Emilii siedziała zagrzebana w jakiś książkach i papierach mrucząc co chwila niemiłe epitety do ich autorów. Wyciągnęła rękę gdzieś w prawo i wyczuła, że talerz, na którym jeszcze przed chwilą były ciastka, jest pusty. Podrapała się po nosie, zastanawiając czy to możliwe, że wszystko zjadła.
- Co robisz?
Do biblioteki wszedł Draco niosąc fiolkę z eliksirem, którą zaraz jej podał. Dziewczyna wypiła wszystko nawet na to nie patrząc i skrzywiła się, czując okropny smak substancji. Ale jak to powiedział kiedyś Snape, nie dostanie niczego, co smakuje lepiej niż zgniłe grzyby. Młody Malfoy usiadł w fotelu obok kuzynki i zabrał się za czytanie pierwszego z brzegu pergaminu.
- Co to jest? - spytał zdziwiony.
- To… - Dziewczyna zerknęła na zapisany przez siebie papier. - Lista zaklęć, jakie powinien znać trzeci rocznik.
- Zaklęcie kameleona? Chcesz nas sprowadzić na złą drogę? - Draco spojrzał uważnie na Emilii, która tylko wzruszyła ramionami.
Kilka dni po powrocie Emilii ze Świata Duchów, Dumbledore zawiadomił dziewczynę, że od września wraca do Hogwartu. Oczywiście dziewczyna przeraziła się, że ktoś sabotował jej wyniki z Owutemów, ale dyrektor wyjaśnił jej, że zdała niepodważalnie najlepiej, a w Hogwarcie zostanie asystentką nowego nauczyciela Obrony przed Czarną Magią, choć jeszcze nie wiadomo, kto nim będzie. Jednocześnie będzie pomagać innym profesorom jeśli zajdzie taka potrzeba, no i rzecz jasna będzie mogła wlepiać szlabany.
Od pewnego czasu Emilii i Draco zaczęli się dogadywać. Spędzali w dworze Malfoyów całe dnie tylko we dwoje, gdyż po kolei: Lucjusz pracował, Narcyza działała dla Zakonu, a Syriusz pod swoją postacią animaga próbował dowiedzieć się czegoś na temat Śmierciożerców. Nie mając nic do stracenia, pewnego dnia po obiedzie zaczęli ze sobą rozmawiać i, co ich oboje zdziwiło, mieli strasznie dużo wspólnych zainteresowań. Wiadomo, pierwsze dni były niezręczne, ale później, kiedy zaczęli rozmawiać o szkole, nauce i Quidditchu, poczuli do siebie nić sympatii. Draco był wyjątkowo zdolnym uczniem i jak na tak młody wiek wiedział już bardzo dużo, jak sam twierdził przez te wszystkie dodatkowe lekcje, jakie załatwił mu ojciec. Ich rozmowy często polegały na tym, że chłopak przedstawiał swój pogląd na jakiś temat, a potem razem z kuzynką próbowali dowiedzieć się jak najwięcej o tym zagadnieniu i nie tylko o tym. Szukając wiadomości na temat obecnie najważniejszego z goblinów, potrafili tak zagłębić się w historii, że kiedy skrzat pojawił się z wiadomością o kolacji, oni z zapałem dyskutowali o pierwszej wojnie, goblinów i jej bohaterze.
- Emilii! - Draco spojrzał na kuzynkę proszącym wzrokiem. - Chodź ze mną na boisko.
- Muszę się przygotować…
- Szkoła jest dopiero za tydzień a ty masz już materiału na pół roku. Będziemy mieć książki, nie musisz wszystkiego opracowywać!
- Wole wam to opowiedzieć po swojemu - odparła niepewnie dziewczyna, ale już po chwili spojrzała ze zdziwieniem na te wszystkie papiery i westchnęła ciężko. - Może i masz rację.
- Wiedziałem! To co, idziemy? Musze trenować, w końcu trzeba złapać znicza przed Potterem, wygrać puchar i nabić jak najwięcej punktów Slytherinowi - mówił z zapałem czekając aż Emilii odeśle pergaminy do swojego pokoju, a książki z powrotem na półki.
- Uważaj żeby cię ktoś z miotły nie zwalił - mruknęła dziewczyna.
- Co?!
- Chciałabym wtedy zobaczyć twoją minę. - Emilii spojrzała w dal jakby wyobrażała sobie ten moment. Jej głupi uśmiech znikł w chwili, kiedy dostała poduszką w twarz. Odrzuciła ją z powrotem na kanapę słysząc śmiech kuzyna już za drzwiami. Uśmiechnęła się pod nosem, chłopak w jej towarzystwie zaczyna pokazywać uczucia i nie ma co ukrywać, jest z tego cholernie dumna.
„Wiesz, nawet go lubię.”
„A wiesz, że ja też” - Dziewczyna uśmiechnęła się wychodząc z pokoju. - „Przynajmniej nie zginiemy tu z nudy”
„Serio zwalisz go z miotły?”
„Pogrzało cię?! Nie darowałby mi tego, poza tym mam tu wygodne łóżko, więc nie mam zamiaru skazywać się na ucieczkę.”
„Hahaha, tylko ty w takiej chwili myślisz o spaniu!”
„Zapamiętaj to sobie: kiedy jest mi gdzieś wygodnie nikt, ale to nikt mnie stamtąd nie wyciągnie.”
Emilii ruszyła do ogrodu, gdzie czekał już na nią Draco z miotłami, przy głośnym śmiechu swojego jakże kochanego i równocześnie bardzo wkurzającego towarzysza.
***
- Macie wszystko?
- Tak - odpowiedział Draco, a Emilii pokiwała głową.
- Uważajcie tam na siebie. - Narcyza przytuliła delikatnie syna, a potem to samo uczyniła z Emilii. - Pilnuj go - dodała szeptem tak, by tylko dziewczyna ją słyszała.
- Proszę się nie martwić. Obiecuję - odparła tak samo cicho.
- Musicie już iść, inaczej się spóźnicie.
- Do zobaczenia w święta. - Uśmiechnęła się Emilii i wyciągnęła rękę w stronę kuzyna. Gdy ten tylko ją złapał, teleportowali się na dworzec. Narcyza ze smutnym uśmiechem machnięciem różdżki zamknęła bramę i ruszyła z powrotem w kierunku dworu.
Black i Malfoy pojawili się w cieniu jednego z filarów. Jak gdyby nigdy nic ruszyli w stronę przejścia 9 i ¾, a ich zmniejszone bagaże bezpiecznie spoczywały w kieszeniach. Na peronie pojawili się dziesięć minut przed odjazdem i spokojnie zaczęli rozglądać się za znajomymi. Nie widząc na razie nikogo wartego uwagi, Emilii przywitała się z Pansy i Blaisem, przyjaciółmi Dracona.
- Patrz Harry! Black zadaje się z Malfoyem!
Słysząc ten znienawidzony głos, Emilii z wielkim trudem opanowała wściekłość i powoli odwróciła się do Weasleya. Z samego przodu stał Potter ze swoimi przyjaciółmi. O ile Ron wyglądał jakby wygrał na loterii, tak na twarzy Harry’ego i Hermiony widać było niedowierzanie. Emilii przyjrzała się uważnie młodszemu bratu, przekrzywiając trochę głowę.
- Cześć Harry, dostałeś mój list?
- Cześć… tak i… dzięki za ten prezent - odparł niepewnie. Gdzieś za sobą dziewczyna usłyszała prychnięcie i natychmiast zmroziła kuzyna wzrokiem. Nie teraz - zdawały się mówić jej oczy.
- Harry! Miałeś nie odbierać od niej listów! A przynajmniej komuś o nich powiedzieć! - oburzył się Ron.
- Myślisz Weasley, że Potter jest takim kretynem, by nie przeczytać listu od własnej siostry? - Draco w końcu nie wytrzymał i włączył się do dyskusji. Na widok morderczego spojrzenia Emilii uśmiechnął się w jej stronę rozbrajająco i wzruszył ramionami.
- Harry, jeśli masz zamiar z nią rozmawiać, to z naszą przyjaźnią koniec - odezwał się Ron, patrząc wyczekująco na Pottera.
- Co? - Cztery głosy zlały się w jedno, w wyrazie szczerego niedowierzania.
- Czekam na ciebie w przedziale - zaczął. - Hermiona, idziesz?
- Myślę, że poczekam aż Harry podejmie decyzję - odparła dziewczyna, jednak kiedy jej przyjaciel wciąż milczał, po namyśle zmieniła zdanie. - Chodź Harry, dosiądziemy się do Lupina i będziesz mógł wszystko sobie przemyśleć. - Pociągnęła za sobą Pottera znikając w pociągu.
- I tak wybierze mnie - wysyczał w stronę Emilii Weasley.
- Nie byłbym tego taki pewny - odpowiedział za kuzynkę Draco. Przez chwilę ta dwójka mierzyła się wzrokiem aż w końcu rudzielec odwrócił się i odszedł.
- Zachowuje się jakby był normalnie pod Imperiusem.
- A jest? - zdziwił się ślizgon.
- No właśnie nie. Jednak jest z nim coś nie tak, ale na gacie Merlina, nie wiem co!
- Później o tym pogadamy, teraz trzeba znaleźć sobie jakiś przedział. Za minutę jedziemy. - Emilii nie widząc innego wyjścia, podreptała za kuzynem w poszukiwaniu wolnego miejsca. W końcu na samym tyle znaleźli wolny przedział i rozłożyli się wygodnie.
- Myślisz, że sobie poradzę? - spytała Emilii, by zająć się czymkolwiek, tylko nie rozmyślaniem o Harrym.
- Ale w czym? - zdziwił się nieco Malfoy.
- No, jako asystentka profesorów.
- Aaa w tym. Po tym jak wkułaś tyle książek podczas tych wakacji, nie zdziwiłbym się gdybyś wiedziała więcej niż nasz kochany profesor. Zwłaszcza jak będzie takim samym kretynem jak Lockhart.
- Błagam, nie! Pierwszego dnia wyrzuciłabym go przez okno!
- Wtedy mogłabyś uczyć nas sama. - Uśmiechnął się podle Draco.
- W sumie, to nie taki zły pomysł.
- Miałbym same wybitne, co nie?
- Chyba w zarabianiu ode mnie szlabanów.
- Nie! Ty znowu o nich! Przecież w tym nie ma nic fajnego!
- W dostawaniu może i nie ma, ale wyobraź sobie, że dajesz szlaban Weasleyowi i każesz mu wymyć podłogę w Wielkiej Sali szczoteczką do zębów.
- Hahaha masz rację! To bym chętnie zobaczył!
Przez następne pół godziny prześcigali się w wymyślaniu coraz to lepszych, niebezpieczniejszych i zupełnie pokręconych szlabanów dla Weasleya. Dusili się ze śmiechu, wyobrażając sobie jak rudzielec pierze bieliznę całemu Hogwartowi, choć Draco przyznał, że nigdy więcej swojej by nie ubrał. Nagle nie wiadomo dlaczego pociągiem zatrzęsło powodując, że Malfoy spadł z siedzenia, co spowodowało jeszcze większy wybuch śmiechu u jego kuzynki. Dopiero powoli zamarzające okno uświadomiło ich, że dzieje się coś poważnego. Emilii wypadła z przedziału kierując się w stronę, gdzie było najgorzej. Blondyn deptał jej po pietach trzymając różdżkę przed sobą i zastanawiając się, co on sam będzie mógł zrobić, skoro nawet Emilii nie wie, co się dzieje. Gdzieś przed nimi rozbłysło nagle niebieskie światło i na korytarzu pojawiła się czarna, zakapturzona postać.
- Na sprane gatki Merlina - jęknęła dziewczyna patrząc się na sunącą w jej stronę kreaturę. - To dementor.
- Dementor? Czyli co? Dasz radę go przepędzić? Zaraz, to może nas zabić?! - Draco zadawał pytania z szybkością, jaka nie przystawała arystokracie, ale żaden karabin by się jej nie powstydził.
Emilii szybko otrząsnęła się z szoku i wyczarowała patronusa wywalając dementora z pociągu, mimo iż w jej głowie zaczęły pojawiać się wizje z przeszłości.
- Nic ci nie jest? - spytał Draco, kiedy wciąż nie ruszyła się z miejsca.
„Co się stało? Czy to był patronus!? W coś ty się znowu wpakowała?!” - Godryk odezwał się po raz pierwszy od poranka wyraźnie zaniepokojony.
„Co ty robiłeś, że nie wiesz, co się stało?!” - wybuchła Emilii -
„Zawsze wiesz o wszystkim a teraz się pytasz!”
„Spałem.”
„Spałeś, jasne… Zaraz, co?!”
„No, bo ci się raczej na nic bym dzisiaj nie przydał, więc po prostu się uśpiłem.”
„Aha, dobra. Ale wspomnij następnym razem zanim znikniesz, żebym się na ciebie niepotrzebnie nie darła…”
„Rozkaz, pani generał!”
„A trzeba było ci nie czytać tych mugolskich kryminałów.”
- Emilii? - Głos Dracona ściągnął dziewczynę na ziemie.
- A tak, jest okej. Chodź, sprawdzimy czego on tam chciał. - Ruszyła szybko do przedziału, z którego został wyrzucony dementor i w drzwiach zderzyła się z Remusem Lupinem.
- Remus?
- Emilii.
- Co ty tu robisz?
- A ty? Przecież skończyłaś szkołę.
- To nieważne - przerwała ten ciąg pytań dziewczyna. - Ty wyczarowałeś patronusa, prawda?
- Tak, ale to nie znaczy, że…
- O matko! Harry i Hermiona mieli z tobą jechać! Nic im nie jest?! - Nie czekając na odpowiedź Emilii przecisnęła się obok mężczyzny, pakując się do przedziału. Zaraz za nią wszedł Draco, a Lupin nieco niepewnie stał nadal w drzwiach.
- Harry? - Dziewczyna opadła na kolana przed bladym chłopakiem, delikatnie łapiąc go za ręce. Ten spojrzał na nią, niemrawo się uśmiechając.
- Nic mi nie jest.
- Wyglądasz jakbyś co najmniej otarł się o śmierć.
- Bo tak było - mruknęła Hermiona. - Remus mówił, że to coś chciało wyssać Harry’emu duszę.
- Dementorzy nie całują nikogo bez zezwolenia ministerstwa! - oburzyła się Emilii. - Remus, wiesz czego on chciał?
- Łapa - mruknął jedynie Lupin. - Dobra, idę w końcu sprawdzić czy więcej coś nas nie zaskoczy. - Zniknął za drzwiami, zostawiają trójkę uczniów z Blackówną.
- Chyba słyszałem rodziców - mruknął Harry po dłuższej chwili. Emilii jęknęła tylko i mocno go do siebie przytuliła, nie zważając czy może, czy nie. Draco zerknął niepewnie na Granger, ale ta wyglądała na równie zdziwioną jak on, więc uznał, że to nic strasznego, jeśli nie wie, o co chodzi.
- Co robi dementor? Czytałam tylko tyle, że jest strażnikiem w Azkabanie, ale nigdzie nie było wzmianki, że robi coś jeszcze. A może nie szukałam za dobrze. - Hermiona spojrzała na jedyną osobę, która mogłaby jej to wytłumaczyć. - Remus mówił, że Harry tak zareagował, ponieważ przeszedł więcej niż jakiekolwiek dziecko.
- I miał rację. Dementorzy przywołują najgorsze wspomnienia, zabierają całe szczęście. Jeśli kogoś pocałują, odbierają mu duszę i z człowieka zostaje rośliną. Ciało może żyć, ale nie umysł i cała reszta. Dlatego pilnują więzienia, by się do nikogo nie zbliżali, chociaż skoro ministerstwo wypuściło je poza mury więzienia, mamy przekichane, tak samo jak Syriusz.
- Syriusz? A co on ma do tego? - zdziwił się Harry.
- To jego szukają.
- Wie o tym?! - przeraził się chłopak.
- Nie, ale mu napiszę - Emilii przetarła twarz dłonią.
- Masz z nim kontakt?
- Jasne. W końcu komuś musi się wyżalić, że znowu przytrząsnęli mu ogon. - Uśmiechnęła się, kiedy towarzystwo lekko się roześmiało.
- Harry mówił, że podobno będziesz asystować profesorom. - Hermiona zręcznie zmieniła temat.
- No jasne. Odkąd dostała tą wiadomość, albo się przygotowuje do lekcji, albo snuje plany na temat rozdawania szlabanów - odpowiedział za kuzynkę Draco.
- Nie ciebie pytałam, ale to dobrze, że Emilii chce się do tego jak najlepiej przygotować. - Brązowowłosa zmierzyła zimnym wzrokiem Ślizgona, ale ten tylko wyszczerzył się do niej. Rzecz jasna nie takiego zachowania spodziewali się po nim Gryfoni i spędzili kilka sekund patrząc się na niego w szoku, co jednak zaraz zmieniło się w podejrzenie.
- Tak właściwie to co ty tu robisz Malfoy? - spytał Harry, odzyskując jako tako siły.
- Integruje się z kuzynką - odpowiedział zadowolony z siebie blondyn. - Choć jeśli każe mi być miłym dla ciebie, to jednak spasuję.
- Nikt ci tego nie każe - mruknął Potter.
- Jasne, że nie, ale wolę się przygotować na każdą możliwość.
- Nie chcę wam przerywać tej pasjonującej rozmowy, ale pora się zbierać - zaczeła Emilii. - Wiecie szaty i te sprawy.
- Chyba będziesz musiał iść odnaleźć swój kufer, co nie?- zwrócił się brunet do swojego największego szkolnego wroga.
- Jasne, czekaj, gdzieś go tu miałem. - Z szatańskim uśmiechem Ślizgon wyjął swój zmniejszony kufer z kieszeni, kładąc go na jednym z siedzeń.
- A tak się cieszyłem - mruknął Harry, starając się nie zwracać uwagi na chichoczącego Malfoya, co jego skromnym zdaniem było trochę niepokojące.
- Yyy, co jest? - Draco raz po raz próbował przywrócić swój kufer do poprzedniej wielkości, ale on jak na złość wcale się nie ruszał.
- Oj Malfoy, Malfoy takiego prostego zaklęcia nie umiesz? - zdziwiła się Hermiona sięgając po swoją różdżkę, chcąc pokazać temu nadętemu chłopakowi, co potrafi, jednak zmarkotniała od razu.
- Nie umiemy zaklęcia? - spytał sarkastycznie Draco.
- Oj, bo się jeszcze pogryziecie - westchnęła Emilii i machnęła w stronę kufra. - Taki jeden buc mnie tego nauczył, ale nawet nie pytajcie, bo i tak was nauczę tego dopiero na lekcji.
„Buc? Jaki znowu buc?”
„Taki jeden, niezwykle wkurzający.”
„Ty mówisz o mnie?”
„Nie. Jak mogłeś o tym nawet pomyśleć?” - Emilii zachichotała w myślach.
„Tylko mnie nazywałaś bucem i wolałbym, żeby tak zostało.”
„Godryk, ty jesteś zazdrosny?
„Nie.”
„Jak nie, jak tak! Haha, ale numer”
„Em, obiecuję, że jak mnie uwolnisz, pierwsze, co zrobię, to zrzucę cię z jakiegoś wysokiego klifu.”
„Masz dziwne zainteresowania. Nie lepiej strzelić we mnie zaklęciem?”
„Wtedy wiadomo by było, że to byłem ja, a tak to nikt się nie domyśli.
„Kretyn” - mruknęła Emilii, jednak cieszyła się z tej ich małej kłótni. Co jak co, ale kłótnie z Gryffindorem, jakie by one nie były, zawsze poprawiały jej humor.
- Gotowi? - spojrzała na uczniów w obowiązkowych szatach. - No to pora w tym roku wprowadzić niezłe zmiany w tej szkole.
- Jakie niby? - zdziwił się Draco. - Ty jako asystentka jakiegokolwiek profesora potrafisz zrujnować uczniom psychikę.
- Nie o tym mówię. - machnęła ręką. - Jak tylko zobaczą, że się lubicie…
- My się wcale nie lubimy! - przerwały jej trzy wzburzone głosy, a ona nie mogła się powstrzymać i wybuchła śmiechem.
No cóż...
Postacie wydają mi się kompletnie niekanoniczne, po prostu nie kupuję Malfoya, który się uśmiecha i lubi kogokolwiek. Powinien bardziej próbować się rządzić, a ty robisz z niego jakieś dziecko, które cały czas chodzi za kuzynką i jest w nią wpatrzony, przynajmniej ja tak to odbieram. Nie pasuje mi też Hermiona, która mówi do nauczyciela "Remus" i to, że Ron zabrania Harry'emu rozmawiać z siostrą.
Sama Emilii też mi przeszkadza. Niby ona wszystko wie, jest taka pewna siebie, zabawna, fajna, wszyscy ją chwalą... Nie mam do niej ani krzty sympatii. Jeszcze się kłóci z samym Godrykiem Gryffindorem, jednym z założycieli Hogwartu, a on nawet nie potrafi się jej odgryźć.
Podsumowując, raczej kiepsko mi się czytało ten rozdział.