Tą część dedykuję Finniemu, który bardzo mi pomaga w niektórych sprawach :)
Dziewczyny popatrzyły po swoich twarzach. Nastała cisza, przerywana co chwilę ruchami Królowej Śniegu. Niecierpliwiła się, w końcu ile można czekać?
Po minucie takiej ciszy Sam wyglądała, jakby przed chwilą zemdlała. Zaczęła panikować, chodząc po sali.
- Coś się musiało stać! Może gdzieś się zgubiła! Może zabłądziła! Może ktoś ją porwał! - lamentowała. - Co się mogło stać?!
Lidia przewróciła oczami.
- Dlaczego ty od razu histeryzujesz? Może robi sobie żarty... Schowała się gdzieś i nie ma zamiaru wyjść!
Sam to nie uspokoiło. Spojrzała krótko na Lidię i oparła się o szklany filar.
- Cyinder! Cyin! Halo! Jesteś tu?!
Po komnacie rozległo się tylko echo jej cienkiego głosu. Nikt nie odpowiedział, więc Sam zrobiła się lekko czerwona na twarzy.
- Widzisz? - pisnęła.
Lidia założyła ręce na biodra i zeszła ze szklanych schodków. Królowa Śniegu chciała już coś powiedzieć, ale się powstrzymała. Nie będzie w takim razie opowiadać o Newdelle, punkt dla niej.
Lidia otworzyła drzwi i wyjrzała zza nich. Rozejrzała się.
- Będziemy musiały podziękować. Może kiedyś tu jeszcze wpadniemy - powiedziała i jednym ruchem dłoni dała znać dziewczynom, aby wyszły.
Dziewczęta wyszły z pałacu zaniepokojone. Rozglądały się na wszystkie strony.
- Cyyyyinder! Cyin! - wołała Sam, która coraz bardziej się martwiła.
Wyleciały przez bramę, trafiając na gwarną ulicę. Wróżki patrzyły się na dziewczyny, które cały czas wołały przyjaciółkę. Nie było po niej śladu.
Mijały domy, budynki, wróżki, latające zwierzęta (Allyn zaciekawił widok psa ze skrzydłami)...
Doleciały do kawiarenki pani Emmeday. Widok pustych stolików je zadziwił. Przecież kilka minut temu kręciło się tu chyba pięćdziesiąt wróżek! Tymczasem było cicho i pusto.
Allyn spojrzała na budynek, w którym swoją siedzibę miała sama pani Emmeday. Wróżki przebywały tam w zimę, kiedy na dworze padał śnieg, a mieszkańcy Diarydelle ubierali kożuchy i kurtki.
Z otwartych drzwi wylatywał czarny dym. Był gęsty i rozpływał się między pustymi stolikami. Sprawiał dziwne wrażenie.
Lidia wyciągnęła rękę. Zatopiła ją w dymie. Nic szczególnego się nie stało, oprócz tego, że dym znów się rozpłynął.
- To mi wygląda na czarną magię - powiedziała Allyn. - Nie wiem, jak u was ona działa, ale w świecie czarodziejów jest często spotykana, a przynajmniej była - kilkanaście lat temu, z tego co opowiadała mama. Teraz sprawcy siedzą w Azkabanie, o ile jeszcze żyją. A niektórzy zostali zabici...
- U nas czarna magia to niestworzone przedmioty, potężne czary i tak dalej... Cała Esmeralda... - odrzekła Cat, odgarniając kosmyk włosów z twarzy.
Al już chciała coś odpowiedzieć, kiedy Lidia skrzypnęła potężnymi, zielonymi drzwiami do kawiarni.
Dziewczyny weszły ostrożnie do środka. Z każdym krokiem ilość dymu się powiększała.
W środku siedziby pani Emmeday nie było już tak miło, jak na zewnątrz kawiarenki. Drewniane ściany były pokryte pleśnią. Podłoga skrzypiała, deski dosłownie podskakiwały do góry. Okna były przykryte starymi, podartymi firankami. Brudny dywan był tylko pogorszeniem sprawy. Stoliki stały w rzędach. Widniały na nich powylewane napoje, poplamione serwetki i talerze pokryte dziwną, kleistą cieczą.
Jednak teraz nie to interesowało dziewczyny. Ich uwagę przykuło coś innego.
Esmeralda stała za drewnianą ladą poplamioną lodami i wyciągała rękę w stronę Cyin. Wpatrzona w nią dziewczyna trzymała w ręku cytrynowy sorbet.
Z ręki Esmeraldy tryskał czarny dym. Rozpływał się na wszystkie strony. Był coraz bliżej dziewczyn, ich oczy zaczęły łzawić. Kobieta dalej wypuszczała z palców dym, a Cyinder była oniemiała.
Lidia otarła oczy i chrząknęła. Esmeralda widocznie ją zauważyła, bo opuściła rękę. Mimo to dym nadal wirował po sali. Cyinder stała prosto, wpatrzona w kobietę.
- Kto tu jest?! - zagrzmiała Esmerlada.
- My - odrzekła Lidia. - Odwróć się, kobieto.
Esmeralda zauważyła dziewczęta. Na początku była zdziwiona, ale zaraz potem na jej twarzy pojawił się uśmieszek.
- A więc to tak - powiedziała Allyn, którą od początku zastanawiał brak klientów u pani Emmeday. - Podszywałaś się pod jakąś staruszkę, która sprzedaje najlepsze lody w mieście, żeby jedną z nas tu zwabić, tak?
Kobieta poprawiła swoją sukienkę i westchnęła.
- Jednak jesteście głupiutkie. Szczególnie wasza przyjaciółeczka. - Machnęła palcem, a na jej dłoni pojawił się klucz. Uśmiechnęła się lekceważąco do dziewcząt i wyczarowała bramę. Złapała Cyin za rękę. - Do zobaczenia!
I już ich nie było.
Zrezygnowane dziewczyny popatrzyły na ostatnie smugi czarnego dymu. Po Cyin i Esmeraldzie nie został nawet ślad.
- No i pięknie! - Sam zrobiła się czerwona. - Nie ma Cyin! Teraz wszystko możliwe! Esmeralda może ją zabić!
- Przecież to jej cel - mruknęła Lidia. - Nie histeryzuj, a pomyśl, jak możemy tą nie-wróżkę uwolnić.
Na chwilę nastała cisza. Dziewczyny myślały cały czas o tym, jak dostać się do Esmedelle i znaleźć Cyin.
- Nie mam pojęcia... - odezwała się Allyn. - Wszystkie moje pomysły i złote myśli się wyczerpały - dodała trochę żartobliwie.
- Bez twoich złotych myśli nie byłoby nas tutaj - powiedziała Cat. - Wymyśliłaś wszystko: od kluczy do Esmeraldy.
Uśmiechnęła się do przyjaciółki.
- Musimy wracać - rzekła wyjątkowo małomówna Alex. - Musimy wracać do domu.
Allyn popatrzyła na twarz Alex. Dziewczyna miała poważną minę.
- Dlaczego? - zapytała Al.
- Niedługo rozpoczyna się rok szkolny i musimy być w domu, spakować się i pożegnać, a to trochę trwa - odparła Alex.
Allyn chwilę pomyślała. Żal było jej żegnać się z Catherine, Sam i Lidią, ale Alex miała rację - musiały wracać.
- No dobrze. - Wstała i wygrzebała ze swojej torebki klucz z powrotem do Londynu. Wyszła na środek.
Catherine i Sam usiadły bez słowa na krzesłach. Lidia westchnęła, nie wiadomo, czy ze szczęścia, czy ze smutku.
Alex stanęła obok Al. Obie zamknęły oczy.
- O, jeszcze jedno! - zawołała Al. Wyciągnęła z wszystkomieszczącej torebki klucz do Diarydelle. - Pewnie może to się wam przydać w drodze powrotnej.
Rzuciła klucz w stronę wróżek i znów zamknęła oczy.
Złoty przedmiot zawirował nad ich głowami. Błysnęło, a przed oczami dziewcząt pojawiła się brama.
Allyn i Alex złapały się za ręce. Pomachały Cat, Lidii i Sam. Wkroczyły w jasność.
***
Dziewczęta wylądowały przed bramą prowadzącą do domu Allyn. Upadek nie wywarł na nich wielkiego wrażenia, bo robiły to już wielokrotnie. Szybko podniosły się z ziemi i otrzepały spodnie.
Z domu wybiegła pani Sparks i otworzyła bramę.
- Na brodę Merlina! Gdzie wy byłyście tyle czasu?! Gdzie Cyinder?!
- Mamo, spokojnie - wtrąciła Al. - Cyin jest w swoim domu, tylko źle się czuje. Nie wiadomo, czy za kilka dni...
- Za kilka dni?! Dzisiaj koniec sierpnia, jutro rusza ekspres do Hogwartu, a wy zjawiacie się tutaj dzień wcześniej! - zawołała pani Sparks.
- Dzisiaj trzydziesty pierwszy! - krzyknęły równocześnie dziewczyny i wbiegły do domu.
Było już lepiej... do pewnego momentu. Ogólnie nadal lecisz szybko z akcją, wplatasz gdzieniegdzie dwu-trzyzdaniowe opisy, chociaż tak naprawdę tego opisami bym nie nazwała, bo opis powinien skupiać czytelnika na sobie, a nie być "zapychaczem" między dialogami. Jednak mimo wszystko mnie osobiście czytało się to łatwiej. Trochę nie podobało mi się wtrącenie Królowej Śniegu -
Nie pasuje mi to do postaci zimnej, arystokratycznej Królowej Śniegu ;D Wydaje mi się, że masz sama problem wyczuć swoich bohaterów, dlatego oni wszyscy są tak podobni do siebie. Nawet nie wiesz, co tracisz, bo wymyślanie cech bohaterów tak, by każdy był troszeczkę inny, jest naprawdę zabawne. Dlatego proponuje Ci byś siadła przed kolejnym rozdziałem i krótko sobie opisała każdego bohatera, zaczynając od szóstki dziewcząt. Jak wyglądają, jak się zachowują, co jest w nich takiego charakterystycznego (np. jedna jest głośna, druga to ciamiajda, zawsze się wywraca w najmniej odpowiednich momentach, trzecia jest cichutką myszką, ale jak coś powie, to to będzie strzał w dziesiątkę i tak dalej). To powinno pomóc. I nie podchodź do tego jak do zadania domowego, naprawdę spróbuj się przy tym bawić ;D
Największy minus masz za fragment, gdzie dziewczyny udają się do swoich domów zostawiając koleżankę na pastwę Esmeraldy. To wyszło tak sztucznie i tak bez sensu, że mam wrażenie, iż nie czytałaś tego po napisaniu ;> Wróżki mówią, że:
- Przecież to jej cel - mruknęła Lidia
A one zaraz potem twierdzą, że muszą wracać. I nie ma w tym smutku, przygnębienia. Jest im trochę szkoda, że zostawiają wróżki, ale o Cyin nawet nie wspomną. To duży błąd merytoryczny, bardzo duży. Musisz takich błędów przestrzegać.