Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1397
Było: 22.04.2026 04:36:56
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Sklep Ollivandera wyglądał zupełnie inaczej niż ten Gregorowicza. Wszystkich klientów witał złoty napis Ollivanderowie. Najlepsi wytwórcy różdżek od 328 r. p.n.e. W środku było dość przytulnie i ciepło, przypominało nieco sklep obuwniczy. W kominku obok wejścia do sklepu trzaskał i tańczył wesoło ogień, a w całym pomieszczeniu poustawiane były półki z najróżniejszymi różdżkami, skrupulatnie posegregowanymi. Przybycie Pedersena i Amandy obwieścił dźwięk zawieszonego u drzwi dzwonka. Para ledwo zdążyła wejść do sklepu i rozpiąć swoje płaszcze, a zza drzwi wyszedł sprzedawca. Pan Ollivander był wysokim, szczupłym mężczyzną o wyjątkowo tajemniczym wyrazie twarzy. Nie uśmiechał się, jego usta były mocno ściśnięte, a palce splecione ze sobą. Przyglądał się chwile badawczo swoim gościom, a potem przemówił:
- Witam szanownych państwa. W czym mogę pomóc?
- Dobry wieczór - odpowiedział Pedersen. - Czy mogę prosić pana na słówko?
Usłyszawszy to, Ollivander zaczął się im jeszcze baczniej przyglądać. Jego mina wyrażała, że najwidoczniej nad czymś się bardzo mocno zastanawia. Po dłuższej chwili odpowiedział:
- Dobrze zatem, zapraszam do saloniku. - mówiąc to, wskazał drzwi zza których przed chwilą wyszedł. Amanda wyszła ze sklepu i poszła na spacer po Pokątnej, podziwiając wystawę Magicznej Menażerii, a szwedzki auror i brytyjski wytwórca różdżek weszli do saloniku. Było to niewielkie okrągłe pomieszczenie pomieszczenie z jednym oknem zasłoniętym czerwoną kotarą. Przy jednej ze ścian stała bladozielona sofa, a przed nią okrągły stolik, przy innym boku zaś - stolik do szachów. Olivander pokazał gestem Pedersenowi, aby się rozgościł, a on sam zniknął na chwilę, idąc na sklep. Szwed badał wzrokiem przez chwilę to dość zadziwiające pomieszczenie, aż w końcu Ollivander wrócił, a przed nim przyleciała taca z dzbankiem, dwoma filiżankami, porcelanowymi pojemnikami z liśćmi herbaty, miodem i cytryną. Taca z zastawą wylądowała na ławie przed sofą. Ollivander zaparzył herbatę sobie i swojemu gościowi.
- Z najlepszych indyjskich plantacji! - zareklamował swój napar Ollivander. - Niech pan sobie naleje trochę miodu - dodał, widząc że Pedersen już przystawia filiżankę do swoich ust.
- A zatem - odezwał się w końcu Pedersen - przyszedłem do pana jako do największego znawcy wiedzy o różdżkach na świecie. - Pedersen doskonale wiedział, że najpierw będzie musiał się trochę popodlizywać. - W końcu, nawet Gregorowicz nie jest w stanie dorównać dokładnością i popularnością domowi Ollivanderów, największym wytwórcom różdżek od wieków.
Olivander słuchał go z wlepionymi w niego szeroko otwartymi oczami i popijając beztrosko swoją herbatę.
- O co chciałby mnie pan zapytać?
- Widzi pan, mam pewien problem. Potrzebuję informacji o pewnej różdżce, innej niż wszystkie pozostałe. Wiem o niej tylko tyle, że do niedawna znajdowała się na składzie u Gregorowicza. - Oczywiście Pedersen tylko się tego domyślał, nie miał żadnej pewności, że właśnie owa tajemnicza różdżka, o ile istniała, była rzeczywistym powodem włamania się młodzieńca do sklepu Gregorowicza. - Może mieć coś wspólnego z tym znakiem. - Tutaj Pedersen pokazał Ollivanderowi kawałek papieru, który trzymał w kieszeni swojego płaszcza, a na którym narysował ów dziwny trójkąt. Sprzedawca założył swój monokl i przyjrzał się dokładnie symbolowi.
- Musi mi pan wybaczyć, sir, ale nie mam pojęcia cóż to jest za znak, widzę go pierwszy raz na oczy. Nie wiem, czy ma on cokolwiek wspólnego z różdżkami, szczerze w to wątpię...
- Oczywiście, milord Ollivander, bo przecież gdyby miał pan jako najlepszy z najlepszych, musiałby o tym wiedzieć - powiedział słodkim tonem z lekkim ukłonem w stronę Ollivandera Pedersen. Ten zdawał się kompletnie nie zwracać na niego uwagi.
- A jeśli chodzi o tę różdżkę - ciągnął Ollivander - cóż, Gregorowicz zawsze miał dość oryginalne pomysły i spodziewam się, że to się do dziś nie zmieniło... Zawsze jest w stanie stworzyć coś nowego, innowacyjnego. Być może stworzył zatem taką różdżkę, która posiada jakąś wyjątkową moc. - Ollivander tylko wzruszył ramionami z miną wyrażającą zagubienie. Pedersen zastanawiał się chwilę, czy nie powinien jakoś odciągnąć Ollivandera od siebie i dolać mu do herbaty Veritaserum, uznał jednak po wyrazie twarzy i szczerym spojrzeniu Ollivandera, że wytwórca różdżek nie próbował niczego przed nim zataić. Podziękował zatem z uśmiechem za rozmowę i herbatę, uścisnął Ollivanderowi dłoń i wyszedł ze sklepu.
No i co mu dała cała ta podróż do Anglii? Nie dała mu nic, bo od Ollivandera nie dowiedział się dosłownie niczego. Amanda ciągle zajęta była podziwianiem puszków pigmejskich w Magicznej Menażerii, nie chciał zatem przerywać jej tejże rozrywki i wybrał się na krótki spacer po Pokątnej. Zawsze myślało mu się lepiej, kiedy chodził. Co dziwne, na Pokątnej nie było prawie nikogo. Pedersen zapamiętał tę ulicę z młodzieńczych lat jako zawsze niezwykle ruchliwe miejsce, gdzie czarodzieje i czarownice zawsze załatwiali większość swoich spraw. Pusta i wyludniona ulica, jaką szedł, w ogóle nie przypominała tamtej Pokątnej. Spacerował tak przez dobre pół godziny próbując coś wymyślić, przypomnieć sobie coś, co dałoby mu jakiś nowy trop. Nic jednak nie był w stanie wydedukować. Usłyszał gdzieś w oddali za sobą kilka charakterystycznych dźwięków, przypominających uderzenie bata, oznaczających, że ktoś w pobliżu się teleportował. Odwrócił się odruchowo, lecz nie zobaczył niczego interesującego, pomyślał więc, że może ktoś aportował się z Pokątnej w inne miejsce i wrócił do wędrówki w najdalsze zakątki swojego umysłu. Kolejne minuty mijały bardzo powoli. Czas jednak uciekał, a aurora zaczął nieco niepokoić fakt, że Amanda dość długo nie pojawiała się na ulicy, a cały czas siedziała w menażerii. Pomyślał, że zapewne czeka aż ją stamtąd odbierze, więc poszedł w tamtym kierunku.
Nie widząc Amandy w oknie budynku, wszedł do sklepu z nieco podniesionym już na starcie pulsem. Nie było tam nie tylko Amandy. Cały sklep był dosłownie pusty. O ile brak klientów jeszcze można by zrozumieć, brak sprzedawcy za ladą też jakoś dałoby się wytłumaczyć, ale jakim cudem zniknął cały towar? Wszystkie zwierzęta i akcesoria do ich hodowli sprzedawane w menażerii jakby rozpłynęły się w powietrzu. Pedersen stał wbity w ziemię, a jego serce zaczynało już bić jak oszalałe, ręce zaś gotowe były rozerwać na strzępy to coś lub tego kogoś, kto spowodował zniknięcie jego ukochanej. W pierwszej chwili nawet nie dostrzegł tego, że na ladzie sklepowej namalowano krwią wielki trójkąt z kreską i kołem, który już od tak dawna go dręczył, a obok leżał pośpiesznie napisany list. Nie zastanawiając się nad niczym, Pedersen chwycił go i przeczytał.
Jeżeli twoje inicjały to E. G., to odpowiedź brzmi: jeszcze nie teraz. Jeśli nie - witam, panie Pedersen! Mówią, żeś pan niezwykle inteligentny i zaradny, a jednak - jak na razie, to ja ciągle z panem wygrywam. Zaczyna mnie to już powoli nudzić, ale w końcu cierpliwość jest cnotą największych, więc dam jej sobie jeszcze trochę i pozwolę panu i sobie na jeszcze trochę zabawy. A wie pan, nawet polubiłem ten wyścig donikąd... Dam panu tylko jedną wskazówkę - niech pan trochę lepiej poszuka tutaj, a znajdzie pan to, co nie daje panu spokoju od tygodni.
Na końcu narysowana była strzałka w lewo, wskazująca drzwi menażerii.
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind