Zbyt wiele pytań, a za mało odpowiedzi.
Dajan otworzyła oczy i jaskrawe światło na chwilę ją oślepiło. Poczuła się słabo, jakby była wyczerpana jakimś ciężkim zadaniem. W sumie nie byłoby to dziwne po tylu dniach bycia więzionym i torturowanym, a dodając do tego uzdrowienie… To była jednak inna słabość, jakby jej czegoś brakowało. „To moc, nie mam energii, którą pobrałam od Sofie, tylko co się z nią stało?” Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu. Zobaczyła łóżka z białą pościelą, a obok każdego z nich drewniana szafkę nocną. Na końcu sali stał biały parawan. Musiała być w Skrzydle Szpitalnym w Hogwarcie. „Ile byłam nieprzytomna? Co się stało w dworze Sofie? Czy Dumbledore uratował też Oriona?” Niemiłosiernie dużo pytań kłębiło się jej w głowie. Nie mogła dłużej skupić się na jednej rzeczy, postanowiła coś z tym zrobić. Usiadła na łóżku, gwałtowna zmiana pozycji sprawiła, że zawirowało jej w głowie. Już miała wstać z łóżka, gdy usłyszała za sobą skrzeczący głos.
- Gdzie się panienka wybiera?
Dajan obróciła się szybko, przez co jeszcze bardziej zakręciło jej się w głowie. Przymknęła na chwilę oczy, by pozbyć się niemiłego odczucia wirowania, a gdy je otworzyła, zobaczyła skrzata domowego. Mały, z długimi uszami i szpiczastym nosem, nosił na sobie jasny materiał z godłem Hogwartu.
- Yyy... właściwie to nie wiem – odpowiedziała zaskoczona pytaniem.
- Pan dyrektor prosił żebyś udała się do jego gabinetu jak tylko się obudzisz – Skrzat miał wielkie zielone oczy, ale przy mówieniu strasznie je mrużył, tak że ledwo było je widać. Spotkanie z Dumbledorem, to może wiele wyjaśnić, potrzebowała teraz odpowiedzi. Wstała i lekko zachwiała się na nogach. Skrzat przytrzymał ją, dzięki czemu nie upadła. Podziękowała mu cicho i już pewnie na nogach ruszyła w stronę wyjścia.
Pokonując korytarze niewiele widziała, pochłonęły ją jej myśli. „Co z Orionem? Czy nic mu nie jest?” Co jakiś czas stawały jej przed oczami sceny z ostatnich wydarzeń. Orion z poderżniętym gardłem. Krwawiąca ręka Sofie. Jej surowa twarz. Marcel przynoszący jedzenie do celi. Zdrada matki. Martwe ciało Sofie.
- Nieee! – jej krzyk poniósł się po korytarzu. „Czy te obrazy będą mnie nawiedzać całe życie?”
- Co się stało, panienko? – Dajan znów usłyszała za sobą skrzeczący głos, to był ten sam skrzat.
- Śledzisz mnie? – zapytała, wdzięczna, że ktoś oderwał ją od wspomnień.
- Dyrektor kazał przyprowadzić cię do gabinetu, to już niedaleko, chodźmy – i nie powiedziawszy już ani jednego słowa ruszył przed siebie. Dajan poszła za nim aż do kamiennej chimery.
- Hasło to lukrecjowe gryzki, dyrektor czeka – powiedział skrzat poważnie, mrużąc swoje oczy i czekał na reakcję dziewczyny. Dajan podeszła do strażnika, wypowiedziała hasło, podziękowała skrzatowi i udała się na górę po swoje odpowiedzi.
Drzwi były otwarte, więc dziewczyna weszła ostrożnie do środka. Pomieszczenie wydawało się puste, nawet feniksa nie było na swoim miejscu, tylko portrety wiszące nad nią wydawały się żywe.
- Dzień dobry – powiedziała głośno, aby poinformować o swoim przybyciu. Po wypowiedzeniu tych słów, jakby znikąd pojawił się Dumbledore.
- Witaj, Dajan – powiedział spokojnie i spojrzał na dziewczynę przeszywającym wzrokiem zza swoich okularów połówek. Chwilę stali, milcząc, aż w końcu odezwał się dyrektor.
- Jak się czujesz? Odpoczęłaś po ciężkich wydarzeniach? – Jego głos był jak zwykle ciepły i łagodny.
- Co z Orionem? Co stało się Sofie? Czy to ja ją zabiłam? Gdzie jest moja matka? – Nie miała zamiaru odpowiadać na jego pytania, w końcu to ona przyszła je zadawać.
- Usiądź proszę, porozmawiajmy. Odpowiem na wszystkie twoje pytania, jeśli ty odpowiesz na moje.
–Pytanie za pytanie - Dajan była wściekła i sama nie wiedziała dlaczego. Uczucia się w niej kotłowały i nie mogła sobie z nimi poradzić, do tego czuła się słabo, potrzebowała mocy.
- Dajan, to nie jest jakaś gra – odpowiedział twardo dyrektor. – Będziemy tu siedzieć dopóki nie odpowiesz, ja mam czas.
- Nie będę tu siedzieć! Przyszłam po odpowiedzi, ale skoro nie chce mi ich pan udzielić, wychodzę! – Dajan ruszyła w stronę drzwi, chwyciła za klamkę i pociągnęła mocno, ale nic to nie dało. Spojrzała z furią na Dumbledore'a i krzycząc, powiedziała:
- Proszę mnie wypuścić, chcę stąd wyjść!
- Uspokój się, proszę – powiedział łagodnie, ale stanowczo dyrektor. – Wszystko w swoim czasie.
Dajan zamknęła oczy. Chciała się uspokoić, jednak sama nie rozumiała swojego zachowania. Znów zalały ja złe wspomnienia. Nie – powiedziała w duchu i starała się znaleźć obraz, który by ją uspokoił. Zaczęła głęboko oddychać i przeszukiwać swoja pamięć. Te oczy, żywe oczy Oriona z tańczącą iskierką, wyobraziła je sobie dokładnie i to ją uspokoiło. Zawróciła i usiadła przy biurku naprzeciwko Dumbledore'a.
- Potrzebuje tylko jednej odpowiedzi, reszta może poczekać, proszę. To ważne – powiedziała spokojnie, ze spuszczonym wzrokiem. Cisza się przedłużała, więc Dajan znów się odezwała, tym razem patrząc prosto w niebieskie oczy.
- Nie czuję się dobrze, co z resztą chyba widać. Emocje szarpią mną jak chcą i do tego czuję się słaba i jakby… pusta. – Niebieskie oczy patrzyły na nią bez wyrazu, ale Dajan widziała w nich ciepło. Po chwili dodała tylko – Co z Orionem? Muszę to wiedzieć.
Bała się. Bała się, że przez nią coś mu się stało, że jest ranny, był torturowany albo co gorsza nie żyję. Patrzyła na rozmówcę błagalnym wzrokiem.
- Żyje, ale jest w ciężkim stanie. Przebywa w szpitalu Świętego Munga – odpowiedział cicho Dumbledore.
W oczach Dajan pojawiły się łzy. „Żyje, to najważniejsze.”
- Dziękuje – powiedziała ze ściśniętym gardłem.
- Dobrze, czy teraz jesteś gotowa, by odpowiedzieć na moje pytania? – zapytał z troska Dumbledore. Dajan pokiwała tylko głową, gardło wciąż miała ściśnięte.
- Chcę żebyś mi opowiedziała, z najmniejszymi szczegółami, wszystko co działo się przez ostatnie kilka tygodni.
Dajan spojrzała w łagodne, niebieskie oczy, odkaszlnęła i zaczęła mówić. Opowiedziała o nieznanym duchu, którego spotkała na szkolnych korytarzach, o dwóch Ślizgonach, którzy ją zaatakowali i zniszczyli różdżkę, o porwaniu i o wszystkim co przeżyła w dworze Sofie.
- …a potem pojawił się pan z tymi aurorami, resztę historii już pan zna.
- To nie byli aurorzy tylko członkowie Zakonu Feniksa, ale o tym później. Czy mogłabyś mi opisać co działo się z tobą i Sofie, kiedy cię trzymała?
Dajan przypomniała sobie to uczucie przy pobieraniu energii i… zatęskniła za nim. Tak bardzo chciała znów doświadczyć czegoś takiego. Spojrzała na dyrektora lekko zamglonymi oczami. Nie wiedziała co ma powiedzieć. „Jak mam to wytłumaczyć?”
- Byłam słaba, ledwie trzymałam się na nogach – zaczęła nieśmiało. – Sofie mnie przydusiła, przez co nie mogłam w pełni oddychać. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i poczułam obok siebie dziwną energię, byłam słaba, więc z niej zaczerpnęłam. To wszystko. – Nie miała zamiaru mówić o swoich uczuciach, o wielkiej euforii i niemalże narkotycznym działaniu.
- Czy mogłabyś opisać to dokładniej? Na przykład, w jaki sposób pobrałaś tę energię i w jaki sposób wiedziałaś, że ona tam jest – spytał spokojnie Dumbledore. Cały czas wpatrywał się w Dajan swoim przeszywającym wzrokiem.
- Nie wiem w jaki sposób ją widziałam, ona po prostu tam była. Pobrałam ją wysyłając cząstkę samej siebie, tak jak przy uzdrawianiu, ale zamiast zabierać ból, zabrałam energię. Nie umiem lepiej tego wytłumaczyć.
- Idzie ci świetnie – powiedział dyrektor, uśmiechając się i chcąc dodać otuchy dziewczynie.- Co było później? Jak się czułaś?
- Czułam się dobrze… Yyy pełna sił. – Dajan nie była do końca pewna, czy to ona zabiła Sofie, bo jeśli tak, to powinna być szczera. – Czy to ja zabiłam Sofie? – spytała, wiedząc, że musi znać odpowiedz teraz. Zbyt wiele pytań, za mało odpowiedzi.
- Chcę żebyś coś zobaczyła – powiedział krótko Dumbledore, podszedł do szafy i wyjął z niej…
- Myślodsiewna! Czytałam o nich, podobno można oglądać w niej własne wspomnienia – wybuchła podekscytowana dziewczyna. – Są bardzo rzadkie…
- Dzisiaj będziesz mogła osobiście sprawdzić jak działa. Zapraszam – dyrektor wskazał ręką na magiczny przedmiot. Dajan wiedziała co ma robić, zanurzyła w niej głowę i zaczęła spadać w dół. Wylądowała na dworze Sofie, trwała zacięta walka. Zobaczyła samą siebie, bladą, brudną, w zniszczonym ubraniu, czołgającą się po podłodze i unikającą zaklęć. Spojrzała na walczącą Sofie. „To naprawdę potężna czarownica, jest lepsza niż myślałam, a raczej była.” Kobieta odskoczyła w stronę dziewczyny, złapała ją i przyłożyła różdżkę do gardła. Dajan patrzyła na siebie, na trzęsące się nogi, na swoją słabość. Było to dziwne uczucie.
- Dosyć! – krzyk wypełnił pomieszczenie, a po nim nastała głucha cisza. - Odłóż różdżkę Dumbledore, mamy przewagę liczebną.
- Myślisz, że jesteście mnie w stanie pokonać?
Dziewczyna uważnie przyglądała się tej scenie, Dajan ze wspomnienia nagle zaczęła się szarpać, wiedziała, że nie uszło to uwadze Dumbledore’a. „Jednak udało mi się go jakoś ostrzec.”
- Może i jesteś jednym z najlepszych czarodziejów naszych czasów, ale to nie wystarczy, by nas pokonać. - Głos Sofie był inny niż to zapamiętała, bardziej arogancki i pewniejszy. Znów spojrzała na siebie, jej twarz zrobiła się jeszcze bardziej blada, o ile w ogóle było to możliwe. Sofie znów chciała coś powiedzieć, ale głos ugrzązł jej w gardle. To co stało się później było przerażające. Niemy krzyk na twarzy kobiety i jej skóra tracąca cały kolor i robiąca się biała. Niezrozumienie w oczach i tworząca się tam pustka. Na skórze zaczęły się pojawiać czarne linie w kształcie żył, po czym Sofie upadła, a ona stała silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Dajan wpatrywała się w tę scenę ze strachem w oczach. „Więc to ja ją zabiłam.” Dziewczyna była zdruzgotana tą informacją. Prawda dotarła do niej niczym fala tsunami i wstrząsnęła dogłębnie.
- Wystarczy – usłyszała głos obok siebie. Ktoś chwycił ją za ramie i po chwili stała już z powrotem w gabinecie dyrektora.
No, no. Całkiem nieźle. Może na część nie jest aż tak dobra jak poprzednie (nie obraź się, ale możliwe, że tamta akcja jakoś bardziej mnie pociągała), ale jest dobrze.
Nie uważam się za znawcę, ale jakoś nie trafiają do mnie odczucia Dajan. Wydają mi się takie... wymuszone. Ale i nad tym można popracować. Jeśli chcesz, wyślę ci na priv pewien pomysł, który zaczerpnęłam od kumpeli.
Poza tym doszukałam się kilku literówek, ale jestem pewna, że to tylko kwestia przypadku. Każdemu może się zdarzyć, czyż nie?
Ode mnie P, i życzę dalszego natchnienia