Da się polubić Wybraną? A może Wybraniec nie jest zbyt ważny? Czy Hogwart na pewno jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie? Kto może chodzić do szkoły skoro prawnie już ją skończył? I co do tego wszystkiego ma Godryk Gryffindor i wielki złoty Gryf.
Ból.
Wszędzie tylko on. Taki mocny, tak go dużo. Emilii nie wiedziała, co się dzieje. Czuła się jakby właśnie została wrzucona do wrzącej lawy. Miała wrażenie, że całe jej ciało płonie. Jęknęła głośno i spróbowała otworzyć oczy. Ciemność, tylko ciemność. Dziewczyna przeraziła się, że być może oślepła. I nagle dotarło do niej, że nie ma siły podnieść powiek. Właściwie to nie mogła poruszyć żadną częścią ciała. Ból, ciemność i strach. Tak, Emilii czuła strach. To uczucie było gorsze niż jakakolwiek klątwa. Tak przynajmniej myślała Emilii. Do momentu, kiedy poczuła piekący ból gdzieś w okolicy prawego boku. To przelało czarę jej wytrzymałości. Wrzasnęła przeraźliwie, nie wiedząc czy naprawdę, czy to tylko wymysł jej umysłu. Skoro nie mogła się ruszać, krzyczeć pewnie też nie dała rady. Poczuła jak coś łapie ją za ramiona i mocno trzyma. Po chwili ból znów się pojawił. „Nie to niemożliwe! Oni nie mogli mnie złapać!”, zawyła w myślach, znów próbując się poruszyć. Tak! Z każdą sekundą jej ciało reagowało bardziej. Mimo że każdy ruch doprowadzał ją do obłędu, próbowała się wyrwać przeciwnikowi. Spróbowała uchylić powieki i tak, udało się jej, ale obraz wciąż był niewyraźny, rozmazany. Nad nią kręciło się kilka osób, ktoś ją trzymał, ale, jak zdołała dojrzeć, nikt nie miał czarnej peleryny. Może się jej udało i trafiła do Weasleyów? A może nie? Znów krzyknęła, ale tym razem ktoś jej odpowiedział:
- Remus, na miłość boską, trzeba by ją najpierw znieczulić!
- Nie jestem lekarzem! Jej potrzebny jest Mung, a nie ja!
- Nie możemy jej wysłać! Od razu ją stąd zabiorą i narażą na niebezpieczeństwo. Ktoś nam Emilii torturował i ja tak tego nie zostawię!- wrzasnęła pani Weasley.
- Śmierciożercy…. - Cichy jęk przerwał kłótnię czarodziejów i zmusił do spojrzenia na dziewczynę. Emilii wciąż nie widziała za dobrze i miotała głową na wszystkie strony. Charlie, bo to on trzymał dziewczynę, odsunął się delikatnie, tak by mogła wszystkich widzieć. - Szukali mnie, chcą mojego ojca. Remus, o co im chodzi, przecież on nie żyje. - Emilii nie mogła dojrzeć blednącej twarzy Lupina. Jednak inni tak.
- Remus, co się dzieje?
- Musimy zająć się tą raną. - Mężczyzna wymigał się od odpowiedzi, pochylając się nad dziewczyną. - Charlie, trzymaj ją mocno.
- Co się dzieje? - spytała dziewczyna, ale zaraz zawyła głośno. Lupin mamrotał coś nad nią, a dziewczyna krzyczała głośno ze swojej bezradności, bólu, całego strachu, jaki ją dosięgnął.
- Nie dam rady! - wrzasnął wściekły Lupin. Spojrzał na dziewczynę, której rana wciąż krwawiła. - Potrzebujemy specjalisty, kogoś, kto się na tym zna…
- Może wezwijmy Dumbledore’a? Przecież on wie wszystko, z tym też sobie poradzi. - Zgromadzeni w kuchni spojrzeli zaskoczeni na Harry’ego. Chłopak stał w drzwiach i przerażony patrzył na Emilii.
- Harry, co ty tu robisz? - spytała zszokowana pani Weasley. Chłopak nie powinien tu być, nie teraz, kiedy Emilii jest w takim stanie.
- Stoję - bąknął chłopak, wciąż wpatrując się w siostrę.
- To nie jest taki zły pomysł. - Remus spojrzał na Artura, a ten tylko kiwnął głową i znikł w salonie. - Molly, zabierz stąd Harry’ego - dodał, widząc, że chłopak ledwie stoi na nogach. Kiedy został w kuchni tylko z Charliem i nieprzytomną, jego zdaniem dziewczyną, opadł bezsilnie na krzesło i schował twarz w dłoniach.
- Godryk! - Z gardła dziewczyny wydobył się jęk. Obaj czarodzieje spojrzeli na siebie, a w powietrzu zawisło nieme pytanie: Jaki znowu Godryk? Jednak niedane było im się o tym dowiedzieć, bo w salonie rozległy się podniesione głosy i po chwili w kuchni stał sam dyrektor Hogwartu.
- Co się dzieje? - spytał, widząc ledwie żywą dziewczynę.
- Nie umiem tego zahamować. - wykrztusił Lupin, patrząc jak Dumbledore pochyla się nad dziewczyną.
- Jest źle, bardzo źle. - mruknął Albus.
***
Emilii czuła, że dryfuje. Uniosła głowę i ze zdziwieniem odkryła, że jej ciało unosi się w powietrzu. Dookoła niej unosiła się niebieskawa poświata, utrudniając widok na to, co jest dalej. Dziewczyna usiadła z niemałym trudem, w końcu lata i to jeszcze nie wiadomo gdzie. Z krzykiem podciągnęła podkoszulek, ale na jej boku nic nie było. Po jej gładkiej skórze nie można było się domyślić, że kiedyś miała tam ranę. Odetchnęła głęboko, zastanawiając się, co tutaj robi.
- Co ja tu robię? - spytała sama siebie, próbując dosięgnąć niebieskiego światła. Jednak okazało się był za daleko. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami i machinalnie podrapała się po szyi, ręką zawadzając o łańcuszek. Trochę zdziwiona zdjęła medalion i spojrzała na niego badawczo. - Godryk! - krzyknęła zdziwiona i wtedy wydarzyły się dwie rzeczy. Emilii przypomniała sobie wszystko, zaczynając od śmierci matki a kończąc na próbie dotarcia do Weasleyów. Po drugie, kilka metrów przed nią rozbłysło złote światło i pojawił się jakiś mężczyzna. Dziewczyna siedziała, patrząc na, Gryffindora, który wyglądał na równie zszokowanego jak ona.
- Emilii? Co ty do diabła tu robisz? - spytał zdziwiony.
- No ja tak właściwie to nie wiem. Nawet nie mam pojęcia gdzie jestem.
- Emilii, jesteś… jakby to powiedzieć? No jesteś w świecie umarłych.
- Co?! Umarłam?! - Dziewczyna próbowała wstać, ale widocznie w tamtym dziwnym świecie panują inne zasady, bo nie zdążyła do końca się podnieść, kiedy jakaś siła pociągnęła ją w dół i Black zawisła do góry nogami. - Co jest?! - krzyknęła, szamocąc się.
- Ej ostrożnie! - zawołał Godryk i delikatnie odwrócił dziewczynę. - Wygląda na to, że jeszcze żyjesz.
- Żyję? To w końcu jak? Żyję, czy jednak już nie?
- Wiesz, tutaj w świecie duchów grawitacja działa jakby inaczej. Duchy rzecz jasna nie są poddawane jej działaniu, po prostu unoszą się jak się im podoba.
- Tak jak ty? - Emilii balansowała w powietrzu, próbując utrzymać równowagę.
- Nie. Ja już się do tego przyzwyczaiłem. Siedzę tu już trochę, ale na początku to prawie ciągle wisiałem głową w dół. - Chłopak uśmiechnął się na to wspomnienie. - My, czyli jeszcze nie do końca martwi mamy większy problem. Zero grawitacji i po prostu nam się miesza, gdzie jest lewa, prawa i w końcu lądujemy w jakiejś dziwnej pozycji.
- To co się ze mną dzieje?
- Jesteś tutaj jakby duszą. Tak jak ja w tym obrazie. Możesz sobie wyobrazić otaczający cię obszar, cały świat. To jest nawet proste, potrzeba tylko trochę skupienia. Ale żeby ktoś zobaczył cię tam na dole wśród żywych potrzeba lat treningów i takich tam. Co ci będę dużo mówił, przecież długo tu nie posiedzisz. No, ale, prawda jest taka, że trafiają tutaj tylko parszywe przypadki, najgorsze, najtragiczniejsze, na skraju śmierci, takie, co albo umierają albo wracają do życia już mocno zmienione. Ej, co ci jest? - Emilii zbladła, słuchając wywodu Gryffindora. Pewnie gdyby tylko mogła, zwróciłaby poranne śniadanie. No, ale przecież przy potężnym magu to nie wypada.
- Czyli umieram? Niewiele mi brakuje, żeby już się więcej nie obudzić, prawda?
- Tak do końca to ja nie wiem, co ci się stało. Miałaś tylko znaleźć ten medalion i się do mnie odezwać!
- Znalazłam i to od razu. No prawie. Ale jest obciążony jakąś klątwą, jak o tobie myślę to mnie parzy! Nie przerywaj mi! - warknęła dziewczyna, kiedy Godryk już otwierał usta. - Mówiłeś, że nic mi się nie stanie! A odkąd trafiłam do ciebie, mam same wypadki! Najpierw zniknął Syriusz, bo jest ścigany i chcą zabrać Harry’ego. Potem zaatakowali mnie śmierciożercy, szukając mojego ojca, chociaż on nie żyje już od dawna. A teraz leżę gdzieś i umieram! I to miało być łatwe zadanie?!
- Dobra, wygrałaś! Aby mnie obudzić, trzeba się naprawdę poświęcić! Zadowolona?! Co do medalionu, nie wiem skąd ta klątwa, ale pomogę ci się jej pozbyć! Ale co do twojego wuja, Harry’ego, śmierciożerców i domniemanie martwego ojca, to bardzo mi przykro, ale nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi! - wrzasnął Gryffindor. Wokół niego powietrze przybrało złotą barwę i zrobiło się strasznie gorąco. Emilii stała przerażona, widząc tak wściekłego Gryffindora. Nie po raz pierwszy poczuła, ze zrobiła z siebie kompletną idiotkę. Przecież to Godryk Gryffindor, który może zmieść ją z powierzchni ziemi jednym ruchem. Dziewczyna przeraziła się do tego stopnia, że nieświadomie cofnęła się do tyłu tracąc równowagę. W jednej sekundzie znalazła się znów w swoim ciele. Otworzyła oczy, szukając wzrokiem Gryffindora, ale napotkała tylko wzrok Pani Weasley.
- Emilii? - spytała kobieta. Dziewczyna chciała coś odpowiedzieć, ale głowa znów opadła jej na bok.
- Emilii! - usłyszała krzyk Godryka, kiedy znów znalazła się w innym świecie. Pochylona, prawie na kolanach spazmatycznie łapała oddech. - Przepraszam, nie powinienem tak na ciebie wrzeszczeć.
- To moja wina. Niepotrzebnie cię denerwowałam. - wyszeptała dziewczyna próbując się podnieść. Gryffindor złapał ją za łokieć i delikatnie podniósł.
- Dużo przeszłaś, nie musiałem cię naciskać. Ale teraz, jak znikłaś… wróciłaś do swojego ciała czy widziałaś ciemność?
- Wróciłam…
- O to dobrze! - przerwał jej Godryk - Nie umierasz, więc za jakiś czas na pewno wrócisz na ziemię.
- Powiedz mi, skąd się tu wziąłeś? - spytała podejrzliwie Emilii. - Nie przypominam sobie bym cię wzywała.
- No fakt, sam tego nie wiem. - Godryk zastanawiał się przez chwilę, aż jego wzrok spoczął na medalionie, który wciąż spoczywał w ręce dziewczyny. Wskazał na niego i uśmiechając się powiedział: - Najwidoczniej mnie wyczuł i sam mnie tu sprowadził.
- Dasz radę go odczarować? - spytała Emilii, wyciągają medalion przed siebie. Kiedy go puściła naszyjnik, zaczął unosić się swobodnie pomiędzy dwójką czarodziejów.
- Zawsze można spróbować.- Chłopak próbował złapać medalion, ale ten jakby wysunął się spod jego ręki. Godryk zmarszczył brwi i znów wyciągną dłoń, ale naszyjnik znów znalazł się poza jego zasięgiem. Kiedy czarodziej schował dłoń, naszyjnik wrócił na swoje miejsce. - Dziwne. - stwierdził i znów sięgnął po artefakt. Jednak ten znów się oddalił, a Godryk za bardzo wychylił do przodu i wykonał salto. Emilii widząc to, zaczęła się śmiać. Kiedy Gryffindor spojrzał na nią spode łba, przez krótką chwilę usiłowała zachować powagę, lecz po chwili znów zaczęła chichotać. - Dobra, złap go sama, jeśli potrafisz.
- Patrz i się ucz. - Emilii wyciągnęła dłoń, a naszyjnik sam do niej wpadł. Godryk aż otworzył usta ze zdziwienia, ale opamiętał się, kiedy dziewczyna zacisnęła rękę na łańcuszku. Sam ujął medalion, ale oprócz tego, że próbował mu się wyrwać, nic się nie wydarzyło.
- Weź pomyśl o mnie - zasugerował, a Emilii przymknęła oczy. Przez chwilę nic się nie działo, aż nagle wokół medalionu rozbłysła złota poświata. Godryk zastanawiał się przez chwilę i w końcu wymówił zaklęcie w mowie, której Black w życiu nie słyszała. Blask nasilił się i dziewczyna poczuła jak pali jej dłoń, ale za wszelką cenę starała się nie wypuszczać go z uścisku. Gdzieś z daleka usłyszała własny krzyk i znów zapadła w ciemność.
***
- Matko, ale boli mnie głowa - wyjęczała Emilii, otwierając oczy. Wpatrywała się w niski sufit z kilkoma plakatami smoków. Obróciła głowę, badając pokój i odetchnęła z ulgą. Weasley, to na pewno pokój Weasleya. Uniosła dłoń, by odgarnąć kołdrę z twarzy i przelotnie spojrzała na swoją rękę. Całą dłoń pokrywały paskudne pęcherze z jakimś płynem. Dziewczyna przełknęła ślinę, zastanawiając się, czy to, co przeżyła, to jednak była prawda. Trochę przestraszona zabrała się za szukanie medalionu. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że leży na stoliku obok. Sięgnęła po niego i natychmiast jej ciało przeszyła fala bólu. Klnąc pod nosem, delikatnie przesunęła się na koniec łóżka i znów wyciągnęła rękę. Naszyjnik zdawał się być cięższy niż wcześniej, dlatego Emilii postanowiła mu się dokładnie przyjrzeć. Prawie natychmiast zauważyła, że medalion się otwiera. Chcąc, nie chcąc, uchyliła go.
- No cześć. - Emilii upuściła medalion na pościel, wpatrując się w zdjęcie, które w nim było. Na dodatek ruchome.
- Godryk? - spytała zdziwiona, podnosząc naszyjnik.
- Nie spodziewałaś się mnie tu, co? No ja tez nie, ale muszę powiedzieć, że się nam udało. Klątwa zdjęta, ty wróciłaś do żywych. Chociaż szkoda, że musiałem tam siedzieć przez tydzień.
- Tydzień? Byłam nieprzytomna przez tydzień?
- Coś koło tego. Dlaczego nie powiedziałaś mi, że jesteś ranna? Dowiedziałem się wszystkiego podsłuchując tych wszystkich, co cię tu odwiedzali, a przyznam, nie było to zbyt fajne. - Godryk wciąż prowadził swój monolog, kiedy Emilii odrzuciła kołdrę. - Ej a ty, dokąd?
- Muszę znaleźć Harry’ego - jęknęła dziewczyna, podnosząc się z łóżka. Prawie natychmiast przechyliła się do przodu, ale jakaś niewidzialna siła przytrzymała ją w pionie. - Dzięki Godryk, ale teraz bądź grzeczny i siedź cicho. - Dziewczyna zamknęła medalion i przewiesiła go sobie przez głowę. Na szczęście wciąż czuła pomoc maga, a że była tylko w jakiejś koszuli ostrożnie sięgnęła po swój plecak leżący przy łóżku. Szukała w nim przez chwilę i zadowolona wyjęła skarpetki. Sięgnęła jeszcze po swoją pelerynę i dopiero wtedy zdecydowała się na opuszczenie pokoju. Z pomocą Gryffindora zeszła po schodach, słysząc jak czarodziej narzeka na tutejsze konstrukcje. Obudziła się w samą porę, bo akurat na obiad. Wszyscy siedzieli przy stole i nawet nie zauważyli jak oparła się o framugę.
- Tato, możemy iść na wzgórze? Chcemy trochę pograć? - słysząc głos Rona, dziewczyna mimowolnie się uśmiechnęła.
- Jeśli tylko będziecie ostrożni… - zgodził się pan Weasley.
- Pewnie, że będziemy! - wykrzyknął Fred. Tak to chyba był on. - W końcu muszę pokonać Harry’ego w łapaniu jabłek.
- To się nie uda - odparł zrezygnowany Potter. - Nie mam miotły.
- Tak się akurat składa - Emilii zdecydowała się wreszcie odezwać - że wzięłam ci miotłę.
- Emilii! - krzyknął Harry i rzucił się w jej stronę biegiem. Jednak kilkanaście centymetrów przed dziewczyną coś go zatrzymało. Zdziwiony cofnął się o krok patrząc na Emilii.
- Przykro mi Harry, ale mógłbyś mi coś zrobić w… no wiesz. - Black wykonała nieokreślony ruch w stronę swojego prawego boku, a na twarzy Harry’ego pojawiło się zrozumienie i jakby ulga. „Dzięki Godryk”, pomyślała Emilii, uśmiechając się duchu. „Do usług”, odpowiedział czarodziej, wprowadzając dziewczynę w osłupienie.
Ogólnie mi się podoba, ale... no właśnie "ale". Nadal nie wiadomo o co chodzi. Nadal brak odzewu ze strony Syriusza, co jest dziwne, patrząc na to, że Emilli omal nie umarła. Właśnie, ona prawie umarła, Dumbledore mówi, że jest bardzo źle, a gdy dziewczyna schodzi na obiad, nikogo to nie dziwi? Jedynie Harry próbował do niej podbiec. Druga sprawa, jak mogą w takiej sytuacji myśleć o quidditchu, a pan Weasley zgodzić się, żeby poszli pograć? Co prawda pod warunkiem, że będą ostrożni, ale to jednak tylko dzieci. Śmierciożercy czy czarodzieje z ministerstwa z pewnością daliby im radę. Jak dla mnie to skrajna nieodpowiedzialność. I pani Weasley, zawsze nadopiekuńcza, nic na to ne powiedziała?
Nie powinno być przecinka po "na".
Zamiast drugiego pytajnika powinna być kropka, a "słysząc" z dużej.