Julie rozmawia w skrzydle szpitalnym z Dumbledore'em. Dziewczynka dowiaduje siê nowych rzeczy.
Pierwsze co Julie zobaczy³a po przebudzeniu, to o¶lepiaj±ca biel. Zamknê³a oczy, a po chwili znowu powoli je otworzy³a, przyzwyczajaj±c siê do ¶wiat³a. Krótkie spojrzenie wystarczy³o, ¿eby rozpozna³a, ¿e znajdowa³a siê w skrzydle szpitalnym. Zorientowa³a siê, ¿e prawy nadgarstek ju¿ jej nie bola³. Pani Pomfrey musia³a go nastawiæ. Dziewczynka zerknê³a na gips i dopiero wtedy zrozumia³a, co to oznacza. By³a wolna. Usiad³a na ³ó¿ku i przekona³a siê, ¿e by³a tu sama, a na stoliku obok jej ³ó¿ka sta³ poka¼ny stos s³odyczy. Z u¶miechem chwyci³a czekoladow± ¿abê, odpakowa³a j± i ugryz³a kawa³ek, nawet nie zwracaj±c uwagi na kartê. By³a bardzo g³odna. Nagle drzwi otworzy³y siê i do ¶rodka wesz³y trzy osoby. Julie na widok ca³ej i zdrowej Kate u¶miechnê³a siê. Rzuci³a napoczêt± ¿abê na stolik i szybko wysz³a z ³ó¿ka, by przytuliæ przyjació³kê.
- Malfoy mówi³, ¿e zosta³a¶ spetryfikowana - powiedzia³a Julie.
- Tak, ale mandragory ju¿ dojrza³y i pani Pomfrey poda³a wszystkim spetryfikowanym wywar - odpar³a Kate. - Nigdy wiêcej tego nie rób! Wiesz jak ja siê martwi³am? Trzymaj ró¿d¿kê. Nastêpnym razem nie pozwolê ci wychodziæ w nocy z dormitorium, gdy po szkole pe³za bazyliszek - powiedzia³a stanowczo, oddaj±c jej w³asno¶æ.
- Bazyliszek? Jak? - zapyta³a niebieskooka.
- Ogromny w±¿, porusza³ siê kana³ami. Zabija wzrokiem, ale nikt nie spojrza³ mu prosto w oczy, wiêc zostali¶my tylko spetryfikowani. Najbardziej oberwa³ Prawie Bezg³owy Nick, ale jest duchem. Nie umrze drugi raz - wyja¶ni³a szatynka. - Na szczê¶cie bazyliszek ju¿ nie ¿yje. Harry zabi³ go Mieczem Gryffindora.
- Ekhm - zakaszla³ Simon, chc±c zwróciæ na siebie uwagê. - Julie... ja... ee... chcia³em ciê przeprosiæ - wyduka³.
- Przeprosiæ? Za co? - zdumia³a siê dziewczynka.
- Za to, ¿e zachowa³em siê jak kretyn i my¶la³em, ¿e Potter jest Dziedzicem Slytherina - odpowiedzia³ Puchon.
- Tak naprawdê jest nim Tom Marvolo Riddle. Czyli Lord Voldemort - powiedzia³a Eveline. Opowiedzia³a Julie wszystko, co wiedzia³a o wydarzeniach z Komnaty Tajemnic.
Okaza³o siê, ¿e to Ginny Weasley, opêtana przez Riddle'a, pisa³a krwi± na ¶cianie i wypuszcza³a bazyliszka. W koñcu dziedzic Slytherina porwa³ dziewczynkê, do Komnaty Tajemnic. Niewiele brakowa³o, by umar³a, a Voldemort odzyska³ si³y, ale uratowali j± Harry i Ron. Potter zabi³ ogromnego wê¿a Mieczem Gryffindora, który przyniós³ mu feniks Fawkes i w jaki¶ sposób zniszczy³ wspomnienie Riddle'a. Julie dowiedzia³a siê tak¿e, ¿e w Komnacie Tajemnic by³ równie¿ profesor Lokhart, który oberwa³ rykoszetem, gdy chcia³ wyczy¶ciæ ch³opcom pamiêæ z³aman± ró¿d¿k± Weasleya. W efekcie teraz nie pamiêta³ nawet jak siê nazywa.
- Czyli wiadomo ju¿, gdzie jest ta Komnata Tajemnic? - zapyta³a Julie.
- W £azience Jêcz±cej Marty. To ona jest t± dziewczynk±, któr± bazyliszek zabi³ ostatnim razem - odpowiedzia³ Simon.
Julie stwierdzi³a, ¿e wcale nie zaskoczy³a jej informacja, ¿e dziedzicem Slytherina jest Voldemort. Czy to nie by³o oczywiste? Przyjrza³a siê uwa¿niej Simonowi i Eveline. Zamar³a, gdy dostrzeg³a co wisia³o na ich szyjach. Na piersi Krukonki b³yszcza³ niebiesko-br±zowy wisior w kszta³cie orlego pióra, a na piersi Puchona - w kszta³cie ¿ó³to-czarnej grudki ziemi.
- Wisior Powietrza i Wisior Ziemi - powiedzia³a ledwo s³yszalnie Gryfonka.
- Dumbledore powiedzia³, ¿e dadz± nam odrobinê bezpieczeñstwa, dopóki nie znajdzie siê Wisior Ognia - wyja¶ni³a Eveline.
- Ale mamy je ukrywaæ. Tylko na chwilê je wyjêli¶my, ¿eby ci pokazaæ - doda³ Simon, chowaj±c swój wisior za szatê. To samo zrobi³a Krukonka.
- Rozumiem - powiedzia³a Julie. Czu³a wyrzuty sumienia, ¿e nie mo¿e przyznaæ siê, ¿e dobrze wie gdzie jest jej wisior.
Drzwi otworzy³y siê ponownie i wszed³ Dumbledore. Skin±³ krótko na Kate, Eveline i Simona. Zrozumiawszy o co mu chodzi, po¿egnali siê z Julie i opu¶cili skrzyd³o szpitalne.
- Usi±d¼my - powiedzia³ dyrektor.
Gryfonka usiad³a na ³ó¿ku i natychmiast wypali³a:
- Dlaczego Malfoyowi tak zale¿a³o na Ksiêdze Za³o¿ycieli?
Dumbledore nie odpowiedzia³ od razu, tylko przysun±³ sobie krzes³o na którym usiad³.
- To bardzo ciekawe pytanie... a jednoznacznej odpowiedzi nie znam. Byæ mo¿e Lucjusz my¶la³, ¿e znajdzie w niej sposób, by przywróciæ swemu panu dawne cia³o? Podejrzewam, ¿e na niewiele by mu siê zda³a, bo ¿eby przeczytaæ ca³±, trzeba mieæ Wisior Ognia, Powietrza lub Ziemi - wyja¶ni³ profesor.
- Lub Wody? - spyta³a Julie.
- Och, nie, Wisior Wody nigdy nie dosta³ mocy umo¿liwiania w³a¶cicielowi przeczytania Ksiêgi Za³o¿ycieli. Co jednak nie znaczy, ¿e Voldemort nie móg³ przeczytaæ wiêcej ni¿ mog³a¶ przeczytaæ ty, Simon czy Eveline bez swoich wisiorów - odpowiedzia³ Dumbledore. - Jednak najwa¿niejsze kwestie nadal s± niedostêpne dla Toma.
- Czyli Voldemort mia³ kiedy¶ Ksiêgê Za³o¿ycieli? - zapyta³a dziewczynka.
- Dawno temu. Po ¶mierci twoich rodziców znalaz³em j± w opuszczonym Dworze Lestrange'ów, gdzie spotykali siê ¶miercio¿ercy - odpar³ dyrektor.
- Co to za najwa¿niejsze kwestie? - zapyta³a Gryfonka.
- Dowiesz siê w swoim czasie, Julie - odpowiedzia³ Dumbledore.
Chcia³a zaprotestowaæ, ale zrezygnowa³a. Cokolwiek to by³o, na pewno wymaga³o wszystkich trzech wisiorów. Machinalnie spojrza³a na swoj± ró¿d¿kê, któr± nadal trzyma³a w rêku. Ró¿d¿kê, która ci±gle stanowi³a dla niej zagadkê...
- Dlaczego ró¿d¿ka z ³z± feniksa wybra³a mnie? - zapyta³a. - Ollivander mówi³, ¿e ten sam kawa³ek ostrokrzewu zosta³ u¿yty do stworzenia ró¿d¿ek Harry'ego i Voldemorta.
- I znów zada³a¶ bardzo ciekawe pytanie. Podejrzewam, ¿e twoja ró¿d¿ka w jaki¶ sposób ³±czy ciê z Voldemortem, ale nie do koñca jest dla mnie jasne w jaki sposób. Twoja blizna... i blizny twoich przyjació³... daj± o sobie znaæ za ka¿dym razem, gdy Voldemort jest blisko, ale jest to inny rodzaj ostrze¿enia ni¿ to, które daje blizna Harry'ego. ¦miem podejrzewaæ, Julie, ¿e twoja blizna ostrzega, gdy on jest blisko odzyskania cia³a - wyja¶ni³ Dumbledore.
- Ale... panie profesorze, kiedy Voldemort porwa³ Ginny nic nie poczu³am, ale wtedy, gdy pojawi³ siê pierwszy napis na ¶cianie, moja blizna by³a wyra¼niejsza i porusza³a siê. Sam pan to widzia³ - zauwa¿y³a dziewczynka.
- Tak, ale wtedy ciê nie zaswêdzia³a. My¶lê, ¿e to by³ znak, ¿e Voldemort znów podejmie próbê, by powróciæ. A po porwaniu Ginny zapewne nie da³a o sobie znaæ, bo twoja moc ognia znów zaczê³a siê wyzwalaæ - odpowiedzia³ Dumbledore.
- Nastêpnym razem mogê zgin±æ, prawda? - zapyta³a powa¿nie Julie.
- Obawiam siê, ¿e to bardzo mo¿liwe - odpowiedzia³ ze wspó³czuciem dyrektor. - Napisa³em do rodziców Simona i Eveline, ¿eby przys³ali im ich wisiory. To powinno zapewniæ im odrobinê bezpieczeñstwa... Choæ zapewne niewiele to da. Pamiêtasz jak pyta³a¶ mnie o Syriusza Blacka? - zapyta³, ³±cz±c ze sob± d³onie.
Julie poczu³a, ¿e serce podskoczy³o jej do gard³a.
- Tak - odpowiedzia³a, staraj±c siê brzmieæ naturalnie.
- Gdy mia³a¶ roczek poradzi³em twojemu ojcu, ¿eby odda³ komu¶ Wisior Ognia na przechowanie. To mia³o daæ pewno¶æ, ¿e wisior bêdzie bezpieczny, gdyby jemu co¶ siê sta³o. Oczywi¶cie zaproponowa³em, ¿e ja przechowam twoj± w³asno¶æ, ale twój ojciec nie zgodzi³ siê. By³em pewien, ¿e odda go Paulowi, byli najlepszymi przyjació³mi, lecz powierzy³ Wisior Ognia Syriuszowi Blackowi - powiedzia³ Dumbledore, patrz±c na ni± uwa¿nie.
- Naprawdê? - zapyta³a dziewczynka udaj±c zaskoczenie. - Ale... skoro wiadomo gdzie jest Wisior Ognia, to chyba nie zagin±³? - zapyta³a szybko, choæ oczywi¶cie zna³a odpowied¼ na to pytanie.
- Widzisz, Julie, twój ojciec pope³ni³ b³±d powierzaj±c wisior Blackowi. Wkrótce po tym zosta³ aresztowany i osadzony w Azkabanie na do¿ywocie. Gdybym wiedzia³... - Starzec pokrêci³ g³ow±. - Ale gdyby kto¶ mi o tym powiedzia³, to nigdy bym mu nie uwierzy³...
- Za co go aresztowali? - zapyta³a Julie, maj±c nadziejê, ¿e w koñcu siê dowie.
- To nie jest istotne - odpowiedzia³ Dumbledore. Istotne jest to, ¿e ¶lad po Wisiorze Ognia znikn±³ wraz z zatrzymaniem Blacka. Z pocz±tku s±dzi³em, ¿e gdzie¶ go zostawi³, ale przeszuka³em wszystkie miejsca, w których móg³ byæ Black i nic nie znalaz³em. Dzi¶ jestem prawie pewien, ¿e on nadal ma Wisior Ognia przy sobie.
- Nie powinni mu go zabraæ, gdy go przeszukiwali przed zamkniêciem w Azkabanie? - zapyta³a Julie przybieraj±c wyraz zdziwienia na twarz, który nie by³ do koñca udawany. Nie wiedzia³a gdzie Syriusz ukrywa³ Wisior Ognia.
- No i to jest bardzo dobre pytanie, jak przemyci³ wisior do Azkabanu? Wiêkszo¶æ wiê¼niów prêdzej czy pó¼niej traci tam zmys³y. Black mimo ¿e jest tam prawie dwana¶cie lat, nadal zachowuje pe³n± ¶wiadomo¶æ. Gdy go widzia³em, by³ jedynie znudzony - odpar³ dyrektor.
- By³ pan w Azkabanie, panie profesorze? - spyta³a dziewczynka znów udaj±c zaskoczon±.
- Raz, tego dnia, w którym pierwszy raz straci³a¶ panowanie nad moc± ognia. W³a¶nie wróci³em z Azkabanu, gdy panna Deamers poinformowa³a mnie o tym. Jako Naczelny Mag Wizengamotu mam prawo wizytowaæ wiêzienie czarodziejów, ale nigdy wcze¶niej z tego nie korzysta³em. I prawdê mówi±c, wola³bym ju¿ wiêcej tam nie wracaæ, ale chyba bêdê musia³ - westchn±³ starzec. - Wracaj±c do Blacka, z jego celi bije dziwne ciep³o, chocia¿ nie powinno tak byæ, i nie mog± do niej zbli¿yæ siê dementorzy. Podejrzewam, ¿e to w³a¶nie Wisior Ognia ich odpêdza i sprawia, ¿e Black nie straci³ zmys³ów. Chocia¿ s±dzê, ¿e jest co¶ jeszcze, co utrzymuje go w ¶wiadomo¶ci, poniewa¿ wisior bêdzie chroni³ ka¿dego prawdziwego Gryfona, ale po tym co Black zrobi³, nie zas³uguje na to miano.
- I co teraz? Wróci tam pan? - zapyta³a Julie. Nie chcia³a, ¿eby to zrobi³. Co je¶li trafi³by na moment, w którym Syriuszowi uda siê przemieniæ?
- My¶lê, ¿e tak - odpowiedzia³ ponurym g³osem Dumbledore. - I niestety, obawiam siê, ¿e je¶li Black nie odda mi Wisiora Ognia, bêdê zmuszony u¿yæ si³y - westchn±³. - Masz ju¿ trzyna¶cie lat, nied³ugo zaczniesz dorastaæ, a jak ju¿ wiesz, magia ¿ywio³u ro¶nie w si³ê wraz z wiekiem w³a¶ciciela. Je¶li nie dostaniesz szybko Wisiora Ognia, twoja moc ognia mo¿e obudziæ siê sama, bez ¿adnych czynników z zewn±trz, bez twojej woli. A wtedy Wisiory Powietrza i Ziemi na nic zdadz± siê Eveline i Simonowi.
Julie poczu³a ucisk w gardle. Co Dumbledore mia³ na my¶li mówi±c, ¿e bêdzie zmuszony u¿yæ si³y? Wyobrazi³a sobie dyrektora torturuj±cego Syriusza. Wyda³o jej siê to wrêcz absurdalne. On nie skrzywdzi³by drugiego cz³owieka, niewa¿ne kim by by³. A Syriusz na pewno odda³by mu wisior. Ale je¶li to zrobi, dementorzy bêd± mogli zbli¿yæ siê do jego celi, co utrudni ucieczkê. Dziewczynka sama nie wiedzia³a czemu, ale naprawdê zale¿a³o jej, ¿eby Syriusz uciek³ z Azkabanu i nie chodzi³o tu tylko o Wisior Ognia. Nagle dotar³o do niej co powiedzia³ Dumbledore.
- Trzyna¶cie lat?! - zapyta³a, tym razem naprawdê zaskoczona. - Ile tam by³am? I gdzie by³am?
- Spêdzi³a¶ sze¶c i pó³ miesi±ca w Pokoju ¯yczeñ. Uwolni³em ciê stamt±d dwa dni temu. Nied³ugo zacznie siê uczta po¿egnalna - odpowiedzia³ Dumbledore. Opowiedzia³ jej jak dzia³a Pokój ¯yczeñ, gdzie siê znajduje i co wydarzy³o siê, gdy j± znalaz³.
- Co z egzaminami? - To trywialne pytanie samo wcisnê³o siê Julie na usta.
- Och, nie przejmuj siê tym, odwo³a³em je. Uzna³em, ¿e nie warto marnowaæ czasu na egzaminy, gdy nale¿y ¶wiêtowaæ. Zapewne twoi przyjaciele zd±¿yli ju¿ ci opowiedzieæ o tym, co siê sta³o w Komnacie Tajemnic - odpar³ dyrektor.
- Tak - powiedzia³a dziewczynka. - Hagrid! Malfoy powiedzia³ mi, ¿e zosta³ aresztowany.
- My¶lê, ¿e Hagrid nied³ugo wróci. Poleci³em panu Weasleyowi wys³aæ do ministerstwa sowê, ¿eby zwolnili pewnego wiê¼nia. - Starzec mrugn±³ okiem.
- A co z Malfoyem? - zapyta³a Julie, odetchn±wszy z ulg±.
- Zosta³ odwo³any z Rady Nadzorczej. Cz³onkowie stwierdzili, ¿e zaszanta¿owa³ ich, by odwo³ali mnie ze stanowiska dyrektora. Lucjusz spêdzi pó³ roku w Azkabanie - odpowiedzia³ Dumbledore.
- Tylko pó³ roku? Przecie¿ on móg³ mnie zabiæ! - zdenerwowa³a siê dziewczynka.
- No có¿, Lucjusz nadal ma du¿e wp³ywy w ministerstwie. Korneliusz Knot, minister magii, uzna³, ¿e nie ma potrzeby surowo karaæ Malfoya, skoro nie zrobi³ ci wiêkszej krzywdy - powiedzia³ dyrektor. - Prawdê mówi±c próbowa³ zdobyæ dla niego u³askawienie, ale Wizengamot siê na to nie zgodzi³.
- To ¶mieszne - prychnê³a Julie. - Nie mia³ problemu z zamkniêciem Hagrida w Azkabanie, a Malfoya chcia³ u³askawiæ!
- Zawsze uwa¿a³em, ¿e ministerstwo magii potrzebuje gruntownych zmian - przyzna³ Dumbledore. - No dobrze, ja pójdê poprosiæ pani Pomfrey, ¿eby zdjê³a ci ten gips. Mo¿e jeszcze zd±¿yæ odpakowaæ prezenty, zanim zacznie siê uczta po¿egnalna. A trochê tego jest, bo przegapi³a¶ i urodziny, i Bo¿e Narodzenie. - U¶miechn±³ siê. - Ach, bym zapomnia³, oczywi¶cie fakt odwo³ania egzaminów nie zwalnia ciê z nadrobienia materia³u drugiej klasy zanim zaczniesz trzeci±. Paul bêdzie uczy³ ciê przez wakacje w domu twoich dziadków.
- Czyli bêdê musia³a zdradziæ mu po³o¿enie ich domu? - zapyta³a Julie. Wcale jej siê to nie u¶miecha³o. Niby Paul nie da³ jej powodu, ¿eby mu nie ufaæ, ale z drugiej strony nie wiedzia³a nawet jak siê nazywa³.
- Nie, Zaklêcie Fideliusa przesta³o dzia³aæ - odpowiedzia³ dyrektor. - Gdy straci³a¶ panowanie nad moc± ognia, ona zniszczy³a sekret, który twój ojciec ukry³ w tobie kilka lat temu. Na³o¿y³em na dom twoich dziadków zaklêcia ochronne. Na razie powinno wystarczyæ.
Dumbledore podniós³ siê z krzes³a.
- Mo¿e jest co¶, o czym powinienem wiedzieæ? - zapyta³, patrz±c na Julie znad okularów-po³ówek.
- Nie, nic, zupe³nie nic, panie profesorze - sk³ama³a dziewczynka.
Pani Pomfrey marudzi³a, ¿e powinna zatrzymaæ tu Julie jeszcze przez tydzieñ, ale dyrektor zdo³a³ j± przekonaæ, ¿eby wypu¶ci³a dziewczynkê ju¿ dzisiaj. Po wyj¶ciu ze skrzyd³a Gryfonka skierowa³a siê do Wie¿y Gryffindoru, ale nie po to, by obejrzeæ prezenty. Odetchnê³a z ulg±, gdy przekona³a siê, ¿e Ksiêga Za³o¿ycieli nadal by³a na swoim miejscu. Spakowa³a siê szybko, postanowiwszy, ¿e podarunki odpakuje pó¼niej, po czym pobieg³a do Wielkiej Sali. Gdy wbieg³a do ¶rodka, pierwsze co rzuci³o jej siê w oczy, to Hagrid stoj±cy na ¶rodku. Wszyscy uczniowie, klaskali na stoj±co. Tak¿e nauczyciele do³±czyli do aplauzu. Julie podbieg³a do olbrzyma, ignoruj±c Harry'ego, Rona i Hermionê, którzy stali przed nim.
- Hagrid! - ucieszy³a siê.
- Och, Julie, wspaniale, ¿e jeste¶ ca³a i zdrowa - odpar³ Hagrid.
- Ty mia³e¶ gorzej. - U¶miechnê³a siê Julie i przy³±czy³a siê do aplauzu.
Olbrzym tylko odwzajemni³ u¶miech. W jego gêstej brodzie zniknê³a pojedyncza ³za.
***
Minê³a po³owa lipca, kiedy Dumbledore przyby³ do ministerstwa magii. Jego twarz wyra¿a³a zdecydowanie. Syriusz Black musi oddaæ Wisior Ognia. Nie lubi³ stosowaæ przemocy, ale je¶li nie odda go dobrowolnie, bêdzie musia³. Paul poinformowa³ dyrektora Hogwartu, ¿e dziewczynka jest bliska niezamierzonego uaktywnienia mocy ognia, je¶li ich lekcje trwaj± za d³ugo i dopada j± zmêczenie. By³o coraz mniej czasu. Po drodze do gabinetu ministra natkn±³ siê na wielu zabieganych czarodziejów. Mia³ wra¿enie, ¿e ostatni raz taki chaos panowa³ tu, gdy nast±pi³a fala aresztowañ po upadku Voldemorta. Zapuka³ do gabinetu Knota. Odpowiedzia³o mu krótkie, jakby przestraszone Wej¶æ! Dumbledore wszed³ do ¶rodka. Zauwa¿y³, ¿e oprócz ministra by³o tu tak¿e dwóch zewnêtrznych stra¿ników Azkabanu, którzy ostatnim razem go tam wpu¶cili. Wszyscy trzej byli przestraszeni i bladzi jak ¶ciana. Co¶ musia³o siê staæ.
- Witam, muszê porozmawiaæ z Syriuszem Blackiem. To pilne - powiedzia³ dyrektor tonem nieznosz±cym sprzeciwu. Cokolwiek siê sta³o, teraz go nie interesowa³o.
Stra¿nicy wymienili siê nerwowymi spojrzeniami.
- Obawiam siê, ¿e to niemo¿liwe, Dumbledore - odezwa³ siê jeden z nich.
- Dlaczego? - zapyta³ starzec.
- On uciek³, Albusie - odpowiedzia³ Knot grobowym tonem. - Syriusz Black uciek³.
Jestem bardzo niezadowolona. Rozdzia³ typowo pisany na szybkiego. By³o mnóstwo b³êdów: od braku koñcówek, dziwniej odmiany czasowników po s³owa zupe³nie niezrozumia³e. Znalaz³o siê te¿ kilka zdañ, które znaczy³y kompletnie nic, wiêc musia³am zmieniæ je ca³kowicie. Przyk³adowo zamiast s³owa ostrze¿enie by³o s³owo ostrzênie. Przecie¿ to ewidentnie nie jest pomy³ka tylko lenistwo, tym bardziej ¿e takie dziwactwa s± podkre¶lane!
Poza tym rozdzia³ trochê nudniejszy. Praktycznie sam dialog. Wiadomo, jako¶ trzeba zakoñczyæ rok, ale trochê skróci³abym na Twoim miejscu to wszystko. Rozmowy Harry'ego z Dumbledore'em nigdy nie by³y a¿ tak obszerne, a sam Albus a¿ tak wylewny i konkretny. Zbyt konkretne by³o np. to:
- Obawiam siê, ¿e to bardzo mo¿liwe - odpowiedzia³ ze wspó³czuciem dyrektor.
Raczej ¿aden doros³y by tak nie odpowiedzia³ ma³ej dziewczynce. Julie zachowuje siê za doro¶le, natomiast Albus ma³o kanonicznie.
Plusem jest koñcówka. Knot zachowa³ siê jak Knot i odpowiedzia³ jak na Knota przysta³o. Nastêpnym razem jednak bêdê odrzucaæ opowiadania, w których roi siê od dziwacznych b³êdów, bynajmniej nie pope³nionych z niewiedzy ;>