Julie po raz pierwszy jedzie do Hogwartu.
Dworzec King's Cross pierwszego wrze¶nia by³ wyj±tkowo zat³oczony. Podró¿ni ¶pieszyli siê na perony i tylko niektórzy zerkali nieufnie na wielk± sowê ¶nie¿n±, która spa³a w klatce na kufrze Julie albo na bia³o-rudego kota Kate, który g³o¶nym miauczeniem i drapaniem dawa³ do zrozumienia, ¿e nie lubi, gdy zamyka siê go w transporterze.
- No to który to peron? - zapyta³ pan Deamers
- 9 i 3/4 - odpowiedzia³a Julie.
- Czyli powinien byæ miêdzy dziewi±tym a dziesi±tym. Tylko, ¿e pomiêdzy jest tylko ¿elazna barierka - zauwa¿y³a pani Deamers.
- Trzeba przez ni± przej¶æ. Je¶li pañstwo siê boj±, to mog± tu zostaæ, a my odprowadzimy dziewczynki na poci±g - zaoferowa³a pani Colen.
- To pierwszy dzieñ nowej szko³y naszej córki. Nie bêdziemy tu czekaæ - odpar³ ojciec Kate.
Pierwsza przez barierkê przesz³a Julie, za ni± jej przyjació³ka, potem Jamie z rodzicami i na koniec pañstwo Colen.
- To jest piêkne! - powiedzia³a z zachwytem Kate, wskazuj±c na czerwony parowóz stoj±cy na peronie
- Jest w pó³ do dziesi±tej. Mamy trochê czasu do odjazdu - stwierdzi³a Julie.
Gwar rozmów miesza³ siê z pohukiwaniem sów, miauczeniem kotów i rechotaniem ropuch. ¦nie¿ek wyrwany ze snu sam zacz±³ ha³asowaæ, a Merlin odzywa³ siê jeszcze g³o¶niej.
- Sporo tu siê zmieni³o odk±d byli¶my tu ostatni raz, ¿eby odprowadziæ twoj± mamê na poci±g - powiedzia³ pan Colen do Julie.
Wszyscy rozgl±dali siê z zaciekawieniem dooko³a. Prawie. Starszy brat Kate mia³ markotn± minê.
- Mamo, tato, przyznajcie siê, ¿e ja te¿ dosta³em list z Hogwartu, w zesz³ym roku w moje jedenaste urodziny, ale go schowali¶cie - powiedzia³ po d³ugiej chwili milczenia.
- Gdyby¶ dosta³ taki list to by¶my ci o tym powiedzieli - odpar³a pani Deamers.
- Zdarzy³o ci siê kiedy¶ co¶ dziwnego? - zapyta³a pani Colen
- Nie - odpowiedzia³ ch³opak.
- No w³a¶nie. Zdolno¶ci magiczne ujawniaj± siê mniej wiêcej do szóstego roku ¿ycia - powiedzia³ pan Colen.
- Mo¿emy ju¿ wsi±¶æ do poci±gu i zaj±æ miejsca? - zapyta³a Julie
- Oczywi¶cie, ale wróæcie siê po¿egnaæ - odpowiedzia³ jej dziadek.
Dziewczynki poci±gnê³y swoje kufry w stronê Hogwart Express. Dwa pierwsze przedzia³y by³y zajête, ale trzeci by³ pusty, wiêc wtaszczy³y do niego baga¿e. Kot miaukn±³ przeci±gle.
- Pó¼niej ciê wypuszczê, Merlin - powiedzia³a Kate.
Wysz³y z poci±gu i pogr±¿y³y siê w rozmowie z pañstwem Colen i pañstwem Deamers. Nawet Jamie nieco siê rozchmurzy³. By³o dziewiêæ minut do odjazdu, gdy Julie dostrzeg³a jak pod ¿elaznym ³ukiem przechodzi rudy ch³opak ze srebrn± naszywk± z liter± "P" na piersi. Za nim pojawili siê dwaj bli¼niacy, tak samo rudzi jak on, przez co dziewczynka uzna³a ich za jego braci. Po nich na peron wbieg³... Julie musia³a zamrugaæ parê razy, ¿eby upewniæ siê czy dobrze widzi. Ch³opiec z czarnymi w³osami stercz±cymi we wszystkie strony, zielonymi oczami... czo³o mia³ przykryte grzywk±, ale dziewczynka mia³a dziwne wra¿enie, ¿e wie kim on jest. Na peronie pojawi³ siê m³odszy brat rudzielców, a za nim ich siostra z matk±. Czarnow³osy ch³opiec uda³ siê stronê poci±gu, ale Julie nie by³o dane d³u¿ej go obserwowaæ.
- Musicie ju¿ wsiadaæ, zosta³o sze¶æ minut - powiedzia³a mama Kate.
- Julie, mo¿emy prosiæ ciê na moment na bok? - zapyta³ pan Colen
Dziewczynka kiwnê³a g³ow±. U¶cisnê³a na po¿egnanie d³onie pañstwa Deamers i ich starszego syna, powiedzia³a Kate ¿eby zaczeka³a na ni± w poci±gu i posz³a za dziadkami w najbardziej ustronne miejsce na peronie.
- Jak dobrze wiesz, masz ró¿d¿kê o potê¿nej mocy. Chcemy ciê prosiæ, ¿eby¶ nikomu nie mówi³a o jej niezwyk³ym rdzeniu - powiedzia³a powa¿nie pani Colen.
- Dlaczego? - zapyta³a Julie
- Si³y z³a nie ¶pi±. Voldemort wci±¿ ¿yje, ale jest zbyt s³aby ¿eby zaatakowaæ - odpowiedzia³ jej dziadek.
- Chcecie powiedzieæ, ¿e on mo¿e wróciæ? - zapyta³a dziewczynka
- Tak. Lepiej ¿eby za wiele osób nie wiedzia³o o twojej ró¿d¿ce. Tylko najbardziej zaufane osoby - odpar³a jej babcia.
- Zastanów siê dobrze zanim komu¶ zaufasz i o niej powiesz - poradzi³ pan Colen.
Julie przypomnia³a sobie o tajemniczej karteczce - ogieñ, powietrze, ziemia i woda. Mo¿e by tak zapytaæ?
- Babciu, dziadku, w nocy po moich urodzinach znalaz³am w encyklopedii w waszym salonie karteczkê... i na niej by³o napisane OGIEÑ, POWIETRZE, ZIEMIA i WODA. Czy to ma co¶ wspólnego z moj± blizn±? Z Gryffindorem, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherinem? Napisa³ to mój tata, prawda? - zapyta³a
- Tak, to on zostawi³ t± karteczkê - odpowiedzia³a pani Colen. - I tak, to ma wiele wspólnego z Za³o¿ycielami i twoj± blizn±.
- Ka¿demu z nich odpowiada jeden ¿ywio³. Godryk Gryffindor to ogieñ, Rowena Ravenclaw - powietrze, Helga Hufflepuff - ziemia, a Salazar Slytherin - woda - powiedzia³ Paul.
- Ale co to ma wspólnego z moj± blizn±? - zapyta³a Julie
- Jeste¶ jeszcze na to za ma³a. Dowiesz siê, gdy bêdziesz starsza - odpowiedzia³a Sue. - Za trzy minuty odjazd, musisz ju¿ wsiadaæ.
Dziewczynka pozwoli³a dziadkom poca³owaæ siê w policzek i pobieg³a, ¿eby wsi±¶æ do poci±gu. Kate siedzia³a w przedziale, g³aszcz±c bia³o-rud± kulkê lez±c± jej na kolanach.
- O czym chcieli z tob± rozmawiaæ twoi dziadkowie? - zapyta³a
- Powiedzieæ, ¿ebym nie mówi³a wszystkim o mojej ró¿d¿ce - odpowiedzia³a Julie. - Zapyta³am ich o t± karteczkê.
- I co?
- Tak jak my¶la³am. Ogieñ, powietrze, ziemia i woda oznaczaj± Za³o¿ycieli.
Gdy poci±g ruszy³ Julie spojrza³a na drzwi przedzia³u.
- S³uchaj, muszê na chwilê wyj¶æ - powiedzia³a.
- Co? Dok±d? - zapyta³a Kate
- Pó¼niej ci powiem.
Dziewczynka wysz³a na korytarz. Zagl±da³a na ka¿dego przedzia³u w poszukiwaniu owego czarnow³osego ch³opca. Znalaz³a go na koñcu poci±gu, ale nie by³ sam. Towarzyszy³ mu najm³odszy z rudzielców.
- Cze¶æ, ja jestem Julie Black, a wy? - zapyta³a
- Ja jestem Ron Weasley - odpowiedzia³ rudzielec.
- Harry Potter - przedstawi³ siê drugi ch³opiec.
- A wiêc dobrze zgad³am. Widzia³am ciê na peronie, ale nie by³am pewna czy ty to ty, bo masz zakryt± bliznê - powiedzia³a Julie siadaj±c naprzeciwko Harry'ego.
- Dlaczego tu przysz³a¶? - zapyta³ Ron
Spojrza³a na niego uwa¿nie. Czy powinna mu zaufaæ? Wydawa³ siê byæ ca³kiem mi³y, chocia¿ by³ wyra¼nie speszony. Patrz±c na fakt, ¿e siedzia³ w jednym przedziale z Ch³opcem-Który-Prze¿y³, nie by³o to ani trochê dziwne. Tylko czy Harry chce, ¿eby wiedzia³ o jednakowych rdzeniach jego i Voldemorta? Zreszt± w poci±gu nie by³o ju¿ wolnych przedzia³ów, w którym mog³aby z nim swobodnie porozmawiaæ.
- Harry, wiesz o jednakowych rdzeniach ró¿d¿ek twojej i Voldemorta? - zapyta³a Julie
Ron wzdrygn±³ siê.
- Wiem, Ollivander mi powiedzia³, ale my¶la³em, ¿e nie wolno wypowiadaæ tego imienia - odpowiedzia³ Harry.
- Tak wiem, wszyscy mówi± Sam-Wiesz-Kto albo Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiaæ, ale moi dziadkowie zawsze normalnie wypowiadali to imiê.
- Wiêc co chcia³a¶ powiedzieæ?
- Feniks, którego pióra znajduj± siê w waszych ró¿d¿kach uroni³ ³zê na kawa³ek ostrokrzewu. Ten sam, z którego powsta³a twoja ró¿d¿ka, Harry. Ollivander powiedzia³, ¿e mia³ u¿yæ do wyrobu drugiej w³osa z ogona jednoro¿ca, ale gdy na drewno spad³a ³za, nie mia³ wyj¶cia i to ona sta³a siê rdzeniem. Ta ró¿d¿ka wybra³a mnie. Wypróbowa³am wszystkie w sklepie, ale dopiero z t± siê uda³o.
- Ale w³a¶ciwie czemu mi to mówisz?
- Bo to musi mieæ co¶ wspólnego z tym - Julie podci±gnê³a rêkaw ukazuj±c bliznê w kszta³cie ognistej b³yskawicy.
- Sk±d j± masz?
Dziewczynka opowiedzia³a wszystko, co pamiêta³a z tamtej nocy, a tak¿e o tym, ¿e mog³a dotkn±æ tylko lwa na herbie Hogwartu i o karteczce, któr± zostawi³ jej ojciec.
- My¶lisz, ¿e jest jeszcze trzech takich jak ty... znaczy siê z powietrzn±, ziemn± i wodn± b³yskawic±? - zapyta³ Harry
- Tak. I ¿e muszê odkryæ kim oni i ja jeste¶my - odpowiedzia³a Julie.
- Mo¿e po prostu zapytaj czy kto¶ nie ma blizny w kszta³cie powietrznej, ziemnej lub wodnej b³yskawicy na prawym przedramieniu - zasugerowa³ Ron.
- Dobry pomys³. Stanê sobie na ¶rodku poci±gu i krzyknê "Ej, czy kto¶ z was nie ma na prawym przedramieniu blizny w kszta³cie powietrznej, ziemnej lub wodnej b³yskawicy?" - zakpi³a dziewczynka
- Ee... no chyba to faktycznie nie najlepszy pomys³ - przyzna³ speszony rudzielec.
- Dobra, ja idê - powiedzia³a Julie podnosz±c siê z siedzenia. - Tylko nie mówcie nikomu o mojej ró¿d¿ce - doda³a wychodz±c z przedzia³u.
Wróci³a do przedzia³u, gdzie zgodnie z obietnic±, powiedzia³a Kate o swojej rozmowie z Harrym i Ronem. Podró¿ zesz³a im na rozmowie o Hogwarcie i zajadaniu s³odyczy z wózka. Poci±g stan±³ na stacji w Hogsmeade. Tradycyjnie Hagrid przewióz³ pierwszorocznych ³ódkami. Julie i Kate wesz³y do jednej z czarnow³os± dziewczynk± i ch³opcem o rudych w³osach, ale w zupe³nie innym odcieniu ni¿ mieli Weasleyowie.
W zamku olbrzym przedstawi³ im profesor McGonagall.
- Za chwilê zostaniecie przydzieleni do jednego z czterech Domów. S± to Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin. Ka¿dy z nich ma wspania³± historiê. Za dobre zachowanie dostaje siê punkty, a za z³e odejmuje siê. Pod koniec roku punkty sumuje siê i Dom, który zdobêdzie ich najwiêcej otrzymuje Puchar Domów. Mam wiêc nadziejê, ¿e nie przyniesienie swojemu Domowi hañby i bêdziecie mu wierni, bez wzglêdu na to, do którego traficie - powiedzia³a nauczycielka. - A teraz za mn±!
Weszli do Wielkiej Sali. By³o to ogromne i imponuj±ce pomieszczenie. Patrz±c w górê odnosi³o siê wra¿enie, ¿e patrzy siê na niebo, choæ w rzeczywisto¶ci by³ to zaczarowany sufit, pod którym unosi³y siê ¶wiecie. Przed pierwszorocznymi spoczywa³a na sto³ku postrzêpiona Tiara Przydzia³u. Trzy szwy rozpru³y siê na kszta³t oczu i ust i tiara zaczê³a ¶piewaæ:
Tysi±c lat temu, gdy jeszcze by³am nowa,
¿y³o czterech potê¿nych czarodziei,
tknêli we mnie to co ich dzieli,
i tak do przydzia³u by³am gotowa.
Tak wiêc po dzi¶ dzieñ wyznaczam wam drogê.
Czy w Gryffindorze przyjdzie wam ¿yæ mê¿nie,
pokonuj±c ka¿d± trwogê?
Czy w Huffllepuffie, gdzie ceni siê pracowito¶æ,
wierno¶æ, przyja¼ñ i lojalno¶æ?
Czy w Ravenclawie, gdzie rozum ¶wieci
i do nauki wielkie chêci?
Czy w Slytherinie, gdzie sprytni
i ka¿dy czysto¶æ krwi ceni?
Wiêc ¶mia³o na g³owy mnie wk³adajcie,
przeznaczenie swoje poznajcie!
Gdy tiara skoñczy³a ¶piewaæ sk³oni³a siê w stronê wszystkich czterech sto³ów, a wszyscy klaskali.
- Ten, kogo nazwisko i imiê wyczytam, siada na sto³ku i zak³ada Tiarê Przydzia³u - powiedzia³a McGonagall trzymaj±c zwój pergaminu. - Abbot, Hanna!
Dziewczynka o mysich w³osach usiad³a na sto³ku i pani profesor na³o¿y³a jej tiarê na g³owê
- HUFFLEPUFF! - krzyknê³a Tiara Przydzia³u
Jedenastolatka zdjê³a tiarê z g³owy i pomaszerowa³a w stronê sto³u Puchonów.
- Black, Julie!
Dziewczynka wysz³a z szeregu i usiad³a na sto³ku. Gdy tylko Tiara Przydzia³u dotknê³a jej g³owy us³ysza³a cienki g³osik:
- Wyczuwam w tobie wielk± odwagê, chêæ do wyczynów, ale te¿ pragnienie zemsty... za rodziców i nienarodzon± siostrê, mam racjê?
- Sk±d wiesz? - zapyta³a szeptem Julie
- Wiem o wiele wiêcej ni¿ mo¿esz sobie wyobraziæ. Hm... masz bardzo silne cechy Gryffindoru... silniejsze ni¿ widzia³am u kogokolwiek... Tak, to musisz byæ ty...
- Co?
Tiara jednak nie odpowiedzia³a, tylko ryknê³a:
- GRYFFINDOR!
Julie zdjê³a tiarê i pomaszerowa³a w stronê sto³u Gryfonów. Kilkoro starszych uczniów przedstawi³o siê, m.in. starsi bracia Rona, Fred, George i Percy. Ostatni, bêd±cy prefektem Domu, u¶cisn±³ jej d³oñ. Dziewczynka obserwowa³a dalsz± cze¶æ Ceremonii przydzia³u, co jednak nie by³o ³atwe, gdy¿ w jej g³owie ci±gle powtarza³y siê s³owa tiary - Tak, to musisz byæ ty...
- Bones, Susan! - zawo³a³a McGonagall
- HUFFLEPUFF!
- Boot, Terry!
- RAVENCLAW!
- Brown, Lavender!
- GRYFFINDOR!
- Bulstrode, Milicenta!
- SLYTHERIN!
- Crabbe, Vincent!
- SLYTHERIN!
- Deamers, Kate!
Wyra¼nie zdenerwowana przyjació³ka Julie usiad³a na sto³ku. McGonagall na³o¿y³a jej na g³owê Tiarê Przydzia³u i ta po chwili ciszy krzyknê³a:
- GRYFFINDOR!
Uradowana Kate usiad³a obok Julie. Percy prefekt u¶cisn±³ jej d³oñ.
- Finnigan, Seamus! - zawo³a³a McGonagall
- GRYFFINDOR! - krzyknê³a Tiara Przydzia³u
- Granger, Hermiona!
- GRYFFINDOR!
- Goyle, Gregory!
- SLYTHERIN!
...
- Malfoy, Draco!
- SLYTHERIN!
- Landler, Simon!
Z szeregu wyst±pi³ owy rudow³osy ch³opiec, z którym Julie i Kate p³ynê³y ³ódk±.
- HUFFLEPUFF!
- Longbottom, Neville!
Puco³owaty ch³opiec potkn±³ siê w drodze do sto³ka. Siedzia³ na nim najd³u¿ej ze wszystkich a¿ w koñcu tiara krzyknê³a:
- GRYFFINDOR!
Neville zbyt szybko pobieg³ ku sto³owi Gryfonów, w efekcie czego znowu siê potkn±³ przy akompaniamencie ¶miechów.
- Parkinson, Pansy!
- SLYTHERIN!
- Patil, Padma!
- RAVENCLAW!
- Patil, Parvati!
- GRYFFINDOR!
- Potter, Harry!
Nasta³a cisza przerywana jedynie szeptami Potter? Ten Harry Potter?. Julie jednak nie do³±czy³a siê do dyskusji na ten temat, w przeciwieñstwie do Kate, która chcia³a siê dowiedzieæ czego¶ na temat Harry'ego. On tymczasem dosta³ przydzia³:
- GRYFFINDOR! - ryknê³a tiara tak g³o¶no, ¿e echo ponios³o siê po ca³ej sali
Przy stole Gryffindoru wybuch³y okrzyki i burza oklasków, do której do³±czy³a nawet Julie. Gdy w koñcu wrzawa ucich³a McGonagall kontynuowa³a Ceremoniê przydzia³u:
- Railser, Eveline!
Z szeregu wyst±pi³a czarnow³osa dziewczynka, która p³ynê³a ³ódk± razem z Julie, Kate i Simonem.
- RAVENCLAW!
...
- Thomas, Dean!
- GRYFFINDOR!
- Weasley, Ronald!
- GRYFFINDOR!
Ostatni pierwszoroczniak, "Zabini, Blaise", trafi³ do Slytherinu i na tym zakoñczy³a siê Ceremonia przydzia³u. Powsta³ Albus Dumbledore.
- Witajcie w nowym roku w Hogwarcie - powiedzia³ rozpo¶cieraj±c rêce tak, jakby chcia³ wszystkich obj±æ. - Zanim rozpoczniemy ucztê mam do powiedzenia kilka s³ów. Oto one: Ciamajda! ¦mieæ! Frajer! Pajac! Dziêkujê wam!
Gdy dyrektor usiad³ rozleg³y siê wiwaty i oklaski. Na stole pojawi³y siê najró¿niejsze potrawy - kie³baski, pudding, befsztyki i wiele innych. Znalaz³y siê nawet miêtówki. Rozleg³ siê szczêk sztuæców. Ka¿dy chcia³ spróbowaæ po trochu wszystkiego, oprócz miêtówek, które jad³ tylko Dumbledore. Gdy nadszed³ czas deseru, rozmowa zesz³a na koligacje rodzinne.
- Ja jestem pó³krwi. Tata mugol. Mama dopiero po ¶lubie powiedzia³a mu, ¿e jest czarownicê. Prze¿y³ niez³y szok - powiedzia³ Seamus
Wypowiedzia³ siê nawet Neville, informuj±c kolegów, ¿e wychowa³a go babcia.
- A ty, Julie, czemu nic nie mówisz? - zapyta³ Dean
- Ee... mnie wychowali mugolscy dziadkowie - odpowiedzia³a Gryfonka grzebi±c ³y¿eczk± w swoim ciastku z kremem.
- Mugolscy? Serio? - zapyta³a Parvati. - Bo... wiesz... s³ysza³am, ¿e Blackowie nale¿± do zagorza³ych fanatyków czystej krwi.
- Wiêkszo¶æ tak - odpar³a Julie. - Ale niektórzy jak mój tata siê zbuntowali.
- A jak um... - zaczê³a Lavender, ale Kate tr±ci³a j± ³okciem, wiêc zamilk³a.
Julie by³a za to przyjació³ce bardzo wdziêczna, bo nie mia³a ochoty opowiadaæ o ¶mierci rodziców, ani tym bardziej nienarodzonej siostry. O Amy, oprócz oczywi¶cie pañstwa Colen, wiedzia³a tylko Kate. Julie nie wspomnia³a Harry'emu i Ronowi, ¿e jej matka by³a w ci±¿y. Gdy wszyscy siê najedli, ponownie powsta³ Dumbledore:
- Moi drodzy, zanim udacie siê do swoich dormitoriów, mam parê uwag. Wstêp do Zakazanego Lasu i na Trzecie Piêtro jest surowo zakazane, chyba ¿e ¿ycie wam niemi³e. Wo¼ny, pan Filch, prosi tak¿e o przypomnienie, ¿e u¿ywanie zaklêæ na szkolnych korytarzach jest zabronione. Chodzenie po zamku w nocy jest niedozwolone - tu Dumbledore spojrza³ z ukosa na rudych bli¼niaków, móg³by wygl±daæ gro¼nie, gdyby nie u¶miecha³ siê pod nosem. - A teraz zmykaæ do ³ó¿ek!
Zaczê³o siê szuranie krzese³. Julie i Kate wraz innymi Gryfonami ruszyli za prefektem do Pokoju Wspólnego. Po drodze natknêli siê na poltergeista Irytka, który bêbni³ w blaszane zbroje. W koñcu stanêli przed portretem Grubej Damy na siódmym piêtrze.
- Has³o? - zapyta³a
- ¯abie udka - odpowiedzia³ Percy.
Portret odsun±³ siê ukazuj±c dziurê, przez któr± przele¼li. Pokój Wspólny Gryffindoru by³ pe³en wysiedzianych czerwonych foteli, a w kominku weso³o trzaska³y dogasaj±ce p³omyki. Percy wskaza³ ch³opcom jedne schody prowadz±ce do dormitorium, a dziewczêtom drugie. Julie i Kate wesz³y do dormitorium razem z Hermion±, Parvati i Lavender. Dziewczyny przebiera³y siê w milczeniu. Pierwsza przerwa³a je Parvati:
- Muszê przyznaæ, Julie, ¿e gdybym nie us³ysza³a twojego nazwiska wyczytanego przez McGonagall, to nigdy bym nie wpad³a na to, ¿e pochodzisz z rodu Blacków - powiedzia³a.
- Dlaczego? - zapyta³a dziewczynka
- Wszyscy... no prawie wszyscy Blackowie... maj± ciemne w³osy, czêsto czarne, a ty masz kasztanowe - odpowiedzia³a Gryfonka. - Ale pewnie masz je po matce, wiêc w sumie nic dziwnego.
- Nie... moja mama mia³a czarne w³osy. Kolor moich mam po tacie.
Julie tej nocy d³ugo nie mog³a zasn±æ. Ojciec nigdy nic nie mówi³ o swojej rodzinie, wiêc nie mia³a pojêcia, ¿e wyró¿nia siê wygl±dem spo¶ród innych jej cz³onków. Zasypiaj±c obieca³a sobie poszukaæ w bibliotece czego¶ na temat rodu Blacków. Rano przy ¶niadaniu zosta³y rozdane plany lekcji. Okaza³o siê, ¿e pierwsz± lekcj± pierwszorocznych Gryfonów by³y dwie godziny eliksirów ze ¦lizgonami. Tak jak mówi³ im Percy, profesor Snape dawa³ Slytherinowi taryfê ulgow±. Za to Gryffindor ju¿ na pierwszej lekcji straci³ dwa punkty. Nie trudno by³o zauwa¿yæ, ¿e mistrz eliksirów szczególnie uwzi±³ siê na Harry'ego. Julie nie chc±c podpa¶æ nauczycielowi w milczeniu zajmowa³a siê warzeniem wywaru lecz±cego z czyraków. Zabiera³a siê w³a¶nie za kruszenie k³ów wê¿a, gdy nagle nad ni± stan±³ Snape. Jakby w³a¶nie wyrós³ spod ziemi. Dziewczynka spojrza³a na swój wywar, zastanawiaj±c siê do czego siê doczepi. On jednak nawet nie spojrza³ na kocio³ek. Patrzy³ na jej praw± rêkê. Rêkawy szaty mia³a podwiniête. Snape wpatrywa³ siê w jej bliznê, ale jego twarz nie wyra¿a³a ¿adnych emocji. Julie sama nie wiedz±c czemu szybko naci±gnê³a rêkawy. Mistrz eliksirów przez moment spojrza³ jej w oczy, po czym odszed³ i usiad³ za biurkiem.
***
Julie i Kate korzystaj±c z popo³udniowej przerwy uda³y siê do biblioteki. Podesz³y do pani Pince.
- Przepraszam, czy znajdê tu jak±¶ ksi±¿kê na temat rodów czystej krwi? - zapyta³a niebieskooka
- Powinno byæ co¶ w dziale historii magii - odpowiedzia³a bibliotekarka.
Dziewczynki ruszy³y do wskazanego dzia³u. Rega³y wype³nione ksi±¿kami siêga³y do sufitu.
- Mo¿e sprawdzimy Dzieje magii? - zasugerowa³a Kate
- Przecie¿ mam j± w kufrze. To obowi±zkowy podrêcznik do historii magi - odpar³a Julie.
W milczeniu czyta³y tytu³y na grzbietach ksi±¿ek, co nie by³o ³atwe, bo w wiêkszo¶ci by³y one wyblak³e i ledwo widoczne. Uwagê niebieskookiej przyku³ gruby tom opatrzony tytu³em Staro¿ytne rody czystej krwi. Ostro¿nie wyjê³a go i zaczê³a przegl±daæ a¿ w oczy rzuci³o jej siê nazwisko Black.
- Kate, chyba co¶ mam! - zawo³a³a Gryfonka do przyjació³ki stoj±cej na drugim koñcu dzia³u
Szatynka podbieg³a do niej.
- Przeczytaj to - powiedzia³a Julie wskazuj±c palcem fragment ksi±¿ki.
Kate g³o¶no przeczyta³a tre¶æ:
Oficjalna wersja g³osi, ¿e szlachetny i staro¿ytny ród Blacków powsta³, jak sama nazwa wskazuje, w staro¿ytno¶ci. Istnieje jednak szereg dowodów, ¿e w rzeczywisto¶ci jego pocz±tki siêgaj± ¶redniowiecza. Jednym z nich jest fakt, ¿e w jednej linii rodu rodz± siê dzieci o kasztanowych w³osach, przez co wyró¿nia siê spo¶ród pozosta³ych, w wiêkszo¶ci czarnow³osych cz³onków. Nie wiadomo jednak, sk±d ta anomalia. Ciekawym jest natomiast to, ¿e najm³odszy potomek tej wyj±tkowej linii uczêszczaj±cy obecnie do Szko³y Magii i Czarodziejstwa Hogwart na pi±tym roku. Procjon Black, jest pierwszym z tej linii i zarazem drugim cz³onkiem rodu, który trafi³ do domu Godryka Gryffindora, a nie do domu Salazara Slytherina. Pierwszym przypadkiem jest jego daleki kuzyn z szóstego roku, Syriusz Black.
Z ty³u na ok³adce widnia³a data wydania:
15.05.1976
- Co o tym s±dzisz? - zapyta³a Julie
- Nie wiem, nie wiele mi to mówi - odpowiedzia³a Kate.
- Mam dziwne wra¿enie, ¿e gdzie¶ s³ysza³am to nazwisko - przyzna³a niebieskooka patrz±c na ostatnie zdanie
- Pewnie wtedy, gdy Snape wyczyta³ twoje nazwisko przy sprawdzaniu obecno¶ci - odpar³a jej przyjació³ka.
- Nie, nie to mia³am na my¶li. Chodzi mi o tego Syriusza Blacka. Gdzie¶ ju¿ o nim s³ysza³am - wyja¶ni³a Julie.
- Ale gdzie?
- No w³a¶nie nie pamiêtam. Chod¼my ju¿ lepiej, bo jeszcze siê spó¼nimy na transmutacjê.
Julie od³o¿y³a ksi±¿kê na miejsce i razem z Kate wysz³a z biblioteki.
Ja zacznê od plusów.
Na pewno pierwszym jest d³ugo¶æ. Bardzo mi siê podoba, ¿e w ka¿dej czê¶ci siê rozpisujesz. Ja osobi¶cie nie mam a¿ tylu pomys³ów aby to ci±gn±æ i ci±gn±æ.
Kolejny. Moje serce chwyci³ równie¿ jêzyk i b³êdy ortograficzne, których brak. ¦wietnie, ¿e w ka¿dym calu próbujesz doskonaliæ swoje opowiadania, starasz siê unikaæ powtórzeñ, nawet literówek.
Za¶ minusem jest to, ¿e historia w dalszym ci±gu jest ta sama. Praktycznie kropka w kropkê z ksi±¿ki, z wyj±tkiem Twojej postaci. Osobi¶cie uwa¿am, ¿e jakby kto¶ chcia³ to czytaæ, to po raz kolejny siêgn±³by po sagê od Rowling.
Nie spodoba³o mi siê to, ¿e Julie bez ¿adnych oporów opowiedzia³a wszystko Harry'emu, który teoretycznie nie ma nic wspólnego z tematem, i to, ¿e bez niczego j± wys³ucha³. Rozmawiali po raz pierwszy i ju¿ zesz³o na do¶æ dotkliwe wyznania. Trochê naci±gane.
Aaa. O tych w³osach bym zapomnia³a. W koñcu Narcissa by³a z rodu Blacków i mia³a blond w³osy jak dobrze pamiêtam, czy tam mieszane z czarnymi. Wiêc to, ¿e wszyscy maj± czarne w³osy je¶li maj± takie nazwisko to te¿ sztucznawe siê wydaje.
Za¶ czekam na kolejn± czê¶æ. ;]