Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Test wiedzy o Rubeus...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaNatka Potter

Jak wiele pamiętacie o naszym ukochanym hogwarckim gajowym? Rozwiążcie ten test, aby się przekonać!
>> Czytaj Więcej

Test wiedzy o Remusi...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Nieoryginalna

Każdy ma swojego ulubionego Huncwota. Jeśli Twoim jest Remus, sprawdź swoją wiedzę o Lupinie w ty...
>> Czytaj Więcej

Noworoczne postanowi...

Kategoria: Inne
Autor: Prefix użytkownikafuerte

Tłumaczenie artykułu zamieszczonego na Wizarding World.
>> Czytaj Więcej

Ranking eliksirów i ...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Ranking eliksirów; artykuł jest tłumaczeniem tekstu zamieszczonego na Pottermore.
>> Czytaj Więcej

W świetle życia Dean...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Tłumaczenie tekstu o Deanie Thomasie.
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: PaulaSmith

Numer Magiczne rodziny stworzyli: CoSieDzieje, Angelina Johnson, ulka_black_potter, Nieoryginalna...
>> Czytaj Więcej

To J.K.Rowling ustal...

Kategoria: Teorie, przemyślenia...
Autor: Prefix użytkownikaSam Quest

Artykuł jest tłumaczeniem tekstu zamieszczonego w serwisie Mugglenet.
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]4. Rita pisze p...

Tytuł: 4. Rita pisze ponownie
Seria: Rozkwit odwagi (Courage Rising)
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Harry spędza wakacje, wynajmując pokój w Dziurawym Kotle. Pewnego dnia spotyka Hermionę i jej rod...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Prawdziwy ojciec

Tytuł: Prawdziwy ojciec
Seria: Dziewczyna z porcelany
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaAlette

Gdyby wcześniej był bardziej wnikliwy, bardziej dokładny, zauważyłby. Zaślepiły go własne przekon...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Andrew Rogers

Tytuł: Andrew Rogers
Seria: Dziewczyna z porcelany
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaAlette

To pochmurne niebo, ta biedna roślinność nosiła w sobie nutę nostalgii, chociaż nie miał pewności...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział I

Tytuł: Rozdział I
Seria: Niewolnik własnych myśli
Gatunek: Dramat
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Życie pełne jest wyborów człowieka i wyrzeczeń, jakie musi ponieść, by ich dokonać. Jednak dla n...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Ten świat jest...

Tytuł: Ten świat jest...
Seria: Dziewczyna z porcelany
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaAlette

Nie patrz wstecz, nie myśl o przeszłości. Ona nie ma znaczenia. Ona nie istnieje. Przyszłość, tyl...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Nad rzeką dla ś...

Tytuł: Nad rzeką dla świata
Seria: Dla większego dobra
Gatunek: Pierwsze Fan Fiction
Autor: Prefix użytkownikaMikasa

Jak mógł wyglądać typowy dzień dwumiesięcznej przyjaźni Dumbledore'a i Grindelwalda?
>> Czytaj Więcej

[NZ]Przynęta

Tytuł: Przynęta
Seria: Potter musi umrzeć
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaBluecube

Potter musi umrzeć - rozdział 3
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 37
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
44,115 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 250
Było: 16.01.2020 20:17:01
Napisanych artykułów: 1,061
Dodanych newsów: 10,027
Zdjęć w galerii: 21,282
Tematów na forum: 3,678
Postów na forum: 311,202
Komentarzy do materiałów: 218,800
Rozdanych pochwał: 3,209
Wlepionych ostrzeżeń: 4,144
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  RAVENCLAW!

Gryffindor
Punktów: 1599
uczniów: 3267
Hufflepuff
Punktów: 1765
uczniów: 3197
Ravenclaw
Punktów: 2713
uczniów: 3957
Slytherin
Punktów: 541
uczniów: 3281

Ankieta
W hogwarckim zamku wysiada piec i na dwa dni odwołane są lekcje. Co robisz?

zakładam najgrubszą szatę i lecę na błonia ulepić całą rodzinę bałwanów w szalikach mojego hogwarckiego domu
11% [8 głosów]

korzystam z jednego z tajnych przejść i uciekam do Trzech Mioteł, gdzie rozgrzeje mnie miód pitny
38% [28 głosów]

kradnę sanki ze składzika Filcha i lecę z kolegami na górkę do Hogsmeade. Aberforth dostanie szału!
9% [7 głosów]

zakładam na siebie cztery warstwy ubrań i idę do biblioteki czytać książkę o gościu, który utknął samotnie na tropikalnej wyspie
11% [8 głosów]

biorę Lunę pod ramię i lecimy pojeździć na łyżwach na zamarzniętym jeziorze. Wielka Kałamarnica będzie nas gonić!
18% [13 głosy]

zwołuję drużynę na trening Quidittcha - przerzucanie kafla przez oblodzone obręcze - to jest dopiero widok!
9% [7 głosów]

pakuję różdżkę oraz śrubokręt i idę pomóc skrzatom w naprawie pieca - lekcje są zbyt ważne, żeby je opuszczać
4% [3 głosy]

Ogółem głosów: 74
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 17.12.19

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Ravenclaw[P]Jasmine Farawell ostatnio widziano 27.01.2020 o godzinie 00:56 w Skrzydło Szpitalne
Gryffindor[PN]Corinne Laurientis ostatnio widziano 26.01.2020 o godzinie 22:31 w Skrzydło Szpitalne
Rolanda Hooch ostatnio widziano 26.01.2020 o godzinie 22:19 w Stadion Quidditcha
Ravenclaw[P]Jasmine Farawell ostatnio widziano 26.01.2020 o godzinie 21:45 w Skrzydło Szpitalne
Gryffindor[PN]Corinne Laurientis ostatnio widziano 26.01.2020 o godzinie 20:55 w Skrzydło Szpitalne
Ravenclaw[P]Jasmine Farawell ostatnio widziano 26.01.2020 o godzinie 20:38 w Skrzydło Szpitalne
[NZ] Dziewczyna z porcelany
Mike spojrzał na Helen i nie dostrzegał nic. Została tylko blada skóra, ciemne włosy, twarz pozbawiona wyrazu. Nie dostrzegł nic, chociaż powinien widzieć cień... towarzyszący im od zawsze cień tajemnic z dawnych lat.
Autor: Prefix użytkownikaAlette
Gatunek: Kryminał
Ograniczenie wiekowe: +16
Przeczytano 5618 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11], [12], [13].
Przyzwanie
Mike zatrzymał się gwałtownie, nagle nawiedzony przez dziwną myśl... taką, której nie potrafił sprecyzować, ale która pchała go wprost w objęcia kamiennych murów.
Dobra, nie umiem pisać krótkich rozdziałów... ale tutaj będzie trochę akcji i jeszcze trochę pytań. Miłego czytania.

***


– Gratuluję.

– Co? – Jerome wyrzucił niedopałek do starej popielnicy i dalej przeglądał książki na regale, których było więcej niż w domach wszystkich aurorów razem wziętych.

– Agnes mi powiedziała, że ta twoja jest w ciąży. – Mike szukał na ścianie znaków magii, które mogłyby świadczyć o nałożonej iluzji, tajnym przejściu lub ukrytym mechanizmie.

– Ano.

– No to gratulacje.

Jerme przyglądał się Mike’owi, przygryzając policzki, ale po chwili wrócił do zadania.

– Dzięki.

Nie znaleźli nic podejrzanego. Dom był po prostu okazem normalności, do bólu pospolitym. Tylko ilość literatury zwróciła ich uwagę, zupełnie jakby czytanie należało do jedynych zajęć Helen w ciągu dnia. Gdyby nie martwa sklątka w piwnicy, która mogła znaczyć wszystko i nic, miejsce to nazwaliby mugolskim. Nawet sprawdzane wcześniej dzienniki okazały się bezwartościowe – większość z nich była pusta. Resztę wypełniały przepisy kucharskie, których treści nie zmieniły nawet zaklęcia.

– Szukam tu jakiegoś klucza, czegoś, co łączy te zmarnowane drzewa – rzucił Jerome, kiedy już zabrakło mu cierpliwości. Schował do kieszeni spodni własnoręczny spis, który na ten moment przydał mu się aż do niczego. – Ale… to jakaś wielka kupa. Bzdury i bzdurności. Stare romanse, Historia Hogwartu. Książka o sprzątaniu. Ogarniasz? O sprzątaniu. Znajdzie się kilka okazów, ale wychodzi na to, że dziewczyna trzymała je dla zaspokojenia próżności.

– He? – Mike siedział na kanapie, przecierając czy. Był potwornie zmęczony.

– Nie ma na nich żadnych śladów czytania. Co ja mówię? Żadnych śladów wyciągnięcia ich z regału. Nie są nowe, niektóre to egzemplarze kolekcjonerskie, ale nie ruszano ich od wielu miesięcy, pewnie lat. Zresztą, Agnes powiedziała, że ten chłopiec nigdy nie widział matki, jak czytała.

– Czegoś jeszcze się dowiedziała?

– Gadanie z nim idzie jak krew z nosa. To gówniarz po traumie, w dodatku dziwny, jakby nie do końca odnajdywał się w rzeczywistości. Może ty z nim pokonwersujesz? Macie coś wspólnego.

– Tobie akurat bliżej do posiadania dzieci.

– Jednego dziecka i już mam syndrom starego zgreda. Dobra, Mike, zwijamy się. Słoneczko zaszło, nic nie znajdziemy w ciemności.

Wyszli z domu otoczonego taśmą, by przejść na skraj polany, gdzie mogli teleportować się do biura. Nieopodal widoczna była studnia, otulona zmierzchem, powoli zatapiająca się w mroku.

Mike zatrzymał się gwałtownie, nagle nawiedzony przez dziwną myśl… taką, której nie potrafił sprecyzować, ale która pchała go wprost w objęcia kamiennych murów.

Ruszył przed siebie i tylko wyuczona ostrożność powstrzymała go od biegu.

– Mike? – Jerome złapał go za rękaw szaty, ale ten wyrwał się z uścisku. – Mike, gdzie idziesz?

Dlaczego Helen kazała synowi wejść do studni? Przecież to niebezpieczne, cholernie niebezpieczne miejsce pozbawione drogi ucieczki.

Przed czym chciała go chronić? Czarodziejami, którzy pozbawili jej życia? Czy potworem, który niemal zabił jego?

Ostatnie kroki stawiał powoli. Nie mógł przewidzieć, czy nie zostanie zaatakowany. O tej porze niewiele widział, co ułatwiało zadanie mrocznym zjawom. Ścisnął w dłoni różdżkę, wsłuchując się w szeleszczące na wietrze liście. Dotknął chłodnego kamienia, zaplatał dłonie w liny.

Musiał tam zejść.

Zanim Jerome zdążył dobiec, Mike wskoczył do studni, głębokiej na co najmniej trzydzieści stóp. Zaklęcie lewitujące uratowało go przed wypadkiem.
Aż po kolana zatonął w błocie. Zaatakowały go chłód i wilgoć. Drażnił dźwięk kropel wpadających w kałuże – leniwie, bez pośpiechu. Coś metalowego uderzało o ścianę, wywołując niepokój.

„To tylko moja wyobraźnia” pomyślał, chociaż na jego rękach pojawiła się gęsia skórka.

– Mike? – usłyszał w oddali głos Jeroma. – Mike, ty debilu, żyjesz tam?!

– Tak, w porządku! – zawołał zapalając różdżkę.

Gdyby nie miał pewności, że coś tu znajdzie, porzuciłby poszukiwania po pierwszym odnalezionym martwym szczurze. Miejsce wydawało się tylko siedliskiem syfu. Jednak kiedy wodził palcami po kamiennych ścianach, badał dno, brodził w szlamie w końcu odnalazł ślad magii. Był niemal niewidoczny. Okalał wyryty na podłożu znak.

– Weź, wyłaź Mike! To nie jest dobry czas na takie grzebanie!

Mike kiwnął głową, wiedząc, że Jerome i tak tego nie zobaczy.

Użył dwudziestu zaklęć czyszczących, sześć notujących, dwa odwracające i dopiero wtedy na jego dłoni pojawił się znak – arabskie słowo, którego nie znał.

Nagle usłyszał ryk. Głośny, przeraźliwy dźwięk, odbijający się echem w studni.
Znał go – to ten sam, który wydawał potwór odnaleziony w dniu śmierci Helen. Potwór unieszkodliwiony przez szefa… więc…

Zamarł. Zanim zdążył odetchnąć, nad nim wariowały odgłosy ciężkiej walki. Latające w powietrzu zaklęcia powodowały gęsią skórkę, a świadomość, jakie sprowadził na nich niebezpieczeństwo, paraliżowała. Wiedział, że powinien się ruszyć i pomóc, ale nie potrafił wymyślić żadnego dobrego posunięcia.

Aż nad studnią pochyliła się postać – obrzydliwa postać bez twarzy, której głowę okalały jasne, mokre włosy, a z rąk ciekła krew. Złapała się kamiennego muru i zaczęła schodzić po nim w dół, jak obrzydliwy, wyrośnięty pająk.

„Czym ty do cholery jesteś?” myślał gorączkowo, ale żadna odpowiedź nie przychodziła mu do głowy.

Spojrzał na znak na jego dłoni.

„Co tu robisz?”

Z ust potwora wyleciały cuchnące wymiociny, była coraz bliżej, a on… on nie wiedział, gdzie miałby uciec.

Wtedy z góry uderzyły w nią oślepiające płomienie i spadła w dół, tuż obok Mike’a, wrzeszcząc w walce z morderczym ogniem. Gorąco dotknęło jego skóry, tak silne, że w kilka sekund na ramieniu pojawiły się pęcherze.

– Wyłaź stamtąd, słyszysz?!

Jerome pochylał się nad studnią z różdżką w ręku, a Mike chwycił mocno za linę i zaczął się wspinać, pomagając sobie wszystkimi znanymi czarami.

– Spieprzajmy stąd – rozkazał Jerome, łapiąc go za rękę i wyciągając na polanę.

Teleportowali się, zanim potwór znowu przystąpił do ataku. Wylądowali jednak nie w biurze, lecz w ogrodzie Mike’a, padając twarzą w żywopłot.

Jerome usiadł na ziemi, oddychając ciężko. Rękaw jego szaty był podarty, a z nosa ciekła krew. Mike wpatrywał się w rękę, chociaż po tajemniczym znaku zniknął wszelki ślad. Za to jego skórę zdobiły rozległe oparzenia.

Wyciągnął z kieszeni szaty eliksir i zaczął pospiesznie smarować nim ramię. To zadanie przerosło jego możliwości i padł na trawę, a obserwujący go Jerome wywrócił oczami.

Mike zrozumiał. Musieli porozmawiać. Jednak teraz nie znalazł na to siły.

Jerome pomógł mu wstać i razem weszli do domu. Pozwolili, by podłoga skrzypiała pod ich nogami, pewnie budząc przy okazji ojca. Razem padli na łóżko w pokoju gościnnym i tam zasnęli.

Obudził ich świergot ptaków i skrzek hipogryfów. Jeden z nich uderzył dziobem o szybę, aż Mike zerwał się do pozycji siedzącej, co bardzo negatywnie odebrały jego plecy.

– Więc jednak – usłyszał gburowaty głos ojca.

Spojrzał w stronę otwartych drzwi, a w progu zaiste stał Andrew Rogers, z wielkimi rękawicami założonymi na dłonie i kolejnym wiadrem w jego życiu, tym razem wypełnionym martwymi szczurami.

Martwy szczur… zaraz się zrzyga.

Jerome przetarł oczy, rozkojarzony. Pewnie na ten moment nie wiedział, gdzie się znalazł i dlaczego.

– To nie jest… – zaczął Mike.

– Ech – przerwał mu ojciec. – I tak nie chciałem wnuków.

Po tych słowach odszedł, pozostawiając syna w stanie zażenowania.

– Ja pierdole – rzucił, łapiąc się za głowę.

– Kogo ty niby pierdolisz? Chyba sam siebie – wymamlał Jerome, którego sytuacja najwyraźniej nie poruszyła. – Poza tym, od kiedy ty przeklinasz? To nie w twoim stylu, komunijny chłopcze.

Mike prychnął urażony, ale nic nie powiedział. Rzucaniem mięsem nie było w jego stylu, ale to on sam o tym decydował. Nie cuchnący petami auror, wcale nie mądrzejszy od niego.

Nie miał jednak ani ochoty, ani mocy, żeby się o to kłócić. Chciał spać.

Jerome nieprzejęty wstał z łóżka i przeczesał dłonią włosy.

– Nigdy więcej nigdzie z tobą nie idę, pokurwieńcu – rzucił do niego bez cienia urazy. – Ja chcę żyć. – Poprawił pasek od spodni i skierował się do wyjścia. Jednak tam zderzył się z ojcem Mike’a.

Andrew zaklął głośnia, a Jerome uderzył o framugę drzwi.

– O, pan Rogers, dzień dobry – wydyszał Jerome, kiedy tylko tępy ból pozwolił mu otworzyć oczy. – Miło było zobaczyć, ale muszę lecieć.

Mike schował nos w poduszce, nie chcąc uczestniczyć w tej kompletnie nieinteresującej wymianie zdań.

– Ach, a w razie wątpliwości – dodał auror – nie sypiam z pana synem. – Zabrzmiało to zdawkowo, najzwyczajniej na świecie, jakby tłumaczył to niejednokrotnie.

– A sypiaj sobie z kim chcesz – burknął Andrew. – To wolny kraj.

– Ta też robię. Sypiam, z kim chcę, czyli nie z pana synem.

Andrew zaśmiał się, a Mike prawe zszedł ze zdziwienia.

– Co jest? – zapytał ojca, niezbyt uprzejmie, ale dziś było mu wszystko jedno.

– Ciul z ministerstwa wylazł z kominka. Dał mi wiadomość od jakiegoś Agnes.

Jerome wyciągnął rękę, a starszy mężczyzna wręczył mu zawinięty w rulon pergamin i wyszedł, zostawiając na posadzce ślady błota… oby błota.

Jerome przeczytał wiadomość, ignorując fakt, że zaadresowano ją do jakby kogoś innego, a Mike zanotował w głowie, żeby później zdzielić go za to jakąś klątwą.

– No fajnie – westchnął Jerome, przeczesując włosy.

– Co fajnie? – wymamlał Mike, czując, że treść tej wiadomości wcale go nie uszczęśliwi.

– Agnes zrobiła badania. Ten chłopiec, Oliver, nie jest synem Helen Watterson.

***


Mglista forma Mike’a stała na dnie studni, a na wierzchu dłoni wyryty miała znak, przypominający słowa w języku arabskim. Dwaj mężczyźni wpatrywali się w nią, przy czym dla jednego sprawa wyglądała jasno, dla drugiego skomplikowała się jeszcze bardziej.

– To nic innego jak słowa „çağrı”, em… wołanie? Może sposób pisania jest bardziej krętny, ale oznacza tylko tyla – powiedział starszy kelner, stawiając przed nim… coś tureckiego.

– Dzięki, Adem.

Mike jadł powoli, próbując poukładać myśli. Od ataku potwora minął cały dzień, a on wciąż czuł się tak, jakby dopiero co opuścił tę przeklętą studnię.

Czy to przypadek, że potwór zaatakował ich w momencie, w którym znak pojawił się na jego dłoni? „Wołanie”… zupełnie jakby Helen specjalnie przyzwała zjawę, żeby chronić chłopca. Jeszcze ten drugi czarodziej… bestia rozszarpała go bez litości, więc jeśli pilnowała wejścia do studni, to on musiał chcieć się do niej dostać. Sprawca? Jego różdżka to wykluczała… ale morderca zapewne nie działał sam.

Tylko w jakim celu Helen poświęciła życie dla Olivera? Dlaczego siedemnastolatka rzuciła szkołę, by opiekować się cudzym dzieckiem?

Cudze dziecko… ta informacja wcale nie wstrząsnęła nim tak, jak sądził. W gruncie rzeczy nie potrafił sobie wyobrazić Helen jako matki.

Odłożył sztućce na pusty talerz i westchnął.

Siedział w orientalnej knajpie, w której zawsze podawano dania tanie i niewiadomego pochodzenia. Miejsce to przypominało stary pub, z tym że obwieszony kolorowymi kocami. Nad klientami lewitowały stare lampy, na stolikach leżały czerwone serwety, w powietrzy unosił się zapach kadzidła bananowo-orzechowego. W środku przebywało kilka osób, ale nieskończona ilość ozdób sprawiła, że pomieszczenie wydawało się przepełnione.

Wszystkie miejsca w czarodziejskim świecie miały swoją docelową grupę odbiorców. Pub Pod Świńskim Łbem gromadził podejrzane typy, Pod Trzema Miotłami uczniów i kadrę Hogwartu, Dziurawy Kocioł podróżnych. „Płonący Smok” skupiał głównie aurorów, w zasadniczej części tych starych albo sentymentalnych. Do drugiej grupy należał właśnie Mike.

Zazwyczaj wtapiał się w otoczenie. Naprawdę, aurorzy to dziwaki. Przy nich wyglądał niemal jak mugol, w tym swoim pospolitym stroju, z marną myślodsiewnią. Jednak jeden z gości z jakiegoś powodu uznał go za na tyle interesującego, że śledził wzrokiem każdy jego ruch.

Mike starał się nie patrzeć w jego stronę. Wolał go nie płoszyć, tym bardziej, że mężczyzna wydawał się stary i schorowany. Miał ciemne sińce pod oczami, krzywą szczękę, a jego prawa ręka nieustannie drżała. Gdyby nie to, wyglądałby również pospolicie jak auror, którego obserwował.

Świetny kamuflaż. Zamiast próbować stać się kimś innym, lepiej być po prostu nikim.

– Znamy się? – zaczepił go Mike, rezygnując z udawania ślepego.

– Nie przypominam sobie – odparł obojętnie mężczyzna. Jego głos był nijaki, jakby wszelkie emocje uznawał za niepotrzebny ciężar. – Za młody jesteś, żebym cię znał.

Mierzyli się spojrzeniami, aż Mike odpuścił. Usiadł na swoim miejscu i jadł dalej. Cały czas pozostawał jednak skoncentrowany na lustrze, którego odbicie pokazywało wszystkie czynności wykonywane przez starszego mężczyznę.
W końcu obcy wstał, zostawił sowity napiwek i, po krótkiej wymianie zdań z właścicielem knajpy, wyszedł.

Mike ruszył za nim. Trzymał się sto kroków z tyłu, żeby nie wzbudzać podejrzeń, dla bezpieczeństwa użył też zaklęcia kameleona.

Mężczyzna skręcił w ciasną uliczkę między dwoma budynkami, prosto do miejsca aportacyjnego. Na szczęście Mike zdążył rzucić na niego „ślad”. Dzięki niemu mógł go odnaleźć nawet na drugim końcu świata.

Warwickshire?

Teleportacja nie sprzyjała jego zadaniu, pozostawiając za sobą huk głośniejszy od uderzenia buchrożca w mur. Jeśli źle wymierzy…

Zrobili to niemal w tym samym momencie. Mike był ledwie sekundę za nim, przez co głośny trzask trwał tylko odrobinę dłużej.

Mężczyzna nie zwrócił na to uwagi. Najwyraźniej emerytura uśpiła jego czujność… o ile w ogóle był aurorem. Przecież Mike nigdy go nie widział.

Znaleźli się w starej, mugolskiej wiosce – tego typu, gdzie mieszkańcy całą uwagę skupiali na wypasaniu bydła i sadzeniu drzew, odrzucając przy okazji zdobycze nowoczesności. Zapatrzeni we własne racje, pluli na rozwój, a gdyby ktoś im pozwolił, pewnie dalej paliliby czarownice na stosie.

Dziwne miejsce do życia dla czarodzieja…

Dotarli do niewielkiego domu, zbudowanego w całości z drewna. Wyglądał… normalnie. Mike spodziewał się starej rudery, zamiast tego zobaczył zwykły, typowy dla ukrywającego zdolności czarodzieja, budynek.

Może się pomylił? Dostawał już fioła od tych wszystkich zagadek. Przecież nie ma nic dziwnego w tym, że ktoś się gapił. Wszyscy się gapią. On sam gapił się bez przerwy.

Teraz co? Będzie się snuł po cudzym życiu, grzebał w domach, łaził za obcymi, bo ktoś śmiał na niego spojrzeć?

Kompletne szaleństwo.

Uderzył ręką w skrzynkę pocztową, śmiejąc się z siebie. Nie było w tym radości, prędzej irytacja. Czuł się, jak skończony idiota. Tym bardziej, że przez przypadek wywalił na mokrą ziemię kilka listów.

Może nikt nie zauważy…

Schylił się po ubrudzone koperty, mrużąc oczy. Po co czarodziejowi skrzynka? Przecież sowy dostarczają wiadomości bezpośrednio.

Ach tak… mugole.

Zerknął na sposób adresowania wypracowany przez ludzi niemagicznych. Tylko na to… i zamarł.

Hans Adelbach

Stał tam przez długi czas, nie panując nad chaosem myśli, który powstał w jego głowie. Nie potrafił chwycić nic logicznego, przed oczami wirowały mu obrazy – kompletnie bezsensowne i niezwiązane ze sprawą.

– Nie przypominam sobie, tak? – rzucił pod nosem.

Wtargnął na podwórko. Przeszedł przez porośnięty mleczami trawnik i zaczął walić w drewniane drzwi, ledwie powstrzymując emocje.

– Już idę! – usłyszał zdenerwowany głos. – Merlinie, spokojnie!

Otworzyła mu kobieta pospolitej urody i twarzy tak rozeźlonej, że samym spojrzeniem mogłaby spalić całą wioskę.

– Słucham? – warknęła.

– Muszę porozmawiać z Hansem Adelbachem.

– Musisz porozmawiać? – wydyszała, a żyła na jej skroni zaczęła niebezpiecznie pulsować. – Dlatego rozwalasz mi drzwi i budzisz dziecko?

Dopiero teraz usłyszał kwilenie w tylnej części domu.

– Spadaj prostaku. – Chciała mu zatrzasnąć drzwi przed nosem, ale Mike zatrzymał je butem.

To musiało ją przestraszyć, bo chwyciła leżący na stoliku dzbanek i rzuciła wprost na jego głowę.

– Wystarczy, Kate – burknął stojący na końcu korytarza mężczyzna. – Lazł za mną aż z Pierdzącego Smoka, to żółtodziób z biura aurorów.

Mike zatrzymał się zszokowany, ale ocuciła go drobna pieść uderzająca w jego szczękę.
Drobna, ale diabelsko silna.

– Dla mnie możesz sobie być nawet synalkiem Ministra Magii. Jeszcze jedna taka akcja, a będziesz wąchał kwiatki od spodu – powiedziała z morderczą miną. – Nie muszą mnie szkolić na łowcę czarnoksiężników, żebym bez problemu skopała ci dupę.

– Kate – przerwał jej Hans, podchodząc do drzwi. – Margaret zaraz się zadławi tym beczeniem.

– Masz szczęście! – Pogroziła mu palcem i wcale nie wyglądało to zabawnie.

Oddaliła się, pozostawiając mężczyzn samych. Ci mierzyli się spojrzeniem, szukając fałszu, ale w końcu Hans skinął głową i Mike wszedł do środka.
Był pewien, że zostanie zaprowadzony do salonu. Zamiast tego poszli schodami na górę, aż do niewielkiej, surowej sypialni. Poza wysokim łóżkiem i kilkoma egzemplarzami dębowych mebli, niewiele się tam znajdowało.

– Wiem, kim jesteś – przerwał milczenie Mike, kręcąc się niespokojnie po pomieszczeniu. – Hans Adelbach, byłeś w grupie uderzeniowej z Dorianem Rogersem.

– No i?

– Dlaczego mnie obserwowałeś?

Hans nie odpowiedział, a Mike nie musiał pytać, dlaczego.

– Jestem Mike. Mike Rogers. Dorian był moim dziadkiem.


Komentarze
avatar
PaulaSmith  dnia 23.10.2018 23:11
Czytałam z zapartym tchem. Serio. Nie wiem czy nie zapomniałam oddychać w momencie, kiedy pojawił się potwór przy studni. No kurczę, mega wychodzi Ci to pisanie, nie wiem ile razy to już powtarzałam, ale mówię znów ;)

Rozdział świetny. Trzymający w napięciu, jeszcze bardziej gmatwający całą akcję. Ha! Chłopiec nie jest synem Mike`a, wiedziałam, że takie proste rozwiązania nie są w stylu Al :D Za to pojawiły się nowe pytania. Po co pojawił się stary auror? Jakie to ma znaczenie? Ciekawe, ciekawe.

Z innych wątków to zabawna sytuacja z tym spaniem razem aurorów, a tata Mike`a mistrz :D

Dzięki Al za kolejną część i już czekam na następną!
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 25.10.2018 07:19
Dziękuję :) aż mam motywację, żeby dalej pisać haha!
Trochę obawiałam się tej sceny w studni, ale skoro zapomniałaś oddychać, to chyba wyszła dobrze :D

Kwestia pochodzenia Olivera zostanie odpowiednio wyjaśniona... chyba :) natomiast historia starego aurora... hm... no się okaże. Na pewno ta historia wpłynie na głównego bohatera.
avatar
Prefix użytkownikaScarllet  dnia 27.10.2018 09:58
Kolejny świetny rozdział! Akcja była, poruszyłaś mnie i ja również z wstrzymanym powietrzem czytałam akcje z potworem. To jak ty piszesz to .. to jest bajka Alette. Na prawdę. Uwielbiam twoje opisy sytuacji, to jak budujesz napięcie. No co ja mogę więcej powiedzieć.. Rozdział jak zwykle wspaniały, była akcja i kolejna niewiadoma na końcu. Czekam z niecierpliwością na dalsze części!
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 28.10.2018 20:02
Dziękuję bardzo!
To dużo dla mnie znaczy, bo oznacza, że trochę się w ostatnim czasie nauczyłam. Może nie jakoś mega dużo, ale odnoszę wrażenie, że z budowaniem napięcia miałam zawsze lekki problem. Jednak skoro tutaj wyszło bardzo obrazowo, to mogę tylko się cieszyć :D
Niewiadoma stanie się wiadoma już niedługo, bo kolejna część w kolejce!
Dzięki bardzo za komentarz : )
avatar
Angelina Johnson  dnia 27.11.2018 10:08
Bardzo fajny rozdział, chociaż dla mnie akcja idzie trochę za szybko. Co chwilę zmienia się dzień, miejsce akcji, wątek, człowiek przy czytaniu czuje się jak po ostrym bieganiu ;D Mimo to wszystko wydaje się być ciekawe, chociaż dla mnie najmniej chyba ten znak. W sensie, on na pewno jest super ważny, ale wątek z nim umknął mi na tle reszty. O tym, że potwór ze studni bronił chłopca można było się domyślić, większą tajemnicą jest dlaczego i przed kim/przed czym. Ojciec Mike'a jest mistrzem nad mistrzami, uwielbiam go i jest też chyba taką typową postacią w twórczości Al. Zawsze wciśniesz gdzieś kogoś takiego do swoich opowiadań i bardzo to lubię. To jak Twój znak charakterystyczny ;) Przeklinanie jeszcze dla mnie trochę nieporadne, szczególnie z tym "****em" w pokoju Mike'a, ale poza tym wszystko na plus!
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 27.11.2018 15:50
Dzięki Angie za komentarz :D Tym bardziej, że rozdział pochodzi z... dawna.

Jeśli chodzi o tempo akcji, to pewnie masz rację. Bo tę historię postanowiłam napisać właśnie bez wydłużania - ma być szybko i konkretnie. Oczywiście to może mieć wady, ale lubię próbować różnych rzeczy w pisaniu... o czym w sumie pewnie już pisałam sto razy (dodam jeszcze jedno "pisanie" i będzie bardzo elokwentnie).

To zrozumiałe, że znak nie jest na tym etapie interesujący (zakładając, że potem się taki stanie...), bo to jednak tylko znak. Nie jest nacechowany emocjonalnie, zresztą motyw jakiś znaków przewija się przez miliony różnych historii.

I chyba tyle :D
avatar
Prefix użytkownikaAneta02  dnia 29.12.2019 22:04
Rozdział równie ciekawy jak poprzednie i widzę, że dowiadujemy się coraz to nowych faktów. Już nawet nie chce mi się myśleć kto czemu jest winny. Zżera mnie ciekawość, ale po prostu przeczytam żeby się dowiedzieć xD

Nad stylem tej pracy nie będę się wypowiadać, bo wszyscy moi poprzednicy powiedzieli wszystko co trzeba. Nie pozostało nic prócz czytania i bicia pokłonów :D
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Różowy Pomeranian Teksasu
26.01.2020 23:49
Natka Potter, Hopsa hopsa

Żywa legenda
26.01.2020 23:36
Pusto tu Rain

Naczelna Emotikonka <3
26.01.2020 23:06
Duszek

Wierny skrzat Livki
26.01.2020 22:53
Dobranoc!

Wierny skrzat Livki
26.01.2020 22:26
Krnabrny, koszykarz

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 58853 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 54384 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 42081 punktów.

4) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 41857 punktów.

5) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 35246 punktów.

6) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 34785 punktów.

7) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 32842 punktów.

8) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

9) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 30623 punktów.

10) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 30471 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 1.06