Czasem po ciężkim dniu pracy każdemu należy się chwila spokoju.
Richard w końcu dotarł do kamienicy, którą nazywał domem. Powłócząc nogami, wchodził powoli na piętro. Skrzypienie starych, drewnianych schodów już z oddali zapowiadało powrót zmęczonego aurora. Mężczyzna zauważył jak spod drzwi wydobywa się smuga światła i z radością stwierdził, że jego mieszkanie nie jest puste. Taki stan trwał już od prawie trzech miesięcy, kiedy to Grace wprowadziła się do niego, lecz mimo to nadal cieszył się, że oprócz Karmelka czeka na niego ktoś jeszcze. Od samego progu krzyknął radosne "Wróciłem!", po czym zrzucił z siebie ciężki płaszcz.
Szurając po podłodze, próbując nałożyć na swoje stopy parę kapci, wkroczył do salonu. Na kanapie siedziała Grace, czytając grubą księgę. Zerknęła na swojego męża i uśmiechnęła się do niego. Richard podszedł do kobiety, składając przydługi pocałunek na jej ustach, po czym usiadł obok swojej żony.
- Jak ci minął dzień? - zapytała zdawkowo. - Chyba nie zawalili cię od samego początku wszystkimi obowiązkami?
- Chyba jednak to zrobili - westchnął Richard. - W całym ministerstwie wrze jak w ulu. Potter wprowadził stan wyjątkowy i ściągnął do biura wszystkich aurorów. Jestem wykończony - sapnął Richard, po czym położył się, kładąc głowę na udach swojej żony. Grace odłożyła książkę i zmierzwiła włosy swojego męża.
- Do mnie też przyszła dzisiaj sowa. Mój szef najwyraźniej jakoś dowiedział się, że jestem już w kraju - zaczęła powoli.
- Chyba nie każe ci wrócić do pracy? Masz przecież jeszcze co najmniej tydzień urlopu.
- Tak, dlatego też list zawierał zwykłą propozycję. Mogę ją w każdej chwili odrzucić i cieszyć się beztroską, kiedy w tym samym czasie mój mąż będzie zaharowywał się na śmierć, próbując przywrócić porządek. - Richard chciał coś wtrącić, lecz Grace położyła mu palec na ustach. - Czytałam Proroka. Cała północ kraju nagle zaczęła wariować, więc nawet nie próbuj mi wmówić, że to nic takiego. Poza tym, ta prośba odnosiła się do odkrycia nowego grobowca. Dawno nie badałam starych, od dawna nie użytkowanych korytarzy. Chciałabym w końcu poczuć ten dreszczyk emocji, tę adrenalinę związaną z odkrywaniem nieznanego, rozumiesz?
- Więc nie mam szans, by odwieść cię od tej decyzji?
- Nie - ucięła krótko, uśmiechając się lekko. Radość jednak szybko zniknęła, kiedy Grace zbierała się do kontynuowania rozmowy. - Jest tylko jedna rzecz... Nie mam pojęcia, czy w ogóle powinnam powiązać te sprawy, ale grobowiec ten znajduje się całkiem niedaleko od miejsca, w którym odnaleziono ciało Gabrielle, tej kobiety, która uratowała mnie od tortur.
Richard poderwał się nagle i patrzył z niepokojem na swoją żonę.
- To była pierwsza ofiara, z tymi znakami - powiedział półszeptem. - Jadę z tobą. Rano napiszę do Pottera sowę, że będę zajęty.
Auror chciał czym prędzej wstać i pobiec po pióro i kałamarz, lecz zatrzymała go dłoń żony, która złapała go delikatnie za ramię.
- A stan wyjątkowy?
- Zrozumieją. W końcu poza tym całym zamieszaniem, nadal moim głównym śledztwem są te tajemnicze zabójstwa. W tym grobowcu może czaić się osoba odpowiedzialna za to wszystko.
- Szczerze, wątpię by ktoś się tam ukrywał. Grobowiec był zapieczętowany potężnymi zaklęciami od wieków... - Grace urwała zdanie, przygryzając swoje wargi. Nie chciała, by ta informacja zabrzmiała tak dosadnie.
- Tym bardziej tam idę. Coś musiało przełamać starożytną pieczęć i wątpię by to było coś miłego.
- W porządku. Wyruszamy z samego rana. - Grace oparła głowę o ramię Richarda, lecz zaraz podniosła się z sofy. - Zaraz wracam - powiedziała, po czym skierowała swoje kroki ku kuchni. Chwilę później wracała już z butelką w jednej ręce i dwoma kieliszkami w drugiej.
- Przepraszam, że tyle mi zajęło, ale Karmelek domagał się kolacji i... - Tu przerwała słysząc donośne chrapnięcie. Położyła czerwone wino na stoliku i usiadła na fotelu, patrząc na Richarda, który zasnął na siedząco. Westchnęła, po czym odkorkowała butelkę i nalała sobie pełen kieliszek.
Richard obudził się w środku nocy, z niesamowitym bólem w karku. Niezbyt wiedząc gdzie się znajduje, wstał masując sobie szyję i rozglądnął się wokół. Zdał sobie sprawę, że musiał nagle zasnąć, kiedy czekał na powrót Grace. Usiadł na powrót na sofie i szukał na oślep swojej różdżki. Znalazł ją wciśniętą za poduchę. Mruknął cicho "Lumos" i mrużąc oczy, spojrzał na wiszący na ścianie zegar. Wskazówki pokazywały, że całkiem niedawno minęła północ. Auror zauważył w połowie pustą butelkę z czerwonym winem, którą zaniósł do lodówki. Pocierając swoje skronie, poczłapał do sypialni, gdzie spała Grace. Jak najciszej położył się obok swojej żony i w mgnieniu oka, ponownie zasnął.
Szum wody obudził aurora tuż przed świtem. Richard leniwie przeciągnął się, po czym zrzucił z siebie kołdrę i usiadł na łóżku, przecierając oczy. Ziewając przeciągle wstał i spojrzał przez okno. Na ulicy Pokątnej było jeszcze pusto, jedynie pojedynczy czarodzieje sunęli powoli po ciemnych uliczkach. Kiedy wyszedł z sypialni, trafił na Grace, która właśnie wyszła z łazienki. Miała na sobie jasnoniebieski szlafrok, a jej włosy obwiązane były białym ręcznikiem.
- Dzień dobry kochanie - rzekł Richard, po czym cmoknął swoją żonę w policzek. Grace jedynie odburknęła "Dobry" i zamknęła się w pokoju. Auror lekko zdezorientowany, skierował się do kuchni. Kiedy popijał gorącą kawę z mlekiem, usłyszał stukot w okno. Na parapecie siedziała niewielka sówka, która skakała w tę i we w tę. Mężczyzna wpuścił zwierzę do środka. Mała listonoszka zrzuciła list na aurora i zaczęła wesoło pohukiwać, latając wokół głowy Richarda, który nadal nie do końca się rozbudził. Podał Świstośwince kawałek przysmaku i zajął się czytaniem dostarczonego właśnie pergaminu. Oczy Richarda powoli poruszały się w prawo i w lewo, po czym nagle rozszerzyły się. Jak w amoku rozglądnął się po kuchni, po czym pobiegł do sypialni.
- Grace! - krzyknął. - Przyszedł już Prorok Poranny?
Niewymowna stała do niego tyłem, ubierając dopasowaną bluzę.
- Tak, leży na stole w salonie - odpowiedziała, nie odwracając się do Richarda.
Auror pobiegł szybko, szukając gazety. Dorwał leżący egzemplarz i nerwowo przerzucał kartki. W końcu znalazł to, czego szukał. "Nie, to nie może być…. Na gacie Merlina…" szeptał do siebie. W końcu rzucił gazetę i ruszył z powrotem w kierunku sypialni. Jak oszalały otworzył szafę i pospiesznie przerzucał swoje szaty.
- Czegoś szukasz? - Zagadnęła Grace, która najwidoczniej zaintrygowana była zachowaniem swojego męża.
- Tak, widziałaś może gdzieś moją roboczą szatę?
Kobieta roześmiała się, zrzucając ze swojej głowy turban i przecierając nim jeszcze swoje blond włosy.
- Czemu się śmiejesz?
- Bo masz tą szatę na sobie. Wprawdzie trochę pomięta od spania w niej, ale widziałam ją już w gorszym stanie.
Richard spojrzał po sobie i odetchnął z ulgą.
- Lecę do biura, muszę wyjaśnić pewne nieporozumienie.
- A co z wyprawą do grobowca? Wyruszam za godzinę.
Richard zatrzymał się w pół kroku rzucając w przestrzeń nieme przekleństwo. Spojrzał błagalnym wzrokiem na swoją żonę.
- Kompletnie zapomniałem. Grace, mogłabyś poczekać na mnie odrobinę? Jak tylko wyjaśnię kilka spraw, to wyruszę do ciebie. Naprawdę nie spodziewałem się, że przy stanie wyjątkowym będziemy musieli jeszcze radzić sobie z dziennikarzami. Postaram się pojawić nad tą rzeką najszybciej jak tylko się da. Obiecuję.
- Sokoro musisz... oczywiście że poczekam chwilę.
Richard uśmiechnął się lekko, po czym wybiegł z mieszkania. Grace słyszała donośne jęki drewnianych schodów, kiedy musiały zmierzyć się z ciężarem biegnącego mężczyzny. Kobieta wzięła do ręki grzebień i powoli rozczesując wilgotne jeszcze włosy, udała się do salonu. Bez problemu zlokalizowała leżącą na podłodze gazetę. Rozłożyła ją równo na stole i niespiesznie szukała powodu paniki swojego męża. W końcu zauważyła na jednej ze stron nazwisko Richarda.
"Kłamstwa i tajemnice w Ministerstwie Magii"
Ostatnio wszystkimi wstrząsnęły wydarzenia związane z zawodnością zaklęć antymugolskich i wybuchem epidemii chropianek. Wydawałoby się, że wszelkie służby zostały natychmiastowo rozesłane do pozbycia się tych problemów, jednak nikt nie wyjaśnia czemu musiało się to wydarzyć, pisze nasz specjalny korespondent Rita Skeeter. Richard Woodward, młody auror niedawno wychwalany za swój heroizm przy zdemaskowaniu grupy spiskowców, zapytany został o obecne problemy. Zaniepokojeni czarodzieje i czarownice, pragnący dowiedzieć się, kto jest odpowiedzialny za ten chaos i czy mogą czuć się bezpieczni, licząc na ochronę ze strony biura aurorów, muszą niestety sami zadbać o własne rodziny. Jak powiedział sam Richard Woodward, epidemia chropianek doprowadziła do makabrycznego morderstwa znanego i lubianego hodowcy psidwaków. Młody Auror odmówił jednak odpowiedzi na dalsze pytania naszych zaniepokojonych czytelników. Jakie jeszcze mroczne sekrety ukrywają przed nami ci, którzy zwą się obrońcami społeczności magicznej? Jestem pewna, że ostatnie wydarzenia są jedynie niewielką częścią smoczego łajna, które obecny Minister Magii Kingsley Shaklebot zamiata swoim Nimbusem pod dywan.
Super, jestem naprawdę pod wrażeniem. Bardzo wciągająca treść, a jeśli chodzi o błędy to nie ja tu od tego jestem.