Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1414
Było: 24.05.2026 16:48:00
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji

- Mówiłam Ci już, że jesteś okropnym nauczycielem? – rzuciła Hana z łazienki, wrzucając na siebie o wiele za dużą, czarną bluzę z kapturem – I wyglądam jak worek na ziemniaki.
Martin stanął luźno w otwartych na oścież drzwiach i plecami oparł się o futrynę. W bladym świetle łazienkowych jarzeniówek jego szczupła, blada twarz wyglądała nieco upiornie. Efekt był jeszcze wzmocniony przez podkrążone oczy, które były konsekwencją nieprzespanych nocy.
- Skoro tak. – Wzruszył ramionami i z uśmiechem złapał ją w pasie, a potem przerzucił sobie przez ramię.
- Ej! – pisnęła blondynka, machając nogami w powietrzu i zaśmiała się perliście. – Puść mnie!
- Mówiłaś, że jakim nauczycielem jestem? – dopytał ją brat, lecz w odpowiedzi otrzymał jedynie kolejną porcję śmiechu. Wyszedł z łazienki i skierował kroki w stronę drzwi wyjściowych. Wyciągnął rękę w kierunku pozłacanej klamki, ignorując kopniaki zadawane przez siostrę, jednak zamarł, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Trwał tak jeszcze dobre pięć sekund, po czym cofnął się, odstawił dziewczynę na nogi i wyszeptał: – podobno nie umawiasz się na randki w środku nocy.
Przez kilka pierwszych chwil rodzeństwo było zupełnie zdezorientowane. Serce Hany biło równie mocno, co owej pamiętnej nocy, kiedy Martin próbował wyważyć jej drzwi. Teraz stał obok, więc to nie mógł być on. Wpatrywała się z napięciem w tę małą, złotą klamkę, która teraz znaczyła tak wiele. Próbowała wymyślić jakieś sensowne rozwiązanie, jednak łomot w piersi okazał się za głośny - zagłuszał wszystkie jej myśli. Wyobrażała sobie jedynie miliardy, tryliardy krwinek przepływających właśnie przez tętnice i pulsujących w jej ciele. Odwróciła wzrok w stronę Benesa, szukając u niego pomocy, ale zobaczyła tylko kawałek białej, nieco brudnej ściany. Rozejrzała się po pokoju - nauczyciela nie było. Zrobiła krok w stronę drzwi z zamiarem sprawdzenia, kto wpadł na genialny pomysł złożenia jej wizyty o tej porze. Zatrzymał ją cichy, twardy głos, który wydobył się wprost z powietrza pół metra od niej.
- Nie otwieraj. – Niewidzialna siła chwyciła ją za łokieć i odciągnęła w tył. – Użyłem Zaklęcia Kameleona, więc mnie nie widać, ale lepiej nie ryzykować.
Hana miała zamiar zastosować się do zaleceń nauczyciela i przeczekać niezapowiedzianego gościa, jednak w grę weszły nowe okoliczności, zmieniające wszystko.
- Hana… – odezwał się niewyraźny, nieco roztrzęsiony chłopięcy ton.
Gdyby dziewczyna mogła zobaczyć surowe, ostrzegawcze spojrzenie Martina – w końcu tak rzadkie - na pewno nie odważyłaby się ruszać z miejsca. Jako, że go nie widziała, bez skrupułów mogła podejść do drzwi.
- Hana! – Profesor w swoim szepcie starał się brzmieć wystarczająco groźnie, co nie przychodziło mu wcale z taką łatwością.
Nastolatka szybko przeanalizowała sytuację. Jeśli wyjdzie na jaw, że Martin tu jest, to oboje mogą mieć poważne problemy. Natomiast jeśli nie porozmawia z Danielem, niewykluczone, że będzie stał na korytarzu jeszcze długi czas i oni nie pójdą do piwnicy, a jego mogą w końcu przyłapać na szwendaniu się po nocy. W dodatku chłopak nie należał do tych ludzi, którzy budzą innych w środku nocy bez powodu. Tak więc, jeśli ma się potem zastanawiać, czego chciał i przez to nie móc skupić się na misji, to lepiej, aby porozmawiała z nim od razu!
Hana usilnie odpychała wrażenie, że sama siebie oszukuje, przekonując się, że to dobry pomysł.
Pukanie powtórzyło się, a chwilę potem – drżącą ręką – Hana nacisnęła na klamkę. Daniel zmrużył oczy, kiedy poraziło go nagłe światło – na korytarzu było zupełnie ciemno. Jedynie nieśmiały blask księżyca wpadał przez okno na drugim jego końcu.
Co oczy zobaczyły, tego nie odwidzą – chociaż w tym momencie dziewczyna wolałaby, żeby było inaczej. Chłopak wyglądał koszmarnie. Miał zakrwawiony nos i koszulę, szkła w okularach były pęknięte, a włosy – zwykle lekko rozmierzwione - sterczały mu na wszystkie możliwe strony. Jego twarz i ubrania okrywał pył i grudki ziemi.
- Co się stało?! – wykrztusiła z siebie o suchym gardle. Szatyn był wyraźnie roztrzęsiony, starał się zrelacjonować, co się wydarzyło, jednak wydobywał się z niego tylko niewyraźny bełkot między pojedynczymi, wyraźniejszymi wyrazami. Jedynymi słowami, które Hanie udało się wyłowić w całości z tej chaotycznej wypowiedzi były „wiadomość” i „gruby”.
Chwyciła go za przegub i wprowadziła do środka, zamykając za nim drzwi. Spojrzała na niego z troską i przytuliła. W tym samym momencie z rogu pomieszczenia wydobył się ledwo słyszalny jęk „moja bluza…”. Ignorując komentarz Martina, dziewczyna zacieśniła uścisk i rozluźniła go dopiero, kiedy Daniel przestał drżeć. Chociaż nie była do końca pewna, czy to nie było jej własne drżenie.
Zaciągnęła chłopaka do kranu w łazience i obmyła go z brudu i z krwi, a następnie przeszła do ponownego przesłuchania.
- Ja… znalazłem w drzwiach wiadomość. – Był wyraźnie zakłopotany. Zręcznie unikał świdrującego spojrzenia Hany, które wykorzystywała za każdym razem, kiedy chciała kogoś prześwietlić na wskroś i odgadnąć intencje. Niewiele brakowało, a cała chłopięca twarz przybrałaby kolor krwi, która zaschła na jego jasnej koszuli. – Ktoś chciał się ze mną spotkać w lesie, po północy. M-myślałem, że to od ciebie, więc poszedłem. Pamiętam tylko straszny ból w czaszce, a potem zmasowane uderzenia. Miałem mroczki przed oczami, nie widziałem jego twarzy. Powiedział, że mam cię zostawić, albo… – w tym momencie głos mu zadrżał, nie próbował dalej mówić. Oboje milczeli, jednak po chwili Daniel kontynuował, tym samym, drżącym głosem. – Nie możemy się więcej spotykać.
Hana poczuła się, jakby nagle wylano na nią kubeł zimnej wody. Nie, dwa kubły. Chłopak podniósł się i miał zamiar wyjść, jednak zagrodzono mu drogę.
- Żartujesz? Musisz to komuś zgłosić!
- Nie, nie żartuję. Zgłoszę – i co? Będzie jeszcze gorzej. Nie wiem nawet kto to był. No i pewnie sam też zostanę ukarany. W końcu wyszedłem w nocy. – Jego głos znów drżał, jednak tym razem z wściekłości. – Odpuść sobie… - Wyminął ją i wyszedł bez słowa. Nawet nie próbowała go powstrzymać. Zabrakło jej siły. Za dużo skrajnych myśli, skrajnych uczuć. Za dużo wszystkiego.
Nogi się pod nią ugięły, opadła na łóżko i wylała nadmiar emocji w postaci małych, lśniących kropelek, wypływających spod jej powiek i skapujących na drewnianą podłogę. Poczuła, jak niewidzialna siła ją obejmuje, rozprowadzając po jej ciele przyjemne ciepło.
- Wiem, kto to zrobił – wykrztusiła poprzez łzy, patrząc w przestrzeń przed siebie. Myślała na tyle jasno, by móc powiązać wszystkie fakty. I nie miała zamiaru tego tak zostawiać. Jednak póki co musiała skupić się na czymś innym. Wstała, zmuszając Martina, by ją puścił i zwróciła wzrok w miejsce, gdzie prawdopodobnie się znajdował. – Lepiej już chodźmy. Nie mamy za dużo czasu.
Wyciągnęła różdżkę spod materaca i rzuciła na siebie Zaklęcie Kameleona, również stając się niewidzialną, a nieprzyjemne uczucie rozbijanego jajka spłynęło po jej ciele.
Przez całą drogę do piwnicy nie odzywali się ani słowem – starali się wydawać jak najmniej hałasu. Przeszli labirynt korytarzy między pokojami uczniów, zeszli po białych, marmurowych schodach na parter, a następnie minęli rząd klas i skręcili w prawo w stronę pokoi nauczycielskich. Między ostatnią klasą - do numerologii - i pokojami znajdował się wąski, nieoświetlony korytarzyk, a na jego końcu schody prowadzące w dół. Bez chwili zawahania przeszli przez szparę i zeszli po szarych, betonowych stopniach. Dopiero, kiedy było tak ciemno, że nie byli zdolni nic zobaczyć, wyjęli różdżki i rozświetlili je. O ile na górze przez okna wpadało światło odbijane przez księżyc, tak tutaj panowała zupełna ciemność. Kiedy już pokonali ostatni schodek, okazało się, że cała piwnica była szara i betonowa. Nagie, smutne ściany zlewały się z podłogą i sufitem w jedną szarość. Na końcu długiego, pustego korytarza znajdowały się drewniane drzwi bez klamki. Martin podszedł do nich i zastukał rytmicznie – najpierw jeden raz, potem dwa, następnie trzy razy - a po chwili rozległ się cichy klik. Drzwi otworzyły się, pchnięte przez nauczyciela. Dalsza część piwnicy niczym nie różniła się od poprzedniej, z wyjątkiem większej ilości drzwi bez klamek.
- Tutaj jest kuchnia, tutaj schowek, a tam gabinet pani Nowak. – Martin wskazywał niewidzialnymi gestami, kiedy mijali kolejne drzwi. – I to w sumie jedyne miejsca, do których nauczyciele mają dostęp. I też za pozwoleniem.
Dalej ciągnął się pusty, zimny korytarz, który wprowadzał Hanę w stan przygnębienia. Nie było tutaj żadnych drzwi, czy choćby najmniejszego źródła światła. Otaczały ją jedynie cztery jednolite prostokąty, które sprawiały wrażenie, jakby nie miały końca. Po paru minutach wędrówki znaleźli się na rozdrożu, a echo ich kroków ucichło. Dwie drogi, skierowane prostopadle do siebie, scalały się w miejscu, w którym teraz znajdowało się rodzeństwo.
- Wiesz… nigdy nie zawędrowałem tak daleko. Zawsze wcześniej natrafiałem na Knotka. Już myślałem, że on tutaj zamieszkał – zażartował nauczyciel. – Chodźmy tędy.
Dźwięk jego kroków, a także lewitująca różdżka świadczyły o tym, że Benes skręcił w lewo. Szli przed siebie kolejne parę minut, nie natrafiając na nic, poza większą ilością gołych ścian. Zimne, niebieskie światło wydobywające się z ich różdżek tliło się w bezkresnej ciemności. W końcu napotkali kolejne rozwidlenie, tym razem odbijające w prawo pod kątem prostym do drogi, którą podążali.
- Nie chcę cię niepokoić, ale ja tam mam słabą orientację w terenie. Wolałabym się nie zgubić – jęknęła Hana, idąc za bratem tą samą drogą, ktrórą przemierzali do tej pory.
Już po paru krokach natrafili na drzwi - takie same drzwi bez klamek, które widzieli już wcześniej. Oboje westchnęli z ulgą, jednak pojawił się kolejny znak zapytania, jakie było prawdopodobieństwo, że za którymiś z nich znajdą archiwum?
- Penetrare! – Martin machnął różdżką w kierunku najbliższych drzwi, a następnie po prostu przez nie przeszedł, jakby ich w ogóle nie było. Hana poszła w jego ślady i już po chwili znajdowała się wewnątrz niedużego, ładnego pomieszczenia z niesamowicie puszystym, różowym dywanem okrywającym całą powierzchnię podłogi i kominkiem w rogu. Na samym jego środku stało dębowe, rzeźbione biurko, a za nim duży fotel z fuksjowym obiciem - Dziwne… - wymruczał Benes – Wygląda zupełnie jak gabinet pani Nowak. Chodźmy dalej.
Opuścili pomieszczenie i – po ponowynym użyciu zaklęcia - przeniknęli do kolejnego, zupełnie ignorując drzwi, które stały im na przeszkodzie. Pokój był jeszcze mniejszy od poprzedniego, a w dodatku bardzo zagracony. Jednak i tym razem nie było to archiwum. Znajdowało się tutaj pełno narzędzi, mioteł, luster, bezdrzwiowe szafy z ubraniami, biurko pozbawione nóg, stare podręczniki, a także pełno innych przedmiotów, które były zniszczone albo od dawna przez nikogo nieużywane.
Po wyjściu nauczyciel popruł dalej korytarzem. Obojętnie minął jeszcze jedne drzwi i - nie przystawiając - zaczarował kolejne, które oddzielały ich od dalszej części podziemi. Hana pobiegła za nim i zauważyła, że mężczyzna się zatrzymał.
- Zrobiliśmy kółko. Patrz – powiedział smętnie, wskazując ruchem różdżki schody znajdujące się przed nimi. Westchnął ciężko i usiadł przy ścianie, szepcząc – Nox.
- Przecież tam dalej nic nie było… - Hana poszła w jego ślady i zgasiła światło, a następnie usadowiła się naprzeciw niego.
- Trafne spostrzeżenie, należy ci się Order Merlina – zadrwił nieco Martin, poirytowany zaistniałą sytuacją. – Wydaje mi się, że na dzisiaj starczy atrakcji. Musisz się wyspać, jutro mamy lekcję.
Oboje wstali i powędrowali na górę. Benes odprowadził Hanę do pokoju i odkameleonował ją, pozostawiając przy tym uczucie oblania gorącą wodą.
Następnego dnia dziewczyna obudziła się pozbawiona chęci do czegokolwiek. Przyjaciel, którego niedawno zyskała, nie chciał z nią rozmawiać, poszukiwania archiwum okazały się porażką, a na dodatek miała dzisiaj zaliczenie z historii magii. Pocieszała ją jedynie myśl, że pierwsze miała Eliksiry, które zawsze były dnia niej czymś przyjemnym.
Powędrowała do łazienki, zabierając ze sobą ubrania – w tym bluzę, którą dał jej Martin – i po kilku minutach była już w drodze do jadalni, w biegu porywając torbę z grubego, niebieskiego materiału i z brązowym paskiem na ramię.
Poszła w stronę swojego starego stołu, gdzie zwykła siadać z kilkoma innymi drugoklasistami, zanim zaprzyjaźniła się z Danielem. Po pospiesznie zjedzonym posiłku udała się do klasy numer cztery, gdzie odbywały się lekcje Eliksirów i zajęła swoje stanowisko z tyłu klasy.
- Dzień dobry – przywitał się nauczyciel wesołym tonem. – Dzisiejsza lekcja będzie teoretyczna, opowiem wam jak poprawnie przygotować Eliksir Uspokajający, a za dwa tygodnie uwarzycie go samodzielnie, na zaliczenie. – Spora część klasy wydała z siebie zniechęcony jęk, jednak profesor zignorował to. – Recepturę i dokładny opis znajdziecie w podręczniku na stronach od 92 do 102.
Podczas gdy Benes kontynuował lekcję, Hana oparła głowę na dłoni i zamknęła oczy, znużona. Wyliczała sposoby, którymi mogłaby zneutralizować Lukasa. „Jeśli by go tak zamienić w robaka… nikt nawet nie zauważy”
- Hana! – Dziewczyna ocknęła się, wywołana przez nauczyciela. – Nie przypominasz sobie przypadkiem pierwszego punktu naszego regulaminu?
- Na lekcji zajmujemy się lekcją i tylko lekcją… - wyrecytowała dziewczyna, speszona.
- Bardzo dobrze! – ucieszył się Martin. – Dla jasności – wyklucza to również spanie. Skup się, bo będę musiał wyciągnąć konsekwencje.
- Przepraszam – wybąkała, wbijając wzrok w zamknięty podręcznik, leżący przed nią na ławce.
Do końca lekcji słuchała nauczyciela uważnie, pomimo niewyspania. Udało jej się również przeboleć pozostałe lekcje – zielarstwo, obronę przed czarną magią, a także lekcję latania, aż przyszła pora na historię magii.
Knotek wpadł do klasy, rozsiewając wśród uczniów niepewność i zgrozę, choć spora część pogodziła się już z nieuniknionym, straszliwym losem, który ich czekał.
- Ty! – wskazał Aloisa, jednego z „tych fajnych” uczniów, którym zawsze wszystko się udaje i są niewiarygodnie lubiani przez wszystkich, głównie za popisywanie się i żartowanie z nauczycieli. Do tego można jeszcze dodać, że był najprzystojniejszy w klasie. Knotek spojrzał na niego z nutką kpiny i zapytał, bez zbędnych wstępów. – Czym różniła się magia wysoka od magii niskiej?
- Wie profesor… głównie tym, że magii wysokiej używały osoby powyżej metra pięćdziesiąt, a magii niskiej ci poniżej – powiedział to gładko i pewnie, aż Hana zaczęła się zastanawiać, czy nie było to z jego strony poważne. Uczniowie wybuchnęli śmiechem. Jeśli Alois chciał zabłysnąć humorem, popełnił błąd.
Nauczyciel przybrał wściekły wyraz twarzy i wycedził:
- Ze mnie będziesz żartował? Cały wczorajszy wieczór, zamiast się uczyć, wymyślałeś błyskotliwe docinki do każdego zagadnienia, zgadza się? Jeśli chcesz się zestarzeć, zanim zdasz drugą klasę, to proszę bardzo – tędy droga. Ostrzegam tylko, że ja nie będę się litował i robił śmiesznych poprawek. Masz pierwszy minus, za złą odpowiedź. Jeszcze dwa i nie zaliczasz sprawdzianu. Jasne?
Chłopak zreflektował się i na kolejne pytania odpowiadał dobrze, w miarę swoich możliwości. W wyniku końcowym otrzymał Zadowalający. Knotek przepytał tak każdego ucznia po kolei. Hanie również udało się zdobyć Zetkę, choć miała wrażenie, że nauczyciel specjalnie zadawał jej trudniejsze pytania.
Po lekcjach poszła do jadalni. O tej porze było tutaj dość tłoczno – uczniowie żądni węglowodanów pochłaniali niewiarygodne – zdaniem dziewczyny – ilości jedzenia, popijając sokiem z dyni.
Po skończonym posiłku nie poszła do biblioteki, tylko prosto do swojego pokoju. Gwałtownie się zatrzymała, kiedy zobaczyła Daniela, stojącego pod drzwiami jej pokoju. Miał na sobie czystą koszulę, pęknięcie w okularach zniknęło, a jego włosy były lekko rozmierzwione. Wyglądał, jakby nocne zdarzenie w ogóle nie miało miejsca – z wyjątkiem małego, fioletowego siniaka pod lewym okiem.
- Możemy chwilę porozmawiać? – zapytał niepewnie, całymi swoimi siłami zmuszając się, by spojrzeć Hanie w oczy. Dziewczyna przytaknęła i wpuściła go do środka. Usiadł przy stole – na tym samym krześle, na którym siedział jeszcze wczorajszej nocy, cały roztrzęsiony, oznajmiając jej, że ich znajomość dobiegła końca. Nastolatka zajęła miejsce z drugiej strony okrągłego stolika i zapatrzyła się w swoje paznokcie.
– Chciałem cię trochę… przeprosić – zaczął chłopak, nerwowo poprawiając rękawy flanelowej koszuli – Naprawdę nie chciałem tego tak rozegrać. Byłem pod wpływem emocji i zadziałałem pochopnie. Rozumiesz? – Przerwał, oczekując jakiejś reakcji ze strony Hany, jednak ona uporczywie wpatrywała się w dół, milcząc. Daniel sięgnął do swojej brązowej listonoszki i wyciągnął dwa notesy z kolorowymi okładkami – jedną czerwoną, z małą różyczką w rogu i jedną niebieską, ze słonikiem – Wiem, że to raczej słabe wynagrodziny, ale… weź sobie jeden. Zaczarowałem je tak, że wszystko co napiszesz w jednym, pojawi się w drugim. Będziemy mogli ze sobą pisać…
Hana wydała z siebie prychnięcie, jednak zabrzmiało to nieco bardziej złośliwie, niżby chciała.
- Widziałeś może, jak wyglądał ten, kto cię zaatakował? Cokolwiek charakterystycznego? – zapytała oficjalnym tonem, podnosząc wzrok.
- No, był dość… gruby – odpowiedział chłopak, nieco zasmucony zachowaniem dziewczyny.
- Domyślam się, kto to.
Daniel spojrzał na nią z niedowierzaniem, a potem lekko się uśmiechnął.
- Jesteś niesamowita. Zamierzasz zostać wróżbitką?
- Póki co zamierzam skopać niezbyt urodziwe cztery litery mojego kolegi z klasy – odparła z szerokim uśmiechem. – I mam nadzieję, że mi w tym pomożesz.
Zobaczyła w oczach chłopaka błysk szaleńca, którego wcześniej nie dostrzegała. Błysk, który mówił jej, że nie ma innej opcji. Wybrała czerwony notes.
EmilyWright dnia 06.02.2016 20:42

Poza tym rozdział czyta się bardzo przyjemnie, jest tajemniczo, podobają mi się takie klimaty. W ogóle masz bardzo przyjemny styl, przez co długość tekstu nie jest odczuwalna i czyta się lekko. Czekam na kolejny rozdział
Iva Coren dnia 08.02.2016 22:26

Sam Quest dnia 24.04.2016 20:47
blad logiczny dnia 29.04.2016 14:51
-lavender- dnia 08.05.2016 15:11
) Wciągnęłaś mnie w tą akcję, za co jestem Ci wdzięczna 
Tym pokojem z różowym dywanikiem, który prawdopodobnie należy do pani Nowak przypomniałaś mi o dyrektorze szkoły, który się w ogóle nie pokazuje. Mam nadzieję, że jego tajemnica w końcu wyjdzie na jaw. Lecę do następnej części, bo zaczyna się robić ciekawie z tą zemstą
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Weny!