Rose i Hugo mówią Jamesowi, że ich mugolscy dziadkowie zostali zamordowani. Potter ma kolejny sen...
James kompletnie nie wiedział, co robić. Poklepał lekko po plecach swoją kuzynkę, która właśnie wypłakiwała mu się w ramię. Odgarnął jej włosy ze swojej twarzy i zobaczył Hugo siedzącego na krześle pod ścianą. Twarz miał ukrytą w dłoniach.
- Rose, co się stało? - zapytał łagodnie Potter, gdy dziewczyna wreszcie go puściła. Miała podpuchnięte oczy, a policzki lśniły jej od łez.
- D-dziadek i-i b-babcia n-nie ż-żyją - odpowiedziała, łkając, Rose.
James poczuł jak coś skręca mu się w żołądku. Oni na liście mieli numery dwudziesty trzeci i dwudziesty czwarty. Osoby z poprzednich numerów wciąż żyły. On nadal żył, choć był pierwszy. A może wcale nie chodzi o dziadka Artura i babcię Molly? Przecież gdyby chodziło, wieść dostaliby nie tylko Rose i Hugo...
- Mówisz o dziadkach ze strony waszej mamy? - zapytał chłopak.
- Tak, profesor Longbottom powiedział nam, że zostali zamordowani - odpowiedział Hugo.
- Przez kogo? - spytał James, czując ulgę, choć wiedział, że nie powinien. Rodziców cioci Hermiony nie było na liście.
- Tego nie wiemy. Powiedział tylko, że zostali zamordowani, ale nic więcej. Żadnych szczegółów - odparła Rose.
- Mówił, że rodzice zabronili nas informować o szczegółach - dodał Hugo.
- Kiedy pogrzeb? Pewnie rodzice was zabiorą, żebyście mogli pojechać, prawda? - zapytała Jane, o której obecności James zdążył już zapomnieć.
- No właśnie tego też nam nie powiedzieli. Mamy uważać na siebie i zostać w Hogwarcie - odpowiedziała rudowłosa.
- Prawdopodobnie będziemy musieli zostać tu też na święta - dodał Weasley. - Wszyscy. Ja, Rose, James, Lily i Albus.
- Ale dlaczego? - zapytał zdziwiony Potter.
- Longbottom powiedział, że to ze względów bezpieczeństwa - wyjaśniła jego kuzynka. - Musimy poinformować twoją siostrę... no i Ala też.
***
James szedł korytarzem, nie zwracając na nic uwagi, przez co dwa razy omal nie potrącił pierwszoklasisty. Miał tylko jeden cel. Gabinet dyrektora. Rose i Hugo zaszyli się w swoich dormitoriach. Pomyślał, że po raz pierwszy w życiu jego kuzynka mogłaby żałować przydziału do Ravenclawu. Jej brat mógł liczyć na wsparcie Lily, a ona? Nie miała w swoim Domu żadnych bliskich osób. Posiadała oczywiście przyjaciół wśród Krukonów, ale to nie było to samo, co rodzina. Jedynie bliźniacy Scamander, którzy czasem odwiedzali Potterów i Weasleyów razem ze swoimi rodzicami, nie byli mieszkańcami Ravenclawu, których Rose poznała najwcześniej w pociągu, jadąc pierwszy raz do Hogwartu. Problem polegał na tym, że byli od niej cztery lata młodsi i mieli co innego w głowie od pocieszania starszej koleżanki. James nawet nie zauważył, kiedy stanął przed kamienną chimerą.
- Kremowe piwo. - Chłopak wypowiedział hasło, ale posąg ani drgnął.
O tym Potter nie pomyślał. Profesor Jayson najwyraźniej zmienił hasło, a on nie miał pojęcia na jakie. Haseł wymyślanych przez dyrektora nie można było przyczepić pod jedną kategorię, a więc nie mógł spróbować dostać się do jego gabinetu metodą prób. W tej sytuacji uznał, że najlepiej będzie udać się do biblioteki w poszukiwaniu informacji o Masce Świętego Maga. Oczywiście wątpił, że znajdzie je w dziale dostępnym dla wszystkich, więc uzbrojony w Mapę Huncwotów wszedł do działu Ksiąg Zakazanych, gdy w zamku panowała już cisza nocna.
Uwagę Jamesa przykuła jedna z ksiąg, oprawiona w jakiś dziwny, najwidoczniej już stary i zniszczony materiał. Gdy dotknął grzbietu, poczuł, że była to wyschnięta ludzka skóra. Albus mówił, że widzi ludzką skórę! Chłopak otworzył księgę, żeby przeczytać, co jest w środku, ale tekst był zbyt wyblakły, żeby go odczytać. Jedynie na ostatniej stronie można było dostrzec już ledwo widoczną ilustrację Maski Świętego Maga. Odłożył księgę na miejsce i zaczął szukać kolejnych, w których mógłby coś znaleźć. Spędził w Dziale Ksiąg Zakazanych ponad dwie godziny, ale nie znalazł nawet najmniejszej wzmianki o Masce Świętego Maga w innych książkach. Wracając do Wieży Gryffindoru, rozmyślał o morderstwie dziadków Rose i Hugo. To nie mógł być zbieg okoliczności. Dlaczego mieli zostać w Hogwarcie? Coś musiało się dziać w świecie mugoli. Tylko dlaczego Prorok nic o tym nie napisał? Nagle James usłyszał czyjeś kroki. Schował się za za zbroją i wyjął Mapę Huncwotów. Zobaczył, że w jego kierunku zmierzali Longbottom i Jayson, wyraźnie czymś zaaferowani.
- Nie może pan tego trzymać w szkole pełnej dzieciaków! - W głosie Neville'a dało się wyczuć wzburzenie.
James nasłuchiwał z zapartym tchem. Czyżby mówili o Masce Świętego Maga?
- Hogwart to najbezpieczniejsze miejsce, w którym można to ukryć. Dziś w nocy przeniosę artefakt na trzecie piętro. Wciąż są tam przeszkody, które niegdyś broniły kamienia filozoficznego - powiedział spokojnie Jayson.
- Pragnę zauważyć, dyrektorze, że tamte przeszkody okazały się tak skuteczne, że trójka jedenastolatków sobie z nimi poradziła - odparł sarkastycznie Longbottom.
- Wiem, ale znasz bezpieczniejsze miejsce? Pokój Życzeń odpada, nie działa już tak jak kiedyś, a wszędzie poza Hogwartem nie będzie bezpieczna. Tu przynajmniej będę miał ją na oku - odparł dyrektor. - Pamiętajmy, że mamy na głowie również inne zmartwienia.
Potter nie dowiedział się jednak jakie, ponieważ obaj zniknęli za zakrętem. Odczekał aż ich kroki ucichną w oddali i wyszedł zza zbroi. Szybko znalazł się w dormitorium. Nie mógł zasnąć, gdyż w głowie ciągle siedziały mu słowa profesora Jaysona. Pamiętajmy, że mamy na głowie również inne zmartwienia. Czy chodziło o coś więcej niż dziwne zachowanie Albusa? Rozmyślał tak długo, że dopiero o trzeciej nad ranem wpadł w objęcia Morfeusza.
James szedł ciemnym korytarzem. Jedynym źródłem światła był tylko złoty błysk w oddali, ale i tak wszędzie wokół było ciemno. Wiedziony instynktem szukającego, szedł prosto ku owemu światłu. Nie miał pojęcia czym mogło być, ale nie wiedział też dokąd miałby pójść, jak nie do niego. W ścianach korytarza nie wyczuwał żadnych drzwi czy okien. Chłopaka przeszył dreszcz, ale nie mógł się zatrzymać. Nogi jakby same go niosły. Nagle w coś wdepnął. Było zbyt ciemno, żeby mógł ujrzeć co, więc schylił się, żeby tego dotknąć. Przeszył go kolejny dreszcz, gdy poczuł, że była to krew. Kałuża, a raczej rzeka czerwonej cieczy ciągnęła się aż do końca długiego korytarza, gdzie James zobaczył drzwi noszące na sobie ślady zaschniętej krwi. Pociągnął za klamkę. O dziwo, drzwi okazały się otwarte. Za nimi znajdowało się wielkie pomieszczenie. Gdy młody Potter postawił stopę na marmurowej posadzce, coś chlupnęło, jakby wdepnął w kałużę. Był jednak pewien, że nie była to woda... Gdy wszedł do środka, czuł, że jego buty i nogawki są lepkie od krwi. Żałował, że nie miał różdżki. Mógłby oświetlić sobie drogę. Światło okazało się jednak zbędne, gdyż nagle zapaliły się pochodnie ustawione wzdłuż ścian i cztery wokół wielkiego, kamiennego postumentu ze złotymi łukami u szczytu. James pomyślał, że kiedyś musiało coś na nim stać, wsparte owymi łukami. I chyba wiedział co. Poczuł, że przyśpiesza mu oddech, a serce waliło jak młotem. Dlaczego tu się znalazł? Gdzie jest? Co to za miejsce? Skąd ta krew, która pokrywała niemal całą marmurową podłogę? W jego głowie kłębiło się mnóstwo pytań, na które nie mógł znaleźć odpowiedzi.
James rozejrzał się po pomieszczeniu. Było wielkie i okrągłe, a w kamienne ściany wsadzone były lśniące kamienie szlachetne. Układały się w jakieś tajemnicze znaki. Potter nie znał się na starożytnych runach, ale te znaki nie przypominały mu żadnych z tych, które widział kiedyś w podręczniku Rose. Chłopak spojrzał w górę. Sufit był bardzo wysoko, ale nawet z tej odległości nietrudno było dostrzec fresk przedstawiający wielką maskę. Maskę Świętego Maga. James poczuł mieszaninę strachu i ekscytacji. Czymkolwiek było to miejsce, musiało być czymś ważnym. Może nawet kiedyś były tu odprawiane rytuały.
- A więc znowu się spotykamy, Jamesie Syriuszu Potterze. - Nagle chłopak usłyszał znajomy, zimny głos.
Ale przecież był tu sam. Rozejrzał się, jednak nadal nikogo nie zobaczył. Zauważył, że jedyne drzwi w pomieszczeniu, te przez które tu wszedł, zniknęły, zostawiając po sobie jedynie kawałek gołej ściany.
- Znowu ty! Gdzie jesteś? - zapytał James, starając się ukryć w drżenie w głosie.
- W twojej głowie - odpowiedział głos.
- Jak to w mojej głowie? - Potter nic z tego nie rozumiał.
- Wszystko, co tu widzisz, jest twoim snem - odparł mężczyzna.
- Ty też? Twój głos to tylko mój sen?
- I tak, i nie. Jak już mówiłem, jestem w twojej głowie.
- Masz coś wspólnego z zabójstwem dziadków Rose i Hugo? - zapytał James. W duchu pomyślał, że to bardzo dziwne rozmawiać z kimś, kto siedział ci w głowie, ale jednocześnie był gdzieś indziej.
- To przykre, ale uznałem, że muszę zabić Grangerów, by zwrócić twoją uwagę.
- Moją uwagę? To już nie wystarczało ci, że opętałeś mojego brata?
- Opętałem twojego brata? Naprawdę tak sądzisz?
- Albus mi powiedział, że...
- I ty tak po prostu mu uwierzyłeś?
- Jest moim bratem.
- Chciał cię zabić. Przez niego omal nie zginęła dziewczyna, która ci się podoba.
- To TY chciałeś mnie zabić. To przez CIEBIE Jane omal nie umarła... Ale zaraz... skąd ty wiesz, że ona mi się podoba?
- Wiem o tobie więcej niż może ci się wydawać, Jamesie Syriuszu Potterze.
- Ilu mugoli już zabiłeś, co?
- Och trochę tego było, kto by to zliczył...
- Jesteś psychopatą.
- Chcę tylko odzyskać to, co należy do mnie.
- O czym ty mówisz?
- Możesz zapobiec śmierci kolejnych niewinnych mugoli i ocalić swoich bliskich. Jeśli zwrócisz mi to, co moje, zostawię wszystkich w spokoju.
- Niby co mam ci zwrócić? I JAK mam to zrobić? Przecież nie oddam ci tego przez sen!
- Dobrze wiesz o czym mówię. Nie bez powodu przywiodłem cię tutaj. Chciałem pokazać ci miejsce, gdzie masz odnaleźć moją własność.
- Jesteś Świętym Magiem - bardziej stwierdził niż zapytał James.
Głos jednak już więcej się nie odezwał, a on poczuł jak opada w nicość.
James obudził się, leżąc we własnym łóżku. Oddychał szybko i czuł kropelki potu na czole. Czy ten tajemniczy mężczyzna rzeczywiście był Świętym Magiem? Jeśli nie, to po co mu Maska? I jak niby miałby zabrać i udźwignąć coś tak wielkiego? A był pewien, że Świątynia Maski Świętego Maga, którą, jak się domyślał, odwiedził we śnie, nie była blisko Hogwartu. I to co on mówił o Albusie? Czyżby brat naprawdę kłamał? Co miał robić? Nie mógł nic powiedzieć Jaysonowi, bo wtedy wydałoby się, że wie o Masce Świętego Maga. Ojcu też nie, bo przecież kazał mu nie prowadzić śledztwa na własną rękę. Nagle drzwi do dormitorium otworzyły się z głośnym hukiem i wpadł Nathan. Miał dziwne wybrzuszenie na szacie.
- Wreszcie wstałeś, James - powiedział chłopak. - Przespałeś śniadanie. Nie mogłem cię dobudzić. Przyniosłem ci to z Wielkiej Sali. - Wyciągnął spod szaty parę kanapek.
- Jak to zaspałem? - zdziwił się James.
- Tak to. Spałeś jak zabity - odpowiedział Nathan. - Przegapiłeś też eliksiry. Ubieraj się szybko, jeśli nie chcesz spóźnić się na zielarstwo. Lekcja zaczyna się za pięć minut. Ja już lecę do cieplarni...
- Ok, leć, ja za chwilę cię dogonię - powiedział Potter.
Jego przyjaciel wybiegł z dormitorium. James ubrał się szybko w szkolną szatę. Zerknął na kanapki, które Nathan zostawił na jego łóżku. Nie był głodny, a i tak nie byłby w stanie niczego przełknąć. Przygładził włosy, a raczej próbował przygładzić, bo udało mu się jedynie jeszcze bardziej je rozczochrać. Zarzucił torbę na ramię i zbiegł po schodach do Pokoju Wspólnego. Zatrzymał się dopiero przed cieplarnią. Przybierając jak najbardziej naturalną minę, wszedł do środka i zajął swoje stałe miejsce obok Nathana.
Interesujący temat nie można zaprzeczyć, fajnie opisany dialog Jamesa w trakcie snu, ciekawe oddzielenie wątków akcji w utworze, lekko się to czyta, nowe postacie także są plusem całości, wszystko tak jak należy.