Nagły zwrot akcji, teraz już niczego nie można być pewnym.
Świadomość Dajan powoli powracała z głębokiej ciemności. Dziewczyna czuła się, jakby umarła i powracała do żywych, jeszcze nigdy tak się w sobie nie zapadła. Nie miała siły nawet otworzyć oczu, dalej była nieprzytomna, ale jednak jej umysł był jasny. Towarzyszyło jej dziwne odczucie, jakby była we własnym ciele, ale tylko w nim egzystowała, bez możliwości poruszania się. Wyłączone zmysły sprawiały, że kompletnie nic nie czuła i nic nie słyszała. Może jednak przestała istnieć? Tylko w takim razie gdzie się znajdowała? Ile czasu minęło od wyprawy do szpitala? Orion... Dajan nie czuła bólu, tylko zmęczenie. Czy to znaczy, że go uzdrowiła? Nie, niemożliwe, nie bez cierpienia... a może zapadła się tak głęboko, że nic nie odczuła?
Nagle rzeczywistość zaczęła ją przytłaczać, wszelkie jej elementy stawały się coraz bardziej wyraźne, duszące, drażniące. Wszystkie zmysły zaczęły pracować na najwyższych obrotach. Oczy zabolały od nadmiaru światła, w uszach tak dzwoniło, że dziewczyna zatkała je sobie rękami. Skóra zdrętwiała z zimna, a ból pojawił się w prawie całym ciele. Było to nieznośne uczucie. Dziewczyna skuliła się i zaczęła wić na podłodze. Po chwili z jej gardła wydobył się krzyk rozpaczy, który prawdopodobnie zmroziłby serca ludzi, którzy by go usłyszeli. Niestety nie było nikogo, a Dajan zaczęła marzyć, aby wrócić do poprzedniego stanu nicości. To co czuła, było nie do wytrzymania... jak tortury, a może to było właśnie to?
- Wystarczy! - usłyszała czyjś napastliwy głos. - Miałaś ją tylko wybudzić, a nie zabić.
Po tych słowach wszystko ustało, cały ból minął, pozostawiając za sobą tylko tępe echo. Dajan nie rozpoznała głosu kobiety, którą usłyszała, a nie miała odwagi otworzyć oczu.
- Idź, przynieś wodę - rozkazał jakiś mężczyzna. Potem dziewczyna usłyszała czyjeś oddalające się kroki, a następnie nastała cisza. Dajan skupiła się na tym, co słyszała, miała nadzieję, że to pomoże jej zgadnąć, gdzie się znajdowała. Gdzieś daleko kapała woda, więc musiała być w jakimś wilgotnym miejscu... może piwnica? Nie, wyraźnie słyszała uderzający o szyby wiatr, więc były tu okna. Nagle usłyszała jeszcze coś, a to ją przeraziło. Czyjś oddech tuż obok niej. Musiała się wzdrygnąć, ponieważ po chwili ktoś się odezwał:
- Chciałbym z tobą porozmawiać. - Głos mężczyzny był łagodny i dziwnie znajomy, Dajan musiała już gdzieś go słyszeć...
- Orion? - zapytała dziewczyna i otworzyła oczy. Blask z okna naprzeciwko niej na chwilę ją oślepił, ale gdy już przyzwyczaiła się do niego, zaczęła widzieć wyraźniej. Siedział tam cały i zdrowy, z paskudną blizną na szyi i bez małego palca u lewej dłoni. Nie mogła uwierzyć własnym oczom! A więc zdążyła. Spróbowała wstać. Chciała się upewnić czy to na pewno on, dotknąć go, żeby być pewną, że to nie sen. Gdy się poruszyła, poczuła ogromny ból w klatce piersiowej, zachwiała się i upadła.
- Nie wstawaj jeszcze, jesteś za słaba - stwierdził beznamiętnie Orion i podszedł do niej bliżej. Dajan spojrzała w jego ciemne oczy, ale nie dostrzegła w nich tej dziwnej iskierki, która zawsze ją intrygowała, wręcz przeciwnie, były zimne jak lód. Uznała to za zły znak.
- Co oni ci zrobili? - zapytała ochrypłym głosem. Black nic nie odpowiedział, przysunął się do niej jeszcze bliżej, chwycił za rękę i wyjął różdżkę. Nie było w nim tego ciepła, które zapamiętała. Jakby widziała człowieka tylko podobnego do Oriona. Dajan patrzyła na niego oniemiała, nie będąc się w stanie odezwać ani poruszyć. Mężczyzna natomiast wyczarował kajdany i przykuł ją do ściany. Metal był zimny i wżynał się w nadgarstek tak, że Dajan nie mogła wygodnie ułożyć ręki. Potem Black uśmiechnął się, jednak w jego wykrzywionych wargach nie było nic sympatycznego. Wyszedł z pomieszczenia, dodając tylko:
- Za niedługo dołączy do ciebie ktoś jeszcze.
Serce Dajan pękło. Dlaczego ta zdrada zabolała ją bardziej, niż zdrada własnej matki? Narażała dla niego życie, a on po prostu... Nie, to musi być jakiś omam, to nie może być prawda.
Przez następne kilka godzin dziewczyna siedziała w pustym, średniej wielkości pokoju z ciemnymi ścianami. Jej myśli wyparowały, nie mogła o nim myśleć, nie chciała. Była otumaniona, zdruzgotana i wyczerpana. Nie wiedząc kiedy, usnęła krótkim, przerywanym snem z najgorszymi koszmarami, jakie kiedykolwiek miała.
Ze snu wyrwał ją dziwny hałas... Głośna, niezrozumiała rozmowa tuż za drzwiami, a późnej otwarcie ich z hukiem i wepchniecie kogoś do środka. Dajan nie dostrzegła, kto to był, ponieważ zrobiło się już ciemno, na zewnątrz zapadł już zmrok.
- Nigdy jej nie uratujesz! Zdradziłaś nas, więc podzielisz jej los! - krzyknął Orion i drzwi z powrotem się zamknęły. Nowo przybyła osoba podbiegła do dziewczyny i wreszcie mogła dostrzec jej twarz.
- Nikki? - zapytała z niedowierzaniem.
- Kochanie, przepraszam cię za wszystko - zaczęła kobieta i wyciągnęła rękę w stronę córki.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła Dajan i odsunęła się najdalej, jak mogła.
- Dajan, córeczko, pozwól mi wytłumaczyć - kontynuowała Nikki błagalnie.
- Nie! - krzyknęła, przypomniawszy sobie swój sen. Kobieta, widząc jej postawę, odsunęła się i usiadła na drugim końcu pokoju.
- Będziemy miały jeszcze dużo czasu na rozmowę - dodała, skryła twarz w dłoniach i zaczęła szlochać.
Myśli Dajan zaczęły krążyć jak oszalałe. Co to wszystko znaczy? Dlaczego nic nie było takie, jakie zapamiętała. Wszystkie rzeczy, których była pewna, nagle stawały się najmniej pewne i dziewczyna straciła stabilność. Emocje szalały w niej jak nigdy dotąd. Niepewność, co będzie dalej, strach o siebie i innych, ból po zdradzie i poczucie winy, że nie posłuchała Dumbledore'a. Mogłaby być teraz bezpieczna w zamku. Dlaczego była na tyle głupia, by myśleć, że jest od niego mądrzejsza? Niczego nie była już pewna, potrzebowała odpowiedzi. Niestety jedyną osobą, która mogła jej ich udzielić, była matka.
- Dlaczego to zrobiłaś, dlaczego wydałaś mnie Śmierciożercom? - Było to pierwsze pytanie, które przyszło Dajan do głowy. Nikki spojrzała na nią, jednak było zbyt ciemno, żeby dostrzec jej twarz wyraźnie. Głos miała zachrypnięty:
- Chciałam cię ratować. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale taka jest prawda. - Na chwilę nastała cisza, jakby kobieta czekała na odpowiedź, po chwili jednak kontynuowała. - Twój dar był powszechnie znany i niestety dowiedziały się o nim siły zła. Sofie wymyśliła, że możesz uzdrowić Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i skontaktowała się ze mną, mając nadzieję, że im pomogę.
- Dlaczego miałabyś im pomóc? Kto wydaje swoją własną córkę na śmierć? - wtrąciła się dziewczyna, jak dla niej ta historia była nielogiczna.
- Dziś się tego wstydzę, ale dawniej byłam popleczniczką Czarnego Pana.
Dajan wciągnęła powietrze do ust. To było dla niej stanowczo za dużo.
- Byłaś Śmierciożercą? - wykrzyknęła, mając łzy w oczach.
- Nie! Nigdy nie byłam tak blisko Czarnego Pana, widziałam go tylko raz w życiu. Pomagałam raczej z daleka. Błąd młodości, po prostu oczarowała mnie czarna magia i jej potęga - zaczęła tłumaczyć się Nikki i zanim Dajan zdążyła coś dodać, kontynuowała. - Działałam ostrożnie, zgadzając się na to, ale jednocześnie mówiąc, że Dumbledore ma mnie na oku i że mi nie ufa. Chciałam dowiedzieć się, jakie są ich plany, aby móc im przeszkodzić i cię uratować. Pierwszą informacją, jaką uzyskałam, było to, że mają w Hogwarcie szpiega, jakiegoś nowego nauczyciela, podobno miał cię pilnować. To on im pomógł cię porwać.
Serce Dajan zaczęło bić znacznie szybciej niż powinno. Orion był zdrajcą. To dlatego chciał się do niej zbliżyć, to dlatego jej pomagał. Ona mu przecież zaufała. Nie, to niemożliwe, coś tu jest nie tak. Nie mogła w to uwierzyć, nie chciała.
- Dlaczego nie współpracowałaś z Dumbledorem? Przecież on zawsze o mnie dbał, bronił mnie. Czemu nie poszłaś do niego ze swoimi informacjami? - Dziewczyna szukała czegokolwiek, co mówiłoby jej, że Nikki kłamie.
- Jak dobrze wiesz, dyrektor Hogwartu mi nie ufał, a ja nie ufałam jemu. Zawsze wydawało mi się, że chce mieć twój dar na wyłączność.
- Co!? To ty chciałaś mieć mnie na wyłączność i guzik cię obchodziło, co czuję! Nigdy nie przejmowałaś się tym, że cierpię i zmuszałaś do uzdrawiania! Jak możesz tak mówić?! - Dajan wybuchła. Jeszcze nigdy tak na nikogo nie wrzeszczała. Te słowa jednak zabolały ją do głębi. Jak Nikki mogła być taką hipokrytką i oskarżać Dumbledorer'a o coś takiego? Dyrektor Hogwartu był jedyną osobą, która troszczyła się o Dajan, tego jednego była pewna.
- Zabronił mi używać twojej mocy, zabierał cię ode mnie nawet w wakacje, nie mogłam odwiedzać cię w Hogwarcie. Cały czas mnie od ciebie odsuwał, nie chciał, bym miała na ciebie wpływ. Przez niego traciłam córkę, więc jak to nazwiesz? Czasem nawet udawał twojego ojca, jakbyś była sierotą, a przecież miałaś matkę. Nigdy mu tego nie wybaczę, odebrał mi córkę. Widzisz? Nie ufasz mi, nie wierzysz w ani jedno moje słowo, mimo że zamknęli mnie tu z tobą, a Orion okazał się zdrajcą. Dajan, kocham cię, proszę, uwierz mi i razem może jakoś z tego wybrniemy. - Kobieta podeszła do Dajan. Obie miały łzy w oczach. Nikki powoli wyciągnęła rękę w stronę córki, a ta jej nie odtrąciła. Uznawszy to za dobry znak, zbliżyła się jeszcze bardziej, usiadła obok niej na podłodze i lekko przytuliła. Dajan już nie wiedziała, komu miała ufać. Wszystko było takie niewiarygodne, a historia Nikki wydawała się w miarę logiczna. Zapach matki sprawił, że przypomniała sobie te dobre chwile z nią związane.
To były ostatnie wakacje przed pójściem Dajan do Hogwartu. Spacerowały razem z mamą po lesie, niedaleko ich domu.
- Mamo, opowiedz mi coś o szkole? - zapytała mała dziewczynka, uśmiechając się szeroko na samą myśl o tym, że już za kilka tygodni będzie w tym magicznym miejscu.
- Opowiedziałam ci już wszystko, co mogłam, przecież wiesz - odpowiedziała Nikki i chwyciła córkę za rączkę.
- Jak myślisz, do którego domu się dostanę? - zapytała podekscytowana Dajan.
- Do tego najlepszego dla ciebie, a ja będę cię kochać zawsze tak samo, pamiętaj o tym.
- Wiem mamo, ja ciebie też bardzo kocham.
I uwierzyła jej. Uwierzyła, że ta kobieta ją kocha i nie chciałaby jej skrzywdzić. Usnęły razem przytulone do siebie, choć raz jak matka z córką.
Ta część rozbiła mnie emocjonalnie. Mam wielką nadzieję, że to nie jest prawdziwy Orion, tylko ktoś kto podszywa się pod niego. W końcu brak blasku w oku o czymś świadczy, prawda? Prawda?
Dalsza scena z matką... biedna Dajan. Kiedy wydawało się, że wszystko w końcu wraca na swoje miejsce, ty wywróciłaś cały świat do góry nogami.
Jestem pod wielkim wrażeniem tej części i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
Może prawdziwy Orion leży skrępowany gdzieś na dnie magicznej skrzyni.