Da się polubić Wybraną? A może Wybraniec nie jest zbyt ważny? Czy Hogwart na pewno jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie? Kto może chodzić do szkoły skoro prawnie już ją skończył? I co do tego wszystkiego ma Godryk Gryffindor i wielki złoty Gryf.
Emilii założyła szatę i po raz ostatni spojrzała na portret Godryka Gryffindora.
- Wiesz, co masz robić? - spytał tamten, a dziewczyna pokiwała głową. - No to pozostaje tylko życzyć ci powodzenia.
- Dzięki, że we mnie wierzysz. Przyda mi się to teraz. - Black uśmiechnęła się lekko. Zamknęła za sobą drzwi i ruszyła przed siebie. Dopiero kiedy znalazła się daleko od komnaty, osunęła się po wilgotnej ścianie. Łzy same popłynęły jej z oczu. W co ja się wpakowałam? - szeptała cicho. - Przecież ja zaraz oszaleję! Pomóc Gryffindorowi wrócić do żywych? Porąbało już wszystkich. Emilii gwałtownie odchyliła głowę do tyłu, uderzając w kamienie. Syknęła cicho z bólu i dotknęła ręką włosów. Znów poczuła krew. Muszę nieźle wyglądać. Jak mnie zobaczą u góry to będzie draka. - Zachichotała. Nagle przed oczami stanął jej obraz Harry'ego. Nie może go zawieść. Dziewczyna podniosła się na nogi i ruszyła nierówną drogą. Zdaniem Godryka korytarz miał się ciągnąc do jakiś półek skalnych niedaleko jeziora. Po nich powinna dostać się do zamku. Łatwo takiemu mówić! Siedzi sobie w tych obrazach i od dwóch tysięcy lat nie widział świata! - wybuchła Emilii, widząc po czym ma się wspiąć. Przecież jak spadnie, to śmierć na miejscu! Ale dziewczyna nie należała do tych, co łatwo się poddają. Kilka godzin zajęła jej wspinaczka po urwisku, ale w końcu dotarła na szczyt. Nigdy więcej tego nie zrobi, obiecała sobie. Opadła bez sił na mokrą od rosy trawę i spojrzała na swoje ręce. Były zdarte do krwi przez ostre odłamki skalne. Słońce chyliło się ku zachodowi i Emilii zastanawiała się, czemu powrót zajął jej cały dzień. Może dłużej sobie pospałam? A ten Gryffindor mnie nie obudził? - zastanawiała się w drodze do zamku.- Dziwny z niego człowiek. Sam nie wie, czego chce i podobno wszystko o mnie wie! Kurcze. Niech no tylko się obudzi, to go chyba zabiję! Jeśli zna wszystkie moje sekrety to po mnie! Nie, przecież nie ma komu powiedzieć. A jeśli posłuży się Hogwartem i w łazience na lustrze napisze coś o mnie? Na Merlina, już nie żyję!
Emilii przeszła przez drzwi wejściowe, które dziwnym trafem były otwarte i skierowała się do Wielkiej Sali. Hmm, uczniowie odświętnie ubrani w tych swoich czarnych czapkach. Dziwne czarne sztandary rozwieszone w całej Sali. Czyżby kogoś żegnali? - zastanawiała się, rozglądając ciekawie zza uchylonych drzwi. W końcu pchnęła je mocno i weszła do środka. Uczniowie momentalnie zamilkli i patrzyli na nią tak jakoś dziwnie. Ze strachem, a jednocześnie z podziwem.
- Emilii! - To Harry podniósł się od stołu Gryffindoru i już biegł w jej stronę. Dziewczyna zrobiła zbolałą minę, wiedząc, co teraz nastąpi. Po chwili znalazła się w uścisku Pottera. Chłopak tulił ją mocno, nie zważając na groźby siostry o szlabanie na całe wakacje i tym, że łamie jej żebra. Kiedy ją puścił, Emilii dostrzegła, że oczy Harry’ego są mocno podkrążone i czerwone od płaczu. Miała tylko nadzieję, że to nie po niej tak rozpaczał.
- Gdzie ty tyle byłaś? Przez cały tydzień nie dawałaś znaków życia! Wszyscy już uwierzyli, że to Tom cię zabił. Nie chcieli mi wierzyć, że ta ściana cię wciągnęła! Co ty tam robiłaś?!
- Harry, może zaczekasz z pytaniami aż Emilii wróci do zdrowia? - Obok pojawił się Dumbledore. - Powinna się od razu udać do Skrzydła Szpitalnego i poddać badaniom, nie sądzisz?
- Tak, panie profesorze. - Harry jakby dopiero teraz dostrzegł zmęczenie, krew (w sumie to dużo krwi) i brud na twarzy Emilii. Spojrzał na nią przepraszająco i razem z prefektem naczelnym zaprowadził siostrę do pielęgniarki.
***
- Panno Black, to jak było naprawdę w tej komnacie?
- Już panu mówiłam. Tak samo jak każdej innej osobie, która mnie odwiedziła. Zanim zaklęcie Toma we mnie uderzyło, zostałam wciągnięta przez ścianę i znalazłam się w jakimś korytarzu. Potem błąkałam się nim dopóki nie znalazłam się pod jakimiś skałami. Udało mi się wspiąć po nich i znalazłam się po drugiej stronie zamku obok urwiska.
- I myślisz, że ja ci w to uwierzę?
- A czemu nie profesorze?
- I przez tydzień błąkałaś się po tym tunelu?
- Mogłabym przysiąść, że spędziłam tam tylko dwa dni. A przynajmniej tak mi się wydawało. Profesorze Dumbledore, proszę mi wierzyć. - Dyrektor westchnął ciężko i poprawił się w fotelu. Siedział za swoim biurkiem i wpatrywał się w Emilii. Ta dziewczyna ukrywała coś przed nim, ale nie mógł odgadnąć, co takiego. - Profesorze, ja naprawdę nie ukryłabym czegoś, co mogłoby zaszkodzić szkole i uczniom. Po prostu Hogwart przebudził się na chwilkę i mi pomógł. Tylko tyle.
- No dobrze, nie wnikajmy już w to. Został jeszcze tydzień szkoły, więc wykorzystaj go jakoś pożytecznie. - Dyrektor odprawił Emilii niedbałym ruchem ręki, a sam pogrążył się w myślach.
Dziewczyna spojrzała na chimerę strzegącą schodów i po raz setny przestraszyła się, że jednak źle robi, nie mówiąc prawdy Dumbledorowi. To nie było niewinne kłamstewko, które wciska się nauczycielowi za brak zadania domowego, tylko poważna tajemnica mogąca zniszczyć to i owo, a nawet dużo więcej. Black spojrzała na swoje już wyleczone ręce i machinalnie potarła nos. On też został wyleczony jak i reszta otarć Emilii. Pora znaleźć ten pieprzony medalion! - warknęła w myślach. Sama nie wiedział, czemu podchodzi do tego zadania z taką niechęcią. Czyżby się bała albo, co gorsza, nie nadawała do tego? Pokręciła głową i ruszyła w stronę pokoju życzeń. Jeśli tam go nie znajdzie, to chyba po niej. Stojąc pod ścianą pomyślała o tym, co zaginęło, o czymś, co ktoś chciał ukryć. Otworzyła oczy i zaklęła na ścianę. Drzwi nie było. Trudno, przyjdzie tu jutro. Może wtedy się uda?
Wędrując po Hogwarcie, Emilii zastanawiała się nad swoim życiem. Czy naprawdę musiała być taka wredna dla Syriusza? Nie mogła mu tak po prostu wybaczyć? Ten człowiek starał się tylko chronić ją i Harry’ego. Nie zawinił niczym, a ona traktuje go jak śmiecia. Nic nie wartego, na dodatek. Dziewczyna weszła do sowiarni i przycupnęła na jednym z okien. Przypomniała sobie te święta, kiedy jeszcze była mała. Może i nie dostawała takich prezentów jak Harry, ale zawsze miała to, o czym marzyła. Syriusz potrafił ją przejrzeć. Wiedział, że nie znosi lalek, kucyków i chodzenia w sukienkach. Nigdy też tego nie dostała. No tak, nauczył ją latać na miotle, pokazał dużo więcej zwodów niż Harry’emu, nauczył grać na każdej pozycji. Harry uczył się tylko na ścigającego. I wtedy, kiedy uczyła się zaklęć. Nikt jej nigdy nie przerywał. Syriusz zawsze brał Harry’ego na spacer albo do Remusa. Zawsze miała spokój. Emilii zaszlochała. Ten człowiek kocha ją i Pottera tak samo. Nigdy się nie skarżył na jej zachowanie, no może czasem się podroczył, ale nie karał jej za nic. Ufał jej i powierzył opiekę nad Harrym. Teraz i w dzieciństwie. Zaufał jej!
- Merlinie, co ja dobrego zrobiłam?! - Emilii płakała. Użalała się nad sobą. Za to, że była taka uparta, oziębła, niedostępna i wredna. A przecież Syriusz stracił więcej niż ona. Nie mogła go winić za to, że się załamał. A jednak to zrobiła. A teraz ona przechodzi rozłam. Nie pomogła nigdy wujowi i teraz sama będzie musiała się zmierzyć ze swoim koszmarem. Dziewczyna spojrzała na las. Wierzchołki drzew leciutko uginały się pod wiatrem, na błoniach uczniowie radośnie przeżywali ostatnie dni szkoły. Emilii wstała i spojrzała gdzieś po horyzont. Jak tylko wróci do domu, zrobi to. Przeprosi wuja za te wszystkie lata, kiedy to była taka podła. Oby tylko jej przebaczył. Ma dość takiego życia. Wszystko sobie wytłumaczą i zaczną życie od nowa. Teraz będzie tylko lepiej.
Gdzieś nad głową usłyszała klaskanie skrzydeł. Podniosła głowę i uśmiechnęła się do dużej uszatki błotnej. Wystawiła rękę, a sowa wylądowała na jej ramieniu. Emilii pokręciła głową, ta sowa gdzie indziej nie usiądzie.
- Cześć Apollo, udane dzisiaj łowy były? - W odpowiedzi dziewczyna usłyszała tylko pohukiwanie. Uśmiechnęła się do puchacza i pogładziła go po łepku. - Nie ma sensu cie pytać, czy nie widziałeś może jakiegoś medalionu w pobliżu, co? - Ku zdziwieniu Black, sowa wzbiła się w powietrze i poleciała nad jedną z grzęd. Tam spokojnie zaczęła kreślić kółka. Dziewczyna stanęła obok i spojrzała na swojego ptaka. Chyba do końca zbzikował. - pomyślała i dalej wpatrywała się w puchacza. Nagle dostrzegła kawałeczek jakiegoś łańcucha zawisający z sufitu. Emilii złapała najbliższą żerdź i delikatnie nią potrzęsła. Mimo iż wydawała się być solidna, dziewczyna rzuciła zaklęcie wzmacniające na całą grzędę i dopiero wtedy zaczęła wspinaczkę. Na szczęście cała konstrukcja sięgała pod sam dach, Black z łatwością dosięgła łańcuch i pociągnęła. W suficie otworzyła się klapa. Emilii, na nic nie czekając, złapała się za brzeg wejścia i podciągnęła. Znalazła się w niewielkim pomieszczeniu pełnym zakurzonych kufrów i szaf. Z kieszeni wyjęła swoją różdżkę, którą Harry zabrał z Komnaty Tajemnic.
- Lumos - szepnęła dziewczyna i skierowała się w stronę pierwszej walizki. Otworzyła ją i wydała jęk zawodu. Pusta. Druga tak samo. I trzecia, i czwarta, i następne. Dopiero w dwóch ostatnich znalazła jakieś książki. Otworzyła pierwszą z brzegu i zamarła.
„Zaskakujące zniknięcie Godryka Gryffindora wywołało powszechny niepokój, ludzie obawiają się o swoje życie. Ravenclaw popada w obłęd. Jakie są szanse na przeżycie?”
- O kurczę, co to jest? Te książki są stare, ale niepisane w charakterystycznym języku tamtych czasów. O co tu chodzi? - Emilii mamrotała do siebie, przeglądając książki. W końcu wzięła kilka najstarszych, tak z ciekawości do poczytania. Schowała te dwa pełne kufry za innymi i zajęła się szafami. Kilka pustych aż natrafiła na coś wyjątkowego. Zaklęcie konserwujące albo coś takiego, pomyślała z zachwytem, patrząc na średniowieczne stroje. Srebrno-zielone i czerwonozłote szaty czarodziejów oraz czarno-żółte i niebieskie suknie czarownic. - O mamusiu! - Emilii zagwizdała z zachwytem, po czym otworzyła następną szafę. Tym razem było coś innego. Kobieca suknia dopasowana barwami do koloru ubrań mężczyzny. - Dobra, czyli Helga z Salazarem, Rowena nie ma nikogo i Godryk z jakąś panną. Typowe. - westchnęła dziewczyna i wyjęła suknię dla pani Gryffindor. Z wrażenia zapomniała jak się oddycha. - Kurczę, zgodziłabym się zostać żoną tego bałwana tylko dla tej sukni. Przecież ona jest przepiękna!
I była. Tak bardzo, że Emilii nie umiała jej opisać. Potraktowała ją zaklęciem zmniejszającym i schowała do torby. Będzie na przyszłość. Zadowolona Black już chciała zamykać szafę, ale z tyłu dostrzegła pudełko. Drewniana skrzyneczka, ręcznie zdobiona. Trochę ciężka i Emilii nie mogła powstrzymać się przed jej otworzeniem.
- Szybko poszło - mruknęła, wpatrując się w złoty medalion. Delikatnie wyjęła go i zawiesiła na szyi. Po ciele dziewczyny rozeszło się przyjemne ciepło i Emilii poczuła nieodpartą chęć sprawdzenia się. Szybko zamknęła skrzynkę, nie zaglądając nawet do reszty przegródek i schowała ją za sukniami. Szafy i pełne kufry potraktowała zaklęciem ochronnym, tak samo jak wejście do tego małego pokoju. Szybko zeszła po żerdziach i z wielkim uśmiechem ruszyła do wyjścia. Nawet nie zauważyła, że mijające ją osoby wybuchają śmiechem na widok jej ubrania. Trudno się dziwić, było brudne i potargane. Emilii zostawiła torbę pod łóżkiem i poszła wziąć długi prysznic. Wracając, spojrzała przelotnie na zegar i zaklęła. Dziesięć po siódmej, spóźniła się. No nic, spróbujemy jutro, pomyślała i poszła spać.
***
- Cieszysz się, że wracamy do domu?
- Nib, czemu? - Emilii pękało serce, ale musiała grać nadal osobę, która nienawidzi Syriusza z całego serca.
- Przecież to dom. Cisza, spokój, zero nauki. Pewnie znów wpadnie Remus i Syriusz wymyśli coś ciekawego.
- Może i tak, ale Harry, wiesz, że między mną, a wujem jest nieciekawie. - Emilii podniosła jakiś kamyk i wrzuciła do jeziora. Pod powierzchnią wody coś zabulgotało i dziewczyna raz jeszcze schyliła się po pocisk.
- Powinnaś się z nim pogodzić.
- Wątpię by po tylu latach mi wybaczył.
- Zawsze należy mieć nadzieję. - Harry delikatnie przytulił siostrę. - On ci przebaczy, jeśli tylko ty jemu też.
- Obyś się nie mylił. - Dziewczyna poczochrała chłopakowi włosy i po raz ostatni rzuciła kamykiem w stronę płynącej kałamarnicy.
***
- Dobra, raz kozie śmierć - mruknęła, łapiąc naszyjnik. Zbliżała się siódma i wolałam być przygotowana. Specjalnie nie poszła na kolację, ale miała nadzieję, że nikt tego nie zauważy. Kiedy kukułka odezwała się siedem razy, spojrzała na medalion i pomyślała o tym dziwaku z groty gdzieś pod szkołą. Przez chwilę nic się nie działo, aż nagle błysło srebrne światło i Emilii upuściła naszyjnik, łapiąc się za poparzoną dłoń. - Kurczę, co jest? Medalion lekko dymił, ale poza tym nic mu się nie stało. Dziewczyna opadła na poduszki, wpatrując się w sufit. - Oby w bibliotece wuja były książki o łamaniu czarnomagicznych klątw.
Black schowała naszyjnik pod sweter i ruszyła na kolacje. Może jeszcze się załapie?
Interesujące opisy w połączeniu z niezłymi dialogami to bardzo fajnie widzieć że coraz lepiej rozwijasz swój ff. W jednym zdaniu trochę zrobiłaś bryknięcie, bo Godryk o ile wiadomo, nie miał 2000 lat, ale taka metafora nie psuje efektu, więc nie przeszkadza. Ładnie się to czyta i czekam na kolejny rozdział twojego opowiadania.