Rekord osób online:
Najwięcej userów: 895
Było: 04.12.2025 19:55:03
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Ewa Potter
O pomocy i determinacji.
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona wraz z przyjaciółkami przybywa do Hogwartu, gdzie odbywa się uczta rozpoczynająca nowy r...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona wraz z przyjaciółkami przybywa do Hogwartu, gdzie odbywa się uczta rozpoczynająca nowy r...
>> Czytaj Więcej
Wiersz dla Toma Riddle'a...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Nadchodzi dzień powrotu do Hogwartu. Hermiona żegna się z rodzicami oraz przyjaciółmi i jedzie po...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Każdy miesiąc posiada swoją charakterystyczną cechę. Październik kojarzy się ze złotem i kasztanami, listopad ze smutkiem, mgłą i deszczem, styczeń ze śniegiem, luty z mrozem i lodem... przeszywającym zimnem i pragnieniem kwietnia.
Jednak ten luty zapowiadał się zupełnie inaczej. Tylko porankami można było dostrzec szron pokrywający trawy czy jezdnię, w środku dnia ludzie rezygnowali z ciepłych kurtek na rzecz wiosennych płaszczy, chociaż do tej pory roku było jeszcze bardzo daleko. Słońce coraz dłużej pozostawało na horyzoncie, ziemia jakby przygotowywała się do wypuszczenia pierwszych przebiśniegów.
- Patrz, kwiatek - powiedziała kobieta o okrągłej buzi do stojącego obok niej mężczyzny, wskazując na ledwo dychającą roślinkę ukrytą w gąszczu traw. - To chyba pierwszy w tym roku.
- Aha - odpowiedział krótko, rozglądając się na boki. - Możemy już iść?
- Nie bądź taki niecierpliwy - żachnęła się kobieta i spojrzała z wyrzutem na swojego towarzysza. - Przecież mamy jeszcze trochę czasu...
- To niebezpieczne tak stać tutaj teraz, kochanie - powiedział spokojnie mężczyzna. - Wejdźmy po prostu do środka.
Stali przed niezbyt ładnym blokiem, który stanowczo odróżniał się od pozostałych budynków. Zbudowany najprawdopodobniej z najgorszej jakości płyty przypominał bardziej kawał klocka niż dom. W malutkich oknach nie można było dostrzec nawet firanek, ściany w wielu miejscach oznaczony były żałosnymi wyznaniami osiedlowych wandali.
- Jestem aurorem - rzuciła niedbale kobieta. - Nie boję się ataku.
- Jesteś w ciąży - wybąkał mężczyzna, chociaż wiedział, że upartej żonie nie przemówi do rozsądku.
- Ciąża do nie choroba...
Wyciągnęła swoją różdżkę i wyczarowała małego, czerwonego tulipana. Mężczyzna rozejrzał się z obawą, szukając mugoli, ale na szczęście nie dostrzegł nikogo. Odetchnął ciężko, szukając zapasów cierpliwości, aby bardzo spokojnie wskazać kobiecie drogę do bloku. Ta chyba nie miała zamiaru dłużej oponować, bo zaśmiała się tylko beztrosko i ruszyła w kierunku budynku.
Mieszkanie było dosyć ciasne, ale i tak dużo wygodniejsze niż ostatnie. W salonie zmieścili się wszyscy zaproszeni, chociaż w pewnym momencie pojawił się problem z dostawieniem dodatkowych krzeseł. Jego ogromną zaletą był minimalizm - w pomieszczeniu nie ustanowiono żadnych mebli, nie licząc drewnianego stołu, kilku miejsc do siedzenia oraz ogromnego obrazu przedstawiającego śpiącego czarodzieja o imponującym wąsie.
- Frank! - krzyknął rudy mężczyzna, przepychając się przez grupkę ludzi. Na jego piegowatej twarzy można było dostrzec wesoły uśmiech.
- Fabian! Gdzie zgubiłeś brata?
- Dla odmiany pojechał do rodziny. Zawsze tak robi, gdy nachodzi go myśl o założeniu własnej. - Widząc brak zrozumienia na twarzy mężczyzny dodał: - Dom mojej siostry to istne pole bitwy. Posiedzisz trochę z tymi sraluchami Fredem i Georgem i odechce ci się dzieci do końca życia.
- Syriusz - uścisnął dłoń młodego mężczyzny o czarnych włosach. - Jak tam samopoczucie? Ponoć znowu miałeś starcie z ministerstwem?
- Weź, trzymaj tego swojego Rogersa na smyczy, bo kiedyś odgryzę mu nogę - powiedział Syriusz z posępnym wyrazem twarzy. - Cześć, Alicjo.
- A Lily gdzie? - Kobieta zwróciła się do siedzącego na stole wysokiego mężczyzny.
- W Hogwarcie siedzi - odparł James, przeczesując ręką włosy. Miał dosyć dziwny ton głosu, którego Syriusz nie potrafił w żaden sposób określić i wcale mu się to nie podobało. - Stęskniła się za porządną biblioteką.
Spojrzał wymownie na Syriusza, który zaśmiał sztucznie. Lily nie była typem kujona, ale zawsze poważnie podchodziła do powierzonych jej zadań, nawet jeśli to było wertowanie książek przez kila godzin. Jako że uznawała, iż na każde pytanie można znaleźć odpowiedź w książce, to wielokrotnie wyrażała żal, że nie ma dostępu do biblioteki w swojej dawnej szkole, gdzie księgozbiór był co najmniej imponujący.
- A propos Hogwratu – wtrącił Fabian. - Dumbledore będzie?
- Nie będzie - powiedział chropowatym głosem mężczyzna, który właśnie wkroczył do salonu. Wpatrywał się groźnie we wszystkich obecnych, ale każdy z nich już zdążył do tego przywyknąć. - A teraz kończcie te swoje plotkowanie. Róbmy, co mamy do zrobienia i do widzenia.
- Nie denerwuj się tak, Aberforth - zaśmiała się Alicja. - Mamy przecież czas.
Mężczyzna spojrzał na nią w bardzo nieprzyjemny sposób i zwalił się na jedno z wolnych krzeseł. Powoli wszyscy zebrali zajmowali swoje miejsce przy stole.
Umówili się na godzinę szesnastą, ale nikt już nie wierzył w to, że spotkanie zacznie się punktualnie. Wszyscy członkowie Zakonu Feniksa przez minimalnie pół godziny plotkowali na przeróżne tematy - od tych bardzo poważnych do niesamowicie błahych. Dlatego kiedy w końcu każdy ze zgromadzonych usiadł na krześle i przestał zajmować się rozmową, Aberforth Dumbledore zakończył też swoje warczenie i prychanie pod nosem.
- Coś nowego? - przerwał ciszę Fabian Prevett, opierając łokcie na drewnianym stole.
Zaczęli omawiać swoje zadania, które wyznaczył im Dumbledore, często ubarwiając je własnymi przemyśleniami. Syriusz był doprawdy zainteresowany poczynaniami ludzi, na których mu przecież zależało, jednak z jakiegoś powodu w ogóle nie potrafił się skupić. Ostatnie wydarzenia z jakiegoś nieznanego mu powodu wytrąciły go z równowagi, nie pozwalając w żadnym stopniu wrócić do stanu pierwotnego. Ciągnąca się bezczynność nie działała na niego kojąco, wręcz przeciwnie. W ostatnim czasie przynajmniej dziesięć razy dziennie miał ochotę wdać się w jakikolwiek magiczny pojedynek, nawet jeśli miał to sprowadzić na niego dodatkowe kłopoty. Powstrzymywała go tylko perspektywa kolejnego spotkania z Dorianem Rogersem.
- Sami-Wiecie-Kto interesuje się najprawdopodobniej jakimiś magicznymi plemionami - powiedział James, tym samym wyrywając Syriusza z zamyślenia. - Ten kamień, który Syriusz odebrał Gibbonowi wiąże się... chyba... z jakimiś starodawnymi rytuałami.
- Wiecie jakimi? - zapytał Frank, marszcząc brwi.
- Słyszeliśmy, ale źródło jest dosyć wątpliwe. - W tym momencie zrobił pauzę, jakby rozważał, w jaki sposób powinien określić wiarygodność opowieści mieszkańców z Leonoscars, z pewnością koloryzowane przez Natalie. - Z resztą to i tak niewiele zmienia. Kamień równie dobrze mógł być jedynie produktem ubocznym, na który Sami-Wiecie-Kto w ogóle nie zwraca uwagi.
- To by się trzymało kupy - wtrącił Fabian. - Wedle informacji, które udało nam się podsłuchać w Dziurawym Kotle Sami-Wiecie-Kto nie ukarał Gibbona za zagubienie przedmiotu. Oznacza to, że ten nie miał znaczenia kluczowego. Nie wiem doprawdy, jak dokładnie przebiegała ich rozmowa, do przyjemnych pewnie nie należała, natomiast Śmeirciożerca nie wspominał nic o torturach.
- To akurat o niczym nie świadczy - powiedział spokojnie Remus, spoglądając kątem oka na Syriusza. - Sami-Wiecie-Kto jest nieprzewidywalny, zabija tych, którzy nic nie zrobili, a wybacza osobom, które popełniły kolosalne błędy. Doskonale wie, co robi. Sieje postrach nawet we własnych szeregach.
- A jego popleczników jest coraz więcej - dodał Sturgis Padmore, który nie potrafił się powstrzymać przed wtrąceniem do rozmowy swoich przemyśleń. - Jesteśmy na granicy wojny.
- Na granicy? - zaśmiał się Syriusz. - Dla mnie to już jest wojna.
- Tobie spieszno do wielkiej bitwy, a nie w tym rzecz...
- Chyba nie zebraliśmy się tutaj, żeby prowadzić nic nie warte polityczne dysputy - przerwał im Aberforth. Syriusz, który już otwierał usta, skrzyżował tylko ręce na piersi. - Do rzeczy panowie.
- Sprawa z kamieniem i tak na razie nie ma większego znaczenia - powiedział Sturgis. W jej głosie można było wyczuć lekkie zdenerwowanie. - Wedle moich informacji Sami-Wiecie-Kto zajmuje się obecnie czymś zupełnie innym. Czymś tak tajnym, że nie wspomniał o tym żadnemu ze Śmierciożerców.
- Skoro nikomu o tym nie powiedział, to skąd wiesz? - zapytała ironicznie Dorcas Meadows, poprawiając swoje siwe loki, w które wplotła zielone koraliki.
- Nieważne, bo dopiero to nie ma dla nas znaczenia - oznajmił Syriusz rozdrażnionym tonem. Nie lubił, gdy ktoś podważał wagę zadań, które musiał wykonać. - Jeśli o jego poczynaniach nie wie żaden Śmierciożerca, to my tym bardziej nic nie wskóramy.
- Przestańcie się sprzeczać - rzuciła Alicja, chwytając Franka za rękę. Mąż spojrzał na nią zaniepokojony, ale nic nie powiedział.
- Może się mylę... - zaczął mówić James, ale Sturgis, który już ledwo panował nad nerwami, przerwał mu i wycedził:
- Może chcesz po prostu poprzeć Syriusza...
- Będę robił to, na co mam ochotę. Nie musisz mi się wtrącać w pół słowa. - James zmarszczył brwi i spojrzał ze złością na mężczyznę siedzącego dokładnie naprzeciw niego.
- Weźcie sobie na wstrzymanie, co? - rzucił się Fabian, starając się ukryć irytację. - Wydawało mi się, że w przypadku Sami-Wiecie-Kogo każda informacja jest istotna. Nawet ta, w którym wychodku ostatnio srał.
Zapadła cisza. Żadna z obecnych osób nie miała pojęcia, jak zareagować na tę bądź co bądź dziwną uwagę. Samo mówienie o Lordzie Voldmeorcie w kontekście żartu wydawało im się aż nazbyt makabryczne. Marlena McKinnon uderzała palcami o stół i rzuciła wymowne spojrzenie na Franka, który tylko nieznacznie wzruszył ramionami, nie puszczając ciepłej dłoni Alicji.
- To on w ogóle sra? - zaśmiał się nerwowo Syriusz, chcąc rozładować negatywną atmosferę. - Wielki i niepokonany czarnoksiężnik dokonuje tak prymitywnych czynności. Wyobrażacie to sobie? Jak sięga po gazetę...
- Nie - powiedziała zdegustowana Marlena McKinnon, której żart mężczyzny nie przypadł najwyraźniej do gustu.
- To musi być ciekawe - rzucił rozbawiony Sturgis, mrugając porozumiewawczo do Jamesa, który odpowiedział mu szelmowskim uśmiechem.
- W ogóle nieciekawe - dodała Marlena, chcąc jak najszybciej uciąć temat.
- Przecież to normalna fizjologiczna potrzeba - powiedział zdawkowo James, podkreślając przedostatnie słowo. Siedzący obok niego Peter zachichotał głośno.
- Jesteście obrzydliwi...
- W każdym razie... - zmienił temat Frank, chociaż i on ledwo skrywał uśmiech. - Jeśli nie o kamień chodziło Sami-Wiecie-Komu, to zapewne skupił się na treści rozmowy. W końcu bez potrzeby nie wysłał Gibbona do Leonoscars.
- Ja się tylko zastanawiam, dlaczego wybrali akurat tę wioskę. Przecież wymienić się wiedzą mogli gdziekolwiek... chociażby i na cmentarzu. - powiedziała Marlena, oddychając z ulgą. Odgarnęła z czoła swoją rzadką blond grzywkę i wyprostowała się na krześle.
- To bardzo proste - tłumaczył Syriusz - kimkolwiek był ten informator , z pewnością nie ufał Śmierciożercom, z resztą całkiem słusznie. Wiadomo przecież, że gdyby nie spotkali się na w miarę neutralnym gruncie, poplecznicy Voldemorta z pewnością wybraliby przesłuchanie z pomocą swoich własnych, niezbyt przyjemnych narzędzi. Leonoscars nie pozwalało im na używanie czarów, więc człowiek mógł czuć się bezpiecznie. Gospoda, w której siedziało mnóstwo ludzi, tylko działała na jego korzyść. A że mieszkańcy wioski nie lubią rozmawiać z obcymi, nie musiał się martwić, że całość się wyda.
- Skoro nie ufa Śmieciożercom, to z jakiej paki mu kabluje - zapytał z przejęciem, Peter.
- Nie wiemy, czy ten człowiek mu donosił, czy też przekazał tylko jedną informację - odpowiedział mu James. - Ludźmi kierują różne motywy, czasami jest to strach innym razem pragnienie spokoju. Może Sami-Wiecie-Kto zagrażał temu informatorowi, a on chciał tego zagrożenia się pozbyć. To jest człowiek-widmo, najpewniej chce pozostać w ukryciu.
- Czyli jak? Sami-Wiecie-Kto zajmuje się czymś sam, ale zleca jednemu ze Śmierciożerców, wcale nie najzdolniejszemu, spotkanie z jakimś uciekinierem - powiedział Fabian, starając się wszystko podsumować. – Ten człowiek posiada jakąś wiedzę na temat starodawnej magii, być może czarno magicznej, bo niby jaka inna miałaby zainteresować takiego mordercę? Gibbon jest pionkiem, zapewne nie ma o niczym pojęcia.
- Moja brygada zna obecne miejsce zamieszkania Gibbona - wtrącił Frank. Pozostali spojrzeli na niego zdziwieni. Tylko Aberforth pozostawał niezainteresowany. Pił nieznany im napój ze swojej własnej piersiówki. - Jutro z rana planujemy nalot.
- To nie jest dobry pomysł... - rzucił tylko pod nosem i ponownie zatopił się we własnych myślach.
- Zgadzam się z tobą Abertforth, dlatego mam zamiar pozwolić mu uciec. Do tego Śmierciożercy mamy bezpośredni dostęp, jeśli wciąż będzie wykonywał polecenia Sami-Wiecie-Kogo, to i my mamy spore szanse, by się o owych poleceniach dowiedzieć.
- Nie możecie po prostu odwołać akcji? - zdziwił się Remus.
- Dugald liczy na sukces, a złapanie Śmierciożercy pozwoli mu utrzymać się na stołku. Nic nie mogę w tej sprawie zrobić. Odwołanie obławy wzbudziłoby podejrzenia, nie tylko urzędników. Nie zapominajmy, że wśród nich są również poplecznicy Sami-Wiecie-Kogo.
- A jak idzie sprawa z Andromedą? - zwróciła się Dorcas do Syriusza.
"Gówniano" miał ochotę odpowiedzieć. Jego próby rozmowy skończyły się fiaskiem i nic nie mógł na to poradzić. Jego kuzynka stanowczo odmówiła działalności na rzecz Zakony Feniksa, bynajmniej nie za względu na swoje poglądy. "Syriuszu, ja mam córkę" tłumaczyła mu spokojnie, choć z ukrytą pretensją. Na sprawach rodzinnych co jak co, ale się nie znał, jednak na swój własny sposób rozumiał decyzję Andromedy. Chciała chronić najbliższe jej osoby.
Jednak nie miał ochoty o tym opowiadać. Sam nie wiedział, czy było mu głupio z powodu jego porażki, czy też po prostu nie życzył sobie poddawania ocenie decyzji jego kuzynki. Dlatego wzruszył tylko ramionami, ale żeby uniknąć kolejnych pytań, szybko wyrzucił:
- Właściwie, gdzie jest Lina?
- Razem z Dedalusem mają przekazać paczkę dla Janet Stoppard. Wiesz... tej kobiety od wampirów.
- To niedobrze - burknął pod nosem Benio Fenwick, zabierając głos pierwszy raz od początku zebrania. Pozostali spojrzeli na niego pytająco, ale ten chyba nie miał zamiaru kończyć.
- O co ci chodzi? – wybuchnął Syriusz. – Co to znaczy "niedobrze"?
Wstał gwałtownie, uderzając łokciem Petera, który jęknął cicho. Spojrzał na przyjaciela z wyrzutem, ale Syriusz w ogóle nie zwrócił na niego uwagi.
- Języka w gębie zapomniałeś? – powtórzył napastliwie. – Jakie "niedobrze"?!
- Syriuszu, uspokój się - rzucił stanowczo Frank, po czym zwrócił się do widocznie obrażonego Benia. – Co masz na myśli?
Nie odpowiedział od razu. Najpierw rozejrzał się po obecnych z wyraźną niechęcią, później chrząknął kilka razy. Jednak po wpływem poważnego spojrzenie Franka Longobottoma w końcu się złamał.
- Przecież każdy wie, że Janet Stoppard już od dawna udziela schronienia Śmeirciożercom. Pchanie się do jej domu, to jak skok do garnka Lordovolda.
- Dopiero teraz o tym mówisz? - wysapał wściekły Syriusz, z trudem panując nad nerwami. W tamtym momencie miał ochotę go udusić.
- Skąd niby miałem wiedzieć, gdzie wysłaliście tą swoją cizię? - wycedził Benio, również podnosząc się z krzesła. - Co ja jestem? Jasnowidz?
- Jakie to ma teraz znaczenie? - przerwał mu James, chociaż wpatrywał się bezpośrednio w Syriusza. - Trzeba ich ostrzec.
Penelope dnia 13.10.2014 20:00


Alette dnia 15.10.2014 11:42
To będzie mega długi komentarz, ale to nie moja wina, że napisaliście takie inspirujące wypowiedzi haha

W ten sposób chciałam podkreślić samą sytuację - trochę chaotyczną gadaninę, gdzie nikt nie skupia się na tym, co go otacza - liczą się tylko słowa... - przynajmniej dla tego, który słucha
W każdym razie kolejna część już przegadana nie będzie, obiecuję 

Czarna Wdowa dnia 15.10.2014 19:23
Wiec pisz szybko.
Ana_Black dnia 15.10.2014 19:51



Barlom dnia 16.10.2014 18:25
Wybacz, ale po osobistej piersiówce fałszywego szalonookiego, zawsze już będę podejrzliwie patrzył na taki szczegół. 
Świetny przerywnik całkiem sporego dialogu.
)
Alette dnia 17.10.2014 11:57
losiek13 dnia 10.11.2014 03:28

Christina dnia 28.09.2015 13:41

ulka_black_potter dnia 20.11.2015 19:48
R.I.P.
Sam Quest dnia 05.01.2016 18:48
Alette dnia 20.05.2016 15:22
W końcu nasze życie składa się nie tylko z czynności, ale też trajkotania ;p (najczęściej o bzdurach) | Wybitny! | 100% | [2 głosy] | |
| Powyżej oczekiwań | 0% | [0 głosów] | |
| Zadowalający | 0% | [0 głosów] | |
| Nędzny | 0% | [0 głosów] | |
| Okropny | 0% | [0 głosów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
losiek13
Ale pojechalas tekstem Alette, no niezle w tym dialogu, to swietne ci wyszlo, zagapilas sie w dwoch slowach, wiec i tak nie jest to nic wielkiego. Marlena zostala tu troche przekornie pokazana jako taka przesadna paniusia, co nadalo fajny obraz jej opisu. Syriusz i James jak zwykle to dwaj przesmiewcy, nawet z powaznych sytuacji, obracaja je w zart.