Tę część dedykuję wszystkim pozostałym adminom :) Myślę, że 5 część będzie równie ciekawa, jak poprzednie.
Wokół rozciągała się tylko jasność. Jaskrawe światło padało ze wszystkich stron. Wieże zamku zaczęły znikać. Czarne skrzydła rozmazały się i rozpłynęły jak lody w upalny dzień.
Al upadła na trawę przed domem. Przed oczami miała jeszcze biel, ale powoli kolory zaczęły się pojawiać.
Dziewczyna podniosła się z ziemi. Czy coś zmieniło swoje miejsce, kolor, wygląd? Wszystko stało na swoim miejscu.
Gdzieś z tyłu rozległo się szczekanie i pies Allyn, Kubuś, przybiegł merdając ogonem.
- Co tam, mały? - zapytała dziewczyna, głaszcząc go po białej sierści i uszach przypominających dwa biszkopty.
Kubuś odszczeknął i zaczął biegać po trawie, nie zwracając na nic uwagi.
Allyn uśmiechnęła się tylko i otworzyła drzwi do domu. Spodziewała się wszystkiego. Ale z drugiej strony co mogło się stać? Może wyszła na dwór i dopiero teraz wróciła... Nie, to trochę dziwna opcja, no bo czy na podwórzu można siedzieć kilka dni? I do tego Al była cała umazana ziemią i liśćmi. Nie, to nie wskazywało na nic dobrego.
- Mamo! - zawołała.
Na początku nic nie było słychać, ale już po chwili ze schodów zbiegła pani Sparks ze zmartwioną miną.
- Al, gdzie ty byłaś? - zapytała, ale bez cienia złości w głosie. Była raczej zmartwiona.
Delia Sparks była wysoką kobietą, zdecydowanie młodo wyglądającą. Miała rude włosy i twarz zabójczo podobną do Allyn. Jej opiekuńczy charakter działał mocno na całą rodzinę.
- Ja... się zgubiłam - wyjąkała Al.
- Zgubiłaś się? I nie mogłaś znaleźć drogi przez kilka dni? - zapytała pani Sparks, marszcząc brwi.
- No mniej więcej. Nocowałam w jakichś starych, opuszczonych domach... A teraz pozwól, że pójdę na górę. - I już jej nie było.
***
Dni mijały, a po Catherine, Sam i Lidii nie było nawet śladu. Al, Cyin i Alex przesiadywały całymi dniami w pokoju Allyn, wyglądając przez okno albo czytając nudne książki.
Alex i Cyinder opowiedziały Al, że wydostały się z Królestwa Baśni taką samą bramą, ale wyczarowaną przez Sam. Zostały w Trolleydelle do końca Festiwalu Letnich Zabaw. Podobno bawiły się świetnie strasząc znienawidzonego nauczyciela obrony przed czarną magią, Scorpiusa Malfoya.
- Sam też do nas powiedziała, że przyjedzie z Cat i Lidią najszybciej, jak się da - mówiła Alex.
Słowa Sam i Lidii jednak się nie potwierdzały, bo na niebie jeszcze nie zalśniły światła różowego mustanga. I nikt nie powiedział, że zalśnią.
Allyn nie rozstawała się z błyszczącym naszyjnikiem od Lid. Kiedy zasypiała, obracała go w palcach i myślała o przygodach, które być może kiedyś mogą im się przydarzyć.
W życiu rodzinnym niewiele się zmieniło. Rodzice Al szybko zapomnieli o jej nieobecności, chociaż nieraz wypytywali się jej, jakie warunki miała w "starych, opuszczonych domach". Dziewczyna wtedy szybko kłamała, że musiała pić jakąś brudną wodę i jeść ze śmietnika.
Chyba każdy wie, że wakacje nie trwają wiecznie. I tu nasuwa się kolejny problem. Rok szkolny. Powoli kończył się lipiec, przed Allyn, Cyinder i Alex został już tylko miesiąc na spakowanie rzeczy i pożegnanie z rodzicami. Niby cieszyły się z powrotu, ale wiedziały, że nie będą miały czasu na przebywanie w Airdelle. Smuciło je to, bo każdy chciałby siedzieć sobie w kawiarence pana Ferbsa i zajadać pyszne truskawkowo-waniliowe lody w towarzystwie Belli oraz Bestii (może nie w towarzystwie Bestii, nie bądźmy tacy wyluzowani).
Pewnego słonecznego dnia, kiedy Al z Cyinder i Alex siedziały i jadły truskawkowe sorbety, za oknem pojawiła się sowa Al, Tuptuś. Białe piórka opadły mu na tułów.
- Co ty tu, kochany, robisz? - Allyn otworzyła okno i pogłaskała Tuptusia po piórkach. Od razu jej wzrok padł na kopertę, którą trzymał w dzióbku.
Chwyciła ją w palce. Jej oczom ukazał się list pisany pochyłym pismem.
Drogie Allyn, Cyinder i Alex!
Na pewno na nas czekacie! Nie martwcie się, pamiętamy o Was!
Linijkę dalej widniał wyraz, napisany grubszym, cięższym pismem:
"Jasne..."
Allyn czytała dalej.
Dziś wieczorem spodziewajcie się nas przed domem Al. Znamy adres. Weźcie tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
Wasze Catherine, Sam, i ja...
Podniecona Allyn odłożyła list na parapet.
- Tak! - Cyinder podskoczyła. - Wreszcie, wreszcie, wreszcie! Pójdę do rodziców i powiem, że jadę do przyjaciółek. Zostanę do końca wakacji. Alex, ty też. Al, wymyśl coś. Ja zaraz wracam!
Wypadła z pokoju. Alex i Al zobaczyły tylko jak wybiega z domu i wsiada na miotłę. Odleciała daleko za las.
- No dobra! - Allyn chwyciła torbę. - Alex, leć szybko do domu i powiedz rodzicom o tym, że zostajesz do końca wakacji u jakiejś przyjaciółki, tylko nie u mnie i Cyin, bo się zorientują. Ja zrobię to samo i spakuję rzeczy. Nic nie przynoś.
Allyn z miną aniołka zeszła na dół. Rodzice siedzieli przy stole i gawędząc, jedli obiad. Al odrzuciła włosy do tyłu i odchrząknęła.
Państwo Sparks odwrócili się.
- Mamo, tato, mam pytanie. Czy mogłabym zostać do końca wakacji u przyjaciółek? Cyin i Alex też tam będą
Delia i Jack Sparks zamyślili się na chwilę.
- Co to za przyjaciółki? Znamy je? - zapytał pan Sparks.
- To... znajome z Hogwartu. Mieszkają niedaleko - rzekła wolno Al, hamując się, żeby nie palnąć czegoś głupiego.
- Hmmm... Musimy się z nimi zapoznać.
Allyn przeanalizowała fakty. Cat, Lidia i Sam przychodzą tutaj. Pewno podniecone, nie mają na co dzień do czynienia z czarodziejami innej natury. Szanse są zerowe, że zrobią dobre wrażenie. Palną coś głupiego, albo zaczną opowiadać o Krainie Baśni. Nie, nie można tak ryzykować.
- Ale... my będziemy się spieszyć, żeby wieczorem obejrzeć nasz ulubiony serial - wypaliła Al.
- Przecież możecie obejrzeć go u nas - pani Sparks się uśmiechnęła i już chciała wstać, żeby szykować swoje popisowe ciasto.
- No w sumie tak, ale one mają w telewizorze funkcję... no nie wiem jak to się nazywa, ale po prostu czujesz się, jakbyś był w środku akcji - palnęła Allyn, mając na myśli 3D.
Państwo Sparks widocznie się przekonali.
- No niech będzie. Ale dzwoń często, będziemy się martwić - uprzedzili rodzice Al.
Ucieszona dziewczyna pobiegła na górę. Szybko wyciągnęła wszystkomieszczącą torebkę z szafy, prezent na piętnaste urodziny. Mógł się tutaj zmieścić nawet samochód, torebka nie miała dna.
Al spakowała oczywiście jedzenie, ubrania na zmianę, miotłę, różdżkę, gruby sznur oraz parę innych potrzebnych rzeczy.
W tym samym czasie przed domem pojawiła się Cyinder na swoim Nimbusie Dwa Tysiące. Wbiegła do domu Sparksów, rzuciła "dzień dobry" rodzicom Al i wpadła do pokoju przyjaciółki. Cała zdyszana usiadła na łóżku.
- Rodzice... się... zgodzili... - wydyszała.
- No super, moi też. - Al zrobiła oczka Kota w Butach i wepchnęła do torby dodatkową parę trampek.
Słońce już zaszło, kiedy na niebie pojawiła się miotła Błyskawica, a na niej Alex. Obniżyła lot i po wylądowaniu, zsiadła z miotły. Pobiegła w kierunku domu Allyn. Po chwili była już w pokoju razem z Al i Cyinder.
Dziewczyny denerwowały się przyjazdem wróżek. Wyczekiwały różowej plamy na niebie, oznaczającej przybycie dziewcząt z Krainy Baśni.
Godzina osiemnasta, dziewiętnasta...
Nagle Alex skoczyła z łóżka i wyjrzała przez okno.
- Lecą! - zawołała.
Na niebie pojawiły się świecące reflektorki. Al szybko chwyciła torbę oraz złapała Cyinder i Alex za ręce. Wybiegły z pokoju i wpadły do holu.
- Już jedziecie? - Państwo Sparks wyjrzeli przez drzwi salonu.
- No... My... Tak - rzekła Allyn, pożegnała się z rodzicami i wypadła przez drzwi.
Sam, Lidia i Catherine siedziały w mustangu i machały w stronę dziewczyn. Oczywiście Lidia jako jedyna siedziała z naburmuszoną miną.
- Wsiadajcie! - pisnęła Cat.
Al, Cyinder i Alex usadowiły się na tylnych siedzeniach samochodu. Sam obdarzyła ich słodziutkim uśmiechem.
Wyglądała wyjątkowo odświętnie, miała różową, krótką sukienkę i fale na włosach.
- Co to za okazja? - spytała Allyn.
- Mam dzisiaj urodziny - odparła z uśmiechem wróżka i wyczarowała kilka owocowych koktajlów. Podała je przyjaciółkom.
- No to wszystkiego najlepszego! - Cyinder pociągnęła łyka swojej "Cytrynowej Wspaniałości". - Nie wiedziałyśmy, nie mamy prezentu.
- Nic się nie stało, obiecałyśmy Sam prezent, którego nie dostałby nikt inny. Tylko to tajemnica... - Cat zmieniła ton.
Al, Cyinder i Alex zainteresowały się tym prezentem.
- Co to?
- No bo moja matka, Hellia, ma w swoim pałacu strasznie dużo drzwi, do których nikt nie ma wstępu. I właśnie specjalnie na urodziny Sam chciałyśmy ją tam zabrać - wyjaśniła Catherine.
- A jak się tam dostaniemy? - zapytała Alex.
- To już zostaw nam - rzuciła ostro Lidia.
Allyn, Cyin i Alex uciszyły się, wiedząc, że nic nie zdziałają.
Do Airdelle dziewczęta dotarły wczesnym rankiem. Kraina Baśni była cała we mgle, dopiero budziła się do życia. W oknach niektórych domków rozsuwały się zasłony, gdzieniegdzie otwierano sklepy. Na kwiatkach spały małe wróżki, które zazwyczaj krążyły nad roślinami. Z fontanny czekolady płynął teraz mglisty karmel. Żołnierze zmieniali wartę przed bramą.
Zamek też dopiero wstawał. Kryształki zaczęły błyszczeć parę minut po szóstej.
Jednak coś wytrącało się z równowagi. Damy dworu wybiegły z pałacu wyjątkowo energicznie. Zaczęły szykować błyszczące dywany, pielęgnować konie i polerować wrota.
- Co się dzieje? - zapytała Cyin.
- Z okazji urodzin księżniczki Diarydelle zorganizowało przyjęcie. Niestety, wszystkie ważne uroczystości odbywają się w Airdelle, sercu Królestwa Baśni i dzisiaj będzie tu zamieszanie. W końcu zjeżdża się kilka królestw. I to wszystko z okazji urodzin młodziutkiej księżniczki Samanthy Daisy Avalon z królestwa Diarydelle, urodzonej piętnastego sierpnia... - ciągnęła Catherine, ale przerwała jej Sam.
- Okej, okej. Nie lubię tego wysłuchiwać.
Dziewczyny wybuchnęły śmiechem. Nawet Lidia zachichotała.
- No dobra, ale jeśli będzie przyjęcie, to jak wejdziemy do jednych z drzwi? - zapytała Allyn.
- To bal, ludzie będą zajęci rozmowami, tańczeniem, jedzeniem i tak dalej. My możemy z łatwością wymknąć się z sali - rzekła Lidia.
- Mówiłam ci już kiedyś, że mogłabyś napisać książkę? - zapytała Sam i zatrzepotała rzęsami.
Samochód zatrzymał się przed pałacem. Gosposie szybko oczyściły sukienki z trawy i otworzyły bramy. Sam miała dzisiaj wszędzie pierwszeństwo. Przeszła szybkim krokiem do wrót zamku i zapukała do drzwi.
- Księżniczko, proszę się nie martwić. - Jedna z gosposi wyciągnęła z kieszeni pęk kluczy i otworzyła wrota.
Catherine wyprzedziła przyjaciółki i rozłożyła ręce.
- Ta-da! To moje mieszkanko!
Allyn, Cyinder i Alex rozdziawiły buzie. Sala wejściowa była ogromna. Miała różowo-białe ściany przyozdobione błyszczącymi kryształkami. Na wprost ogromnych wrót widniały schody prowadzące w dwie strony, oczywiście z tym samym miejscem docelowym.
Z równowagi wytrącały drzwi, które były po obu stronach sali. Widniały nad nimi tabliczki, na których nic nie pisało.
- Co to? - zapytała zaciekawiona Alex.
- To właśnie te drzwi, do których nikt nie ma wstępu. Dzisiaj jedne z nich zostaną otwarte. Przez nas - powiedziała tajemniczo Cat, jakby recytowała Szekspira.
- Nie mogę się doczekać! - pisnęła Sam.
W tym momencie na schodach pojawiła się wysoka, wyniosła kobieta o blond włosach. To była bez wątpienia matka Cat.
- Księżniczko Catherine Victorio Isabelle! Gdzie ty byłaś o tej porze?! - zagrzmiała.
- No... Ja... - jąkała się Catherine. - Byłam w jaskini.
- Och... Ile razy mam ci powtarzać, że... - Hellia przerwała, bo spostrzegła Sam. - Księżniczka Samantha! Wszystkiego najlepszego! - Zeszła ze schodów i delikatnie uścisnęła Sam.
- Dzień dobry - mruknęła niezauważona przez nikogo Lidia.
- Och, księżniczka Lidia... - Helli mina trochę się pogorszyła. - Witaj. Kim są wasze koleżanki? - popatrzyła na Allyn, Cyinder i Alex.
- Mamo, to są czarownice, można tak powiedzieć - wyjaśniła Catherine. - Allyn Sparks, Cyinder Brown i Alex Dile.
- Witamy. - Hellia uśmiechnęła się błyskotliwie. - Każdy gość na wielkim balu urodzinowym księżniczki Samanthy będzie mile widziany. Może pokazać wam pokoje?
Allyn, Cyinder i Alex rzuciły się na łóżka w swoim pokoju. Sam dostała wielki pokój z małą czekoladową fontanną, a Lidia udała się do pokoju Catherine.
Czarownice dostały pokój podobny do tego w Liendelle. Miał żółte ściany i trzy łóżka z baldachimem. Był dosyć wygodny.
- Chce mi się spać - oznajmiła Alex i ziewnęła.
- O tej porze leżałabym jeszcze w łóżku i śniła o tańczącej marchewce w butiku z ciuchami Tytanii, na serio. - Allyn zaczęła przeglądać szafki w pokoju.
- Miałaś kiedyś taki sen? Uau, a czy ta marchewka... - Cyinder już chciała zacząć dyskusję, ale przerwała jej Alex.
- Co zakładamy na bal?
Allyn zamyśliła się. Nie poszłaby na ważne przyjęcie w zwykłej szarej koszulce, dżinsach i trampkach.
- Poprosimy o pomoc Catherine, Sam i Lidię, to nie problem - powiedziała w końcu.
- To na co jeszcze czekamy? - Cyin podskoczyła i otworzyła drzwi. - Chodźcie na przechadzkę!
Allyn zapukała do wielkich drzwi z błyszczącym napisem "Księżniczka Catherine".
- Proszę! - rozległ się głos, który mógł należeć tylko do Cat.
Cyinder wparowała do środka pierwsza. Zaniemówiła z wrażenia. Pokój był piękny. Cały biały, z ogromnym oknem i balkonem oraz łóżkiem ze śnieżnobiałym baldachimem. W kącie siedziała Lidia. Jej łóżko było mniejsze, zdecydowanie dla niej za małe.
- O, dziewczyny! - Catherine zamknęła jedną z trzech ogromnych szaf. - Co tam?
- Potrzebujemy stroju na bal, a nie zabrałyśmy żadnego z Londynu - powiedziała Alex.
- Na pewno znajdzie się coś dla was! Wybierajcie! - Catherine podskoczyła.
Zaczęła wyjmować z szaf najróżniejsze kreacje, od pięknych aż po komiczne.
- Do wyboru, do koloru!
Po dwudziestu minutach każda z dziewczyn miała dla siebie jakiś strój.
Cat prezentowała się pięknie w biało-czarnej, wąskiej sukience, Lidia od niechcenia założyła krótką spódnicę i gorset z rękawami i kołnierzykiem, Allyn dobrze czuła się w różowej, rozkloszowanej miniówce, Cyinder ubrała białą koszulę, sukienkę z szelkami w biało-czarne paski oraz czarny sweterek, a Alex nałożyła koronkowy, biały strój. Wszystkie prezentowały się świetnie.
- Jesteśmy gotowe! - zawołała Catherine. - Przyjęcie, nadchodzimy!
Podoba mi się, że fan fick jest przyzwoitej długości. Nie za długi, nie za krótki, taki w sam raz dla naszych "stronowych" leniuszków. Jednakże czeka Cię jeszcze wiele pracy z tym FF. Jako że mnie nie było, nie umiem ocenić jeszcze (a mam zamiar to nadrobić już jutro) czy jest progres i czy się rozwijasz pisarsko. Dlatego też nie patrząc na poprzednie rozdziały, przeanalizujemy wspólnie Twoje błędy na które potem będziesz zwracać uwagę, mam nadzieję ;D
- Opis. Ja wiem, że niektórym opisy sprawiają ogromną trudność, ale to jest rzecz niezbędna w opowiadaniu. Dzięki opisom przekazujesz nam cały świat wraz z bohaterami, ułatwiasz nam wczucie się, zatracenie w tekście, zrozumienie go. Dlatego warto skupiać się nad każdym szczegółem. Opisałaś nam pokrótce pokoje dziewczyn. Ale mogłaś napisać coś więcej, np. jaki mają widok za oknem, jakie firanki, jakie komody, co gdzie stoi, może mają wazon z tulipanami na stoliku albo miękkie, pluszowe poduszeczki na szerokim parapecie? Może jakiś cudowny żyrandol z drobnych kryształków mieniący się wszystkimi kolorami tęczy? Takie opisy są naprawdę łatwe, a dla autora dodatkowo przyjemne, jak już się odważy na to. Po prostu usiądź wygodnie i zastanów się co widzisz w tym opowiadaniu. I opisz nam to. Najbardziej brakowało mi opisu pałacu. Odczułam w tamtym momencie spory niedosyt.
- Dialogi. Nie są specjalnie sztuczne czy drętwe i to jest naprawdę ogromny plus. Jednak ich zapis często bywał błędny. Dlatego warto wpisać sobie nawet w internet "jak poprawnie pisać dialogi". Gwarantuje, że poświęcisz 10 minut i już będziesz wiedziała, gdzie stawiać kropki i kiedy zaczynać od wielki liter. To łatwe. (:
- Błędy. Zdarzało Ci się wiele pomniejszych błędów, które mi podkreślało. Wystarczyło jedynie kliknąć i wybrać odpowiednią opcję, więc po wklejeniu tekstu na stronę powinnaś sama to zrobić ;> Ale już wyłączając niedbalstwo, błędy te nie były niestety literówkami. Widać było, że piszesz tak, jak to słyszysz, co nie zawsze jest poprawne. Dlatego uczulam na to.
Poza tym niezbyt przekonuje mnie to, że rodzice Al tak szybko pogodzili się z tym, że ich córki tak długo nie było. Jej tłumaczenie było co najmniej dziwne i nikt o zdrowych zmysłach by tak spokojnie w to nie uwierzył. Wygląda, jakbyś potraktowała to po macoszemu, żeby jakoś przez to przebrnąć i iść dalej, a tak absolutnie nie wolno! Mogłaś wydłużyć ten fan fick lub skończyć go w innym momencie, ale powinnaś przyłożyć do każdego epizodu taką samą wagę.
Oczywiście nie przeraź się tym komentarzem ;D To wszystko nie oznacza, że ten fan fick był zły i mi się nie podobał. Masz naprawdę ciekawy pomysł i widzę w Tobie ogromny potencjał, tylko musisz odważyć się go w pełni pokazać. Wypisałam Ci to wszystko, by uświadomić co robisz nie tak i jak to łatwo i prawie bezboleśnie poprawić. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział!