Od wydarzeñ z prologu mija sze¶æ lat. Julie Black pragnie poznaæ tajemnicê swojej blizny.
By³ wieczór siódmego czerwca 1991 roku. W pokoju o czerwonych ¶cianach przyozdobionych pionowymi, z³otymi pasami siedzia³y dwie najwy¿ej jedenastoletnie dziewczynki. Pierwsza mia³a d³ugie, kasztanowe w³osy zaplecione w warkocz i niebieskie oczy. Ubrana by³a w ciemne jeansy i zielony T-shirt z nadrukiem. Na prawym przedramieniu wyra¼nie widaæ by³o bliznê w kszta³cie ognistej b³yskawicy. Druga dziewczyna, drobna szatynka o szarych oczach z zafascynowaniem wpatrywa³a siê w kawa³ek pergaminu le¿±cy na biurku obok listu z czerwon± piecz±tk± i herbem - lwem, or³em, borsukiem i wê¿em wokó³ wielkiej litery "H". Po raz który¶ czyta³a tre¶æ listu:
Szanowna Panno Black,
Mam przyjemno¶æ poinformowaæ, ¿e zosta³a panna przyjêta do Szko³y Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Do³±czamy listê niezbêdnych ksi±¿ek i wyposa¿enia. Rok szkolny zaczyna siê 1 wrze¶nia.
Z wyrazami szacunku,
Minerwa McGonagall,
zastêpca dyrektora
- Ale ci zazdroszczê, Julie. Jak ja bym chcia³a nie musieæ wiêcej wkuwaæ matmy - powiedzia³a szatynka.
- Tak, wkuwanie na pamiêæ zasad i regu³ek transmutacji jest zdecydowanie ciekawsze ni¿ u³amki i procenty - za¶mia³a siê niebieskooka.
Kate Deamers by³a najlepsz± przyjació³k± Julie i jedyn± mugolk±, która zna³a po³o¿enie domu jej dziadków.
- Ej, a niemagicznym rodzicom mo¿e urodziæ siê magiczne dziecko? - zapyta³a po chwili namys³u
- Tak, wtedy takie dziecko nazywane jest mugolakiem. Moja matka pochodzi³a z rodziny mugoli - odpowiedzia³a Julie. - A czemu pytasz?
- Wiesz, nigdy wcze¶niej ci tego nie mówi³am, ale czasami gdy Jamie mnie wkurzy, to wokó³ dziej± siê dziwne rzeczy. Ostatnio np. st³uk³a siê szklanka - odpowiedzia³a Kate.
- Hm... to faktycznie zastanawiaj±ce. Ale jeste¶ absolutnie pewna, ¿e jej nie str±ci³a¶ czy co¶?
- Tak. Po prostu sta³a na stole i nagle pêk³a.
- A mo¿e za g³o¶no krzyknê³a¶ na brata?
- Nie krzycza³am.
- W takim razie wszystko wyja¶ni siê 12 sierpnia. W twoje jedenaste urodziny.
- Fajnie by by³o, gdyby siê okaza³o, ¿e jestem czarownic±. Tylko czy w takim razie Jamie te¿ nie powinien byæ magiczny?
- Niekoniecznie. Czy wokó³ niego dzia³o siê kiedy¶ co¶ niezwyk³ego?
- Nie, tylko wokó³ mnie.
- Czyli na pewno jest mugolem.
Nasta³o milczenie. Wzrok Kate pad³ na tajemnicz± bliznê przyjació³ki.
- Julie, sk±d w³a¶ciwie masz t± bliznê? - zapyta³a
- Nie mam pojêcia. Pojawi³a siê, gdy mia³am piêæ lat. Ledwo pamiêtam co siê sta³o. - odpowiedzia³a dziewczynka zerkaj±c na jedyne magiczne zdjêcie w tym pomieszczeniu - przedstawiaj±ce mê¿czyznê o kasztanowych w³osach obejmuj±cego czarnow³os± kobietê w ci±¿y. - Nawet nie wiem kto i dlaczego zabi³ moich rodziców i nienarodzon± siostrê. Dziadkowie nigdy mi nie powiedzieli. Blizna pojawi³a siê nagle.
- My¶lisz, ¿e to co¶ znaczy?
- Pewnie tak. Takie co¶ nie pojawia siê ot tak, nie? Mo¿e znajdê co¶ na ten temat w bibliotece Hogwartu.
Dziewczynka dotknê³a wê¿a Slytherina na herbie Hogwartu widniej±cym na kopercie. Momentalnie poderwa³a d³oñ, bo parzy³. To by³o dziwne. Przytknê³a palec do or³a Ravenclawu. To samo. Na Borsuku Hufflepuffu te¿ nie mog³a trzymaæ palca d³u¿ej ni¿ u³amek sekundy. Po³o¿y³a kciuk na lwie Gryffindoru. Tym razem nie parzy³o.
- Co jest? - zapyta³a szatynka
- Dotknij po kolei ka¿de zwierzê w herbie - odpowiedzia³a Julie.
Przyjació³ka wykona³a pro¶bê.
- No i co to mia³o daæ? - zapyta³a
- Nie parzy³o ciê? - odpowiedzia³a pytaniem niebieskooka
- Dlaczego niby mia³yby mnie parzyæ? To tylko znaczek.
- Mnie parzy³y. Wszystkie prócz lwa.
- Jak my¶lisz, co to mo¿e znaczyæ?
- ¯e jestem uczulona na Slytherin, Ravenclaw i Hufflepuff. A tak na serio to nie wiem.
- Mo¿e spróbuj zapytaæ dziadków? Ja idê, bo moi rodzice zaczn± siê denerwowaæ. Wiesz jak nie lubi±, gdy pó¼no wracam.
Kate zerknê³a na zegarek na ¶cianie wskazuj±cy na dwudziest± drug±. Dziewczynki zesz³y razem do schludnie wygl±daj±cego salonu, gdzie na kanapie siedzia³o ma³¿eñstwo. Pani o czarnych w³osach przyprószonych siwizn± i czarnych oczach, oraz ³ysiej±cy, jasnow³osy pan o niebieskich oczach. Przyjació³ka Julie grzecznie po¿egna³a siê z pañstwem Colen i wysz³a. Po zamkniêciu za ni± drzwi m³oda czarownica usiad³a w fotelu tak, ¿eby widzieæ twarze Sue i Paula.
- Babciu, dziadku, sk±d to siê wziê³o? - zapyta³a wyci±gaj±c praw± rêkê z blizn±
- To nic takiego, kochanie. Po prostu kiedy¶ siê sparzy³a¶ - sk³ama³a pani Colen.
- Tak, wyla³a¶ sobie na rêkê wrz±tek - potwierdzi³ jej m±¿.
- Ech, nigdy nie umieli¶cie dobrze k³amaæ. Mo¿e nie pamiêtam zbyt wiele, ale nie zapomnia³am, ¿e mia³am j±, gdy tata mnie tu przyniós³ - powiedzia³a Julie patrz±c na nich spod byka.
- No dobra, to nie jest zwyk³a blizna. Ale dlaczego j± masz dowiesz siê pó¼niej - odpar³a jej babcia.
- A mogê siê dowiedzieæ dlaczego parz± mnie wszystkie zwierzêta w herbie Hogwartu na kopercie, tylko nie lew? - zapyta³a dziewczynka
Pañstwo Colen wymienili siê spojrzeniami. Widaæ by³o, ¿e sami siê tego nie spodziewali.
- Musia³o ci siê co¶ przy¶niæ - powiedzia³ dziadek.
- Wcale mi siê nie przy¶ni³o. Kate by³a przy tym - odpar³a Julie.
Z g³êbokim westchniêciem rozejrza³a siê po pokoju. Na komodzie sta³y jej zdjêcia z wczesnego dzieciñstwa. Na niektórych rzuca³a siê w oczy tajemnicza blizna. Choæ teraz by³a bledsza, nadal nie da³o jej siê przeoczyæ. Musia³a za wszelk± cenê dowiedzieæ siê sk±d j± ma.
***
Jedenastolatka le¿a³a w ³ó¿ku nas³uchuj±c kiedy dziadkowie pójd± spaæ. Próbowa³a przypomnieæ sobie szczegó³y z tamtej nocy, ale jedyne, co zachowa³o siê w jej my¶lach, to ojciec wpadaj±cy nagle do jej pokoju i zabieraj±cy j± do dziadków, gdzie dowiaduje siê, ¿e kto¶ zabi³ jej mamê i nienarodzon± siostrê, Amy. Potem ta blizna w kszta³cie ognistej b³yskawicy, Zaklêcie Fideliusa i tata deportuj±cy siê z powrotem do Doliny Godryka. Nigdy nie mog³a zrozumieæ po co tam wróci³, skoro wiedzia³, ¿e ju¿ za pó¼no, ¿eby uratowaæ jej ciê¿arn± matkê? Wiedz±c zapewne, ¿e sam zginie? Julie przez ponad rok po ¶mierci rodziców zadawa³a sobie dwa pytania: Dlaczego zginêli i czemu ojciec j± zostawi³, chocia¿ móg³ nie wracaæ do Doliny od razu, tylko pó¼niej? Gdy ju¿ w ich domu nie by³o morderców? Gdy w domu nasta³a cisza przerywana jedynie tykaniem zegara i pohukiwaniem sów za oknem, Julie ostro¿nie wygramoli³a siê z ³ó¿ka, wziê³a ma³± latarkê z szuflady i wysz³a po cichu na palcach z pokoju. W salonie uwa¿aj±c ¿eby nie wpa¶æ na ulubiony bujany fotel dziadka, podesz³a do rega³u z ksi±¿kami. Zapali³a latarkê, ¿eby widzieæ tytu³y. Sama nie wiedzia³a czego tu szuka³a. Nie by³o tu ksi±¿ek czarodziei. Jedynym magicznym przedmiotem by³o zdjêcie jej rodziców w pokoju. Przejecha³a palcem po grzbietach ksi±g, jakby spodziewa³a siê, ¿e mo¿e znajdzie w¶ród nich odpowied¼ na swoje pytania. Musia³a sama przed sob± przyznaæ, ¿e w Królewnie ¦nie¿ce czy Ba¶niach Andersena nic nie znajdzie. Dziewczynka ju¿ mia³a zgasiæ latarkê, gdy jej uwagê przyku³a kawa³ek kartki wystaj±cy z encyklopedii. Ostro¿nie wyjê³a ciê¿ki wolumin i otworzy³a go, aby wyj±æ znalezisko. Na kawa³ku postrzêpionej karteczki kto¶ napisa³:
OGIEÑ, POWIETRZE, ZIEMIA I WODA
Julie nic z tego nie rozumia³a. Spojrza³a na drug± stronê, ale by³a czysta. Wsadzi³a papierek do kieszeni pi¿amy i encyklopediê z powrotem na rega³.
Le¿±c w ³ó¿ku i gapi±c siê w sufit, zastanawia³a siê nad sensem s³ów i kto móg³ je napisaæ. Podejrzewa³a, ¿e zrobi³ to jej ojciec w noc, w któr± j± tu zostawi³. Powtarza³a sobie w my¶lach s³owa z kartki jak mantrê - ogieñ, powietrze, ziemia i woda... ogieñ... ognista b³yskawica... ogieñ, powietrze, ziemia i woda... Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin. Tak, to by wyja¶nia³o dlaczego mog³a dotkn±æ tylko lwa na herbie Hogwartu. Podekscytowana wysz³a z ³ó¿ka i chwyci³a za swój telefon komórkowy. Chcia³a natychmiast powiadomiæ o swoim odkryciu Kate, wiêc wys³a³a do niej SMS-a. Julie tej nocy ju¿ nie zasnê³a. Wiedzia³a ju¿, co oznaczaj± te s³owa i ¿e jej blizna musi mieæ co¶ wspólnego z Godrykiem Gryffindorem. Tylko co? By³a pewna, ¿e na ¶wiecie ¿yj± jeszcze trzy osoby z podobnymi bliznami w kszta³cie b³yskawicy - powietrzn±, ziemn± i wodn±. Czy oni te¿ byli tak jak ona jedenastolatkami, którzy mieli rozpocz±æ magiczn± edukacjê? Mo¿e te¿ zastanawiali siê dlaczego maj± te znamiona?
Rano zasta³a dziadka czytaj±cego gazetê i babciê robi±c± jajecznicê w kuchni. Julie usiad³a na stole i chwyci³a tosta.
- Kiedy idziemy na zakupy? - zapyta³a
- W sierpniu - odpowiedzia³a Sue.
- Dopiero? Ale wtedy na Pok±tnej bêd± t³umy, nie lepiej teraz?
- Mo¿e i lepiej, ale ty jeszcze masz do skoñczenia podstawówkê.
- Babciu, u³amki na nic zdadz± mi siê w ¶wiecie magii. Ale jak tak bardzo chcesz to mogê j± skoñczyæ, ale egzaminu koñcowego nie bêdê pisaæ. Tylko papier by siê zmarnowa³.
- Jak tam chcesz.
***
W szkole Julie posz³a z Kate do ³azienki, ¿eby nikt nie pods³ucha³ ich rozmowy. Nie by³o to wcale konieczne, bo ka¿dy rozmawia³ albo o zbli¿aj±cych siê egzaminach albo o wakacjach i nikogo nie interesowa³y cudze rozmowy.
- Jeste¶ tego absolutnie pewna? - zapyta³a szatynka, gdy przyjació³ka opowiedzia³a jej o karteczce i wnioskach wyci±gniêtych z czterech s³ów, chocia¿ to samo napisa³a jej w nocy w SMS-ie
- Sama pomy¶l. Najpierw nie mogê dotkn±æ ¿adnego zwierzêcia na herbie po za lwem Gryffindoru. Potem ta karteczka... ogieñ, powietrze, ziemia i woda. Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin. Ognista b³yskawica. Wszystko ³±czy siê w ca³o¶æ, tylko nadal nie wiem co to znaczy.
Tak pogr±¿y³y siê w dyskusji, ¿e nie us³ysza³y dzwonka na lekcjê. By³o ju¿ dobre dziesiêæ minut po, gdy wysz³y z ³azienki. Na swoje nieszczê¶cie natknê³y siê na swoj± matematyczkê. By³a to najstarsza nauczycielka jak± mo¿na sobie wyobraziæ. Zmarszczki na jej zszarza³ej od papierosów twarzy wygl±da³y jak zagniecenia na prze¶cieradle. By³y tak g³êbokie, ¿e mog³yby tam chodziæ mrówki. Na nosie spoczywa³y kwadratowe okulary, za¶ siwe w³osy by³y tak ciasno spiête w kok, ¿e a¿ nasuwa³o siê pytanie czy aby na pewno do jej skóry g³owy dociera krew. Pani Root by³a nieobliczalna jak pierwiastki, których uczy³a. Ju¿ dawno powinna odej¶æ na emeryturê, ale tego nie zrobi³a. Najwyra¼niej jej ¿yciowym celem by³o gnêbiæ uczniów do koñca ¿ycia, bo z ca³± pewno¶ci± nie lubi³a swojej pracy.
- Black, Deamers, proszê mi natychmiast wyja¶niæ dlaczego nie ma was w mojej klasie - powiedzia³a surowym tonem.
- Bo my siê trochê zagada³y¶my w ³azience i nie s³ysza³y¶my dzwonka - wyt³umaczy³a siê Julie.
- A co takiego jest wa¿niejsze od matematyki? - zapyta³a Root
- Ee... bo my rozmawia³y¶my o zadaniu domowym - sk³ama³a Kate.
- ¦wietnie, to wam je sprawdzê - zadecydowa³a nauczycielka.
Dziewczyny wysz³y z lekcji matematyki z dwoma uwagami, bo oczywi¶cie nie mia³y zadania.
- Julie, przysiêgnij mi, ¿e zamienisz t± star± jêdzê w ropuchê jak ju¿ bêdziesz umia³a - poprosi³a szatynka.
- No wiesz, nieletnim nie wolno czarowaæ poza szko³±, a gdy skoñczê siedemna¶cie lat, ona ju¿ pewnie nie bêdzie ¿y³a - odpar³a niebieskooka.
- Mam nadziejê, bo jak na razie mam wra¿enie, ¿e jest nie¶miertelna.
- Nie ty jedna, ale ju¿ nie d³ugo nie bêdziemy musia³y siê z ni± wiêcej u¿eraæ.
Przyjació³ki wesz³y do domu Kate. Jej rodziców czêsto nie by³o, poniewa¿ matka by³a lekarzem, a ojciec prawnikiem.
-Hej, a wiecie, ¿e prawdopodobnie bêdziemy chodziæ do jednej klasy w Smeltingu, bo chyba nie uda mi siê zaliczyæ chemii - oznajmi³ zadowolony Jamie.
By³ to br±zowow³osy ch³opak o oczach w tym samym kolorze.
- Co? - zapyta³a Kate nie wierz±c w³asnym uszom
Chodzenie do jednej klasy ze starszym, denerwuj±cym bratem by³o ostatnim o czym marzy³a.
- Ja nie idê do Smeltinga - powiedzia³a Julie.
- To gdzie? Chyba nie do Stonewall? - zapyta³ Jamie
- Nie. Do pewnej szko³y z internatem. Daleko - odpowiedzia³a Julie.
- Jakiej?
- To nieistotne.
- Mo¿e ja te¿ bêdê tam chodziæ - wtr±ci³a siê Kate.
- Rodzice nic na ten temat nie mówili - zauwa¿y³ jej brat.
- Wiem.
Dziewczyny posz³y do pokoju szatynki, byle by tylko pozbyæ siê towarzystwa ch³opaka.
- Odda³abym swoj± rêkê, ¿ebym dosta³a list z Hogwartu - powiedzia³a Kate siadaj±c na ³ó¿ku.
- Lepiej nie, bo nie mog³aby¶ czarowaæ bez rêki. Chyba ¿e drug± - odpar³a Julie.
Dziewczyny roze¶mia³y siê.
Dni mija³y w szybkim tempie. Ani siê obejrza³y, a ju¿ zaczê³y siê egzaminy, na których ma³a czarownica oczywi¶cie siê nie pojawi³a. Po nich czas nagle przy¶pieszy³ i sierpieñ przyszed³ bardzo szybko. Julie spa³a w najlepsze, gdy obudzi³ j± SMS. Jako, ¿e dzwonkiem by³a syrena okrêtowa, a poprzedniego dnia ustawi³a g³o¶no¶æ na maksimum s³uchaj±c jakiej¶ metalowej piosenki, czu³a siê jakby omal nie zesz³a na zawa³. W¶ciek³a za wczesn± pobudkê odczyta³a wiadomo¶æ od Kate:
Julie, chod¼ szybko do mnie! Musisz to zobaczyæ!
To jeszcze bardziej rozw¶cieczy³o dziewczynkê. Co niby mo¿e byæ takiego wa¿nego, ¿eby budziæ j± o szóstej rano w wakacje? Zaraz... Spojrza³a na datê... dwunasty sierpnia... Jedenaste urodziny Kate! Julie natychmiast siê rozbudzi³a. Ju¿ wiedzia³a, co chcia³a pokazaæ jej przyjació³ka. Nawet siê nie przebra³a tylko zbieg³a na dó³ i w³o¿y³a buty i bluzê, bo by³o ch³odno, i wybieg³a z domu. Starsze panie id±ce na porann± mszê do ko¶cio³a patrzy³y na ni± dziwnym wzrokiem, gdy je mija³a, ale w ogóle siê tym nie przejmowa³a. Zapuka³a do drzwi Deamersów. Otworzy³a jej rozpromieniona dziewczynka.
- Mam nadziejê, ¿e masz wa¿ny powód, ¿eby mnie budziæ o tej porze - powiedzia³a Julie.
- Wiesz, nie musia³a¶ tu przychodziæ w pi¿amie - odpar³a rozbawiona Kate. - Dosta³am list! Z Hogwartu!
Poda³a list przyjació³ce, która przeczyta³a jego tre¶æ:
Szanowna Panno Deamers,
Mam przyjemno¶æ poinformowaæ, ¿e zosta³a panna przyjêta do Szko³y Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Do³±czamy listê niezbêdnych ksi±¿ek i wyposa¿enia. Rok szkolny zaczyna siê 1 wrze¶nia.
Z wyrazami szacunku,
Minerwa McGonagall,
zastêpca dyrektora
- Super! Mam nadziejê, ¿e bêdziemy w jednym Domu - ucieszy³a siê niebieskooka. - Powiedzia³a¶ ju¿ rodzicom i bratu?
- Jeszcze nie. Bêdê mog³a i¶æ z tob± i twoimi dziadkami na zakupy? Bo wiesz, rodzice s± zbyt zajêci, a twoja babcia i twój dziadek ju¿ wiedz± gdzie co kupiæ.
- Jasne, na pewno siê zgodz±. Poka¿ na chwilê kopertê.
Kate poda³a przyjació³ce to, o co prosi³a. Dziewczynka dotknê³a po kolei ka¿dego zwierzêcia w herbie. Tak jak przy dotykaniu ich na swojej kopercie nie parzy³ jej tylko lew. Odda³a j± szatynce.
- Pozostaje tylko powiedzieæ moim rodzicom i Jamiemu.
- Poczekaj na mnie, tylko pobiegnê do domu siê przebraæ.
- Ok.
Dom dziadków Julie by³ zaledwie dwie ulice st±d. Jako ¿e pozostawa³ niewidoczny dla innych wszyscy dziwili siê brakiem domu nr. 7, chocia¿ niektórzy mieszkañcy okolicy zarzekali siê, ¿e kiedy¶ tu sta³. Musieli wiêc znaæ ten dom zanim zosta³ objêty Zaklêciem Fideliusa. Dziewczynka zasta³a babciê i dziadka w kuchni. W³a¶nie jedli ¶niadanie.
- Julie, gdzie ty by³a¶? I dlaczego w pi¿amie? - zapyta³ pan Colen
- U Kate. Dosta³a list z Hogwartu - odpowiedzia³a dziewczynka.
- O, to wspaniale - ucieszy³a siê pani Colen.
- Bêdzie mog³a pój¶æ z nami na zakupy?
- Oczywi¶cie.
- Super, pójdê siê przebraæ i lecê z powrotem.
- A ¶niadanie?
- Zjem u Kate.
Julie pobieg³a na górê i szybko przebra³a siê w dresy. W³o¿y³a do kieszeni swój list z Hogwartu. Gdy pojawi³a siê z powrotem w domu przyjació³ki jej rodzice i brat ju¿ wstali. Mary Deamers by³a drobn±, br±zowook± szatynk±. Natomiast Oliver Deamers mia³ br±zowe w³osy i szare oczy.
- Mamo, tato, Jamie, muszê wam co¶ powiedzieæ - powiedzia³a Kate.
- Co takiego, kochanie? - zapyta³a pani Deamers
- Jadê do Hogwartu - odpowiedzia³a z dum± dziewczynka
- Dok±d? To jaka¶ szko³a z internatem? - zapyta³ pan Deamers
- Tak jakby - odpar³a szatynka.
- Chwila... Julie, czy czasem nie o tej szkole mówi³a¶ w czerwcu? - zapyta³ Jamie
- W³a¶nie o tej - odpowiedzia³a niebieskooka. - To szko³a magii i czarodziejstwa.
Ojciec Kate zakrztusi³ siê kaw±, któr± akurat pi³.
- Szko³a czego? - zapyta³ nie wierz±c w³asnym uszom
- Magii i czarodziejstwa - powtórzy³a Julie. - Ja te¿ tam jadê. Moi rodzice byli czarodziejami.
- Ale my nimi nie jeste¶my - zauwa¿y³a matka szatynki.
- Wiem. W rodzinie mugoli... znaczy siê niemagicznych ludzi te¿ mo¿e urodziæ siê czarodziej. Nazywany jest mugolakiem. Moja matka nim by³a.
- Czy czasem ja te¿ nie powinienem byæ czarodziejem? - zapyta³ Jamie
- Nie, nie ma ¿adnej regu³y, która by mówi³a, ¿e mugolak nie mo¿e mieæ mugolskiego rodzeñstwa - odpar³a dziewczynka. - Kate, poka¿ swój list.
Jedenastolatka poda³a swojej mamie list. Julie na wszelki wypadek pokaza³a jej te¿ swój.
- Nie, nie, to na pewno s± jakie¶ ¿arty - skwitowa³a Mary, gdy skoñczy³a czytaæ oba i poda³a je mê¿owi.
- To nie ¿arty, proszê pani. Mo¿e pani zapytaæ moich dziadków - powiedzia³a Julie
- Tak zrobiê.
Kobieta podesz³a do telefonu, podnios³a s³uchawkê i wykrêci³a numer. Po krótkiej rozmowie niedowierzanie ust±pi³o miejsca zdumieniu.
- Na zakupy idê z Julie i pañstwem Colen, wiêc nie musicie siê martwiæ, ¿e bêdziecie musieli zwolniæ siê pracy - powiedzia³a Kate.
- Jeszcze siê nie zgodzili¶my - przypomnia³ jej ojciec.
- Poza tym czym chcesz zap³aciæ? Nie mamy przecie¿ czarodziejskich pieniêdzy - doda³a matka.
- W banku Gringotta, tj. banku czarodziei mo¿na wymieniæ mugolskie pieni±dze na galeony, sykle i knuty - wyja¶ni³a Julie.
- Proszê, zgód¼cie siê! - szatynka u³o¿y³a rêce w b³agalnym ge¶cie
- No dobrze, skoro tak bardzo chcesz - zgodzi³ siê Oliver.
***
Tydzieñ przed rozpoczêciem roku szkolnego Julie i Kate wraz z dziadkami tej pierwszej udali siê na Pok±tn±. Zgodnie z przewidywaniami panny Black ulica by³a zat³oczona. Po pó³torej godzinie zakupili ju¿ wszystko oprócz ró¿d¿ek i zwierz±t.
- Najpierw idziemy do Ollivandera. Do Eylopy na koniec - powiedzia³a pani Colen.
Sklep wytwórcy ró¿d¿ek mia³ najbardziej magiczny klimat ze wszystkich na Pok±tnej. D³ugie pude³ka piêtrzy³y siê na rega³ach, które siêga³y sufitu.
- Mogê ja pierwsza? - zapyta³a Kate
- Oczywi¶cie - odpowiedzia³ pan Colen.
Pojawi³ siê pan Ollivander.
- Witam, witam, jak siê panienka nazywa? - zapyta³
- Kate Deamers - odpowiedzia³a dziewczynka
- Która rêka ma moc?
- Yy... jestem praworêczna.
Nastêpnie miarka sama zaczê³a j± mierzyæ. Po tym to samo zrobi³a z Julie. Gdy skoñczy³a zwinê³a siê i wpad³a do szuflady.
- Proszê spróbowaæ tej - wi¶nia, 13 cali, w³os z ogona jednoro¿ca, sztywna - powiedzia³ wytwórca, podaj±c Kate d³ugie pude³eczko
Chwyci³a ró¿d¿kê w palce, ale nic siê nie sta³o.
- No nic, to mo¿e ta - g³óg, 10,5 cala, pióro feniksa, elastyczna.
Te¿ nic.
- Cedr, 12,5 cala, w³ókno ze smoczego serca, giêtka.
Kate chwyci³a ró¿d¿kê w palce. Z jej koñca wystrzeli³ promieñ ¶wiat³a.
- Brawo! No to teraz panna Julie Black - powiedzia³ Ollivander swym tajemniczym g³osem.
- Sk±d pan wie jak mam na imiê? - zapyta³a niebieskooka
- Có¿, pochodzisz z jednego najstarszych rodów czystej krwi - odpowiedzia³ mê¿czyzna.
Dziewczynka odnios³a wra¿enie, ¿e nie mówi³ do koñca prawdy, ale nie pyta³a dalej. Najpierw wypróbowa³a dwie ró¿d¿ki, które odrzuci³y Kate, ale i jej ¿adna nie wybra³a.
- Proszê spróbowaæ tej - mahoñ, 11 cali, w³os z ogona jednoro¿ca - powiedzia³ Ollivander, podaj±c jej kolejne pude³eczko.
Julie chwyci³a ró¿d¿kê w palce, ale nic siê nie sta³o. Sprawdza³a po kolei ka¿d±, ale ¿adna nie by³a t± w³a¶ciw±. W ten sposób wypróbowa³a ju¿ po³owê jaka by³a w sklepie. Na ladzie i krzes³ach piêtrzy³y siê d³ugie pude³ka. Pan Ollivander czê¶æ z nich musia³ po³o¿yæ na pod³odze, ¿eby by³o go widaæ. A i tak musia³ stan±æ na taborecie.
- Wrzos, 9 cali, w³ókno ze smoczego serca, do¶æ giêtka - powiedzia³ z nieukrywanym zachwytem w g³osie.
Musia³ lubiæ klientów, którzy mieli problem ze znalezieniem odpowiedniej ró¿d¿ki. Julie chwyci³a wrzosow±, ale równie¿ nic siê nie sta³o. I tak wypróbowa³a wszystkie ró¿d¿ki ze sklepu. Zaczê³a siê baæ, ¿e jest za ma³o magiczna, ¿eby j± dostaæ.
- To ju¿ wszystkie? - zapyta³a
- Te w sprzeda¿y tak - odpowiedzia³ Ollivander. - Ale mam jeszcze jedn± - doda³ i wyszed³ na zaplecze.
Wróci³ po chwili z kolejnym pude³kiem. Wyj±³ z niego ró¿d¿kê i poda³ dziewczynce. Chwyci³a j± w palce i poczu³a jak przez rêkê przep³ywa jej energia. Z koñca ró¿d¿ki wystrzeli³y czerwono-z³ote iskry. Odetchnê³a z ulg± i od³o¿y³a przedmiot do pude³ka.
- Z czego ona jest? - zapyta³a
- Ostrokrzew, 12 cali, ³za feniksa, giêtka - odpowiedzia³ wytwórca.
- Co? Przecie¿ do wyrobu ró¿d¿ek u¿ywa siê piór tych ptaków, nie ³ez.
- Tak. To jest unikatowa, jedyna taka ró¿d¿ka. Mia³a mieæ rdzeñ z w³osa z ogona jednoro¿ca, ale feniks uroni³ ³zê na kawa³ek ostrokrzewu. A musi panienka wiedzieæ, ¿e z tego kawa³ka ostrokrzewu wytworzy³em jeszcze jedn± ró¿d¿kê. T±, któr± kilka minut temu zakupi³ u mnie Harry Potter. Bli¼niacza ró¿d¿ka Sama-Wiesz-Kogo.
- Chce pan powiedzieæ, ¿e... - zaczê³a dziewczynka.
- T± ³zê uroni³ ten sam feniks, którego pióra znajduj± siê w ró¿d¿kach pana Pottera i Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiaæ - odpar³ Ollivander.
- Dlaczego by³a na zapleczu?
- Ju¿ samo po³±czenie ostrokrzewu z piórem feniksa daje niezwyk³± moc w³a¶cicielowi takiej ró¿d¿ki. Pani ró¿d¿ka jest najprawdopodobniej najpotê¿niejsz± ró¿d¿k±, która istnieje, a w ka¿dym razie nie stwierdzono istnienia silniejszej, chocia¿ s± pewne legendy. Podejrzewam, ¿e nawet, gdyby kto¶ odebra³ j± panience w pojedynku, to nigdy by jej w pe³ni nie posiad³.
Wychodz±c ze sklepu Julie nie wiedzia³a co my¶leæ. By³o mo¿liwe, ¿e mia³a najpotê¿niejsz± ró¿d¿kê. Jedyn± w swoim rodzaju. Ale dlaczego w³a¶nie j± wybra³a? Mia³a niejasne wra¿enie, ¿e mia³o to co¶ wspólnego z blizn± w kszta³cie ognistej b³yskawicy. W Centrum Handlowym Eylopa zakupi³a samca sowy ¶nie¿nej, któr± nazwa³a ¦nie¿ek. Natomiast jej przyjació³ka naby³a ma³ego bia³o-rudego kotka, którego nazwa³a Merlin.
W domu Julie rozmy¶la³a nad swoj± ró¿d¿k±. Zda³a sobie sprawê, ¿e zapomnia³a zapytaæ czy ten feniks do kogo¶ nale¿a³. W tym samym czasie, gdy ona le¿a³a w ³ó¿ku, obracaj±c w palcach przedmiot z ³z± feniksa, pañstwo Colen przywi±zali do nó¿ki swojej ma³ej, br±zowej p³omykówki imieniem Spark, bêd±cej prezentem od córki, krótki li¶cik o takiej tre¶ci:
Drogi profesorze Dumbledore,
Procjon prosi³, ¿eby pana powiadomiæ, je¶li to siê stanie. Ró¿d¿ka z ³z± pañskiego feniksa wybra³a Julie.
Z powa¿aniem,
Sue i Paul Colenowie
Sue i Paul obserwowali sowê, a¿ znik³a im z pola widzenia.
Podoba mi siê, ¿e Twoje fan ficki s± d³ugie. Widaæ, ¿e sporo nad nimi musisz siedzieæ. Dialogi tym razem wysz³y niemal bez zgrzytów prócz tego momentu:
- No dobrze, skoro tak bardzo chcesz - zgodzi³ siê Oliver.
Trochê nierealne, ¿e rodzice-mugole tak szybko wyrazili zgodê, zrozumieli fakt, ¿e ich córka idzie do jakiej¶ dziwnej szko³y i jeszcze dodali "no dobrze, skoro tak bardzo chcesz", jakby chodzi³o i kupno sukienki. "
Poza tym zastanawiam siê jak do tych Za³o¿ycieli dopasujesz Pottera, który równie¿ ma b³yskawicê i bêdzie w Gryffindorze, podobnie jak Julie.
No i z t± najpotê¿niejsz± ró¿d¿k± to ju¿ mi siê te¿ ¶rednio podoba, poza tym by wypróbowaæ wszystkie ró¿d¿ki Ollivandera musia³aby tam chyba spêdziæ kilka dni ;o
Ale poza tym ta czê¶æ jest o wiele lepsza od poprzedniej, bardziej siê tutaj wczu³am i widaæ progres. Tak¿e mo¿e byæ ju¿ tylko coraz lepiej ;D