Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Wiktor Krum

Kategoria: Postacie
Autor: Prefix użytkownikaFilius Flitwick

Artykuł o ścigającym drużyny bułgarskiej, uczniu Durmstrangu.
>> Czytaj Więcej

Ślizgoni

Kategoria: Postacie
Autor: Prefix użytkownikaTakoizu

Ślizgoni - uczniowie, którzy podczas Ceremonii Przydzialu w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwa...
>> Czytaj Więcej

Jessie Cave

Kategoria: Aktorzy
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Aktorka brytyjskiego pochodzenia, w Harrym Potterze wciela się w rolę Lavender Brown.
>> Czytaj Więcej

Back to Black, czyli...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaLivka

Rozwiążcie test wiedzy o Syriuszu Blacku!
>> Czytaj Więcej

Ranking najokrutniej...

Kategoria: Teorie, przemyślenia...
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Ranking najokrutniejszych złoczyńców według użytkownika Mugglenet.
>> Czytaj Więcej

J.K. Rowling o Zbrod...

Kategoria: Wywiady
Autor: Prefix użytkownikafuerte

J.K. Rowling ujawnia istotne fakty na temat Fantastycznych zwierząt: Zbrodni Grindelwalda.
>> Czytaj Więcej

Harry Potter jako ho...

Kategoria: Teorie, przemyślenia...
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Postacie z Harry'ego Pottera przypasowane do roli w horrorach.
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[M] Profesor Śm...

Tytuł: [M] Profesor Śmierć
Gatunek: Inne
Autor: Prefix użytkownikafuerte

Opowiadanie konkursowe na Halloween.
>> Czytaj Więcej

[Z]Ostoja

Tytuł: Ostoja
Seria: Czekając na Księżyc
Gatunek: Pierwsze Fan Fiction
Autor: Prefix użytkownikaBumSzakalaka

Koniec powieści o Sonei Lupin.
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 1

Tytuł: Rozdział 1
Seria: Tańcząca z cieniami
Gatunek: Pierwsze Fan Fiction
Autor: Prefix użytkownikaNymeria

Brak wolności, bezsilność, łzy, nienawiść do siebie, opuszczenie, a w tle niedozwolona miłość jej...
>> Czytaj Więcej

[NZ][ GDZIE TAK GNA...

Tytuł: [ GDZIE TAK GNASZ? ]
Seria: To tylko szlaban!
Gatunek: Pierwsze Fan Fiction
Autor: Prefix użytkownikaViolet-Horde

Seria publikowana również na wattpadzie pod tą samą nazwą, na koncie @poruta. Link: https://www....
>> Czytaj Więcej

[NZ][ POSZUKUJĘ... ]

Tytuł: [ POSZUKUJĘ... ]
Seria: To tylko szlaban!
Gatunek: Pierwsze Fan Fiction
Autor: Prefix użytkownikaViolet-Horde

Seria publikowana również na wattpadzie pod tą samą nazwą, na koncie @poruta. Link: https://www....
>> Czytaj Więcej

[NZ]Sprawa sprzed lat

Tytuł: Sprawa sprzed lat
Seria: Dziewczyna z porcelany
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaAlette

Przedmiot w jego dłoni naprawdę nie wyglądał ciekawie. Gdyby ktoś wrzucił go do kupki żwiru, pewn...
>> Czytaj Więcej

Historia z Litt...

Tytuł: Historia z Little Hangleton
Gatunek: Miniaturka
Autor: PaulaSmith

Bieg zrobił swoje i wkrótce rozluźniona przemierzała drogę wzdłuż jeziora.
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 41
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 12 osoby
Prefix użytkownikaEmilyWright (Łowca czarnoksiężników)
Prefix użytkownikaScarllet (Królowa Balu)
Prefix użytkownikaRoksolana Delakur (Sklepikarz na Nockturnie)
Prefix użytkownikaMarcus Clinton (Niezwyciężony mag)
Prefix użytkownikaMorfinGaunt (Wzór do naśladowania)
Prefix użytkownikagordian119 (Wielki mag)
Prefix użytkownikaRue Riddle (Śmierciożerca)
Prefix użytkownikaBumSzakalaka (Śmierciożerca)
Prefix użytkownikaLivka (Uzdrowiciel)
Prefix użytkownikaViolet-Horde (Wielki mag)
Prefix użytkownikaAneta02 (Wielki mag)
Prefix użytkownikaCoSieDzieje (Żywa legenda)
Łącznie na portalu jest
42,968 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 216
Było: 20.06.2018 14:06:28
Napisanych artykułów: 1,009
Dodanych newsów: 9,472
Zdjęć w galerii: 20,430
Tematów na forum: 3,447
Postów na forum: 309,598
Komentarzy do materiałów: 215,546
Rozdanych pochwał: 3,071
Wlepionych ostrzeżeń: 4,137
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  RAVENCLAW!

Gryffindor
Punktów: 2459
uczniów: 3058
Hufflepuff
Punktów: 1472
uczniów: 2854
Ravenclaw
Punktów: 3291
uczniów: 3773
Slytherin
Punktów: 832
uczniów: 3046

Ankieta
Jak podobał Ci się film "Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda"?

Był fantastyczny jak zwierzęta w tytule
39% [11 głosów]

Jestem usatysfakcjonowany. Poleciłbym ten film nawet mugolom
25% [7 głosów]

Liczyłem, że będę jarać się jak Hogwart w 1998 r., ale skończyło się na podpalonej szacie Snape'a - niby się zapaliło, ale kiełbaski by się na tym nie usmażyło
7% [2 głosy]

Dobrze mi się spało. Na Historii Magii zawsze się dobrze śpi
0% [0 głosów]

Co to miało być? Zbrodnią Grindenwalda jest wyłudzanie pieniędzy za bilet na to COŚ
4% [1 głos]

Nie zamierzam oglądać filmu w kinie; poczekam, aż film będzie dostępny na DVD
18% [5 głosów]

Fantastyczne Zwierzęta? Nie będę tego oglądać, to sztuczne podtrzymywanie przy życiu umierającego świata dla kilku galeonów. Czas odłączyć respirator
7% [2 głosy]

Ogółem głosów: 28
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 17.11.18

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
RavenclawMarcus Clinton ostatnio widziano 20.11.2018 o godzinie 22:04 w Sala wejsciowa
GryffindorLiv O'Sullivan ostatnio widziano 20.11.2018 o godzinie 21:57 w Ruchome schody
Slytherin[P]Veronica Lodge ostatnio widziano 20.11.2018 o godzinie 21:55 w Kuchnia
RavenclawMarcus Clinton ostatnio widziano 20.11.2018 o godzinie 21:52 w Ruchome schody
SlytherinNicholas Nikiforov ostatnio widziano 20.11.2018 o godzinie 21:49 w Kuchnia
Slytherin[P]Veronica Lodge ostatnio widziano 20.11.2018 o godzinie 21:38 w Kuchnia
[NZ] Dziewczyna z porcelany
Mike spojrzał na Helen i nie dostrzegał nic. Została tylko blada skóra, ciemne włosy, twarz pozbawiona wyrazu. Nie dostrzegł nic, chociaż powinien widzieć cień... towarzyszący im od zawsze cień tajemnic z dawnych lat.
Autor: Prefix użytkownikaAlette
Gatunek: Kryminał
Ograniczenie wiekowe: +16
Przeczytano 1083 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3], [4], [5].
Sprawa sprzed lat
Przedmiot w jego dłoni naprawdę nie wyglądał ciekawie. Gdyby ktoś wrzucił go do kupki żwiru, pewnie tam spędziłby całą wieczność. Ot tak, zwykły kawałek głazu, nierówno ociosany, z wyrytymi znakami, nie sugerującymi niczego tajemniczego.
Kolejny rozdział, chyba znowu dłuższy. Nie jestem zbyt konsekwentna.

Z takich informacji to cóż - to jest ten moment, w którym historia mi się splata ze wspomnianym wcześniej innym FF. Wszystko jest celowe, ale przede wszystkim po prostu lubię to robić. Dlatego niektóre rzeczy do końca zostaną tajemnicą, ale nie będą miały wpływu na rozwiązanie akcji, po prostu mnie takie coś kręci. Niczego nie żałuję :D

Tak czy inaczej miłego czytania ; )

***

– Nie wiedziałeś… – rzucił pod nosem Mike, zbity z tropu, bo mężczyzna jedynie uniósł brwi, szczerze zdumiony.

– Dziwię się, że mówisz o tym tak otwarcie – odparł gburowato. – Mało kto przyznaje się do znajomości z Rogersem. Jego żona wyniosła się zagranicę z synem, do głowy mi nie przyszło, że po tej awanturze nie zmienią nazwiska… i oto spotykam jego wnuka.

Usiadł na łóżku i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki piersiówkę. W pomieszczeniu rozniósł się zapach dobrej whisky.

– Jabłko od jabłoni daleko nie pada. Obserwowałem cię, bo gadałeś w knajpie o wschodnim przyzwaniu, a Rogers miał prawdziwą obsesję na tym punkcie. Takich rzeczy się nie zapomina.

Spojrzał na niego znacząco, pokazując na szklankę, do której wlał alkohol. Jednak Mike był zbyt przejęty, by przełknąć cokolwiek.

– Prowadzę dochodzenie w sprawie, która kiedyś się zajmował – skłamał, bo nic lepszego nie przychodziło mu do głowy.

– Jeśli to to samo bagno, to lepiej dla ciebie, żebyś się nim nie zajmował.

– Czy ta rada na kogokolwiek kiedyś zadziałała? – Przewrócił oczami. – Cały czas tylko słyszę: nie zajmuj się tym, nie rób tego. Jakby mój szef pytał mnie o zdanie, kiedy przydziela mi sprawę. Jedni produkują środki samoczyszczące do kibli, aurorzy brodzą w szambie, na pewno to rozumiesz, skoro sam byłeś jednym z nich.

Nastała długa, krępująca cisza, której Mike nie miał zamiaru przerywać. Jeśli chciał się czegoś dowiedzieć, musiał postawić na cierpliwość. Doskonale wiedział, że gdyby mężczyzna nie miał mu nic do powiedzenia, nie obserwowałby go w knajpie tak bezpośrednio, nie pozwolił się śledzić i na pewno nie zaprosił do domu. W tym momencie więc jedynie rozważał, jak zacząć, żeby sprawiać wrażenie obojętnego, ale w końcu wypluć z siebie skrywaną przez lata truciznę.

– Co właściwie wiesz o swoim dziadku, chłopcze? – odezwał się, jak już zebrał siły, jak rozrysował w głowie plan ich rozmowy, która ostatecznie i tak przyjmie nieprzewidziany dla nikogo kierunek. – Pewnie niewiele, co?

– A co to ma do rzeczy?

– Jeśli chcesz zrozumieć, czym zajmował się Rogers, musisz spróbować zrozumieć samego Rogersa. Spróbować, to słowo kluczowe, bo ta naprawdę nikt za tym draniem nie nadążał.

– … Słucham?

– Pracowałem z nim przez kilka lat i doskonale wiem, że Rogers to łajdak – kontynuował, niezrażony grymasem Mike’a. – Kawał skurwiela. Skupiał wokół siebie najgorszy element, którym mógł dowolnie kierować. W jego najbliższej grupie byłem ja, naczelny idiota, Ernest, wierny pies, i psychopatka Mildred. Wtedy świat był inny, Śmierciożercy robili z niego swój plac zabaw, a aurorzy mieli ich wyżynać jak świnie. Oberwali winni i niewinni, ale wtedy sprzeciwiał się tylko Frank Longbottom. Słyszałeś?

Mike pokręcił głową, marszcząc brwi. Oparł się o ścianę, udając rozluźnienie, chociaż tak naprawdę z trudem zmuszał ciało do ruchu.
Nie wiedział, co ta historia miała wspólnego z nim, ale przyzwanie brzmiało niebezpiecznie znajomo, więc słuchał.

– Mądry gość – kontynuował Hans. – Szkoda, że koniec końców zwolennicy Sam-Wiesz-Kogo tak go torturowali, że już nigdy nie opuścił oddziału zamkniętego w Mungu. W każdym razie, w tamtym czasie biuro podzieliło się na dwa obozy: super frakcję Franka i jeszcze lepszą Alastora Moody’ego, o tym na pewno słyszałeś. Był tak skuteczny, że zapewnił dementorom rozrywkę na wiele lat.

Wziął solidny łyk trunku i mówił dalej, patrząc obojętnie w okno.

– Poza tymi frakcjami pozostawała grupa Rogersa. Widzisz, on był prawdziwym odmieńcem. Nikogo nie słuchał, uparty ja cholera jasna! Cały rok spędziłem na kopaniu wokół Syriusza Blacka, bo Rogers chciał udowodnić, że ten gówniarz miał coś na sumieniu. Bo to wtedy był gówniarz, tai sam jak ty.

– Syriusz Black – Mike usiadł na wolnym krześle, wytężając umysł. – Niesłusznie skazany na trzynaście lat w Azkabanie.

– Niesłusznie skazany na DOŻYWOCIE w Azkabanie. Jego ucieczka wcale nie umniejsza winy wmieszanych w tę sprawę.

– Jak mój dziadek?

– Złapała go inna grupa wypadkowa. – Hans mówił dalej, ignorując Mike’a. – Cała ta sprawa śmierdziała z daleka, ale nikt nie chciał się w tym babrać. W końcu wojna się skończyła, po co sobie dokładać? Za winę Blacka ręczył Albus Dumbledore, a w tamtym czasie jego słowa były święte. Jednak to ja przesłuchiwałem tego dzieciaka jako ostatni. Możesz nazwać mnie śmieciem, ale wisiało mi, co miał do powiedzenia. – Uderzył piersiówka o blat z taka mocą, że Mike automatycznie odsunął swoje krzesło – Siedział tam, jak inny człowiek, nic nie zostało z tego gówniarza. Nic też przy sobie nie miał. Nic. No, poza tym.

Podszedł do szafki nocnej i wyciągnął z niej niewielki kamień na rzemyku. Rzucił go do Mike’a, jakby ten miał rozszyfrować znaczenie tego przedmiotu. Chociaż tak naprawdę tylko on wiedział, do czego zmierzała ta opowieść.

– Jeszcze przed przesłuchaniem wiedzieliśmy, że nie będzie procesu. Po prostu mieli go wywieźć do Azkabanu, niektórzy nawet sądzili, że to lepiej. Ostatnie przesłuchanie jako gwóźdź do trumny dla największych zwyrodnialców, a do takich zaliczano Blacka. Zapewne nikt by na takie gównienko nie zwrócił uwagi, ot, zwykły kawałek skały. Ale nie Mildred.

Wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki różdżkę i wywinął nią w powietrzu.

– Tam żadne pamiątki nie będą ci potrzebne – powiedziała kobieta o ognistych włosach, z paskudnym uśmiechem. Jej oczy błyszczały w specyficzny sposób, a Mike Rogers poznał to spojrzenie.

Kompletna wariatka.

Mildred stała przed nimi jak żywa, a pomieszczenie zamieniło się w starą celę – ciemną i wilgotną. Poza rudowłosą kobietą przebywało tam jeszcze trzech mężczyzn. Najmłodszy z nich siedział na taborecie, odwrócony w stronę ściany.

Tuż obok notowała młodsza wersja Hansa Adelbacha, wyraźnie znudzona. Co rusz zerknął na zegarek, jakby to miało przyspieszyć ruch wskazówek. Na samym końcu trzymał się Dorian Rogers, z rękami skrzyżowanymi na piersiach i twarzą pozbawioną wyrazu.

Mike widział go po raz pierwszy, ale podobieństwo do Andrew było tak oczywiste, że nie miał co do jego tożsamości żadnych wątpliwości. Dorian był mężczyzną średniego wzrostu, o ciemnych włosach i szarych oczach otoczonych gęstymi rzęsami. Jednak mimo delikatnych rysów twarzy biła od niego siła paraliżująca wszystkich, którzy znaleźli się w jej zasięgu.

– Od początku nie odezwał się ani razu – powiedział Hans, stając obok Mike’a.

Był to jednak inny rodzaj milczenia. Młodsza wersja Abeldacha chciała mieć to za sobą. Rogers analizował. Myślał. Zaciskał zęby w pełnym skupieniu.

– Twój kumpel zginął z ręki Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać – kontynuowała Mildred z fałszywym współczuciem. Do tego stopnia fałszywym, że tylko skończony idiota by w nie uwierzył. – Ty możesz już tylko pomarzyć o śmierci. Całe życie spędzisz w otoczeniu dementorów. Widziałeś kiedyś jakiegoś?

Syriusz Black nie zareagował. Patrzył bezpośrednio na Hansa, ale prawdopodobnie nawet go nie widział. Pustka – to wszystko, co zobaczyli w jego oczach. Ta pustka jednak przysłaniała coś innego, czego w tamtym momencie Mike nie potrafił rozpoznać.

– Będzie wysysał z ciebie życie. Powolutku. Odbierze wszystko, co daje ci szczęście. Nawet… – przerwała, kiedy Syriusz Black zaczął się śmiać.

To był najbardziej gorzki śmiech, jaki Mike słyszał w swoim życiu.

– Dementor nie jest w stanie mi już nic zabrać.

Mildred zacisnęła palce na kamieniu, ledwo kryjąc złość. Złapała za różdżkę, celując nią w Blacka.

– Dość – powiedział ostro Dorian Rogers. Otworzył kopniakiem drzwi i rzucił Mildred takie spojrzenie, że ta posłusznie wyszła.

Zaraz za nią ruszył młody Hans Adelbach. Ledwie zdążył zamknąć pomieszczenie, w którym przebywał skazany, nim Dorian Rogers zamachnął się i uderzył Mildred prosto w twarz.

Kobieta upadła na ziemię, a trzymany przez nią kamień potoczył się po posadzce.

– Zbierasz trofea, ty bezużyteczna suko? – rzucił chłodno.

Nic nie powiedziała. Trzymała się zszokowana za policzek, nie śmiejąc wydać z siebie żadnego dźwięku.

– Zrób to jeszcze raz, rozwalę ci ten chory łeb – mówił to spokojnie, jakby nie groził po raz pierwszy… i pewnie tak było.

Mimo to Mike widział, że…

– Nigdy wcześniej nie widziałem, by kogokolwiek uderzył – powiedział Hans, krzywiąc się.

Rogers spojrzał ostatni raz na Mildred z czystą pogardą. Potem odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.

– Szefie… – zaczął młody Hans, drżącym głosem.

– Black jest niewinny – przerwał mu Rogers, a potem wyszedł, trzaskając drzwiami.

Wspomnienie rozpłynęło się i w pomieszczeniu pozostali już tylko Hans i Mike, każdy pogrążony we własnych myślach. Powrót do rzeczywistości wcale nie uspokoił żadnego z nich.

– Po tym zdarzeniu podzielono naszą grupę, bo Rogers wpadł w jakiś szał – powiedział w końcu Abeldach, wzdychając ciężko. – Nie chodzi tylko o jego święte przekonanie co do niewinności Blacka, na to wszyscy machnęli ręką. On po prostu zaczął być w tym wyjątkowo, nawet jak na siebie, napastliwy. W końcu go za to wywalili z roboty, przecież śmiał podważać święty pokój. Nikt się za nim nie wstawił, bo Rogersa też nikt nie lubił.

– Ty też nie? – spróbował Mike, chociaż znał odpowiedź.

– Ja go nie lubiłem najbardziej ze wszystkich – zaśmiał się. – Naoglądałem się i wybacz, ale zasłużył na wszystko, co dostał. Znaleźli go martwego w jego domu, a raczej tym, co kiedyś było domem. Wszystko przypominało jeden, wielki labirynt. Plątanina sznurków, wycinków gazet… dotyczyły jakiejś obcej magii, w tym również tego cholernego przyzwania. Widziałem to tylko przez chwilę, bo ministerstwo nakazało to spalić, ze względu na jakieś nielegalne praktyki. Nie mam pojęcia, o co chodziło. Rogersa pochowali w zbiorowej mogile, razem z jego różdżką, a ja zdążyłem zabrać tylko to.
Padł na krzesło wyjątkowo zmęczony.

– A co to jest? – zapytał Mike, przyglądając się kamieniowi.

– Nie mam pojęcia, ale musiało być ważne, skoro Rogers nosił to przy sobie.

Przedmiot w jego dłoni naprawdę nie wyglądał ciekawie. Gdyby ktoś wrzucił go do kupki żwiru, pewnie tam spędziłby całą wieczność. Ot tak, zwykły kawałek głazu, nierówno ociosany, z wyrytymi znakami, nie sugerującymi niczego tajemniczego.

– Gdzie jest ten dom? – Mike zacisnął palce na kamieniu, ale ten nie przejawił żadnych magicznych właściwości.

– Chciałeś powiedzieć ruina. – Hans chrząknął głośno. – Wioska Roweny, nie pamiętam dokładnie adresu, ale dom do śmierci Rogersa był nienanoszalny. Z pewnością odnajdziesz tam ślad magii.

Mike kiwnął głową. Przez jakiś czas tkwili w milczeniu, ale w końcu młody auror zebrał się w sobie na tyle, by ruszyć do wyjścia. Coś go jednak zatrzymało.

– Kto wydał rozkaz spalenia domu?

Hans Adelbach wahał się, jakby wypowiedzenie tego głośno miało sprowadzić na niego klątwę. Może i tak było.

– Nie mam pojęcia, kto wydał rozkaz, ale wykonał go Samuel Norinton.



***


Wioska Roweny powstała dokładnie po trzech latach od zakończenia słynnej już Bitwy o Hogwart i przez te kilkanaście lat przyciągnęła całą rzeszę czarodziejów. Wcześnie to miejsce nosiło nudną nazwę Derecs Forest i mieszkało tu zaledwie kilka rodzin. Obecnie samych absolwentów Hogwartu naliczono kilkadziesiąt.

Miejscowość przebudowano na schemat Doliny Godryka, chociaż w wydaniu nowocześniejszym, dostosowanym do potrzeb mugoli. W samym centrum zbudowano plac z wielkim posągiem Roweny Ravenclaw, której marmurową głowę zdobił błyszczący diadem. Tylko tę część pokryto kamieniami imitującymi diamenty – robił wrażenie, to Mike musiał przyznać. Dla ludzi niemagicznych postanowiono tabliczkę z napisem „św. Augustyna” wraz z opisem ckliwej historii, która tak naprawdę nigdy nie miała miejsca. Po dotknięciu wyżłobionego tam pióra przez czarodzieja, litery układały się w kwiecisty życiorys jednej z założycieli Hogwartu.

Mike nie mógł uwierzyć, że w tak popularnym miejscu wciąż znajdował się dom Doriana Rogersa. Na skraju lasu, za przegniłym płotem i przerośniętymi krzewami wciąż tam stał, chociaż tuż przed wejściem postawiono znak – „grozi zawaleniem”. Budynek strzegły zaklęcia, które jednak na młodym aurorze nie zrobiły wrażenia. On sam w ten sposób zabezpieczał opuszczone miejsca, żeby nie dostali się do nich złodzieje – przede wszystkim mugole. To byłaby doprawdy katastrofa, gdyby któryś z niemagicznych odnalazł fałszoskop albo nimbusa 4000.

Jeszcze zanim dostał się do środka, wiedział, że nie czeka tam na niego przyjemny widok… i faktycznie, w środku nie znajdowało się nic poza gołymi ścianami pokrytymi sadzą, Nie zostawiono ani jednego mebla, choćby pozostałego po pożarze popiołu.

Przeszedł się po wszystkich pokojach, ale nic nie wskazywało na to, by dawno temu ktoś prowadził tu śledztwo.

W końcu zszedł do piwnicy, bo jeśli Dorian Rogers w ogóle coś ukrył, to najpewniej tam. Wątpił, by miejsce prac skupił pod ziemią. Takie rzeczy sprawdzały się w popularnych horrorach, ale żaden normalny człowiek nie spędzał w ciemności całych dni. Tym bardziej kiedy mógł po prostu nałożyć na przyjemniejsze pomieszczenie zaklęcie nienanoszalności.

Z drugiej strony, Dorian Rogers nie wydawał się normalny.

Na dole znalazł stary piec do ogrzewania centralnego. Tylko tyle. Całą resztę spalono lub wyniesiono.

Lumos – mruknął, licząc na chociaż najdrobniejszy znak, który posunie śledztwo o krok dalej.

Ślady magii wciąż były obecne w całym domu. Jednak te odnajdywał nawet w starych, mugolskich mieszkaniach. Mimo to badał różdżką ściany i szukał. Szukał długie godziny, aż odnalazł to, czego chciał – ukryte przejście, tuż przy drzwiach. Uroku nikt nie złamał, co do tego był pewny… choćby dlatego, że sam nie wiedział, jak się przedostać na drugą stronę.

Haracha – rzucił, unosząc brew. – Magia krwi.

Jednak posiadanie ojca miłośnika hipogryfów na coś się przydało. Krwi tych stworów używano do tworzenia skomplikowanych, magicznych blokad. Dlatego Mike znał sporo klątw opartych na tej technice, a to przejście wyglądało w ten sam sposób.

Problem polegał na tym, że nie potrafił określić, o czyją krew chodziło.

Rozciął różdżką dłoń i przetarł nią ścianę, ale blokada pozostawała niewzruszona.

Mógł spróbować złamać pieczęć, ale prawdopodobnie zajęłoby to mu wiele dni, w dodatku musiałby poprosić o pomoc wsparcie techniczne…. a tego wolał uniknąć. Wmieszanie w sprawę jego rodziny nie wyglądało na dobry plan. Tym bardziej, że wciąż nie wiedział, czy śledztwo Doriana Rogersa naprawdę łączyło się ze sprawą Helen.

Przesunął jeszcze raz palcami po murze. Tylko tym razem powierzchnia nie była gładka. Zupełnie jakby ktoś coś na niej wyrył.

Zaczął przecierać miejsce kciukiem, by pozbyć się sadzy, ale dopiero po użyciu zaklęć mógł odczytać napis.

1.2016.258.§586.XX.BEZ.1955

Zmrużył oczy, żeby potwierdzić wnioski, a potem zaśmiał się głośno, bo to było aż za proste.
Stary zapis katalogowania bibliotek czarodziejów. Doskonale go znał, przecież w czytelniach spędził połowę szkolenia dla aurorów.

Nie miał tylko pojęcia, w której z nich powinien szukać.

– Jeden dziewięć pięć pięć to rocznik – mruknął pod nosem. – Bez to musi być jakiś zbiór, paragraf? Jak to szło? Zaraz… – Przygryzł kciuk, smakując przy okazji sadzy i kurzu. – Katalog zaczynał się od podstawy zbioru, jedynka… Hogwart?

Zanotował dokładnie napis i ukrył go, nakładając ponownie sadzę.

„Nie Hogwart, tylko Pokątna” dodał w myślach, wzdychając. „W końcu jedynka”.

Biblioteka… co to za zadanie, jeśli nie obejmuje buszowania w książkach, czy nie tak?

Wyszedł z domu, jak tylko zatarł za sobą ślady. Rozejrzał się dokładnie po okolicy i kiedy zyskał pewność, że nikt nie depcze mu po pietach, teleportował się do Dziurawego Kotła.

Był jedną z nielicznych osób, która nie przepadała za Ulicą Pokątną. Może gdyby magia była dla niego czymś obcym, potrafiłby docenić skupisko hałaśliwych sklepów i tłumy zapatrzonych w siebie czarodziejów. Jednak świat magii znał od dziecka, w dodatku wychował się z daleka od tłoku, więc ten działał mu na nerwy.

Mijał kolejne sklepy, jeden bardziej krzykliwy od drugiego. Dopiero kiedy dotarł na spokojną uliczkę niskich kamieniczek, odetchnął z ulgą. Tam z rzadka spotykał kogokolwiek, bo poza biblioteką nie postawiono w tym miejscu nic wartego uwagi, a biblioteka też nie narzekała na nadmiar popularności.

Była zresztą umiejscowiona w niezbyt ciekawym budynku, pośród dziesiątek innych kamieniczek bez wyrazu, a odróżniała ją od nich jedynie niewielka wieżyczka. Nie miała w sobie ni cienia rozmachu biblioteki w Hogwarcie, która kusiła samą architekturą.
Wszedł po schodkach, by zastukać w mosiężne drzwi złotą klamką w kształcie jaszczurki. Otworzył mu stary czarodziej bez zębów, łypiąc na niego spode łba.
Mężczyzna wprowadził go do recepcji, gdzie dokładnie zbadano kartę członkowską. Potem zezwolono na wejście do głównej sali, prezentując czekającą na niego setkę regałów po brzegi wypełnionych książkami i kilkadziesiąt stolików, przy których siedzieli pochłonięci lekturą czarodzieje. Między nimi krzątało się dwóch mężczyzn w białych togach przewiązanych brązowych sznurem.

Mike nie liczył na pomoc z ich strony. Mimo szczerego zafascynowania książkami, ich wiedza nie budziła zachwytu. Kiedyś tego miejsca strzegły skrzaty domowe, ale po podpisaniu Konwencji Praw Istot Magicznych, właściciele biblioteki stwierdzili, że na płace dla skrzatów po prostu ich nie stać. Prawdopodobnie był to bunt, manifestacja, sprzeciw dla działań Hermiony Granger, która w obronie skrzatów walczyła jak smoczyca. Z czasem ta obraza na nic się nie zdała, bo Konwencji nie wycofano, a w głównej sali w londyńskiej bibliotece zapanował taki chaos, że kogoś zatrudnić po prostu musieli. Decydowali się na młodych absolwentów Hogwartu, którzy ze względu na niskie zarobki rezygnowali z posady po kilku latach. Typowo. Ich fascynacja książkami słabła, gdy pojawiała się rodzina i miliard obowiązków.

Na całe szczęście właściciele otrzymali dofinansowanie z Ministerstwa Magii na unowocześnienie biblioteki. Dzięki temu Mike wypisał na swojej karcie magicznym piórem nazwę zbioru, który go interesował i już po chwili na posadzce pojawiła się zielona strzałka, wskazująca mu odpowiedni regał. Znak na posadzce pojawiał się przy każdym skręcie, a w razie pomyłek uzupełniał się o komunikat „proszę się cofnąć”, „zmierza Szanowny Pan do innego działu”. Czasami ta technologia szwankowała i wtedy można było zostać zaprowadzonym aż do piwnicy, a przy obraniu złego kierunku na ziemi pojawiały się takie zdania jak „nie tutaj bęcwale” albo „taki jesteś celny, że szkoda mi twojej żony”.

Na całe szczęście tym razem nie wydarzyło się nic niespodziewanego i Mike mógł w spokoju oddać się poszukiwaniom. Grzebał na regałach, aż trafił na odpowiednią księgę.

Mity i legendy plemion wschodnich”.

Usiadł na krześle z tym jednym egzemplarzem i zaczął wertować kartki, zastanawiając się, dlaczego ze wszystkich książek Dorian Rogers wybrał akurat tę.

Książek… to był jakiś opasły tom, gdzie każdą stronę wypełniały mikroskopijne literki i cała masa rycin. Znalezienie tutaj czegokolwiek zajmie mu w najlepszym wypadku cały dzień.

Z drugiej strony to nie tak, że te mity go nie interesowały. Na samą myśl o magii wschodniej miał ciarki na plecach. Ta sprawa doprowadziła jego dziadka do grobu… jaką przyszłość przepowiedziała Mike’owi?

W pierwszej kolejności zapoznawał się z nagłówkami i rycinami. Cała księga skupiała się na różnorakich opowieściach plemiennych, nierzadko makabrycznych. Na jednym z obrazków zobaczył grupę mężczyzn pożerających swoje stopy. Na innym wiedźma gotowała wywar z ciał urodzonych za wcześnie dzieci. Gdzieś w połowie znalazł rysunek grupy ludzi odprawiających modły. Zaraz po tym wyrwano co najmniej kilka kartek.

– Oczywiście – parsknął.

Cofnął się jeszcze raz na rysunek i dopiero wtedy zobaczył, że każdy z nich na szyi nosił kamień, wykonany w podobnym stylu co ten, który aktualnie trzymał w kieszeni płaszcza.

– Synjys – odczytał w podpisie, ale to wszystko, na co mógł liczyć.

Podszedł do jednego z młodych absolwentów Hogwartu, który akurat znajdował się w zasięgu jego wzroku. Chłopak akurat kartkował bez przekonania jedną z wyjątkowo starych książek o podobnej tematyce, która interesowała Mike’a.

Musiał spróbować.

– Jesteś studentem Akademii Flamela – powiedział na przywitanie.

Chłopak nie musiał potakiwać. Jeśli legalnie prowadził badania, musiał uczuć się w tym konkretnym miejscu.

Akademia Flamela, podobnie jak wiele różnych instytucji, powstała po wojnie z Lordem Voldemortem. Ministerstwo Magii doszło do wniosku, że jakkolwiek eksperymentów zakazać nie można, tak należy sprawować nad tymi praktykami kontrolę. Jeśli czarodziej po zakończeniu edukacji w Hogwarcie miał ochotę w dalszym ciągu zgłębiać wiedzę – mógł to robić właśnie na uczelni wyższej. Po kilku latach szkolenia i zdaniu odpowiedniego egzaminu prowadził badania we własnych zakresie, ale pominięcie tego etapu ściągało na niego kłopoty.

– Niedługo kończę – wyjaśnił chłopak, wskazując na jedną z ksiąg. – Piszę pracę o powiązaniach agapantu z czarną magią afrykańskiego ludu Fulbe.

– Brzmi fascynująco.

Mike przyglądał mu się przenikliwie, a że miało to iście aurorski styl, młody mężczyzna jakby zapadł się w sobie i ponownie skupił na lekturze. Dopiero po długiej chwili milczenia i niechcianym bałaganie myśli Mike usiadł naprzeciw niego, przystawiając sobie drugie krzesło.

– To legalne – dodał drżącym głosem.

Mike uniósł brwi.

– To prawda, że większość plemion para się czarną magią, ale przecież kiedyś za czarną magię uznawano eliksiry na wilkołactwo – dodał. – Nie sprawdzam ich praktyk w praktyce, interesuje mnie teoria. Może pan sprawdzić, moim opiekunem jest profesor Kowalski.

Nie miał pojęcia, kim był profesor Kowalski.

– Nie chcę cię sprawdzać – rzekł Mike, zatrzymując mężczyznę w jego usprawiedliwieniach. – Interesuje mnie tylko to. – Położył mu przed nosem księgę i wskazał palcem na odnaleziony rysunek.

Chłopak zaczął przyglądać się starym kartkom, niezbyt przekonany. Jednak kiedy odczytał tytuł na grzbiecie, uśmiechnął się pod nosem. Wrócił ponownie do ryciny i brakujących stron, badając pergamin długimi palcami, ignorując przy okazji zniecierpliwienie Mike’a.

– Plemię Synjys, co? – rzucił jakby sam do siebie. – Nic nie wiem.

Mike prychnął z irytacją.

– Naprawdę, tym nikt się nie zajmuje. Z jakiegoś powodu wszystkich badaczy prześladuje pech. Te wyrwane kartki to nic nowego, większość informacji o nich zaginęła.

– Większość?

– Pozostało tylko Tchnienie, zapis ich legend. Bez ostatniej strony oczywiście. Nie czytałem tego, ale na pierwszym roku to było bardzo popularne. Rozumie pan, taka tajemnica, zagadkowy lud, znikające informacje i tak dalej.

– Gdzie znajdę to tchnienie? – zapytał, mrużąc oczy.

– Nie mam pojęcia – wzruszył ramionami. – Ale niech pan zapyta jakiejś dziewczyny, w końcu Tchnienie to historia o miłości.


Komentarze
avatar
Prefix użytkownikaSarahis  dnia 08.11.2018 17:43
Wybacz, Alette, za brak odezwu z mojej strony przy wcześniejszych częściach (jakby to miało jakiekolwiek znaczenie dla ciebie, ale mimo wszystko). Tak jak mówiłam, wolę czytać/oglądać serie hurtowo, a nie po jednym epizodzie. Natomiast muszę przyznać, że czytanie twojego ficka sprawia mi przeokrutną przyjemność. Przyznam, że czasami natłok nowych postaci i zawiłości związanych z chronologią trochę mnie zbijają z tropu, ale staram się ogarniać z całych sił, bo fabuła jest genialna. I to jak piszesz, chyba już wspominałam, więc może się powtórzę - wychodzi ci to tak naturalnie, jakbyś była do tego stworzona. Po prostu te słowa tak wręcz 'płyną', że po chwili, już nie jest to zwykłe czytanie, a halucynacje : D. Mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli. Twoje słownictwo też bardzo mi odpowiada - jednocześnie wyrafinowane, a z drugiej strony nie jest za ciężkie.
Nie mogę rozgryźć Mike'a. Może dlatego, że nie miałam do czynienia z inną twoją twórczością, nie wiem, czy się tam pojawiał, a może jest po prostu z założenia postacią tak bardzo "szarą" i nieoczywistą. Podoba mi się jego podejście, ten wewnętrzny spokój doświadczonego gliny zmieszany z chaosem uczuć z przeszłości.
Natomiast trochę mnie przeraziło, że napisałaś, że nie zamierzasz doprowadzać do końca wszystkich wątków. Ta historia jest tak pokomplikowana, że naprawdę z zapartym tchem czekam na rozwiązanie wszystkich zagadek. Odniesienia do kultury wschodniej - genialne. Uczyłaś się arabskiego, czy znasz kogoś, kto zna?
Ogólnie rzecz biorąc czekam na kolejne epizody, to oczywiste. I jeszcze raz muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem.
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 08.11.2018 17:59
Oczywiście, że to ma znaczenie dla mnie ;) komentarze motywują mnie do pisania i publikowania. Nie chodzi wcale o jakieś wnikliwe teorie, ale po prostu dobrze wiedzieć, że ktoś czyta, że pisanie w ogóle ma sens. Co nie zmienia faktu, że nie mogę od nikogo wymagać, by czytał na bieżąco, cieszę się więc, że twój komentarz pojawił się teraz, a skoro FF ci się podoba, to cieszę się podwójnie :))

Mike jest postacią całkowicie nową i nie pojawił się w innych ff. Ale jego osobowość też nie jest przypadkowa, dlatego podoba mi się twoja interpretacja.

Ale jeśli chodzi o te wątki - wszystkie ważne dla fabuły zostaną zakończone. Nie skupię się po prostu na tych, które już w ten czy inny sposób zostały rozwinięte w "w poszukiwaniu zakończenia". Gdybym miała jakoś opisać powiązanie tych dwóch ff to byłoby coś na zasadzie "Harry Potter" i "Fantastyczne zwierzęta". Obydwie fabuły są niezależne, ale niektóre rzeczy się przeplatają i na swój sposób uzupełniają. Z tą różnicą, że to są ficki a nie seria książek, więc powiązania są mniejsze ale bliższe. Nie wiem, czy dobrze to opisałam.
Dzięki bardzo za komenatrz :)
avatar
Prefix użytkownikaAnni1111  dnia 10.11.2018 14:58
Alette,

Będę się powtarzać, ale po raz kolejny napiszę - dziewczyno, Ty naprawdę masz talent!
Umiesz wprowadzić napięcie i, co ważniejsze, utrzymać je. Prowadzisz czytelnika przez mroczny świat tajemnic i dziwadeł i sprawiasz, że człowiek chce nim iść.
Jedna odkryta zagadka odsłania równocześnie kilka innych.

Uwielbiam Twoje opisy i język, którym się posługujesz.

To jest jeden w takich ficków, które doprawdy powinny móc być opublikowane!!

I stanowczo, rozdział wcale nie jest za długi!
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 10.11.2018 18:19
Strasznie dziękuję <3
Generalnie człowiek ma krótką pamięć, dlatego lubię czytać, nawet sto razy, że coś się podoba :D Chociaż fakt, że na razie jestem zadowolona z tego opowiadania i nawet w pisaniu zbliżam się do końca!

Jeśli taka długość rozdziałów pasuje, to nie będę jej już skracać. Zostaje tak ; )
avatar
Prefix użytkownikaAnni1111  dnia 11.11.2018 14:18
Szczerze? I chce i jednoczesnie nie chce konca.
Chcialabym wiedziec, co laczy ze soba kamien z jakiegos afrykanskiego plemienia opowiadajacy historie o milosci, arabski napis na dole studni, upiora bez twarzy z zagadkowym czarodziejem na pogrzebie, chlopcem i poswieceniem Helen, ktora traktowala go jak matka. I jak splata sie to z Mike'm.
Ale nie chce, zeby ten fick sie skonczyl!!!

Zrobimy tak: konczysz pisac ten i zabierasz sie za nowy, ok? 😁😁
Pod tym warunkiem daje Ci Wybitny!
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 12.11.2018 10:12
Jak tak wymieniłaś, to przynajmniej wiem, że to wszystko się wyjaśni :D No i mam nadzieję, że to wyjaśnienie cię zadowoli.

Jeśli chodzi o dalsze pisania, to prawdopodobnie przez jakiś czas skupię się na ćwiczeniach językowych, a potem się zobaczy. Jak mnie natchnie, to pewnie coś naskrobię, jeszcze nie udało mi się tego powstrzymać haha. Ale też mam na swoim koncie wiele FF i czasami myślę, że aż za dużo ;p
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny! Wybitny! 100% [2 głosy]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 0% [0 głosów]
Zadowalający Zadowalający 0% [0 głosów]
Nędzny Nędzny 0% [0 głosów]
Okropny Okropny 0% [0 głosów]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Żywa legenda
20.11.2018 22:06
Wrozka

Sklepikarz na Nockturnie
20.11.2018 22:05
hejo hejo

Żywa legenda
20.11.2018 22:04
Uwielbiam nic nie wiedzieć:V

Wielki mag
20.11.2018 22:03
Lilyatte, jak konkurs? Bo wydaje mi się, że był kolejny etap :D albo wszystko u mnie przychodzi z opóźnieniem xD

Śmierciożerca
20.11.2018 21:55
Lilyatte, ...
Prawo? xD

Nie, to fuer chyba...

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 56412 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 45305 punktów.

3) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 41177 punktów.

4) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 33363 punktów.

5) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 32648 punktów.

6) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

7) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 31713 punktów.

8) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 30826 punktów.

9) Prefix użytkownikaYourSmile

Avatar

Posiada 29744 punktów.

10) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 29449 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.16