Tam, gdzie czas dawno się zatrzymał, ukryte są pradawne sekrety.
Grace czekała już od samego świtu niedaleko wzgórza, obrośniętego licznymi kwiatami. Kobieta patrzyła, jak kolorowe płatki mienią się najrozmaitszymi kolorami, kiedy padające na nie słoneczne promienie, odbijały się od niewielkich kropel rosy. Minuty mijały, a wokół poza leniwym wiatrem nic nie wskazywało na to, by cokolwiek miało się wydarzyć. Poirytowanie narastało wewnątrz Grace, która ostatecznie ruszyła sama na północ, w kierunku grobowca. Na nierównym terenie widać było ułożony stos głazów, które jeszcze niedawno blokowały wejście do środka. Niewymowna dotknęła delikatnie szorstkiego kamienia, szukając ostrzeżeń przed zaklęciami ochronnymi. Wiedziała, że prędzej czy później napotka różne bariery i klątwy, mające ochronić zmarłych przed nieproszonymi gośćmi. Przy wejściu jednak nie znalazła niczego ciekawego, nawet za pomocą kilku rzuconych na prędko zaklęć. Schyliła się nieco i spojrzała do środka czarnego tunelu. Zrobiła krok naprzód i po raz ostatni obejrzała się za siebie w nadziei, że gdzieś tam zobaczy biegnącego Richarda. Zawiedziona, zamknęła na chwilę oczy i wkroczyła do środka grobowca. "Lumos" mruknęła, rozświetlając kamienne pomieszczenie zimnym światłem różdżki. Była w przedsionku domostwa należącego do kogoś, kto wieki temu zdecydował, że to właśnie tutaj zaśnie na zawsze. Na samą tę myśl, kobieta poczuła znajomy dreszczyk ekscytacji. Cieszyła się, że po prawie dwóch latach znów może zagłębić się w podziemny świat, gdzie czas dawno temu się zatrzymał. Strop nie był zbyt wysoki, więc podążała do przodu powoli, lekko pochylona. Jedną ręką sunęła delikatnie po pobliskiej ścianie. Korytarz ciągnął się coraz głębiej, aż do zdobionego portalu wykonanego z połyskliwego kamienia. Wśród otaczającego zewsząd mroku, zdawało się, że wypolerowany łuk świeci oślepiającym blaskiem. Grace zniżyła nieco różdżkę podchodząc do przejścia. Rozpoznała zieleń szmaragdu, kiedy jej oczy przyzwyczaiły się do odbijającego światło kryształu. Machnęła kilka razy różdżką, tworząc niewielką mgiełkę, która leniwie dotknęła zielonego kamienia. Nie wywołało to jednak żadnej reakcji, więc Grace uznała za bezpieczne, dotknąć portalu własnymi rękoma. Pod opuszkami palców poczuła chłodny i gładki materiał. Mimo licznych inkluzji, nie wyczuwała ostrych krawędzi, jakby tajemniczy łuk był stworzony z pojedynczego kawałka. U szczytu jednak natrafiła w końcu na wyraźnie zarysowane wgłębienie. Uniosła światło różdżki i zauważyła starożytne runy. Niewymowna szybko odnalazła wszystkie znaki, po czym zabrała się za ich odczytywanie. Jako pierwsza znajdowała się odala. Grace uśmiechnęła się, rozpoznając runę będącą symbolem przodków, co oznaczało, że za tym niezwykłym portalem znajduje się miejsce pochówku. Smukłe palce przesunęły się na kolejne znaki. Kobieta bez problemu rozpoznała raido i algiz, zastanawiając się co mogą one oznaczać w zestawieniu z przodkiem. Intuicja podpowiadała jej podróż i ochronę, biorąc pod uwagę, że rodzina zmarłego chciała, by jego dusza bezpiecznie dotarła do krainy zaświatów. Grace jednak czuła, że za tym prostym przekazem kryło się coś jeszcze. Miała wrażenie, że odpowiedź znajduje się na końcu jej języka i kiedy zdawało się, że już rozwikłała zagadkę, odpowiedź umykała. Parę razy dokładnie sprawdziła, czy na portalu nie znajdują się żadne dodatkowe znaki lub poszlaki. Rzuciła kilka zaklęć mających upewnić ją, że w samym zielonym kamieniu nie kryją się dodatkowe klątwy ochronne, jednak zdawało się, że jedynie tym trzem runom zawierzono tutaj ochronę grobowca. Grace wzięła głęboki wdech, po czym wypuściła głośno powietrze i zrobiła krok do przodu. Uśmiechnęła się z ulgą, kiedy okazało się, że jej podejrzenia ponownie były słuszne. Wyczarowała przed sobą kulę światła, którą posłała przed siebie. Chciała przekonać się jak duża była rozciągająca się przed nią sala. Chłodne światło powoli ukazywało, okrągłe pomieszczenie, a gdzieś kilka metrów poniżej wejścia znajdował się pojedynczy grób. Kamienne schody pokryte były miękkim i wilgotnym mchem. Grace rozejrzała się uważniej po sklepieniu, które miało kształt kopuły, jednak nie to zwróciło uwagę niewymownej, a dziwne malowidło znajdujące się na nim. Zrobiła krok do przodu, lecz jej stopa napotkała pod sobą jedynie próżnię. Grace runęła do przodu, wyciągając przed siebie ręce. Spadła kilka stopni w dół, a różdżka wypadła jej z ręki, przez co zgasło główne źródło światła. Zapadła ciemność, a kobieta zaklęła pod nosem. Była na siebie zła, gdyż dawniej nigdy nie pozwoliłaby sobie na choćby najmniejszy błąd. Perfekcjonizm podczas poruszania się po starożytnych grobowcach był w jej zawodzie kluczem do dożycia starości bez trwałych uszczerbków na zdrowiu. Grace usiadła spokojnie, próbując przyzwyczaić się do nagłego mroku. Spojrzała w górę i oniemiała. Dziwne malowidło, które wcześniej tak ją zaintrygowało, emanowało teraz słabym blaskiem. Delikatna zieleń była jakby żywa, gdyż światło przybierało na sile, po czym gasło. Cały strop pulsował niczym żywy organizm. Kobieta przetarła oczy i spojrzała w dół, próbując zlokalizować swoją różdżkę. Skupiła się i powiedziała wyraźnie "Lumos". Na końcu hebanu zajaśniała słaba iskierka. Niewymowna ostrożnie podeszła do swojej różdżki, podniosła ją i na nowo wyczarowała jasną kulę. Stała na dole okrągłego pomieszczenia. Z tej nowej perspektywy zauważyła, że wzdłuż ściany stoją posągi, przedstawiające ludzi w długich szatach z zarzuconymi na głowę kapturami. Za Grace znajdował się natomiast szary grobowiec, wykonany dokładnie z tego samego kamienia co cała grota. Niewymowna przyjrzała się płycie i zauważyła, że pod grubą warstwą kurzu, na powierzchni kamienia coś zostało wyryte. Skierowała swoją różdżkę i powiedziała "Terego". Pył uniósł się z miejsca, gdzie zbierał się od wieków i znikał pod dotknięciem hebanu. Kobieta nie spieszyła się, gdyż nie chciała uszkodzić starożytnego grobu. Uważnie odkrywała wypolerowaną płytę, w której wyryte były dziwne kształty oraz runy. Kiedy skończyła oczyszczanie, mogła w końcu zobaczyć całość. Po raz pierwszy widziała na swoje oczy skomplikowane wzory, które przeplatały się, łączyły i rozdzielały, okrążając i przenikając wyryte napisy. Grace chciała jak najprędzej odczytać tekst, jednak odszyfrowywanie run skrytych w plątaninie innych wzorów było nie lada wyzwaniem. Powoli jednak udawało się jej litera po literze złożyć kilka słów. "Spoczywa tu największy z mędrców, obrońców natury. Mekirth, dąb wszystkich druidów, dair go léir draoithe." Grace wstrzymała oddech, słysząc w wypowiadanych słowach język, który przypominał ten, którego szukała od miesięcy. Nie wiedziała nawet kiedy dotknęła tych kilka run w nieznanym jej języku. Wyczarowane przez niewymowną światło ponownie zgasło. Spod palców kobiety wydobyło się to samo pulsujące zielone światło, które rozlało się na wyryte w kamieniu słowa oraz pozostałe wyżłobione linie. Światło nie objęło jednak całego wzoru, a jedynie kilkanaście linii jaśniało. Grace w końcu zrozumiała ukryte znaczenie ze szmaragdowego portalu. Raido wcale nie oznaczało podróży, a dąb. Przydomek druida, którego grób stał przed nią, emanował właśnie intensywną zielenią. Widziała, jak na wyrytych w kamieniu gałęziach pojawiały się liście. "Przodek, dąb, który nas chroni", to był przekaz tamtych trzech run. Kiedy pulsujące światło uformowało drzewo w pełni rozkwitu, pojaśniały także szaty posągów, stojących pod ścianami. Grace dokładnie zobaczyła, że każda z postaci trzyma w rękach symbole różnych drzew. Grota jakby drżała od wzbudzonej w niej magii. Niewielkie kamyczki zaczęły podskakiwać, lecz mimo to kobieta nie słyszała żadnych dźwięków. W umyśle Grace zapanowała nagle nieprzebrana cisza, jedynie stłumione emocje szalały na granicy świadomości kobiety. Pośród tej nienaturalnej pustki niewymowna usłyszała delikatny głos. "Przed złem nieodgadnionym wstrzymaj różdżkę swą." Grace nie rozumiała co ma oznaczać to ostrzeżenie, nie tego się spodziewała. Znów usłyszała stukot kamyczków, a wszystkie emocje zaczęły walczyć o władzę nad umysłem kobiety. Grace zachłysnęła się, kiedy nadaremnie próbowała opanować swoje myśli. Oddychała szybko i płytko, powoli dochodząc do siebie. Zorientowała się, że klęczy na posadzce, a z jej lewego nadgarstka cieknie wąska strużka krwi. Instynktownie przycisnęła zranioną rękę do swojej klatki piersiowej, podczas gdy za pomocą drugiej powoli podniosła się na nogi. Rozejrzała się po grobowcu, zauważając, że zielone światło wydobywało się teraz ze ścian groty. Pomiędzy każdym posągiem rozciągały się rzędy run. Grace podeszła do jednej z nich i zaczęła odczytywać zapisane tam słowa. Zrozumienie tego co właśnie czytała, przyszło jak grom. Niewymowna otwarła szeroko oczy, a usta mimowolnie ułożyły się w szeroki uśmiech. Miała przed sobą tekst zapisany zarówno w swoim języku, jak i w tajemniczym narzeczu, przy akompaniamencie którego umarł Cormac. Grace szybko sięgnęła do swojej przepaski, gdzie miała niewielki kawałek pergaminu, pióro i odrobinę atramentu. Rozłożyła swoje przyrządy do pisania na podłodze, po czym uniosła różdżkę i powieliła ich ilość. Mogła teraz zabrać się za przepisywanie tajemniczych tekstów.
Grace obudziła się nagle. Bolały ją wszystkie kości, a zmarznięte mięśnie stawiały opór przy jakimkolwiek ruchu. "Lumos" szepnęła półprzytomna, po czym rozejrzała się wokół. Kobieta wstała z kamiennej posadzki i opierając się o jeden z dwunastu posągów. Musiała zasnąć, kiedy spisywała tekst ze ścian grobowca. Nie wiedziała ile czasu minęło od kiedy weszła do tego pomieszczenia, straciła już rachubę czasu. Przetarła oczy i podniosła z ziemi pióro i pergamin, po czym zerknęła na ścianę, lecz nie było tam niczego. Wszystkie napisy na ścianach, jeszcze tak niedawno emanujące zielenią, teraz zniknęły. Kobieta zbiegła po schodkach i dotknęła napisów na kamiennej płycie, lecz nic się nie wydarzyło. Grota wydawała się jakby martwa, chociaż tak naprawdę właśnie teraz wyglądała jak zwykłe pomieszczenie. Grace wróciła do swoich notatek. Wertując zapisane zdania zastanawiała się, czy wystarczy jej to do sporządzenia pełnego tłumaczenia. Jeszcze raz rozejrzała się po grocie z nadzieją, że znajdzie jakąś wskazówkę, cokolwiek co przywróciłoby tajemnicze światło. Usilne poszukiwania jednak nie dały oczekiwanych rezultatów. Niewymowna zagryzła wargi, zła na siebie, że zasnęła. Straciła może jedyną szansę na spisanie wszystkich słów w tajemniczym języku. Zebrała pospiesznie zapisane kartki, schowała do przepaski kałamarz i pióro, po czym skierowała się do wyjścia. Przechodząc przez szmaragdowy portal, zerknęła na wyryte tam trzy runy. Wiedziała już jaki niosły za sobą przekaz. Uśmiechnęła się, przywołując tamto uczucie, kiedy to zrozumiała. Radość jednak szybko zniknęła, kiedy przypomniała sobie co nastąpiło po rozbudzeniu się grobowca. Nie miała pojęcia przed czym ostrzegał ją głos sprzed wieków, jednak wiedziała że zapowiadał zbliżające się niebezpieczeństwo. Wychodząc na powierzchnię oślepiły ją intensywne promienie Słońca. Były tak bardzo jasne w porównaniu do delikatnej, pulsującej zieleni. Kobieta przetarła oczy, próbując pozbyć się ciemnych plam, pojawiających się przy każdym mrugnięciu. Uniosła różdżkę i rzuciła na wejście do grobowca kilka zaklęć maskujących i zamykających, tak by tylko ona mogła tam wejść ponownie. Po spędzonym tam czasie Grace wiedziała, że znajdująca się tam wiedza nie może wpaść w niepowołane ręce. Kobieta usatysfakcjonowana zabezpieczeniami jakie poczyniła, rozejrzała się po otaczających ją wzgórzach. Dzień miał się ku końcowi, co oznaczało, że musiała spędzić w grobowcu dwa dni. Kobieta obróciła się wokół własnej osi, po czym z trzaskiem się deportowała.
Kawał dobrego tekstu. Dodając swoje pierwsze części fan ficku rozpoczynającego dopiero przygody Ricza - Przesyłka niezgody, zostałeś okrzyknięty mistrzem opisów i miło mi widzieć, że nadal możemy Cię tak nazywać, brawo ;D Są emocje, ale co jest tutaj najlepsze, to aż czuć tą pradawną magię, którą nam przedstawiłeś. Podoba mi się też dziwny język, chociaż przypomina mi bardzo elficki Tolkiena i zaczynam się zastanawiać, czy za mocno z niego nie czerpałeś... Ciekawi mnie również czy wymyślasz te słowa przypadkowo, czy być może masz na to jakiś układ, klucz, cokolwiek.
Poza tym ponarzekam - rozdział o Grace, oczy mi krwawią