Tę część dedykuję... sobie samej, bo nie wiem, czy zrobiłam dużo błędów :P
Słońce powoli zachodziło, ale w sali balowej przygotowania nie ustępowały. Wniesiono już kilka ogromnych stołów i przyozdobiono sufit kolorowymi wstążkami.
Przy oknie stała Sam. Patrzyła na uroczysty pochód ze wszystkich królestw z okazji jej urodzin.
Całe Diarydelle na czele z karetą, w której siedziała matka nastoletniej wróżki, Zephira, szło pierwsze. Zaraz potem mieszkańcy Airdelle. Dalej Liendelle z Tytanią w zielonej karecie. Następnie Esmedelle. Na białym koniu siedziała wysoka, młoda kobieta o śniadej cerze i w czerwonej sukni. Bez wątpienia była to Esmeralda.
Zaraz po Esmedelle kroczyło Mairedelle z niską kobietą przy kości, królową Trytią. Zaraz po nich Desertdelle. Na czele szli Jasmina i Alladyn.
Pochód zamykało Trolleydelle. Było aż zielono od małych postaci wokół Herbusa.
Wszystkich gości witała Hellia z błyskotliwym uśmiechem na twarzy. Miała na sobie różową sukienkę przepasaną pomarańczową apaszką. Na jej głowie lśnił diadem ze złotą, błyszczącą literą "A", oznaczającą "Airdelle".
Sam odwróciła się na pięcie i poprawiła koronę z literą "D". Specjalnie na tę okazję zmieniła krótką sukienkę na trochę dłuższą suknię bez rękawów oraz ułożyła włosy w zgrabne loki. Do czasu rozpoczęcia balu miała zakaz wychodzenia z budynku Starego Pałacu do Nowego. A to właśnie w tym drugim miały pokoje pozostałe dziewczyny.
Dziewczyna podeszła do jednego z czterech tronów. Usiadła na swoim we właściwym momencie, ponieważ wrota rozwarły się i stanął w nich nadworny sekretarz.
- Księżniczko Samantho, oto królowa Hellia, władczyni Airdelle razem z gośćmi zaproszonymi na bal urodzinowy!
Sekretarz odsunął się. Do sali wkroczyła Hellia, a za nią orkiestra dęta z Airdelle. Zaczęli grać wesołą melodię, kiedy do sali weszła Zephira, za którą pojawił się pochód z Diarydelle. Znajdowali się tam bohaterzy bajek takich jak "Dziewczynka z zapałkami" albo "Brzydkie Kaczątko".
Zephira podeszła do córki i gorąco ją uściskała. Usiadła na tronie obok, patrząc na wchodzący właśnie pochód z Airdelle, w którym można było wypatrzeć bohaterów "Calineczki" lub "Księżniczki i żaby".
Zaraz potem było Liendelle, Esmedelle, Mairedelle, Desertdelle oraz Trolleydelle. Wszyscy uściskali się gorąco, a Hellia usiadła na tronie obok Zephiry i Sam.
Zaraz po rozpoczęciu balu na balkon wystąpił znów nadworny sekretarz i ogłosił:
- Panie i panowie! Księżniczka Catherine z królestwa Airdelle oraz księżniczka Lidia z królestwa Liendelle!
Do sali wkroczyły Cat i Lid, obie z dziwnymi minami. Lidia szybko zeszła po schodach i stanęła obok Tytanii, a Catherine usiadła na tronie obok Helii, Zephiry i Sam.
- Gdzie Allyn, Alex i Cyin? - zapytała Sam cicho.
- Patrz, już są - szepnęła Cat i wskazała na trzy osóbki przepychające się przez tłum gości.
Allyn została przez kogoś popchnięta w stronę stołu. Z drugiej strony napotkała paszczę wilka z "Czerwonego Kapturka". Zaraz potem zaczepiły ją jakieś malutkie wróżki.
Działy się tu rzeczy nie do opisania.
Przed Sam ustawiała się już ogromnie długa kolejka. Postacie z bajek trzymały w dłoniach (lub łapach) najróżniejsze prezenty: od jakichś skomplikowanych narzędzi po nowe buty lub najmodniejsze w tym sezonie sukienki.
Wielką sławą cieszyły się też potrawy. Królewskie kucharki ustawiały na stołach coraz to nowe talerze z pysznymi daniami, a one znikały w mgnieniu oka. W końcu pysznego ciasta jabłkowego z nutką sosu z białej czekolady każdy chciałby spróbować.
Sam i Catherine na chwilę udało się wyrwać z tronów. Trzymały w dłoniach piwo kremowe, które Alex wyczarowała specjalnie dla nich.
- I jak Wam się podoba bal? - zapytała Sam.
- To chyba nie nasze klimaty - odparła Al.
Między tłumem ludzi zobaczyły burzę czarnych włosów. To była bez wątpienia Lidia.
- Lid! - zawołała Catherine.
Brunetka zauważyła dziewczyny obok stolika i przepchała się przez gości.
- Kiedy idziemy? Nie wytrzymam tu więcej niż dziesięć minut! - oznajmiła, poprawiając spadające buty.
- O, mamo! - Cat uniosła rękę, widząc Hellię.
Królowa podeszła do córki i wzięła z talerza wegetariański szaszłyk.
- Tak? - spytała.
- Mamo, muszę na chwilkę wyjść - powiedziała Cat. - Z dziewczynami.
Hellia zamyśliła się chwilkę.
- No nie wiem, w końcu jest bal... - Hellia zaczęła zdejmować z szaszłyka ogórki, na które była uczulona.
- Prosimy! - Catherine podskoczyła.
Kobieta chwilę się zastanowiła.
- No dobrze, ale wracaj szybko.
Dziewczęta szybko wybiegły z sali balowej i przeszły przez korytarz. Dotarły do głównego holu z masą drzwi.
- Pozostaje jeden problem. Skąd wziąć klucz? - zastanawiała się Sam.
Dziewczyny chwilę pomyślały, kiedy nagle odezwała się Alex.
- Zaklęcia! Nawet w tym świecie są pomocne! - wyciągnęła różdżkę. - Accio klucze!
Po chwili doleciał do niej pęk kluczy. Podała je Catherine.
- Teraz pozostaje tylko pomyśleć, który z nich jest do których drzwi. - Catherine obróciła małe, złociste przedmioty w rękach. - Spróbujmy...
Podeszła do jednych z drzwi. Stało się coś magicznego. Jeden z garstki kluczy zaświecił się. Dziewczyny rozdziawiły buzie. Jak to możliwe?
- Otwieraj! - ponaglała Cyinder.
Cat drżącymi rękami włożyła klucz do dziurki. Lidia w tym czasie pstryknęła palcami, a sukienki dziewczyn zniknęły. Na ich miejsce zawitały stare ubrania.
Cat przekręciła klucz.
- Raz... dwa...
Otworzyła drzwi.
Dziewczęta odskoczyły do tyłu. Po całym korytarzu rozniósł się nieopisywalny blask. Wszystko zajaśniało jaskrawym światłem, nawet najciemniejsze zakątki.
Stało się coś jeszcze. Na pustej dotąd tabliczce nad drzwiami ukazał się napis: "Mała Syrenka".
Dziewczyny wolno podniosły się z ziemi. Czy powinny tam wchodzić? Było to niebezpieczne, ale wizja zostania tu do końca balu wydawała się tak samo dziwna.
Lidia, najodważniejsza, wyciągnęła powoli rękę. O dziwo nic się nie stało.
Allyn lekko ją popchnęła. Lid obejrzała się za siebie i obdarzyła ją irytującym spojrzeniem.
- Wchodzimy - zarządziła ostro.
Dziewczyny nie były pewne, ale w końcu stanęły przed drzwiami, łapiąc się za ręce.
- Na trzy - powiedziała Sam. - Raz... dwa... trzy!
Wkroczyły w jasność.
***
Nie minęła nawet sekunda, a wróżki i czarownice już leżały na ziemi. Kolory powoli zaczęły wracać na swoje miejsca. Z daleka dobiegała muzyka.
Dziewczyny powoli podniosły się z ziemi. Stały nad jakąś rzeką, wokół rozciągały się wysokie trawy, a słońce zachodziło. Niebo było fioletowe. Wszędzie rosły kwiaty o najróżniejszych kształtach i kolorach. Nad głowami dziewcząt latały ptaki.
- Gdzie my jesteśmy? - zapytała Sam.
Allyn przysłuchała się muzyce. Gdzieś już słyszała tą piosenkę... Tylko gdzie?
Pomyślała chwilkę. Przypomniała sobie drzwi. Połączyła to z piosenką i miejscem, w którym się znajdowały.
- Wiem, gdzie jesteśmy! W baśni o Małej Syrence!
Cyinder i Alex od razu sobie przypomniały.
- W baśni o czym? Mała Syrenka mieszka u nas! W Morzu Neptuna - rzekła Sam. - W Diarydelle.
- Hm, nadal nie rozumiecie? - zapytała Al. - Bajki, a w zasadzie postacie z bajek mieszkają w Krainie Baśni. To nie znaczy, że są odłączone od swojego magicznego świata. Kiedy tylko zechcą, mogą zgłosić się do Hellii, która otworzy im właściwe drzwi do ich baśni! Te wrota w pałacu to bajki!
Catherine, Sam, Lidia, a nawet Cyinder i Alex przez chwilę nic nie mówiły.
- To ma sens - rzekła w końcu Cat.
- To jak jesteśmy w baśni... możemy zaszaleć! - zaproponowała Cyinder.
- Na początku zorientujmy się, gdzie jesteśmy. - Lidia ruszyła przez wysokie trawy. Były coraz bliżej źródła muzyki, która dobiegała z toni jeziora.
Przystanęły i usiadły. Allyn, Cyinder i Alex doskonale pamiętały ten moment z baśni.
W pobliżu brzegu w łódce siedziała Ariel z księciem, w którym była zakochana. Obok siedział czerwony krab, który prawie spadł ze źdźbła trawy na widok dziewcząt. Tylko on jeden je widział. Mimo to dalej śpiewał.
- Wycofać się - szepnęła Lidia. - Wracamy. Nie możemy tak po prostu przerywać baśni.
Odwróciły się powoli. Na palcach przeszły przez bagna. Dotarły do miejsca w którym się pojawiły.
- No dobrze, teraz pytanie: jak się stąd wydostać? - zapytała Alex.
Nikt nie odpowiedział. Dziewczyny tego nie przemyślały.
Nagle Allyn krzyknęła:
- Klucz! Cat! Masz jeszcze klucz?
Catherine delikatnie wyciągnęła z kieszeni swetra złoty przedmiot i podała go Al.
- No i kolejna zagadka rozwiązana... - powiedziała czarownica. Napotykając zdziwiony wzrok przyjaciółek wytłumaczyła: - Klucze. Każdy z tego pęku jest do innej baśni, to jasne. Wychodzi na to, że Londyn i świat czarodziejów to też... baśń. Tylko trochę inna. Cat, mam pytanie. Jak dostać się z Airdelle do innego królestwa?
Catherine opadła szczęka. Chyba wreszcie zrozumiała.
- Trzeba wyczarować bramę... za pomocą klucza.
- No widzicie! Tu wszystko jest połączone! Chwila... A jak klucz zginie? - zapytała Allyn.
- Kiedyś zginął. Odtąd to królestwo jest zaginione. Jeśli nie ma klucza, nie ma królestwa. Niektórzy podejrzewają, że ludzie z zaginionych królestw wyginęli. W końcu nie mieli nigdzie dostępu, byli zamknięci jak w klatce... Klucze do królestw są trzymane pod specjalną ochroną, najsilniejsza osoba w Krainie Baśni, znaczy się Esmeralda - twarz Cat wykrzywił grymas - broni go swoimi zaklęciami. Jest zamknięty gdzieś głęboko w lochach, trzymany w specjalnym sejfie, w pomieszczeniu zamykanym na kilka par drzwi, które można otworzyć tylko i wyłącznie magią danego królestwa. Nawet Esmeralda nie ma takich mocy. No i oczywiście lochów broni tysiące żołnierzy.
Catherine odetchnęła, kończąc wykład.
- Czyli wszystko jasne. Dziewczyny, to jest połączone! Baśnie ciągle się tworzą! A właściwie tworzy się tylko jedna baśń: świat mugoli, Zwykleńców, po waszemu - zwróciła się Allyn do wróżek.
- Okej. Rozumiemy. Możemy już się stąd wydostać? - Lidia skrzywiła się na widok pary w łódce, która zaraz miała się pocałować.
Al i dziewczyny pomyślały o bramie. Klucz błyskawicznie uniósł się w powietrzu. Magiczne wrota od razu zabłysnęły na tle wysokich traw.
- Która z nas jest najlepsza w sprawach czarów? - zapytała Lid.
- Ty! - zabrzmiała natychmiastowa odpowiedź.
Lidia przewróciła oczami i przeszła przez bramę jako pierwsza. Zniknęła w oślepiającym blasku.
- Kto potem? - zapytała Alex, a widząc wzrok dziewczyn skierowany w nią, dodała: - No tak, ja.
Stanęła przed bramą i wkroczyła w nią. Po chwili już jej nie było.
Pozostałe dziewczyny chwyciły się za ręce. Po kolei wchodziły w blask, zostawiając za sobą baśń.
Esmeralda, gawędząc z Hellią, wyszła z sali balowej. Przyjęcie nadal trwało, tyle, że były małe usterki techniczne. Królowa Śniegu zapomniała przez chwilę o panowaniu nad mocą i cała sala okryła się lodem. Teraz kilku żołnierzy krążyło po pomieszczeniu i panowało nad zamieszaniem, a gosposie próbowały uspokoić nerwową Królową Śniegu.
Esmeralda i Hellia wyszły właśnie do holu, kiedy zobaczyły szóstkę dziewcząt wychodzących z magicznych drzwi.
Hellia o mało nie dostała zawału serca. Esmeralda zmrużyła oczy i przyjrzała się dziewczynom.
- Co tu się stało? - zapytała.
Allyn, Cyinder, Alex, a przede wszystkim Catherine, Lidia i Sam okryły się rumieńcem.
- My...
- Nie musicie się tłumaczyć! - zagrzmiała Hellia, która już pozbierała się po zaskoczeniu. - Teraz wszyscy poznają tajemnice drzwi! Tego - wskazała na tabliczkę nad drzwiami z nazwą baśni - nie da się zmyć, nawet zaklęciem.
- I co pani teraz zrobi? - zapytała Allyn.
Esmeralda ucięła ją spojrzeniem.
- Pani?! - prychnęła. - Wasza Wysokość, jeśli już!
Policzki Al jeszcze bardziej się zaróżowiły. Na szczęście głos zabrała Hellia:
- Nie mogę przecież wtrącić księżniczek do lochów. - Popatrzyła na twarze czarownic. - A wy... No cóż, jeśli jesteście przyjaciółkami mojej córki, to nie wybaczyłaby mi. Ale nauczka musi być. Idziecie sprzątać lód do sali balowej. Ja porozmawiam z królową Esmeraldą.
Dziewczęta odeszły. Były zezłoszczone na obie kobiety.
- Podobno były skłócone - szepnęła Cat. - Już się pogodziły? Hellia i Esmeralda, wielkie przyjaciółki! Cholera!
Allyn rozmyślała nad magicznymi drzwiami. Nagle wpadła na kolejny pomysł:
- Już wiem! Kiedy wyszłyśmy z baśni, tabliczka nadal była z napisem, a Hellia powiedziała, że nie da się tego zmyć nawet zaklęciami. No to w takim razie jak usuwają te napisy, kiedy jakaś postać wchodzi do swojej baśni? Odpowiedź jest prosta: tylko postacie z bajek mają taką możliwość! Kiedy na przykład Ariel wchodzi do swojej baśni, to napisu nie ma na tabliczce! Ale kiedy Kopciuszek pomyli drzwi i wejdzie do baśni o Małej Syrence, to napis ekspresowo pojawia się na tabliczce!
Catherine znowu wytrzeszczyła oczy.
- Ty to masz łeb - powiedziała.
Z sali balowej wyszła Tytania.
- O, sprzątaczki - zaśmiała się. - Świetnie. Jest tak zimno, że nawet zacznę bać się o ludzi.
I odeszła, lekko trzęsąc się ze śmiechu.
- Nie cierpię tej baby - syknęła Sam. - Ona jest totalement sans le style - dodała po francusku.
- Je suis d'accord- odparła Catherine i weszły do sali balowej, gawędząc po francusku.
- Jakich języków jeszcze się uczycie? - zapytała Cyin Lidii.
- Kto by to zapamiętał... - rzuciła Lidia i weszła do sali za przyjaciółkami.
Tej nocy dziewczyny długo rozmyślały. Catherine, Sam, a nawet Lidia przyszły nocować w skromnym pokoju czarownic.
- Miało być fajnie, a żadna emocjonująca przygoda nam się nie przydarzyła - rzekła Cat, rozkładając na podłodze koc do spania.
- Ale chociaż odkryłyśmy mnóstwo rzeczy - odparła Alex.
Allyn zamykała właśnie okna, kiedy wpadła na pomysł.
- Chcecie przygód? No proszę, mam zadanie. Odnajdziemy klucze do zaginionych królestw! Cat, co to za królestwa?
- No... Fairydelle i Newdelle - odparła Catherine, trochę zdziwiona.
- A kto posiada jakiekolwiek informacje na ten temat?
- Królowa Śniegu. Tylko ona pochodzi z zaginionych królestw, z Newdelle. Urodziła się tam, a kilka lat potem wyprowadziła z rodzicami do Diarydelle, do nas - wyjaśniła Sam.
- No świetnie! Czyli trzeba z nią porozmawiać! - Al poderwała się z miejsca.
Zadowolona z siebie wyciągnęła torbę i zaczęła wyciągać potrzebne rzeczy.
- Ruszamy jutro z rana.
***
Catherine była mistrzynią w budzeniu. Dziewczyny przekonały się o tym nazajutrz.
Kiedy tylko za oknem pojawił się skrawek słońca, Cat wyskoczyła zza koca i ściągnęła z Al, Cyinder i Alex kołdry. Wywaliła Lidię i Sam ze śpiworów.
- Wstajemy, Śpiące Królewny! Zaraz wynajmę łódkę od rybaka! O, i poproszę matkę o klucz do Diarydelle!
- Idę się zabić Kijami-Samobijami - prychnęła Sam. - Godzina piąta nad ranem...
- Cholera! - Lidia położyła się zrezygnowana na śpiworze. - Nie mogę tego złożyć!
- Nie denerwuj się - Alex wyciągnęła różdżkę. Śpiwór błyskawicznie się złożył.
- Wymysły Zwykleńców... - Lidia wstała z ziemi.
Kiedy dziewczyny już były gotowe, wymknęły się z Nowej części pałacu.
- Sypialnia matki jest tu - szepnęła Catherine.
Wskazała na ogromne, białe drzwi. Delikatnie zapukała.
- Proszę! - rozległ się głos ze środka.
Cat rozwarła wrota.
Pokój był ogromny, choć trochę nie w stylu dziewcząt. Tapeta na ścianie była w róże, a same meble z czerwonym obiciem wyglądały jak u starszej pani (chociaż Hellia stara nie była).
- Czego chcecie? - zapytała Hellia, która mimo wczesnej godziny już była na nogach, ubrana i zadbana. Wyglądała na zdziwioną.
- No... My chcemy... My chciałyśmy... - jąkała się Catherine.
- Chcemy klucz do Diarydelle - powiedziała w końcu zirytowana Lidia.
Hellia wytrzeszczyła oczy.
- Chyba sobie żartujecie! Nigdy nie dam wam tak cennej rzeczy! A gdybyście go zgubiły?! Aż strach pomyśleć, co by się stało! - popatrzyła w stronę Sam. - Straciłabyś matkę... i dom. I wszystkich poddanych!
- Ale my będziemy pilnować tego klucza! - wtrąciła Cyinder.
- Też mi coś! Każdy tak mówi, a potem okazuje się, że coś zgubił. - Odwróciła się w stronę okna. Nad czymś się widocznie zastanawiała. - Chwila... A właściwie to po co wam ten klucz? Samantho, chcesz wrócić do domu?
Sam zamyśliła się.
Allyn w tym czasie przemyślała wszystko:
"Liendelle jest najbliżej Airdelle. Żeby się do niego dostać nie trzeba klucza... Przecież z łatwością przedostałyśmy się tam za pomocą mustanga... Z pozostałymi królestwami jest inaczej...".
- Właściwie tak - skłamała Sam, wyrywając Al z zadumy.
- Dawanie kluczy przypadkowej osobie jest niedozwolone. Mogę przecież sama ci wyczarować bramę. - Hellia odsunęła szufladę w swoim biurku.
Cat podskoczyła.
- Oczywiście mogłabyś to zrobić, ale... ale czeka na ciebie tak dużo pracy! - Księżniczka wzięła z komody matki stos papierów.
- Przecież... - zaczęła Hellia.
- Oj, mamo! Odpocznij sobie, jesteś tylko wiecznie zapracowana! - Catherine uśmiechnęła się, widząc, że jej plan działa.
Allyn zmarszczyła brwi. Cat ciągle tryskała energią. Umiała wybrnąć z największych kłopotów. To było coś.
Hellia uważnie się zastanowiła.
- Może to i prawda?
- Oczywiście, że prawda, mamo. - Cat zamrugała.
Hellia odłożyła stos papierów na biurko zdobione czerwonymi różyczkami.
- Niech wam będzie. Może będę tego żałować, ale... ale daję wam ten klucz. - Wyciągnęła z szuflady, którą przed chwilą otworzyła, szkatułkę. Szkatuła była średnich rozmiarów, nie za duża, nie za mała. Pomalowana białą farbą, lśniła na tle szarości za oknem. Oprócz tego były na niej poprzyklejane muszelki.
Hellia otworzyła szkatułę. Wyleciały z niej czerwone ogniki. Małe iskierki zatańczyły w powietrzu i z prędkością światła wyleciały z pokoju.
Nastała chwilowa cisza. Hellia przeglądała stos papierów, a dziewczyny stały jak słupy soli.
Po dwóch minutach tak spędzonych, przez drzwi znów wleciały iskierki. Kilka ogników niosło srebrny klucz z literką "D". Podały go Hellii, która wsadziła je z powrotem do szkatuły. Sama delikatnie obróciła klucz w dłoniach.
- Daję go Sam. Ale jeśli tylko go zgubicie, nie przebaczę nawet swojej córce - powiedziała.
Sam delikatnie odebrała klucz. Wsadziła go do wszystkomieszczącej torebki Allyn, czego Hellia nie odebrała przyjemnie.
- Mamo, nie martw się, nie zgubimy go - rzekła Cat. Razem z dziewczynami wyszła z pokoju i zostawiła matkę samą.
Dziewczyny doszły nad bajoro. Roiło tu się od koloru zielonego, skaczących żab i tysiąca drzew. Rzeka płynęła na wschód. Widać w niej było małe rybki.
Nad wodą stał mężczyzna z baśni o Rybaku i Złotej Rybce. Był to tytułowy rybak, siedział na uciętym pniu drzewa z wędką w ręce.
- Dzień dobry - powiedziała Lidia.
Mężczyzna odwrócił się.
- O, wreszcie jesteście. Łódka na was czeka - rzucił.
Dziewczyny zeszły trochę bliżej wody. Cyinder pociągnęła za łańcuch. Łódka pływająca na wodzie przybliżyła się do brzegu.
- No, wsiadamy - Sam złapała za wiosło. - Musimy dostać się na drugi koniec rzeki, tam jest doskonały zasięg do Diarydelle.
Wszystkie usadowiły się w łodzi. Rybak odpiął łańcuch. Ruszyły.
Na tak spory tekst było odpowiednio sporo błędów, ale i tak muszę Cię pochwalić. Widać już pierwsze, w większości udane próby zwiększenia liczby opisów. I w sumie podczas czytania tego rozdziału naszła mnie myśl, skąd u Ciebie taki nadmiar dialogów. Prawdopodobnie robisz to przez ilość bohaterów, których opisujesz i którzy mają mieć mniej więcej podobną rolę, a więc mniej więcej tyle samo do powiedzenia. Szczerze mówiąc pisanie o aż sześciu głównych bohaterach jest okropnie ciężkie, więc porwałaś się z góry na ogromne wyzwanie, którego unikają nawet najbardziej znani i lubiani autorzy książek. Teraz pozostaje Ci albo nieco zmienić fabułę i obrać z 1-3 bohaterów głównych, albo znaleźć złoty środek między odpowiednią ilością dialogów dla 6 osób, a opisami.
Co do opisów, to musisz też wystrzegać się tak rażących błędów jak opisy kolorów. Nie wiem, może to było specjalnie i tego nie zrozumiałam, ale jak do różowej sukienki ktoś mógł dodać pomarańczową chustę, albo do różowego pokoju wstawić czerwień. Te kolory się gryzą i to okrutnie. Po tym widać, że nad opisami jednak trzeba nieco pomyśleć. Najlepiej jest najpierw pisać wszystko, co widzisz i co przychodzi Ci na myśl, a potem na zimno to przeanalizować i dowolnie zmodyfikować.
Poza tym bardzo podoba mi się Twoja wyobraźnia. Motyw z kluczami do królestw, zaginionymi baśniami, drzwiami do baśni itd... to jest coś, o czym ja bardzo lubię czytać. W końcu też, w 6 rozdziale mamy zarysowany wątek główny, wiadomo już o czym tak naprawdę będzie ten fan fick.
Także podsumowując moją znowu długą wypowiedź, widzę progres i bardzo się cieszę, że wzięłaś nasze uwagi do serca. Teraz pozostaje tylko podrasować swoje własne umiejętności, a więc i ten fan fick, i będzie bardzo dobrze. Trzymam kciuki