Rozdział 12
Dla wszystkich pisarzy, od których czerpię inspiracje.
Dziewczyny były w szoku. I to ogromnym. Spodziewały się wszystkiego, ale na pewnego nie tego, że Cyinder zostanie szpiegiem Esmeraldy. Milczały chyba przez dwie minuty i wpatrywały się w roześmianą Cyin. W końcu odezwała się Lidia:
- Co… ty… Cyinder… gdzie…kiedy… jak?! – wydusiła, a głos miała drżący.
- Zrobiłam to, żebyście w końcu się czegoś nauczyły. Z Esmeraldą jest o wiele lepiej niż z wami – odpowiedziała blondynka irytującym tonem.
Lidia spojrzała na Sam i Catherine. Ta pierwsza siedziała skulona w kącie dormitorium i cała dygotała. Cat wyglądała jak postać z filmu, który ktoś właśnie zatrzymał. Stała nieruchomo, wciąż kierując dłoń w stronę Cyinder.
- Jesteś zdrajczynią! – krzyknęła bez zastanowienia Lidia. Uderzyła nogą o kolano blondynki. Cyin jednak nic sobie z tego nie zrobiła. Rozprostowała palce u rąk i jak mogła (Lidia wciąż trzymała jej nadgarstki) walnęła Lidię w policzek. Sam przyglądała się tej scenie z kąta dormitorium, jednak Catherine rzuciła się na dziewczyny i próbowała je rozdzielić. Nie było to łatwe, ponieważ Lidia trzymała nadgarstki Cyinder tak mocno, jak tylko mogła. Cat nie zwracała uwagi, że dziewczyny kopią ją po plecach. Rozdzieliła je i popchnęła Lidię w kąt pokoju, odsuwając się od Cyin.
- Dlaczego to robisz?! – fuknęła rozwścieczona Lidia. – Dlaczego służysz Esmeraldzie?!
- Nie zmienisz tego! – ryknęła Cyinder z szyderczym uśmiechem. – Nie zmienisz tego! – powtórzyła.
Sam zauważyła z ciemnego rogu, że Lidii cieknie krew z nosa. Szybko pobiegła w jej stronę i zaczęła wycierać posokę rękawem swojej koszulki, z którego po chwili wyleciała różdżka Cat. Cyinder skorzystała z okazji, chwyciła magiczny przedmiot i skierowała go w stronę zamrożonych Allyn i Alex.
- Jedno słowo – powiedziała – a te dwie mogą nie żyć.
Lidia popatrzyła na Cyin. Wyglądała tak, jakby chciała ją zabić.
- Hej – powiedziała półgębkiem do Catherine. – Ostatnio czytałaś tę książkę… „Klątwy i uroki” chyba… Umiesz zdejmować z kogoś urok?
- Umiem to zrobić bez różdżki – odparła szeptem czerwonowłosa przyjaciółka.
Lidia popatrzyła w stronę Al i Alex.
- Wiesz co robić.
Cat wyciągnęła rękę. Po ciałach dwóch czarownic przeszła srebrna mgiełka. Cyinder opuściła różdżkę i zdziwiona popatrzyła w ich stronę.
Allyn i Alex zostały odczarowane. Odwróciły się do Cyinder.
- Cyin! Co tu robisz? Jak się tu znalazłaś? – zawołała Al. Obie rzuciły się blondynce na ramiona.
- Nie! Ona jest szpiegiem Esmeraldy! Ona nas zdradziła! – krzyknęła Lidia.
Cyinder odepchnęła Allyn i Alex i znów skierowała w ich stronę różdżkę.
- O co chodzi? Nie rozumiem… - powiedziała Al.
- O to, co słyszysz. Ona podszyła się pod tą Kleopatrę, rudą dziewczynkę. I śledziła nas. Szpiegowała dla Esmeraldy. Sama się przyznała – odrzekła Lid.
Czarownice popatrzyły na blondynkę.
- Czy to prawda, Cyin?
- Tak – odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna.
Allyn i Alex przez chwilę nie mogły uwierzyć. Nic nie powiedziały.
- Skoro każda powiedziała już, co chciała powiedzieć – zaczęła Cyinder – odeślę was do Esmeraldy. Ona już będzie wiedziała, co z wami zrobić.
Przestraszone dziewczyny skuliły się w kącie. Blondynka wyciągnęła ręce. Po chwili oczy całej piątki zaczęły łzawić.
Coś zimnego i twardego, ale tylko na początku. Potem stało się nawet ciepłe. A wokół… gorąco. Za gorąco. Zero oznak życia.
- AAAAAA!!!!
Allyn zerwała się na równe nogi. Prze chwilę nie mogła zrozumieć gdzie jest, o co chodzi, jak tu trafiła… Dopiero po chwili zrozumiała, dlaczego Sam tak krzyczała. Stały na środku kamiennego mostu. Ale najstraszniejsze było to, co działo się wokół. Wszędzie rozciągały się ściany ognia. Nie było widać nic oprócz nich. Al, Alex, Lidię, Sam i Catherine bronił tylko most.
- Co się dzieje?! Gdzie jesteśmy?! – krzyknęła Allyn.
W uszach słyszała muzykę niczym z filmu wojennego. Oczy zachodziły jej łzami. Popatrzyła po twarzach przyjaciółek.
Alex stała nieruchomo z wyciągniętą różdżką. „Aguamenti” chyba nie mogło jej przejść przez gardło, co było do Alex niepodobne. Sam dygotała jak nigdy, stała na środku i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Catherine chyba wiedziała, że książki na niewiele tu się zdadzą, więc wyciągnęła rękę i także spróbowała wyczarować wodę. Lidia również. Bezskutecznie.
- Nasze czary przestały działać! – zawołała Cat.
Allyn podsumowała: czary Catherine, Lidii i Sam nie działają, ta pierwsza nie ma różdżki, a trzecia jest chyba w zbyt ciężkim szoku, żeby cokolwiek wyczarować. Wychodzi na to, że jedynym ratunkiem jest ona, Alex i Lidia. No ładnie.
- Musimy stąd uciekać! – zarządziła Lidia. Zaczęła biec po moście.
- Czekaj! Tam jest niebezpiecznie! – odezwała się w końcu Sam. – CZEKAJ!
Lidia jednak jej nie słuchała i biegła dalej.
- Za mną! – Chociaż to dało się usłyszeć.
Allyn i Alex posłuchały. Ruszyły za Lid.
- NIE! – ryknęła Sam.
Al czuła, że istnieje ogromne zagrożenie jej życia. Mimo to mętlik wszedł w jej głowę. Chciała jak najszybciej stąd uciec.
- Allyn! – rozległ się nagle głos Alex.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że stoi na krawędzi kamiennego mostu. Jeszcze chwila, a spadłaby w ogień. Dziewczyna powoli się wycofała. Razem z Lidią i Alex miała już zawrócić, kiedy nagle ze ściany ognia, znajdującej się przed nimi, buchnął czarny dym. Przestraszone czarownice i wróżka upadły na kamienie. To samo zrobiły Sam i Catherine.
Z czarnego dymu powoli zaczęła wyłaniać się… Esmeralda. Wyglądała inaczej niż zwykle. Jej włosy stały się krótkie i kruczoczarne, niczym kobieta z lat 40. XX wieku. Na sobie miała brudnobiały gorset odsłaniający trochę brzuch oraz długą, czerwoną spódnicę. Jej skóra nie była już ciemna, ale kremowa. Wydawało się nawet, że choć trochę się odmłodziła.
- No proszę… Kogo ja widzę?
Dziewczyny nic nie odpowiedziały. Milczały, spoglądając co jakiś czas na roześmianą twarz Esmeraldy i jej stalowe oczy.
- Chciałyście mieć mnóstwo przygód. I macie mnóstwo przygód. Chciałyście odzyskać dawną przyjaciółkę, Cyinder. Odzyskałyście. Chciałyście raz na zawsze mnie pokonać. Macie okazję. Widzicie? Spełniły się wasze marzenia. Teraz pora, aby spełniło się moje marzenie.
- A jakie ty masz marzenia? – prychnęła Lidia takim tonem, jakby wcale nie bała się Esmeraldy.
- Niech pomyślę…
- To było pytanie retoryczne. – Tym razem na twarzy Lidii pojawił się uśmiech. – Wiadomo.
Esmeralda ścisnęła usta. Zrobiła krok w stronę dziewcząt.
- Słyszę, że raczej nie jesteście chętne do rozmowy ze mną. A więc radźcie sobie same. – Po czym pstryknęła palcami. Znów zniknęła w czarnym dymie, pozostawiając pięć przyjaciółek razem.
Wszystko fajnie, ale czy Allyn i Alex nie powinny być bardziej przejęte wieścią o zdradzie Cyin? Np. dodać, że nie przyjmują tego do wiadomości, nie mogą uwierzyć, itd. Tak w ogóle to nie za łatwo Cat odczarowała dziewczyny? Po drugie jakoś nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji, w której jedna dziewczyna podbiega do drugiej i zaczyna jej własnym rękawem wycierać krew z nosa, a ta na to nie reaguje. A tak właśnie było, gdy Sam zaczęła wycierać krew z nosa Lidii. W ogóle czemu się nie broniły? Trzy wróżki, które potrafią czarować bez różdżek i trzy czarownice, które chyba miały przy sobie różdżki, a one tak po prostu się poddały? W temacie poddania, wydaje mi się, że Esmeralda za łatwo odpuściła. Chyba że jej jedynym celem ściągnięcia dziewczyn na ten most było ich zabicie.