Dedykuję tę część Alette oraz Christinie, które pod nieobecność Ang dzielnie zajmują się działem Fan Ficków. Brawo, dziewczyny!
Gdy samochód leciał pod nocnym niebem panowała cisza jak makiem zasiał. Dziewczyny patrzyły na nieprzytomną Lidię, która być może zaraz umrze.
W końcu głos zabrała Allyn:
- No więc Tytania to matka Lidii, tak?
- Wstrętna królowa Liendelle, jej córka interesuje ją tak, jak łyżeczka do herbaty - powiedziała sucho Cat.
- Czekaj, czekaj. To skoro Tytania jest królową, w takim razie... Lidia jest księżniczką! - zawołała Cyinder.
- No wszystkie trzy jesteśmy księżniczkami. Moja matka to Śnieżka, królowa Airdelle, a w zasadzie wnuczka Śnieżki, Hellia - rzekła Catherine - a matką Sam jest Zephira, królowa Diarydelle.
Allyn, Cyin i Alex patrzyły na Cat i Sam wielkimi oczami.
- Nie martwcie się, nie musicie nas wywyższać - Catherine zrobiła gwałtowny skręt, od którego cały mustang się zachwiał.
Allyn, Cyinder i Alex odetchnęły.
- Dojeżdżamy! - krzyknęła Sam.
Samochód obniżył lot i wylądował na gładkiej ścieżce. Obok widniała wielka złota brama prowadząca do niezwykłego pałacu.
Był wielki, ciemny i ponury. Nie mógł się równać z tym w Airdelle.
- Szybko, zanieśmy Lid! - poleciła Cat i otworzyła bramy.
Dziewczyny energicznie przeszły przez pałacowe ogrody. Było tu zielono, między równo przystrzyżonymi żywopłotami świeciły się różnokolorowe światełka. Stanęły przed drzwiami. Sam delikatnie zapukała.
Drzwi rozwarły się przed nimi. W wejściu stanęła wysoka kobieta. Miała na sobie zieloną sukienkę. Na jej ramiona opadały charakterystyczne, ciemnobrązowe włosy.
- Tak? - zapytała.
- Księżniczka Lidia jest ranna! - ogłosiła Catherine. Trzymała ciało przyjaciółki w rękach.
- Och nie! - kobieta popatrzyła na ciało Lid. - Połóżcie ją na trawie, ja wezwę pomoc.
I zniknęła w drzwiach.
Cat położyła Lidię na trawie. Uklęknęła nad nią. Miała wielką ranę na skrzydle, z której płynęły krople krwi i spadały na trawę.
- Biedna Lid... - powiedziała przeciągle Sam.
Z zamku wybiegła owa kobieta oraz kilka innych w strojach pielęgniarek i oczywiście ze skrzydłami. Od razu zaczęły badać Lidię. Niektóre drobne ranki dało się zagoić czarami, ale ta na skrzydle nadal pozostawała taka sama.
- Księżniczka Lidia musi pozostać w zamku - powiedziała w końcu kobieta, która im otworzyła. Później okazało się, że jest damą dworu. - Jednak królowa Tytania zapragnęła się z wami zobaczyć.
Allyn, Cyin, Alex, Catherine i Sam popatrzyły po sobie.
- Chodźcie za mną - rzekła dama dworu.
Dziewczęta ruszyły za kobietą. Otworzyła ogromne drzwi i wprowadziła je do pałacu.
Środek zapierał dech w piersiach. Nadal było tu ponuro, ale widowiskowo, uroczyście i pięknie. Wysoka sala podtrzymywana przez kolumny prezentowała się świetnie. Na zdobionych stołach stały najróżniejsze wazy i misy. Wróżkom i czarodziejkom opadły szczęki.
Dama dworu otworzyła drzwi do sali tronowej. Było to ogromne pomieszczenie z czarno-czerwonymi ścianami i podłogami. Na środku stał złoty zdobiony tron, a siedziała na nim chuda, koścista kobieta o ostrych rysach twarzy i stalowym spojrzeniu. Ubrana była w czarną długą sukienką wijącą się lekko po podłodze. Kiedy weszły dziewczęta, Tytania wstała.
- No proszę. Adrillo - zwróciła się do damy dworu - zaopiekuj się moją córką.
Allyn, Cyinder i Alex były zdziwione, jak królowa może tak obojętnie interesować się życiem Lidii. Nic jednak nie powiedziały, w obawie o ścięcie głowy.
- Zapewne jesteście przyjaciółkami księżniczki Lidii. Po pierwsze dziękuję wam za przyjazd tutaj, inaczej moja córka mogłaby być martwa. Ale jednak muszę was zapytać - co się stało? - zapytała Tytania.
Dziewczyny były zakłopotane. Nie chciały zdradzać królowej prawdy.
- To był wypadek w locie - odezwała się w końcu Cat.
- Latałyście w jakimś niebezpiecznym miejscu? - popatrzyła po twarzach Allyn, Cyinder i Alex, które nie miały skrzydeł, co mogło wydawać się dziwne.
- Nad jaskiniami, górami... - wypaliła Sam.
- No to się nie dziwię, że zdarzył się wypadek - Tytania westchnęła. - Idźcie do swojej komnaty. Jutro spotykamy się na śniadaniu.
Odwróciła się i usiadła dumnie na tronie.
Dziewczęta wyszły z sali za inną damą dworu. Wprowadziła ich do małego pokoiku z pięcioma łóżkami, dwoma obrazami na ścianie, jednym oknem, stoliczkiem, paroma krzesłami oraz kominkiem.
- To wasz pokój - dama dworu wprowadziła do środka dziewczyny i zatrzasnęła drzwi.
Allyn, Cyin, Alex, Catherine i Sam obudziły się rano kolejnego dnia. Słońce wpadało przez okno i świeciło w oczy.
- No, moje kochane pączuszki, wstajemy, ja chcę dzisiaj odwiedzić Lidię! - Cat zerwała się z łóżka.
Zza puchowych kołder rozległy się pomruki. Cat westchnęła i zaczęła trząść każdą koleżanką z kolei. Cyin spadła przy tym z łóżka, ale Catherine się nie przejęła.
- Poranne ćwiczenia i na śniadanie! Raz, dwa! - zawołała i ściągnęła kołdrę z Allyn.
Dziewczyny powoli zgramoliły się z łóżek. Zobaczyły, że na stole leżą jakieś czarne sukienki.
- Co to za narzuty? - zapytała Sam.
- Musimy się przecież jakoś ubrać w pałacu - Catherine ściągnęła szaty i podała każdej z osobna.
Śniadanie minęło w ciszy. Tytania siedziała na podwyższeniu i bezgłośnie przegryzała jajecznicę równiutko ułożoną na talerzu. Towarzyszyły jej damy dworu, lokaje oraz jacyś specjalni goście. Przy tym towarzystwie dziewczęta wydawały się onieśmielone.
W końcu głos zabrała Tytania:
- A więc jesteście przyjaciółkami mojej córki - wyciągnęła rękę. Zamknęła oczy. Od razu przyleciały do niej dwie kartki. - Catherine Victoria Isabelle, córka Królewny Śnieżki, zwanej potocznie Hellią, z królestwa Airdelle. Wróżka, lat szesnaście. - Przeczytała. Wzięła drugą kartkę. - Samantha Daisy Avalon, córka Zephiry z królestwa Diarydelle. Wróżka, lat szesnaście. - Zakończyła.
Popatrzyła po twarzach dwóch księżniczek. Popatrzyła na Allyn, Cyinder i Alex, które zastygły przy jedzeniu.
- I jeszcze wy... - Tytania wyciągnęła dłoń. Znów przyleciały do niej kartki, tym razem trzy. - Allyn Sparks, Cyinder Brown, Alex Dile. Świat czarodziejów. Lat szesnaście.
Podejrzliwie spojrzała na dziewczyny. Machnęła ręką, a z talerzy zniknęło jedzenie.
- Możecie odwiedzić Lidię - powiedziała. Już miała wstać, kiedy się powstrzymała i dodała: - Idźcie przez Pole Białych Tulipanów.
Dziewczęta ruszyły do białego budynku na końcu królewskich ogrodów. Przedzierały się przez Białe Tulipany, jedyny taki gatunek. Słońce raziło w oczy.
- Po co trzyma swoją córkę na drugim końcu pałacu? Bez sensu... - skomentowała Sam, zadzierając nogę.
- To Tytania, nie pamiętasz? - zapytała Cat. - W... w końcu...
Ziewnęła. Zaraz po niej zrobiły to Allyn i Alex. Najbardziej wytrzymałe Cyinder i Sam upadły na ziemię ostatnie. Wszystkie zasnęły. Ale jak?
***
Lidia obudziła się w jakimś czarnym pomieszczeniu. Leżała na poduszkach z jedwabiu. Wokół niej krążyły jakieś kapłanki.
Dziewczyna spojrzała w bok. Na swoim czarnym skrzydle spostrzegła wielką ranę. Już się zagoiła, w przerwach było widać małe strupki.
Lid zerwała się z łóżka.
- Gdzie Cat?! Gdzie Sam?! No... i te trzy? Gdzie one są?!
Kapłanki przystanęły.
- Księżniczka musi się położyć - poleciły.
- Nigdzie się nie położę! - Lidia zeskoczyła z łóżka. Wybiegła z pomieszczenia. Wypadła na schody i do sali tronowej.
Tytania siedziała na tronie, czytając jakieś pismo.
- O, Lidia! - zwinęła kartkę pergaminu w rulonik. - Kochanie, czujesz się już lepiej?
- Gdzie Cat i Sam?! - zawołała Lidia.
- Na... Polu Białych Tulipanów - odparła Tytania niepewnie. - Okłamałam je, że leżysz w kapliczce.
- POLU BIAŁYCH TULIPANÓW?! - krzyknęła Lidia.
Wybiegła z zamku i pobiegła do ogrodów. Od razu zobaczyła piątkę postaci śpiących pośród białych kielichów kwiatów. Jeszcze bardziej zezłościła się na matkę. "Zrobiła to specjalnie", pomyślała. "Specjalnie wysłała je przez Pole Śpiących Tulipanów".
Lid złapała przyjaciółki za dłonie i doczołgała do mustanga stojącego za bramą. Słońce powoli zaczęło zachodzić. Lidia wciągnęła ostatnie w kolejności ciało Cyinder i zatrzasnęła drzwi. Zdenerwowana wsiadła do auta i przekręciła kluczyk. Samochód ruszył, pozostawiając za sobą smugi pyłu.
Allyn obudziła się na tylnym siedzeniu mustanga. Obok siebie zauważyła Alex. Podniosła się powoli, co nie było łatwe, bo czarna szata oplatała jej nogi.
Zdenerwowana Lidia prowadziła mustanga. Odwróciła się i zauważyła Al.
- O, Śpiąca Królewna wstała - powiedziała i nacisnęła pedał gazu. - Przespałyście całą noc.
Faktycznie, słońce powoli wschodziło, niebo było jeszcze mętne i okryte mgłą.
- Cyin! Alex! Catherine! Sam! Obudźcie się! - Allyn lekko kopnęła przyjaciółki. Z tylnego siedzenia rozległy się pomruki. Dziewczyny powoli wstawały.
- Kolejne Śpiące Królewny... - rzuciła Lid.
Rozczochrane Cyin, Alex, Catherine i Sam wolno podniosły się z siedzenia.
- Gdzie jesteśmy? - zapytała Cyinder.
- Jedziemy do mojego ojca - Lidia znów zrobiła gwałtowny skręt. - Do Herbusa.
- O, stary Herbusik wreszcie zaopiekuje się córką w swoim królestwie trolli - powiedziała Cat.
Słońce już było na niebie. W oddali było widać całkiem spory las. Lidia zniżyła lot.
- Jesteśmy na miejscu.
Zaparkowała samochód i otworzyła drzwi.
- A, tak przy okazji... - pstryknęła palcami. Zamiast czarnych szat jej przyjaciółki miały teraz dżinsy i bluzy. Lid wysiadła z auta. - Trolleydelle. Mieszkają tu same trolle, oprócz mojego ojca i jego paru pomocników.
- A po co my tu idziemy? - zapytała Sam.
- Jest Festiwal Letnich Zabaw! Co roku korzystam, więc dlaczego nie zrobić tego teraz? - Lidia przedzierała się z przyjaciółkami przez drzewa w lesie.
- Festiwal? Kocham festiwale! - Cyin podskoczyła.
Dziewczęta w końcu wyszły z lasu. Ich oczom ukazało się przyjazne miasteczko z trollami przechadzającymi się po uliczkach. Na końcu stał zamek, może nie taki okazały, jak ten w Liendelle, ale równie piękny.
- No, chodźmy - Lidia otworzyła żelazną bramę.
Powitały je okrzyki trolli. Wszystkie machały Lidii.
- Księżniczka Lidia, witamy!
Lid poprowadziła dziewczęta do zamku i zapukała w wielkie drzwi.
Otworzyła im miło wyglądająca kobieta, chyba jedna z nielicznych zamieszkujących tu ludzi.
- Och, witamy księżniczkę! - zaprosiła dziewczyny do środka.
Poprowadziła je przez korytarz aż do wielkiej sali z długimi stołami. Siedzieli przy nich ludzie, najprawdopodobniej z innych królestw. Wszyscy śpiewali z kuflami piwa w dłoni.
Na końcu jednego z takich stołów siedział mężczyzna zabójczo podobny do Lidii (choć nie tak bardzo jak Tytania) z przekrzywioną koroną na łysej głowie. Na sobie miał czerwony płaszcz jak u króla i też energicznie śpiewał góralską piosenkę.
- Tato! - zawołała zirytowana Lid.
Piosenka ucichła. Herbus opuścił kufel i uśmiechnęł się jeszcze szerzej.
- Lidia! Co cię tu sprowadza? - wstał od stołu i podszedł do córki.
- To co zawsze, czyli Festiwal Letnich Zabaw. - Odparła dziewczyna.
- Ach, no tak, serdecznie was zapraszam na pierwszą zabawę - Herbus się zaśmiał i zaprowadził dziewczęta do innej komnaty.
Była ona wielka, choć mniejsza od poprzedniej. Przy ścianach kłębiła się masa ludzi. Na samym środku wisiało lustro ze złota. Błyszczało nieziemsko.
- To zabawa "Złap Zwykleńca" - wytłumaczył Herbus. - Staje się przed lustrem, myśli o jakimś nie-czarodzieju i wyprawia się z nim różne przezabawne rzeczy. Chcecie może spróbować?
Dziewczęta popatrzyły po sobie.
- Może Al? - zaproponowała Catherine i wypchnęła dziewczynę. Allyn obdarzyła ją irytującym spojrzeniem.
- O, świetnie! - ojciec Lidii zaprowadził dziewczynę przed lustro. - Po prostu o kimś pomyśl.
Allyn zamknęła oczy. Pierwszą rzeczą, jaka przyszła jej na myśl, była ciotka Adley. Al otworzyła oczy. Tafla lustra zawirowała, i pojawiła się na nim otyła kobieta z papilotami na włosach, chrapiąca jeszcze w łóżku. Al zaśmiała się na widok ciotki. Wyciągnęła różdżkę.
- Magia Trolleydelle działa! Nie musisz czarować różdżką! Wyciągnij ręce! - poleciła Sam zza wiwatującego tłumu.
Allyn, trochę zdzwiona, schowała różdżkę. Wyciągnęła dłoń.
Nad nosem ciotki Adley pojawił się pająk. Stara Ad powoli otworzyła oczy. Kiedy tylko zobaczyła pająka, zerwała się z łóżka. Wszyscy stojący w sali wybuchnęli śmiechem. Allyn dalej czarowała.
Adley wypadła z pokoju do kuchni. Nalała do filiżanki mocnej herbaty, ale dosypała soli. Wciągnęła herbatę bardzo szybko. Od razu zaczęło jej być niedobrze. Pobiegła w stronę łazienki, a papiloty na jej włosach powoli spadały na ziemię.
Zatrzasnęła drzwi łazienki i zaczęła się uspokajać. Spojrzała w lustro. Odskoczyła do tyłu. Patrzyła na nią twarz jakiegoś potwora!
- Brawo!!! - wiwatowali wszyscy i klaskali. Allyn, zadowolona z siebie zaśmiała się i pstryknęła palcami. Z powierzchni lustra zniknęła przestraszona twarz ciotki Adley.
Wszyscy klaskali i skakali. Allyn obdarzyła ich ciepłym spojrzeniem i wyszła z zamku. Była noc.
- Noc? - zapytała zamyślona dziewczyna. - Przecież dopiero był ranek.
Usiadła pod drzewem. Zaczęła słuchać pisków dochodzących z sali.
- To powietrze Trolleydelle. Tutaj noc robi się bardzo szybko - zza drzewa wykroczyła Lidia.
- Jak masz zamiar mnie dalej obrażać, to daruj sobie - mruknęła Al.
- Nie mam zamiaru cię obrażać.
Zdziwiona Allyn pomyślała o domu i o rodzicach.
- Chciałabym już wrócić. Jest bardzo fajnie, ale tęsknię - powiedziała.
Lidia pstryknęła palcami. W jej rękach pojawił się złoty naszyjnik. Zawiesiła go na szyi Allyn.
- To dla ciebie, żebyś o nas pamiętała. Przyjedziemy niedługo - rzekła. - I jeszcze to...
Podała Allyn... klucz. Ten sam klucz, który zaprowadził je do Królestwa Baśni. Zawirował w powietrzu i znów utworzył wspaniałą bramę.
Lidia odbiegła w stronę zamku. Allyn już chciała jej podziękować, ale brama powoli zaczęła znikać. W dali było widać tylko jakąś osóbkę z czarnymi skrzydłami, machającą do niej.
Dziękuję za dedykację, to bardzo miłe
Naprawdę zgrabnie napisane. Poprawiłam kilka drobniutkich literówek.
Podobają mi się Twoje dialogi, nie są wymuszone ani sztuczne. Czuć Twoją lekkość pióra.
Dziwi mnie tylko fakt, że Lidia miała rozwalone skrzydło, które wymagało terapii, ale pobiegła i przeciągnęła kilka dziewczyn do samochodu (który jak się domyślam, stał ładny kawałek drogi stamtąd).
No ale nic, przecież jest wróżką. Wróżki są wróżkami.
Czekam na kolejną część bo się wkręciłam.