Severitus | AU 5 tom
Rozdzia³ 14. Pierwsza lekcja oklumencji
Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu
- William Szekspir
Rozmawiali przez niemal ca³± godzinê. Niekiedy o b³ahych, prozaicznych sprawach, a niekiedy o tym, co dzia³o siê w czarodziejskim ¶wiecie. Syriusz nie omieszka³ opowiedzieæ o Zakonie Feniksa oraz tajnej misji dla Dumbledore'a. I choæ nie zdradzi³ ¿adnych szczegó³ów, jak na przyk³ad czego dotyczy³a, przez d³ug± chwilê snu³ historiê o podró¿y po Europie i Afryce. Harry z fascynacj± ws³uchiwa³ siê w ka¿de s³owo, próbuj±c wyobraziæ sobie rozpalone s³oñcem stepy, krwio¿ercz± mantykorê oraz miasto na wodzie pe³ne w±skich uliczek z licznymi straganami, kana³ów z przecinaj±cymi je gondolami i katedr.
W koñcu Syriusz spojrza³ na zegar.
— Podejrzewam, ¿e wkrótce wróci nietoperz, by mnie st±d wygoniæ.
Harry przygryz³ nerwowo wargê. Zastanawia³ siê, kiedy jego ojciec chrzestny bêdzie móg³ go ponownie odwiedziæ. Podejrzewaj±c, co chodzi mu po g³owie, Syriusz doda³:
— Bez obaw, Harry. Przed wyj¶ciem utnê ze Snape'em ma³± pogawêdkê na temat kolejnej wizyty. Chêtnie zaprosi³bym ciê do mojego domu, ale teraz jest siedzib± Zakonu i codziennie przewija siê przez niego tabun ludzi. Weasleyowie zostali nawet na resztê wakacji.
Harry'emu zabi³o szybciej serce.
— Ron jest teraz u ciebie?
— Zgadza siê. Hermiona te¿ przyjecha³a. Dzi¶ rano min±³em j± na korytarzu.
— Mo¿esz im przekazaæ, ¿e wszystko ze mn± w porz±dku i ¿eby siê nie martwili? Oraz ¿e odpiszê, jak tylko bêdê móg³? — Jeszcze nie wiedzia³, co dok³adnie przeka¿e im w listach, tak, aby wszystko wyja¶niæ bez zdradzania niczego istotnego, ale na pewno co¶ wymy¶li. — Wiem z listu, ¿e Hermiona i tak nie wierzy w moje rzekome magiczne wyczerpanie. Ona nie wierzy nawet, ¿e w ogóle by³em wtedy w ministerstwie. Nie ma wiêc sensu udawaæ, ¿e tak strasznie ¼le ze mn±, ¿e a¿ jestem nieprzytomny.
— Nie ma problemu — zapewni³ go Syriusz. Nastêpnie po³o¿y³ mu d³onie na ramionach i spojrza³ prosto w oczy. — Niczym siê nie przejmuj i dbaj o siebie. I pamiêtaj, ¿e zawsze mo¿esz na mnie liczyæ. Gdyby¶ mia³ jakie¶ k³opoty, wy¶lij sowê.
Harry przytakn±³, czuj±c, ¿e g³os odmawia mu pos³uszeñstwa. Nie umia³ wyraziæ, jak bardzo jest wdziêczny za to, ¿e Syriusz nie odwróci³ siê od niego. Co¶ z tych emocji musia³o pojawiæ siê na jego twarzy, bo mê¿czyzna zdawa³ siê go rozumieæ. Harry nie wiedzia³ jednak, czemu to sprawi³o, ¿e Syriusz posmutnia³.
Mê¿czyzna u¶miechn±³ siê pokrzepiaj±co, choæ u¶miech ten nie obejmowa³ jego oczu. Po¿egnawszy siê, wyszed³ z jadalni.
* * *
Ju¿ nastêpnego ranka przy ¶niadaniu wielki puchacz wlecia³ do jadalni i wyl±dowa³ obok talerza Harry'ego. Snape spojrza³ na ptaka z odraz±, na co sowa odwdziêczy³a siê, k³api±c gro¼nie dziobem. Harry odwi±za³ pergamin od nó¿ki wyci±gniêtej zapraszaj±co w jego stronê i od razu rozpozna³ pismo ojca chrzestnego. Syriusz informowa³ go, ¿e ponownie odwiedzi Prince Manor dopiero pod koniec tygodnia, poniewa¿ najpierw musi uprz±tn±æ swój dom z najbardziej gro¼nych czarnomagicznych obiektów. Jego rodzina nie nale¿a³a do zbyt przyjaznych, wiêc chwilowo nie jest w nim bezpiecznie (ostatnio srebrna cukiernica próbowa³a odgry¼æ Fredowi wszystkie palce). Napisa³ te¿, ¿e zabierze ze sob± Lunatyka. Harry schowa³ list do kieszeni i zaoferowa³ sowie kawa³ek bekonu. Puchacz po¿ar³ go w mgnieniu oka, po czym wzbi³ siê w powietrze z potê¿nym zamachniêciem skrzyde³. Snape w porê uchyli³ siê, unikaj±c grzmotniêcia w g³owê.
W porównaniu z ostatnimi wydarzeniami dzieñ min±³ spokojnie. Harry skupi³ siê na odrabianiu zadañ domowych i czytaniu oprawionej w skórê ksiêgi, z któr± mistrz eliksirów nakaza³ mu siê zapoznaæ (Podstawy czarodziejskiego prawa i ustroju politycznego Anglii), a tak¿e poma³u przyzwyczaja³ siê do towarzystwa Snape'a oraz rutyny panuj±cej w Prince Manor. Mê¿czyzna ju¿ wiêcej nie wraca³ do incydentu z ucieczk±, ale widaæ by³o, ¿e postawi³ sobie za punkt honoru pilnowanie Harry'ego. Jakim¶ dziwnym trafem w pobli¿u wci±¿ krz±ta³a siê Milly, ale nie przeszkadza³o mu jej towarzystwo. Zbyt siê obawia³ ponownego ataku postcruciatusowego i uspokaja³a go my¶l, ¿e zawsze jest kto¶ obok.
Nadal pi³ eliksir post-Crucio, ale czu³ siê gorzej ni¿ przed prób± ucieczki. Dotyk nie sprawia³ mu dyskomfortu, jak w pierwszych dniach po odzyskaniu przytomno¶ci, ale za to nieustannie chodzi³ zmêczony, ³atwo siê irytowa³, a jego cia³o odmawia³o mu pos³uszeñstwa. By³y to drobne rzeczy — kilka razy potkn±³ siê, choæ nie powinien, lub nie móg³ uchwyciæ pióra — jednak udowodnia³y, ¿e jego zdrowie pogorszy³o siê i czeka go jeszcze d³uga droga zanim zupe³nie je odzyska.
W wolnym czasie wypakowa³ prezenty od przyjació³ — Hermiona kupi³a mu ksi±¿kê na temat ochronnych zaklêæ, Ron pó³roczn± prenumeratê magazynu ¦wiat Quidditcha, pañstwo Weasleyowie, jak i Hagrid, wielkie pud³o s³odyczy, a Syriusz futera³ na ró¿d¿kê oraz specjalny naramiennik („Taki jak maj± aurorzy! Ró¿d¿ka w mig gotowa do pojedynku!” jak g³osi³a karteczka przypiêta do opakowania) — i spróbowa³ u³o¿yæ list. Ostatecznie postanowi³ zaadresowaæ go wspólnie do Rona i Hermiony.
Drogi Ronie i Hermiono,
dowiedzia³em siê od Syriusza, ¿e znajdujecie siê teraz w jego domu, który jest kwater± Zakonu Feniksa. Jestem pewien, ¿e przekaza³ Wam ode mnie wiadomo¶æ.
Harry zagapi³ siê w pusty pergamin, zastanawiaj±c siê, jak ma ten ca³y ba³agan wyja¶niæ. W koñcu — po bardzo d³ugiej chwili — zanurzy³ pióro w ka³amarzu i napisa³:
Masz racjê, Hermiono, nie ja przemawia³em w ministerstwie. Profesor Dumbledore wypi³ eliksir wielosokowy, zmieniaj±c siê we mnie, i to on rzuci³ tamto zaklêcie. Jednak to prawda, ¿e nie wracam do Hogwartu.
Zacisn±³ d³oñ w piê¶æ. Nienawidzi³ k³amaæ przyjacio³om, ale nie móg³ powiedzieæ im prawdy. Przynajmniej nie ca³ej. Staraj±c siê przekazaæ przykre wydarzenia jak najbardziej zwiê¼le i rzeczowo, kontynuowa³:
W momencie napadu ¶miercio¿erców na Privet Drive znajdowa³em siê poza domem i kiedy zobaczy³em, co siê dzieje, próbowa³em uciec. Wkrótce jednak wynik³a walka i straci³em ró¿d¿kê. Mimo ¿e przedtem uda³o mi siê przywo³aæ B³yskawicê, nie zda³o siê to na wiele. Oberwa³em zaklêciem ¶ledz±cym, a jedna z kl±tw uszkodzi³a miot³ê. Lucjusz Malfoy dopad³ mnie i próbowa³ zem¶ciæ siê za zniszczenie dziennika Voldemorta.
Mo¿na powiedzieæ, ¿e kiedy mnie znaleziono, nie by³em w dobrym stanie. Gdyby nie eliksir, który Snape dla mnie uwarzy³, prawdopodobnie nawet nie móg³bym napisaæ samodzielnie tego listu. To dlatego do tej pory nie by³o ode mnie ¿adnej odpowiedzi oraz nie wrócê do Hogwartu. Minie jeszcze d³ugi czas zanim zupe³nie stanê na nogi.
Wiele nie mogê zdradziæ, ale miejsce, w którym teraz przebywam, bêdzie moim domem przez najbli¿sze lata. Mam tu wszystko, czego potrzebujê, a dom jest ³adny i ma wspania³y ogród. Wiem, ¿e jestem tu raczej bezpieczny, bo sam profesor Dumbledore rzuci³ kilka swoich zaklêæ.
Ron, Hermiona napisa³a, ¿e martwisz siê najbli¿szym sezonem quidditcha. G³owa do góry! Na pewno znajd± kogo¶ odpowiedniego na moje miejsce. A nawet je¶li nie, to mo¿e sam siê zg³osisz? Wiem, ¿e wolisz byæ bramkarzem, ale wierzê, ¿e by¶ sobie poradzi³. Ja i tak, nawet gdybym by³ w Hogwarcie, nie móg³bym graæ.
Harry
PS Dziêkujê za prezenty.
PSS Od teraz listy bêdzie przekazywaæ profesor Dumbledore, bo przesy³anie ich przez sowê nie by³oby bezpieczne.
Zwin±³ pergamin w rulonik i od³o¿y³ na blat biurka, ¿eby pó¼niej przekazaæ Snape'owi, po czym rozprostowa³ zdrêtwia³e od pisania palce. Wiedzia³, ¿e przez najbli¿szy czas mê¿czyzna bêdzie monitorowa³ tre¶æ jego listów, by upewniæ siê, ¿e Harry niczego wa¿nego nie zdradzi — przypadkowo czy te¿ nie. Nie podoba³o mu siê to, ale je¶li chcia³ byæ w kontakcie z przyjació³mi, nie mia³ innego wyboru, jak pozwoliæ Snape'owi w¶cibiaæ nos w cudze sprawy.
Nagle w ciszy pokoju rozbrzmia³ g³o¶ny trzask i Harry a¿ podskoczy³. Gdy siê rozejrza³, wszystko wygl±da³o tak samo, ale na szklanym stoliku — jeszcze chwilê temu pustym — zmaterializowa³a siê srebrna taca z lunchem.
Wypu¶ci³ d³ugi oddech i nieznacznie rozlu¼ni³ ramiona. Kiedy pomasowa³ pier¶, pod koszulk± poczu³ szaleñcze bicie serca. To tylko aportacja domowego skrzata. Jaki¶ czas temu Milly musia³a znikn±æ, czego nie zauwa¿y³. By³a praktycznie bezszelestna, dopóki nie przenosi³a ze sob± przedmiotów.
Pokrêci³ g³ow± z rozdra¿nieniem i podszed³ do stolika. Dopiero teraz zauwa¿y³ li¶cik z eleganckim pismem, które mog³o nale¿eæ tylko do Snape'a:
Musia³em opu¶ciæ rezydencjê w pilnej sprawie. Nie wiem, kiedy wrócê. W razie problemów wezwij Milly.
SS
Mimo ¿e Harry nie by³ szczególnie g³odny, przysun±³ sobie tacê i nala³ do szklanki dyniowego soku. Prze¿uwaj±c kawa³ek tostu, zastanawia³ siê, jaka to pilna sprawa zmusi³a Snape'a do opuszczenia Prince Manor. Czy¿by odby³o siê spotkanie Zakonu? A mo¿e… mo¿e to Voldemort go wezwa³? Uch, nawet nie chcia³ o tym my¶leæ.
W koñcu doszed³ do wniosku, ¿e by³a to idealna okazja, by bezpiecznie zbadaæ dom. Po pods³uchaniu rozmowy Snape'a z Dumbledore'em Harry zaprzesta³ prób znalezienia biblioteki, a rozpaczliwie jej potrzebowa³ (utkn±³ na siedmiu zasadach transmutacji zwierzêcej). Nic nie zapowiada³o te¿, ¿eby mia³ opu¶ciæ Prince Manor w bli¿szej czy dalszej przysz³o¶ci. Równie dobrze móg³ lepiej poznaæ miejsce, w którym przysz³o mu ¿yæ. Kiedy opuszcza³ pokój, drzemi±cy w swoich ramach Sigur uchyli³ powieki i pu¶ci³ do niego oczko.
W ci±gu dwóch godzin Harry odkry³, ¿e dom wcale nie by³ taki wielki, jak mu siê wcze¶niej wydawa³o. Mimo ¿e budynek posiada³ dwa spore skrzyd³a, sk³ada³ siê tylko z piwnicy, parteru, pierwszego piêtra oraz strychu.
Lewa czê¶æ domu okaza³a siê pe³niæ funkcjê go¶cinn± — tutaj mie¶ci³y siê sypialnie oraz ma³y salon z porozrzucanymi pufami i kredensem pe³nym najrozmaitszych trunków. W prawej z kolei wybudowano sporych rozmiarów oran¿eriê, gdzie ros³y ró¿ne dziwaczne ro¶liny. Gdy z niejak± podejrzliwo¶ci± przyjrza³ siê im, kilka rozpozna³ z lekcji zielarstwa. Jedna nawet próbowa³a go ugry¼æ i tê akurat pamiêta³ a¿ za dobrze — by³a to jadowita tentakula. Najprawdopodobniej Snape hodowa³ tutaj zio³a, które wykorzystywa³ pó¼niej w eliksirach.
Zaraz obok oran¿erii trafi³ na co¶, co wygl±da³o na pracowniê po³±czon± z bawialn± — znajdowa³y siê w niej instrumenty, takie jak pianino, harfa czy skrzypce, ale te¿ przybory malarskie wraz ze stela¿em i p³ótnami, magiczny model uk³adu s³onecznego oraz poka¼ny globus, na którego powierzchni leniwie p³ynê³y chmury i który sam obraca³ siê wokó³ w³asnej osi. Harry przez chwilê podziwia³, jak w okolicach Ameryki Pó³nocnej przebiega tornado, a nad Pacyfikiem trzaskaj± b³yskawice. By³o tu te¿ wiele innych przyrz±dów — mieni±cych siê w s³oñcu, klikaj±cych, wiruj±cych lub zupe³nie nieruchomych, a przeznaczenia ich wszystkich móg³ siê tylko domy¶laæ.
Na piêtrze natomiast, tu¿ nad oran¿eri± i bawialnio–pracowni±, znalaz³ salê balow± z wielkimi oknami otwartymi na zachód oraz kryszta³owym ¿yrandolem. W centralnym miejscu nad kominkiem wisia³ ogromny herb przedstawiaj±cy jastrzêbia na purpurowym tle oraz wygrawerowany z³otymi literami ³aciñski napis LEX, ONUS ET IUSTITIAE1.
Podczas myszkowania Harry natkn±³ siê tak¿e na kilka pokoi zamkniêtych. Wywnioskowa³, ¿e Snape specjalnie je przed nim nie pozamyka³, nie chc±c, by do nich wchodzi³. Na przyk³ad pokój przylegaj±cy do sypialni Snape'a a¿ wibrowa³ od ochronnej magii (do samej sypialni nawet nie próbowa³ wchodziæ — nie jest samobójc±, a poza tym nie s±dzi³, by znalaz³ tam cokolwiek ciekawego). A gdy dotkn±³ dodatkowych drzwi w salonie z trunkami, poczu³ elektryzuj±ce mrowienie w palcach. Natychmiast opu¶ci³ rêkê, obawiaj±c siê jakiej¶ paskudnej kl±twy.
Kiedy ju¿ nic nie zosta³o do obejrzenia, skierowa³ kroki ku centralnej czê¶ci domu, gdzie mie¶ci³a siê g³ówna bawialnia, gabinet Snape'a oraz jadalnia z kuchni±. Wiedzia³, ¿e gdzie¶ tutaj powinna byæ te¿ biblioteka, skoro ta czê¶æ domu by³a przeznaczona do codziennego u¿ytku. Jednak szybko okaza³o siê, ¿e zacz±³ kr±¿yæ w miejscu. W koñcu podda³ siê i poprosi³ jeden z portretów o wskazanie drogi.
— Tu¿ za tob±, kochaneczku — odpowiedzia³a m³oda czarownica z d³ugim, z³otym warkoczem. Harry obróci³ siê na piêcie i zamruga³. Móg³by przysi±c, ¿e jeszcze sekundê temu tych drzwi tutaj nie by³o. — Nie krêpuj siê. Biblioteka posiada bardzo cenne zbiory, wiêc zosta³a zaczarowana tak, aby niepowo³ani go¶cie nie mogli jej znale¼æ. Teraz, kiedy ju¿ wskazano ci drogê, zawsze bêdzie ci siê ukazywaæ.
Harry podziêkowa³ za pomoc i otworzy³ drzwi. Rozpostar³a siê przed nim ogromna przestrzeñ pe³na pó³ek piêtrz±cych siê od pod³ogi do sufitu, a w powietrzu poczu³ zapach starych ksi±g.
— £a³…
— Robi wra¿enie, czy¿ nie?
Na obrazie tu¿ obok drzwi Sigur opiera³ siê o fotel starszej czarownicy, która mru¿y³a gro¼nie oczy i wykrzywia³a siê kwa¶no.
— Racja.
Biblioteka nie równa³a siê z t± w Hogwarcie, ale Harry musia³ przyznaæ, ¿e by³a imponuj±ca. Hermiona pewnie umar³aby ze szczê¶cia, gdyby mia³a j± do dyspozycji tylko dla siebie. Nagle wróci³a do niego my¶l, która przez ostatnie dwie godziny nie dawa³a mu spokoju.
— Skoro ten dom nale¿y do Snape'a, jak to mo¿liwe, ¿e Voldemort nie bêdzie mnie tu szukaæ? To znaczy, czy Snape nie spotyka siê czasami na jakie¶ ¶miercio¿ercze herbatki czy co¶ w tym stylu?
Sigur uniós³ brwi i poprawi³ swój monokl.
— Chyba nie s±dzisz, m³odzieñcze, ¿e kto¶ taki jak Severus Snape nie bra³by pod uwagê tak podstawowych rzeczy?
Harry spojrza³ na staruszka bez s³owa i skrzy¿owa³ rêce na piersi.
— Ja nic nie s±dzê. To po prostu dziwne. Je¶li który¶ z jego mrocznych kole¿ków zechce do niego zafiukaæ, trafi na zablokowany kominek. Czy to nie bêdzie podejrzane?
— ¯eby to zrozumieæ, trzeba najpierw znaæ historiê rodziny Snape'ów i Prince'ów. Która zreszt± jest do¶æ podobna do Blacków i Potterów, z t± tylko ró¿nic±, ¿e ¿aden Potter nie próbowa³ po¶lubiæ cz³onka rodziny Black i vice versa. — Sigur zamilk³, gdy starsza czarownica pos³a³a Harry'emu gniewne spojrzenie i bez s³owa wymaszerowa³a z obrazu. Czarodziej rozsiada³ siê wygodnie w jej fotelu. — Podczas gdy Prince'owie gardzili czarnymi mocami oraz wspierali politykê promugolsk±, Snape'owie znani byli z wrêcz fanatycznego zami³owania do czysto¶ci krwi oraz czarnej magii. Jak by³o do przewidzenia, Sebald i Rozalia Prince'owie nie podzielali wyboru swojej córki, Eileen, i wybuch³a scysja. To by³ prawdziwy skandal, wyobra¼ sobie: ojciec krzycz±cy na ¶lubie o niewdziêczno¶ci córki i rzucaj±cy kl±twê na pana m³odego! Krótko po tym wydarzeniu Sebald wydziedziczy³ Eileen i kontakt miêdzy rodzinami siê urwa³. Po latach sprawa ucich³a, bo od tamtej pory Sebald zachowywa³ siê, jakby nie posiada³ córki. W koñcu zaczêto zapominaæ, ¿e obie rodziny mia³y ze sob± cokolwiek wspólnego. Niestety Eileen przedwcze¶nie zmar³a, zostawiaj±c Severusa zaraz po tym, jak ukoñczy³ Hogwart. A kiedy na dobre rozpêta³a siê Pierwsza Wojna, ¶mieræ zabra³a tak¿e Tobiasza. Nawet wtedy Sebald by³ nieugiêty i nie chcia³ przyj±æ wnuka do rodziny. Tym bardziej, ¿e Severus nie zrobi³ nic, by zrehabilitowaæ siê w oczach dziadka. Prince'owie walczyli po stronie Dumbledore'a, a chodzi³y pog³oski, ¿e potomek Snape'ów idzie w ¶lady ojca, wspieraj±c Voldemorta.
Sigur westchn±³ z nostalgi±.
— Jednak kochana Rozalia nie pozwoli³a, by maj±tek przepad³, rozszarpany przez dalekie kuzynostwo, które tchórzliwie wyemigrowa³o ju¿ za czasów Grindelwalda. Kiedy stary Sebald umar³, zmieni³a zapisy w testamencie, ¿eby wszystko odziedziczy³ Severus. By³o to ju¿ po procesie w ministerstwie, kiedy sam Albus Dumbledore broni³ Severusa przed Wizengamotem, porêczaj±c, ¿e by³ szpiegiem dzia³aj±cym po Jasnej Stronie. Piêæ lat pó¼niej Rozalia zmar³a. Mimo zmiany testamentu ani razu nie skontaktowa³a siê z wnukiem. My¶lê, ¿e wed³ug niej by³o ju¿ za pó¼no, by naprawiaæ b³êdy przesz³o¶ci. Biedaczka. Wszyscy jej trzej synowie polegli w walce, a przez nieugiêt± postawê mê¿a straci³a nie tylko jedyn± córkê, ale równie¿ jedynego wnuka. Pod koniec swojego ¿ycia zosta³a sama w tym wielkim domu, maj±c za towarzystwo jedynie skrzatkê oraz portrety. — Staruszek pokrêci³ g³ow± smutno. — Niegdy¶ wielka rodzina rozkruszy³a siê, os³abiona wojn±. Ilu jest teraz o nazwisku Black, ilu Potterów, Dumbledore'ów czy Prewettów? Dekada po dekadzie zaczêli¶my wymieraæ i pomimo ca³ej naszej dumy nic po nas nie zosta³o.
— Tak wiêc kto mia³by wiedzieæ, co sta³o siê z maj±tkiem Prince'ów? Kto mia³by tutaj szukaæ Severusa, skoro po ¶mierci Tobiasza dosta³ w spadku rodzinny dom w Spinner's End i to tam od zawsze przebywa³? Nawet po otrzymaniu listu od goblinów z zawiadomieniem przekazania maj±tku, w ci±gu pierwszych trzech lat pojawi³ siê tu tylko raz. Przypuszczam, ¿e czu³ zbyt wielki ¿al do rodziny, która w tak bezwzglêdny sposób potraktowa³a jego matkê. Bo widzisz, Snape'owie nale¿eli do starej, czystokrwistej familii, ale nie byli zamo¿ni. Znane powszechnie problemy finansowe Tobiasza sprawi³y, ¿e ¿ycie Severusa by³o bardzo trudne.
Sigur zamilk³ na moment i spojrza³ na Harry'ego uwa¿nie.
— Jednak dwa lata temu co¶ siê zmieni³o. Mog³em tylko zgadywaæ, dlaczego Severus nagle zacz±³ interesowaæ siê Prince Manor. Mo¿e przeczuwa³ bliski powrót Voldemorta i wywnioskowa³, ¿e przyda mu siê miejsce, w którym ukryje siê w razie nag³ego wypadku. Niemniej okaza³o siê, ¿e postanowi³ zrobiæ z domu g³ówn± siedzibê Zakonu Feniksa, ale trwa³o to zaledwie miesi±c i sprawa rozesz³a siê po ko¶ciach.
— Sk±d tyle wiesz? — zapyta³ Harry. — Bez obrazy, ale jest pan tylko portretem.
Sigur u¶miechn±³ z wy¿szo¶ci±.
— Mogê nim byæ, ale mam oczy i uszy, nawet je¶li namalowane. Obserwujê i s³ucham. Pomaga te¿ wymienianie siê informacjami z innymi obrazami, szczególnie tymi, które maj± swoje kopie w znanych instytucjach w Anglii. Aleksander Prince, który w tysi±c siedemset piêædziesi±tym ósmym zosta³ ministrem magii, przynosi codziennie ¶wie¿± porcjê plotek prosto z ministerstwa.
Po skoñczeniu rozmowy Harry przespacerowa³ siê miêdzy pó³kami w poszukiwaniu przydatnych ksi±¿ek na temat transmutacji zwierzêcej, ale w g³owie wci±¿ rozbrzmiewa³y mu us³yszane s³owa. Bardzo wiele dzi¶ dowiedzia³ siê o Snapie. Mimowolnie zastanowi³ siê, jak mê¿czyzna zareagowa³by, gdyby odkry³, ¿e Sigur tak beztrosko dzieli siê faktami z jego ¿ycia.
By³ tak bardzo pogr±¿ony w swoich my¶lach, ¿e w pewnym momencie przesta³ zwracaæ uwagê na to, gdzie idzie. Wróci³ do rzeczywisto¶ci dopiero, gdy wpad³ na niewidzialn± barierê, o ma³o nie ³ami±c przy tym nosa. Okaza³o siê, ¿e sta³ w tylnej czê¶ci biblioteki, a przed nim rozpo¶ciera³ siê d³ugi rz±d niezbyt ciekawie wygl±daj±cych ksi±g. Po plecach Harry'ego przebieg³ dreszcz, gdy zobaczy³, ¿e jedna z ok³adek jest poplamiona zaschniêt± krwi±, a na innej z³uszczon± farb± widnieje napis Magia dusz. Nie maj±c ochoty przebywaæ tu ani sekundy d³u¿ej, zawróci³ i tym razem skupi³ siê wy³±cznie na znalezieniu tego, czego potrzebowa³.
W koñcu wyszuka³ dwie obiecuj±co wygl±daj±ce pozycje. Maj±c nadziejê, ¿e Snape nie bêdzie siê w¶ciekaæ za wyniesienie ich z biblioteki, wymaszerowa³ z ksiêgami pod pach±.
* * *
Wkrótce Snape zacz±³ wprowadzaæ w ¿ycie swój plan edukacji Harry'ego, choæ w nieco innej kolejno¶ci, ni¿ pierwotnie zapowiada³. Po ¶niadaniu zaszywa³ siê w laboratorium i nie wychodzi³ stamt±d a¿ do lunchu. Harry mia³ wtedy czas na pój¶cie do biblioteki i odrobienie zadañ domowych. W po³udnie spotykali siê na wspólny posi³ek, a po nim Snape sprawdza³ postêpy Harry'ego, wskazuj±c b³êdy w jego pracach i niekiedy nawet pomagaj±c mu w formu³owaniu prawid³owych wniosków. Wtedy te¿ przepytywa³ go z materia³u przeczytanego z po¿yczonej ksiêgi oraz uzupe³nia³ jego wiedzê o niewspomniane w niej fakty. Harry nie wiedzia³, czym jest bardziej zszokowany — tym, ¿e Snape cierpliwie t³umaczy³ mu zagadnienia bez wyzywania go od ba³wanów, czy tym, ¿e dziêki jego pomocy du¿o wiêcej rozumia³.
Po obiedzie Snape znowu na kilka godzin wraca³ do warzenia, a Harry wychodzi³ do ogrodu, by kontynuowaæ lekturê o czarodziejskim prawie i ustroju politycznym. Niekiedy zdarza³o siê, ¿e zasypia³ os³oniêty cieniem korony roz³o¿ystego buku, zbyt zmêczony i znu¿ony nieinteresuj±cym go tematem. Nied³ugo po tym kto¶ potrz±sa³ jego ramieniem i gdy Harry sennie uchyla³ powieki, napotyka³ czarne oczy Snape'a. Za ka¿dym razem obawia³ siê, ¿e mê¿czyzna zgani go za lenistwo, ale nic takiego siê nie dzia³o. Snape mówi³ tylko „wkrótce bêdzie kolacja”, jakby rozumia³, ¿e cia³o Harry'ego potrzebowa³o wiêcej odpoczynku ni¿ zwykle.
Wieczorami natomiast Snape wprowadza³ go w tajniki oklumencji.
I ju¿ pierwsza lekcja okaza³a siê katastrof±.
— To by wiele wyja¶nia³o — mrukn±³ Snape pierwszego dnia, brzmi±c, jakby kierowa³ te s³owa bardziej do siebie ni¿ do Harry'ego. Stali po¶rodku jednej z sypialñ, która na potrzeby æwiczeñ zosta³a uprz±tniêta z prawie wszystkich mebli. Zostawiono w niej jedynie kanapê, stolik oraz krzes³o z wysokim oparciem. — Po ataku na Privet Drive zbada³em twój umys³ w celu oceny wyrz±dzonych szkód i napotka³em co¶, co mnie zupe³nie zaskoczy³o. Panowa³ w nim chaos i nie mog³em zrozumieæ, co to oznacza.
— A teraz wiadomo, co to oznacza? — zapyta³ Harry, dziwnie czuj±c siê z my¶l±, ¿e kto¶ tak skrupulatnie analizuje stan jego g³owy.
Snape skin±³ krótko g³ow±.
— Dzia³o siê tak, poniewa¿ dzieli³e¶ umys³ z drug± osob±. Z jednej strony kl±twa Cruciatus os³abi³a po³±czenie z Czarnym Panem, a z drugiej zniszczy³a twoje naturalne bariery, maksymalnie otwieraj±c ciê na wp³ywy z zewn±trz. Wiele razy zastanawia³o mnie, dlaczego w czasie ataku na ministerstwo magia wirowa³a wokó³ ciebie, sprawiaj±c, ¿e wszystko podskakiwa³o, a ty sam rzuca³e¶ siê na ³ó¿ku. Twój umys³ musia³ prze¿ywaæ rozgrywaj±ce siê tam wydarzenia. — Snape wyci±gn±³ ró¿d¿kê. — Ale zostawmy ten temat. Czas, ¿eby¶ nauczy³ siê sztuki oklumencji…
Chocia¿ Snape wyja¶ni³ Harry'emu, na czy owa oklumencja polega³a, nadal by³o to dla niego strasznie mêtne. Wiedzia³, ¿e ma „oczy¶ciæ umys³”, ale za nic nie potrafi³ sobie wyobraziæ, jak nale¿y to zrobiæ. Stara³ siê. Naprawdê siê stara³. Ale z ka¿d± kolejn± prób± sz³o mu coraz gorzej. Wkrótce Snape zacz±³ szydziæ z niego jak za starych czasów, a¿ Harry mia³ ochotê d¼gn±æ go jego w³asn± ró¿d¿k±.
Po pó³godzinie podpiera³ siê na czworakach, ³api±c z trudem oddech i wpatruj±c siê w dywan, którego misterny wzorek wirowa³ mu dziko przed oczami. Snape zmusi³ go do ogl±dania po kolei czterech lat ¿ycia w Hogwarcie, pocz±wszy od pierwszej uczty powitalnej, a skoñczywszy na dotkniêciu pucharu w g³êbi labiryntu. Zdawa³ siê tym szydziæ z Harry'ego i jego s³abo¶ci, pokazuj±c mu, ¿e mo¿e przebieraæ w jego wspomnieniach jak w cukierkach i decydowaæ o tym, co dok³adnie chce zobaczyæ.
— Potter — warkn±³ Snape. — Czy ty w ogóle próbujesz siê czego¶ nauczyæ?
Harry zacisn±³ zêby. Po plecach sp³ywa³a mu stró¿ka potu, a szata klei³a siê nieprzyjemnie do cia³a.
— Staram siê, ale nie wiem jak!
— Powiedzia³em, ¿e masz oczy¶ciæ umys³ z emocji…
— Wiem to, ale nie wiem jak.
Snape zamilk³. Westchn±wszy, schowa³ ró¿d¿kê do kieszeni.
— Usi±d¼. I tak nie mo¿emy d³u¿ej æwiczyæ, bo bêdzie to dla ciebie zbyt du¿ym obci±¿eniem.
Z trudem Harry pod¼wign±³ siê na nogi i opad³ na kanapê. Skuliwszy ramiona, pomasowa³ skronie. Mia³ wra¿enie, jakby kto¶ roz³upa³ mu czaszkê na pó³, a stado dzikich s³oni przebiega³o po jego mózgu.
Nagle co¶ b³ysnê³o w zasiêgu jego wzroku. Uniós³ nieco g³owê i zobaczy³, ¿e Snape wyci±gn±³ w jego stronê fiolkê; pomarañczowy p³yn zamigota³ w ¶wietle ¶wiec unosz±cych siê w powietrzu.
— Na ból g³owy.
Tym razem Harry przyj±³ eliksir bez wahania i wkrótce dudnienie ust±pi³o. Kiedy odda³ Snape'owi pust± fiolkê, mê¿czyzna przysun±³ sobie krzes³o i usiad³ naprzeciwko.
— Powiedz mi, w jaki sposób próbowa³e¶ wykonaæ zadanie, o które ciê prosi³em?
— Stara³em siê o niczym nie my¶leæ, bo powiedzia³e¶, ¿ebym oczy¶ci³ umys³.
Prawe oko Snape'a zadrga³o, podobnie jak jego nozdrza. Oznacza³o to, ¿e Harry da³ bardzo, ale to bardzo z³± odpowied¼.
— Nie kaza³em ci nie my¶leæ. Choæ rozumiem, dlaczego ten pomys³ wydawa³ ci siê tak atrakcyjny. Przecie¿ ty i tak rzadko kiedy my¶lisz!
Harry poczerwienia³ na twarzy. Ledwo powstrzymywa³ siê przed powiedzeniem czego¶ naprawdê okropnego, ale wiedzia³, ¿e nie by³by to dobry pomys³. Snape zacisn±³ usta, ale po chwili pokrêci³ g³ow±, jakby siê rozmy¶laj±c. Kiedy ponownie siê odezwa³, jego ton brzmia³ spokojnie i rzeczowo.
— Ca³y czas mówi³em o emocjach, o maksymalnym wyzbyciu siê emocji, a nie my¶li. Tylko wtedy jeste¶my w stanie sprawowaæ pe³n± w³adzê nad naszym umys³em. Niektóre z nich mog± nam pomagaæ, ale nie radzi³bym tego pocz±tkuj±cym, bo trzeba mieæ nad nimi idealn± kontrolê. W wiêkszo¶ci przypadków niszcz± nasz± koncentracjê, poniewa¿ to nie my je kontrolujemy, ale one nas. Co wiêcej, emocje ³±cz± siê z obrazami, a im uczucia s± silniejsze, tym wyra¼niej dane wydarzenie zapamiêtujemy. Jak dok³adnie potrafisz przywo³aæ nudne dni przepe³nione nauk±, a jak bardzo ¿ywe s± spotkania z Czarnym Panem?
Snape mia³ racjê. Dni, w których nic ciekawego siê nie wydarzy³o, zlewa³y siê w jedn± niewyra¼n± smugê. Nigdy jednak nie zapomni walki z bazyliszkiem w Komnacie Tajemnic czy odrodzenia Voldemorta na cmentarzu. Wydawa³oby siê, jakby mia³y miejsce wczoraj.
— Swobodnie rzucone zaklêcie Legilimens wy³awia najpierw obrazy znajduj±ce siê na powierzchni umys³u, czyli te, które najlepiej zapamiêtali¶my. Mog± to byæ wydarzenia, które mia³y niedawno miejsce lub nurtuj±ce nas problemy. Dopiero wyzbywaj±c siê niepotrzebnych emocji, mo¿emy sterowaæ w³asnymi wspomnieniami i my¶lami, a nawet ca³kowicie zablokowaæ dostêp do umys³u. Ale ¿eby to pokazaæ, mo¿e zróbmy ma³± demonstracjê.
Snape zaoferowa³ Harry'emu swoj± ró¿d¿kê, ustawiaj±c j± na otwartej d³oni. Harry wpatrywa³ siê w ni± w os³upieniu.
— No bierz. Znasz formu³ê i wiesz, co nale¿y zrobiæ.
Czy Snape naprawdê sugerowa³, ¿eby Harry u¿y³ na nim Legilimens? Z wahaniem uchwyci³ ró¿d¿kê. Drewno by³o ciemne, prawie czarne, i le¿a³o niezgrabnie w d³oni.
— ¦mia³o, zbyt dobrze znam magiê umys³u, ¿eby¶ zrobi³ mi krzywdê, nawet u¿ywaj±c obcej ró¿d¿ki. W najgorszym wypadku zaklêcie nie zadzia³a.
Pomimo zapewnieñ Harry nadal by³ niezdecydowany. Wiedzia³ jednak, ¿e Snape bêdzie czeka³ tak d³ugo, a¿ spe³ni jego polecenie. Uniós³ wiêc ró¿d¿kê i wypowiedzia³ inkantacjê, wykonuj±c kolisty ruch nadgarstka, który przez ostatnie pó³ godziny widzia³ wystarczaj±co wiele razy. Uda³o mu siê rzuciæ zaklêcie dopiero za czwartym podej¶ciem. Przeb³yski obcych wspomnieñ rozwinê³y siê przed jego oczami niczym ta¶ma z filmem.
Snape pi³ herbatê w jadalni, a naprzeciwko niego siedzia³ Harry, z roztargnieniem rozd³ubuj±c widelcem swoj± jajecznicê. W swoim gabinecie Snape przewraca³ kartê opas³ej ksiêgi, gdy nagle z okolicy okna rozbrzmia³o stukniêcie sowy przynosz±cej list. Snape sta³ nad kocio³kiem, dodaj±c pokruszone li¶cie, w porê odsuwaj±c siê, gdy buchn±³ z niego k³êb niebieskawej pary.
We wszystkich obrazach mê¿czyzna mia³ na sobie identyczn± szatê, jakby wydarzenia nale¿a³y do tego samego dnia. Przy kilku wspomnieniach Harry próbowa³ zatrzymaæ siê d³u¿ej, ale szybko by³y zastêpowane kolejnymi. W koñcu zosta³ wypchniêty z umys³u Snape'a i przez chwilê mruga³ zawziêcie, przyzwyczajaj±c oczy do otoczenia.
— Opowiedz mi, co widzia³e¶.
Nie maj±c pojêcia, do czego to prowadzi, Harry zrobi³, jak mu kazano. W koñcu Snape wyja¶ni³:
— Pomimo ¿e uzyska³e¶ dostêp do mojego umys³u, nie mia³e¶ nade mn± ¿adnej w³adzy. To ja kontrolowa³em ciebie, wybieraj±c, co chcê ci pokazaæ, jak d³ugo oraz kiedy skoñczyæ penetracjê. A wszystko dlatego, ¿e kontroluj±c emocje, kontrolujê my¶li, a kontroluj±c my¶li, kontrolujê ca³y umys³. Nawet gdyby¶ by³ wyæwiczonym legiliment±, wci±¿ mia³bym mo¿liwo¶æ oszukiwania ciê, daj±c z³udne poczucie w³adzy. Oklumencja nie zawsze polega na ca³kowitym zamkniêciu dostêpu do umys³u, choæ w twoim przypadku w³a¶nie to jest priorytetem.
— Ale jak to osi±gn±æ? — zapyta³ bezradnie Harry. — Okej, mam kontrolowaæ emocje, ale co dalej?
— Od tego momentu proces jest intuicyjny i ka¿dy znajduje swój w³asny sposób. To dlatego zaczêli¶my od razu od æwiczeñ. Przyk³adowo dla mnie jest to podobne do tkania pajêczej sieci. Przygotowujê wspomnienia, które chcê pokazaæ i na nich siê skupiam. £±czê je ze sob±, ¿eby móc p³ynnie przej¶æ od jednego do drugiego, dziêki czemu intruzowi wydaje siê, ¿e p³yn± strumieniem jak w przypadku niechronionego umys³u. A je¶li nie chcê w ogóle wspomnieñ pokazaæ… — Snape zmarszczy³ brwi, intensywnie zastanawiaj±c siê. — Z pocz±tku próbowa³em zbudowaæ wokó³ siebie pró¿niê, miejsce bez emocji i wspomnieñ, ¿eby przeciwnik nie mia³ ¿adnego punktu zaczepienia. My¶la³em tylko o zwalczeniu obcej obecno¶ci. Z czasem jednak blokowanie przychodzi³o z mniejszym wysi³kiem. Teraz jest to tak naturalne jak oddychanie i ca³y proces odbywa siê bez udzia³u ¶wiadomo¶ci.
— Czy to znaczy, ¿e teraz nikt nie w³amie siê do twojego umys³u bez twojej zgody? — zapyta³ Harry z ciekawo¶ci±.
— W przypadku legilimencji naturalnej, owszem, ale przy zaklêciu rzuconym bezpo¶rednio zawsze trzeba walczyæ. Gdyby¶ by³ wyæwiczonym legiliment±, a ja by³bym nieprzygotowany na atak lub gdybym odczuwa³ bardzo silne emocje, móg³by¶ na krótk± chwilê wej¶æ do mojego umys³u. Bardzo szybko wypchn±³bym ciê z niego, ale nie zmienia³oby to faktu, ¿e uzyska³by¶ dostêp.
— Legilimencji naturalnej?
— Jest bardzo subtelna, bo dzia³a na powierzchni umys³u, a ci, którzy posiadaj± wrodzony talent do tej dziedziny magii, mog± siê ni± pos³ugiwaæ, nawet nie zdaj±c sobie z tego sprawy. Dziêki niej mo¿na wyczuæ, je¶li kto¶ k³amie lub o czym dana osoba my¶li. Niekiedy nawet pozwala zobaczyæ echa wspomnieñ. Jest zwykle niewykrywalna, choæ niektórzy intuicyjnie j± wyczuwaj± w postaci przeszywaj±cego ich spojrzenia.
Oczy Harry'ego rozszerzy³y siê w szoku.
— Profesor Dumbledore… — Nagle zasch³o mu w ustach. — On czyta³ mi w my¶lach, prawda? Nieraz czu³em, jakby prze¶wietla³ mnie rentgenem.
Snape spojrza³ na Harry'ego w sposób, jakby chcia³ zapytaæ, co to jest rentgen, ale powstrzyma³ siê i zamiast tego wytkn±³, jak nieodpowiednim terminem jest zwrot „czytanie w my¶lach”. Potem jednak¿e odpar³:
— Bardzo mo¿liwe. Wiele osób uwa¿a, ¿e Albus Dumbledore jest naiwnym g³upcem, który zbyt ³atwo ufa ludziom i daje szanse tym, którzy na to nie zas³uguj±. A on po prostu wie, kogo obdarzyæ zaufaniem, a kogo nie. Bêd±c legiliment±, nie musi zgadywaæ.
Harry poczu³ uk³ucie potwornego zawodu. Czy¿by dyrektor obawia³ siê, ¿e Harry mo¿e nie byæ godny zaufania i dlatego sprawdza³ jego umys³ jak otwart± ksiêgê? Przycisn±³ piê¶ci do oczu, sprawiaj±c, ¿e pod powiekami wykwit³y mu ró¿nokolorowe plamy. Czu³ siê zmêczony i sko³owany.
— Chod¼, Potter — odezwa³ siê Snape. — Jest ju¿ pó¼no i najwy¿sza pora do ³ó¿ka.
* * *
Gdy ponownie Syriusz odwiedzi³ go w Prince Manor, Harry wci±¿ nie potrafi³ przestaæ my¶leæ o odkryciu, ¿e Dumbledore grzeba³ w jego g³owie.
— Jeste¶ dzi¶ bardzo cichy — zauwa¿y³ Remus.
Siedzieli na kocu w cieniu starego dêbu. W oddali b³yszcza³a tafla stawu, a wiatr przyjemnie mierzwi³ Harry'emu w³osy. Syriusz, w swojej psiej formie, skaka³ za ptakami, p³osz±c je i podrywaj±c do lotu. Od czasu do czasu rozbrzmiewa³ g³o¶ny szczek, gdy prawie udawa³o mu siê z³apaæ przera¿on± kaczkê.
Harry westchn±³ ciê¿ko. Nie chcia³ wypowiadaæ siê ¼le o dyrektorze, ale naprawdê potrzebowa³ z kim¶ o tym porozmawiaæ.
— Wiesz, ¿e Snape zacz±³ uczyæ mnie oklumencji?
— Nie mia³em pojêcia. Kto wpad³ na pomys³, ¿eby¶ siê tego nauczy³?
— Eee… profesor Dumbledore uzna³, ¿e mi siê to przyda.
Harry nie wyja¶ni³, dlaczego mia³oby mu siê to przydaæ. Nie chcia³ zdradzaæ swojego po³±czenia z Voldemortem, bo obawia³ siê, jak Remus zareagowa³by na tak± rewelacjê. Zwykle by³ wyj±tkowo wyrozumia³y i nawet bez ¿adnych problemów zaakceptowa³ fakt, czyim Harry jest synem. Jednak umiejêtno¶æ wchodzenia do g³owy czarodzieja, którego boi siê wiêkszo¶æ ludzi, nie nale¿a³a do informacji, które przyjmuje siê lekko.
Syriusz szczekn±³ g³o¶no w oddali, anonsuj±c kolejne zwyciêstwo, po czym przysiad³ na trawie z wywieszonym jêzykiem i zamerda³ dziko ogonem. Remus przeczesa³ d³oni± ¼d¼b³a trawy, zastanawiaj±c siê nad s³owami Harry'ego.
— No có¿, podejrzewam, ¿e ma racjê. Raczej ma³o prawdopodobne, ¿e kto¶ bêdzie mia³ powód, by w³amaæ siê do twojego umys³u, ale skoro masz zachowaæ to¿samo¶æ w tajemnicy, lepiej dmuchaæ na zimne. Tym siê tak martwisz? Nie dajesz sobie rady?
— Nie o to chodzi. Po prostu… w tym tygodniu Snape wyt³umaczy³ mi pewne rzeczy i odkry³em, ¿e profesor Dumbledore u¿ywa³ na mnie legilimencji. Dlaczego to robi³, Remusie? Czy chocia¿ raz da³em mu powód, ¿eby mi nie ufa³?
Gdy Harry zamilk³, znowu poczu³ nieprzyjemny skurcz w ¿o³±dku. Remus spojrza³ na niego z niepokojem. Po chwili odezwa³ siê, ostro¿nie dobieraj±c s³owa:
— Te¿ czasami mia³em wra¿enie, ¿e to robi. Nie znam oklumencji ani nie umiem legilimencji, wiêc nie jestem w stanie powiedzieæ na pewno. Ale czasami Albus wiedzia³, co my¶lê, i st±d moje podejrzenia. S±dzê jednak, ¿e nie jest to kwestia zaufania czy te¿ jego braku, ale tego, ¿e czasami jest to jedyny sposób na podjêcie w³a¶ciwej decyzji. £atwiej opieraæ siê na faktach zamiast na domys³ach. Pamiêtasz dzieñ, w którym uratowa³e¶ Syriusza od poca³unku dementora?
— Oczywi¶cie.
— Syriusz dok³adnie opowiedzia³ mi, co siê wtedy wydarzy³o. Krótko przed tym, jak go uratowali¶cie, Albus przyszed³ do klasy, w której go zamkniêto. I gdy Syriusz wszystko mu wyja¶ni³, dyrektor uwierzy³ mu na s³owo, choæ bez dowodu by³o to szaleñstwem. Teraz jednak my¶lê, ¿e po prostu wiedzia³, ¿e Syriusz mówi³ prawdê.
— Wiêc co? — zapyta³ Harry. — U¿ywa tego tylko wtedy, kiedy nie ma innego wyboru?
Remus u¶miechn±³ siê krzywo.
— Lub kiedy jest to przydatne. Widzê, ¿e nie podoba ci siê to tak samo jak mnie, ale przyznasz, ¿e jest to spora oszczêdno¶æ czasu i jedyna gwarancja unikniêcia pomy³ek. Wa¿ne jest jednak, kiedy czu³e¶, ¿e profesor Dumbledore u¿ywa³ na tobie legilimencji?
Harry zamy¶li³ siê, marszcz±c czo³o. Pierwszy raz wydarzy³o siê to w drugiej klasie, gdy zaczê³y siê tajemnicze ataki dziedzica Slytherina. Nagle zda³ sobie sprawê, ¿e wcale nie by³o to takie czêste.
— Tylko kilka razy — przyzna³. — G³ównie kiedy w wydarzenia zamieszany by³ Voldemort.
— A nie pomy¶la³e¶, ¿e mo¿e chodzi³o o zobaczenie pewnych rzeczy z twojej perspektywy, twoimi w³asnymi oczami? — Harry spojrza³ na Remusa ze zdziwieniem. Mê¿czyzna u¶miechn±³ siê ³agodnie. — Nie twierdzê, ¿e wiem, jakie by³y jego motywy, ale na barkach profesora Dumbledore'a spoczywa wielka odpowiedzialno¶æ. Ka¿dy szczegó³, który dotyczy Voldemorta, choæby wydawa³ siê najbardziej b³ahy, mo¿e zawa¿yæ o wielu sprawach. — Remus z³o¿y³ d³onie na kolanach. — Jak sam przyzna³e¶, to nie tak, ¿e nieustannie kontroluje twój umys³, czytaj±c ka¿d± twoj± my¶l. Chyba ¿e jest inaczej?
Harry potrz±sn±³ gwa³townie g³ow±.
— Nie.
— A wiêc nie przejmowa³bym siê tym tak bardzo. Poza tym ja zawsze przyrównywa³em Albusowy wzrok do siêgania do ludzkich serc. On nie szuka informacji, które móg³by przeciw nam wykorzystaæ, ani nie sprawdza nieustannie, czy k³amiemy. On szuka prawdy o ludziach. Tylko wtedy mo¿e nam tak naprawdê pomóc, niekiedy chroni±c nas przed nami samymi.
Remus zapatrzy³ siê w dal na Syriusza, który przewróci³ siê na grzbiet i zacz±³ turlaæ siê po trawie. Harry pomy¶la³, ¿e w tych s³owach zawiera siê du¿o wiêcej, ni¿ zosta³o powiedziane na g³os.
______________________
[1] ³ac. Prawo, obowi±zek i sprawiedliwo¶æ.
Jeszcze raz muszê napisaæ - uwielbiam te cytaty na pocz±tku. Wszystkie rozdzia³y ³±cz± siê ze sob±, ale te motta dodaj± takiej ciekawej indywidualno¶ci.
Nie mam jakich¶ b³yskotliwych spostrze¿eñ, dlatego tym razem bêdzie krócej ni¿ zawsze. Spodoba³ mi siê globus! Dla mnie, fanki geograficznych ciekawostek, taki wynalazek by³by czym¶ ¶wietnym. Dawno nie czyta³am HP, dlatego ch³onê Twój magiczny ¶wiat dwa razy bardziej.
Kolejna rzecz, która mnie urzek³a - historia rodziny Snape'ów. Do¶æ intryguj±ca, zazdroszczê Ci tak bujnej wyobra¼ni. Z przyjemno¶ci± przeczytam nastêpn± czê¶æ.