Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakoñczone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artyku³y Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix u¿ytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Anastazja Schubert

Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej

HPnet istnieje naprawdê

Kategoria: HPnet
Autor: Anastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix u¿ytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej

Historia pod skór± z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Anastazja Schubert

Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej

>> Wiêcej artyku³ów! <<

[NZ]Rozdzia³ 10 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 10 cz.2 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 10 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 10 cz.1 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 9 cz.2...

Tytu³: Rozdzia³ 9 cz.2 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej

Remus Lupin

Tytu³: Remus Lupin
Gatunek: Poezja
Autor: Kasia Koziorowska

Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 9 cz.1...

Tytu³: Rozdzia³ 9 cz.1 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 8 cz.2...

Tytu³: Rozdzia³ 8 cz.2 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 8 cz.1...

Tytu³: Rozdzia³ 8 cz.1 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej

>> Wiêcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Go¶cie online: 37
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
£±cznie na portalu jest
48,158 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Napisanych artyku³ów: 1,087
Dodanych newsów: 10,564
Zdjêæ w galerii: 21,490
Tematów na forum: 3,921
Postów na forum: 319,637
Komentarzy do materia³ów: 222,019
Rozdanych pochwa³: 3,327
Wlepionych ostrze¿eñ: 4,170
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1509
uczniów: 4220
Hufflepuff
Punktów: 335
uczniów: 3778
Ravenclaw
Punktów: 916
uczniów: 4452
Slytherin
Punktów: 115
uczniów: 4107

Ankieta
Zima przejê³a Hogwart i okolice, ¶nieg mocno sypie, ale to Ciê nie powstrzyma przed robieniem planów. Zastanawiasz siê, co ciekawego mo¿na robiæ w weekend:

Bitwa na ¶nie¿ki to jest to! Mo¿e "zupe³nym przypadkiem" oberwie od nas przechodz±cy obok Snape.
12% [9 g³osów]

Plan to brak planu. Bêdê le¿eæ w ³ó¿ku, piæ kakao i plotkowaæ ze wspó³lokatorami z dormitorium.
40% [31 g³osów]

Mój nos utknie g³êboko w ksi±¿kach. Tylko pani Pince bêdzie mnie mog³a odgoniæ od czytania.
13% [10 g³osów]

Wymknê siê cicho do Miodowego Królestwa. Najwy¿sza pora uzupe³niæ zapasy s³odko¶ci.
9% [7 g³osów]

Postraszê we Wrzeszcz±cej Chacie. Uwielbiam ogl±daæ miny przechodniów, kiedy wydaje im siê, ¿e uciekaj± od duchów i upiorów.
12% [9 g³osów]

Ka¿da pogoda jest dobra na Quidditcha. ¦nieg nie powstrzyma mnie przed regularnymi treningami.
14% [11 g³osów]

Ogó³em g³osów: 77
Musisz zalogowaæ siê, aby móc zag³osowaæ.
Rozpoczêto: 07.02.23

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Hufflepuff[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
[NZ] Magia Przynale¿no¶ci
Severitus | AU 5 tom
Autor: Prefix u¿ytkownikaPhoe
Gatunek: Przygodowe
Ograniczenie wiekowe: +18
Przeczytano 70958 razy.
Rozdzia³y: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11], [12], [13], [14], [15], [16], [17], [18], [19], [20], [21], [22], [23].
Magia Przynale¿no¶ci 13/?
Severitus | AU 5 tom
Rozdzia³ 13. Witaj, Syriuszu!



Dwie najlepsze rzeczy w ¿yciu to ciep³y croissant i szybki powrót do domu.
— Stephen King „Czarna bezgwiezdna noc”



Syriusz Black zawsze spodziewa³ siê, ¿e umrze w walce, a tak¿e ¿e w chwili ¶mierci zobaczy anio³y piêkne jak jutrzenki, które wyst±pi± spo¶ród jasno¶ci przy chórze tr±b i tym podobnych. Jednak tego, czego nie bra³ pod uwagê, to bólu w ka¿dej ko¶ci oraz wdzieraj±cego siê w nozdrza smrodu spalonych desek. Otworzy³ oczy i jêkn±³. A tak dobrze wszystko siê zapowiada³o — wykona³ zadanie i mia³ wróciæ do Anglii.

Zdrêtwia³ymi palcami siêgn±³ do kieszeni. Z³oto zab³yszcza³o w s³oñcu. Kluczyk. Roze¶mia³ siê s³abo.

Przeturlawszy siê na bok, kopn±³ koñcem buta martwego ¶miercio¿ercê, tak dla dobra sprawy. Chwiejnie pod¼wign±³ siê na nogi i zamruga³. Z kryjówki, w której zatrzyma³ siê miêdzy aportacjami, pozosta³o jedynie gruzowisko oraz osmolone ¶ciany. Jak te zakapturzone kanalie wytropi³y go, pozostawa³o poza jego zdolno¶ci± pojmowania. ¦ciskaj±c w d³oni ró¿d¿kê, poku¶tyka³ do drzwi. Ostro¿nie wyjrza³ na zewn±trz, gotowy do obrony, je¶li napastników by³o wiêcej ni¿ trzech. Jednak nikt nie wyskoczy³ z ciemno¶ci, nie rzuci³ z ukrycia zaklêcia ani nie wykrzycza³ zabijaj±cej kl±twy.

Pospiesznie na³o¿y³ czary maskuj±ce oraz neutralizuj±ce wszelkie ¶lady magii, po czym przetransmutowa³ ka¿de cia³o w ko¶æ i schowa³ do woreczka. Nastêpnie aportowa³ siê o trzydzie¶ci mil na pó³noc, ¿eby zakopaæ je w lesie. U¶miechn±³ siê z³o¶liwie. Barany nie zawiadomi³y Voldemorta, wiêc przez jaki¶ czas ich pan bêdzie mia³ nie lada problem z doj¶ciem, gdzie podziali siê brakuj±cy zwolennicy.

Od kiedy Syriusz wyruszy³ w drogê powrotn±, spotyka³y go same k³opoty. Zaraz po opuszczeniu chaty natrafi³ na mantykorê, która upar³a siê go po¿reæ. Bez szans zwyciêstwa w walce jeden na jeden próbowa³ aktywowaæ ¶wistoklik, ale wypad³ mu z r±k, gdy stworzenie zamachnê³o siê na niego ogonem uzbrojonym w truj±ce ¿±d³o. Dos³ownie w ostatniej chwili uda³o mu siê aportowaæ, lecz na afrykañskiej granicy niefortunnie przyuwa¿yli go miejscowi aurorzy. Ci powiadomili angielsk± ambasadê, a tamci z kolei skontaktowali siê z ambasadami we W³oszech. Po¶cig za nim ci±gn±³ siê a¿ do Wenecji, w której uda³o mu siê wmieszaæ w t³um mugoli, a nastêpnie jako pies przedostaæ mugolskim ¶rodkami transportu do S³owenii. Nieznany mu wcze¶niej kraj okaza³ siê spokojny i wzglêdnie wolny od aurorów, wiêc zdecydowa³ siê spêdziæ w nim trzy dni. W koñcu na stacji benzynowej wypatrzy³ ciê¿arówkê udaj±c± siê z towarem do Niemiec. Tym sposobem przeby³ Austriê i Czechy, a¿ dotar³ do Frankfurtu. Stamt±d pod os³on± nocy aportowa³ siê do Belgii i francuskiego Calais, po czym przeci±³ kana³ La Manche do nadbrze¿nego Dover. Bêd±c ju¿ w Anglii, zrobi³ postój w jednej z dawnych kryjówek Zakonu, jednak jakim¶ cudem ¶miercio¿ercy wywêszyli jego trop i tak oto jest tutaj — poobijany, choæ wci±¿ ¿ywy.

Syriusz wyci±gn±³ z kieszeni lusterko i rzuci³ na siebie kilka zaklêæ zmieniaj±cych wygl±d. Przetransmutowa³ wy¶wiechtan± szatê w surdut, wyczarowa³ siw± brodê oraz dopasowa³ do niej kolor w³osów. Tu i ówdzie doda³ te¿ kilka zmarszczek oraz spêdzi³ trochê czasu na manipulowaniu kszta³tem swojej twarzy, wzoruj±c siê szczególnie na nosie Snape'a. Kiedy ju¿ upewni³ siê, ¿e nikt go nie rozpozna, pozostawi³ za sob± las z zakopanymi ¶miercio¿ercami, omin±³ Londyn i po kilku aportacjach pojawi³ siê przed posiad³o¶ci± Albusa Dumbledore'a. Przeku¶tyka³ przez ogród i ko³atk± w kszta³cie feniksa zastuka³ do frontowych drzwi. Wkrótce ujrza³ w nich znajom± twarz dyrektora.

Albus omiót³ jego sylwetkê, d³u¿ej zatrzymuj±c siê na oczach. A niech to! Zupe³nie zapomnia³ ich zmieniæ.

— Zgubi³em ¶wistoklik — wypali³, wiedz±c, ¿e zosta³ rozpoznany. — A u¶ci¶laj±c, zjad³a go mantykora. D³uga historia…

Srebrne brwi Dumbledore'a wystrzeli³y w górê.

— Ach tak. W ka¿dym razie dobrze ciê w koñcu widzieæ.

— Wzajemnie, bo niewiele brakowa³o.

— M-hm…

Broda starszego czarodzieja zako³ysa³a siê, gdy cofn±³ siê o krok, wpuszczaj±c swojego go¶cia do ¶rodka. Syriusz rozejrza³ siê ciekawie po o¶wietlonym holu, przez moment rozkoszuj±c siê grub± warstw± ochronnej magii, która kr±¿y³a w powietrzu i otula³a jego cia³o niczym miêkki, ciep³y koc. Pewnie dziêki zaklêciom Albus wiedzia³, kim jest naprawdê ju¿ w momencie pojawienia siê w ogrodzie. Dumbledore zaprowadzi³ ich do salonu i kaza³ siê rozgo¶ciæ. Z westchnieniem przyjemno¶ci Syriusz opad³ na pluszow± kanapê.

— Prawdê powiedziawszy — zacz±³ Albus, przywo³uj±c z kuchni dwie fili¿anki oraz li¶cie czarnej herbaty. Zala³ je gor±c± wod± wyczarowan± z ró¿d¿ki — zastanawia³em siê, czy kogo¶ po ciebie nie wys³aæ, ale doniesienia z czarodziejskiego rz±du by³y obiecuj±ce.

— Naprawdê?

— Bezskutecznie ¶cigano ciê przez ca³e pañstwo, a potem znikn±³e¶ jak druzgotek w wodê. Cukru? — Kiedy Syriusz skin±³ g³ow±, Albus przywo³a³ srebrn± cukiernicê. — Podejrzewam, ¿e £apa mia³ w tym swój udzia³.

— Owszem, ale w³a¶nie przez to moja podró¿ wyd³u¿y³a siê.

— Czy zdoby³e¶ to, o co prosi³em?

Syriusz wyci±gn±³ kluczyk z kieszeni. Dumbledore chwyci³ przedmiot pomarszczonymi palcami i przyjrza³ mu siê z bliska.

— Niesamowite… Gdyby¶ tylko mia³ pojêcie, Septimusie.

— Mówi³e¶, ¿e przed ¶mierci± przekaza³ ci pewne wspomnienia… i to dziêki nim odkry³e¶, gdzie powinni¶my szukaæ. Rozumiem, ¿e mia³ kontakty, choæ wci±¿ nie mam pojêcia, sk±d. Zastanawiam mnie jednak, co dok³adnie znajdziemy, gdy otworzymy skarbiec? Je¶li oczywi¶cie gobliny nam pozwol±?

— Wiedzê — odpar³ zwiê¼le Albus. Nie wyja¶niaj±c nic wiêcej, wyczarowa³ pióro, ka³amarz oraz kawa³ek pergaminu. Nastêpnie naskroba³ dwie wiadomo¶ci. K±tem oka Syriusz zauwa¿y³, ¿e adresatami byli Lupin oraz londyñski Gringott. — Wróæ do domu i odpocznij. — Dumbledore przywo³a³ Fawkesa i przekaza³ mu zapieczêtowane listy. — Jutro czeka nas wszystkich bardzo ciê¿ki dzieñ.

Syriusz zmarszczy³ brwi. Spodziewa³ siê, ¿e przez najbli¿sze kilka miesiêcy bêdzie umiera³ z nudów. Albus kategorycznie zabroni³ mu brania udzia³u w jakichkolwiek misjach. Jedynym wyj±tkiem by³a podró¿ do Afryki.


* * *


Nastêpnego ranka dok³adnie zrozumia³, co Dumbledore mia³ na my¶li.

Lupin, ten podstêpny futrzak, ¶mia³ mu powiedzieæ, ¿e wszystko jest w porz±dku! Oczywi¶cie Syriusz nie bardzo w to wierzy³. Po Voldemorcie i ¶miercio¿ercach na wolno¶ci mo¿na spodziewaæ siê tylko chaosu. Jednak by³ tak zmêczony, ¿e oczy same siê zamyka³y i grozi³o mu za¶niecie na stoj±co. Za³o¿y³ wiêc, ¿e je¶li wydarzy³oby siê co¶ naprawdê powa¿nego, jego przyjaciel nie zatai³by tego przed nim.

Niestety myli³ siê.

Nietkniêta herbata ostyg³a, a talerz ze ¶niadaniem le¿a³ porzucony nieopodal. Syriusz zaciska³ kurczowo palce na Proroku Codziennym i z niedowierzaniem wpatrywa³ siê w pierwsz± stronê. Z ka¿dym poruszeniem oczu ¶ledz±cych tekst jego twarz przybiera³a coraz bardziej szarawy odcieñ.

Napad na Privet Drive... porwanie... ¶mieræ najbli¿szej rodziny... zdementowano... przemówienie w ministerstwie... atak Sami-Wiecie-Kogo... wyczerpanie magiczne... utrata opieki... sierociniec...

— Mia³e¶ go chroniæ! — zagrzmia³ Black. — To... to... — Potrz±sn±³ gwa³townie gazet±. — Powinienem zostaæ, powinienem... Gdzie on jest? GDZIE ON JEST?!

— Harry jest bezpieczny i nie trafi³ do sierociñca.

— Czy nic mu nie jest? Jest zdrowy?

Lupin spojrza³ na Dumbledore'a z niepokojem. Starszy czarodziej westchn±³.

— Obecnie jego ¿yciu nie grozi niebezpieczeñstwo.

— Obecnie...? — wyszepta³. Patrzy³ na Dumbledore'a, jakby ten na jego w³asnych oczach przeistoczy³ siê w zjawê. — Co to znaczy obecnie?

Dumbledore wyt³umaczy³ mu, ¿e podczas ucieczki Harry zosta³ z³apany przez Lucjusza Malfoya. Jednak zamiast zaprowadziæ ch³opca do Voldemorta, mê¿czyzna postanowi³ zem¶ciæ siê na nim, u¿ywaj±c kl±twy Cruciatus. Albus zapewni³, ¿e Harry znajduje siê teraz w bezpiecznym miejscu, a nowo wynaleziony eliksir Severusa pozwoli na pe³ne wyleczenie. Gdy skoñczy³ mówiæ, na twarzy Syriusza widaæ by³o czyst± determinacjê. — Chcê go zobaczyæ. Natychmiast.

— Zaaran¿ujê spotkanie tylko pod warunkiem, ¿e wys³uchasz mnie do koñca. S± rzeczy, które Prorok nie opisa³, a które musisz wiedzieæ. — Dumbledore zawaha³ siê, ale po chwili kontynuowa³: — Pewna osoba sprzeciwia³a siê wyjawieniu komukolwiek, jak naprawdê wygl±da obecna sytuacja. Ostatecznie jednak doszli¶my do porozumienia, ¿e bêdzie najlepiej, je¶li dla was obu zrobimy wyj±tek. — Pomin±³ fakt, ¿e Severus jasno wyrazi³ siê, ¿e skoro Albus ma zamiar powiedzieæ prawdê Blackowi, to równie dobrze mo¿e od razu j± zdradziæ Lupinowi, bo „pewnikiem ten zapchlony kundel i tak wszystko wygada swojemu przyjacielowi od siedmiu bole¶ci”.

Syriusz przytakn±³ w zgodzie. W d³oni trzyma³ ró¿d¿kê, jakby by³ gotów w ka¿dej chwili wypa¶æ z kuchni i aportowaæ siê do miejsca, w którym przebywa³ Harry. Bez zbêdnych wstêpów Dumbledore wyja¶ni³, w jaki sposób odkryli mo¿liwo¶æ unikniêcia oddania jego chrze¶niaka do sierociñca i uniemo¿liwienia procedury adopcyjnej. Kiedy wyjawi³, ¿e biologicznym ojcem Harry'ego jest nie James Potter a Severus Snape, Syriusz wygl±da³, jakby go spetryfikowano. Tylko mruganie powiekami ¶wiadczy³o, ¿e jeszcze ¿yje.

— Dobrze siê czujesz? — zapyta³ Lupin.

Syriusz zamruga³, po czym wybuchn±³ gromkim ¶miechem.

— A to dobre! — Dumbledore uwa¿nie obserwowa³ zza okularów-po³ówek, jak Syriusz zgina siê w pó³, ¶miej±c siê tak mocno, ¿e ca³e krzes³o siê trzês³o. Wzrok Lupina pod±¿a³ nerwowo miêdzy nimi. — Co obieca³e¶ Snape'owi, ¿eby siê na to zgodzi³? Merlinie… jego mina musia³a byæ bezcenna… — W koñcu opanowa³ siê na tyle, ¿eby usi±¶æ prosto i wytrzeæ ³zy z oczu. Mimo to wci±¿ z jego ust wymyka³y siê pojedyncze chichoty. — Przynajmniej mi mog³e¶ powiedzieæ prawdê, Albusie. Umiem dotrzymaæ ka¿dej tajemnicy. Doprawdy, Harry synem Snape'a… — Pokrêci³ g³ow± z niedowierzaniem. — Nie mam najmniejszego pojêcia, jak uda³o ci siê przekonaæ ludzi do tego pomys³u, ale widzê, jak na to wpad³e¶. Jasne, wszyscy wiedz±, ¿e przez wiêkszo¶æ swojego ¿ycia siê przyja¼nili, a do tego teraz uwa¿any jest za szpiega jasnej strony — pomin±³, ¿e wci±¿ mu nie ufa — wiêc Snape jest idealnym kandydatem dla bajki, jakoby mieli romans. Poza tym bardzo wygodny jest fakt, ¿e James zagin±³ krótko przed ¶lubem, a Harry jest wcze¶niakiem. Skoro ka¿dy by³ przekonany, ¿e James nie ¿yje, to kto by obwinia³ Lily? — Nagle spowa¿nia³. Bolesne wspomnienia usunê³y wszystkie ¶lady wcze¶niejszego rozbawienia. — Nawet ja sam namawia³em j±, ¿eby zaczê³a siê z kim¶ spotykaæ. Trudno by³o spodziewaæ siê, ¿e tak szybko zapomni, ale nie mog³em patrzeæ, jak codziennie p³acze.

Dumbledore westchn±³ ciê¿ko.

— Sêk w tym, ¿e Severus naprawdê jest ojcem Harry'ego.

Tym razem Syriusz gapi³ siê na Dumbledore'a têpo. Przez chwilê zdawa³ siê szukaæ na jego twarzy oznak ¿artu, ale znalaz³ jedynie ¶mierteln± powagê. Momentalnie zblad³.

— Lunatyku, powiedz mi, ¿e to nieprawda. — Lupin spojrza³ na niego bezradnie. — Wiedzia³e¶!?

— Albus powiedzia³ mi tydzieñ temu.

— Harry synem Snape'a? Jak to jest mo¿liwe? No jak!?

Widz±c nieunikniony wybuch, Lupin chwyci³ przyjaciela za ramiê i powtarza³ jego imiê za ka¿dym potrz±¶niêciem.

— Syriuszu, uspokój siê!

G³owa Syriusza obróci³a siê tak gwa³townie, ¿e w pokoju rozbrzmia³o g³o¶ne strzykniêcie ko¶ci.

— Ty mi mówisz, ¿e mam siê uspokoiæ? Jak ja mam siê uspokoiæ?

Wyrwa³ ramiê z u¶cisku i wsta³ tak gwa³townie, ¿e krzes³o przewróci³o siê z ³oskotem. Nastêpnie zacz±³ chodziæ od ¶ciany do ¶ciany, wydeptuj±c w dywaniku dziurê.

— Nie wierzê… Po prostu nie wierzê…

Wszelka racjonalno¶æ ulecia³a z niego, niczym powietrze z przek³utego balonika. Jego umys³ wirowa³ od nat³oku my¶li — a ka¿da kolejna by³a straszniejsza od poprzedniej. Jest ojcem chrzestnym syna Snape'a! Snape'a. Gdy tak miota³ siê po jadalni, zupe³nie przegapi³ znacz±ce spojrzenie Albusa pod tytu³em „Remusie, b±d¼ mu g³osem rozs±dku”. Lupin westchn±³ ciê¿ko, jakby zbyt zmêczony ¿yciem.

Dopiero po godzinnej perswazji, podczas której Lunatyk wybija³ mu z g³owy coraz to nowsze pomys³y, a szczególnie te, które koñczy³y siê bolesn± ¶mierci± Snape'a, Syriusz pozwoli³ posadziæ siê na krze¶le. Dumbledore zrobi³ ¶wie¿± herbatê, po czym suto przyprawi³ j± eliksirem uspokajaj±cym. Black zaakceptowa³ napój bez dyskusji i wypi³ go duszkiem. Trzymaj±c w rêku pust± fili¿ankê, spojrza³ na jej dno, jakby oczekiwa³ zobaczyæ tam przysz³o¶æ. Zmarszczy³ brwi. Nie poparzy³ siê, wiêc Albus musia³ sch³odziæ herbatê…

Lupin bezg³o¶nie powiedzia³ do Albusa „¼le z nim”. Równie bezg³o¶nie dyrektor odrzek³ „to widaæ” i doda³ „jaka szkoda”, co sprawi³o, ¿e Lupin spojrza³ na niego dziwnie.

W koñcu Syriusz wyrwa³ siê z otêpienia.

— To jest… nawet nie wiem, jak to okre¶liæ…

Remus straci³ cierpliwo¶æ i warkn±³:

— Je¶li dla ciebie jest to trudne, to pomy¶l, jak czuje siê sam Harry. We¼ siê w gar¶æ, Black!

£apa spojrza³ na Lunatyka w zdziwieniu. Ostatni raz jego przyjaciel u¿y³ tego tonu, gdy Syriusz próbowa³ spotykaæ siê z trojaczkami Swanson jednocze¶nie.

— Remus ma racjê — wtr±ci³ siê Albus. — A zwa¿ywszy na ostatnie wydarzenia, trzeba podej¶æ do tej sytuacji ostro¿nie. — Nagle spojrza³ na Syriusza przenikliwie. Jego niebieskie oczy zdawa³y siê przeszywaæ na skro¶. — Zastanawia mnie, czy moje obawy s± s³uszne.

— Jakie obawy? — zapyta³ Syriusz.

— Mo¿liwe, ¿e siê mylê, ale nie potrafiê oprzeæ siê wra¿eniu, ¿e mi³o¶æ i lojalno¶æ wzglêdem Jamesa mog±… ach, jakby to powiedzieæ… za¶lepiæ ciê.

Syriusz zamruga³, wpatruj±c siê têpo w Albusa.

— Co masz na my¶li?

— ¯e odrzucisz Harry'ego, tak jak to zrobi³ Severus, gdy my¶la³, czyim jest synem.

Te s³owa podzia³a³y na niego, jak kube³ zimnej wody, a jednocze¶nie wywo³a³y kolejn± falê z³o¶ci.

— Je¶li s±dzisz, ¿e zni¿ê siê do poziomu tej ¶miercio¿erczej kanalii…!

Wsta³ gwa³townie, ponownie przewracaj±c krzes³o. Och, bola³o go jak cholera, ¿e James nie pozostawi³ po sobie potomka i ¶wiat³a linia Potterów wymar³a bezpowrotnie. Snape zabra³ jego przyjacielowi to, co by³o najdro¿sze ka¿demu czarodziejowi! Dziedzica! Do tego nie móg³ uwierzyæ, ¿e ze wszystkich ludzi, Lily wybra³a w³a¶nie jego! Owszem, przyja¼nili siê, ale przecie¿ ju¿ wtedy podejrzewali, ¿e ten sukinsyn przy³±czy³ siê do Voldemorta. Jak ona mog³a tak po prostu pój¶æ do jego domu? A gdyby ten bydlak co¶ jej zrobi³? Syriusz potrz±sn±³ g³ow±. Nie ma sensu zastanawiaæ siê nad niebezpieczeñstwami, które nie maj± teraz znaczenia.

Syriusz pomy¶la³ o Harrym. Zna³ go od ko³yski. Wystarczy³o raz na malca spojrzeæ i cz³owiek przepada³ bezpowrotnie, wiêc naturalnie by³ oczkiem w g³owie ka¿dego. Potem na w³asne oczy widzia³, na jak wspania³ego i odwa¿nego ch³opca wyrós³. Gryfon z krwi i ko¶ci! Ile trzeba mieæ ikry, by stan±æ do walki przeciw ca³ej hordzie dementorów i ratowaæ azkabañskiego zbiega przed Poca³unkiem? Na dodatek na hipogryfie?

Pocieszy³ siê faktem, ¿e Snape nie wychowywa³ Harry'ego, wiêc nie zd±¿y³ go zepsuæ. Ju¿ sobie wyobra¿a³, jak uczy go czarnej magii i bycia tchórzliw± kreatur± bez zasad oraz krêgos³upa moralnego. Wzdrygn±³ siê. Syn Lily w ³apach Snape'a, to¿ to potworne! Westchn±³ ze zrezygnowaniem. No có¿, rodziny siê nie wybiera, sam po sobie wiedzia³ to najlepiej. Nie by³o powodu winiæ Harry'ego, ¿e ma takiego ojca.

Jego rozwa¿ania przerwa³ g³os Albusa.

— Chcê wiedzieæ, co zamierzasz. Twój chrze¶niak czy nie, nie dopuszczê do tego, ¿eby¶ go zrani³.

Syriusz machn±³ rêk± lekcewa¿±co.

— Tak, tak… Jasne, rozumiem. — Dumbledore spojrza³ na niego ostro. W b³êkitnych oczach nie by³o ani krztyny ³agodno¶ci. Syriusz wyrzuci³ w górê rêce w ge¶cie poddania. — Przyrzekam, ¿e nie zraniê go.

Albus skin±³ g³ow± i wsta³.

— Zatem porozmawiam z Severusem. I tak jest kilka rzeczy, które mia³em z nim omówiæ. — Spojrza³ znacz±co na najnowsze wydanie Proroka Codziennego le¿±ce na stole. Na jego pierwszej stronie widnia³o zdjêcie Lucjusza Malfoya. — Je¶li nie bêdzie ¿adnych przeszkód, my¶lê, ¿e godzina szesnasta bêdzie najodpowiedniejsza. Severus otworzy dla ciebie kominek. Wystarczy, ¿e wypowiesz „Prince Manor”. — Na odchodnym doda³: — Nie rozczaruj mnie, Syriuszu.


* * *


Snape nie ¿artowa³. Po trzech godzinach Harry mia³ nadziejê ju¿ nigdy wiêcej nie widzieæ kocio³ka. To, nad czym przysz³o mu pracowaæ, by³o tak obrzydliwe, ¿e nie dawa³o siê tego opisaæ s³owami. Mia³o czu³ki, drga³o, pulsowa³o, ¶mierdzia³o zgni³ymi jajkami oraz wy¶lizgiwa³o siê z r±k, czyni±c jego zadanie, jakim by³o wyrywanie czu³ek, prawie niemo¿liwym. Na dodatek ¶luz przyczepia³ siê do palców tak mocno, i¿ Harry podejrzewa³, ¿e bêdzie musia³ zetrzeæ skórê, by siê go pozbyæ.

Po raz kolejny jego ¿o³±dek skrêci³ siê od ostrego zapachu i nawet oddychanie ustami nie pomaga³o. Oczy ³zawi³y mu przez prawie ca³y czas, wiêc zacz±³ powa¿nie zastanawiaæ siê, czy mo¿na w ten sposób siê odwodniæ. Nawet nie móg³ wytrzeæ mokrych policzków, bo rêce mia³ sklejone ¶luzem, a nie by³ na tyle szalony, by zbli¿aæ je w okolice twarzy. Co te… stworzenia w sobie maj±? Wywar z cebuli zamiast krwi? Wreszcie Harry'emu uda³o siê z³apaæ wij±c± siê czu³kê, wiêc szybko wyrwa³ j±. Wyda³a z siebie obrzydliwy d¼wiêk, przypominaj±cy chrzêst ³amanych kostek skrzy¿owany z obscenicznym mla¶niêciem.

— Do czego u¿ywa siê… tego czego¶? — zapyta³, marszcz±c nos i krzywi±c siê jednocze¶nie.

— Do Confinium Exiti1. Wysoce leczniczej mikstury dzia³aj±cej na wszystkie komórki. Czu³ki mucocela, znanego te¿ jako fundir lub ¶luzowiak pensylwañski, wytwarza ¶luz, który jest wykorzystywany w eliksirach…

— Fuj…

— …odka¿aj±cych ze wzglêdu na w³a¶ciwo¶ci utleniaj±ce. Same czu³ki jednak¿e posiadaj± gruczo³y uaktywniaj±ce pewne procesy. Bez nich mucocele nie mog³yby wyprodukowaæ i roznie¶æ na swoim odw³oku chroni±cego ich ¶luzu. Dziêki wykorzystaniu tego samego mechanizmu jest mo¿liwe rozprzestrzenianie leczniczego eliksiru na ca³y organizm czarodzieja, jak równie¿ zwielokrotnienie si³y jego dzia³ania. Confinium Exiti stosuje siê, gdy trzeba dzia³aæ szybko, a nie jest znana przyczyna choroby ani jej umiejscowienie. Analogicznie rzecz ujmuj±c, jest ekwiwalentem bezoaru zwalczaj±cego trucizny.

— Ekwiwalentem?

— Odpowiednikiem. Czym¶ o tej samej warto¶ci.

Harry powróci³ do pracy, ju¿ tak bardzo nie przejmuj±c siê tym, jak okropne by³o to zajêcie. Taki eliksir móg³ uratowaæ niejedno ¿ycie. Je¶li trzeba siê troszeczkê namêczyæ przy czu³kach, by³o warto.


* * *


Harry opad³ z jêkiem na ³ó¿ko. By³ wykoñczony. Oczywi¶cie Snape nie u³atwia³ mu ¿ycia i zaraz po pracy w laboratorium da³ mu szczegó³owy wyk³ad na temat tego, jak g³upim wyskokiem by³a jego ucieczka poprzedniego dnia. Mê¿czyzna wymieni³ wszystkie niebezpieczeñstwa, na które Harry móg³ siê naraziæ i przedstawi³ ka¿dy scenariusz, jaki móg³ go czekaæ, a wszystkie koñczy³y siê w ten sam sposób: jego ¶mierci± — czasami powoln± i bolesn±, a niekiedy szybk± jak mrugniêcie okiem, ale zawsze ¶mierci±. Snape ostrzeg³ go te¿, ¿e poniewa¿ nie mo¿na mu ufaæ w tak elementarnej kwestii jak w³asne bezpieczeñstwo, na³o¿y³ na posiad³o¶æ zaklêcie, które natychmiast powiadomi go, je¶li Harry choæ zbli¿y siê do jej granic.

Wygl±da³o na to, ¿e wczoraj Snape specjalnie odpu¶ci³ sobie strofowanie go, by nastêpnego dnia Harry by³ bole¶nie ¶wiadom ka¿dego us³yszanego s³owa. Mo¿liwe równie¿, ¿e mê¿czyzna nie chcia³ ryzykowaæ ponownej utraty panowania nad sob±. Pomimo ¿e przez ca³y czas tyrady jedynie gro¼nie górowa³ nad Harrym, to pod koniec sprawia³ wra¿enie, jakby tylko nadludzk± si³± woli powstrzymywa³ siê przed wywleczeniem go z pokoju i zaprowadzeniem do sali tortur. Harry ju¿ wola³ pracowaæ nad czu³kami ¶luzaków pensylwañskich, ni¿ prze¿ywaæ to do¶wiadczenie.

Kiedy Snape przedstawi³ mu wszystkie konsekwencje, które musia³oby ponie¶æ multum osób, czu³ siê naprawdê podle. Od ¶rodka z¿era³y go potworne wyrzuty sumienia i mia³ ochotê pacn±æ sam siebie za bycie takim idiot±. Mia³ prawdziwe szczê¶cie, ¿e dom Snape'a jest po³o¿ony na odludziu. Co by by³o, gdyby natrafi³ na ¶miercio¿erców? G³upi, g³upi…

Schowa³ twarz w poduszce, staraj±c siê o niczym nie my¶leæ, a ju¿ na pewno nie o tym, ¿e na odchodnym mistrz eliksirów powiedzia³, ¿e oczekuje od niego rozpoczêcia pracy nad zadaniami domowymi.

Po pó³godzinie pogr±¿ania siê w ponurych my¶lach zdecydowa³, ¿e woli nie wystawiaæ swojego szczê¶cia na próbê. Zwlók³szy siê z pos³ania, usiad³ przy biurku. Nastêpnie rozwin±³ rolkê z tematami i po dwukrotnym ich przejrzeniu, wybra³ zaklêcia. Mia³ wymieniæ i sklasyfikowaæ wszystkie czary zmieniaj±ce objêto¶æ, a nastêpnie scharakteryzowaæ jedno zwiêkszaj±ce i jedno zmniejszaj±ce z uwzglêdnieniem sposobu ich dzia³ania, ograniczeñ oraz wp³ywu na sta³e cechy ró¿nych rodzajów obiektów. Zadanie by³o trudne, ale konkretne i przynajmniej Harry wiedzia³, od czego powinien zacz±æ. Z pó³ki wybra³ podrêcznik do klasy czwartej i otworzy³ go na odpowiednim rozdziale. Na czystym arkuszu pergaminu spisa³ wszystkie wymienione w ksi±¿ce kategorie oraz rozpocz±³ przyporz±dkowanie znanych mu zaklêæ. Teoretycznie zawsze odrabia³ zadania domowe, korzystaj±c z tego, co mia³ pod rêk±. Jego oceny pozostawia³y wiele do ¿yczenia, ale nie spêdza³o mu to snu z powiek.

Harry zamar³ z koñcówk± pióra zawieszon± tu¿ nad pergaminem i rozszerzy³ oczy. Przez g³owê przesz³a mu potworna my¶l, ¿e byæ mo¿e Snape zechce przejrzeæ to, co Harry napisa³. Och nie… Mistrz eliksirów szydzi³ ze wszystkich jego prac i ju¿ wyobra¿a³ sobie, jak po raz kolejny staje siê po¶miewiskiem.

Zdecydowa³, ¿e tu¿ przed obiadem znajdzie bibliotekê i poszuka paru ksi±¿ek na temat zaklêæ zmieniaj±cych objêto¶æ.


* * *


Harry przystan±³ w po³owie korytarza, rozgl±daj±c siê wokó³. Kompletnie siê pogubi³ i rozwa¿a³ poproszenie o pomoc który¶ z portretów, gdy zza drzwi po prawej stronie us³ysza³ st³umione g³osy. Móg³by przysi±c, ¿e jeden z nich nale¿a³ do dyrektora. Wiedziony ciekawo¶ci± podszed³ bli¿ej.

— Jak Harry sobie radzi?

— Sam go zapytaj.

— Chcia³bym us³yszeæ to od ciebie.

— A niby sk±d ja mam wiedzieæ?

W szczelinie miêdzy drzwiami Harry zobaczy³ do¶æ gustownie urz±dzony gabinet. Za masywnym biurkiem siedzia³ Snape. Dumbledore natomiast sta³ odwrócony plecami i wpatrywa³ siê w oszklon± gablotê oraz znajduj±cy siê w niej rz±d fiolek o ró¿nych kszta³tach i kolorach.

— Opiekujesz siê nim, prawda?

— Je¶li niepokoisz siê, ¿e twojemu Z³otemu Ch³opcu dzieje siê krzywda, to mo¿esz spaæ spokojnie. Jeszcze siê nie pozabijali¶my.

Dumbledore odwróci³ siê, ¿eby spojrzeæ na Snape'a, i Harry zobaczy³ jego profil. Na twarzy starszego czarodzieja widnia³a lekka nagana.

— Nie o to mi chodzi³o.

K±cik ust Snape uniós³ siê lekko, jakby mê¿czyzna próbowa³ ukryæ u¶miech, ale nie do koñca mu siê to nie uda³o.

— Och, ale ja dobrze zdajê sobie z tego sprawê. Jednak nic z tego. Jak ju¿ mówi³em, je¶li chcesz cokolwiek wiedzieæ, sam go zapytaj.

— Nie s±dzê, ¿e w tej chwili by³oby to dobrym posuniêciem. Chcia³bym ograniczyæ z nim kontakty do czasu rozwi±zania naszego problemu.

Snape zmarszczy³ brwi.

— Jakiego problemu?

Przez d³ug± chwilê Dumbledore milcza³, na powrót wpatruj±c siê w gablotê. Kiedy w koñcu odezwa³ siê, jego g³os brzmia³ bardzo powa¿nie.

— Czy czyta³e¶ dzisiejsze wydanie Proroka?

— Nie mia³em okazji. Twój idealny pupilek sprawi³, ¿e nie tkn±³em nawet prywatnej korespondencji.

Dumbledore dotkn±³ szk³a d³ugimi palcami i przez chwilê obserwowa³, jak cieñ jego rêki za³amuje ¶wiat³o na buteleczkach, zmieniaj±c ich barwê.

— Lucjusza Malfoya zwolniono z powodu braku dowodów. — Snape przymkn±³ oczy, a jego usta lekko siê porusza³y. Wygl±da³o to, jakby liczy³ do dziesiêciu. Dumbledore kontynuowa³: — Poniewa¿ Kingsley znalaz³ go og³uszonego w ¶rodku lasu, adwokat podwa¿y³ zarzut, jakoby bra³ udzia³ w wydarzeniach na Privet Drive. Lini± obrony Marvella by³a próba wrobienia jego klienta poprzez obezw³adnienie go i zostawienie w lesie po uprzednim podrzuceniu maski oraz szaty ¶miercio¿ercy. Wypalony znak jest oczywi¶cie kwesti± zamkniêt±, jako ¿e w poprzednim procesie Lucjusz zosta³ uniewinniony. Ta sprawa nawet nie zosta³a podjêta. Nie ma te¿ ¶wiadków, bo oficjalnie ciebie tam nie by³o i twoje zeznanie nie wchodzi w grê.

— A ró¿d¿ka?

— Nie mia³ jej.

— Jak to nie mia³ jej?

— Kingsley osobi¶cie odda³ j± urzêdnikom, ale jakim¶ sposobem zniknê³a, podobnie jak dokumenty potwierdzaj±ce jej przekazanie. Mo¿esz sobie wyobraziæ aferê, jaka wybuch³a.

— Ale przecie¿ musieli sprawdzaæ j± na miejscu. Kto¶ na pewno sporz±dza³ protokó³…

— No w³a¶nie, kto¶. Problem w tym, ¿e nie wiadomo kto.

— To jaki¶ absurd!

Dumbledore odwróci³ siê od gablotki, ¿eby spojrzeæ na Snape'a.

— Wizengamot ma zawi±zane rêce, a opinia publiczna podzieli³a siê. Sporo osób widzi, ¿e znikniêcie dowodów nie jest kwesti± zwyk³ej niekompetencji pracowników. Poniewa¿ jednak sprawa dotyczy Lucjusza Malfoya, szanowanego cz³onka czarodziejskiej spo³eczno¶ci, niektórzy wierz±, ¿e aresztowano go przez pomy³kê.

— To niech Potter zeznaje. Mo¿na powo³aæ siê na specjalne okoliczno¶ci, jakim jest jego stan zdrowia. Wybierz kogo¶ zaufanego i zrób przes³uchanie tutaj.

— Bez dowodu zbrodni nie bêdzie mia³o prawnej mocy.

— Tylko pod warunkiem, ¿e nie zostanie z³o¿ony wniosek o u¿ycie Veritaserum. Wtedy ka¿de s³owo Pottera bêdzie mia³o stopieñ dowodu.

— Harry nie mo¿e w ten sposób zeznawaæ.

Snape spojrza³ Albusa z widocznym oszo³omieniem.

— Je¶li to jedyna mo¿liwo¶æ...

Dumbledore uniós³ d³oñ.

— Utajni³e¶ dokumenty Harry'ego, a wiêc dostêp do nich maj± tylko Naczelni Magowie Wizengamotu. W przes³uchaniu musz± wzi±æ udzia³ dwaj ¶wiadkowie oraz protokolant, co oznacza, ¿e ca³y proces spada na mnie, Aureliê i Emeralda. To jest bardzo wygodna sytuacja, bo wszystkich nas obowi±zuje Przysiêga Tajno¶ci, dziêki której nie mo¿emy zdradzaæ danych z teczek bez zgody ich w³a¶cicieli. Co wiêcej, Harry zeznawa³by pod starym imieniem i nazwiskiem, poniewa¿ jeszcze nie zalegalizowa³e¶ jego nowych danych. Mimo to samo przes³uchanie zostanie zapisane na dokumencie otwartym, a tutaj... — Dumbledore wyci±gn±³ mocno sfatygowan± kopertê i poda³ go mistrzowi eliksirów. — ...posiadam dowód, ¿e s± rzeczy, o których ministerstwo wiedzieæ nie powinno. I to jest teraz nasz problem i priorytet.

Mê¿czyzna przyjrza³ siê listowi, natychmiast rozpoznaj±c pismo.

— To od Pottera, tak? Sk±d...

— Hedwiga przylecia³a do mnie w dniu napadu na Privet Drive. Mia³a zwichniête skrzyd³o i wszystko wskazywa³o na to, ¿e zosta³a zaatakowana. Odda³em j± pod opiekê Hagrida, który zaj±³ siê jej leczeniem. Podejrzewam, ¿e ju¿ wróci³a do Harry'ego.

— Czyli próbowano przechwyciæ pocztê Pottera. Nie jest takie zaskakuj±ce, skoro obserwowano go przez ca³y czas. Wiadomo, kiedy list wys³ano? Nie widzê daty…

— Rzucone przeze mnie zaklêcie ujawni³o, ¿e Harry napisa³ go dwudziestego szóstego czerwca, czyli dok³adnie dwa tygodnie przed atakiem. — Snape otworzy³ usta, ale domy¶laj±c siê pytania, Dumbledore zaprzeczy³: — Nie, przede mn± nikt go nie czyta³. To tak¿e sprawdzi³em.

Nast±pi³a d³uga cisza, podczas której Snape pogr±¿y³ siê w lekturze. W koñcu podniós³ g³owê.

— Sny...?

— Nie takie zwyk³e sny. Harry ma mo¿liwo¶æ ³±czenia swojego umys³u z umys³em Voldemorta.

— Ale to niemo¿liwe. — Snape spojrza³ ponownie na list. — Na odleg³o¶æ? Jak dot±d ¿yjê, pierwsze s³yszê. Potter musia³ mieæ jakie¶ omamy. Pewnie to zwyk³e koszmary lub reminiscencje po porwaniu.

— Osobi¶cie sprawdzi³em wszystkie ofiary, o których Harry ¶ni³. Ka¿d± z nich zamordowano z u¿yciem zabijaj±cej kl±twy. — Czarodziej poprawi³ okulary na nosie i spojrza³ Severusowi prosto w oczy. — Wydarzenia na Privet Drive ¶ci¶le ³±cz± siê z Voldemortem, wiêc padn± pytania z nim z wi±zane. A ta informacja — wskaza³ rêk± w kierunku listu — absolutnie nie mo¿e wyp³yn±æ.

Severus westchn±³ cierpiêtniczo.

— Rozumiem. I podejrzewam te¿ ku czemu zmierza ta rozmowa…

— Harry musi nauczyæ siê oklumencji. Chcê, ¿eby zamkn±³ dostêp do swojego umys³u.

D³u¿ej Harry nie s³ucha³. By³o mu niedobrze, serce dudni³o w piersi, a nogi dr¿a³y tak mocno, ¿e ledwo by³ w stanie siê na nich utrzymaæ. Fragmenty rozmowy przemyka³y szaleñczo przez jego umys³.

Lucjusza Malfoya zwolniono z powodu braku dowodów… Harry ma mo¿liwo¶æ ³±czenia swojego umys³u z umys³em Voldemorta… Chcia³bym ograniczyæ z nim kontakty do czasu rozwi±zania naszego problemu…

Wróci³ do swojego pokoju, choæ sam nie wiedzia³, jak mu siê to uda³o. Gdy zamkn±³ drzwi, osun±³ siê po nich, a nastêpnie opar³ czo³o na zgiêtych kolanach.


* * *


Potter spó¼nia³ siê. Severus zacz±³ rozwa¿aæ, czy nie wys³aæ po niego Milly, gdy w progu dostrzeg³ ruch. Ch³opak wszed³ do jadalni ¶miertelnie blady, dr¿±c na ca³ym ciele. Severus podszed³ do niego i uniós³ d³oñ. Potter szarpn±³ siê do ty³u, ale mê¿czyzna z³apa³ go za nadgarstek i przyci±gn±³ do siebie. Ignoruj±c fakt, ¿e ch³opak zesztywnia³ z zaci¶niêtymi powiekami, przycisn±³ d³oñ do czo³a. By³o nieco zbyt ciep³e, ale nic nie wskazywa³o na gor±czkê.

— Co¶ siê sta³o — stwierdzi³. Potter otworzy³ oczy. Widaæ by³o w nich strach. — Powiedz, co siê sta³o.

Ch³opak otworzy³ usta, ale natychmiast zamkn±³ je, nie wypowiadaj±c ani s³owa. W tym momencie Severus powa¿nie zaniepokoi³ siê. Co wywo³a³o tak± reakcjê? Mo¿e to jaki¶ efekt uboczny eliksiru post-Crucio?

Skierowa³ Pottera ku krze¶le i delikatnie popchn±³, zmuszaj±c go, by usiad³. Wyci±gn±wszy ró¿d¿kê, wymrucza³ zaklêcie diagnostyczne. Sfera za¶wieci³a na niebiesko w okolicach czo³a, co oznacza³o, ¿e ch³opak by³ w szoku. Co u licha? Chyba nie spowodowa³a tego dzisiejsza rozmowa? Wczoraj Severus zrobi³ to, co zwykle: skupi³ siê na jednym celu, odsuwaj±c wszystko inne na bok. Nie by³o miejsca na jego w³asne uczucia, nie w tamtej chwili. Ch³opak by³ w totalnej rozsypce i jego organizm nie poradzi³by sobie z kolejnym stresem. Tak wiêc zachowa³ idealny spokój, a nawet odwlek³ moment u¶wiadomienia Potterowi jego w³asnej g³upoty. Dopiero dzi¶, gdy zacz±³ mówiæ o tym, jak katastrofalnie mog³a skoñczyæ siê ucieczka, czu³, ¿e jego opanowanie wymyka mu siê z r±k. Mimo to s±dzi³, ¿e upora³ siê z sytuacj± ca³kiem dobrze. Przynajmniej ani razu nie nazwa³ Pottera idiot±. To ju¿ jaki¶ postêp, prawda?

Machniêciem ró¿d¿ki przywo³a³ eliksir uspokajaj±cy. Potter spojrza³ na fiolê z obaw±, ale ostatecznie da³ siê nak³oniæ do wypicia. Po kilku minutach jego oddech unormowa³ siê, a dr¿enie cia³a ust±pi³o.

Snape przysun±³ krzes³o i usiad³ naprzeciwko.

— Chcê wiedzieæ, co siê sta³o. — Potter zamar³, jakby zamieniono go w kamieñ i jedynie wpatrywa³ siê w Severusa nawiedzonym wzrokiem. — Powiesz mi po dobroci albo wyci±gnê to z ciebie si³±. Wybieraj.

Ostre s³owa w koñcu otrz±snê³y go z otêpienia. Bardzo dobrze. Jeden krok naprzód. Teraz drugi. Severus nie czeka³ d³ugo.

— Ja… — odchrz±kn±³. — Us³ysza³em rozmowê… w gabinecie… z profesorem Dumbledore'em.

Nagle Snape poczu³ przemo¿ne pragnienie, ¿eby chwyciæ Pottera za ucho i wytarmosiæ, a¿ wreszcie co¶ trafi do jego pustego ³ba. Czy nie nauczono go, ¿e cudzych rozmów siê nie pods³uchuje? Z drugiej strony ch³opak dosta³ ju¿ swoj± nauczkê, wiêc ostatecznie powiedzia³ tylko:

— Zatem ju¿ wiesz o Lucjuszu oraz wiêzi umys³owej z Czarnym Panem.

Potter przytakn±³.

— Ale co¶ siê zmieni³o… od… od tamtej nocy z Malfoyem. ¯aden sen nie jest ju¿ tak wyra¼ny. Mam wra¿enie, jakbym ogl±da³ wszystko przez zamglon± szybê.

— To da siê ³atwo wyja¶niæ. Twoje nerwy nie s± w pe³ni naprawione, wiêc ka¿da wiê¼ natury umys³owej mo¿e byæ teraz zak³ócona. Sytuacja zmieni siê wraz z postêpem leczenia.

Nagle obaj us³yszeli trzask drzwi i natychmiast Severus siêga³ po ró¿d¿kê. W nastêpnej sekundzie w progu stan±³ nie kto inny jak Syriusz Black. Piêkne wyczucie czasu, kundlu, zd±¿y³ pomy¶leæ Severus, zanim ciemne oczy Blacka omiot³y ca³± sceneriê i skupi³y siê na wci±¿ bladym Harrym.

— Co mu zrobi³e¶, Snape?!

W mgnieniu oka mistrz eliksirów wsta³ i stan±³ przed Blackiem, odcinaj±c go od Harry'ego.

— Nic mu nie zrobi³em, idioto!

— Jasne, bo akurat tobie mo¿na wierzyæ — warkn±³ Black, co brzmia³o jak prawdziwe szczêkniêcie.

Merlinie, jak ten cz³owiek dzia³a³ mu na nerwy…

— To ju¿ twój problem. Albo skulisz ogon, jak przysta³o na grzecznego kundla, albo ciê st±d wyrzucê i nie bêdzie mnie obchodziæ, ¿e ch³opak jest twoim chrze¶niakiem. To ja jestem jego ojcem. Wystarczy jedno moje s³owo, a ju¿ nigdy wiêcej go nie zobaczysz.

To, co wyp³ynê³o z ust Syriusza, by³o najbardziej obra¼liwsz± i skandaliczn± litani± przekleñstw, jak± Harry w ¿yciu s³ysza³.

— Dumbledore dowie siê o tym! — Spojrza³ na Harry'ego, który obserwowa³ teraz ca³± scenê zza ramienia Snape'a. — Jest ca³y roztrzêsiony! Co za niezwyk³y zbieg okoliczno¶ci, ¿e akurat pod twoj± opiek±!

Snape zwêzi³ oczy i niebezpiecznie niskim g³osem wysycza³:

— Potter sam jest sobie winien. Gdyby nie…

Jednak nie dokoñczy³ zdania, bo Syriusz wyszarpn±³ ró¿d¿kê z kieszeni i w u³amku sekundy wystrzeli³ zaklêcie. Wokó³ posypa³y siê iskry, gdy czerwony promieñ rozbi³ siê o tarczê Snape'a. W nastêpnej chwili obaj jednocze¶nie wykrzyczeli Expelliarmus! Ich ró¿d¿ki wylecia³y w powietrze, zatoczy³y ³uk, po czym spad³y z trzaskiem na ziemiê. Zanim mistrz eliksirów zd±¿y³ odzyskaæ równowagê, Syriusz z³apa³ Harry'ego za nadgarstek i gwa³townie przyci±gn±³ do siebie. Mimowolnie Harry podci±gn±³ ramiona do góry i schyli³ g³owê. To sprawi³o, ¿e Black zamar³.

Po kilku d³ugich sekundach, podczas których nikt nie poruszy³ siê ani nie odezwa³, Harry uchyli³ zaci¶niête powieki. Spojrza³ na Syriusza, a potem na Snape'a. Obaj wpatrywali siê w niego — Snape z w¶ciek³o¶ci±, a Syriusz z bolesnym zdumieniem.

— Harry, ty… boisz siê mnie?

Harry potrz±sn±³ g³ow± w zaprzeczeniu, ale nie zmieni³ obronnej postawy. Nagle ciszê przeci±³ pe³ny furii syk Snape'a:

— Ty zapchlony g³upcze, przez ciebie bêdê mia³ tu kolejny atak postcruciatusowy. — Syriusz rozszerzy³ oczy i zblad³. — Jasne, nawet nie przysz³o ci to do g³owy, prawda? Nic dziwnego, skoro jest kompletnie pusta! Ch³opak by³ przez godzinê torturowany przez Lucjusza, wiêc wpad³e¶ na genialny pomys³, ¿eby rozpêtaæ bójkê, a potem nim szarpaæ.

Syriusz skrzywi³ siê ze z³o¶ci±, ale zacisn±³ usta, milcz±c. Nastêpnie zrobi³ krok do ty³u.

— Przepraszam… — wyszepta³ Harry, próbuj±c jako¶ naprawiæ tê sytuacjê. To by³ tylko g³upi odruch. Od czasu spotkania z Lucjuszem by³ przewra¿liwiony, ale przecie¿ tak naprawdê nie obawia³ siê, ¿e Syriusz zrobi mu krzywdê.

— Nie — uci±³ Snape. — Nie bêdziesz tego kundla przeprasza³.

— Wybacz, Harry — powiedzia³ Syriusz lekkim tonem, zupe³nie ignoruj±c Snape'a. — Rzeczywi¶cie moja reakcja by³a zbyt gwa³towna. — Rozejrza³ siê po jadalni i westchn±³. — Mo¿emy usi±¶æ i porozmawiaæ?

Harry przytakn±³. Syriusz wypatrzy³ ró¿d¿kê i schowa³ j± do kieszeni. Kiedy zauwa¿y³, ¿e Snape wci±¿ stoi po¶rodku jadalni ze skrzy¿owanymi na piersi rêkoma, rzuci³ nieuprzejmie:

— Móg³by¶ usun±æ st±d swoj± czaruj±c± obecno¶æ?

— Nie wiem, czy to bezpieczne zostawiaæ ciê z nim samego, Black.

Harry modli³ siê w duchu, ¿eby Snape sobie poszed³. Naprawdê chcia³ z Syriuszem porozmawiaæ.

W koñcu mistrz eliksirów wyprostowa³ siê sztywno i w ³opocie szat wymaszerowa³ z jadalni. Gdy jego kroki ucich³y, Syriusz spojrza³ na swojego chrze¶niaka.

— Jak siê trzymasz, Harry? — Wskaza³ kciukiem na drzwi, za którymi Snape znikn±³. — Pewnie nie s± to wymarzone wakacje, ale chyba da siê jako¶ prze¿yæ starego nietoperza, co?

Harry próbowa³ siê u¶miechn±æ, ale wysz³o mu to raczej blado.

— Hej, co jest?

— Przyzwyczajam siê.

Syriusz spojrza³ na niego twardo.

— Sk±d¶ znam ten ton. ¬le ciê traktuje? Wystarczy powiedzieæ, a przeklnê go tak, ¿e zobaczy gwiazdy.

Harry nie mia³ zamiaru niczego zdradzaæ z poprzedniego dnia. Ju¿ wyobra¿a³ sobie, jak Syriusz by zareagowa³. Pewnie w¶ciek³by siê na Snape'a i o wszystko go obwini³, a przecie¿ to Harry nie powinien zaczynaæ k³ótni, a tym bardziej uciekaæ.

— Nie jest ³atwo. My… nie lubimy siê. — Kogo ty oszukujesz, Harry? To jest grube niedopowiedzenie. — Ale… mam wszystko, co trzeba; nowe ubrania, ksi±¿ki, w³asny pokój, codzienne posi³ki. Jest… dobrze. — I by³o. Choæ jeszcze dwa dni temu nie potrafi³ wyobraziæ sobie, ¿e kiedykolwiek bêdzie to mo¿liwe. Oczywi¶cie gdzie¶ w g³êbi duszy w±tpi³ w zapewnienia Snape'a. Podejrzewa³, ¿e to tylko kwestia czasu, a¿ mê¿czyzna zmêczy siê nim. Jednak przynajmniej na razie, pomimo ca³ej w³adzy, jak± nad Harrym posiada³, nie mia³ zamiaru jej nadu¿ywaæ. Nagle Harry spojrza³ na ojca chrzestnego z obaw±. — Nie przeszkadza ci, ¿e... nie jestem synem Jamesa?

Syriusz westchn±³.

— Dowiedzia³em siê dopiero dzisiaj i przyznam, ¿e jeszcze nie do koñca to do mnie dotar³o. Wci±¿ wygl±dasz jak James, chocia¿… — Nachyli³ siê, ¿eby przyjrzeæ mu siê z bliska. — Tak, widzê ró¿nice. Chocia¿by twoje w³osy nie s± ju¿ tak rozczochrane jak wcze¶niej. Zazwyczaj stercza³y we wszystkich kierunkach. Zawsze ¶mia³em siê z Jamesa, ¿e który¶ z jego przodków skrzy¿owa³ siê z je¿ozwierzami…

Nagle zasêpi³ siê, jakby bola³o go, ¿e wygl±d Harry'ego jest tylko iluzj±.

— Teraz bêdzie ju¿ inaczej, hê?

Harry potrz±sn±³ g³ow±.

— Nieprawda. On wci±¿ by³ moim tat±, choæby przez tamten krótki czas. Nie pamiêtam go, mimo ¿e bardzo chcia³bym. Wiem, ¿e kocha³ mnie i odda³ za mnie ¿ycie, a to jest wa¿niejsze ni¿ wiêzy krwi. — Harry odsun±³ grzywkê z oczu i spojrza³ na swoje palce. Kiedy¶ by³y krótsze do¶æ niezgrabne, a teraz wyd³u¿y³y siê oraz sta³y siê szczuplejsze i jakby bardziej delikatne. Takie jak Snape'a. — Wiesz, ¿e od kiedy spêdzi³em wakacje z rodzin± Rona, marzy³em, ¿eby by³a moj±? Tak ich traktujê. Jak moj± rodzinê. I tak traktujê ciebie. — Proszê, nie odrzucaj mnie.

Syriusz u¶miechn±³ siê krzywo, czochraj±c mu w³osy.

— Wci±¿ jeste¶ synem Lily. Te piêkne zielone oczy nigdy nie znikn±. — Nagle skrzywi³ siê lekko. — Mam nadziejê, ¿e nos te¿ nie zniknie. Znaj±c wygl±d Snape'a, to by³aby wielka szkoda!

Tym razem na ustach Harry'ego pojawi³ siê szczery u¶miech. Potar³ nos. Nie, przez ostatnie dwa tygodnie nie zmieni³ siê ani odrobinê, wiêc mo¿e taki ju¿ zostanie.


________________________
[1] ³ac. confinium — kres, ³ac. exitium — destrukcja, zag³ada.


NASTÊPNY ROZDZIA£: PIERWSZA LEKCJA OKLUMENCJI
Komentarze
avatar
Smierciojadek  dnia 25.07.2014 13:55
Trochê mi zajê³o przeczytanie MP, aczkolwiek wiern± czytelniczk± zostanê do koñca. Tak¿e jedn± fankê na naszej stronie masz na pewno. Co prawda trochê leniw±, ale... ;)

Na pocz±tku trochê ¶rednio pasowa³ mi Syriusz. A w zasadzie ca³a ta pierwsza czê¶æ, w której by³ tylko on. Zdecydowanie lepiej czyta mi siê kwestie z Snape'em i Harrym - ch³onê ich relacje jak g±bka. Syriusz wydawa³ mi siê zbyt brutalny (chocia¿by to zakopywanie cia³ ¦miercio¿erców), ale pó¼niej, gdy ju¿ spotka³ siê z dyrektorem i Harrym, sympatia do niego wróci³a. Jego reakcja na szokuj±c± wiadomo¶æ by³a do¶æ zabawna, to samo tyczy siê bójki. Cieszy mnie to, ¿e Harry poma³u zaczyna akceptowaæ sytuacjê i czekam na moment, w którym pójdzie do Hogwartu. Bo pójdzie, prawda?

Jeszcze takie drobne pytanie - w Severitusach musi pojawiaæ siê Lupin? To jest jaki¶ wymóg? Dlaczego w ogóle zdecydowa³a¶ siê pisaæ tego typu opowiadanie?
avatar
Prefix u¿ytkownikaPhoe  dnia 26.07.2014 01:46
i czekam na moment, w którym pójdzie do Hogwartu. Bo pójdzie, prawda?

Pójdzie, pójdzie :)

Znam wiele severitusów bez Lupina, ale ja akurat lubiê tê postaæ. Idealnie równowa¿y porywczego Syriusza :)

Zdecydowa³am siê na napisanie tego opowiadania, by obaliæ ogromn± czê¶æ mitów, które autorzy tych ff powtarzaj±. Jak chocia¿by to, ¿e wiêzy krwi przes±dzaj± o wszystkim. Zazwyczaj Snape dowiaduje siê, ¿e Harry jest jego synem i wtedy pojawia siê wielka mi³o¶æ. W prawdziwym ¶wiecie to tak nie dzia³a - na ka¿d± relacjê trzeba zapracowaæ. Nie podobaj± mi siê te¿ popularne schematy jak z³y Dumbledore czy dobrzy Malfoyowie. Chcia³am pokazaæ, ¿e severitus te¿ mo¿e byæ kanoniczny i wiarygodny. No i ¿e nic nie jest czarno-bia³e - ¿ycie ma wiele kolorów i odcieni szaro¶ci.

Pozdrawiam i cieszê siê, ¿e mam fankê :D
Dodaj komentarz
Zaloguj siê, aby móc dodaæ komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani u¿ytkownicy mog± oceniaæ zawarto¶æ strony
Zaloguj siê lub zarejestruj, ¿eby móc zag³osowaæ.

Wybitny! Wybitny! 100% [1 g³os]
Powy¿ej oczekiwañ Powy¿ej oczekiwañ 0% [0 g³osów]
Zadowalaj±cy Zadowalaj±cy 0% [0 g³osów]
Nêdzny Nêdzny 0% [0 g³osów]
Okropny Okropny 0% [0 g³osów]
Logowanie
Nazwa u¿ytkownika

Has³o



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj siê

Nie mo¿esz siê zalogowaæ?
Popro¶ o nowe has³o
Facebook
Shoutbox
Musisz siê zalogowaæ aby wys³aæ wiadomo¶æ.

O choinka!
03.08.2026 15:12
Dziêki Hug

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
01.08.2026 11:39
Racja, I will mourn old Hog forever, to ju¿ nie by³o to samo :v
I mimo ¿e ciê¿ko w te urodziny, to i tak wszystkiego naj naj, 17 mo¿na mieæ do 40 na spokojnie Love

O choinka!
31.07.2026 23:57
z innymi, bo brakowa³o mi pomys³ów, bo pogorszy³a siê moja sytuacja psychiczna i bo LYS zniknê³a bez s³owa

O choinka!
31.07.2026 23:57
Nie cierpiê urodzin Wrozka Nadal czujê siê na 17 lat, a ju¿ 26 na karku ;(

A co do poprzedniego Hog, bardzo têskniê. Nowy mniej mi siê podoba³, bo nie wysz³y mi poboczne, bo za ma³o pisa³am

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
26.07.2026 20:12
Jako tako, nawet mi siê sb dzi¶ ¶ni³o xD

Wspó³praca
Najaktywniejsi

1) Prefix u¿ytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix u¿ytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix u¿ytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix u¿ytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix u¿ytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix u¿ytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix u¿ytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix u¿ytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix u¿ytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix u¿ytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 3.01