Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym ...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ dec...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ dec...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej noc...
>> Czytaj Wiêcej
Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej noc...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêc...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêc...
>> Czytaj Wiêcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Ka¿dy miesi±c posiada swoj± charakterystyczn± cechê. Pa¼dziernik kojarzy siê ze z³otem i kasztanami, listopad ze smutkiem, mg³± i deszczem, styczeñ ze ¶niegiem, luty z mrozem i lodem... przeszywaj±cym zimnem i pragnieniem kwietnia.
Jednak ten luty zapowiada³ siê zupe³nie inaczej. Tylko porankami mo¿na by³o dostrzec szron pokrywaj±cy trawy czy jezdniê, w ¶rodku dnia ludzie rezygnowali z ciep³ych kurtek na rzecz wiosennych p³aszczy, chocia¿ do tej pory roku by³o jeszcze bardzo daleko. S³oñce coraz d³u¿ej pozostawa³o na horyzoncie, ziemia jakby przygotowywa³a siê do wypuszczenia pierwszych przebi¶niegów.
- Patrz, kwiatek - powiedzia³a kobieta o okr±g³ej buzi do stoj±cego obok niej mê¿czyzny, wskazuj±c na ledwo dychaj±c± ro¶linkê ukryt± w g±szczu traw. - To chyba pierwszy w tym roku.
- Aha - odpowiedzia³ krótko, rozgl±daj±c siê na boki. - Mo¿emy ju¿ i¶æ?
- Nie b±d¼ taki niecierpliwy - ¿achnê³a siê kobieta i spojrza³a z wyrzutem na swojego towarzysza. - Przecie¿ mamy jeszcze trochê czasu...
- To niebezpieczne tak staæ tutaj teraz, kochanie - powiedzia³ spokojnie mê¿czyzna. - Wejd¼my po prostu do ¶rodka.
Stali przed niezbyt ³adnym blokiem, który stanowczo odró¿nia³ siê od pozosta³ych budynków. Zbudowany najprawdopodobniej z najgorszej jako¶ci p³yty przypomina³ bardziej kawa³ klocka ni¿ dom. W malutkich oknach nie mo¿na by³o dostrzec nawet firanek, ¶ciany w wielu miejscach oznaczony by³y ¿a³osnymi wyznaniami osiedlowych wandali.
- Jestem aurorem - rzuci³a niedbale kobieta. - Nie bojê siê ataku.
- Jeste¶ w ci±¿y - wyb±ka³ mê¿czyzna, chocia¿ wiedzia³, ¿e upartej ¿onie nie przemówi do rozs±dku.
- Ci±¿a do nie choroba...
Wyci±gnê³a swoj± ró¿d¿kê i wyczarowa³a ma³ego, czerwonego tulipana. Mê¿czyzna rozejrza³ siê z obaw±, szukaj±c mugoli, ale na szczê¶cie nie dostrzeg³ nikogo. Odetchn±³ ciê¿ko, szukaj±c zapasów cierpliwo¶ci, aby bardzo spokojnie wskazaæ kobiecie drogê do bloku. Ta chyba nie mia³a zamiaru d³u¿ej oponowaæ, bo za¶mia³a siê tylko beztrosko i ruszy³a w kierunku budynku.
Mieszkanie by³o dosyæ ciasne, ale i tak du¿o wygodniejsze ni¿ ostatnie. W salonie zmie¶cili siê wszyscy zaproszeni, chocia¿ w pewnym momencie pojawi³ siê problem z dostawieniem dodatkowych krzese³. Jego ogromn± zalet± by³ minimalizm - w pomieszczeniu nie ustanowiono ¿adnych mebli, nie licz±c drewnianego sto³u, kilku miejsc do siedzenia oraz ogromnego obrazu przedstawiaj±cego ¶pi±cego czarodzieja o imponuj±cym w±sie.
- Frank! - krzykn±³ rudy mê¿czyzna, przepychaj±c siê przez grupkê ludzi. Na jego piegowatej twarzy mo¿na by³o dostrzec weso³y u¶miech.
- Fabian! Gdzie zgubi³e¶ brata?
- Dla odmiany pojecha³ do rodziny. Zawsze tak robi, gdy nachodzi go my¶l o za³o¿eniu w³asnej. - Widz±c brak zrozumienia na twarzy mê¿czyzny doda³: - Dom mojej siostry to istne pole bitwy. Posiedzisz trochê z tymi sraluchami Fredem i Georgem i odechce ci siê dzieci do koñca ¿ycia.
- Syriusz - u¶cisn±³ d³oñ m³odego mê¿czyzny o czarnych w³osach. - Jak tam samopoczucie? Ponoæ znowu mia³e¶ starcie z ministerstwem?
- We¼, trzymaj tego swojego Rogersa na smyczy, bo kiedy¶ odgryzê mu nogê - powiedzia³ Syriusz z posêpnym wyrazem twarzy. - Cze¶æ, Alicjo.
- A Lily gdzie? - Kobieta zwróci³a siê do siedz±cego na stole wysokiego mê¿czyzny.
- W Hogwarcie siedzi - odpar³ James, przeczesuj±c rêk± w³osy. Mia³ dosyæ dziwny ton g³osu, którego Syriusz nie potrafi³ w ¿aden sposób okre¶liæ i wcale mu siê to nie podoba³o. - Stêskni³a siê za porz±dn± bibliotek±.
Spojrza³ wymownie na Syriusza, który za¶mia³ sztucznie. Lily nie by³a typem kujona, ale zawsze powa¿nie podchodzi³a do powierzonych jej zadañ, nawet je¶li to by³o wertowanie ksi±¿ek przez kila godzin. Jako ¿e uznawa³a, i¿ na ka¿de pytanie mo¿na znale¼æ odpowied¼ w ksi±¿ce, to wielokrotnie wyra¿a³a ¿al, ¿e nie ma dostêpu do biblioteki w swojej dawnej szkole, gdzie ksiêgozbiór by³ co najmniej imponuj±cy.
- A propos Hogwratu – wtr±ci³ Fabian. - Dumbledore bêdzie?
- Nie bêdzie - powiedzia³ chropowatym g³osem mê¿czyzna, który w³a¶nie wkroczy³ do salonu. Wpatrywa³ siê gro¼nie we wszystkich obecnych, ale ka¿dy z nich ju¿ zd±¿y³ do tego przywykn±æ. - A teraz koñczcie te swoje plotkowanie. Róbmy, co mamy do zrobienia i do widzenia.
- Nie denerwuj siê tak, Aberforth - za¶mia³a siê Alicja. - Mamy przecie¿ czas.
Mê¿czyzna spojrza³ na ni± w bardzo nieprzyjemny sposób i zwali³ siê na jedno z wolnych krzese³. Powoli wszyscy zebrali zajmowali swoje miejsce przy stole.
Umówili siê na godzinê szesnast±, ale nikt ju¿ nie wierzy³ w to, ¿e spotkanie zacznie siê punktualnie. Wszyscy cz³onkowie Zakonu Feniksa przez minimalnie pó³ godziny plotkowali na przeró¿ne tematy - od tych bardzo powa¿nych do niesamowicie b³ahych. Dlatego kiedy w koñcu ka¿dy ze zgromadzonych usiad³ na krze¶le i przesta³ zajmowaæ siê rozmow±, Aberforth Dumbledore zakoñczy³ te¿ swoje warczenie i prychanie pod nosem.
- Co¶ nowego? - przerwa³ ciszê Fabian Prevett, opieraj±c ³okcie na drewnianym stole.
Zaczêli omawiaæ swoje zadania, które wyznaczy³ im Dumbledore, czêsto ubarwiaj±c je w³asnymi przemy¶leniami. Syriusz by³ doprawdy zainteresowany poczynaniami ludzi, na których mu przecie¿ zale¿a³o, jednak z jakiego¶ powodu w ogóle nie potrafi³ siê skupiæ. Ostatnie wydarzenia z jakiego¶ nieznanego mu powodu wytr±ci³y go z równowagi, nie pozwalaj±c w ¿adnym stopniu wróciæ do stanu pierwotnego. Ci±gn±ca siê bezczynno¶æ nie dzia³a³a na niego koj±co, wrêcz przeciwnie. W ostatnim czasie przynajmniej dziesiêæ razy dziennie mia³ ochotê wdaæ siê w jakikolwiek magiczny pojedynek, nawet je¶li mia³ to sprowadziæ na niego dodatkowe k³opoty. Powstrzymywa³a go tylko perspektywa kolejnego spotkania z Dorianem Rogersem.
- Sami-Wiecie-Kto interesuje siê najprawdopodobniej jakimi¶ magicznymi plemionami - powiedzia³ James, tym samym wyrywaj±c Syriusza z zamy¶lenia. - Ten kamieñ, który Syriusz odebra³ Gibbonowi wi±¿e siê... chyba... z jakimi¶ starodawnymi rytua³ami.
- Wiecie jakimi? - zapyta³ Frank, marszcz±c brwi.
- S³yszeli¶my, ale ¼ród³o jest dosyæ w±tpliwe. - W tym momencie zrobi³ pauzê, jakby rozwa¿a³, w jaki sposób powinien okre¶liæ wiarygodno¶æ opowie¶ci mieszkañców z Leonoscars, z pewno¶ci± koloryzowane przez Natalie. - Z reszt± to i tak niewiele zmienia. Kamieñ równie dobrze móg³ byæ jedynie produktem ubocznym, na który Sami-Wiecie-Kto w ogóle nie zwraca uwagi.
- To by siê trzyma³o kupy - wtr±ci³ Fabian. - Wedle informacji, które uda³o nam siê pods³uchaæ w Dziurawym Kotle Sami-Wiecie-Kto nie ukara³ Gibbona za zagubienie przedmiotu. Oznacza to, ¿e ten nie mia³ znaczenia kluczowego. Nie wiem doprawdy, jak dok³adnie przebiega³a ich rozmowa, do przyjemnych pewnie nie nale¿a³a, natomiast ¦meircio¿erca nie wspomina³ nic o torturach.
- To akurat o niczym nie ¶wiadczy - powiedzia³ spokojnie Remus, spogl±daj±c k±tem oka na Syriusza. - Sami-Wiecie-Kto jest nieprzewidywalny, zabija tych, którzy nic nie zrobili, a wybacza osobom, które pope³ni³y kolosalne b³êdy. Doskonale wie, co robi. Sieje postrach nawet we w³asnych szeregach.
- A jego popleczników jest coraz wiêcej - doda³ Sturgis Padmore, który nie potrafi³ siê powstrzymaæ przed wtr±ceniem do rozmowy swoich przemy¶leñ. - Jeste¶my na granicy wojny.
- Na granicy? - za¶mia³ siê Syriusz. - Dla mnie to ju¿ jest wojna.
- Tobie spieszno do wielkiej bitwy, a nie w tym rzecz...
- Chyba nie zebrali¶my siê tutaj, ¿eby prowadziæ nic nie warte polityczne dysputy - przerwa³ im Aberforth. Syriusz, który ju¿ otwiera³ usta, skrzy¿owa³ tylko rêce na piersi. - Do rzeczy panowie.
- Sprawa z kamieniem i tak na razie nie ma wiêkszego znaczenia - powiedzia³ Sturgis. W jej g³osie mo¿na by³o wyczuæ lekkie zdenerwowanie. - Wedle moich informacji Sami-Wiecie-Kto zajmuje siê obecnie czym¶ zupe³nie innym. Czym¶ tak tajnym, ¿e nie wspomnia³ o tym ¿adnemu ze ¦miercio¿erców.
- Skoro nikomu o tym nie powiedzia³, to sk±d wiesz? - zapyta³a ironicznie Dorcas Meadows, poprawiaj±c swoje siwe loki, w które wplot³a zielone koraliki.
- Niewa¿ne, bo dopiero to nie ma dla nas znaczenia - oznajmi³ Syriusz rozdra¿nionym tonem. Nie lubi³, gdy kto¶ podwa¿a³ wagê zadañ, które musia³ wykonaæ. - Je¶li o jego poczynaniach nie wie ¿aden ¦miercio¿erca, to my tym bardziej nic nie wskóramy.
- Przestañcie siê sprzeczaæ - rzuci³a Alicja, chwytaj±c Franka za rêkê. M±¿ spojrza³ na ni± zaniepokojony, ale nic nie powiedzia³.
- Mo¿e siê mylê... - zacz±³ mówiæ James, ale Sturgis, który ju¿ ledwo panowa³ nad nerwami, przerwa³ mu i wycedzi³:
- Mo¿e chcesz po prostu poprzeæ Syriusza...
- Bêdê robi³ to, na co mam ochotê. Nie musisz mi siê wtr±caæ w pó³ s³owa. - James zmarszczy³ brwi i spojrza³ ze z³o¶ci± na mê¿czyznê siedz±cego dok³adnie naprzeciw niego.
- We¼cie sobie na wstrzymanie, co? - rzuci³ siê Fabian, staraj±c siê ukryæ irytacjê. - Wydawa³o mi siê, ¿e w przypadku Sami-Wiecie-Kogo ka¿da informacja jest istotna. Nawet ta, w którym wychodku ostatnio sra³.
Zapad³a cisza. ¯adna z obecnych osób nie mia³a pojêcia, jak zareagowaæ na tê b±d¼ co b±d¼ dziwn± uwagê. Samo mówienie o Lordzie Voldmeorcie w kontek¶cie ¿artu wydawa³o im siê a¿ nazbyt makabryczne. Marlena McKinnon uderza³a palcami o stó³ i rzuci³a wymowne spojrzenie na Franka, który tylko nieznacznie wzruszy³ ramionami, nie puszczaj±c ciep³ej d³oni Alicji.
- To on w ogóle sra? - za¶mia³ siê nerwowo Syriusz, chc±c roz³adowaæ negatywn± atmosferê. - Wielki i niepokonany czarnoksiê¿nik dokonuje tak prymitywnych czynno¶ci. Wyobra¿acie to sobie? Jak siêga po gazetê...
- Nie - powiedzia³a zdegustowana Marlena McKinnon, której ¿art mê¿czyzny nie przypad³ najwyra¼niej do gustu.
- To musi byæ ciekawe - rzuci³ rozbawiony Sturgis, mrugaj±c porozumiewawczo do Jamesa, który odpowiedzia³ mu szelmowskim u¶miechem.
- W ogóle nieciekawe - doda³a Marlena, chc±c jak najszybciej uci±æ temat.
- Przecie¿ to normalna fizjologiczna potrzeba - powiedzia³ zdawkowo James, podkre¶laj±c przedostatnie s³owo. Siedz±cy obok niego Peter zachichota³ g³o¶no.
- Jeste¶cie obrzydliwi...
- W ka¿dym razie... - zmieni³ temat Frank, chocia¿ i on ledwo skrywa³ u¶miech. - Je¶li nie o kamieñ chodzi³o Sami-Wiecie-Komu, to zapewne skupi³ siê na tre¶ci rozmowy. W koñcu bez potrzeby nie wys³a³ Gibbona do Leonoscars.
- Ja siê tylko zastanawiam, dlaczego wybrali akurat tê wioskê. Przecie¿ wymieniæ siê wiedz± mogli gdziekolwiek... chocia¿by i na cmentarzu. - powiedzia³a Marlena, oddychaj±c z ulg±. Odgarnê³a z czo³a swoj± rzadk± blond grzywkê i wyprostowa³a siê na krze¶le.
- To bardzo proste - t³umaczy³ Syriusz - kimkolwiek by³ ten informator , z pewno¶ci± nie ufa³ ¦miercio¿ercom, z reszt± ca³kiem s³usznie. Wiadomo przecie¿, ¿e gdyby nie spotkali siê na w miarê neutralnym gruncie, poplecznicy Voldemorta z pewno¶ci± wybraliby przes³uchanie z pomoc± swoich w³asnych, niezbyt przyjemnych narzêdzi. Leonoscars nie pozwala³o im na u¿ywanie czarów, wiêc cz³owiek móg³ czuæ siê bezpiecznie. Gospoda, w której siedzia³o mnóstwo ludzi, tylko dzia³a³a na jego korzy¶æ. A ¿e mieszkañcy wioski nie lubi± rozmawiaæ z obcymi, nie musia³ siê martwiæ, ¿e ca³o¶æ siê wyda.
- Skoro nie ufa ¦miecio¿ercom, to z jakiej paki mu kabluje - zapyta³ z przejêciem, Peter.
- Nie wiemy, czy ten cz³owiek mu donosi³, czy te¿ przekaza³ tylko jedn± informacjê - odpowiedzia³ mu James. - Lud¼mi kieruj± ró¿ne motywy, czasami jest to strach innym razem pragnienie spokoju. Mo¿e Sami-Wiecie-Kto zagra¿a³ temu informatorowi, a on chcia³ tego zagro¿enia siê pozbyæ. To jest cz³owiek-widmo, najpewniej chce pozostaæ w ukryciu.
- Czyli jak? Sami-Wiecie-Kto zajmuje siê czym¶ sam, ale zleca jednemu ze ¦miercio¿erców, wcale nie najzdolniejszemu, spotkanie z jakim¶ uciekinierem - powiedzia³ Fabian, staraj±c siê wszystko podsumowaæ. – Ten cz³owiek posiada jak±¶ wiedzê na temat starodawnej magii, byæ mo¿e czarno magicznej, bo niby jaka inna mia³aby zainteresowaæ takiego mordercê? Gibbon jest pionkiem, zapewne nie ma o niczym pojêcia.
- Moja brygada zna obecne miejsce zamieszkania Gibbona - wtr±ci³ Frank. Pozostali spojrzeli na niego zdziwieni. Tylko Aberforth pozostawa³ niezainteresowany. Pi³ nieznany im napój ze swojej w³asnej piersiówki. - Jutro z rana planujemy nalot.
- To nie jest dobry pomys³... - rzuci³ tylko pod nosem i ponownie zatopi³ siê we w³asnych my¶lach.
- Zgadzam siê z tob± Abertforth, dlatego mam zamiar pozwoliæ mu uciec. Do tego ¦miercio¿ercy mamy bezpo¶redni dostêp, je¶li wci±¿ bêdzie wykonywa³ polecenia Sami-Wiecie-Kogo, to i my mamy spore szanse, by siê o owych poleceniach dowiedzieæ.
- Nie mo¿ecie po prostu odwo³aæ akcji? - zdziwi³ siê Remus.
- Dugald liczy na sukces, a z³apanie ¦miercio¿ercy pozwoli mu utrzymaæ siê na sto³ku. Nic nie mogê w tej sprawie zrobiæ. Odwo³anie ob³awy wzbudzi³oby podejrzenia, nie tylko urzêdników. Nie zapominajmy, ¿e w¶ród nich s± równie¿ poplecznicy Sami-Wiecie-Kogo.
- A jak idzie sprawa z Andromed±? - zwróci³a siê Dorcas do Syriusza.
"Gówniano" mia³ ochotê odpowiedzieæ. Jego próby rozmowy skoñczy³y siê fiaskiem i nic nie móg³ na to poradziæ. Jego kuzynka stanowczo odmówi³a dzia³alno¶ci na rzecz Zakony Feniksa, bynajmniej nie za wzglêdu na swoje pogl±dy. "Syriuszu, ja mam córkê" t³umaczy³a mu spokojnie, choæ z ukryt± pretensj±. Na sprawach rodzinnych co jak co, ale siê nie zna³, jednak na swój w³asny sposób rozumia³ decyzjê Andromedy. Chcia³a chroniæ najbli¿sze jej osoby.
Jednak nie mia³ ochoty o tym opowiadaæ. Sam nie wiedzia³, czy by³o mu g³upio z powodu jego pora¿ki, czy te¿ po prostu nie ¿yczy³ sobie poddawania ocenie decyzji jego kuzynki. Dlatego wzruszy³ tylko ramionami, ale ¿eby unikn±æ kolejnych pytañ, szybko wyrzuci³:
- W³a¶ciwie, gdzie jest Lina?
- Razem z Dedalusem maj± przekazaæ paczkê dla Janet Stoppard. Wiesz... tej kobiety od wampirów.
- To niedobrze - burkn±³ pod nosem Benio Fenwick, zabieraj±c g³os pierwszy raz od pocz±tku zebrania. Pozostali spojrzeli na niego pytaj±co, ale ten chyba nie mia³ zamiaru koñczyæ.
- O co ci chodzi? – wybuchn±³ Syriusz. – Co to znaczy "niedobrze"?
Wsta³ gwa³townie, uderzaj±c ³okciem Petera, który jêkn±³ cicho. Spojrza³ na przyjaciela z wyrzutem, ale Syriusz w ogóle nie zwróci³ na niego uwagi.
- Jêzyka w gêbie zapomnia³e¶? – powtórzy³ napastliwie. – Jakie "niedobrze"?!
- Syriuszu, uspokój siê - rzuci³ stanowczo Frank, po czym zwróci³ siê do widocznie obra¿onego Benia. – Co masz na my¶li?
Nie odpowiedzia³ od razu. Najpierw rozejrza³ siê po obecnych z wyra¼n± niechêci±, pó¼niej chrz±kn±³ kilka razy. Jednak po wp³ywem powa¿nego spojrzenie Franka Longobottoma w koñcu siê z³ama³.
- Przecie¿ ka¿dy wie, ¿e Janet Stoppard ju¿ od dawna udziela schronienia ¦meircio¿ercom. Pchanie siê do jej domu, to jak skok do garnka Lordovolda.
- Dopiero teraz o tym mówisz? - wysapa³ w¶ciek³y Syriusz, z trudem panuj±c nad nerwami. W tamtym momencie mia³ ochotê go udusiæ.
- Sk±d niby mia³em wiedzieæ, gdzie wys³ali¶cie t± swoj± ciziê? - wycedzi³ Benio, równie¿ podnosz±c siê z krzes³a. - Co ja jestem? Jasnowidz?
- Jakie to ma teraz znaczenie? - przerwa³ mu James, chocia¿ wpatrywa³ siê bezpo¶rednio w Syriusza. - Trzeba ich ostrzec.
Penelope dnia 13.10.2014 20:00


Alette dnia 15.10.2014 11:42
To bêdzie mega d³ugi komentarz, ale to nie moja wina, ¿e napisali¶cie takie inspiruj±ce wypowiedzi haha

W ten sposób chcia³am podkre¶liæ sam± sytuacjê - trochê chaotyczn± gadaninê, gdzie nikt nie skupia siê na tym, co go otacza - licz± siê tylko s³owa... - przynajmniej dla tego, który s³ucha
W ka¿dym razie kolejna czê¶æ ju¿ przegadana nie bêdzie, obiecujê 

Czarna Wdowa dnia 15.10.2014 19:23
Wiec pisz szybko.
Ana_Black dnia 15.10.2014 19:51



Barlom dnia 16.10.2014 18:25
Wybacz, ale po osobistej piersiówce fa³szywego szalonookiego, zawsze ju¿ bêdê podejrzliwie patrzy³ na taki szczegó³. 
¦wietny przerywnik ca³kiem sporego dialogu.
)
Alette dnia 17.10.2014 11:57
losiek13 dnia 10.11.2014 03:28

Christina dnia 28.09.2015 13:41

ulka_black_potter dnia 20.11.2015 19:48
R.I.P.
Sam Quest dnia 05.01.2016 18:48
Alette dnia 20.05.2016 15:22
W koñcu nasze ¿ycie sk³ada siê nie tylko z czynno¶ci, ale te¿ trajkotania ;p (najczê¶ciej o bzdurach) | Wybitny! | 100% | [2 g³osy] | |
| Powy¿ej oczekiwañ | 0% | [0 g³osów] | |
| Zadowalaj±cy | 0% | [0 g³osów] | |
| Nêdzny | 0% | [0 g³osów] | |
| Okropny | 0% | [0 g³osów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Ale pojechalas tekstem Alette, no niezle w tym dialogu, to swietne ci wyszlo, zagapilas sie w dwoch slowach, wiec i tak nie jest to nic wielkiego. Marlena zostala tu troche przekornie pokazana jako taka przesadna paniusia, co nadalo fajny obraz jej opisu. Syriusz i James jak zwykle to dwaj przesmiewcy, nawet z powaznych sytuacji, obracaja je w zart.