Da się polubić Wybraną? A może Wybraniec nie jest zbyt ważny? Czy Hogwart na pewno jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie? Kto może chodzić do szkoły skoro prawnie już ją skończył? I co do tego wszystkiego ma Godryk Gryffindor i wielki złoty Gryf.
Nim oczy Emilii przyzwyczaiły się do ciemności, dziewczyna zdążyła już nieźle zmarznąć. Delikatnie zamknęła drzwi i oparła się o nie. Nie miała pojęcia gdzie jest ani czy to miejsce jest bezpieczne. Panowała tam niczym niezmącona cisza, co napawało Emilii przerażeniem. Być może jak tylko się ruszy coś ją zaatakuje. No dobra, raz kozie śmierć - pomyślała i zrobiła krok do przodu. W tej samej chwili zapłonęła pochodnia po prawej stronie dziewczyny. Black podskoczyła przerażona i patrzyła jak kolejne pochodnie rozświetlają grotę. Nie była ona zbyt duża. Ot taki pokój wspólny Gryffindoru. Jednak najdziwniejsze było to, że miejsce, do którego trafiła Emilii, wyglądało jakby ktoś je zamieszkiwał. Dziewczyna odruchowo sięgnęła do kieszeni po różdżkę, ale zrozumiała, że jedyna rzecz, która dałaby jej ochronę została w Komnacie Tajemnic.
- A niech to - mruknęła. - Trzeba było przeczytać ten rozdział o magii bezróżdżkowej. - Zrobiła jeszcze kilka kroków w głąb komnaty i dopiero wtedy przyjrzała się jej dokładniej. Na ścianach oprócz pochodni wisiało kilkanaście obrazów. Wszystkie przedstawiały jakieś pomieszczenia. Czy to bibliotekę, czy to jakiś salonik. Ale nie było na nich żadnego człowieka. Największy z obrazów znajdował się nad kamiennym ołtarzem, z którego wystawało pięć uchwytów. Zaciekawiona dziewczyna podeszła bliżej i pochyliła się nad podwyższeniem. Wygląda na to, że trzeba coś do nich włożyć – Pomyślała i dotknęła jedną z metalowych rączek. Wtedy po jej ciele przebiegł dziwny dreszcz, który odrzucił Emilii do tyłu. Podniosła się ostrożnie z podłogi nie wiedząc, czemu poczuła silne uczucie nienawiści i bólu emanujące z dotkniętego przez nią uchwytu. Spojrzała na swoją lekko osmaloną dłoń, po czym wytarła ją w szkolny mundurek. Znów rozejrzała się po Sali i wtedy dostrzegła pewien szczegół. Po lewej stronie, gdzie światło docierało najmniej, stał fotel. Dziewczyna sięgnęła po jedną z pochodni i powoli zbliżyła się do mebla. Kiedy ogień rzucił na niego światło, Emilii krzyknęła i upuściła pochodnię. Szybko cofnęła się w głąb komnaty uderzając plecami o ołtarz. Syknęła z bólu i na chwilę zapomniała o tajemniczym fotelu, na którym spał w najlepsze jakiś mężczyzna. Black nie mogła uwierzyć w to, że nie obudził się, kiedy krzyknęła, więc automatycznie spodziewała się podstępu.
- Ej spokojnie, nic ci nie zrobię - usłyszała nagle głos. Gdyby nie fakt, że jej rezerwy strachu były już wyczerpane do zera, pewnie by zemdlała. Spojrzała w stronę śpiącej osoby, zastanawiając się czy to on do niej przemówił. – Nie, nie tam. U góry.
- Ostrzegam cię. Jak… jak coś mi zrobisz, srogo za to zapłacisz! - krzyknęła drżącym głosem przyglądając się po kolei obrazom. W odpowiedzi na swoją groźbę usłyszała tylko śmiech. - Ja nie żartuję. Wszyscy mi mówią, że jestem potężną czarownicą. Mogę cię zmieść w pył jak tylko zechcę! - Emilii starała się, by jej głos brzmiał jak kiedyś. Kiedy był zimny, pozbawiony uczuć i kiedy jego właścicielka gardziła innymi. Tylko w ten sposób mogła pokazać, że się nie boi.
- Gdybyś nie była potężna, na pewno byś tu nie trafiła. Ale nie masz przy sobie różdżki. Wiem też, że bardzo się boisz, bo kto by się nie bał, więc możesz zrzucić tą maskę, bo ja w każdym bądź razie nic ci nie zrobię.
- Już ci wierzę - stwierdziła Emilii odwracając się, by spojrzeć na ostatni obraz. Ten największy. Ale tym razem zamiast puchowego dywanu i kilku kupek książek zobaczyła człowieka. Tego samego mężczyznę, którego widziała śpiącego na fotelu. Tylko jakim cudem on jest teraz tam na ścianie? Czyżbym oszalała? - spytała sama siebie.
- Nie martw się, jesteś całkowicie zdrowa. - Chłopak z obrazu uśmiechnął się do Emilii.
- Skąd wiesz, o czym myślę?
- Jakby ci to powiedzieć? Po prostu czuję twoje emocje. Wiesz, jesteśmy ze sobą połączeni.
- Czyżby? - Black założyła ręce na piersi i spojrzała na obraz tasując go badawczym spojrzeniem swoich złotych oczu. Z doświadczenia wiedziała, że nikt nie potrafi kłamać, kiedy na niego patrzy.
- To na nic. Też mam takie. - Chłopak przybrał taką samą pozę jak Emilii i spojrzał jej w oczy. Dziewczynie udało się, choć z dość dużej odległości dojrzeć kolor oczu chłopaka. Mówił prawdę.
- Ale jak?
- Wiesz, Tiara Przydziału jakby należy do mnie.
- Acha, nie no spoko tylko, że ona ma z jakieś tysiąc lat jak nie więcej. Moment! - Emilii przyjrzała się uważniej chłopakowi i porównała to co widzi, z tym co przeczytała w starych księgach. Podobieństwo było uderzające. - Gryffindor?
- Trudno w to uwierzyć, co? - Dziewczyna tylko pokiwała głową. - Sam się zastanawiam czy śnię, czy naprawdę tu jesteś. Przeczekałem w tym obrazie ładne parę setek lat.
- Acha, fajnie. A ten tam w tym fotelu, to też ty?
- Tak, to moje ciało. Chcesz zerknąć jeszcze raz? Tylko tym razem bez krzyków i próby podpalenia?
- Zaczynam cię nawet lubić. - Emilii spojrzała z uśmiechem na obraz. - Nie martw się, tym razem się powstrzymam. - Dziewczyna podniosła wciąż tlącą się pochodnię, a ta na nowo zaczęła płonąć. Emilii dużo spokojniej podeszła do tego prawdziwego, śpiącego Gryffindora. Chłopak spał z nogą na jednej z poręczy fotela, a na drugiej miał głowę. Nawet przez te starodawne szaty widać było, że jest silnej i wysportowanej postury. Jego włosy były nieco długie, ale nie za bardzo i tak jakby czekoladowe. Black odgarnęła jeden kosmyk z czoła śpiącego i wtedy uświadomiła sobie, że ten czarodziej naprawdę jest mega przystojny i to nie jest tylko wybujała wyobraźnia autorów książek, które czytała.
- Wiem, ładny jestem.
- Spadaj! - warknęła Emilii, robiąc się czerwona. Ale rację musiała mu przyznać. - Powiedz mi, ile ty właściwie masz lat?
- Kiedy Salazar wprowadził mnie w ten stan… to miałem jakieś dwadzieścia cztery? Nie, dwadzieścia pięć. Ej, Emilii wszystko w porządku? - zaniepokoił się Gryffindor, widząc oczy wielkości znicza wpatrzone w siebie.
- Dwadzieścia pięć? Jeden z czterech założycieli Hogwartu był tak młody? Jeden z najpotężniejszych czarodziejów w historii jest ledwie siedem lat ode mnie starszy? (Emilii podchodzi już pod osiemnastkę - przypom. autorki) Jak ci się udało tyle dokonać w tak krótkim czasie? Gryffindor, jak?
- Godryk. Mówmy sobie po imieniu. A to, to nie było zbyt trudne, wszystkiego nauczył mnie Salazar i Helena. Potem sam coś tam kombinowałem i tak jakoś wyszło. A co, to źle?
- Nie, to bardzo dobrze! Znaczy chyba, ale pewnie tak. Ej, zaraz moment! To ty się przyjaźniłeś z Slytherinem? Czy on was czasem nie zdradził czy coś? Podobno nie zgadzaliście się z nim, co do czystości krwi i to on stworzył komnatę, w której tej piekielny bazyliszek omal nie zabił mi brata…
- Ty masz brata?
- Co? Nie, takiego z krwi to nie. Po prostu opiekowałam się Harrym odkąd pamiętam i jest dla mnie jak młodszy braciszek, ale… czemu mi przerwałeś?! O co chodzi ze Slytherinem i tobą, i tym dziwnym ołtarzem?!
- Spokojnie! Przez prawie dwa tysiące lat dużo się zmieniło. Wiem, co piszą o naszej czwórce, każda książka z waszej biblioteki pojawia się u mnie. Prawda jest taka, że Salazar to mój mistrz, a Helena to jego żona. O tym w biografiach nie piszą, co nie? Ten człowiek, o którym tak źle myślisz, nie istnieje. Prawdziwy Salazar Slytherin był z nami do końca. To on odkrył, że w tych czasach pojawi się czarnoksiężnik, ten sam, który został pokonany przez naszą czwórkę.
- Chcesz mi powiedzieć, że kiedy stworzyliście Hogwart, znaczy w tamtych czasach, był ktoś taki jak Voldemort? I kiedy go zabiliście jego dusza sobie gdzieś poczekała i kiedy urodził się Riddle, to wrócił i go opętał?
- Nieźle. Naprawdę jesteś niezwykła, tak jak piszą. Wtedy nazywał się Movolt i poprzysiągł zemstę na Slytherinie. A ta komnata, jak to mówisz, Tajemnic, to została stworzona tylko dla ciebie. Żeby cię tu ściągnąć.
- Muszę usiąść. - Emilii usadowiła się na podłodze, by mieć dobry widok na obraz Godryka, gdzie chłopak nie mając, co robić, też usiadł. Tylko że na dywanie. - Mówisz, że napisano coś o mnie. Możesz mi wytłumaczyć jak ktoś przewidział, że się urodzę? I właściwie to skąd ty wiesz jak mam na imię? Nic ci przecież nie mówiłam.
- No tak. - Twarz Godryka pokryła się rumieńcem, który próbował ukryć grzebiąc wśród książek obok siebie. Po chwili znalazł mały, żółty notatnik. - To dziennik Heleny. Miała naprawdę cudowny dar patrzenia w przyszłość, nie to, co teraz uważa się za jasnowidzenie. A co do twoich kolejnych pytań… przecież jestem jednym z założycieli tej szkoły. Ona się mnie słucha. Wiem wszystko, co się dzieje w tych murach, a ciebie obserwuję już od początku roku. Nie zdziwiło cię to, że mówię tak jak wy? A nie jak średniowieczny magik?
- No tak, ale…
- Poza tym nie muszę ci się spowiadać ze wszystkiego. Miałaś pojawić się siedem lat temu w tej szkole, a tu co? Pojawiasz się, kiedy nadzieja prawie we mnie umarła!
- Przepraszam, ale może to i lepiej.
- Co?
- Dorosłam do tego zadania. Gdybym pojawiła się wcześniej, na pewno bym coś spartaczyła, a tak to jestem gotowa. Musze przeprosić kogoś, że omal go nie zabiłam jak zataił przede mną Hogwart. - Emilii uśmiechnęła się do siebie, a po chwili podniosła zupełnie poważny wzrok na Godryka. - Jestem gotowa, by wypełnić to zadanie, ale bez ciebie sobie nie poradzę. To co? Przestaniesz się gniewać i mi pomożesz?
- Gdyby tylko Salazar cię widział, byłby zachwycony. Jednak nie mam pojęcia, dlaczego mnie wybrali bym pokonał tego waszego czarnoksiężnika. - Emilii uniosła brwi. - A tak, ty nic nie wiesz. Jesteś tutaj, ponieważ ktoś musi przelać mnie tego tu… - chłopak wskazał na siebie - w tamto śpiące coś.
- Czyli mam cię wykopać z tego obrazu z powrotem do ciała?
- Prawie. Widzisz te uchwyty na ołtarzu? Musisz znaleźć cztery artefakty należące do Wielkich Założycieli, przynieść je tu i wsadzić w te rączki.
- Jak mniemam, coś jest większe i zajmie dwie?
- Tak, tak. To mój miecz.
- O matko! - Emilii poderwała się z podłogi i zaczęła nerwowo chodzić w kółko. - Widziałam gdzieś miecz, tylko nie mogę sobie przypomnieć gdzie! O rany!
- Wiesz, że słodko wyglądasz jak się tak złościsz?
- Godryk? - Dziewczyna stanęła jak wryta, po czym spojrzała na chłopaka. - Ty myślisz, że zostałeś wybrany tylko do zniszczenia Voldemorta? Do niczego innego?
- Tylko do tego. Helena mówiła, że to najlepszy wybór, że jestem z nich wszystkich najmłodszy i mam talent, i w ogóle. Raz się wygadała, że cała misja legnie w gruzach, jeśli moje uczucia nadal będą się mieścić w łyżeczce do herbaty… a co?
- Nie, nic. Tak tylko pytam. - On nie ma pojęcia, że ja mam tu do odegrania jeszcze jedną rolę. Ale ja nie umiem się w nim zakochać! Z tego nic nie będzie! - myślała Emilii, wpatrując się w ołtarz. Przypomniała sobie przyjaciół i Harry’ego… moment, tylko Harry’ego. Przecież ona nie ma przyjaciół. I wtedy…
- Wiem, gdzie widziałam ten miecz! Harry miał go przy sobie, jak pokonał bazyliszka! No tak, wystarczy go wziąć i mamy pierwszy artefakt!
- To dobrze. Ale żeby się tu dostać, musisz znaleźć coś jeszcze. - Uśmiech Emilii przygasł, kiedy podniosła oczy na Godryka. Chłopak wyjął zza koszuli medalion. - Musisz znaleźć coś takiego. Wiem, że on na pewno jest tu w Hogwarcie, ale nie w Pokoju Życzeń. Codziennie o siódmej wieczorem będę trzymał go w dłoni przez pięć minut. Jak znajdziesz medalion to złap go mocno o tej godzinie i pomyśl o mnie. Wtedy ci pomogę, dobrze?
- Nie martw się, będę pamiętać. - Emilii ziewnęła szeroko. - Nie wiesz czasem, która godzina jest tam u góry?
- Dochodzi północ, i co z tego?
- Wiesz, nie wiem jak ty, ale ja muszę się przespać.
- A no tak. Zapomniałem, że ty potrzebujesz więcej snu ode mnie. - Chłopak uśmiechnął się czule do Emilii. - Wiesz, jak naciśniesz takiego małego gryfka na ołtarzu to te uchwyty się schowają i będziesz miała trochę miejsca do spania.
- A nie mogę po prostu cię zrzucić z tego fotela?- Emilii pochyliła się nad boczną ścianą ołtarza w poszukiwaniu guzika.
- Masz poczucie humoru. Jak mnie dźwigniesz, to czemu nie? - W tym momencie dziewczyna znalazła przycisk i na ołtarzu pojawiła się zwykła kamienna płyta.
- No trudno, jakoś sobie poradzę. - Emilii zdjęła swoją czarną szatę, po czym przykryła się nią szczelnie, próbując znaleźć odpowiednią pozycję do spędzenia nocy. - Dobranoc.
- Dobranoc - odpowiedział cicho Godryk, ale Emilii już spała.
Kawał niezłego tekstu. To jest właśnie to, o co mi chodzi. Jest dialog wtedy, kiedy powinien być, przerywany ciekawymi zdaniami. Jest też ciekawy opis, który ułatwia nam wyobrażenie sobie miejsca, w którym jest bohaterka, sytuacji oraz jej uczuć i nastawienia. Oczywiście było kilka błędów, nawet trochę poważnych, ale całościowo tak właśnie mniej więcej powinien wyglądać fan fick! Pomyślałaś nawet o wytłumaczeniu "nowoczesnego" języka Godryka, wielkie łał za pomyślenie o tym!
Boję się, że trochę przekombinujesz, ale na razie podoba mi się Twoja wizja założycieli. Jedynie przeszkadza mi to, że wielki Godryk Gryffindor jest już z miejsca zakochany w Emilii. To było oczywiste i nieco mnie denerwuje ten wątek. Poza tym Godryk był rudy, na pewno nie czarny. Rowling opisywała Salazara i Godryka za pomocą symbolii, gdzie skoro Slytherin był czarnym charakterem, miał ciemne włosy i bródkę. Godryk wyglądał odważnie, niczym Ryszard Waleczne Serce i był rudy jak Weasleyowie. Jeszcze dałoby się przełknąć go jako blondyna, ale z pewnością w życiu nie mógłby być czarny, bo to się po prostu ostro gryzie z książką. ;D Drugim minusem jest niepoprawny zapis dialogów! Wszystkie dialogi były zapisane błędnie. Zapamiętaj tez, że pisze się końcowi, nie
kącowi. Musisz też wiedzieć, że nie przed każdym "co" powinien znajdować się przecinek, ale to kwestia zasad i wyczucia.Sam dialog natomiast był zabawny, mimo wielu powtórzeń. Godryk trochę zachowywał się jak 13latek, nad tym też musisz popracować, ale ogólnie w ładny sposób poprzez rozmowę wyjaśniłaś nam część historii tego opowiadania.
Ogólnie jestem zachwycona i oby tak dalej!