Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1414
Było: 24.05.2026 16:48:00
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Z każdej strony otaczała go mgła. Nie widział nic poza czubkami własnych butów. Szedł przed siebie po betonowym chodniku, chociaż równie dobrze mógł chwilę później znaleźć się w najbliższym rowie. Cały czas czuł czyjąś obecność, ale nie potrafił w żaden sposób zlokalizować intruza. Ściskał w dłoni różdżkę, starał się wyostrzyć zmysły, chociaż doskonale wiedział, że jeśli został wciągnięty w pułapkę, to i tak nie miał żadnych szans. Został sam. Słyszał liście szeleszczące pod stopami, ale w żaden sposób nie mógł ich dojrzeć. Świat tonął w czerni.
Gdyby ktoś mu powiedział kilka tygodni temu, że już niedługo znajdzie się w miejscu, którego w zasadzie nie znosił, by zrobić coś, czego nie zdradzi nawet najlepszemu przyjacielowi... nigdy by nie uwierzył. Jednak życie jest pełne niespodzianek, przekonywał się o tym na każdym kroku. Pytanie tylko, ile jeszcze tego życia mu zostało.
– Hej! – krzyknął ktoś za jego plecami.
Odwrócił się machinalnie i zaatakował. Nie mógł ryzykować. Powalił napastnika na ziemię, zanim ten zdążył wykonać jakikolwiek ruch. Gdy tylko usłyszał dźwięk uderzającej o kamienną drogę głowy, rzucił się w kierunku obcego i chwycił go za włosy.
– Nie ruszaj się – warknął i przycisnął jego twarz do ziemi.
Gdzieś w pobliżu musieli czaić się pozostali, wiedział o tym. Starał się wyłapać jakikolwiek dźwięk, który zwróciłby jego uwagę, ale oprócz cichego pohukiwania sów nie słychać było absolutnie nic. Odgarnął z czoła mokre włosy i zaśmiał się cicho.
– Nie przesadzasz trochę? – wysapał napastnik znajomym głosem.
– To ty? – Automatycznie odskoczył na bok. Wciąż ściskał w ręku różdżkę, doszukując się podstępu. Z jakiegoś powodu czuł, że to zasadzka. Przyjrzał się leżącemu pod nim mężczyźnie. Jasne włosy posklejały się od błota i deszczu. Twarz była w opłakanym stanie. Po zderzeniu z twardym podłożem wyglądała bardziej jak maska z brudu i krwi. Gdyby nie wściekłość, być może poczułby wyrzuty sumienia. - Co ty tutaj robisz, Kochasiu? To nie twoje zadanie.
– Miałem ci pomóc – rzucił ze złością towarzysz, starając się wstać i zetrzeć z twarzy błoto. - Jesteś jak dzikie zwierzę, powinni cię trzymać w klatce.
– Jeszcze tego by brakowało... – Rozglądał się na boki, przeklinając w duchu swoje zachowanie. Był o wiele za głośno, nie powinien popełniać takich żałosnych błędów. Jeśli nawet ktoś nie do końca zdawał sobie sprawę z jego aktualnego położenia, to teraz miał go podanego na talerzu. Z przystawką. – Możesz wracać do domu, nie potrzebuję niczyjej pomocy.
– Nie ty o tym decydujesz – mężczyzna nazwany Kochasiem wyglądał na obrażonego. Krew leciała mu z nosa, co najprawdopodobniej doszczętnie zniszczyło jego dobry humor. Próbował jakoś doprowadzić się do porządku, robiąc przy tym zdecydowanie zbyt wiele hałasu.
– Avada Kedavra!
Obudził się. Leżał na obcym łóżku, w obcym pokoju, owinięty w obcą pościel. Od razu poczuł się gorzej. Otarł pot z czoła i rozejrzał się po pomieszczeniu. Niewiele widział w tej ciemności, ale z pewnością była to sypialnia należąca do kobiety. Mężczyźni, przynajmniej ci których znał, nie przywiązywali takiej wagi do ozdób, a w pomieszczeniu znajdowało się mnóstwo nieużytecznych przedmiotów jak puchaty dywanik na panelach, kolorowe ramki ze zdjęciami, wiszące obrazki przedstawiające malownicze krajobrazy czy ręcznie malowany wazon ze świeżymi kwiatami. Ten wazon... już wiedział, gdzie jest.
Sen kompletnie wytrącił go z równowagi. Sprawił, że w żaden sposób nie potrafił rozdzielić jawy i rzeczywistości. Wprowadził u niego stan absolutnej wściekłości i bezsilności... albo wściekłości wynikającej z bezsilności czy bezsilności w tej wściekłości, nieważne. Zdrętwiały mu wszystkie kończyny, zaschło w gardle, łamało w kościach, bolały zęby i mięśnie twarzy. Takie sny zawsze niszczyły jego spokój. Sny, które tak naprawdę nie były snami, tylko rzeczywistością.
– Wstawaj, musimy już iść. – Do pokoju weszła kobieta. Długie, brązowe włosy miała związane w ciasny kok, z którego nie zdołał uciec ani jeden kosmyk. Przez dosyć grubą warstwę makijażu przebijało się kilka złośliwych piegów i drobna rana wzdłuż policzka. Ubrana była w zdecydowanie nazbyt jaskrawy kostium i kompletnie niepasujące do tego ciężkie buty. Wpatrywała się w mężczyznę z charakterystyczną dla kobiet sukcesu powagą i wyższością.
– Ładnie wyglądasz, Lina – zaśmiał się. Przeciągnął się na łóżku i próbował przegonić z myśli wspomnienie snu. Odgarnął z czoła domagające się sporego przycięcia włosy i wyskoczył z łóżka. Wciąż nie czuł się najlepiej. Kończyny niechętnie wykonywały polecenia jego głowy, co chyba nie uszło uwadze kobiety.
– Nie czaruj mi tutaj. Powinieneś już dawno być gotowy. Przez ciebie będziemy musieli improwizować. – Nie wyglądała na zadowoloną. Marszczyła brwi, przez co wydawała się o wiele starsza, niż była naprawdę. Ręce skrzyżowała na piersi i wpatrywała się w niego z wyraźnym oburzeniem.
– To chyba dobrze? – zaśmiał się, chociaż nie można było doszukać się tam nazbyt wielkiej dawki humoru. Przez chwilę wydawało mu się, że Lina wybuchnie. Nie znosiła, gdy się zgrywał. Uderzyła pięścią w jedną z półek i spojrzała na niego z irytacją. Spodziewał się krzyku, ale zamiast tego Lina powiedziała wyjątkowo spokojnie:
– Czekam na dole.
Po tym komunikacie wyszła, trzaskając drzwiami.
Stał na środku sypialni, drapiąc się po głowie. Obraz powoli nabierał ostrości, a myśli zbliżały się do rzeczywistości. Po przebudzeniu zawsze miał problem z powrotem do realnego świata, a z czasem było coraz gorzej. Po wczorajszej potyczce z Dementorami czuł się jeszcze bardziej paskudnie niż zazwyczaj, a warto zaznaczyć, że humor mu nie dopisywał od jakiegoś czasu.
Dumbledore już dawno ich ostrzegał, że nie należy ufać poglądom Ministerstwa Magii, jeśli chodzi o te demoniczne stwory. Wedle dyrektora Hogwartu każdy Dementor będzie szukał sposobu, by nakarmić się i tak lichym w obecnych czasach szczęściem ludzi. Wybierze w takim układzie to, co dla niego najwygodniejsze, a urzędnicy nie mieli im nazbyt wiele do zaoferowania. Dlatego być może widok istot w kapturach nie powinien go szokować, ale i tak wydał mu się co najmniej podejrzany. W każdym razie z pewnością się tego nie spodziewał... przygotowałby się... jakoś. Aż się wzdrygnął na wspomnienie chłodu, który mu towarzyszył, odkąd te demony zjawiły się w malutkiej mieścinie niedaleko Glasgow. Cóż... nie powinien zaprzątać sobie tym głowy, miał przecież zadanie do wykonania. Jeśli nie wyrobi się na czas, spóźni się na ślub... na to cholerne, przeklęte, głupie i w ogóle niepotrzebne wesele.
W jeszcze gorszym humorze zaczął wkładać przesiąknięte zapachem deszczu ubrania. Sięgnął po leżącą na stoliku nocnym cedrową różdżkę i włożył ją do tylnej kieszeni spodni. Kiedy zszedł na dół. Lina już siedziała w kuchni razem ze starcem w grubym, złotym szlafroku i śmiesznym czerwonym berecie.
Kobieta kompletnie zignorowała jego przybycie, czytała zawzięcie Proroka Codziennego. Z kolei starszy mężczyzna uśmiechnął się wesoło.
– Wstałeś już, Syriuszu? – powiedział z czystą życzliwością w głosie. Młodzieniec nazwany Syriuszem ziewnął w odpowiedzi i rozejrzał się po pomieszczeniu.
– Hans Water zaginął – powiedziała Lina, spoglądając na towarzysza znad gazety. – To już kolejny auror w tym miesiącu. Jak tak dalej pójdzie, zostaniemy sami jak palec.
Działaniom Ministerstwa Magii brakowało zdecydowania i wiedział to każdy, kto miał z nimi do czynienia. Szef Departamentu Przestrzegania Prawa wysyłał aurorów na mordercze misje, w których musieli atakować wyjątkowo liczną grupę Śmierciożerców, przy czym nie mogli w żaden sposób zwolenników Czarnego Pana zranić. Podejrzenia o działalność na szkodę świata czarodziejów często trafiały na osoby, które z czarną magią nie miały nic wspólnego. Syriusz Black, ze względu na swoją dosyć podejrzaną działalność, już nie jeden raz był wzywany do ministerstwa. Oficjalnie miało to być zeznanie świadka, chociaż zachowanie aurorów zdecydowanie temu przeczyło. Młody chłopak mógł nawet i tysiąc razy mówić, że nie ma zielonego pojęcia, co się dzieje z jego kuzynką Bellatrix i czy ma ona coś wspólnego ze Śmierciożercami, a i tak traktowali go jak przestępcę. Tylko czekał, aż w końcu go ześlą do Azkabanu za "utrudnianie śledztwa". Nic innego na niego nie mieli.
– Wiesz, gdzie on teraz jest? – zapytał Syriusz, otwierając okno. Wyjrzał na podwórze, ale szczęśliwie nie dostrzegł nic niepokojącego.
– Hans? – zapytała Lina, odkładając Proroka Codziennego na stół.
– Nie, Gibbon.
Jakaś banda mugolskich dzieciaków rzucała w siebie dopiero skoszoną trawą. Rudowłosy chłopiec złapał za włosy wyjątkowo chudą dziewczynkę, po czym uciekł, śmiejąc się złośliwie.
– Powinien być w wiosce za dwie godziny. Jeśli będziemy mieli szczęście, złapiemy go od razu – odparła z powagą w głosie.
Dziewczynka rzuciła się wściekła z stronę rudzielca, wykrzykując dziecięce obelgi. Pozostali wpatrywali się w nich z głupawymi uśmieszkami na twarzy.
– Szczęście nie jest po naszej stronie – rzucił jakby od niechcenia.
Chłopiec upadł na ziemię, wyraźnie zaskoczony siłą dziewczynki. Na jego twarzy pojawił się rumieniec upokorzenia. Szybko wstał i zaczął mówić coś głośno do kolegów. Dziewczynka zamachnęła się i uderzyła go pięścią w szczękę.
– Niepoprawny z ciebie optymista – zaśmiał się strzec. – Kawy?
Chłopiec leżał na ziemi, trzymając rękę przyciśniętą do prawego policzka. Koledzy chłopca próbowali pomóc mu wstać, ale ten tylko odwracał się od nich i pewnie ryczał jak dziki. Przestraszona sytuacją dziewczynka zaczęła uciekać w stronę jednej z kamienic.
– Czemu nie – powiedział, zamykając okno.
Droga do Leonoscars prowadziła przez las. Próżno było szukać jakiejkolwiek przyzwoitej trasy, która pozwoliłaby dostać się tam za pomocą mugolskich środków transportu jak chociażby samochodu. Nawet czarodzieje nie lubili zagłębiać się w tamte rejony, bowiem wioskę otaczała magiczna aura, która skutecznie blokowała teleportację czy lot na miotle. Jedyną alternatywą był do pewnego czasu proszek fiu, jednak i tutaj mieszkańcy Leonoscars popisali się kreatywnością, burząc wszystkie kominki. Zezłoszczeni przedstawiciele z Departamentu Przestrzegania Prawa już nieraz za pomocą świstoklika przenosili się do tej dziwacznej wioski i starali się przywołać jej obywateli do porządku. Jednak magiczni przedstawiciele owej małej miejscowości za każdym razem dawali miastowym wyraźnie do zrozumienia, że w pogardzie mają rozkazy samozwańczego ministerstwa. Dugald McPhail nie miał najmniejszej ochoty prowadzić kolejnej wojny, zwłaszcza że jego poparcie z roku na rok niepokojąco malało w społeczności magicznych ludzi. Dlatego przyjął, że dopóki mieszkańcy Leonoscars nie wyrządzają szkód, mogą robić, co im się żywnie podoba.
Z tego też powodu informacje na temat tej tajemniczej mieściny były szczątkowe. Mało który czarodziej zapuszczał się w tamte rejony, ale bynajmniej nie ze strachu. Po prostu ludzie mieli na głowie o wiele większe problemy niż zagubiona w lesie wioska. Kilku podróżników powiadało, że jest to miejsce pozbawione domów, a wszyscy żyją tam w korach drzew. Jeszcze inni przysięgali, że tamtejsi obywatele śpią pod ziemią, w chronionych magią tunelach. Pewne było tylko to, że codziennie wyprawiali wielkie ogniska, na których ustalali swoją politykę wobec ich wroga, którym o dziwo nie był wcale Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać.
Dlatego właśnie uzależniony od ruchu Syriusz Black na samą myśl o wyprawie do tak dziwnego miejsca czuł wszechogarniającą ekscytację. Co chwilę poganiał swoją towarzyszkę, aż w końcu ta za pomocą swojej niezawodnej różdżki z piórem feniksa rzuciła nim o drzewo. Bynajmniej nie zrażony, nawet kiedy jego ręka wylądowała w nieznanego pochodzenia odchodach, poruszał się z wyjątkową szybkością.
– Przekroczyliśmy granicę – powiedziała w pewnym momencie Lina, zatrzymując się przy średniej wielkości głazie. Wodziła po nim palcami, mrucząc nieznane nikomu formuły, po czym wycelowała w niego różdżkę. Przez chwilę marszczyła brwi, wyraźnie skupiona. W końcu krzyknęła głośno - Diffindo!
– Dlaczego to robi... – zaczął Syriusz, ale wtedy zdał sobie sprawę, że z różdżki kobiety nie wystrzelił żaden promień. Wpatrywał się w nią zaskoczony.
– No to super – wymamrotała pod nosem, po czym uśmiechnęła się triumfalnie, jakby właśnie rozwiązała wyjątkowo trudną łamigłówkę.
– Chcesz mi powiedzieć, że...
– Tak – odpowiedziała na jego pytanie, nim zdążył je sformułować. Gdyby ktoś go nie znał, byłby pewny, że zaraz wybuchnie płaczem. Na jego twarzy pojawił się dziecięcy grymas rozpaczy, który najczęściej zamienia się w głośny ryk. Jednak Lina doskonale zdawała sobie sprawę, że Syriusz nigdy sobie na to nie pozwoli.
– Naprawdę...? – wyjąkał.
– Czy ja wyglądam na kogoś, kto żartuje? – rzuciła zniecierpliwiona i ruszyła przed siebie. Syriusz wciąż wpatrywał się skrzywiony w przestrzeń, walcząc z rozczarowaniem. Po chwili westchnął, schował różdżkę i pobiegł za oddalającą się koleżanką.
Z każdej strony otaczała ich cisza. Spokoju nie zakłócił żaden podmuch wiatru, szelest liści czy nawet kroki umykającego zwierzęcia. Oprócz drzew nie można było dostrzec absolutnie nic. Szli dobre czterdzieści minut, kiedy w końcu przed ich oczami pojawiła się ogromna, drewniana brama. Zabawne, bo za owymi wrotami nie było widać absolutnie nic, poza wielką polaną z idealnie skoszonym trawnikiem.
Syriusz i Lina podeszli do bramy, zastanawiając się, jak się przedostać na drugą stronę. Byli pewni, że za ogromnymi drzwiami coś jest, tylko nie bardzo mieli pomysł, jak tam dotrzeć. Ich moc magiczna nie działała w tamtym miejscu, byli więc w znacznym stopniu ograniczeni. Black próbował zapukać, co skończyło się na waleniu pięściami, kopaniem butami, rzucaniem gałęziami i kamieniami. Brama wciąż stała niewzruszana, a zirytowany mężczyzna tupał wściekle nogą. Lina obchodziła dookoła całą polanę, starając się znaleźć jakąkolwiek wskazówkę. Co jakiś czas zerkała na rozdrażnionego Syriusza, uśmiechając się pod nosem.
– Dlaczego mnie wybrali do tego zadania... – wymamrotał zmęczony własną złością i opadł na ziemię.
– Też się nad tym zastanawiam – powiedziała Lina, podchodząc do Blacka i wyciągając ku niemu malutki, mosiężny dzwoneczek. – Brakuje ci doświadczenia, cierpliwości, a przede wszystkim pokory. Po prostu amator.
– Bardzo śmieszne...
Penelope dnia 19.03.2014 21:36

Ciężko coś więcej napisać, bo w sumie nic nie wiadomo, ale całość bardzo mi się podoba. Było kilka literówek w tekście, ale to się zdarza przy tak długim tekście.
_raven_ dnia 19.03.2014 23:16

Alette dnia 20.03.2014 10:59
fuerte dnia 20.03.2014 13:13
ulka_black_potter dnia 20.03.2014 14:39
Ana_Black dnia 20.03.2014 15:06
Czekam na następną część.
Sixth Gun dnia 20.03.2014 17:49
Hermiona Justysia dnia 20.03.2014 18:02
losiek13 dnia 20.03.2014 23:35
), że masz genialne wtrącenia. Akurat to ptasiej kupie nie podbiło mega serca, ale chłopiec ciągnący dziewczynkę za włosy już tak. To jest naprawdę magiczne, że takie małe dygresje aż tak wzbogacają całość.
Alette dnia 21.03.2014 08:32
Anciol dnia 24.07.2014 12:30
Miłe rozczarowanie ;D
Seferyn Collotye dnia 27.07.2014 20:13
Mistkey250 dnia 24.10.2014 19:04
dobrosia1 dnia 25.10.2014 17:20
) szanownego pana Blacka. Wracam sobie do starych ficków i Twoje było pierwsze w kolejce ;D Lecę czytać następne i daję W
Christina dnia 21.01.2015 23:34
Katherine_Pierce dnia 26.01.2015 18:24
ale jutro się biorę za kolejny rozdział <3
fullmoon dnia 21.06.2015 11:48
Ale to może wieczorem
Sam Quest dnia 15.12.2015 19:38
blad logiczny dnia 06.01.2016 18:59
Alette dnia 05.04.2016 18:04


emkak1 dnia 13.04.2016 08:15
. Piszesz długie (co jest jak najbardziej na plus) i wciągające opisy, a całość czyta się lekko i przyjemnie. Nie pozostaje mi nic innego jak iść czytać kolejne rozdziały
Alette dnia 13.04.2016 11:09
Pamiętam, że jak zaczynałam to pisać, to najpierw uczyłam się opisywać las ;p Normalnie siedziałam w Inernecie i szukałam różnych słów, bo kompletnie mi to nie szło. Chyba już po 2 latach nabrałam wprawy ;p
Neterin dnia 02.08.2016 18:35
Przez chwilę nie wiedziałem o co cho i czy to był sen. W sumie do tej pory nie jestem pewien ;D
Nazwa jest kozacka tylko jak to się wymawia.. No i jak to nie działa tam magia? Jestem bardzo ciekawy jak Black sobie poradzi hehe
Alette dnia 11.08.2016 20:23
Blue Star dnia 03.07.2017 21:42
Alette dnia 20.08.2017 16:51
BumSzakalaka dnia 02.10.2018 18:13
Aneta02 dnia 06.10.2018 00:32

Scarllet dnia 06.10.2018 20:00
Coś czuje, że przeczytam całość.
Roksolana Delakur dnia 07.10.2018 14:27
). Mega mi się podoba twój pomysł na serię i możliwe, że jeśli znajdę trochę czasu przeczytam ją całą. Ale no czasu mam mało, niem niej jednak cudowny pomysł na fabułę.
Alette dnia 07.10.2018 21:04
Tutaj wyraziłam swoje wyobrażenia co do tej postaci w młodości, więc będzie dużo o nim, jak i o jego najbliższych przyjaciołach.
Aneta02 dnia 07.10.2018 23:37
Tutaj wyraziłam swoje wyobrażenia co do tej postaci w młodości, więc będzie dużo o nim, jak i o jego najbliższych przyjaciołach.
Mam wielką ochotę teraz zajrzeć na kolejne rozdziały, ale jest już późno, więc zrobię to w najbliższych dniach
Krnabrny dnia 23.05.2019 20:56
Alette dnia 31.05.2019 11:20
Nawet jeśli koniec końców nie znalazłaś czasu, żeby przeczytać kolejne rozdziały, to i tak bardzo mi miło, że przeczytałaś ten.
| Wybitny! | 100% | [8 głosów] | |
| Powyżej oczekiwań | 0% | [0 głosów] | |
| Zadowalający | 0% | [0 głosów] | |
| Nędzny | 0% | [0 głosów] | |
| Okropny | 0% | [0 głosów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Wow.
Nie wiem co napisać, mam w głowie mętlik... ale taki pozytywny.
Nadal nie mam pojęcia, czy początek był snem czy to wydarzyło się naprawdę. Czułem jakby ktoś bawił się moim umysłem, te zabawy słowne. Majstersztyk można by powiedzieć.
Zaciekawiło mnie twoje FF. Nadal jednak nie wiem po co oni idą do tej wioski. Wcześniej była mowa o weselu. Hmm.
Dużo się zadziało i chyba będę potrzebował czasu by sobie ułożyć wszystkie te wydarzenia w głowie.
A tymczasem będę oczekiwał na kolejną część.