Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1227
Było: 17.02.2026 21:30:57
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
To był najprawdopodobniej najgorszy czerwiec w jego krótkim życiu. Być może dla odmiany ostatni miesiąc nie został naznaczony śmiercią znanych i w pewien sposób bliskich mu osób, ale i tak należał do wyjątkowo męczących. Syriusz musiał wstawać około czwartej rano, a zasypiać grubo po pierwszej, żeby wyrobić się ze wszystkimi wyznaczonymi zadaniami. Śmierciożercy zaplanowali krwawy napad na Wioskę Helgi, gdzie mieszkał Dedalus Diggle i tylko cudem udało mu się wyjść z tego cało. Tak czy inaczej trzeba było w takim zestawieniu wydarzeń odkryć motywy zwolenników Lorda Voldemorta, przewidzieć zamiary i, najprościej mówiąc, posprzątać po tych zwyrodnialcach. Jakby tego było mało, Syriusz otrzymał ponowne wezwanie na przesłuchanie w Ministerstwie Magii, podczas gdy James coraz więcej czasu spędzał w domu. Cała otoczka biegnących wydarzeń nie sprzyjała planowaniu odszukania Salima Norana - człowieka, który mógłby rozwiać niejedną wątpliwość. Udało się doprawdy z pomocą Francka Longobottoma wypytać Gibbona i dzięki temu dowiedzieć się kilku przydatnych informacji. Szkoda, że zasadzie niewiele to zmieniało. Jeżeli Śmierciożerca mówił prawdę... a biorąc pod uwagę sztuczki zastosowane przez Jamesa, nie powinien kłamać... to Salim Noran przebywał aktualnie we Francji. Tam też podawał się za Arthura Toutaut. Gibbon nie znał jego adresu ani nawet samego miejsca zamieszkania, ale podstawione nazwisko wiele ułatwiało. Niewiedza zwolennika Lorda Voldemorta w swoisty sposób działała na ich korzyść - oznaczała bowiem, że potomek dzieci Synjys nie był śledzony... przynajmniej nie tak dokładnie.
Można w takiej sytuacji myśleć, że droga do celu była prosta i usłana różami... nic bardziej błędnego. Pierwszy problem pojawił się już na etapie określania formy znalezienia Salima Norana. James musiał ostudzić swój zapał, kiedy spojrzał w jasne, zielone oczy swojej żony. Syriusz sam do Francji jechać nie miał zamiaru, w końcu nie wiadomo było, jakimi zdolnościami dysponował potomek Synjys. Nie bał się ran ani śmierci, jednak w razie najgorszego wolał spocząć we własnej ziemi. Kiedy oznajmił to patetycznym tonem w Dolinie Godryka, Lily wyśmiała go i poszła zaparzyć herbaty. O dziwo, na ochotnika do podróży zgłosił się Peter, jednak Syriusz jedynie zmarszczył nos, hamując w sobie komentarz. Lubił Glizdogona, ale pożytek z niego był żaden. Poprosiłby o pomoc Remusa, ale czwarty z huncwotów właściwie przestał utrzymywać z nimi kontakt, usprawiedliwiając się ponownie działalnością na rzecz Zakonu Feniksa. W ostateczności mógłby zadowolić się towarzystwem Liny, ale czarownica aktualnie zajęta była czymś zupełnie innym. Poza tym wciąż nie do końca doszła do siebie po porwaniu w domu Janet Stopprad - klątwy zadane przez Śmierciożerców pozostawić miały skutki na wiele miesięcy.
- Dobrze, jedź - powiedziała w końcu Lily do Jamesa, widząc zdesperowane twarze trzech przyjaciół. Usiadła powoli na kanapie i skupiła spojrzenie na kominku, w którym już od dawna nie rozpalano ognia.
- Nie ma mowy - odparł Syriusz poważnym głosem. - Zaraz urodzisz dziecko, Potter zostaje przy tobie.
- Nie zaraz, tylko za dwa miesiące - stwierdził James. - Jest jeszcze dużo czasu...
- Poradzę sobie - wtrąciła Lily z typowym dla siebie, dziwnym uśmiechem.
- Jasne... - rzucił lekceważąco Syriusz. - Zrobicie, jak uważacie. To i tak nie jest moja sprawa.
- Słucham...? - James stanął naprzeciw niego ze zmarszczonymi brwiami i rękami schowanymi w kieszeniach czarnej bluzy.
Nie odpowiedział. Wzruszył jedynie ramionami i oparł się o komodę.
W ten sposób udało im się ustalić z ilu osób powinna składać się ich grupa marzeń, ale i tak musieli ułożyć plan działania i następnie udoskonalić go. Lily wyraźnie zaznaczyła, że zgadza się na wyjazd, ale wszystko mają zorganizować tak, żeby nie pozostało miejsca na improwizację.
Dlatego właśnie Syriusz praktycznie nie spał - odpowiednie zabezpieczenie wyjazdu nie należało do najłatwiejszych zadań. Musiał w pierwszej kolejności odnaleźć Arthura Toutaut i w tym celu próbował dostać się do rejestru czarodziejów w Europie. Tak jak podejrzewał, szukany przez niego człowiek wcale na niej nie figurował. Ten ponadkrajowy spis okazał się nazbyt ogólny, w zasadzie nikt nie kontrolował zawartych tam wpisów. Wiele danych było nieaktualnych, o czym świadczył chociażby fakt, że udostępniony w rejestrze adres Syriusza wciąć wskazywał na Grimmauld Place 12.
W takiej sytuacji jedynym wyjściem było zdobycie informacji wprost ze spisu francuskiego. To jednak okazało się o wiele bardziej skomplikowane. Przede wszystkim Ministerstwo Magii chroniło dane osobowe zamieszkujących dany kraj czarodziejów. Dlatego nikt nie wyraził chęci podzielenia się z Syriuszem informacjami, zwłaszcza że ten nie posiadał żadnego urzędowego polecenia. Zdobycie owego papierka nie należało do rzeczy łatwych - na początku udał się kilka razy do Biura Petentów, ale po wielu godzinach spędzonych w kolejce, znoszenia enigmatycznych uwag pani Zoe i niedyskretnych pytań, nie otrzymał zezwolenia. Nawet kiedy wykorzystał swoje znajomości, urzędniczka pozostała nieugięta. W takim układzie wydarzeń Syriuszowi nie pozostało już nic innego niż znalezienie dobrego fałszerza.
- Należysz do grona przestępców? - zapytała z podekscytowaniem Natalie, kiedy w kilku zdaniach opowiedział jej o własnych rozterkach.
- Nie jesteś zbyt bystra, wiesz? - odparł zmęczony i położył się na trawie. Natalie uśmiechnęła się słodko, jakby odebrała to jako komplement, a nie zniewagę.
Korzystając z rad udzielonych mu przez przyjaciół, udał się na ulicę Śmiertelnego Nokturnu, żeby właśnie tam odnaleźć Ernesta: właściciela sklepu z nawozami przeciw magicznym szkodnikom. Nie było to wcale trudne, smród roznosił się po całej alejce, a kolorowe plakaty przedstawiające zmyślne tępienie ślimaków, korników i bahanek przykuwały uwagę nawet tych niezainteresowanych.
Wszedł do środka starając się nie dotykać żadnej z konstrukcji znajdującej się w sklepie. Z trudem poradził sobie z duszącym zapachem, chociaż oczy zaszły mu łzami pod wpływem unoszących się oparów. Mimo to dostrzegł zawalone kartonami półki i szklane akwaria z obrzydliwymi robalami zjadanymi przez większe i jeszcze bardziej obrzydliwe robale. W niektórych miejscach poustawiano doniczki z podejrzaną roślinnością - kilka okazów Syriusz osobiście widział w Zakazanym Lesie. Przy głównej ladzie stał człowiek o czarnych włosach związanych w koński ogon i domalowanym kredką wąsikiem. Wyglądał niepoważnie, wręcz komicznie, jednak niezdrowy blask w jego oczach kazał też oceniać go jako osobnika niebezpiecznego albo co najmniej niegodnego zaufania. Syriusz wolałby uniknąć jego towarzystwa, ale miał do wykonania zadanie, które nie mogło czekać. Kiedy jednak otworzył usta, żeby coś powiedzieć, momentalnie zaschło mu w buzi pod wpływem niezbyt zdrowych oparów.
- Dzień dobry - wycharczał, czując ból w podrażnionym gardle. Starał się brzmieć na tyle uprzejmie, żeby właściciel sklepu nie poczuł się urażony, ale na tyle ostro, aby zachować pozycję osoby dominującej. - Szukam sposobu na najgorsze szkodniki.
Razem udali się do ciasnego pomieszczenia zwalonego kartonami, gdzie jedynym źródłem światła była stojąca na biurku lampa oliwna. Ernest wskazał Syriuszowi miejsce na drewnianym taborecie, podczas gdy sam usiadł na plastikowym pudle. Ich rozmowa nie trwała długo, ale i tak była niezwykle męcząca. Mimo nadmiaru uprzejmych zwrotów i uśmiechu przyklejonego do twarzy właściciela sklepu, jego klienci ani na chwilę nie mogli poczuć się bezpiecznie. Ciężko było uwierzyć w to, że ten człowiek zajmuje się jedynie fałszowaniem dokumentów, a nie jakimiś okrutnymi, czarno magicznymi praktykami. To jednak i tak przestało mieć znaczenie.
Tydzień później... dokładnie dwie godziny po odebraniu przez Syriusza sfałszowanego dokumentu... sklep Ernesta zamknięto i zlikwidowano. Jego właściciel za oszustwa został wysłany do Azkabanu na dwa miesiące i zapewne po ich upływie już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem. Dwie zakapturzone postacie wlekły jego zszokowane ciało, podczas gdy jeden z pachołków Doriana Rogersa kroczył za nimi, masując sobie skroń. W pewnym momencie spojrzenie jego i Syriusza skrzyżowały się, ale trwało to nazbyt krótko, by Black mógł rozpoznać jego zamiary. Dla bezpieczeństwa postanowił wrócić do domu, chociaż biorąc pod uwagę ostatni atak na mieszkanie, mógł to nie być najlepszy pomysł.
Teleportował się niedaleko placu zabaw, na którym nie tak dawno rozegrała się walka i usiadł pod jednym z drzew. Dłuższą chwilę wpatrywał się w papierek wykonany przez Ernesta, chociaż na pierwszy plan w jego umyśle wysuwało się przeszywające spojrzenie aurora. Czyżby Rogers wiedział o jego zamiarach? Może powinien wyrzucić pozwolenie i spróbować znaleźć Norana w inny sposób? Tylko jaki?
Nie. Teraz już nie było odwrotu. Musiał uczynić to, co do niego należało.
Następnego dnia udał się do Ministerstwa Magiii, ściskając teczkę, w której znajdowało się pozwolenie. Udał się prosto do odpowiedniego biura, gdzie, ku jego zdumieniu, nie było żadnej kolejki. Nieprzygotowany na taki rozwój wydarzeń, gapił się na plakietkę na drzwiach przez kilkanaście minut. Nacisnął na klamkę dopiero wtedy, kiedy przechodzący ludzie zaczęli spoglądać na niego z zaciekawieniem. W środku czekała na niego ukryta za stertą papierów kobieta. Z udawaną pewnością siebie usiadł wygodnie w fotelu naprzeciw jej biurka i wyjaśnił w kilku zdaniach sprawę, z którą przychodził.
Po skończeniu przemówienia, uśmiechnął się ładnie do młodej urzędniczki, której twarz pokryła się rumieńcem. Musiała być od niego młodsza… albo po prostu tak wyglądała. Wzięła od niego sfałszowany dokument, nie odrywając wzroku od biurka, a kiedy przez przypadek dotknęła jego ręki, przez jej ciało przeszedł widoczny dreszcz. Nie mógł powstrzymać się od uniesienia brwi, ale na całe szczęście dziewczyna tego nie dostrzegła. Poprawiła tylko okulary, żeby uważnie przeczytać przedstawione jej zaświadczenie.
- Wygląda na to, że wszystko się zgadza - powiedziała lekko zachrypniętym głosem, wciąż nie patrząc mu w oczy. - Będę musiała tylko jeszcze użyć wykrywacza oszustw, mógłby mi pan go podać?
Przez dłuższą chwilę pozostał w bezruchu, analizując słowa dziewczyny. Miał ochotę głośną zakląć, ale to nie zadziałałoby na jego korzyść. Był pewien, że ten cały wykrywacz to jeden z cudownych pomysłów Rogersa. W takim układzie musiał zadziałać jeszcze inaczej.
- Jasne - odparł, puszczając do niej oko, przez co twarz młodej urzędniczki zrobiła się czerwona jak cegła. - Który to?
Wskazała dłonią na dziwne urządzenie leżące na jednej z półek. Na całe szczęście Syriusz był wysoki i nie musiał stawać na palcach, aby ściągnąć zdobycz. Tak czy inaczej, przedmiot tego typu nie powinien znajdować się w miejscu do tego stopnia niedostępnym. Urzędniczka z pewnością nie miała więcej niż metr sześćdziesiąt, w jaki sposób niby za każdym razie korzystała z wykrywacza? Prosiła interesantów czy podstawiała sobie taboret? Syriusz uśmiechnął się do siebie, zacisnął palce na różdżce i mruknął pod nosem zaklęcie. Zaraz potem podał przedmiot dziewczynie, zatrzymując swoje spojrzenie na jej migdałowych, piwnych oczach.
- O nie - jęknęła urzędniczka, kiedy zdała sobie sprawę, że postanowiona przed nią maszyna jest uszkodzona. - Co ja teraz zrobię?
- Coś nie tak? - zapytał z udawaną troską. Dziewczyna zaczęła uderzać pięściami w wykrywacz, jakby to miało go naprawić. - Na takie coś mogła wpaść tylko kobieta – dodał, nie mogąc się powstrzymać.
Przez chwilę wydawało mu się, że urzędniczka wybuchnie, ale na całe szczęście okazało się to tylko złudzeniem. Zamiast tego opadła na krzesło i załkała cicho.
- Zepsułam je... na pewno je zepsułam - chlipała, nie dostrzegając autentycznie zszokowanej twarzy Syriusza. Wiele rzeczy mógł przewidzieć, ale na to nie wpadłby nigdy w życiu. - Teraz... wyrzucą mnie... z...z...pracyyyy.
- Pomogę - powiedział zrezygnowany. Jego plan wziął w łeb, a to wszystko dlatego, że urzędniczka okazała się bardziej nieporadna, niż się spodziewał. Nie miał serca sprawiać jej takich kłopotów... cóż. Znajdzie inny sposób na zdobycie informacji o Noranie. Powiedział głośno formułę zaklęcia, trzymając różdżkę na jednym z najważniejszych ośrodków w urządzeniu. Po chwili wykrywacz wydał z siebie dźwięk przypominający prychnięcie i zaświecił Syriuszowi prosto w oczy. Po tym żałosnym przedstawieniu młody Black odwrócił się i skierował w stronę wyjścia, ale młoda urzędniczka zatrzymała go w połowie drogi.
- Nie chciał pan przypadkiem zdobyć informacji z Archiwum? - zapytała cicho.
- Może innym razem - powiedział nerwowo. - Widzę, że jest pani zajęta, a mi też trochę się spieszy.
- Strasznie przepraszam - jęknęła. - To mój trzeci dzień w pracy i jeszcze nie potrafię się ze wszystkim wzorowo obchodzić. Zaraz znajdę dla pana te informacje, tylko nie wychodź!
Po tych słowach wybiegła z gabinetu, zostawiając go tam całkiem samego. Syriusz stał jak wbity w ziemię, zastanawiając się, ile czasu zajmie dziewczynie szukanie odpowiedniego rejestru. Z pewnością nie powinna pozwolić mu na grzebanie we własnym gabinecie, ale sama stworzyła ku temu idealną okazję. Z drugiej strony jej zachowanie wydawało się podejrzane... być może zainstalowała w pomieszczeniu coś, co śledziło jego poczynania? A jeśli wybiegła tak szybko, żeby go sprowokować albo, co gorsza, zawiadomić Biuro Aurorów? W takim układzie musiał jak najszybciej zniknąć z ministerstwa...
- Już jestem - usłyszał głos za swoimi plecami. Odetchnął z ulgą, widząc siadającą przy biurku urzędniczkę z uroczym uśmiechem na twarzy.
Dwadzieścia minut później opuścił gmach Ministerstwa, chociaż wciąż nie mógł zrozumieć, jakim cudem nie napotkał na swej drodze żadnych problemów. Teraz już wiedział, że Arthur Toutaut przebywał małej miejscowości położonej w regionie Poitou-Charentes niedaleko La Rochelle. Z pewnością było to niezbyt wyróżniające się miejsce - wprost idealne na ukrycie własnej tożsamości. Teraz pozostało już tylko udać się tam i zdobyć potrzebne informacje. Niestety jakkolwiek prosto by to nie brzmiało, wcale takie nie było.
Słońce jakby doskonale zdawało sobie sprawę z ich wyprawy, bo wstało tego dnia wyjątkowo wcześnie. Jasne promienie oświetlały ścieżkę prowadzącą do lasu otaczającego Dolinę Godryka. Znajdowała się ona zaraz za jednym z domów, pozornie identycznym jak wszystkie budowle w wiosce. Odróżnić go od pozostałych można było na podstawie bujnej, intensywnie zielonej roślinności zajmującej większą część ogrodu. Pozornie chaotyczna dodawała miejscu uroku, chociaż wielu sąsiadów patrzyło na nią z niesmakiem. Zapewne nie wynikało to z dziwacznej kompozycji kwiatów, ale przedziwnych sadzonek i ziół, które wzbudzały przestrach u miejscowej ludności. Syriusz był czarodziejem, więc doskonale wiedział, że żadne z krzewów nie przejawiają właściwości czarno magicznych, nie mniej dla mugoli mogły sprawiać wrażenie demonicznych... niczym z tych śmiesznych bajek, gdzie wiedźmy miały brodawki i wielkie, garbate nosy.
James wyglądał na niewyspanego i pozbawionego wszelkiej energii, a zaciśnięte na kubku z kawą dłonie tylko to podkreślały. Jego kruczoczarne włosy powiewały na porannym wietrze, tworząc na głowie standardowy bałagan. Co jakiś czas pakował w siebie kolejne dawki kofeiny z dodatkiem ziół rozbudzających, poza tym szczegółem wydawał się przebywać w zupełnie innym świecie.
- Nie mogłeś wypić tego w domu? - zapytał z nutką irytacji Syriusz, na co przyjaciel jedynie ziewnął przeciągle i wlał do gardła kolejny łuk kawy.
- Wracajcie szybko - powiedziała Lily, składając dłonie na swoim wyraźnie zaokrąglonym brzuchu. Doskonale panowała nad nerwami, chociaż z pewnością była zmartwiona. Wpatrywała się w nich swoimi jasnymi, zielonymi oczami, chłonąc obraz dwóch mężczyzn odwróconych plecami do wschodzącego słońca.
W tamtym momencie wydawali się tak podobni i różni jednocześnie - ubrany w całości na czarno Syriusz z rękami schowanymi w kieszeniach kurtki i zmarszczonymi brwiami oraz delikatnie uśmiechnięty James trzymający w dłoniach błękitny kubek.
- Jasne - powiedział wesoło, oddając żonie ceramiczne naczynie. - Tylko dbaj o siebie… i o naszego malucha.
Lily zaśmiała się głośno i położyła mu dłoń na policzku, wypowiadając bezgłośnie słowa, których Syriusz z tej perspektywy nie mógł zrozumieć... może to i lepiej.
Odwrócił się w stronę jaśniejącego horyzont, skupiając uwagę na mieniących się odcieniami złota i czerwieni chmurach. Do jego uszu docierał lekko stłumiony śpiewa ptaków, a gdy wczuł się jeszcze bardziej, potrafił dosłyszeć niepewne ruchy polnych zwierząt.
- Idziemy! - powiedział dziarsko James, uderzając go pięścią w plecy. Chwilę później stanął na pniu jednego z wyciętych drzew i zniknął z donośnym trzaskiem. Syriusz jeszcze przez kilka minut wpatrywał się w budzący nadzieję krajobraz, by zaraz potem przenieść się miejsce, którego jeszcze nigdy nie odwiedzał.
Alette dnia 09.01.2016 21:12
Sam Quest dnia 12.01.2016 20:54

Czy taka końcówka będzie wam odpowiadać? Nie... wiem. Ostatecznie zrobiłam to inaczej, niż planowałam, więc... nie będę wyprzedzać faktów.
Alette dnia 12.01.2016 21:44
Prawdę powiedziawszy miałam aż cztery wizje, dlatego chciałam zrobić koniec rozdziało + rozdział + epilog, ostatecznie zdecydowałam się na jedną opcję i myślę, że to akurat będzie spoko.
Wilena Romus dnia 12.01.2016 22:04


.
Penelope dnia 14.01.2016 20:40
Alette dnia 14.01.2016 21:40

Barlom dnia 08.04.2016 21:45
ociągałem się z przeczytaniem kolejnej części zbyt długo
Ale do rzeczy...
nawiązuję do fragmentu gdzie młoda urzędniczka poszła szukać pisma. To był chyba najbardziej śmieszny moment. Reszta napisana porządnie. Trochę niepokoi mnie fakt, że ta "sielanka" wkrótce się zakończy... nie wiem czy jestem gotowy na emocje związane z zakończeniem 
Alette dnia 28.11.2016 22:05
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
losiek13
Przeczytałam, doczekałam się.
Bardzo mnie ten rozdział usatysfakcjonował. Upewniłaś mnie, że warto było czekać. (może nie jakoś długo, ale zawze)
Sama część mi się podobała, była spokojna, ale nie nudna. Lubię jak piszesz o tych przygotowaniach do podróży. Czułam się trochę jakbyś mi opowiadała jak się z Syriuszem szykowałaś do wyjazdu.
Sprawa z tym fałszerzem, a potem w ministerstwie trochę mi śmierdzi. Jestem ciekawa czy to będzie miało jakiś ciąg dalszy.
Jak na początek rozdziału, wprowadzający do akcji jest bardzo fajnie. Mi się ten rozdział podobał i liczę na to, że skoro już masz wszystko napisane to rozdział kolejny będzie szybciej
Czekam, czekam
A no i dwie trochę jakby literówki znalazłam:
Zabrakło w przed zasadzie i drugi ten sam:
Brak w przed małej