochronne w całym szpitalu, a przed jej pokojem urzęduje jakiś auror, czy ktoś w tym stylu.
- Będzie dobrze.
- Biorąc pod uwagę ilość godzin, które w ciągu ostatnich tygodni spędziłam w szpitalu, zaczynam się obawiać, że wcale nie. – Blondynka wstała z fotela, odłożyła kubek na stół i wzięła do ręki list, który przed chwilą czytał Ben. – Serio, kto będzie następny? – dodała. - Muszę iść, może uda mi się jeszcze coś znaleźć. Dzięki za herbatę, hej.
Kiedy znalazła się na korytarzu, nie skierowała się w stronę swoich kwater, ale do wyjścia z zamku. Bardzo chciała porozmawiać z dziadkiem, bo była prawie pewna, że mógłby powiedzieć jej coś, dzięki czemu zbliżyłaby się do rozwiązania zagadki. Ten symbol nie kojarzył jej się z niczym, mogła jedynie zgadywać, że jak większość, miał swoje źródło w jakiejś starej legendzie. Dziadek opowiadał jej wiele takich historii, ale żadna z nich nie mówiła o symbolu, który byłby tak różny, a zarazem tak podobny do tego, przez który Voldemort wymordował setki czarodziejów.
Weszła na aleję w Hogsmeade, jednak zamiast skierować się na wzgórze do dziadka, z cichym pyknięciem aportowała się do świętego Munga.
*
- Ten facet na pewno nie dowodzi w tej dziwnej organizacji – powiedziała Grace, próbując podnieść się wyżej na szpitalnym łóżku. – To raczej typ gościa od brudnej roboty, stąd ta brutalność – dodała, wskazując na zabandażowany brzuch.
- Ale wy dzisiaj stawiacie psychologiczne diagnozy, bo nie wytrzymam – mruknęła Ivy i zaśmiała się pod nosem. – Ben też dzisiaj oceniał stan psychiczny osoby, która napisała ten list.
- Ben? – Grace uniosła brew.
- Pomyślałam, że będzie miał coś mądrego do powiedzenia, ale się przeliczyłam. – Ivy wyciągnęła się na krześle i spojrzała na brunetkę z uśmiechem. – Serio, z nim chyba nie rozwiążę tej zagadki.
Grace spojrzała na nią z nieskrywanym niepokojem.
- Trzymasz się w ogóle jakoś?
- Co masz na myśli? – Ivy nagle przestała się uśmiechać i wbiła wzrok w podłogę.
- To, że twój ojciec jest teraz nie wiadomo gdzie, nie wiadomo z kim i nie wiadomo w jakim stanie – wyszeptała kobieta. – A my mamy do rozwiązania problem, który na razie wydaje się być nierozwiązywalny.
- My mamy problem?
- Ivy, jakiś dziwny gość rzucił mną o ścianę jak szmacianą lalką z taką siłą, że prawie wykrwawiłam się na miejscu – powiedziała poważnie Grace. – To chyba czyni mnie jedną z zainteresowanych, prawda?
Ivy nie odezwała się ani słowem, nadal unikając spojrzenia Grace. Prawdę mówiąc, wolałaby, żeby nikt już się w to nie mieszał, nie chciała nikogo narażać na niebezpieczeństwo. A już na pewno nie Grace.
- To chyba nie jest dobry pomysł – powiedziała po chwili. – Przykro mi, że ucierpiałaś przeze mnie i moją rodzinę, ale…
- Och, zamknij się – warknęła brunetka z wściekłością. – Po prostu się zamknij. Naprawdę uważasz, że po tym wszystkim, co przeszłyśmy pozwolę, żebyś sama radziła sobie z jakimiś świrami?
- To niebezpieczne…
- Dawaj ten cholerny list! – Grace podciągnęła się koślawo na łóżku i oparła się o wielką poduszkę, patrząc ponaglającym wzrokiem na Ivy. – No jazda, na co czekasz?! Mamy chyba sprawę do rozwiązania!
Właśnie zastanawiałam się po części 5, jak połączysz pisanie biografii z porwaniem Jamesa. Szczerze mówiąc, trochę się obawiałam, że porzucisz ten wątek i skupisz się na tym, by Ivy szukała ojca. Dobrze jednak, że to połączyłaś ;D Jestem ciekawa co to za pseudoinsygnium wymyślisz i czy opiszesz nam któreś z tych wspomnień (byłabym za!).
Po tej części wiemy, że Grace na pewno nie należy do rodziny Potterów. Ciekawe kiedy nam tą zagadkę wyjaśnisz ;>