Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakoñczone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artyku³y Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix u¿ytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Anastazja Schubert

Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej

HPnet istnieje napra...

Kategoria: HPnet
Autor: Anastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix u¿ytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej

Historia pod skór±...

Kategoria: Wywiady
Autor: Anastazja Schubert

Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym ...
>> Czytaj Wiêcej

>> Wiêcej artyku³ów! <<

[NZ]Rozdzia³ 10 cz...

Tytu³: Rozdzia³ 10 cz.2 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ dec...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 10 cz...

Tytu³: Rozdzia³ 10 cz.1 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ dec...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 9 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 9 cz.2 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej noc...
>> Czytaj Wiêcej

Remus Lupin

Tytu³: Remus Lupin
Gatunek: Poezja
Autor: Kasia Koziorowska

Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 9 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 9 cz.1 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej noc...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 8 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 8 cz.2 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêc...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 8 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 8 cz.1 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêc...
>> Czytaj Wiêcej

>> Wiêcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Go¶cie online: 41
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
£±cznie na portalu jest
48,158 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Napisanych artyku³ów: 1,087
Dodanych newsów: 10,564
Zdjêæ w galerii: 21,490
Tematów na forum: 3,921
Postów na forum: 319,637
Komentarzy do materia³ów: 222,019
Rozdanych pochwa³: 3,327
Wlepionych ostrze¿eñ: 4,170
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1509
uczniów: 4220
Hufflepuff
Punktów: 335
uczniów: 3778
Ravenclaw
Punktów: 916
uczniów: 4452
Slytherin
Punktów: 115
uczniów: 4107

Ankieta
Zima przejê³a Hogwart i okolice, ¶nieg mocno sypie, ale to Ciê nie powstrzyma przed robieniem planów. Zastanawiasz siê, co ciekawego mo¿na robiæ w weekend:

Bitwa na ¶nie¿ki to jest to! Mo¿e "zupe³nym przypadkiem" oberwie od nas przechodz±cy obok Snape.
12% [9 g³osów]

Plan to brak planu. Bêdê le¿eæ w ³ó¿ku, piæ kakao i plotkowaæ ze wspó³lokatorami z dormitorium.
40% [31 g³osów]

Mój nos utknie g³êboko w ksi±¿kach. Tylko pani Pince bêdzie mnie mog³a odgoniæ od czytania.
13% [10 g³osów]

Wymknê siê cicho do Miodowego Królestwa. Najwy¿sza pora uzupe³niæ zapasy s³odko¶ci.
9% [7 g³osów]

Postraszê we Wrzeszcz±cej Chacie. Uwielbiam ogl±daæ miny przechodniów, kiedy wydaje im siê, ¿e uciekaj± od duchów i upiorów.
12% [9 g³osów]

Ka¿da pogoda jest dobra na Quidditcha. ¦nieg nie powstrzyma mnie przed regularnymi treningami.
14% [11 g³osów]

Ogó³em g³osów: 77
Musisz zalogowaæ siê, aby móc zag³osowaæ.
Rozpoczêto: 07.02.23

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Hufflepuff[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
[NZ] Magia Przynale¿no¶ci
Severitus | AU 5 tom
Autor: Prefix u¿ytkownikaPhoe
Gatunek: Przygodowe
Ograniczenie wiekowe: +18
Przeczytano 70960 razy.
Rozdzia³y: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11], [12], [13], [14], [15], [16], [17], [18], [19], [20], [21], [22], [23].
Magia Przynale¿no¶ci 12/?
Severitus | AU 5 tom
Rozdzia³ 12. Bo ka¿dy pope³nia b³êdy



Prawdziwym b³êdem jest b³±d pope³niæ i nie naprawiæ go.
— Konfucjusz



Harry nie wiedzia³, jak d³ugo le¿a³ na twardej pod³odze. Czu³ siê wypompowany, jakby przebieg³ milê bez zatrzymania i jednocze¶nie próbowa³ zrozumieæ, co w³a¶nie siê wydarzy³o. Pod skór± wci±¿ tli³a siê w¶ciek³o¶æ, jednak powoli gas³a, zostawiaj±c przera¿aj±c± ¶wiadomo¶æ, ¿e czeka go tutaj piek³o. Jakim¶ cudem Snape go nie uderzy³, ale na pewno nie pu¶ci mu dzisiejszego wybuchu p³azem. Bo¿e, co go podkusi³o? Przecie¿ wiedzia³, ¿e jest teraz na jego ³asce, a na ¶niadaniu Snape jasno da³ mu do zrozumienia, ¿e ukarze go, je¶li bêdzie niepos³uszny. Harry próbowa³ wyobraziæ sobie te wszystkie straszne rzeczy, które mê¿czyzna mo¿e zrobiæ. Niewiedza nakrêca³a go jeszcze bardziej, bo Snape nigdy nie wspomnia³, jakie bêd± czekaæ go kary.

W koñcu ostro¿nie podniós³ siê. Prawe ramiê bola³o niemi³osiernie i Harry podci±gn±³ rêkaw koszuli, by je obejrzeæ — na g³adkiej skórze wyra¼nie odznacza³ siê czerwony ¶lad palców.

Nie mo¿e tu zostaæ.

Nie mia³ pojêcia, co robiæ. Nie mia³ celu ani planu. Wiedzia³ jedynie, ¿e nie mo¿e tu zostaæ.

Zrobi³ krok w kierunku tarasu i ¶wiat zawirowa³ mu przed oczami. Zachwia³ siê i musia³ przytrzymaæ siê krawêdzi sto³u, ¿eby nie upa¶æ. Kiedy obraz ponownie nabra³ sta³ych kszta³tów, podszed³ do szklanych drzwi i wyszed³ na zewn±trz. Na bezchmurnym niebie s³oñce powoli chyli³o siê ku linii horyzontu, ale wci±¿ nie straci³o ostro¶ci. Harry zamruga³ i wzi±³ g³êboki oddech w próbie uspokojenia skot³owanych my¶li.

Szed³ przed siebie jak w amoku. Tylko raz obejrza³ siê wstecz, bardziej ze strachu, ¿e Snape zobaczy go z okna i przyprowadzi z powrotem. Min±³ pierwsze drzewa i kamienne ³awki, drogê us³an± kocimi ³bami, a potem jezioro mieni±ce siê w ¶wietle zachodu oraz le¶n± ¶cie¿kê. W koñcu dotar³ do ³±ki, na której le¿a³y sporej wielko¶ci bia³e kamienie. Zatrzyma³ siê na krawêdzi. To tutaj koñczy³a siê ochrona domu. To tutaj dyrektor na³o¿y³ swoje w³asne bariery, ¿eby by³ bezpieczny. Jedna czê¶æ Harry'ego wiedzia³a, ¿e postêpuje strasznie g³upio i lekkomy¶lnie, ale druga czê¶æ, ta bardziej gwa³towna, mówi³a mu, ¿e ka¿de wyj¶cie jest lepsze ni¿ to, co czeka³o go tutaj.

Nie zmusz± go do mieszkania ze Snape'em. Mog± go nawet zwi±zaæ i si³± zaci±gn±æ z powrotem. Wtedy po prostu ucieknie jeszcze raz.

Zrobi³ krok i przest±pi³ kamienie.

Przez d³ugi czas wêdrowa³ ró¿nymi dró¿kami, mija³ jary i wzniesienia. Czasami jaki¶ ptak wzbija³ siê gwa³townie w powietrze, a niekiedy co¶ porusza³o siê w zbo¿u, i Harry nas³uchiwa³, po czasie u¶wiadamiaj±c sobie, ¿e by³ to tylko wiatr ko³ysz±cy k³osami. Wokó³ niego rozpo¶ciera³y siê nieprzerwane po³acie ³±k, dzikich pól i lasów, sprawiaj±c, ¿e ca³e to miejsce wygl±da³o na bezludne. Wierzy³ jednak, ¿e w koñcu trafi na jakich¶ czarodziejów. Gdyby tylko znalaz³ magiczne domostwo, móg³by powiedzieæ, ¿e siê zgubi³, i poprosiæ o u¿yczenie kominka. Po dzisiejszej reakcji krawca w±tpi³, ¿eby ktokolwiek odmówi³ mu pomocy. A co do jego rzekomego magicznego wyczerpania, to pieprzyæ plan Snape'a, zawsze mo¿e twierdziæ, ¿e cudownie ozdrowia³. Magia, prawda? Dlatego nie przestawa³ i¶æ naprzód i nie zwraca³ uwagi na pulsuj±cy ból g³owy ani protesty cia³a pragn±cego odpoczynku.

Dopiero gdy s³oñce zaczê³o znikaæ, ujrza³ w oddali chatê. Podszed³ bli¿ej, ale rozczarowa³ siê. Nikt domu nie zamieszkiwa³. Budynek przekrzywi³ siê, jakby jaki¶ olbrzym przysiad³ na jego prawej po³owie. Fundamenty zmursza³y, nadgryzione zêbem czasu. Zielone plamy ple¶ni oblepia³y pokruszony tynk, gin±c w bluszczu i pokrzywach. W okiennicach brakowa³o wielu szczebelków, ale okropnie brudne szyby, przytrzymywane przez ramy ³uszcz±ce siê od bia³ej farby, wci±¿ pozostawa³y ca³e.

Harry spojrza³ na niebo, które ciemnia³o z ka¿d± chwil± i nerwowo przygryz³ wargê. Powinien przeczekaæ tu do ¶witu.

Kilka razy poci±gn±³ mocno za zardzewia³e drzwi, a¿ ust±pi³y. Wszed³ do ¶rodka, wzbijaj±c pod stopami ob³oczki kurzu. Wnêtrze okaza³o siê byæ ca³kiem zno¶ne — ciep³e i suche, prawdopodobnie od nagrzanych s³oñcem ¶cian. W g³ównym pokoju znalaz³ kilka pó³ek z¿artych przez korniki oraz obdrapany szezlong w kolorze bordo. Przysiad³ na jego skraju, kul±c nogi i oplataj±c kolana ramionami. Zapatrzy³ siê w przestrzeñ, wracaj±c my¶lami do wydarzeñ ostatnich dni. Sprawia³y wra¿enie tak nieprawdopodobnych i odrealnionych, jakby by³y z³ym snem albo dotyczy³y kogo¶ obcego. Czasami nie móg³ uwierzyæ, ¿e to wszystko nie by³o jedynie wytworem jego umys³u, ale wydarzy³o siê naprawdê.

Niebo za szybkami zmieni³o barwê na granat, wpuszczaj±c do ¶rodka blade ¶wiat³o ksiê¿yca i Harry straci³ rachubê, ile minê³o czasu. Czuj±c potworne zmêczenie, zacie¶ni³ u¶cisk na kolanach i wtuli³ w nie policzek.

Co ma zrobiæ rano? Wróciæ? Nie mo¿e wróciæ, ale te¿ nie mo¿e tu zostaæ. A co je¶li go znajd±? Szarpn±³ mocno za w³osy. Zupe³nie zapomnia³ o Knocie, który tak bardzo chcia³ go adoptowaæ. Je¶li poka¿e siê w Londynie, wszystko wyjdzie na jaw i wtedy dzisiejsze problemy wypadn± blado w porównaniu z tymi, które mog³yby go czekaæ. O ile oczywi¶cie nie natknie siê wcze¶niej na jakiego¶ ¶miercio¿ercê.

Mia³ przesrane. Na ca³ej linii.

Gdyby tylko mniej przypomina³ siebie, by³by zwyk³ym dzieciakiem i nikt nie zwróci³by na niego uwagi. Roze¶mia³ siê ponuro. Jeszcze wczoraj by³ t± perspektyw± przera¿ony, a teraz — kiedy by³o mu to tak bardzo na rêkê — skaka³by z rado¶ci.

A gdyby tak uda³o mu siê dostaæ prosto do Nory? Przecie¿ od samego pocz±tku nie chcia³ ukrywaæ prawdy przed lud¼mi, których traktowa³ jak rodzinê. Ufa³ Ronowi i Hermionie. Wiedzia³, ¿e pomog± mu oraz dotrzymaj± tajemnicy, choæby od tego zale¿a³o ich ¿ycie. Ale co bêdzie, je¶li przyjdzie profesor Dumbledore i zabierze go stamt±d? Albo co gorsza, przyjdzie Snape? Harry zacisn±³ powieki. Nawet nie chcia³ sobie tego wyobra¿aæ.

Wtedy — zupe³nie niespodziewanie — jego pier¶ przeszy³ bolesny skurcz. A potem kolejny. I jeszcze jeden. Przycisn±³ d³oñ do serca. Nie móg³ oddychaæ.

¦wiat rozp³yn±³ siê w ciemno¶ci i dr¿eniu.

Harry upad³ na pod³ogê, a ka¿dy jego nerw zap³on±³.



* * *



Snape nie wiedzia³, co dok³adnie wydarzy³o siê po tym, jak opu¶ci³ jadalniê. Nie pamiêta³, jak doszed³ do swojej sypialni, ani w jaki sposób znalaz³ siê w ³azience. Nawet teraz, gdy sta³ nad umywalk± i dr¿±cymi rêkoma op³ukiwa³ twarz, nie by³ pewny, co siê sta³o. W jaki sposób straci³ nad tym wszystkim kontrolê?

O ma³o go nie uderzy³. Chcia³ go uderzyæ. Pragn±³ zrobiæ nawet wiêcej ni¿ to.

Ta my¶l by³a przera¿aj±ca.

Ponownie op³uka³ twarz. Nastêpnie zamkn±³ oczy i wzi±³ kilka g³êbokich wdechów w marnej próbie uspokojenia zszarganych nerwów. W koñcu wyprostowa³ siê, wróci³ do sypialni i usiad³ bezw³adnie na krze¶le. Z³o¶æ powoli wypala³a siê, pozostawiaj±c po sobie potworne znu¿enie oraz pustkê. Tym razem czu³ to wyra¼nie — magiê, która wci±¿ utrzymywa³a siê w ch³opcu. Tê sam± magiê, która za wszelk± cenê mia³a upodobniæ go do Jamesa. Ona siêga³a do umys³u Severusa, igraj±c z nim, odbieraj±c trze¼wy os±d, i przez jeden moment by³ tak cholernie pewny, ¿e stoi przed nim nastoletni James.


Potter le¿a³ tam, bezbronny, ale wci±¿ butny, szydz±cy z niego.

Potter sta³ przed nim, z ró¿d¿k± w d³oni, a jego twarz wykrzywi³a siê brzydko w wyrazie z³o¶ci.

— Co zrobi³e¶ mojej mamie? — krzykn±³ Harry. — Zmusi³e¶ j±, by to zrobi³a, czy po prostu j± zgwa³ci³e¶?

— Co zrobi³e¶ Lily, Snape? — krzykn±³ James. — Zaszanta¿owa³e¶ j±, czy po prostu rzuci³e¶ na ni± Imperio?



Wspomnienie zachowania Pottera wci±¿ mia³o ostre krawêdzie, serce wci±¿ przyspiesza³o swój bieg, a krew kr±¿y³a szybciej w ¿y³ach. Jednak pomimo tego, ¿e omal nie oberwa³ w g³owê talerzem i rzucono mu w twarz obrzydliwe oskar¿enia, nie potrafi³ siê d³u¿ej z³o¶ciæ. Czy nie by³ pewny, ¿e prêdzej zostanie obwiniony o ca³e z³o ¶wiata, ni¿ us³yszy „dziêkujê” za to wszystko, co ostatnio zrobi³? Czy nie spodziewa³ siê, ¿e ch³opak mo¿e wybuchn±æ? Czy nie bra³ pod uwagê ka¿dej mo¿liwo¶ci?

Dzieciak nic nie wiedzia³ o jego relacjach z Lily, a poza tym Severus by³ jedyn± osob± w zasiêgu rêki, na której móg³ wy³adowaæ gniew, jaki kumulowa³ siê w nim przez ostatnie dni. Snape podejrzewa³, ¿e rozmowa o Dursleyach by³a tylko czubkiem góry lodowej, zapalnikiem, od którego wszystko potoczy³o siê niczym kostki domina. Na dodatek ¶wiadomie pozbawi³ Pottera wyimaginowanej kontroli, bo tak po prostu stwierdzi³ zwyk³y fakt, ¿e by³ bezsilny i nic nie móg³ zrobiæ.

Snape westchn±³. Pamiêta³ ³zy ch³opca i to jak kuli³ siê, chwytaj±c za ramiê. Jak bardzo go skrzywdzi³? Czy u¿y³ a¿ tyle si³y? Wiedzia³, ¿e powinien go wyleczyæ, a potem… jako¶ to wszystko naprawiæ. Mia³ jednak w±tpliwo¶ci, czy potrafi³. By³ przyzwyczajony do respektu, nawet je¶li podszytego strachem, wiêc jak teraz ma poradziæ sobie ze zbuntowanym i okaleczonym na duszy nastolatkiem?

W koñcu zdecydowa³, ¿e najpierw obaj musz± och³on±æ. Nic dobrego z tego nie wyniknie, je¶li miêdzy nimi znowu rozpêta siê k³ótnia. Przymkn±³ oczy i skoncentrowa³ my¶li na swoim oddechu, który powoli wyrównywa³ siê, a¿ sta³ siê jednostajnym rytmem. Kiedy resztki z³o¶ci opu¶ci³y go, a umys³ znów mia³ cudownie jasny, zwlók³ siê z krzes³a i uda³ siê do sypialni ch³opca.

Zapuka³ do drzwi. Cisza. Zapuka³ ponownie. Znowu brak odpowiedzi. Nacisn±³ klamkê.

Pokój by³ pusty.

— Milly. — Skrzatka pojawi³a siê przed nim z cichym trzaskiem. — Przyprowad¼ pana Pottera.

— Tak jest, sir. — Stworzenie uk³oni³o siê, ³opocz±c d³ugimi uszami i znik³o. Po kilku sekundach pojawi³o siê ponownie z wyra¼nym zdenerwowaniem. — Panicza nie ma, sir. Milly przeszuka³a ca³± posiad³o¶æ i panicza nigdzie nie ma, sir.

Wnêtrzno¶ci Severusa skrêci³y siê w ciasny, dusz±cy supe³. Merlinie i wszyscy ¶wiêci, Czarny Pan grasuje, ¶miercio¿ercy i dementorzy na wolno¶ci, a dzieciak nawet nie ma ró¿d¿ki. Albus go zabije, a Lily nigdy nie wybaczy.

— Pomo¿esz go szukaæ.

Zacisn±wszy palce na ró¿d¿ce, aportowa³ siê na granicy rezydencji. S³oñce powoli znika³o za horyzontem i to sprawi³o, ¿e serce podskoczy³o Severusowi do gard³a — my¶l, ¿e Potter jest teraz ca³kowicie sam i bez ¿adnej ochrony, a wkrótce wszystko poch³onie ciemna noc, by³a nie do zniesienia. Przecie¿ tu a¿ roi siê od zwodników, trolli, szyszymor, kapp i kelpi…

Bez wahania przeszed³ liniê wyznaczon± przez bia³e kamienie i ustawi³ ró¿d¿kê na otwartej d³oni. Maj±c nadziejê, ¿e ch³opak nie zaszed³ daleko i uda siê go namierzyæ w ten prosty sposób, wypowiedzia³ szybko:

Wska¿ mi Harry'ego Pottera.

Na szczê¶cie zaklêcie zadzia³a³o. Ró¿d¿ka obróci³a siê wokó³ w³asnej osi, wskazuj±c wschód.

Nie trac±c czasu, razem z Milly przeczesywa³ okolicê, to aportuj±c siê, to przemierzaj±c drogê pieszo. Kiedy s³oñce zupe³nie zniknê³o, a ciemno¶æ rozpostar³a siê nad ¶wiatem, Severus spojrza³ na niebo. Pe³na tarcza ksiê¿yca ¶wieci³a jasno. Wilko³aki, pomy¶la³ w panice, jakby tego by³o ma³o, mog± rozszarpaæ go wilko³aki! Spokojnie, mo¿e jeszcze wszystko dobrze siê skoñczy. Potter wci±¿ pozostawa³ w zasiêgu zaklêcia wskazuj±cego, wiêc ile mo¿e im zaj±æ odnalezienie go? Och, jak tylko dorwie tego durnego dzieciaka i przywlecze do domu, to da mu taki wyk³ad, ¿e ch³opak popamiêta go do koñca ¿ycia!

Wkrótce Snape stan±³ na rozwidleniu ¶cie¿ki. Z prawej strony rozpo¶ciera³ siê bór, a na wprost wzgórza. Ponownie rzuci³ zaklêcie i ró¿d¿ka zatrzyma³a siê na drodze przed nim. Jednak ju¿ po chwili zaczê³a krêciæ siê we wszystkich kierunkach.

Przytkn±³ palce do skroni, na której perli³y siê krople potu. Albo Potter znalaz³ siê poza zasiêgiem, albo dzia³o siê co¶ z³ego. Severus rozkaza³ Milly wróciæ do Prince Manor i powiadomiæ o wszystkim Albusa, je¶li w ci±gu kwadransa nie wróci z ch³opcem. Nastêpnie aportowa³ siê o dwie mile. Po ponownym „wska¿ mi” ró¿d¿ka obróci³a siê szybciej i pewniej, wskazuj±c pó³nocny zachód. Potter musia³ byæ blisko. Pamiêtaj±c, ¿e niedaleko znajduj± siê ruiny posiad³o¶ci Prewettów, wybra³ je jako kolejny punkt aportacyjny.

Jedno spojrzenie na zdeptan± trawê, zgarniêty na bok bluszcz i uchylone frontowe drzwi sprawi³o, ¿e jego cia³o ogarnê³a niesamowita ulga. W tê czê¶æ okolicy nikt siê nie zapuszcza³, co oznacza³o, ¿e ch³opak by³ tutaj. Severus wyszepta³ Lumos i wszed³ do brudnego pomieszczenia. Od razu us³ysza³ ¶wiszcz±cy, nierówny oddech.

Potter le¿a³ na ziemi. Jego oczy uciek³y w g³±b czaszki, palce wygiê³y siê groteskowo, a on sam trz±s³ siê spazmatycznie. Snape pozna³ to od razu. Atak postcruciatusowy.

Przypad³ do ch³opca, nie zwa¿aj±c na brud pod³ogi, i chwyci³ go w ramiona. Nastêpnie aportowa³ siê na granice posiad³o¶ci, by po szybkim przest±pieniu kamieni przenie¶æ ich prosto do swojego laboratorium. Milly natychmiast pojawi³a siê obok i zagarnê³a przedmioty znajduj±ce siê na du¿ym stole. Jedn± d³oni± przytrzymuj±c g³owê ch³opca, Severus po³o¿y³ go na blacie i smagniêciem ró¿d¿ki przywo³a³ potrzebne eliksiry. Pomimo mocnego u¶cisku Potter przelewa³ mu siê przez rêce. Severus nie chcia³ rzucaæ zaklêcia parali¿uj±cego, bo sztuczne unieruchomienie sprawi³oby ch³opcu jeszcze wiêkszy ból ni¿ ten, który z pewno¶ci± ju¿ odczuwa³, wiêc przywi±za³ go, wyczarowuj±c magiczne wiêzy wokó³ kostek, nadgarstków i torsu.

— Milly, przytrzymaj mu g³owê, nie dam rady napoiæ go w ten sposób.

Choæ skrzatka wpatrywa³a siê w ca³± scenê z szeroko otwartymi, przestraszonymi oczami, wykona³a polecenie bez sprzeciwu. Snape si³± zmusi³ szczêki Pottera do rozwarcia i wla³ najpierw eliksir post-Crucio, a nastêpnie przeciwbólowy oraz na rozlu¼nienie miê¶ni. Od³o¿y³ puste fiolki i obserwowa³ ch³opca.

Pocz±tkowo nic siê nie zmieni³o. Cia³o Pottera nadal drga³o i ³apa³o p³ytkie, chrapliwe oddechy. Dopiero po kilku sekundach nagle wygiê³o siê w ³uk tak mocno, ¿e sznury napiê³y siê niebezpiecznie. Snape szybko poluzowa³ je, by zbyt mocny nacisk nie wyrz±dzi³ ch³opca krzywdy. Zaci¶niête usta ch³opca otworzy³y siê lekko i wydoby³ siê z nich ¿a³osny skowyt. K±tem oka Severus widzia³, jak Milly cofa siê i kuli z piê¶ciami przyci¶niêtymi do uszu.

Wtem wszystko usta³o. Harry opad³ bezw³adnie na blat. Jedynym dowodem tego, co przed chwil± siê wydarzy³o, by³ ciê¿ki, przyspieszony oddech.

Severus opar³ siê ciê¿ko na rêkach i czeka³, a¿ Potterowi wróci ¶wiadomo¶æ.



* * *



Harry dryfowa³. To okropne, rw±ce uczucie w piersi znika³o. Mia³ wra¿enie, jakby morze wyrzuci³o jego cia³o na brzeg i fale obmywa³y je, ³agodz±c wszelki ból. Dryfowa³. Bez koñca. Przyp³yw, odp³yw, przyp³yw, odp³yw… Móg³by tak pozostaæ ju¿ na zawsze.

Powoli kolejne doznania wraca³y do niego, jakby ka¿dy ze zmys³ów w³±cza³ siê jeden po drugim. Najpierw us³ysza³ ciche szmery; kto¶ co¶ mówi³ niskim g³osem. Nastêpnie w nozdrza wdar³ siê ciê¿ki zapach ziemi oraz zió³. W koñcu pod plecami poczu³ twarde pod³o¿e, a na ciele przygniataj±cy ciê¿ar czego¶ krêpuj±cego. To ostatnie przestraszy³o go, wiêc otworzy³ oczy.

Zobaczy³ kamienny sufit, a przynajmniej tak mu siê wydawa³o — nie mia³ okularów i choæ jego wzrok polepsza³ siê z dnia na dzieñ, wci±¿ z oddali wszystko by³o rozmazane. Harry zamruga³ kilkakrotnie, próbuj±c zrozumieæ, gdzie siê znajduje. Ostatnie co, pamiêta³, to ruiny opustosza³ego domu…

Nagle wszystkie wspomnienia wróci³y do niego z si³± szar¿uj±cego byka.

K³ótnia, ucieczka, upadek na pod³ogê.

Spojrza³ w bok. Och nie… Snape sta³ tu¿ przy nim i obserwowa³ go wnikliwie. Choæ nie wygl±da³ na w¶ciek³ego, Harry drgn±³, gdy mê¿czyzna wyci±gn±³ ró¿d¿kê. Snape zamar³, a jego ciemne oczy ¶widrowa³y go, jakby chcia³y wypaliæ w nim dziurê. Wymrucza³ zaklêcie i wiêzy znik³y. Tym razem du¿o wolniej od³o¿y³ ró¿d¿kê do kieszeni i schowa³ d³onie w fa³dach szaty.

— Czujesz siê na si³ach, ¿eby wstaæ?

Harry nie by³ pewny, ale spróbowa³. Podniós³ siê na ³okciu i jego ramiona zadr¿a³y od niechcianego ciê¿aru. Z trudem pod¼wign±³ siê do siadu, po czym rozejrza³ siê wokó³. Snape wyja¶ni³:

— Jeste¶my w moim laboratorium, w podziemiach Prince Manor.

— Co siê sta³o? C-co to by³o?

— Czy pani Pomfrey wspomina³a ci o bólach fantomowych? — Harry skin±³ g³ow±. — S± nieprzyjemne, ale niegro¼ne i rzadko wystêpuj± przy dbaniu o ogóln± kondycjê psychofizyczn±. Jednak przy tak rozleg³ym uszkodzeniu nerwów stres czy nadmierny wysi³ek mog± sprawiæ, ¿e ból fantomowy przybierze ostrzejsz± postaæ, przekszta³caj±c siê w napad. Magomedycy nazywaj± to atakiem postcruciatusowym. Je¶li nerwy s± zbyt przeci±¿one, czasowo zaburza siê równowaga pomiêdzy neuroprzeka¼nikami i nastêpuj± nadmierne wy³adowania bioelektryczne. Pierwszym symptomem jest nag³y oraz silny ból w miejscu uderzenia kl±twy, a nastêpnie gwa³towne drgawki, a niekiedy utrata przytomno¶ci. Ka¿dy jeden atak wywo³uje regres w leczeniu, wyd³u¿aj±c czas jego trwania, i jest bardzo niebezpieczny, szczególnie gdy osoba nim dotkniêta nie otrzyma pomocy.

Po³owa z tego, co Snape powiedzia³, by³a dla Harry'ego niezrozumia³ym naukowym be³kotem, ale ogólny sens wy³apa³ bez problemu. Prze³kn±³ g³o¶no. Nie chcia³ ponownie byæ ubezw³asnowolnionym i straciæ nadziejê na normalne ¿ycie. Nie zniós³by tego.

— Dlatego tak wa¿ne jest, ¿eby¶ nie przeci±¿a³ swojego organizmu. To, ¿e mo¿esz ju¿ chodziæ i wykonywaæ codzienne czynno¶ci, nie sprawia, ¿e jeste¶ zdrowy. Nie bez powodu nadal musisz przyjmowaæ eliksir post-Crucio. — Snape zamilk³ na chwilê. — Chod¼, zaprowadzê ciê do twojego pokoju. Bêdziesz móg³ siê po³o¿yæ.

Mê¿czyzna wyci±gn±³ rêkê, ale nie dotkn±³ go. Po prostu zaoferowa³ j± w razie, gdyby Harry potrzebowa³ pomocy. Okaza³o siê to byæ s³usznym posuniêciem, poniewa¿ jak tylko stan±³ na nogi, kolana ugiê³y siê pod nim i uczepi³ siê mocno ramienia.

— Bêdziesz teraz os³abiony, ale to nic niezwyk³ego. Twój organizm jest wyczerpany zarówno po ciê¿kim dniu, jak i ataku. Poza tym da³em ci eliksir na rozlu¼nienie miê¶ni. Ograniczenie w koordynacji jest jednym z efektów ubocznych.

Snape wyprowadzi³ go z podziemi. Gdy dotarli do sypialni, Harry mia³ wra¿enie, jakby przebieg³ maraton i nigdy nie czu³ wiêkszej wdziêczno¶ci na widok ³ó¿ka.

Kiedy opad³ na miêkki materac, westchn±³ i przymkn±³ powieki.

£ó¿ko ugiê³o siê lekko. Wróciwszy do rzeczywisto¶ci, Harry otworzy³ oczy. Snape siedzia³ obok, a jego twarz przybra³a neutralny wyraz. Dlaczego nie jest na niego w¶ciek³y czy choæby rozgniewany? Dlaczego nie skrzycza³ go za ostatnie zachowanie ani nawet za ucieczkê? Z jednej strony Harry ba³ siê tego, co Snape mo¿e zrobiæ lub powiedzieæ, ale z drugiej czu³ niewypowiedzian± ulgê, ¿e mê¿czyzna odnalaz³ go w tamtej chacie i nie zostawi³.

Ten prosty fakt odblokowa³ co¶ w Harrym i wszystkie uczucia powróci³y ze zdwojon± moc±. Jednak by³y zbyt spl±tane i nie wiedzia³ ju¿ na kogo jest z³y ani z jakiego powodu, ani czemu czuje siê tak potwornie.

Skuli³ siê na boku, plecami do Snape'a, i ukry³ twarz w zgiêciu ramienia. Pomimo ¿e zacisn±³ zêby na nadgarstku, z jego gard³a wydoby³ siê ¿a³osny, zawstydzaj±cy d¼wiêk. Okropna ¶wiadomo¶æ, ¿e Snape jest ¶wiadkiem tego, jak siê rozkleja, by³a nie do zniesienia. Czu³ siê ods³oniêty — jakby wszystkie uczucia ostatnich dni, znajduj±ce w ten sposób uj¶cie, pozostawi³y go nagim i przez to jeszcze bardziej nara¿onym na zranienie.

Poci±gaj±c nosem, wytar³ twarz rêkawem.

— Mo¿e chusteczkê?

Zaskoczony odwróci³ g³owê i spojrza³ na Snape'a za³zawionymi oczami. Kiwn±³ g³ow± i machniêciem ró¿d¿ki mistrz eliksirów wyczarowa³ chusteczkê.

— Milly. — Z cichym trzaskiem skrzatka pojawi³a siê w pokoju. — Zrób herbatê dla dwóch osób i przynie¶ z mojego sk³adzika ma¶æ na otarcia oraz siniaki.

Harry ponownie zwin±³ siê w ciasny k³êbek. Nie podnosi³ g³owy a¿ do momentu, w którym Milly wróci³a z tac± pe³n± nie tylko herbaty, ale tak¿e ciasteczek z cukrem.

— Usi±d¼ i zdejmij koszulkê — poleci³ Snape. — Nie czujesz bólu, ale za jaki¶ czas dzia³anie eliksirów minie. Trzeba równie¿ uleczyæ twój policzek.

Harry zrobi³, jak mu kazano, mimo ¿e nie u¶miecha³o mu siê rozbieraæ przed Snape'em, i zdziwi³ siê na widok czerwonych prêg na torsie. Zmarszczy³ brwi.

— By³e¶ przywi±zany, pamiêtasz? Musia³em to zrobiæ, bo nie da³o siê ciebie utrzymaæ.

Snape odkrêci³ s³oiczek prze¼roczystej mazi i rozsmarowa³ j± równomiernie na uszkodzonej skórze. W mgnieniu oka otarcia i siñce znika³y, nie pozostawiaj±c po sobie ¿adnego ¶ladu.

Harry spojrza³ spod grzywki na Snape'a. Mê¿czyzna wydawa³ siê byæ ca³kowicie zaabsorbowany swoim zadaniem, gdy skupia³ siê wzrok na ruchach w³asnych palców. Harry zmarszczy³ brwi. Wujostwo nigdy nie przejmowa³o siê jego zranieniami ani tym, ¿e co¶ go boli. Za ka¿dym razem, gdy nie udawa³o mu siê uciec przed band± Dudleya i zostawa³ sprany na kwa¶ne jab³ko, wuj Vernon jedynie burcza³, jakim to Harry jest chuliganem, a ciotka Petunia krzywi³a siê z niesmakiem.

— Wiesz… — zacz±³ mistrz eliksirów jakby od niechcenia. — Gdy odnalaz³em ciê po ataku na Privet Drive, by³e¶ w takim stanie, ¿e nie wierzy³em w mo¿liwo¶æ wyleczenia ciê. Spodziewa³em siê, ¿e na zawsze pozostaniesz w ¶pi±czce lub bêdziesz sparali¿owany, a najlepszym wypadku podzielisz los Longbottomów. — Spojrza³ na chwilê Harry'emu w oczy. — Czy zastanawia³e¶ siê, dlaczego na cmentarzu Czarny Pan rzuca³ na ciebie kl±twê Cruciatus kilkakrotnie, zamiast pozwoliæ ci cierpieæ przez d³u¿szy czas? Dla zabawy? Bo siê znudzi³? Zmêczy³? Nie, on chcia³, ¿eby¶ walczy³, by móg³ wygraæ w równym pojedynku. Nie udowodni³by swojej wy¿szo¶ci, gdyby zniszczy³ ciê do tego stopnia, ¿e nie potrafi³by¶ podnie¶æ siê czy trzymaæ w d³oni ró¿d¿ki. Nikt nie rzuca tej kl±twy nieprzerwanie, je¶li nie chce zadaæ nieodwracalnych szkód.

Snape uchwyci³ jego lewe ramiê. Niezwykle delikatnie rozsmarowywa³ ma¶æ na sporej wielko¶ci siñcu, jaki utworzy³ siê w miejscu, w którym kilka godzin temu widnia³ czerwony ¶lad palców. Nastêpnie kontynuowa³:

— Nie jeste¶ jedyn± osob±, która znajduj±c siê w podobnej sytuacji, nie mo¿e poradziæ sobie z emocjami. Co wiêcej, spodziewa³bym siê, ¿e kto¶, kto mia³ zniszczon± po³owê nerwów, o ile oczywi¶cie nie oszaleje, wpadnie w depresjê, do¶wiadczy hu¶tawek nastrojów lub stanie siê agresywny albo p³aczliwy. Tymczasem minê³y dwa tygodnie i dopiero wczoraj, gdy twoje ¿ycie wywróci³o siê do góry nogami, zdecydowa³e¶, ¿e masz do¶æ.

Harry zda³ sobie sprawê, ¿e po raz pierwszy w ¿yciu Snape normalnie z nim rozmawia. Mo¿e w ten sposób próbowa³ nawi±zaæ niæ porozumienia? Choæ trochê naprawiæ tê potworn± sytuacjê?

— Naprawdê ty mnie wtedy uratowa³e¶? — zapyta³ nagle. — Od Lucjusza?

— Owszem. Profesor Dumbledore ci nie powiedzia³?

Harry potrz±sn±³ g³ow± w zaprzeczeniu. Tymczasem Snape skoñczy³ z jego ramieniem i powoli przytkn±³ koniec ró¿d¿ki do policzka. Wypowiedzia³ lecznicze zaklêcie, a gdy rozciêcie zamknê³o siê, skrupulatnie zaaplikowa³ ma¶æ.

— Za³ó¿ koszulkê i podwiñ nogawki… Ach, dobrze, ¿adnych uszkodzeñ.

Snape odstawi³ s³oiczek na nocny stolik i chwyci³ fili¿ankê. Harry pod±¿y³ jego przyk³adem. Herbata mia³a idealn± temperaturê, wiêc wzi±³ ³yk. Na jêzyku poczu³ dziwn± mieszankê wanilii, pomarañczy i miêty. Napój smakowa³ mu nawet bez cukru, ale mimo to doda³ jedn± kostkê.

Po d³ugiej ciszy Snape zapyta³.

— Dlaczego uciek³e¶?

Harry ¶cisn±³ palce na fili¿ance, zastanawiaj±c siê, jak ma na to odpowiedzieæ? W koñcu wzi±³ g³êboki oddech i wyzna³ prawdê:

— Ba³em siê.

Po tych s³owach Snape wygl±da³, jakby by³ w rozterce, co stanowi³o tak niecodzienny widok, ¿e Harry wpatrywa³ siê w niego zdumiony.

— Ja nie… — Odchrz±kn±³. — Nie uderzy³bym ciê.

Harry zmiesza³ siê. Potrz±sn±³ g³ow± i wzruszy³ ramieniem.

— Bardziej ba³em siê kary. Tego, co mnie czeka po tym, co zrobi³em i powiedzia³em. By³e¶… bardzo z³y.

— Dlaczego? Pojêcie szlabanu nie jest ci obce i nieraz karano ciê w Hogwarcie.

— Ale nie tak. Nie wiedzia³em… To znaczy… — Czemu tak trudno by³o to wyt³umaczyæ? — Przegi±³em, prawda? Naprawdê przegi±³em. Co by mnie tu czeka³o? Wci±¿ by³by¶ na mnie z³y i bez przerwy kara³by¶ mnie za to. Mia³bym szczê¶cie, je¶li codziennie wykonywa³bym jakie¶ prace. Jednak nieustannie obra¿a³by¶ mnie i to nie mia³oby koñca. Znowu zrobi³bym co¶ ¼le, choæby przez przypadek, i „jak mi przykro Harry, dzisiaj pójdziesz spaæ bez kolacji”. Ci±gle obawia³bym siê, ¿e mnie zamkniesz, je¶li powiem co¶ nie tak, bo nie bêdziesz móg³ znie¶æ mojego widoku, lub gorzej.

Snape spojrza³ na niego w ca³kowitym oszo³omieniu.

— Pozwól, ¿e u¶ci¶lê, bo nie jestem pewien, czy dobrze zrozumia³em. — Zgi±³ pierwszy palec, wyliczaj±c: — Obawia³e¶ siê, ¿e zadawa³bym ci niekoñcz±ce siê prace fizyczne, obra¿a³ na ka¿dym kroku, odmawia³ jedzenia, zamyka³ lub gorzej? A wszystko dlatego, ¿e by³bym na ciebie z³y?

Harry przytakn±³.

— Za kogo ty mnie masz!? Za barbarzyñcê? O ile znany jestem z ciêtego jêzyka i braku tolerancji dla g³upoty, to nic mi nie wiadomo o lubowaniu siê w torturowaniu ma³ych ch³opców czy torturowaniu w ogóle, nawet je¶li mam ku temu dobre powody.

Harry poczu³ siê nieco g³upio, ale jednocze¶nie ponuro pomy¶la³, ¿e czego niby mia³ siê spodziewaæ po cz³owieku, który zdawa³ siê podzielaæ opiniê wo¼nego o przykuwaniu uczniów do sufitu i ch³ostach? Sk±d mia³ wiedzieæ, czy by³y to jego prawdziwe opinie, czy tylko tak mówi³, ¿eby uczniowie siê go bali? Zreszt± ka¿dy wiedzia³, ¿e Snape jest niesprawiedliwy i d³ugo trzyma³ w pamiêci ka¿d± urazê. Harry utkn±³ w tym miejscu sam i nikt nie przyjdzie mu na ratunek.

— Sk±d w ogóle przysz³o ci co¶ takiego do g³owy?

Harry wymamrota³ co¶ niewyra¼nie o Filchu.

— I wzi±³e¶ to na powa¿nie? — W g³osie Snape'a pobrzmiewa³o niedowierzanie pomieszane z rozbawieniem. Ha-ha, pomy¶la³ Harry, bardzo ¶mieszne. Mimo to poczu³ siê nieco lepiej. Doskonale zdawa³ sobie sprawê, ¿e mê¿czyzna go nie cierpi i dobrze by³o wiedzieæ, ¿e nie ma zamiaru wykorzystywaæ przeciw niemu swojej nienawi¶ci. Nagle przygryz³ wargê, my¶l±c o tym, jak okropne on sam powiedzia³ dzisiaj s³owa. — Nie przygryzaj — nadesz³o ostrze¿enie. — Pamiêtasz?1

Przytakn±³, zaciskaj±c usta, ale po chwili nie¶wiadomie znowu je przygryz³. Tym razem Snape pozwoli³ mu na to. Harry utkwi³ wzrok w podo³ku i powiedzia³ bardzo cicho:

— Przepraszam. — Zerkn±³ nerwowo w górê. — Za naczynia… i… — ¦cisn±³ fili¿ankê, a¿ zbiela³y mu knykcie. — To co powiedzia³em o mojej mamie. ¯e ty… no wiesz.

— Przeprosiny przyjête. — Nagle Snape sztywno wyprostowywa³ siê, a nastêpnie machn±³ rêk± w kierunku ramienia Harry'ego. — Nie chcia³em. I nie powinienem.

— Okej.

— Musisz jednak widzieæ, ¿e tamten incydent nie mo¿e siê powtórzyæ. Rozumiem, ¿e ta ca³a sytuacja jest trudna, ale nie bêdê tolerowa³ takiego zachowania. Dlatego w ramach kary spêdzisz w moim laboratorium trzy godziny na przygotowywaniu sk³adnika do eliksiru.

Harry odetchn±³ z ulg±, na co Snape uniós³ brew.

— Na twoim miejscu przemy¶la³bym, czy jest warto czuæ ulgê. Zapewniam ciê, ¿e wybiorê najbardziej paskudny, wyczerpuj±cy i trudny do przygotowania sk³adnik, jaki wynaleziono w ca³ej historii warzycielstwa. Powiedzmy, ¿e kara bêdzie adekwatna do przewinienia. — Odwróci³ siê na piêcie i zanim zamkn±³ za sob± drzwi, doda³: — Dobrej nocy. Miejmy nadziejê, ¿e nie przy¶ni± ci siê eliksiry, bo po jutrzejszym dniu znienawidzisz je na bardzo d³ugi czas.

Kiedy drzwi zamknê³y siê za nim, Harry zda³ sobie sprawê, ¿e nie odebra³ przytyku Snape'a jako czego¶ obra¼liwego czy maj±cego zraniæ. To brzmia³o tak, jakby na swój dziwaczny sposób mê¿czyzna próbowa³ ¿artowaæ.

Harry umo¶ci³ siê na ³ó¿ku i wtuli³ w ko³drê, zakrywaj±c po sam czubek g³owy. W swoim ciep³ym kokonie my¶la³ nad tym, jak bardzo dziwaczny by³ ten dzieñ. Zapowiada³ siê strasznie i by³ straszny prawie do samego koñca, ale ostatecznie wszystko posz³o ku lepszemu. Mo¿e jednak ¿ycie tutaj nie bêdzie takie z³e, jak s±dzi³.

_________________________
[1] Je¶li niektórzy nie pamiêtaj±, w rozdziale dziesi±tym Snape powiedzia³ Harry'emu, ¿e musi wyzbyæ siê swoich dawnych nawyków, aby ludzie z najbli¿szego otoczenia nie poznali go po zachowaniu.


NASTÊPNY ROZDZIA£: WITAJ, SYRIUSZU!
Komentarze
avatar
Prefix u¿ytkownikaAna_Black  dnia 08.07.2014 19:02
Wszystko super, jak zwykle. Trafi³a ci siê jedna literówka, ale wskazywaæ nie bêdê, bo i nie jest to jaki¶ ra¿±cy b³±d. Zastanawia mnie tylko czemu Harry tak po prostu móg³ przej¶æ przez kamienie? Czy bariera ochronna Dumbledore'a nie powinna uniemo¿liwiæ mu przekroczenie ich? Nie bêdê ukrywaæ, ¿e ju¿ nie mogê siê doczekaæ nastêpnego rozdzia³u. :D Nie muszê mówiæ dlaczego? xD
avatar
Prefix u¿ytkownikaPhoe  dnia 08.07.2014 22:40
A propo bariery, to moje za³o¿enie jest takie, ¿e chroni± one przed nieautoryzowanym dostêpem, a nie przed mo¿liwo¶ci± opuszczenia posiad³o¶ci. Hogwart te¿ ma swoje bariery, ale jeszcze nie zdarzy³o siê, ¿eby Harry albo kto¶ z pracowników nie móg³ go opu¶ciæ :) (patrz szczególnie Zakon Feniksa i jego "wycieczkê" do ministerstwa trestalami).
avatar
Smierciojadek  dnia 09.07.2014 12:48
Magia Przynale¿no¶ci to jedno z tych opowiadañ, na które czekam z niecierpliwo¶ci±. Wiem, ¿e po przeczytaniu nie bêdê zawiedziona, bo Twój styl pisania jest ¶wietny, umiejêtnie budujesz napiêcie, odnosisz siê czêsto do psychiki bohaterów, co te¿ bardzo lubiê. Niektórych mo¿e zra¿aæ d³ugo¶æ tekstu, ale... to musi takie byæ, bo inaczej straci³oby ca³y swój urok. Dobrze, ¿e opisujesz wszystko powoli i ze szczegó³ami - w ¿yciu bohaterów zasz³a (i zachodzi nadal) ogromna zmiana - chwa³a Ci, ¿e nie zamykasz tego w kilku zdaniach.

W tej czê¶ci bardzo podoba³ mi siê Harry. Co prawda ucieczka by³a lekkomy¶lna, ale to jeszcze dziecko... Strach przed kar± by³ widocznie silniejszy. Ale byæ mo¿e od tego momentu zacznie siê ju¿ przyzwyczajaæ do nowego ¿ycia, kto wie. Czekam na nastêpny rozdzia³ (i martwi mnie, ¿e zosta³o ju¿ tak ma³o). ;)
Dodaj komentarz
Zaloguj siê, aby móc dodaæ komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani u¿ytkownicy mog± oceniaæ zawarto¶æ strony
Zaloguj siê lub zarejestruj, ¿eby móc zag³osowaæ.

Wybitny! Wybitny! 100% [2 g³osy]
Powy¿ej oczekiwañ Powy¿ej oczekiwañ 0% [0 g³osów]
Zadowalaj±cy Zadowalaj±cy 0% [0 g³osów]
Nêdzny Nêdzny 0% [0 g³osów]
Okropny Okropny 0% [0 g³osów]
Logowanie
Nazwa u¿ytkownika

Has³o



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj siê

Nie mo¿esz siê zalogowaæ?
Popro¶ o nowe has³o
Facebook
Shoutbox
Musisz siê zalogowaæ aby wys³aæ wiadomo¶æ.

O choinka!
03.08.2026 15:12
Dziêki Hug

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
01.08.2026 11:39
Racja, I will mourn old Hog forever, to ju¿ nie by³o to samo :v
I mimo ¿e ciê¿ko w te urodziny, to i tak wszystkiego naj naj, 17 mo¿na mieæ do 40 na spokojnie Love

O choinka!
31.07.2026 23:57
z innymi, bo brakowa³o mi pomys³ów, bo pogorszy³a siê moja sytuacja psychiczna i bo LYS zniknê³a bez s³owa

O choinka!
31.07.2026 23:57
Nie cierpiê urodzin Wrozka Nadal czujê siê na 17 lat, a ju¿ 26 na karku ;(

A co do poprzedniego Hog, bardzo têskniê. Nowy mniej mi siê podoba³, bo nie wysz³y mi poboczne, bo za ma³o pisa³am

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
26.07.2026 20:12
Jako tako, nawet mi siê sb dzi¶ ¶ni³o xD

Wspó³praca
Najaktywniejsi

1) Prefix u¿ytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix u¿ytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix u¿ytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix u¿ytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix u¿ytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix u¿ytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix u¿ytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix u¿ytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix u¿ytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix u¿ytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjêcie
Memy
Doda³: Prefix u¿ytkownikaWioletta
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.20