Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1227
Było: 17.02.2026 21:30:57
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Rozdział II - Historie, które nie miały miejsca
Godwin Mesterelonos Nastiwarinauseros. Tak się nazywał i tak kazał do siebie mówić. Żadnych skrótów, żadnych ułatwień. Siedział na fotelu przed kominkiem niczym król, który przyjmował na audiencji wieśniaków i plebs. Odrobina pogardy, kapka wyższości i kropelka politowania jak to się powiadało w Killearn.
– Tyle razy ci mówiłem, głupa dziewczyno, że pijam kawę z ziaren indyjskich a nie z jakiegoś peruwiańskiego syfu! – krzyczał do swojego wnuka Godwin Mesterelonos Nastiwarinauseros. Chłopiec cofnął się o kilka kroków, wzdychając ciężko. Zerknął na myjącego szklanki barmana i na jego twarzy zakwitł rumieniec.
– To są ziarna indyjskie, dziadku – skłamał chłopiec. Przetarł pot z czoła i odgarnął swoje długie włosy.
– Co tam mamlesz pod nosem? Mów głośniej! – wrzasnął starzec. Zaczął dłubać w uchu, jakby poszukiwał tam skarbów... i najwyraźniej coś znalazł, gdyż po zakończonej czynności przez dłuższą chwilę wpatrywał się w swoje palce.
– Kawa jest indyjska! – krzyknął głośno chłopiec, wciskając starcowi kubek z napojem.
– Co?!
– Jesteś upierdliwy i do tego głuchy, dziadku...
– Ja ci dam zaraz głuchy! Co za młodzież dzisiaj rośnie. Za knuta szacunku!
Czwórka osób obserwowała tę scenę z kąta gospody. Mieli niewyraźne miny, jakby wahali się między współczuciem, a rozbawieniem. Jednak nawet i bez przytłaczającej rozmowy dziadka w wnukiem, atmosfera wśród nich była uciążliwa i wcale się to nie zmieniło, kiedy jedna z osób opuściła pomieszczenie tanecznym krokiem. Wręcz przeciwnie - pozostali mężczyźni utknęli w ciszy, a gdy najbardziej rozczochrany spośród nich spróbował się zaśmiać... choćby najciszej... jego przyjaciel posyłał mu groźne spojrzenie. Sam zresztą zaczął rozglądać się dookoła, chociaż nie wiadomo z czego to wynikało - faktycznego zainteresowania miejscem czy też chęcią znalezienia sobie jakiegokolwiek zajęcia do powrotu Natalie.
Gospoda nic się nie zmieniła od czasu ostatniej wizyty Syriusza w Leonoscars, chociaż za każdym razem młody mężczyzna dostrzegał więcej szczegółów. Wśród kobiet największą popularnością w tym nietypowym namiocie cieszyły się dwa fotele przy kominku, mężczyźni z kolei woleli okrągły drewniany stół w kącie, przy którym grali w karty albo planszówki - najlepiej w trolojada, chociaż nie zabrakło zabaw, których ani Syriusz, ani Peter, ani już tym bardziej James nie znali. Sam barman Bertram wydawał się w gospodzie postacią niezwykłą, bowiem pojawiał się i znikał jak za machnięciem różdżki. Niewiele mówił, ale każdy traktował go z wyjątkową sympatią, jakby człowiek ten był duszą towarzystwa. Tylko Godwin Mesterelonos Nastiwarinauseros zwracał się do niego jak do lokaja, ale Bertram widać był już do tego przyzwyczajony, bo w ogóle nie reagował. W tamtym momencie zresztą przebywał na zapleczu, które Syriuszowi kojarzyło się z tajnymi korytarzami w Hogwracie - tylko dla wybranych.
– Wszystko tu jest inne – zauważył James, a w jego głosie wciąż można było dostrzec nutkę ekscytacji. Siedział na jednej z ławek, trzymając w dłoniach wypełniony kufel. – Kobiety jakieś takie nieangielskie, piwo gorzkie jak cholera jasna, ciekawe jak smakuje ich żarcie...
– Nie jesteśmy tu na wycieczce krajoznawczej – powiedział oschle Syriusz i wbił spojrzenie w Godwina Mesterelonosa Nastiwarinauserosa, który groził palcem swojemu wnuczkowi. James tylko wzruszył ramionami i wymienił rozbawione spojrzenie z Peterem.
Siedzieli tam jeszcze z dobrą godzinę, nim do gospody wkroczyła kolejna osoba. Syriusz wstał szybko... być może nazbyt szybko, aby jak najszybciej określić tożsamość przybysza. Jego intencje były czyste jak woda źródlana, ale James i tak wybuchnął głośnym śmiechem, przez co przyjaciel zdzielił go łokciem w twarz.
– Sprowadzasz same problemy, Syriuszu Black – przemówił wchodzący do izby Raphael, po czym powiesił na jednym z wieszaków swój ciężki, skórzany płaszcz. – Nie sądzę, by Mauron chciał z tobą rozmawiać.
– Do twojej wioski zawitał Śmierciożerca – powiedział Syriusz. - Nie z mojej strony powinieneś doszukiwać się zagrożenia.
Mężczyzna skwitował to uniesieniem swoich krzaczastych brwi, a Syriusz prychnął cicho. W tamtym momencie mógłby wyłożyć dziesiątki przykładów ataków zwolenników Voldemorta, których nie spodziewali się nawet tak zarozumiali i pewni siebie ludzie jak mężczyzna z brodą, tylko po co? Raphael stosował dosyć prosty podział na Leonoscars i resztę świata, i był święcie przekonany, że reguły obowiązujące w tej drugiej kategorii w żadnym razie nie dotyczą jego ukochanej wioski.
– Nas nie interesują wasze ministerialne wojny – dodał po chwili ciszy Raphalel. – Niech sobie ten Lord robi, co mu się podoba. W Leonoscars nie ma czego szukać. Tutaj nie ma magii.
Syriusz zaśmiał się krótko. Doskonale wiedział przecież, że brak możliwości korzystania z czarów wynika z niczego innego tylko właśnie samych czarów.
– Ciekawe jak Voldemort potraktuje zdrajców własnego pochodzenia - wtrącił James. – Którzy zamiast dzierżyć w dłoni różdżki i razem z nim budować nowy porządek świata, wolą żyć w lesie jak prymitywni mugole.
– To, że nie żyjemy jak wy, wywyższający się ponad innych gamonie, nie znaczy, że preferujemy życie mugoli. Nasza wioska, nasza sprawa – odparł twardo mężczyzna, drapiąc się nerwowo po brodzie.
– Powiedz to Voldemortowi – rzucił kpiąco James. – Na pewno zrozumie.
Przy każdym dźwięku imienia Czarnego Pana Raphael zaciskał pięści, ale nie wzdrygał się, jak to miało miejsce w świecie poza Leonoscars. Najwyraźniej sam Voldemort wywoływał u niego złość i irytację, a nie strach. Nie do końca jednak można było określić, z czego to wynikało - odwagi, męstwa, a może po prostu ignorancji, niewiedzy?
– Z tego, co wiem, na razie nie jest w stanie nawet postawić się Albusowi Dumbledore'owi. Z jakiego powodu miałby atakować naszą puszczę? – zapytał Raphael, patrząc Jamesowi prosto w oczy.
– Z dokładnie tego samego, z jakiego morduje mugoli, szlamy i osoby postronne – wycedził, wytrzymując spojrzenie mężczyzny. – Nie pasujecie mu do obrazka.
W tym momencie Natalie wkroczyła do izby w towarzystwie człowieka, który był dla Syriusza kwintesencją Leonoscars - miał niezwykle bladą, prawie białą skórę, na której jawiła się cała masa czarnych znaków. Każdy z nich charakteryzował się dziwnym, niepowtarzalnym kształtem, którego młody Black nie potrafił w żaden sposób zinterpretować. Najprawdopodobniej był to właśnie Mauron, który, wedle Raphaela, miał nie zechcieć z nimi rozmawiać. On i mężczyzna z brodą przez chwilę taksowali się spojrzeniem, aż w końcu ojciec Natalie spoczął na fotelu usadowionym niedaleko starca, który poruszał się niespokojnie na swoim "tronie", poprawiając o wiele za duże spodnie. Chyba chciał wyjść na kogoś, kto miał ważniejsze sprawy na głowie, ale czujne spojrzenie jawnie temu przeczyło.
– Natalie wspominała, że macie jakiś problem – rzekł Mauron, rozglądając się po całym pomieszczeniu. Ian podbiegł do zgromadzonych i zaczął nasłuchiwać, ale po groźnym spojrzeniu Raphaela wycofał się. Syriusz wymienił spojrzenie z Jamesem, który kiwnął mu zachęcająco głową.
– Podczas mojej pierwszej wizyty w Leonoscars spotkałem się tutaj z pewnym mężczyzną – zaczął swoją opowieść Syriusz. Chciał jak najdokładniej przedstawić powagę ostatnich wydarzeń, dlatego już kilka dni wcześniej przygotował sobie przemowę. Jednak w tamtym momencie miał w głowie pustkę, kompletnie nie mógł sobie przypomnieć, jak to wszystko wyglądało... nawet nie potrafił znaleźć przyczyny swojego rozkojarzenia.
– A kim ty u diabła jesteś? – zaskrzeczał staruszek, wtrącając się tym samym do rozmowy.
– Nie pamięta mnie pan? – zapytał Syriusz, chociaż znał odpowiedź. W końcu rozmawiał z osobą, która myliła własnego wnuka z dziewczyną. – Jakiś miesiąc temu odwiedziłem Leonoscars.
– Nic nie pamiętam.
– Chodzi o to – tłumaczył głośno młodzieniec, starając się ignorować Godwina – że tamtego dnia był tutaj pewien człowiek. Wyglądał, jakby stoczył walkę z hipogryfem. Był cały poobijany.
– Tylko im walki teraz w głowach. Z kim się biłeś? - ponownie wtrącił Godwin Mesterelonos Nastiwarinauseros. – Z Hipokrytem?
– Co...?
Próbował być cierpliwy. Próbował, ale chyba nie należał do mistrzów ukrywania swoich emocji. Pulsowała mu skroń, nad czym nie potrafił zapanować. Była to oznaka rozdrażnienia, póki co subtelna i znajoma tylko takim osobom jak chociażby Peter.
– Często pojawia się ktoś obcy w Leonoscars? – wtrącił James, zwracając się do wytatuowanego mężczyzny.
– Każdego dnia ktoś nawiedza naszą wioskę – rzekł powoli, akcentując chyba każdą możliwą sylabę. – Jednak zazwyczaj są to goście, znają tego czy innego mieszkańca.
– A ten poobijany mężczyzna? – pytał wciąż James, ale tym razem odpowiedział mu Raphael.
– Nie mamy pojęcia, kto to był, ale nawet gdybyśmy wiedzieli, to nic byśmy ci nie powiedzieli, jasne? – zdenerwował się. – Nie jestem jakimś plugawym szpiegiem. Jak sobie ktoś chce wchodzić do wioski, to sobie włazi, mnie to obchodzi tyle, co rozmnażanie chochlików. To ten tu – Wskazał palcem na Syriusza – zrobił zamieszanie, atakując siedzących w gospodzie.
– Jednym z nich był Śmierciożerca – warknął Black.
– Powiadali nam – zaczął mówić staruszek – strzeżcie się mężczyzny w czerni, bo przyniesie on wam trzynaście zatrutych ziół, które zdziesiątkują plemię wasze. A wtedy z popiołu odrodzi się feniks...
– To nie ma sensu – mruknął do Petera James. Ten tylko kiwnął powoli głową, patrząc zszokowany na Godwina Mesterelonosa Nastiwarinauserosa.
Zirytowany Syriusz wyciągnął z kieszeni czarny kamień na rzemyku i postawił go na stole.
– ... który łzami swymi skropi, co to jest?
Wszyscy zebrali się wokół kamienia. Nawet Natalie, do tej pory niezainteresowana rozmową mężczyzn, podeszła do stołu. Spojrzała zdziwiona na Syriusza i wypaliła:
– Nie mówiłeś, że jesteś już żonaty...
– Nie mówiłem, bo nie jestem – powiedział chłodno. – Ten kamień zgubił poobijany mężczyzna. Są na nim wyryte jakieś znaki. Potraficie je odczytać?
– To przecież Synjys – wybąkał Godwin obrażonym tonem.
– Jakie Synis, dziadku – wtrącił się znienacka chłopiec. – Nie istnieje coś takiego.
Natalie zachichotała i poklepała staruszka po plecach.
– To pewnie pismo sao – rzekł Raphael, przyglądając się z bliska kamieniowi. – Wygląda dosyć podobnie. Te same charakterystyczne półokręgi.
– Nie – powiedział Syriusz, przypominając sobie słowa Lily. – Oni nie zapisywali niczego na kamieniu. Poza tym wyklucza je ta charakterystyczna lina. – Pokazał mężczyźnie pionową kreskę, która w swojej dolnej części tworzyła ostry kąt z pokracznie wydrążoną ośmioramienną gwiazdą.
– Co mają z tym wspólnego żony? – zapytał James, spoglądając na stojącą z boku Natalie.
– To jest znak więzi – powiedziała dziewczyna z charakterystyczną dla niej ekscytacją w głosie. – Kiedy mężczyzna spotyka kobietę swojego życia, otrzymuje od niej właśnie taki wisior. Ma on oznaczać, że od tej pory należy on tylko do niej.
– Ależ Natalie, to jest bajka – fuknął Raphael.
– Ale jaka piękna! Poza tym stara Emma mówiła, że Cashile i Nyah...
– To nie jest bajka, tylko legenda – rzekł Mauron. – W Księdze Ostatnich Niepokojów zawarto kilkaset opowieści o starych czarnoksięskich plemionach. Pismo doprawdy zostało już dawno temu zniszczone, ale historie przetrwały wieki. Nawiązują one do kultury i sposoby życia poszczególnych ludów, w tym wypadku dotyczą konkretnie...
– Surgów – dokończyła za niego Natalie.
Syriusz i James wymienili zdziwione spojrzenia.
– Co to za bajka? – zapytał James z ciekawością w głosie. Usiadł na jednym z krzeseł, gotowy do wsłuchania się w opowieść.
– Nie mamy teraz czasu... – zaczął Syriusz, ale przyjaciel uciszył go gestem. Zdezorientowany padł na wolny fotel, jego śladem podążył również Peter.
– O miłości – prychnął chłopiec.
– Ja opowiadam, ja najlepiej – powiedziała z przejęciem Natalie. – To było bardzo dawno temu. Jeszcze przed tym, kiedy na świecie pojawił się Godwin Mesterelonos Nastiwarinauseros. W jednym z najbardziej tajemniczych ludów, jakie kiedykolwiek się pojawiły, urodziła się śliczna dziewczyna.....
c.d.n.
Barlom dnia 12.07.2014 14:19

Na początku też myślałem tak jak Ang, że pomyliłaś płeć wnuka, ale kiedy wyjaśnione było, że to wina dziadzia, to uśmiałem się.
Czuję, że ludzie z tej wioski będą mieli wkrótce spore problemy.
Już nie mogę się doczekać tej legendy opowiadanej przez tą jakże specyficzną osobę. 
_raven_ dnia 12.07.2014 21:39
Jakoś strasznie szybko się skończyło. Fajna część, aczkolwiek zaczynam się gubić w tym skakaniu między różnymi miejscami. Ledwo ogarnę Leonoscars ( <3 ), to już pojawiamy się w domu Potterów, by potem znów wrócić do wioski dokładnie w czasie, w którym szczegółyz nią związane wyparowały mi z głowy. Za głupia jestem na te Twoje teksty, ot co. FF nadal na plus, ale dodawaj to wszystko częściej.
Alette dnia 12.07.2014 22:29
Penelope dnia 13.07.2014 14:29


losiek13 dnia 08.11.2014 01:43
Christina dnia 27.06.2015 18:59

Sam Quest dnia 19.12.2015 12:28
Alette dnia 11.04.2016 19:06
Czasami mają po 10 stron ;p
| Wybitny! | 100% | [2 głosy] | |
| Powyżej oczekiwań | 0% | [0 głosów] | |
| Zadowalający | 0% | [0 głosów] | |
| Nędzny | 0% | [0 głosów] | |
| Okropny | 0% | [0 głosów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
losiek13
Na samym początku myślałam, że to karygodny błąd, ale dobrze, że potem wyjaśniłaś, że to dziadzio się pomylił, a nie ty. Chodzi o nazwanie wnuka dziewczynką ;D
Poza tym jak na Ciebie rozdział króciutki, było też kilka dziwnych błędów.
Strasznie podoba mi się Twój Syriusz, jest chyba najbardziej syriuszowaty ze wszystkich ff z jego udziałem, które czytałam. Podoba mi się też, że zasypujesz nas mnóstwem szczegółów, niby nie istotnych na samej historii, ale miło się je czyta. Masz też niesamowity dar wymyślania najbardziej pokręconych nazw i imion. W ogóle chciałabym, byś mi napisała, jak się czyta nazwę wioski, bo ja czytam tak jak jest napisane, tylko zamieniam "c" na "k". Dobrze? ;D
W ogóle zawarłaś tu też początek bajki, uwielbiam! To jest dla mnie kwintesencja opowiadań przygodowych - jakaś legenda, bajeczka okazuje się prawdą i bohater dzięki niej odkrywa prawdę i ratuje świat. No bomba po prostu. Natalie w tej części nie była tak irytująca, jak potrafi być - dla mnie to plus, ale dla Ciebie pewnie nie, bo Ty uwielbiasz przecież, jak ona irytuje ;>
No cóż, jestem zawiedziona długością i chcę więcej i szybciej!