Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Gra Trivial Pursuit ...

Kategoria: Recenzje
Autor: Prefix użytkownikaSam Quest

Krótka recenzja gry Trivial Pursuit: Harry Potter
>> Czytaj Więcej

Fanowski film o sios...

Kategoria: Inne
Autor: Prefix użytkownikaavlee

Artykuł jest tłumaczeniem materiałów ze strony TheLeakyCauldron.org - link na końcu artykułu.
>> Czytaj Więcej

Gra Match Harry Pott...

Kategoria: Recenzje
Autor: Smierciojadek

Gra Match Harry Potter - krótka recenzja
>> Czytaj Więcej

20 słodyczy z potter...

Kategoria: Świat magii
Autor: Prefix użytkownikaSam Quest

Ranking słodyczy, które pojawiły się w serii.
>> Czytaj Więcej

Te rzeczy mogły Ci u...

Kategoria: Teorie, przemyślenia...
Autor: Prefix użytkownikaavlee

Szczegóły występujące w serii, które mogły sugerować, co się będzie działo w następnych częściach...
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: PaulaSmith

Numer Fantastyczne zwierzęta stworzyli: CoSieDzieje, Mikasa, losiek13, Sam Quest, Katherine_Pierc...
>> Czytaj Więcej

10 ukrytych odniesie...

Kategoria: Inne
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Artykuł jest tłumaczeniem tekstu znajdującego się na stronie Mugglenet.com.
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Ten świat jest...

Tytuł: Ten świat jest...
Seria: Dziewczyna z porcelany
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaAlette

Nie patrz wstecz, nie myśl o przeszłości. Ona nie ma znaczenia. Ona nie istnieje. Przyszłość, tyl...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Nad rzeką dla ś...

Tytuł: Nad rzeką dla świata
Seria: Dla większego dobra
Gatunek: Pierwsze Fan Fiction
Autor: Prefix użytkownikaMikasa

Jak mógł wyglądać typowy dzień dwumiesięcznej przyjaźni Dumbledore'a i Grindelwalda?
>> Czytaj Więcej

[NZ]Przynęta

Tytuł: Przynęta
Seria: Potter musi umrzeć
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaBluecube

Potter musi umrzeć - rozdział 3
>> Czytaj Więcej

[NZ]3. Zupa grochowa

Tytuł: 3. Zupa grochowa
Seria: Rozkwit odwagi (Courage Rising)
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Błędny Rycerz podwozi Harry'ego do Dziurawego Kotła. Niespodziewanie chłopiec wpada na miejscu w ...
>> Czytaj Więcej

Pieczony nietoperz

Tytuł: Pieczony nietoperz
Gatunek: Humor
Autor: Prefix użytkownikaAventia

Specjalnie stworzone dla avlee i wraz z jej pomocą. W rolach głównych: Angie Aventia Severus ...
>> Czytaj Więcej

Zazdroszczę

Tytuł: Zazdroszczę
Gatunek: Poezja
Autor: Prefix użytkownikaTheWarsaw1920

Biały, jak śnieg na dachu Hogwartu.
>> Czytaj Więcej

Niesprawiedliwość

Tytuł: Niesprawiedliwość
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaAventia

Czy próbowałeś kiedyś wejść w jego głowę? Zastanawiałeś się, z czym możesz się zderzyć? Z chaosem...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 36
Administratorzy online: 1
Aktualnie online: 4 osoby
Peter_Wesley (Mugol)
Prefix użytkownikaNeeve (Prefekt Hufflepuffu)
Prefix użytkownikaavlee (Świetny czarodziej)
Prefix użytkownikaScarllet (Łowca czarnoksiężników)
Łącznie na portalu jest
43,927 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 246
Było: 13.10.2019 16:03:25
Napisanych artykułów: 1,054
Dodanych newsów: 9,956
Zdjęć w galerii: 21,142
Tematów na forum: 3,631
Postów na forum: 310,430
Komentarzy do materiałów: 218,520
Rozdanych pochwał: 3,189
Wlepionych ostrzeżeń: 4,144
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  HUFFLEPUFF!

Gryffindor
Punktów: 188
uczniów: 3234
Hufflepuff
Punktów: 343
uczniów: 3153
Ravenclaw
Punktów: 199
uczniów: 3924
Slytherin
Punktów: 50
uczniów: 3232

Ankieta
Wyobraź sobie, że musisz zapewnić swoim kolegom atrakcje na Noc Duchów. Co wymyślisz?

Zorganizuję kurs dziergania czapek dla skrzatów domowych. Na cześć Zgredka!
3% [2 głosy]

Zaproszę Fatalne Jędze, w Wielkiej Sali przydałoby się jakieś pogo!
24% [14 głosy]

Rozegram międzydomowy charytatywny mecz Quidditcha, a zebrane pieniądze przeznaczę na organizację urodzin Prawie-Bezgłowego Nicka
14% [8 głosów]

Powołam do życia Klub Pojedynków i zaklęciem zmuszę Malfoya, żeby jadł ślimaki
12% [7 głosów]

O północy wymkniemy się do Zakazanego Lasu i będziemy strzelać z procy w centaury. Przetrwają najsilniejsi!
9% [5 głosów]

Po co cokolwiek robić, skoro można się po prostu najeść podczas Wielkiej Uczty?
38% [22 głosy]

Ogółem głosów: 58
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 27.10.19

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
SlytherinJakub Pojezierski ostatnio widziano 17.11.2019 o godzinie 21:33 w Ulica Dolna
HufflepuffElizabeth Cooper ostatnio widziano 17.11.2019 o godzinie 21:29 w Hogsmeade
RavenclawRuby Anderson ostatnio widziano 17.11.2019 o godzinie 21:20 w Hogsmeade
Ravenclaw[P]Jasmine Farawell ostatnio widziano 17.11.2019 o godzinie 21:08 w Ulica Dolna
HufflepuffElizabeth Cooper ostatnio widziano 17.11.2019 o godzinie 21:00 w Hogsmeade
Gryffindor[PN]Corinne Laurientis ostatnio widziano 17.11.2019 o godzinie 20:59 w Ulica Dolna
[NZ] Dziewczyna z porcelany
Mike spojrzał na Helen i nie dostrzegał nic. Została tylko blada skóra, ciemne włosy, twarz pozbawiona wyrazu. Nie dostrzegł nic, chociaż powinien widzieć cień... towarzyszący im od zawsze cień tajemnic z dawnych lat.
Autor: Prefix użytkownikaAlette
Gatunek: Kryminał
Ograniczenie wiekowe: +16
Przeczytano 4727 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11].
Ten świat jest...
Nie patrz wstecz, nie myśl o przeszłości. Ona nie ma znaczenia. Ona nie istnieje. Przyszłość, tylko ona się liczy. Rozumiesz?
Tylko przyszłość…
Hej! Minęło trochę czasu od ostatniego rozdziału, ale życie nie pozwala mi już na szastanie czasem wolnym (problem dotyczy większości staruchów). Mimo tego nie mogę spać z niedokończonymi historiami, więc w końcu udało mi się zebrać do kupy i tak oto "Dziewczyna z porcelany" ma już swoje ostatnie zdanie, które dodam pewnie w najbliższym czasie.

... i chyba tyle.

***

Aurorzy pojawili się za późno. Nie zdążyli uratować swojej koleżanki ani chłopca, którego imienia nigdy nie poznali. Mogli jedynie zabrać ciała, udając, że nie trzęsą im się dłonie, że w oczach nie błyszczą ślady łez… bo aurorom nie wolno pęknąć, nie w takiej chwili.

To Jerome pojmał porywaczy, pakując ich do przenośnej celi, a potem teleportując do biura, gdzie mieli zostać przesłuchani. W międzyczasie zdążył ścisnąć Mike’a za ramię, ale o nic nie pytał. Nic nie powiedział.

Mike opuścił polanę jako ostatni. W pierwszej kolejności musiał wyjaśnić wszystko Eve i to kilka razy. Pomógł wymknąć się Lily, która nie chciała uczestniczyć w procedurze, doskonale znanej z życia jej ojca. Ona nie płakała, chociaż mogła, bo nie była aurorem.

Dopiero przed czwartą rano usiadł na krześle w opustoszałej kwaterze. Powinien prowadzić przesłuchanie, tak byłoby rozsądniej. Od razu po akcji przestępcy nie przyznawali się do winy, ale często byli nieuważni, zostawiali większe ślady. Jednak teraz Mike próbował zmierzyć się z tak świeżym obrazem śmierci Agnes, podobnie jak pozostali.

Jerome chodził wzdłuż swojego gabinetu, paląc jeden papieros za drugim, nie pilnując nawet, by popiół nie sypał się na dywan. Mike widział go z drugiego końca głównego pomieszczenia, ale dopiero, jak upłynął kwadrans, poszedł do niego, zamykając za sobą drzwi.
Przez długą chwilę milczał, bo chociaż chciał jakoś Jeroma uspokoić, to nie potrafił nawet znaleźć słów, by ulżyć samemu sobie.

– Mam tego kurwa dosyć, Mike – wycedził Jerome drżącym głosem, a potem zaciągnął się po raz kolejny i spróbował wziąć głęboki oddech.

Jeszcze niedawno był taki spokojny. Potrafił trzeźwo myśleć, podejmować rozsądne decyzje… a teraz?

– Myślałem, że w tej robocie nic mnie już nie złamie, ale… kurwa – głos mu się załamał.

Padł na wolne krzesło i zaczął bawić się paczką papierosów, wyciągając jej zawartość i układając równo na biurku.

– Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? – mówił niby do niego, a tak naprawdę sam do siebie, mrucząc pod nosem, a Mike ledwo go słyszał. – Oni zabili Agnes, bo myśleli, że była wmieszana w sprawę tych dusz. Nasza koleżanka zginęła, bo komuś coś się pomyliło. Umarła, chroniąc dziecko, chociaż dzieci nie znosiła, a to dziecko i tak zginęło. Ten świat jest pojebany. POJEDBANY. Nie ma tu żadnej sprawiedliwości.

Schylił do szuflady przy biurku i zaczął w nim grzebać, rozwalając wszystko dookoła. Papieros zdążył spalić się w jego buzi, a on otwierał kolejne szuflady, aż w końcu, po wypowiedzeniu kilku zaklęć i użyciu dodatkowego klucza, odnalazł to, czego szukał – stary dziennik z czerwoną okładką. Jeden z tych, które znaleźli w domu Helen.

– Pozostałe były puste – powiedział, wypluwając niedopałek.

– Więc ten…

– Udało mi się go odczytać. Haracha, magia krwi, ty mi to podpowiedziałeś. Chciałem ci pokazać wcześniej, ale… cholera, Mike, nie wiem, co tym myśleć. Musisz pogadać ze swoim starym.

– Napisała coś o mnie? – zapytał słabo, pozornie obojętnie, chociaż wewnętrznie czuł, jakby tłuczek trafił prosto w jego brzuch.

– Sam zobacz. Nikomu tego nie dałem, ale nie chcę też tego ukrywać. Mam dosyć. Złożyłem podanie o urlop. W chuj urlopu. Dlatego zobacz i zrób, co uważasz. Potem to coś musi trafić do Norintona.

Mike wziął do ręki dziennik, jednak w środku nie odnalazł żadnych zapisków. Zamiast tego na ziemię spadł niewielki wycinek z gazety – sprzed kilku lat, z wytłuszczonym tytułem w języku rosyjskim. Nie był to jednak fragment prasy magicznej, jedyne zdjęcie pozostawało nieruchome, a na nim nastolatek o ciemnych włosach i szarych oczach, z delikatnymi rysami twarzy i szczeniackim uśmiechem młodego chuligana. Mike poznał tego chłopaka… to był on sam.

Ten Mike ze zdjęcia patrzył na niego zupełnie inaczej, jakby za białkami oczu kryła się obca osoba. Wyglądał bardziej jak jego brat bliźniak, identyczny niczym kropla tej samej wody, nawet znamię miał dokładnie w tym samym miejscu. Tylko, że Mike nie miał żadnego brata.

… a gdy próbował sobie przypomnieć siebie sprzed lat… to właśnie tak wyglądał. Właśnie tak patrzył… jak zupełnie inny człowiek.

Spojrzał na tytuł.

„Tragiczna śmierć piętnastolatka”

Zaczynało brakować mu powietrza. Mimo to czytał.
O tym, że na dwa lata przed przeprowadzką umarł, że utonął pod zamarzniętym jeziorem. Że próbowali go wyciągnąć, ale nie potrafili się przebić przez grubą warstwę lodu. Że walił pięściami w zimną ścianę, aż stracił siły, aż pochłonęła go ciemność. Że nigdy nie znaleźli ciała.

Patrzył na zdjęcie, na układające się w słowa litery, na całe swoje życie…i tak… teraz był pewny. Jerome miał rację.

Ten świat jest pojebany. POJEBANY.



***


Wybrał chyba najstarszy dom ze wszystkich w okolicy. Dach wymagał naprawy, ściany pokrył bluszcz, a jednym z okien wybito szybę. Obrazek niemal jak z horroru, gdzie grupa imbecyli wyjeżdża w góry, a widząc nawiedzoną okolicę, zamiast brać nogi za pas, zaczyna błąkać się po najstraszniejszych zakamarkach końca świata.

– Naprawdę? – zirytował się, patrząc na ojca. – Z nowego mieszkania w Moskwie, przenosimy się do rudery w Anglii?

Ojciec nie odpowiedział. Zamiast tego potrzepał mu włosy i popchnął do środka.

Szesnastoletni Mike niechętnie rozglądał się po pomieszczeniu, bo nie przepadał za wilgotnymi, ciemnymi pokojami, a właśnie taki był ich salon. Na suficie odnalazł pieczołowicie hodowanego grzyba, kominek z pewnością wymagał gruntownego czyszczenia… jak wszystko. Od kurzu poukrywanego w starym dywanie i za zasłonami kręciło mu się w nosie.

– Nie możemy wrócić do domu? – stęknął, przecierając palcem brudną komodę.

– Spójrz na mnie. – Ojciec złapał go za ramiona i ustawił przodem do siebie, tak, że teraz mógł zobaczyć jego niespokojne oczy. – Nie patrz wstecz, nie myśl o przeszłości. Ona nie ma znaczenia. Ona nie istnieje. Przyszłość, tylko ona się liczy. Rozumiesz?

Tylko przyszłość…



***


Odepchnął na bok uzdrowiciela, który torował mu przejście. Usłyszał za sobą głośne stęknięcie i trzask uderzających o posadzkę narzędzi. Nie zatrzymał się.

– Proszę pana! – Za rękę złapała go kobieta w kanarkowym kostiumie. – Tu nie wolno wchodzić.
Wyrwał się be problemu i kopnął drzwi do jednej z sali szpitalnych.

Wtargnął do środka, nie zwracając uwagi na protesty i oburzenie pacjentów.

Dotarł do ostatniego z łóżek, gdzie siedział Andrew Rogers, patrzący beznamiętnie na awanturę, którą wszczął jego syn.

Kiedy Mike na niego spojrzał – na jego niemal zawsze spokojną twarz, jakby nic nie mogło go zaskoczyć… i w jego jasne oczy, tak przenikliwe… kiedy tak na niego spojrzał, złość rozpłynęła się w powietrzu i zostało tylko zagubienie.

– Jak się czujesz? – zapytał, ledwie panując nad głosem.

– Doskonale – odparł Andrew, zerkając na stojących przy drzwiach ochroniarzy, gotowych natychmiast zaprowadzić porządek.

Nie wyglądał doskonale, ale to nie był moment, żeby tę kwestię roztrząsać.

– Świetnie. – Mike rzucił mu na kolana wycinek z gazety. – To teraz tłumacz się.

Bez pośpiechu Andrew podniósł zmięty papier, ale nie wczytywał się w treść artykułu. Spojrzał tylko na zdjęcie i westchnął.

– Uważasz, że to dobry moment?

– Mam to gdzieś.

Andrew przez długą… o wiele za długą chwilę milczał. Lustrował spojrzeniem syna, jakby dopatrując się w nim fałszu, jakiegoś ukrytego ziarna, które przesądzi o przyszłości.

– To pomóż mi wstać – rzucił w końcu, w jak zawsze gburowaty i nieprzyjemny sposób. – Pójdziemy na spacer.

Mike złapał go pod ramieniem i pociągnął na posadzkę. Andrew wcale się nie spieszył. Założył brązowe kapcie i szlafrok, cały czas trzymając syna za łokieć. Na jego skórze wciąż widoczne były ślady oparzeń, o wiele poważniejsze niż te Mike’a.

– Co pan wyprawia?! – zawołał uzdrowiciel, wchodząc do pomieszczenia. Był wściekły. – Panie Rogers?

– Wybaczcie to zamieszanie – burknął Andrew, siląc się na uprzejmość, która zawsze wychodziła mu umiarkowanie.

– Mam… mam wezwać aurorów? – wyjąkał młody mężczyzna, zerkając z przestrachem na ochroniarzy.

– Ja jestem aurorem – rzucił ostro Mike i wyprowadził ojca z pomieszczenia, ignorując wszystkich w sali.

Nikt ich nie zatrzymał.



***


Droga do Wioski Roweny zajęła mu niecały kwadrans. Musiał tylko cofnąć się do punktu teleportacyjnego i skierować wprost do miejscowości, gdzie czekał na niego kolejny, być może ostatni element układanki.

„Pracuj dalej” tak mu powiedział… a on go posłuchał, chociaż to mogła być najgłupsza decyzja w jego życiu.
Tylko że tylko „pracuj dalej” pozwalało mu zachować równowagę. Im bardziej skupiał się na sobie, tym bardziej tracił grunt pod nogami.

Zatrzymał się przed domem Doriana Rogersa, tak samo zniszczonym i zapuszczonym jak kilka dni wcześniej – a kiedy patrzył na porośnięty bluszczem mur, naszła go myśl, że ten, kto chciał pozbyć się śladów, spartaczył robotę.

Nie poświęcając temu więcej myśli, wtargnął do środka i od razu zszedł do piwnicy.

– Lumos – mruknął, a światło z jego różdżki padło wprost na ukryte przejście.

Wyciągnął z kieszeni niewielki flakonik i wylał zawartość na ścianę. Kilka dodatkowych, banalnych zaklęć załatwiło sprawę – przed nim pojawiły się stare, dębowe, nadpalone drzwi.

Z lekkim wahaniem złapał za klamkę i otworzył zamek, by wejść do niewielkiego pomieszczenia, przypominającego schowek na miotły.

Nie spodziewał się niczego większego… chociaż może oczekiwał czegoś ponad zwykłym biurkiem.

Przyjrzał się poplamionemu blatowi, na którym leżało kilka zakurzonych książek, a między nimi rycina istoty bez twarzy, niepokojąco podobnej do tej, która była częścią Olivera. Końcówki rysunku przypalono, a kiedy Mike spojrzał na posadzkę, zobaczył spopielone kartki papieru. Najwidoczniej z jakiegoś powodu, z całego pliku tylko tę Rogers chciał zachować.

Zacisnął palce na rycinie, wbijając w nią spojrzenie, aż w końcu ją rozpoznał – nie sam rysunek, ale papier, czcionkę i numer strony. Teraz miał pewność; te kartki wyrwano z książki, której indeks wyryto na ścianie. Wszelkie informacje o ludzie Synjys właśnie podeptał.
Odwrócił kartkę, czytając wyryte na odwrocie zapiski.

… kamień ręcznie wyciosany przez przywódcę plemienia. Początkowo był tylko wyrazem sentymentu pierwszych Synjys do historii swego pochodzenia, z czasem stał się kluczem do tajemniczego świata ludu ukrytego w piaskach pustyni…

Mike wyciągnął ukryty w wewnętrznej kieszeni kurtki kamień – dokładnie ten podarowany przez Hansa Adelbacha. Ten sam, który Mildred O’Harrow odebrała Syriuszowi Blackowi.

Odrzucił rycinę i przyjrzał się grzbietom książek. Zmrużył oczy, dotykając skórzanych okładek, ale nie musiał długo się zastanawiać – jedna z nich nie pasowała do reszty. Chociaż tak samo stara, była o wiele cieńsza, zapisana w języku arabskim. Wyglądała też na mniej zakurzoną, jakby ktoś położył ją tutaj o wiele później.

Zajrzał do środka, ale nie potrafił rozszyfrować żadnego słowa… aż od sześćdziesiątej ósmej strony, gdzie poza naniesioną czcionką pojawiły się ręczne notatki w języku angielskim.

Poznał to pismo. Po tylu listach trudno pomylić je z innym.

Helen.

Nie zawarła w swoich słowach tłumaczenia, prędzej uproszczenie zawartej w książce treści, podkreślenie najważniejszych informacji. Jednak tych zapisków nie kierowała do siebie. Wyglądało, jakby komuś coś objaśniała… komu?

Scalanie ...

Książka wypadła mu z rąk, a on oparł się o zimną ścianę. Mimo panującego chłodu czuł okropne gorąco, a z czoła poleciało mu kilka kropel potu.

Tuż naprzeciw siebie zobaczył przyklejone do muru zdjęcie – niewielkie i bardzo stare. A na nim piękną, jasnowłosą kobietę, która całowała w skroń kilkuletniego chłopca. Nie byli do siebie szczególnie podobni, ale kształt i wyraz oczu wyraźnie wskazywał, że to matka i dziecko.

Zresztą, Mike znał to spojrzenie.
Andrew Rogers wychylił się do przodu i wskazał na niego palcem, patrząc pytająco na twarz matki… która odwróciła głowę, wskazując na biurko, jakby chciała…
Mike otworzył szufladę, w której znajdowało się tylko jedno – flakonik wypełniony szarobłękitną magią – ni to parą ni to cieczą.

Bicie jego serca przyspieszyło, a on z trudem łapał oddech.

Zabrał ze sobą wszystkie odnalezione rzeczy, łącznie ze zdjęciem, które ukrył Dorian Rogers, i wyszedł.
Nie szukał dobrego miejsca do teleportacji. Przemieścił się, jak tylko zatrzasnął drzwi, zostawiając za sobą głośny huk.

Przeszedł przez idealnie równy chodnik i przez lekko przegniłą, ale wciąż wzorowo przyciętą trawę. Nie stanął jednak w progu, zamiast tego rzucił na swoje buty zaklęcie przyczepności i jak tylko okrążył budynek, wspiął się po ścianie na pierwsze piętro.

– Alohomora – mruknął, a okno z bordową zasłoną otworzyło się, wywołując zdziwienie przebywającej tam młodej kobiety.

Lily Potter podbiegła do parapetu i przyłożyła mu różdżkę do gardła… zaraz jednak wytrzeszczyła oczy i odskoczyła za biurko.

– Mike? Co ty tu robisz?

– Mówiłaś, że myślodsiewnia to twój najlepszy przyjaciel – powiedział, ignorując spadające mu na głowę zimne krople deszczu. – Potrzebuję jej. Teraz.

Wychyliła się w jego stronę.

– Nie macie żadnej w biurze aurorów?

– Nie – skłamał. Nie miał ochoty tłumaczyć jej teraz, dlaczego nie chciał pokazywać się w pracy.

Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, potem Lily rozsunęła firany i zaprosiła go gestem do środka.

– Dobrze się czujesz? – zapytała z niejednoznacznym wyrazem twarzy.

– Jak ktoś, kto nie zdążył uratować dziecka i swojej koleżanki – odparł.

Jak ktoś, kogo świat właśnie zaczął się rozpadać jak domek z kart.

Otworzyła szafkę tuż przy łóżku i wyciągnęła z niej kamienne naczynie z wyrytymi na nim runami.

– Nie dam ci jej – wypaliła, jak tylko wyciągnął ręce. – Ale możesz z niej skorzystać tu.

– Przecież…

– Albo szukaj w biurze aurorów i nie wciskaj mi kitu, że jej tam nie ma. Zapominasz, że pracuje tam mój ojciec. Nie pytam o motywy tylko dlatego, że mam na dziś dość – skończyła z gorzką nutą i odwróciła się do niego plecami.

– Wybacz – powiedział cicho. – Nie powinienem cię okłamywać, zwłaszcza, gdy…

– Gdy prosisz o przysługę. Racja. Nie powinieneś.

Bez ociągania położyła misę na satynowej poduszce i usiadła tuż obok, na miękkim, pachnącym materacu. Mike nie ruszył się z miejsca. Teraz, gdy znalazł się o krok od wyjaśnienia, nie miał pewności, czy chciał je poznać.

– Prawda niczego nie rozwiązuje – mruknął pod nosem.

– Oczywiście, że nie – parsknęła Lily. – Prawda jest prawdą, stanem rzeczy, nie ma niczego rozwiązywać.

Wyrwała z jego ręki flakon i wlała zawartość do myślodsiewni, nad którą uniósł się mglisty obłok.

– Czegokolwiek tam szukasz, nie wahaj się – rzekła z tak silną determinacją, że on sam poczuł siłę, by zajrzeć w coś, dzięki czemu już nigdy nic nie będzie takie samo.

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Różowy Pomeranian Teksasu
17.11.2019 21:24
Jesien

Niezwyciężony mag
17.11.2019 21:10
no mam problemy z tym czasem wciaz, ale proszę mnie nie oceniac, jestem niecale dwa miesiace po zdaniu wlasnie xD

Świetny czarodziej
17.11.2019 21:03
Nieoryginalna, jak to nie potrafisz biegów redukować xD ja po miesiącu od zdania prawka ogarnelam, że przy redukcji też wciskasz gaz xD

Niezwyciężony mag
17.11.2019 21:00
znaczy w ogole jazda samochodem to bol, ale nie bardzo mam inne wyjście osobiście xD

Wielki mag
17.11.2019 20:53
5 na 4 to ból </3

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 58435 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 52416 punktów.

3) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 41857 punktów.

4) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 41263 punktów.

5) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 34531 punktów.

6) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 34167 punktów.

7) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 32504 punktów.

8) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

9) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 30623 punktów.

10) Prefix użytkownikaYourSmile

Avatar

Posiada 29744 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 6.34