- Przed nami kolejny rok nauki. Mam nadzieję, że wykorzystacie ten czas jak najlepiej. - W Wielkiej Sali rozległ się głos Dumbledora. - Niestety Ministerstwo zarządziło, że terenu wokół Hogwartu będą pilnować dementorzy. Tak, mi też się to nie podoba - dodał, kiedy uczniowie zaczęli szeptać między sobą.
Emilii siedziała za stołem nauczycielskim tuż obok nowego nauczyciela Obrony przed Czarną Magią, którym został nie kto inny jak Remus Lupin. Dziewczyna miała za złe dyrektorowi, że nie powiadomił jej o tym, że została asystentką kogoś, kogo mogła nazwać przyjacielem. Dowiedziała się o tym dopiero gdy Albus Dumbledore przedstawił szkole jej nowego nauczyciela i jego pomocnice, czyli ją.
- Znów tu siedzieć, to takie wspaniałe uczucie.
- Nie mów! Uczyłeś?
- W końcu ja też założyłem tę szkołę - oburzył się Godryk.
- I pewnie uczyłeś transmutacji, co nie?
- I Obrony.
- Tego też? - zdziwiła się Emilii.
- Mieliśmy za mało kadry. Salazar uczył eliksirów i zielarstwa. Rowena zaklęć i zajmowała się niewielkim szpitalem, a Helena wróżbiarstwa i numerologii. I to było tyle.
- Łał, radziliście sobie jakoś tylko we czwórkę! - Emilii nie ukrywała podziwu.
- Nie dla hecy nazywali nas najpotężniejszymi czarodziejami naszych dziejów…
- Emilii, czy ty mnie słuchasz?!
- Co?! - Dziewczyna spojrzała nieprzytomnie na Lupina, zastanawiając się, o co mogło mu chodzić.
- Wpatrujesz się w ten talerz już od dobrych pięciu minut nic nie jedząc - odpowiedział nader spokojnie, teraz już profesor Lupin przyglądając się jej uważnie.
- Ach, to nic, zamyśliłam się - odparła pośpiesznie. - Zastanawiałam się tylko, co będę robić przez resztę czasu, kiedy nie będzie naszych lekcji.
Serce Emilii powoli zaczęło normalnie bić, gdy jej sąsiad odwrócił się by porozmawiać o czymś z profesor McGonagall. Powinna się bardziej pilnować podczas rozmów z Godrykiem, aby nikt nie pomyślał, że się zbyt często zawiesza.
- Od kiedy to lubisz bakłażan?
Emilii zerknęła na swój talerz przyznając chłopakowi rację. W zasadzie połowę miejsca zajmował pokarm, na który nie miała ochoty. Westchnęła po raz kolejny błagając w myślach dyrektora by w końcu zakończył tą kolację.
***
-
No nieźle, nieźle. Widać, że się postarali.
Godryk wyrażał swoje uznanie lewitując medalion, w którym był jego obraz po całych, nowych i prywatnych komnatach Emilii. Dziewczyna za to leżała na łóżku w sypialni zastanawiając się jak długo jej przyjaciel ma zamiar nawijać. Marzyła tylko o zatonięciu w tym niezwykle miękkim materacu, okręcenia się kołdrą i spania do samego rana.
-
Skończyłeś?
- Już prawie, czekaj. Ach, nie ma to jak wolna przestrzeń, tylko do własnego użytku - rozmarzył się, lądując dziewczynie na piersi.
- Świetnie, to ja idę spać - mruknęła Black i położyła naszyjnik na szafce stojącej zaraz obok wezgłowia łóżka.
-
Zwariowałaś?! Suń te zwłoki, nie będę leżał na niewygodnym drewnie! - Gryffindor przelewitował medalion na poduszkę tuż obok głowy Emilii. Ta tylko fuknęła coś pod nosem i odwróciła się do niego plecami pogrążając w śnie. Godryk zachichotał wrednie zastanawiając się nad sposobem w jaki obudzi rano panią asystent.
-
Wstawaj! Zaspałaś, zaraz śniadanie!
Emilii jęknęła w poduszkę i uniosła lekko głowę. Zerknęła na zegar stojący na szafce i ze zgrozą odkryła, że do śniadania ma tylko dziesięć minut. Próbując wstać jak najszybciej, zaplątała się w pościel i wylądowała na zimnej podłodze. Klnąc na Godryka, że mógł obudzić ją wcześniej, złapała pierwsze lepsze ubrania, jakąś szatę z szafy i pognała do łazienki. Gryffindor gwizdał wesoło pod nosem, słuchając jak dziewczyna bierze prysznic, a potem jednocześnie próbuje się ubrać i rozczesać włosy.
- Nie zapomniałaś o czymś? - spytał, gdy dziewczyna skierowała się do wyjścia. Zawróciła szybko, złapała medalion i już się nie zatrzymując popędziła w stronę holu. Szalony bieg z czwartego piętra zakończył się zdziwionym uderzeniem w zamknięte drzwi do Wielkiej Sali.
- Czemu nie ma nikogo? - spytała sama siebie rozglądając się na boki. Gdy usłyszała cichy chichot Godryka prawie wyszła z siebie i stanęła obok, po czym zrobiłaby to jeszcze raz.
-
Ty wredny gnojku! Która jest tak naprawdę godzina?!
- A tak wpół do piątej - odparł radośnie chłopak.
-
Przysięgam, że jak wrócisz do swojego ciała, to tak ci nakopie w ten twój egoistyczny tyłek, że przez miesiąc na widok krzesła będziesz szlochał zastanawiając się czemuś mi podpadł - warknęła zła dziewczyna.
- Uwielbiam jak mi grozisz…
***
- Witajcie, nazywam się Remus Lupin i w tym roku będę prowadził zajęcia Obrony przed Czarna Magią. Emilii Black, moją pomocnicę już znacie, więc może od razu przejdziemy do powtórzenia ostatnich dwóch lat…
- Taaa, jeśli Lockhart cokolwiek ich nauczył - mruknęła pod nosem Emilii przyglądając się klasie. Dziwnym trafem, Gryffindor i Slytherin mieli razem zajęcia, co pozwalało jej mieć na oku zarówno Draco jak i Harry’ego. No i Hermionę. W końcu najlepsza przyjaciółka jej brata była prawie jak rodzina.
Dziewczyna zajęła jedną z ostatnich ławek i znudzona przyglądała się powoli toczącej się lekcji. Jak tak dalej pójdzie, umrze z nudów zanim rok szkolny na dobre się rozpocznie.
- Spokojnie, przecież to dopiero początek. Później na pewno będziesz coś robiła - pocieszał ją Godryk.-
A jak nie, to będziesz miała więcej czasu na poszukiwania.
-
Tak właściwie to po co mam być tą asystentką? Remus sobie świetnie beze mnie poradzi!
- Chyba chcą cię mieć przy sobie…
- O tak, bo naprawdę jestem tak głupia, że ruszyłabym na poszukiwania śmierciożerców!
-
Wiesz, w zasadzie czegoś takiego można się po tobie spodziewać.
- Och, no dzięki - mruknęła sarkastycznie dziewczyna. Jednak Gryffindor po jakiejś części miał rację, była zbyt impulsywna i przewidywalna.
Dwie godziny, gdy trzecia klasa skończyła lekcje Emilii wciąż była zaczytana w jedną z książek o założycielach Hogwartu, którą znalazła nad sowiarnią. Nie zauważyła jak uczniowie opuścili klasę ani nawet, że Lupin podchodzi do niej raczej w nie najlepszym humorze.
- Mogłabyś chociaż udawać, że interesuje cię twoja nowa rola, a nie już na pierwszej lekcji wszystko olewasz - krzyknął profesor stając przed swoją asystentką. Emilii w pierwszej chwili nie miała pojęcia co się dzieje, tak nagle wyrwana z historii w swojej książce, że wywróciła się razem z krzesłem. Próbując choć wyglądać na skruszoną, usiłowała nie zwracać uwagi na głośny śmiech Godryka.
- Ale co ja mam tu robić? - Postanowiła podjąć walkę z Lupinem. W końcu nie zamierza się ciągle nudzić na lekcjach.
- Słuchać i uważać na to, co robią uczniowie!
- Przecież oni nic nie robią! Sprawdzałeś ich wiedzę teoretyczną z poprzedniego roku, więc co oni mogli zrobić? Zagadać się na śmierć?
- Nie zapominaj, że tutaj jestem dla ciebie profesorem, więc zwracaj się do mnie odpowiednio. Poza tym zostałaś asystentką, więc chyba nie myślisz, że będziesz robiła wszystko to, co ja, na razie masz się uczyć - ostrzegł ją Lupin. - Za godzinę mamy zajęcia z szóstym rocznikiem, więc radzę ci, żebyś nie odstawiła takiego numeru jak teraz.
Wychodząc wziął do ręki książkę, którą dziewczyna czytała i zerknął na tytuł. Westchnął ciężko i pokręcił z rozczarowaniem głową w stronę dziewczyny, po czym odłożył książkę i wyszedł z klasy. Emilii chciała opaść na krzesło, ale zapomniała, że jeszcze go nie podniosła i znów wylądowała na podłodze.
-
To nie jest śmieszne - pomyślała, znów słysząc chichot.
-
Ależ jest i to bardzo. Poza tym ten profesorek jest jakiś dziwny, żeby tak po tobie jechać?
- W zasadzie to mam mu pomagać a nie czytać książki na tych lekcjach. - Dziewczyna wzruszyła ramionami wstając i sięgając po wywrócone krzesło.
-
Taa dzisiaj to naprawdę byś mu pomogła - stwierdził z sarkazmem Godryk. -
Zmieniłem zdanie.
-
W kwestii czego?
-
Jest jeszcze szansa wyrwać się stąd i zapolować na śmierciożerców?
Słysząc ostatnie pytanie Godryka, Emilii wybuchła tak niepohamowanym śmiechem, że aż musiała złapać się ławki, by nie upaść. Otarła cieknące z oczu łzy rozbawienia i z książką pod pachą oraz wielkim uśmiechem na twarzy wyszła z klasy.
-
Poprawiłeś mi humor, może ci wybaczę tą ranną pobudkę - stwierdziła dziewczyna w drodze do swoich komnat. Gdy weszła do środka, położyła wolumin na stoliku i zaczęła grzebać w jednym z dwóch ukrytych w salonie kufrów.
-
Czego tam szukasz?
- Natchnienia.
- Do czego? - spytał zdziwiony chłopak.
-
Do życia - odpowiedziała z przekonaniem, czym prawie doprowadziła Godryka do zawału.
-
Hę? Czekaj! Że co?
- Spokojnie, żartuję. Miałam gdzieś tutaj taką jedną fajną rzecz, kupioną w takim jednym mugolskim sklepie.
- Czyli co?
- A to! - Emilii wyprostowała się wyciągając z kufra kostium kota.
-
Eeeeeee, że co proszę? To już nie mogłoby to być przebranie jakiegoś magicznego stworzenia?
- A po co nam? - roześmiała się dziewczyna.
- Kot jest mniej zauważalny.
-
Ale wiesz, że skoro będziesz w tym chodzić, to raczej będziesz nieco zbyt widoczna?
- Hahaha, ale to nie dla mnie! Wiesz, że zapewne jako Animag będę jakimś kotem, tak mi wyszło.
- Ale jeszcze nim nie jesteś - przypomniał dziewczynie Godryk, po czym oznajmił wszystko wiedzącym głosem: -
Jak już wrócę do siebie, a ty opanujesz animagię, zamawiam sobie prawo do trzymania cię w domu.
- Żartujesz sobie? - zaśmiała się Emilii.
- Po pierwsze, nie mam zamiaru ciągle być kotem. Po drugie, nie będziesz mnie głaskał, łeee robisz się zboczony, no i po trzecie nie masz domu, geniuszu.
-
Po pierwsze, jak ty nie chcesz, to sobie sprawię innego, prawdziwego i mogę się założyć, że nie będzie taki wredny jak ty. Co do punktu trzeciego, zawsze mogę sobie kupić wypasioną wille - zapewnił Godryk już marząc o nowym mieszkaniu, gdy nagle podejrzanie zachichotał. -
A wracając do dwójki, mam ci powiedzieć, kto miał całkiem nieźle zboczony sen w nocy.
- Nie żartuj z takich rzeczy! Wiem, co mi się śniło i to wcale nie było nic złego.
- Wiem, że nie było złe. Było nawet ciekawe.
- A mówiłam, czyli wychodzi, że jednak jesteś zboczony.
- Nie ja mam ochotę kogoś, no wiesz…
-
A idź ty, zostajesz w pokoju! - zdenerwowała się Emilii zdejmując medalion i rzucając nim na łóżko.
- Ej! Ja się potrafię przyznać, teraz twoja kolej! - wrzasnął na cały salon czarodziej nie mogąc porozumieć się z dziewczyną myślami. - No nie bądź taka święta!
- Idę na lekcje - oznajmiła śmiertelnie poważnie dziewczyna. - A ty zostajesz tutaj.
- Nie zrobisz mi tego! - Naszyjnik poderwał się w powietrze, ale zanim dotarł do Emilii, ta zdążyła zamknąć za sobą przejście. - No co ty?! Nie zostawiaj mnie tu samego! Przecież zginę z nudów!
- Przeżyłeś tyle lat się nudząc, więc godzina cię nie zbawi!
- To nie godzina! To czterdzieści pięć minut lekcji plus dwie dziesięciominutowe przerwy i trzydzieści trzy minuty czasu, który masz do skończenia obecnych zajęć!
- Łał dobry jesteś - Emilii spojrzała na ścianę, w której mieściło się wejście do jej komnat, jakby zaraz miała zobaczyć na niej Godryka, który uczy się mugolskiej matematyki.
- Wiem, że jestem dobry! Ale weź, nie zostawiaj mnie tu!
- Pa! - krzyknęła Emilii na odchodne, jednak zdążyła usłyszeć jeszcze kilka przekleństw Gryffindora, które przedostały się przez grubą ścianę zanim na dobre się oddaliła.
Jako że do następnej lekcji, którą miała pozostało jeszcze, jak to obliczył Godryk, z trzydzieści minut, dziewczyna udała się do biblioteki poszperać między księgami. A nuż znajdzie coś pomocnego, co pozwoli odnaleźć jej resztę artefaktów należących do pozostałych założycieli. Emilii przystanęła nagle, lekko się uśmiechając. Teraz całe jej życie kręci się wyłącznie obok Godryka i przywróceniu go do życia.
- Panna Black.
Emilii odwróciła się na pięcie i spojrzała wprost na stojącego przed nią Mistrza Eliksirów.
Rany, dlaczego on? Nie mogłam trafić chociażby na Hagrida?
-Taaak?
- Nie masz teraz zajęć czasem?
- Mam… eee jakby okienko… to jest wolną godzinę. Kolejne zajęcia są z szóstym rocznikiem, zdaje się.
- To nie wiesz?
- Wiem! Za pół godziny z szóstym rocznikiem.
Snape uniósł brew patrząc się na dziewczynę, jednak nie skomentował w żaden sposób jej nieskładnych wyjaśnień, co ta przyjęła z niejaką ulgą, ale i zdziwieniem.
- O równej dwudziestej masz przyjść do mnie do gabinetu - oznajmił zimnym głosem a Emilii mimowolnie cofnęła się o krok.
- Po co? - spytała, jednak na widok miny nauczyciela szybko dodała: - Panie profesorze.
- Profesor Dumbledore postanowił wyznaczyć ci jeszcze jedno zadanie - odparł profesor. - No chyba, że nie dasz mu rady.
- Proszę się nie martwić, dam sobie z tym radę - oznajmiła pewnie dziewczyna.
- Nie spóźnij się - przypomniał jej Snape i zniknął z korytarza w zastraszająco szybkim tempie, jakby plotki o jego nietoperzowości były prawdą i korzystał z danych mu umiejętności.
- O Merlinie, o Godryku, o Merlinie, o… Godryk! - Emilii porzuciła swój plan polegający na unikaniu Gryffindora ile tylko się da i rzuciła się biegiem powrotem do swoich komnat. Wpadła do środka i stanęła jak wryta widząc, co jej domniemany współlokator wyprawia.
Otóż medalion z podobiznom chłopaka spokojnie unosił się w powietrzu przed lustrem, co może nie byłoby dziwne, gdyby nie fakt, że tuż pod nim unosiło się przebranie kota.
- Co ty robisz? - spytała zszokowana dziewczyna, czym prędzej zamykając za sobą przejście.
- Ja? Nic! - wrzasnął Godryk dopiero teraz zauważając Emilii i odrzucił kostium jak najdalej od siebie, co nie było zbyt przemyślaną opcją. Główny składnik niezwykle arcygenialnego planu, prawdziwej kwintesencji wśród spisków właśnie spłonął w kominku.
- Aaa nie! Tylko nie moja kicia! - wrzasnęła dziewczyna rzucając się w stronę ognia, jednak było już za późno. Pozostało jej jedynie skierować swą złość na głównego sprawcę zniszczenia jej planu i po prostu w jakiś sposób go udusić. Rzuciła się w stronę lewitującego medalionu, jednak ten zaczął przed nią uciekać. - Wracaj tu i stań do walki jak uczciwy człowiek… albo coś… w każdym razie wracaj tu!
- Pax, pax - wrzeszczał Godryk wpadając do sypialni gdzie na jego nieszczęście został pochwycony i razem z napastniczką runął na łóżko.
- Teraz cię zabiję - wysyczała dziewczyna.
- Nie błagam, nie rób tego! Jestem za młody by umierać!
- Bez takich Godryk, masz ładnych parę setek a może i więcej.
- Zawsze warto spróbować, co nie? - spytał, uśmiechając się niewinnie.
- Masz dzisiaj szczęście, jesteś mi potrzebny wieczorem, więc pożyjesz jeszcze trochę. Ale powiedz mi jedno… po cholerę zapalałeś w kominku?!
- Ciemno było!
- A świeca?!
- To nie to samo!
- Grrry - warknęła Emilii.
- Jak wrócę do mojego ciała, możesz powtórzyć tą pozycje.
- Zboczeniec, nie miałeś nigdy dziewczyny?
- Ej! Siedziałem sam zamknięty w obrazie przez bardzo długi okres czasu!
- I dobrze ci tak.
- A po co ci jestem potrzebny wieczorem? - spytał w końcu chłopak, by Emilii zajęła się czymś innym, a nie mordowaniem go wzrokiem.
- Snape kazał mi przyjść, podobno mam jakieś zadanie od dyrektora.
- To super! W końcu będzie coś fajnego!
- Taa i kazał mi się nie spóźnić, a jak dobitnie to powiedział - zaśmiała się dziewczyna.
- To mi coś przypomniało - mruknął Godryk i spojrzał na zegar a dziewczyna poszła jego śladem, by po chwili z przerażeniem spaść z łóżka.
- Merlinie, zajęcia!
Mam wrażenie, że trochę już przesadzasz w tym rozdziale z opisem kontaktów Emilii z Gryffindorem. Powoli zaczyna się robić tego za dużo. Czuję przesyt. Tutaj tak naprawdę ona lata od sali do dormitorium, od dormitorium do biblioteki i z powrotem i... tyle jeśli chodzi o akcję. Zaś rozmów z których tak naprawdę nic nie wynika między bohaterami jest aż za nadto. W poprzednich rozdziałach miałaś to jakoś wypośrodkowane i byłoby lepiej, jakbyś się tego trzymała ; ) Śmiesznie rozmawiają i uśmiechnęłam się kilka razy, ale... naprawdę po przeczytaniu mam wrażenie, że mimo słusznej długości rozdziału dowiedziałam się o tak naprawdę niczym. Lupin był jakiś taki nienaturalny, przecież on nie krzyczy ;D A Emilii ma wieczne i już pod koniec nieco nudne przepychanki słowne z Godrykiem. Musisz wrócić na wcześniejszy tor ;D