Czy próba ucieczki od problemów sprawi, że Emilii dojdzie do siebie? Czy uda jej się pokonać chorobę, którą nią zawładnęła? I czy pojawienie się nowych bohaterów zmieni jej pogląd na świat? Tego dowiecie się w następnych częściach FF.
- To niemożliwe!
- Musiałaś się pomylić!
- To Sami - Wiecie - Kto! Taki jak on nie posiada uczuć!
- Zwariowałaś siedząc tak sama! Teraz pleciesz jakieś głupoty.
Emilii siedziała przy stole w domu Weasleyów i z kamienną twarzą przyglądała się zebranym. Oprócz jego mieszkańców był tam jeszcze Harry, Lupin i sam Dumbledore. Kiedy ta trójka siedziała cicho w myślach analizując to, co usłyszeli, tak rudzi osobnicy za nic nie chcieli pogodzić się z prawdą. Dziewczyna nerwowo obracała swój medalion na blacie stołu umyślnie ignorując pełne sprzeciwu krzyki Gryffindora. Czuła łzy cisnące się do oczu i po raz pierwszy zrozumiała, że ktoś taki jak ona nie może mieć rodzinny. Naraża ich wszystkich na niebezpieczeństwo przebywając z nimi dłużej niż to jest konieczne. Wstała gwałtownie, powodując, że siedzący ucichli jak na zawołanie.
- Nie jestem córką Voldemorta, tylko Toma Riddle. To dość zasadnicza różnica. Jeśli nie potraficie tego zrozumieć, to… sama nie wiem. Po prostu nie możemy przebywać już więcej razem.
- Ale Emilii! Riddle a Voldemort to ta sama osoba! - krzyknął zrozpaczony Harry, powodując, że Weasleyowie znów się wzdrygnęli. O drugiej tożsamości Czarnego Pana dowiedział się pod koniec roku, kiedy dyrektor wytłumaczył mu, kogo spotkał w Komnacie Tajemnic. A teraz okazało się, że ten ktoś, kogo wtedy widział miał być ojcem jego przybranej siostry.
- Wspomnienie, które spotkaliśmy w Komnacie to Tom, ale już z domieszką Voldemorta. Dziennik był w posiadaniu Malfoya przez długi czas, a dodanie do niego złej cząstki swojego pana było dla niego pestką - warknęła Emilii nie zwracając uwagi na wciąż wzdrygającą się rodzinę, kiedy tylko wymówi ten niepożądany przydomek.
- To niby skąd się wziął Sama - Wiesz - Kto? - Percy spojrzał na dziewczynę, lecz na widok jej morderczego spojrzenie przełknął ciężko ślinę tracąc całą odwagę.
- Voldemort, Percy. I nie! Nie przestanę wymawiać jego imię. Bo w przeciwieństwie do was ja się go nie boję! A teraz słuchajcie jak chcecie i dajcie mi później spokój. Voldemort to czarnoksiężnik żyjący w czasach Założycieli Hogwartu, pokonany przez samego Gryffindora. - Wzięła głębszy oddech i słysząc dodające otuchy słowa Godryka, ciągnęła dalej. - Zginęło jego ciało, ale dusza zdążyła ostać się w jedynej rzeczy. Pewnej książce, którą znalazł mój ojciec.
- Chcesz powiedzieć, że Tom Riddle został opętany? - spytał Dumbledore.
- Tak. Movolt, bo tak się nazywał w tamtych czasach Voldemort, potrzebował ciała. Mimo że Tom razem z moją mamą mieli tą książkę, nie wiedzieli, co tak naprawdę się w niej kryje. Do momentu, kiedy urodziłam się ja. - Emilii zamknęła oczy przypominając sobie wizje, jakie ujrzała, kiedy była jakby nieprzytomna. - To była zwykła bajka dla dzieci. A ja nigdy nie chciałam by mi ją czytali. Bo, kiedy któreś z nich przeczytałoby ją do końca, duch Movolta wydostałby się na wolność.
- Skąd ty o tym możesz wiedzieć? Dopiero, co się urodziłaś wtedy.
- Widzę różne rzeczy. Dzięki moim złotym oczom. - Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem dotykając medalionu, jednak zaraz się opamiętała i podniosła wzrok do góry. - Jestem jedyną osobą, która może przyczynić się to ostatecznego zniszczenia Voldemorta, dlatego matka chciała mnie chronić i nie wyjawiła nikomu, kim jest mój ojciec!
- Ale to Harry’ego chciał dopaść Sama - Wiesz - Kto! To jemu zabił rodziców!
- Wybacz Molly, ale tego nie będę ci tłumaczyć. Życie mi jeszcze miłe, więc nie zburzę wizerunku tamtej nocy. - Dziewczyna smutno pokręciła głową nie patrząc na Pottera. - Możecie mi wierzyć albo i nie, ale dobrze wiem jak pokonać Voldemorta i doprowadzę to do końca.
- Jasne. Ten twój głupi medalion ci powiedział, co? - Ron uśmiechnął się wrednie, widząc szok na twarzy dziewczyny. - Nie myśl, że nie widzę jak gadasz do niego. No dalej, powiedz czyje zdjęcie trzymasz tam w środku? Jakiemu wariatowi wierzysz?
- Nie odzywaj się, jeśli nie wiesz, co się wokół ciebie dzieje, ty… ty parszywy zdrajco! Myślisz, że nie wiem jak nas wydałeś?! Syriusz wszystko mi powiedział, a ja mu ufam! Godrykowi też, więc nie waż się go obrażać w ten sposób! - Emilii zamilkła nagle zdając sobie sprawę, że powiedziała za dużo. Ścisnęła mocniej medalion i pobiegła do swojego pokoju, ignorując ostre kłucie w boku.
- Ron, co to ma znaczyć? O czym Emilii mówi? - Chłopak spojrzał na matkę z niewinnym wyrazem twarzy i tylko wzruszył ramionami. Harry wpatrywał się przez chwilę w przyjaciela, po czym poklepał go po ramieniu.
- Może i masz rację, Emilii dużo przeszła. Zachowuje się trochę jak Syriusz, gdy rozmawiamy o moich rodzicach.
- Pójdę sprawdzić, co z nią - mruknął dyrektor Hogwartu i zniknął na schodach. Przez chwilę na dole panowała cisza, po czym napiętą atmosferę przerwała pani Weasley proponując wszystkim herbatę.
Zanim Dumbledore dotarł do pokoju Emilii wiedział, co dziewczyna zamierza. Stojący na środku pokoju otwarty plecak tylko upewnił go w rozważaniach.
- Gdzie masz zamiar się schować?
- Nie wiem. Może gdzieś wśród mugoli, ci kretyni w maskach raczej nie wpadną na to.
- Dlaczego nie powiedziałaś nikomu, że straciłaś magię? - Czarodziej obserwował jak dziewczyna zesztywniał, ale jej głos wciąż brzmiał twardo.
- Nie chciałam nikogo martwić, zresztą Godryk powiedział, że broniłam się tak przed śmiercią. Może magia kiedyś do mnie wróci. - Dziewczyna wzruszyła zrezygnowana ramionami.
- Ten twój Godryk musi być bardzo mądry, nieprawdaż?
- No pewnie, że jest. - Uśmiechnęła się dziewczyna.
- Tak. - Dyrektor pogładził się po brodzie. - Dlaczego nie chcesz przyznać, że w tym wszystkim chodzi o Gryffindora?
- Co? - Dziewczyna zamarła wpatrując się w starca, równocześnie łapiąc swój naszyjnik w obronnym geście.
- Dowiedziałem się kilku rzeczy z tego. - Z kieszeni szaty Dumbledore wyjął małą, żółtą książeczkę. Na jej widok oczy Emilii zrobiły się jeszcze większe. W myślach słyszała podekscytowane krzyki Godryka, które zaraz przeszły na ostrzegawczy ton.
- Jak? Jak profesor go zdobył? - spytała podejrzliwie, wpatrując się to w dziennik, to w dyrektora.
- Hogwart ma wiele tajemnych pomieszczeń, które należały do Założycieli. Pokój Życzeń należy do Roweny, Komnata Tajemnic do Slytherina a ukryta wieża do Heleny. Nie znalazłem jedynie pokoju Godryka.
- Ale ja tak. - Dziewczyna uśmiechnęła się z satysfakcją. - Mogę? - Wyciągnęła rękę w stronę dziennika.
- Nie! - Dwa głosy stopiły się w jedno, aż dziewczyna odskoczyła do tyłu obijając się o ścianę.
- Nie możesz poznać tego, co napisała o tobie Helena. Sama musisz decydować o swojej przyszłości, a nie kierować się wizjami innych.
- Twój towarzysz ma rację. Poznanie przyszłości zawsze prowadzi do złego. Przykładem jest Harry i Voldemort. Teraz wszyscy są przekonani, że to właśnie on ma pokonać Czarnego Pana.
- Tak, na pewno. - prychnął Godryk. - Zwykły chłopak miałby go pokonać, skoro nawet ja nie dałem rady. To się kupy nie trzyma, macie zwariowaną wróżbitkę.
- Może i zwariowaną szanowny Gryffindorze, ale jej przepowiednia zniszczyła na jakiś czas Voldemorta.
- Taa i przy okazji doprowadziła do śmierci Lily i Jamesa, kazała Syriuszowi się za tą śmierć obwiniać, a Harry’emu zniszczyła życie.
- Może w tym świetle wygląda tragicznie, ale ma tez dobrą stronę.
- Nie, nie ma profesorze. Emilii możesz otworzyć medalion? Głupio tak rozmawiać nie widząc wszystkiego dobrze.
- No, okej. - Dziewczyna niepewnie zdjęła naszyjnik i puściła go w powietrzu. Z głośnym brzdękiem upadł pod nogi dziewczyny powodując, że w jej oczach pojawiły się łzy. Po chwili dzięki magi Godryka uniósł się w górę i sam się otworzył.
- Emilii, proszę tylko mi tu nie płacz. Obiecałem ci, że odzyskamy twoją magię i obietnicy dotrzymam. - Uśmiechnął się do niej ciepło, po czym obrócił w stronę Dumbledora. - Łał.
- Wydawało mi się, że spotkam kogoś bardziej w moim wieku niż w Emilii. - Stary czarodziej patrzył się zdziwiony w mały obraz Gryffindora.
- Godryk ma 25 lat, a tak naprawdę to dużo, dużo więcej - wytłumaczyła Emilii, zabierając się z powrotem za pakowanie.
- Jednakże to zadziwiający kontrast - mruknął profesor.
- Albus Dumbledore, jeden z najznakomitszych dyrektorów Hogwartu, do tego Gryfon. I całkiem niezły z transmutacji. - Ostatnimi słowami Godryk wprawił w osłupienie swojego rozmówcę. Emilii zachichotała cicho. Przyganiał kocioł garnkowi, pomyślała przypominając sobie jak w książkach opiewana jest zdolność Gryffindora do tej dziedziny.
- Gdzie ją pan schowa?
- Co? - zdziwiła się Emilii odwracając w stronę czarodziejów.
- Przecież odchodzisz stąd, a musisz być bezpieczna. Naprawdę myślisz, że profesor pozwoliłby ci tak po prostu odejść?
- Fakt, powinnam o tym pomyśleć. Skoro wiedzą kim jestem, nie spoczną póki mnie nie znajdą, prawda?
- Z jakiegoś powodu myślą, że pomożesz im odnaleźć ich Pana. - Dyrektor pogładził się po długiej brodzie. - Sam nie wiem jak mogłabyś tego dokonać, ale teraz to nieważne. Chyba znalazłem idealne miejsce.
- Dobrze, kiedy wyruszamy? - Emilii zapięła plecak i spojrzała na czarodzieja.
- Nie chcesz się pożegnać?
- Z kim? Tolerują mnie ze względu na Harry’ego i Syriusza. Remus ma mnie w zasadzie dość i teraz wszyscy myślą, że mam nie po kolei w głowie. Nawet nie uwierzyli w zdradę Rona.
- Ach, młody Weasley. Syriusz ostrzegał mnie, że mogą być z nim problemy.
- Pan wiedział o wszystkim?!
- Niestety.
- Czemu nic pan nie zrobił?! - zdenerwowała się dziewczyna. - Prawie umarłam!
- Ron sam poniesie odpowiedzialność za swoje czyny, ale teraz jest jeszcze potrzebny.
- Potrzebny?! Niby, do czego?! On zdradził Harry’ego!
- Emilii uspokój się trochę. Znów krwawisz - powiedział ostrożnie Godryk.
- Taa… - Emilii spojrzała na bok i przygryzła język, by nie przekląć przy dyrektorze. - Możemy już ruszać? Powinnam się tym zająć.
- Tam gdzie pójdziemy będziesz miała dobrą opiekę. - Uśmiechnął się Dumbledore pod nosem i podstawił dziewczynie ramię.
- Nie musimy wyjść poza bariery?
- Sam te bariery tworzyłem, więc mogę spokojnie się przemieszczać.
- Super! - wykrzyknął Godryk - Ja nigdy nie mogłem opracować zaklęcia by to było możliwe.
- Możliwe, że poznasz je w niedalekiej przyszłości, Gryffindorze.
Emilii pokręciła tylko głową i założyła plecak. Ostrożnie wzięła medalion, po czym dotknęła dyrektora i w tym samym momencie poczuła jak zostaje pociągnięta w przestrzeń. Kiedy opuszczali Norę, dało się wyczuć jak przebijają się przez pole ochronne, a potem delikatnie przemieszczają się w nieznane, by znów poczuć nacisk barier, tylko że innych. Już po chwili stali przed drzwiami do ogromnego dworu. Dziewczyna puściła profesora i rozejrzała się po miejscu, do którego trafiła. Wielki ogród, rozległy nie wiadomo jak daleko był w stanie idealnym. Aż w zbyt idealnym. Wszystko przycięte było równiutko, każdy kwiatek miał swoje miejsce i nic się nie wyróżniało. Wyglądało to wszystko tak sztucznie, ze Emilii bała się wejść do domu. Co jeśli tam jest tak samo? Dumbledore zastukał kołatką, a po chwili drzwi otworzył skrzat.
- Państwo zaraz przyjdą, sir. Proszę do środka - zapiszczał cieniutkim głosem i szerzej otworzył drzwi. Emilii weszła niepewnie, rozglądając się po sali wejściowej. Była dużo, no może nie taka jak w Hogwarcie, ale rozmiary miała imponujące. Podłoga wyłożona była ciemnymi płytkami, które błyszczały nienagannie. Było tu kilka dużych kwiatów w doniczkach ułożonych symetrycznie pod beżowymi ścianami. Z tego pomieszczenia można było wyjść przez troje drzwi i schody, które również były okazałe jak wszystko inne. Emilii przełknęła nerwowo ślinę zastanawiając się, kto do diabła mieszka w tym domu, a humor psuł jej Gryffindor, który gwizdał z uznaniem w jej myślach.
- Dumbledore! - Od strony jednych z drzwi dało się słyszeć wołanie. Emilii obróciła się w tamtym kierunku i zamarła z miłym uśmiechem na ustach. Nie spodziewała się, że trafi akurat do tego domu.
- Ciocia Narcyza - bąknęła cicho, patrząc na podchodzącą kobietę. Ta jak gdyby nigdy nic przywitała się z dyrektorem Hogwartu, po czym zgarnęła w ramiona zaskoczoną dziewczynę.
- Syriusz mówił nam, co się stało. Tak się cieszę, że nic ci nie jest.
- Eee…, co? - Emilii spojrzała głupio na ciotkę. Przecież Syriusz nigdy nie mówił, że lubi Malfoyów i czemu Dumbledore zabrał ją do Śmierciożerców?
- Widzisz Emilii, Malfoyowie nigdy nie byli po stronie Czarnego Pana. Są naszymi szpiegami.
- Acha. - Dziewczyna zdobyła się tylko na tyle, wciąż próbując uspokoić biegające myśli. - Syriusz! To znaczy, że nic mu nie jest?!
- Czuje się dobrze. Myślę, że nawet go zobaczysz. - Narcyza uśmiechnęła się łagodnie i poprowadziła za sobą siostrzenice. Dumbledore zatrzymał je obie, mówiąc, że musi wracać i ma nadzieję, że Emilii będzie się tu miło mieszkało. Potem jak gdyby nigdy nic teleportował się. Emilii nawet nie przejęła się jego szybkim odwrotem, była zbyt zajęta próbą nieokazania bólu w boku, a wypływającą krew skrzętnie ukrywała pod bluzą. Obie kobiety przeszły przez drugie drzwi z lewej strony i znalazły się w przestronnej jadalni, która wyglądała dużo przyjemniej niż nieco zimny przedpokój. Mimo iż ściany pomalowane były na biało, na podłodze rozłożony był wielki czerwony dywan, a kiedy dziewczyna na nim stanęła, nawet przez buty poczuła, jaki jest mięciutki. Podniosła wzrok na czarny, niczym niezastawiony stół i jej wzrok prześlizgnął się po obrazach i dziwnych urządzeniach na przeciwległej ścianie. Kiedy Emilii oglądała pokój, przez drugie drzwi weszli pozostali Malfoyowie. Na twarzy Dracona malowało się wyraźne zdziwienie, a twarz jego ojca była jak zimna maska. Zaraz za nimi do jadalni weszła zakapturzona postać, przez co dziewczyna lekko zadrżała przypominając sobie wydarzenia z Pokątnej.
„Spokojnie” - rozległ się znajomy głos i dziewczyna mimowolnie się rozluźniła. Zerknęła na trzymany nadal w ręce medalion i szybko go założyła chowając pod koszulką.
- Dzień dobry, wuju - mruknęła, patrząc na mężczyznę. Lucjusz odwdzięczył się ledwie dostrzegalnym uśmieszkiem i kiwnięciem głową. - Draco.
- Cześć - mruknął arystokrata zapominając o dobrym zachowaniu i nadal gapił się na dziewczynę.
- A to, co za jeden? - spytała ciotkę nadal zaniepokojona Emilii. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie i skinęła w stronę postaci. Ta szybkim ruchem zrzuciła z siebie kaptur uśmiechając się bezczelnie.
Oooo fajny ff
P.O.