Julie poznaje potomków rodów Railserów i Landlerów, Eveline i Simona.
Julie i Kate sz³y korytarzem, zastanawiaj±c siê, gdzie s³ysza³y nazwiska Railser i Landler.
- Przysiêgam, ¿e gdzie¶ ju¿ je us³ysza³am - powiedzia³a niebieskooka.
- Ja te¿, tylko nie pamiêtam gdzie - odpar³a jej przyjació³ka.
Zajête my¶lami nie zauwa¿y³y dziewczynki id±cej w przeciwnym kierunku, w efekcie czego Julie na ni± wpad³a.
- Przepraszam, nie widzia³am ciê - powiedzia³a, pomagaj±c jej zbieraæ jakie¶ notatki. - Czy my siê ju¿ kiedy¶ nie widzia³y¶my? - zapyta³a.
- Tak, p³ynê³am z wami w ³ódce przed Ceremoni± Przydzia³u - odpowiedzia³a dziewczynka, bior±c od niej pergaminy. - Jestem Eveline Railser z Ravenclawu, a wy?
- Ja jestem Julie Black, a to Kate Deamers. Obie jeste¶my z Gryffindoru - Gryfonka przedstawi³a przyjació³kê. - Ju¿ wiem gdzie s³ysza³am te nazwiska! McGonagall wywo³a³a je podczas przydzia³u.
- O jakie nazwiska chodzi? - zapyta³a Krukonka marszcz±c brwi.
- O twoje i Simona Landlera z Hufflepuffu - odpowiedzia³a Kate. - On te¿ p³yn±³ z nami ³ódk±.
- Ale o co chodzi? - nie rozumia³a Eveline.
- Chod¼, znajdziemy pust± salê i tam ci wszystko powiem. Tylko najpierw poszukajmy tego Puchona - odpowiedzia³a Julie.
- Dobra, tylko gdzie mamy go szu... - dziewczynka nie dokoñczy³a, bo korytarzem w³a¶nie szed³ Ernie Macmillan.
- Ernie, czekaj! - zawo³a³a za nim Julie. - Nie widzia³e¶ gdzie¶ Simona Landlera? - zapyta³a, gdy zwróci³ na ni± uwagê.
- Simona? - powtórzy³ ch³opiec. - Ostatnio mówi³, ¿e idzie do biblioteki.
- Dziêki - odpar³a Gryfonka.
Dziewczyny pobieg³y nie ogl±daj±c siê za siebie. Z g³o¶nym hukiem wpad³y do biblioteki. Na ich nieszczê¶cie w pobli¿u krêci³a siê pani Pince.
- Co wy sobie wyobra¿acie?! To jest ¶wi±tynia wiedzy! Tu obowi±zuje CISZA! - krzyknê³a wymachuj±c miote³k± z piór.
- Przepraszamy, to wiêcej siê nie powtórzy - powiedzia³a Kate, robi±c zawstydzon± minê.
Odczeka³y a¿ bibliotekarka siê oddali i wesz³y w g³±b pomieszczenia. By³o prawie puste, nie licz±c paru uczniów siedz±cych przy stolikach. Jednym z nich by³ rudow³osy Puchon.
- To musi byæ on - powiedzia³a Julie, wskazuj±c na ch³opca.
Podesz³y do niego. Podniós³ g³owê znad pergaminu, ¿eby na nie spojrzeæ.
- Cze¶æ, jeste¶ Simon Landler, prawda? - zapyta³a Julie.
- Tak - odpowiedzia³ Puchon. - Chyba p³ynêli¶my razem ³ódk±, nie?
- Owszem. Ja jestem Julie Black, a to Kate Deamers i Eveline Railser. Chod¼ z nami, musimy porozmawiaæ.
- Nie skoñczy³em jeszcze referatu dla Snape'a.
- Pó¼niej dokoñczysz.
- Nie mo¿emy rozmawiaæ tutaj?
- Nie, nie chcê ¿eby kto¶ nas pods³ucha³. No chod¼, przerwa ci nie zaszkodzi.
- No dobra.
Simon w³o¿y³ pergamin, ka³amarz, pióro i ksi±¿kê do torby, po czym wszyscy czworo opu¶cili bibliotekê. Weszli do jakiej¶ pustej, zagraconej sali.
- Wiêc o co chodzi? - zapyta³a Eveline siadaj±c na brzegu krzes³a.
- O to - Julie podwinê³a rêkaw, by pokazaæ bliznê w kszta³cie ognistej b³yskawicy.
- Ja mam podobn± - powiedzia³ Simon, wytrzeszczaj±c oczy.
- W kszta³cie ziemnej b³yskawicy, a Eveline - powietrznej - odpar³a niebieskooka.
- Zgadza siê, ale sk±d to wiesz? - zapyta³ ch³opiec.
Dziewczynka wyjê³a z torby Ksiêgê Za³o¿ycieli.
- Przeczytajcie zaznaczone fragmenty. Tylko nie mówcie nikomu, ¿e j± mam. To jedyny egzemplarz, nie mo¿e dostaæ siê w niepowo³ane rêce.
Eveline i Simon zaczêli czytaæ, a z ka¿dym wersem na ich twarzach malowa³ siê coraz wiêkszy szok i niedowierzanie. Gdy skoñczyli, spojrzeli na Julie, jakby zobaczyli ducha.
- Czekajcie - zaczê³a Krukonka. - Je¶li dobrze rozumiem, to my jeste¶my tymi dziedzicami? - zapyta³a.
- Tak - odpowiedzia³a Julie. - Ja - Gryffindora, ty - Ravenclaw, a Simon - Hufflepuff.
- W zesz³ym roku... w czerwcu... obudzi³o mnie swêdzenie blizny - przyzna³ Puchon.
- Mnie te¿... to przecie¿ by³o tej nocy, w której Harry Potter z przyjació³mi poszed³ uratowaæ kamieñ filozoficzny przed Quirrellem i Voldemortem! - Na twarzy Eveline pojawi³a siê ekscytacja.
- Szkoda tylko, ¿e nie wiemy jakie znaczenie maj± te wasze blizny... i ró¿d¿ka Julie, bo nie s±dzê, ¿eby to by³ przypadek, ¿e wybra³a w³a¶nie j± - zauwa¿y³a Kate z zamy¶lon± min±, drapi±c siê po podbródku.
- Jaka ró¿d¿ka? - spyta³a Krukonka.
- Z ³z± feniksa. Ollivander powiedzia³, ¿e jest unikatowa - odpowiedzia³a niebieskooka. - Mnie te¿ interesuje dlaczego w³a¶ciwie wybra³a akurat mnie - doda³a, wpatruj±c siê w bli¿ej nieokre¶lony punkt.
- Ej, a w³a¶ciwie to czemu mamy w to wierzyæ? - zapyta³ podejrzliwie Simon, ³api±c siê pod boki.
- Dotknijcie zwierz±t na herbie - odpowiedzia³a spokojnie Julie.
Ch³opak dotkn±³ poklei god³a Domów. Zgodnie z przewidywaniami Gryfonki, tylko borsuk go nie parzy³. To samo zrobi³a dziewczynka, lecz ona mog³a dotkn±æ tylko or³a.
- Sami widzicie, a raczej czujecie - powiedzia³a niebieskooka i ¿eby nie mieli ju¿ ¿adnych w±tpliwo¶ci, sama dotknê³a zwierz±t na herbie, w¶ród których tylko lew jej nie parzy³.
- No dobra, a co z tymi wisiorami? - zapyta³a Eveline.
- Nigdy nie widzieli¶cie Wisiora Powietrza i Wisiora Ziemi? - odpowiedzia³a pytaniem Julie.
- Nie... chocia¿.. mój tata pokaza³ mi tajn± skrytkê w domu, zanim pierwszy raz przyjecha³em do Hogwartu. By³o w niej jakie¶ pude³ko. Powiedzia³, ¿e mam je zabraæ, gdyby co¶ sta³o siê jemu lub mamie. Nie zobaczy³em jednak co by³o w ¶rodku - przyzna³ Simon. - Ale to ca³kiem prawdopodobne, ¿e jest to Wisior Ziemi, skoro ojciec umie¶ci³ go w ukrytym miejscu.
- Ja nigdy nie widzia³am Wisiora Powietrza, ale w moim domu jest jaka¶ pozytywka. Niby wygl±da zwyczajnie... ot, tancereczka obracaj±ca siê w rytm melodii. Tylko, ¿e moi rodzice bardzo jej pilnuj±. Pamiêtam jak kiedy¶ próbowa³am j± otworzyæ, ale nie da³o siê. - Na twarzy Krukonki pojawi³ siê wyraz g³êbokiego zamy¶lenia. - A co z Wisiorem Ognia? - zapyta³a.
- Zagin±³. Wiem tylko tyle, ¿e mój tata zostawi³ go komu¶ na przechowanie zanim umar³. Problem w tym, ¿e nie wiem komu. My¶la³am, ¿e mo¿e zostawi³ go Paulowi, ale on chyba nawet nie s³ysza³ o Wisiorze Ognia - odpowiedzia³a Julie.
- Kto jest Paul? - zapyta³ Puchon.
Dziewczynka opowiedzia³a im o anonimowym li¶cie i spotkaniu na Wie¿y Astronomicznej.
- I naprawdê nie wiesz kto móg³by mieæ Wisior Ognia? - zapyta³a Krukonka.
- Nie mam pojêcia. Snape powiedzia³ mi, ¿e mój ojciec okaza³ siê tak samo g³upi jak James Potter - odpowiedzia³a Gryfonka. - Ale to pewnie zwyczajna z³o¶liwo¶æ. Wszyscy wiemy, ¿e on nie znosi³ taty Harry'ego - doda³a, choæ sama nie by³a tego pewna. - Eveline, Simon, kojarzycie mo¿e Syriusza Blacka? - zapyta³a z nadziej± w g³osie.
- Syriusza Blacka? - powtórzy³ Puchon. - Hm... nigdy o kim¶ takim nie s³ysza³em - powiedzia³, drapi±c siê po brodzie.
- Dlaczego o niego pytasz? - zapyta³a Krukonka.
- Mam wra¿enie, ¿e on co¶ mo¿e wiedzieæ. Pyta³am o niego Dumbledore'a i Paula, ale obaj powiedzieli, ¿e nie mogê siê z nim kontaktowaæ. Ten drugi nawet siê w¶ciek³, gdy o nim wspomnia³am, ale nie wiem dlaczego - wyja¶ni³a Julie.
- Ten Syriusz to jaki¶ twój krewny? - zapyta³ Simon.
- Daleki kuzyn taty, z tego co wiem - odpowiedzia³a niebieskooka. - Jestem niemal pewna, ¿e kiedy¶ o nim s³ysza³am, ale nie mogê sobie przypomnieæ kiedy - doda³a. - Mnie bardziej interesuje komu tata zaufa³ bardziej ni¿ swojemu najlepszemu przyjacielowi. - Zaczê³a chodziæ w tê i z powrotem.
- Ej, nie uwa¿acie, ¿e o czym¶ zapomnieli¶my? - zapyta³a Kate.
- Niby o czym? - odpowiedzia³a pytaniem Julie, zatrzymuj±c siê obok przewróconego sto³u.
- O Wisiorze Wody - odpar³a jej przyjació³ka. - Wiemy gdzie prawdopodobnie znajduj± siê Wisiory Powietrza i Ziemi oraz mniej-wiêcej kiedy zagin±³ Wisior Ognia. Ale co z ostatnim? - zapyta³a, dziwi±c siê, ¿e nikt prócz niej o tym nie pomy¶la³.
- Hm... z Ksiêgi Za³o¿ycieli wynika, ¿e Salazar Slytherin zostawi³ swój wisior w zamku, gdy opu¶ci³ go na zawsze. Mo¿e nadal jest gdzie¶ w Hogwarcie, a Dziedzic Slytherina, kimkolwiek jest, nie ma pojêcia o jego istnieniu - zauwa¿y³a Gryfonka.
- Julie, chyba sama w to nie wierzysz? - zapyta³a Eveline, patrz±c na ni± jak na dziecko, któremu trzeba kolejny raz co¶ wyt³umaczyæ. - Czarodziej czystej krwi nie wiedzia³by o takiej rzeczy? Niby nic nie wiadomo, ¿e o Wisiorach napisane jest w innej ksi±¿ce ni¿ w Ksiêdze Za³o¿ycieli, ale nie wiadomo, czy Dziedzic Slytherina nie mia³ jej w rêkach - powiedzia³a tonem nauczycielki.
- Nie wiemy czy on jest czystej krwi - zauwa¿y³a niebieskooka.
- Gauntowie byli rodem czystokrwistych czarodziei - przypomnia³a jej Krukonka.
- No w³a¶nie, byli, dziedzic musi nosiæ inne nazwisko.
- Ale skoro Gauntowie, jak mo¿na siê domy¶leæ, byli przywi±zani do czysto¶ci krwi... - Eveline próbowa³a siê broniæ.
- Tak, bo w ¿adnym rodzie fanatyków czystej krwi nigdy nie by³o czarnej owcy. Mój ojciec i ten Syriusz Black, s±dz±c po tym, ¿e te¿ by³ w Gryffindorze, to jakie¶ anomalie, co nie? - zakpi³a Julie.
- No dobra, masz racjê - Eveline da³a za wygran±. - Zastanówmy siê lepiej, co teraz zrobimy.
- Mo¿e powinni¶my pój¶æ do Dumbledore'a? - zasugerowa³ Simon.
- Tak - zgodzi³a siê niebieskooka. - Ale najpierw musimy co¶ sprawdziæ. Pomó¿cie mi tu zrobiæ trochê miejsca - powiedzia³a i, nie czekaj±c na odpowied¼, zaczê³a przysuwaæ stare krzes³a pod ¶cianê.
Powiem szczerze, ¿e nie do koñca wiem, jak mam ju¿ podchodziæ do tego FF. Na pocz±tku wydawa³o mi siê, ¿e bêdzie raczej bardziej rozbudowane, kreacja bohaterów bêdzie bardziej skomplikowana, a ta czê¶æ przekonuje mnie, ¿e to jednak zahacza bardziej o bajkê dla dzieci. Niezbyt wygórowane postacie, przejawiaj±ce siê zbyt du¿± ufno¶ci±, ot, taka ciekawa przygodówka. Wiêc je¿eli mam to opowiadanie oceniaæ w tej kategorii, to jest w porz±dku.
Kilka spraw:
Po kolei.
Kto to jest Paul? lub Kim jest Paul?
No i w sumie trochê nie rozumiem, dlaczego Kate jest wmieszana w ca³± t± sprawê. Rozumiem, ¿e jest najlepsza przyjació³k± Julie, no ale ¿eby uczestniczyæ w rozmowach z innymi dziedzicami? Oni nie powinni dbaæ, ¿eby zachowaæ to w tajemnicy i nikogo nie anga¿owaæ?