Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

10 ukrytych odniesie...

Kategoria: Inne
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Artykuł jest tłumaczeniem tekstu znajdującego się na stronie Mugglenet.com.
>> Czytaj Więcej

10 rzeczy, które mus...

Kategoria: Fantastyczne zwierzęta
Autor: Prefix użytkownikaCoSieDzieje

Artykuł jest tłumaczeniem tekstu zamieszczonego na portalu mugglenet.com
>> Czytaj Więcej

Niejednoznaczne losy...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Nie znamy sposobu, by dowiedzieć się, w jaki sposób losy każdej postaci były rozgrywane do końca ...
>> Czytaj Więcej

10 najbardziej niebe...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaSam Quest

Tłumaczenie rankingu smoków z Pottermore
>> Czytaj Więcej

10 faktów o Hagridzi...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Tłumaczenie artykułu z Pottermore.
>> Czytaj Więcej

Podziemne przygody H...

Kategoria: Teorie, przemyślenia...
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Wciąż powtarzający się schemat podziemia.
>> Czytaj Więcej

Pamela Ferris

Kategoria: Aktorzy
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Pamela Ferris wcielająca się w postać Marjorie Dursley.
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

Niesprawiedliwość

Tytuł: Niesprawiedliwość
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaAventia

Czy próbowałeś kiedyś wejść w jego głowę? Zastanawiałeś się, z czym możesz się zderzyć? Z chaosem...
>> Czytaj Więcej

A miał to być n...

Tytuł: A miał to być niewinny eksperyment
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaAventia

Nigdy nie wiesz co się może wydarzyć - w szczególności, gdy zaczynasz bawić się w jakieś dziwne e...
>> Czytaj Więcej

[NZ]2. Nieznajomy n...

Tytuł: 2. Nieznajomy na Magnolia Crescent
Seria: Rozkwit odwagi (Courage Rising)
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Na Privet Drive przyjeżdża w odwiedziny ciotka Marge. Niestety wizyta kończy się ostrą kłótnią mi...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Smak

Tytuł: Smak
Seria: Zmysły
Gatunek: Inne
Autor: Prefix użytkownikaLilyatte

Tym razem podwójne drabble o smaku.
>> Czytaj Więcej

[NZ]Węch

Tytuł: Węch
Seria: Zmysły
Gatunek: Inne
Autor: Prefix użytkownikaLilyatte

Tym razem poczujmy zapachy
>> Czytaj Więcej

Nikt

Tytuł: Nikt
Gatunek: Poezja
Autor: Prefix użytkownikaHermiona Jean Granger

(...)
>> Czytaj Więcej

[NZ]1. Oddech przes...

Tytuł: 1. Oddech przeszłości
Seria: Burn the hell
Gatunek: Dramat
Autor: Prefix użytkownikaScarllet

W progu domu Laury zjawia się przeszłość, od której miała nadzieje się już uwolnić.
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 37
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 1 osoba
Prefix użytkownikaCoSieDzieje (Niezwyciężony mag)
Łącznie na portalu jest
43,819 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 241
Było: 12.09.2019 09:24:32
Napisanych artykułów: 1,042
Dodanych newsów: 9,883
Zdjęć w galerii: 20,955
Tematów na forum: 3,603
Postów na forum: 309,632
Komentarzy do materiałów: 218,244
Rozdanych pochwał: 3,185
Wlepionych ostrzeżeń: 4,145
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1024
uczniów: 3220
Hufflepuff
Punktów: 916
uczniów: 3121
Ravenclaw
Punktów: 1007
uczniów: 3904
Slytherin
Punktów: 739
uczniów: 3196

Ankieta
Jaką formę aktywności wybierzesz w to magiczne lato?

Codzienny trening na miotle to podstawa! Chcę utrzymać miejsce w drużynie
18% [24 głosy]

Z przyjaciółmi założymy klub pojedynków - to połączenie przyjemnego z pożytycznym
13% [17 głosów]

Bieganie oczywiście - w Hogwarcie przyda się kondycja, kiedy trzeba uciekać przed woźnym, trzygłowym psem czy ogromnym pająkiem
9% [12 głosy]

Wyczynowe jedzenie to to, na co stawiam. W Hogwarcie dobrze karmią, ale nie ma to jak u mamy
7% [9 głosów]

Wybieram aktywność mózgu. Książki, książki i jeszcze raz książki
22% [30 głosów]

Akty... cooo? Planuję się wyspać na zapas
31% [42 głosy]

Ogółem głosów: 134
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 25.06.19

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
HufflepuffEileen Craven ostatnio widziano 18.09.2019 o godzinie 03:19 w Błonia
GryffindorJaga Pojezierska ostatnio widziano 18.09.2019 o godzinie 02:35 w Błonia
HufflepuffEileen Craven ostatnio widziano 18.09.2019 o godzinie 02:22 w Błonia
GryffindorJaga Pojezierska ostatnio widziano 18.09.2019 o godzinie 02:01 w Błonia
HufflepuffEileen Craven ostatnio widziano 18.09.2019 o godzinie 01:24 w Błonia
GryffindorJaga Pojezierska ostatnio widziano 18.09.2019 o godzinie 01:07 w Błonia
[Z] W poszukiwaniu zakończenia
Lord Voldemort sieje zamęt wśród czarodziejów, kiedy młody mężczyzna otrzymuje zadanie, którego sam nie rozumie. Zagubiony wśród lasów Leonoscars próbuje odpowiedzieć na pytania, których nikt nie zadał, by skończyć coś, co się nawet nie zaczęło.
Autor: Prefix użytkownikaAlette
Gatunek: Przygodowe
Ograniczenie wiekowe: +16
Przeczytano 35916 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11], [12], [13], [14], [15], [16], [17], [18], [19], [20], [21], [22], [23], [24], [25], [26], [27], [28], [29].
W poszukiwaniu zakończenia 3/29
Lord Voldemort sieje zamęt wśród czarodziejów, kiedy młody mężczyzna otrzymuje zadanie, którego sam nie rozumie. Zagubiony wśród lasów Leonoscars próbuje odpowiedzieć na pytania, których nikt nie zadał, by skończyć coś, co się nawet nie zaczęło.

Na początku chciałabym bardzo podziękować Penelope, która po raz kolejny przegląda moje wypociny przed publikacją, oraz Raven za Leonoscars ; )
Tę część dedykuję Angie (powinnaś wiedzieć dlaczego haha)


***


Wpadające przez konary drzew promyki słońca świeciły wprost na jego twarz. Nie mógł otworzyć oczu, chociaż bardzo chciał. Wciąż kręciło mu się w głowie i zbierało się na wymioty. Leżał na wilgotnej ziemi, jednak biorąc pod uwagę, że i tak był cały mokry, nie przeszkadzało mu to w znaczącym stopniu. Coś ewidentnie urządziło sobie spacer po jego brzuchu. Pająk?
Poczuł bolesne ukąszenie. Nieprzyjemne pieczenie rozeszło się po całym organizmie.

– Chyba nic mu się nie stało, jak myślicie? – usłyszał słodki, kobiecy głos. Otworzył jedno oko.

Wpatrywała się niego grupa osobliwie wyglądających ludzi. Na przedzie stał mężczyzna o gęstej, brunatnej brodzie i jasnych, niebieskich oczach. W jednej ręce trzymał widły, w drugiej kosz wypełniony nieznaną mu roślinnością. Nie sprawiał wrażenia sympatycznego: jego twarz szpecił sporej wielkości siniec pod okien, na jego ubraniu można było dostrzec widoczne ślady krwi. Dla kontrastu zaraz za nim chowała się młoda kobieta o długich ciemnoblond włosach, związanych w luźny warkocz. Miała mały, lekko zadarty nos i delikatnie różowe usta, które w tamtym momencie ułożyły się w promienny uśmiech. Nieco dalej stała grupa wymalowanych błotem ludzi, gdzie każdy nosił płaszcz wyposażony w pokaźny kaptur, który skutecznie zakrywał ich twarze.
– Ian! – zawołał jeden z nich, wyraźnie podenerwowany.
Kiedy spojrzał w drugą stronę, dostrzegł siedzącą na jednym z kamieni Linę, a obok niej... chłopca...

Zaraz...

Podniósł się, uważnie obserwując zachowanie otaczającej go grupy. Nikt jednak nie zareagował, z wyjątkiem dziewczyny stojącej na przedzie, która zatrzepotała obsesyjnie rzęsami.

– IAN! – powtórzył wołanie człowiek, a wtedy chłopiec wstał i najwolniej jak tylko mógł, podszedł do niego. Pod wpływem groźnego spojrzenia od osoby, która najprawdopodobniej była jego opiekunem, wyraźnie stracił rezon. Już nie przypominał tego dzielnego i pewnego siebie wojownika. W tamtym momencie wyglądał po prostu jak dziecko, które najwyraźniej coś przeskrobało. Przez krótką chwilę wbijał spojrzenie w mężczyznę o gęstej brodzie, jednak ten, pochłonięty obserwowaniem Syriusza i Liny, w ogóle nie zwracał na niego uwagi. Nieufność od niego bijąca, była niemal namacalna.

– Co tutaj robicie?
– A gdzie jesteśmy? – zapytał wciąż zamyślony Syriusz. Nie potrafił zrozumieć, jakim cudem znalazł się na polanie, skoro był pewny, że wpadł do wody.
– Nie wiedzą, gdzie są! - zaśmiał się jeden z mężczyzn. Dodał coś już po cichu do osoby stojącej obok niego, która zarechotała złośliwie.
– Przyprowadziłam was do Leonoscars, jak chcieliście – rzucił chłopiec, nazywany Ianem. Jego opiekun spojrzał na niego ostrzegawczo, więc szybko cofnął się kilka kroków i schował za jedną z zakapturzonych postaci.
– To jest Leonoscars? – Lina była wyraźnie zszokowana. Rozglądała się na boki, próbując odnaleźć jakiekolwiek domy czy uprawiane pola. Jednak z każdej strony otaczał ich gęsty las.
– Tato, to niegrzeczne tak zachowywać się wobec gości – powiedziała dziewczyna, akcentując ostatnie słowo. Mężczyzna z brodą spojrzał na nią pytająco, więc dodała - Stoicie nad nimi z widłami i łopatami. Na pewno czują się nieswojo. Zaprośmy ich do gospody.
– Natalie, przecież to są OBCY – rzekł jej ojciec naciskając na ostatnie słowo. - Mogą być niebezpieczni.
– To czarodzieje tato, czym mogą nam tutaj zagrozić? – Dziewczyna posłała Syriuszowi czarujący uśmiech, jednak ten w odpowiedzi skrzywił się i zmarszczył brwi.
– Ona ma rację, Raphael – rzekł inny mężczyzna z grupy zakapturzonych postaci. – Czarodzieje nie radzą sobie bez magii, a tutaj ich różdżki tracą moc. Nie są dla nas żadnym niebezpieczeństwem.
Pozostali pokiwali głowami. Tylko jeden z nich jakby się wyłamał i kompletnie niezainteresowany słowami towarzyszy ściągnął kaptur z głowy i spojrzał w niebo. Różnił się od pozostałych: był niski i wyjątkowo blady. Na jego twarzy można było dostrzec tajemnicze, czarne znaki, których Syriusz nie mógł sobie z niczym skojarzyć. Jednak nie wierzył, że człowiek wytatuował je dla ozdoby. Mężczyzna mamrotał coś do siebie, ale nikt oprócz Syriusza nie zwracał na to uwagi.
– Czuję się, jakby nas sądzili – szepnęła cicho Lina i chwyciła Syriusza za rękaw kurtki. Nie odpowiedział. Wpatrywał się w wytatuowanego mężczyznę, jakby jego obecność miała być dla niego wskazówką.

– Przestańcie już – odezwała się jedna z zakapturzonych osób. - Nie wiedziałam, że od dziś wzbraniamy komukolwiek wstępu do wioski.
Mężczyzna o gęstej brodzie, nazwany przez swoich Raphalelem, nachmurzył się.
– Ale...
– Dosyć! – Kobieta ściągnęła kaptur z głowy. Podobnie jak reszta miała długie i poplątane włosy, jednak w przeciwieństwie do dziewczyny stojącej za Raphaelem, jej twarz naznaczona była wieloma zmarszczkami wokół ust i oczu. – Nie będziemy tutaj stać. Jestem głodna, zasłużyłam na obiad.
– A co z naszymi gośćmi? – zapytała Natalie. Wciąż spoglądała kątem oka na przybyszów, pełna niezdrowej ekscytacji.
– Chcieliśmy tylko dostać się do Leonoscars – wtrąciła szybko Lina. – mamy tutaj spotkanie z... kimś.
– TUTAJ? – Mężczyzna o gęstej brodzie spojrzał na nich zdziwiony. Miał bardzo silny i donośny głos, pod wpływem którego reszta grypy jakby zmalała. - A dlaczego akurat w Leonoscars?
– Tutaj chciał się zobaczyć, to tutaj jesteśmy – rzekł Syriusz, starając się nie okazywać zdenerwowania. Nie mówił prawdy i obawiał się, że ludzie w kapturach to wyczują. – Jak go spotkamy, to na pewno wam objawi swoje motywy. My ich nie znamy.
Mężczyzna wymienił zdziwione spojrzenie z jedną z zakapturzonych postaci. Widać wciąż miał wątpliwości i szukał odpowiedzi wśród pozostałych towarzyszy. Nikt jednak się nie poruszył, dlatego po długiej chwili wzruszył ramionami i rzucił:
– Osada jest za starym kasztanowcem. Jeśli ruszycie z nami, wkrótce znajdziecie się na miejscu. Ale nie chcę tu widzieć żadnego burdelu...
– Tato! – zapiszczała dziewczyna.

Grupa ludzi zaczęła podążać w kierunku lasu, a Syriuszowi i Linie nie pozostało nic innego, jak ruszyć za nimi. Obydwoje byli wyjątkowo zmęczeni, nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Wyprawa, która powinna trwać zaledwie godzinę, okazała się wyjątkowo długa i nużąca. Nie mieli czasu na zwiedzanie, a samo dotarcie do wioski przypominało bardziej wycieczkę krajoznawczą niż cokolwiek innego. Przeszkoda goniła przeszkodę, a czas uciekał. W końcu mieli znaleźć Gibbona i dowiedzieć się, w jakim celu udał się do Leonoscars. W obecnym czasie nie potrafili nawet określić, którą część lasu aktualnie przemierzają.
– Skąd jesteście? – Nie wiadomo skąd przed Syriuszem wyrosła drobna blondynka, która kilka minut wcześniej chowała się za plecami mężczyzny zwanego Raphaelem.
– Z Londynu – rzekła powoli Lina, obserwując dziewczynę, która uwiesiła się na ramieniu jej towarzysza. Syriusz miał głupią minę: była to wybuchowa mieszanka zdziwienia, irytacji i rozbawienia. Lina posłała mu złośliwy uśmiech.
– Rzadko mamy tutaj gości. Nikt nie lubi chodzić po lesie. A szkoda, bo to bardzo fajne zajęcie. Można spacerować i wpatrywać się w niebo...
– Zaiste, bardzo ciekawe – wymamrotał Syriusz, próbując odczepić od siebie dziewczynę.
– ... albo zbierać grzyby czy zioła. Ojciec chodzi też do kopalni, ale ja to nie lubię takich zajęć. Są takie... ciężkie. Wolę jednak polować. Znaczy ja nie zabijam zwierząt, ale poluję na nich oglądanie. Raz widziałam stado saren i tak się przestraszyłam, że zobaczę zaraz jakiegoś jelenia! Mała jestem, taki potwór mógłby zrobić mi krzywdę. Ale na całe szczęście...

Westchnął. Żałował, że nie miał pilota, którym mógłby wyłączyć bełkot dziewczyny. Jej barwa głosu była co najmniej irytująca. Sama Natalie przytłaczała swoim zachowaniem, słowami, piskiem i zapachem. Cuchnęło od niej lasem, ziołami i czymś jeszcze, czego w żaden sposób nie potrafił zidentyfikować. Zmarszczył nos.

– No i wtedy ja mu powiedziałam...
– Właściwie jak się tutaj znaleźliśmy, Natalie? – Monolog dziewczyny przerwała Lina. – Domyślam się, że to jakiś rodzaj złudzenia albo teleportacji.
Blondynka spojrzała na nią zdumiona. Najprawdopodobniej w ogóle nie rozumiała, co kobieta do niej mówiła.
– Żeby dostać się tutaj, skoczyliśmy z ogromnego urwiska - tłumaczyła cierpliwie Lina. – Ale nie mam pojęcia, jak to się stało. Technicznie...
– To portal – powiedział chłopiec, który najwyraźniej uwolnił się od groźnego spojrzenia swego opiekuna. – Tuż nad wodą. Przenosi nas do wioski, którą chroni magia. W inny sposób nie można się tu dostać. – Zamilkł na chwilę, jakby pogrążając się w zadumie. Jednak zaraz uśmiechnął się złośliwie i dodał: - Poza tym nie pytajcie o takie rzeczy Natalie. Ona nigdy nie opuszcza wioski.
– Opuszczam, kiedy chcę – odpowiedziała dziewczyna, w ogóle nie przywiązując wagi do niezbyt uprzejmego tonu chłopca - Ale rzadko chcę. W końcu co tam można robić w tym Londynie? Nic tylko gwar, hałas, krzyki. Raz, kiedy pojechałam tam z matką...

Szli tak z kilkanaście minut, a nikt oprócz drażniącej Natalie nie przemówił do nich ani razu. Od czasu do czasu młody Ian odwracał się, jakby chciał się upewnić, że wciąż za nimi idą. Starca dalej nie było widać, jakby zapadł się pod ziemię.

W końcu ich oczom objawiła się wioska, chociaż takie określenie raczej nie oddawało klimatu tego miejsca. Na samym środku ogromnej polany widoczne było otoczone kamieniami miejsce na ognisko. Dokoła niego poustawiano pieńki, na których w tamtym momencie siedziało trzech mężczyzn ubranych w poobdzierane, zielone kombinezony. Nieco dalej można było dostrzec długi stół z zadaszeniem w postaci siatki, a obok stos poukładanych kawałków drewna. Pod kilkoma niewielkimi drzewami rozłożono namioty wojskowe, a na przywiązanych do drzew sznurach suszyło się pranie. Wszystko wyglądało jak jedno wielkie obozowisko, a nie wieś: mimo usilnych starań Syriusz nie mógł dostrzec ani jednego domu czy chaty. Jednak kiedy bliżej przyjrzał się namiotom, mógł dojść do wniosku, że z pewnością nie były to mugolskie kawałki pozszywanego materiału. W tym przypadku każdy z namiotów unosił się lekko nad ziemią. Nie trzeba było być geniuszem, by wyczuć magiczną aurę wydobywającą się z tamtego miejsca. Była jednak to aura o tyle dziwna, że ze zwykłymi zaklęciami miała niewiele wspólnego.

– Sypiacie wszyscy razem? – zapytała dziewczynę Lina. Ta tylko zachichotała cicho i odparła:
– Oczywiście, że nie. Tutaj każdy śpi sam. Nikt obcy nie ma wstępu do pokoju. Ja też nie mogłabym was zaprosić do swojego. To niemożliwe. Gdybyście weszli do namiotu najprawdopodobniej rozpłynęlibyście się w tej no... próżni. – Ponownie zachichotała, ale tym razem o wiele głośniej. Syriusz zachodził w głowę, gdzież znajdują się te ich "osobne pokoje", jednak żadne rozwiązanie nie przyszło mu dog łowy. Zakładał, że być może w namiotach dochodziło do specyficznego rodzaju teleportacji w inne miejsce. W końcu z jednym portalem mieli już do czynienia.

Dziewczyna ciągnęła Syriusza w kierunku jednego z namiotów. Poczuł lekkie rozdrażnienie, ale i tak nie wiedział, gdzie miałby się udać, dlatego zdał się na przewodnika. Nawet jeśli tym przewodnikiem miała być kobieta o dosyć wątpliwej inteligencji. Lina szła obok niego, rozglądając się dookoła.
– Zapraszam – powiedziała do dwójki Natalie, wskazując na wejście.
– A co z próżnią...? – zapytała Lina, ale dziewczyna już nie zdążyła odpowiedzieć. Sama wkroczyła do środka namiotu i zniknęła im z oczu.
– Skoro nie zabił nas skok z urwiska, to wątpię, by miało nas załatwić wejście do kilku pozszywanych szmat – rzekł Syriusz do Liny. Ta wciąż się wahała, ale w końcu kiwnęła głową i podążyła śladem Natalie.

Znaleźli się w dużym pomieszczeniu, które od środka przypominało drewnianą chatę. Mogliby przysiąc, że wkroczyli do zwykłej gospody. Drewniane stoły, ogromne ławki, kilka skórzanych foteli tworzyło specyficzny klimat londyńskiego "Dziurawego Kotła". Brakowało tylko siedzących w kątach goblinów. Na ścianach przywieszono łby dzikich zwierząt i to zarówno tych niemagicznych, jak władających niespotykanymi mocami. Niezbyt miłe wrażenie na Syriuszu robiła wypchana głowa jelenia. Ślepia zwierzęcia niemalże wpatrywały się w niego z wyrzutem znad baru, przy którym stał krótko ostrzyżony mężczyzna. Podobnie jak reszta mieszkańców Leonoscars nie wyglądał nazbyt czysto, chociaż w porównaniu do takiego Iana czy Raphaela wydawał się chociaż w minimalnym stopniu schludny. Przemywał szklanki po piwie przy blaszanej misie z wodą.
W pomieszczeniu nie znajdowało się zbyt wiele osób. Przy kominku siedziały dwie kobiety robiące na drutach, jedna z nich klepała się po rozdętym, ciężarnym brzuchu. W kącie można było dostrzec zarys dwóch mężczyzn, pijących w milczeniu piwo. Przy samym barze jadł wyjątkowo poobijany człowiek. Miał podbite oko i sporą ilość zadrapań na policzkach i rękach. Wyglądał, jakby walczył z rozwścieczonym zwierzęciem.

Natalie podbiegła do barmana ze słodkim uśmiechem na ustach. Ucałowała go w oba policzki i wskazała na Syriusza ręką. Ten tylko coś odburknął i zniknął za zapleczu.
– To nasza gospoda. Tutaj sobie siedzimy, jak czujemy się samotni - powiedziała Natalie, odgarniając z czoła kosmyki blond włosów. – To jest Bertram. A raczej był, zanim zniknął. – Ponownie zachichotała, co Syriusz skwitował uniesieniem brwi. – Teraz nikogo nie ma, bo obiady zazwyczaj jadamy samotnie. To ma nas skłonić do przemyśleń o życiu, miłości, przyszłości, rodzinie pracy i... czegoś jeszcze, ale zapomniałam.
– Wszystkich obcych tak oprowadzasz, Natalie? – zapytała grzecznie Lina, chociaż w jej głośnie można było dostrzec nutkę zgryźliwości.
– No jasne – rzekła z entuzjazmem dziewczyna. Niemalże podskoczyła w miejscu z ekscytacji. – Tak tutaj nudno...
Wtedy z zaplecza wyszedł barman, niosąc blaszany czajnik z wodą. Wyciągnął spod lady dwa kubki, do których bez słowa wlał wrzątku. Potem bez słowa zaczął ponownie czyścić kufle z misy.
– Herbata dla was – zapiszczała Natalie.



***


Niewiele można był się dowiedzieć od Natalie, chociaż ta mówiła bez przerwy. Większość to jednak był rzut słów bez ładu i składu i dotyczył codziennych, niczym się nie wyróżniających się czynności takich jak zbieranie jagód w lesie latem, czy rozpoznawaniem zwierząt po śladach. Lina słuchała jej cierpliwie, starając się wyciągnąć jakiekolwiek informacje z jej przemowy, natomiast Syriusz pił herbatę pogrążony we własnych myślach.

Wiedział, że jest już późno i jeśli nie wyrobią się do wieczora, to będą musieli spędzić w wiosce noc. Pomijając oczywiście sam problem związany ze spaniem w lesie, on po prostu nie mógł sobie na to pozwolić. Cenił własne życie, a jeśli los zatrzyma go w Leonoscars, to najpewniej je straci. Zostanie zamordowany ze szczególnym okrucieństwem i zapewne, co najgorsze, bez pomysłu.

Powoli pub zaczął zapełniać się ludźmi. Nikt nie zwracał uwagi na Syriusza czy Linę, jakby widok obcych ludzi był dla nich codziennością. Kontrastowało to z początkową niechęcią miejscowych w kapturach jak i z samą ideą ukrycia wioski w środku lasu blokującego magię. Natalie sprawiała wrażenie, jakby była w wesołym miasteczku, a aktualnie bawiła się w najlepszej z karuzeli. Nieustannie wierciła się na krześle, a podniecenie niemalże rozsadzało ją od środka.

Syriusz zerknął w stroną baru. Mężczyzna z poobijaną twarzą zniknął w kącie wraz z innym człowiekiem, który nosił pokaźny, ciemnoszary kaptur. Jakaś grupa wesołych kobiet podbiegła do baru i ze śmiechem zaczęła zagadywać barmana. Zachowywały się podobnie jak Natalie, z tym że ich radość była o wiele mniej słodka niż w przypadku blondynki. Przez moment Syirusz był pewien, że ich towarzyszka wstanie i pójdzie przywitać się z koleżankami, bo spoglądała w tamtym kierunku ze zmarszczonymi brwiami. Jednak po chwili sięgnęła po stojącą na stole filiżankę i zaczęła sączyć herbatę, wpatrując się uważnie w Syriusza. Poczuł się co najmniej nieswojo.
– Ściemnia się – rzuciła Lina, patrząc przez okno.
Jedna z dziewczyn stojących przy barze rozlała piwo na swoją koleżankę. Ta tylko zaśmiała się wesoło i zaczęła wycierać dekolt szmatą podaną przez barmana, który uważnie obserwował ruch jej dłoni z lekko rozchylonymi ustami. Jeden z mężczyzn wchodzących do namiotu potknął się o stojące na środku wiadro, przez co wpadł na poobijanego mężczyznę, który właśnie w tym momencie podawał jakimś kamień do ręki swojego towarzysza.

Mężczyzna uderzył o ścianę. Jego towarzysz w ostatniej chwili zdążył uskoczyć. Przedmiot spadł na ziemię i przeturlał się pod jedną z szafek. Zdenerwowany towarzysz rzucił się w jego kierunku i ze złością zaczął na kolanach przeszukiwać podłogę.
– Hej! – krzyknął Syriusz, wstając. Sięgnął po różdżkę ukrytą w tylnej kieszeni spodni, chociaż wiedział, że i tak mu się nie przyda.
Klęczący mężczyzna wstał z grafitowym kamieniem w ręku. Kaptur spadł mu z głowy, obnażając kwadratową szczękę i malutkie, czarne oczy.

Przed nimi stał Gibbon.

Zanim ktokolwiek zdążył choćby pisnąć, Śmierciożerca rzucił się w kierunku wyjścia z pubu. Syriusz pobiegł za nim, rozpychając łokciami grupę stojących ludzi. Jedna z chichoczących kobiet wpadła na koleżankę i obie przewróciły się na ziemię. Black jednak nie zwrócił na nie uwagi. Przeskoczył przez wiadro stojące na ziemi i wypadł z namiotu.

Oślepił go blask zachodzącego słońca. Próbował zlokalizować Gibbona, ale lekko skołowany nie dostrzegał niczego. Chwilę później pojawiła się obok niego Lina.
– Gdzie on jest? – wysapała.
– Tam! – krzyknął Syriusz i rzucił się w pościg na uciekającym mężczyzną.

Nigdy nie miał problemów z kondycją, jednak niekończący się bieg przez lasy Leonoscars był o wiele bardziej wyczerpujący niż jakakolwiek przebieżka po londyńskim parku. Ciężko mu było utrzymać równowagę na śliskiej nawierzchni utworzonej z gnijących liści. W dodatku skupiony na umykającej postaci w ogóle nie zwracał uwagi na wystające spod ziemi korzenie drzew. Nie raz, nie dwa wylądował na ziemi, mimo to w ogóle nie zastanawiał się nad ewentualnym bólem. Zanim zdążył chociażby pomyśleć, zaraz wstawał i biegł dalej. Powoli brakowało mu tchu, ale na całe szczęście Gibbonowi najwyraźniej również. Lina została w tyle.
Przed nimi objawił się ogromny staw o ponurym wyglądzie, jednak Śmierciożerca nie zwalniał. Kiedy Syriuszowi już się wydawało, że droga ucieczki dobiegła końca, Gibbom wskoczył do wody i w niej zniknął.

Nie deliberując się nad konsekwencjami, Syriusz również rzucił się do wody. Nie zdążył nawet poczuć jej zapachu: już po chwili znalazł się na środku polany. Tym razem nie był zadziwiony teleportacją. W oczu rzucił mu się głaz, który spotkali z Liną na samym początku swojej wyprawy do Leonoscars, jednak nie miał czasu na dalsze obserwacje. Nie zastanawiając się zbyt długo, rzucił w kierunku Gibbona urok o czerwonym promieniu. Ten błyskawicznie go odbił i próbował się teleportować, natomiast wtedy Syriusz powalił go na ziemię. Przez dłuższą chwilę szarpali się nawzajem bez użycia czarów. Różdżka jednego i drugiego leżała prawie stopę od nich. Walka wydawała się być wyrównana: Gibbon należał zdecydowanie do osób silnych, które jednym ciosem powalają przeciwnika na ziemię. Mimo to Syriusz był o wiele zwinniejszy od teoretycznie większego Śmierciożercy, więc z łatwością unikał jego ataków. Liczył na to, że Gibbon w końcu się zmęczy, poza tym nie mógł zrobić nic.

Jeden z ciosów trafił go prosto w nos. Poczuł jak krew zalewa mu twarz, ale starał się zignorować ból. Chwycił Śmieciożercę za skraj szaty, by ten nie zdołał się teleportować, co najpewniej zamierzał uczynić. W odpowiedzi Gibbon próbował go kopnąć, ale w ostatniej chwili Syriusz zmienił swoją pozycję, więc ogromna stopa wylądowała w bagnie. Szybkim ruchem sięgnął po swoją różdżkę i wycelował nią w mężczyznę.

– Nie ruszaj się, śmieciu – warknął. Gibbon zamarł. Prawdopodobnie analizował, jak zamiary miał jego przeciwnik. Nigdy wcześniej go nie widział, nie mógł przewidzieć, czy za chwilę niezostanie zamordowany. Skąd niby mógł wiedzieć, że Syriusz nie odważyły się użyć któregokolwiek z zaklęć niewybaczalnych. – A teraz oddaj mi to, co trzymasz w ręce... Powoli!

Gibbon rzucił się w kierunku swojej różdżki. Urok, który Syriusz wyrzucił w jego stronę, trafił go, przez co ciemny kamień w jego ręce utonął w liściach lasu Leonoscars. Kilka sekund, które Syriusz przeznaczył na obserwację ów przedmiotu, Śmierciożerca wykorzystał na teleportację. Nim Syriusz zdążył zrobić cokolwiek, Gibbon zniknął.

Zaklął głośno. Podszedł do miejsca, w którym przed chwilą stał mężczyzna i wymacał kamień, którego Gibbon tak nieudolnie pilnował. Przyjrzał mu się. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przedmiot powieszony jest na cienkim rzemyku, był więc swego rodzaju ozdobą. Na kamieniu wyryto jakieś dziwne, nieznane mu znaki. Nie były to z pewnością starożytne runy, chociaż musiały się w ten czy inny sposób z nimi wiązać.

– Gdzie on jest? – usłyszał głos za sowimi plecami. Na polanie pojawiła się Lina. Trzymała w ręku różdżkę. Była cała brudna i roztrzepana, nie prezentowała się zbyt korzystnie. Oddychała ciężko, trzymając się za bok.
– Uciekł – rzekł niedbale, wciąż przypatrując się swojej zdobyczy.
– Jak to uciekł? – spanikowała. – Pozwoliłeś mu się teleportować?!
– Tak, Lina – rzucił zirytowany. – Staliśmy sobie na polanie, rozwialiśmy o pogodzie, kiedy on zapytał mnie "Syriuszu, czy mógłbym teraz pójść do diabła?", a ja do niego "Nie ma sprawy, pozwalam ci się teleportować".
– Kiepski czas do żartów – powiedziała. Rozejrzała się dookoła. - Spartaczyliśmy zadanie. Mieliśmy go podsłuchać, ale oczywiście ty musiałeś go łapać – spojrzała na niego z wyrzutem.
– Powiedziała kobieta, która zamiast zostać w gospodzie i otoczyć jego towarzysza, pobiegła za mną - wycedził przez zaciśnięte zęby. – Nie widzę sensu rozgrzebywania tego. Powiemy Zakonowi, że uciekł i koniec. Każdemu może wymknąć się Śmierciożerca. Poza tym chciałbym ci coś...

Na polanie teleportowała się trójka czarodziejów. Każdy z nich ubrany był w identyczny strój: ciemne spodnie, sweter, czarne ciężkie buty i rękawice. Jeden z nich, krótko obcięty szatyn z szarymi oczami otoczonymi przez gęste, czarne rzęsy uśmiechał się z wyższością. Teoretycznie był drobniejszy od pozostałych, ale biła od niego niesamowita magiczna aura, która paraliżowała nawet najodważniejszych. Jego towarzysze stali jakby w jego cieniu, gotowi wykonywać rozkazy.
– Kurwa – wypalił Syriusz, nim zdążył ugryźć się w język.

Komentarze
avatar
Angelina Johnson  dnia 04.04.2014 20:48
Śpieszę się niesamowicie, więc skomentuje jutro. Ale BOMBA!

***


Jestem absolutnie zachwycona. Nie wiem, co Ci się w tej części nie podobało, bo dla mnie każde zdanie pasowało idealnie. Serio. Wiem ile czasu nad jedną częścią siedzisz i efekt jest naprawdę niesamowity. Zazdroszczę. Piszesz jak zawodowa autorka.
Natalie jest prześmieszna. Wprowadziła do opowiadania trochę przerysowanej komedii, ale w dobrym guście. Jest taka nieco karykaturalna, ale jednak jednocześnie ciężko jej nie lubić. Mam nadzieję, że jeszcze się pojawi (i to wcale nie z tego powodu o jakim pewnie pomyślisz).
Portale strasznie przypominają mi cykl powieści "Świat Czarownic". Wątpię, abyś się na tym wzorowała, bo to mało znana w Polsce i stara seria, ale jednak normalnie jakbym się przeniosła na moment w akcję z tamtych książek. W sumie mogłabyś współpracować z ich autorem, poziom pisarski masz już odpowiednio wysoki.

Chciałabym zakończyć jakimś kontrastem, ale nie potrafię znaleźć nic złego w tej części. Więc będzie to cukierowy komentarz, oh nie ;/ I bardzo dziękuję za dedykację, czuję zaaaaszczyt!
avatar
Prefix użytkownikaBarlom  dnia 04.04.2014 21:49
Dłuuga ta część, ale nie narzekam.
Okazało się, że wcale nie zabawili zbyt długo w wiosce, niemniej jednak udało ci się wymyślić coś oryginalnego. ;)
Ciągle miałem wrażenie, że Natalie to mała dziewczynka. xD
Było kilka literówek, ale przy tak długim tekście to nic złego.
Akcja się rozkręca, ciekawe jak Nasza para wywinie się tym... śmierciożercom? A może i samemu Voldkowi?
No cóż, okaże się to na pewno w następnej części, na którą czekam. ;) Brawo
avatar
Prefix użytkownikaPenelope  dnia 05.04.2014 00:23
Zgadzam się, że długa, ale ja osobiście przeleciałam przez to tak szybko, że tej długości nie czułam. Widzę, że masz głowę pełną pomysłów, co bardzo zachęca do czytania. Wygląd wioski jest po prostu przewspaniały, a pomysł z portalami wewnątrz... nie mam pojęcia jak na to wpadłaś, ale to jest genialne :D Już nie mogę się doczekać następnej części, a przekomarzania Liny i Syriusza s boskie, więcej ich proszę :D

Śpieszę się niesamowicie, więc skomentuje jutro. Ale BOMBA!


No niestety będziesz musiała poczekać dłużej niż myślałaś :D
avatar
Prefix użytkownika_raven_  dnia 05.04.2014 00:37
Cholibka, no! Miałam nie komentować ficków, ale czegoś takiego:
Na początku chciałabym bardzo podziękować Penelope, która po raz kolejny przegląda moje wypociny przed publikacją, oraz Raven za Leonoscars ; )

nie można przemilczeć :(
Wykorzystanie Leonoscars do nazwania Leonoscars właśnie Leonoscars jest dla mnie zaszczytem. Tzn zaszczytem jest to, że mogłam mieć udział w tworzeniu nazwy. My pleasure. Serio.
Ale Ian nie powinien być Ianem, tylko Jaredem!

Dobra, nie, miałam lizać d***, to wyliżę. Kolejna fantastyczna część fantastycznej opowieści. Koniec lizania.

Kilka literówek Ci się zdarzyło, ale w sumie nic groźnego. Jakieś "nich" zamiast "ich" i coś tam jeszcze, podejrzewam, że to niedopatrzenia.
Ale jest jeden błąd, który mnie osobiście zawsze bardzo denerwuje i warto żebyś go nie powtarzała w przyszłości.

Syriusz przeznaczył na obserwację ów przedmiotu

Zaimek ów się odmienia. Więc nie obserwację ów przedmiotu, tylko owego.
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 05.04.2014 08:56
Jest mi bardzo miło, że tak pozytywnie przyjęliście tę część, które mnie osobiście trochę zgrzyta. Zastanawiałam się dlaczego i już wiem - za krótko ją trzymałam w swoich objęciach. Dlatego pewnie na następną trochę poczekacie (w sumie pewnie wyjdzie na to samo, zależy od weny), bo lubię pobawić się tekstem i ciągle go zmieniam.

Akcja się rozkręca, ciekawe jak Nasza para wywinie się tym... śmierciożercom? A może i samemu Voldkowi?


He he he he - nie mogłam się powstrzymać. Mam nadzieję, że kolejna część się spodoba.

pomysł z portalami wewnątrz... nie mam pojęcia jak na to wpadłaś, ale to jest genialne Szczerzy zęby


Pomysł z portalami raczej nie jest mój autorski, bo w sporej liczbie książek fantasy pojawia się takie coś. Ja tylko trochę to hm... dostosowałam do mojej historii ; )

Zaimek ów się odmienia. Więc nie obserwację ów przedmiotu, tylko owego.


Dzięki, na pewno zwrócę na to uwagę w przyszłości ; )

W ogóle dziękuję za miłe słowa, chyba już tradycyjnie. A teraz lecę na pociąg ; )
avatar
monciakund  dnia 05.04.2014 19:25
Czytałam już poprzednie części twojego ff i szczerze mówiąc, ten kawałek jest najlepszy :D Widać, że masz pomysł, nie piszesz na siłę. Czekam na kolejne z wielgaśną niecierpliwością.
avatar
Prefix użytkownikaTenKtoregoNickuPisacNieMozna  dnia 09.04.2014 23:16
Okej, twór ten lepszy jest, albo być wydaje się... od poprzedniego lepszy oczywiście. W momencie pewnym, dłużyć strasznie zaczęło mi się to, nie wiem dlaczego. A potem nagle koniec. Ech... Że też zakończyć w momencie takim musiałaś.
Podejrzewałem, że z urwiska w skoku tym haczyk jakiś znajdował się, no i masz. Na jedno z lepszych na tej stronie opowiadań zanosi się to. To znaczy... wydaje mi się tak.

Przepraszam
avatar
Prefix użytkownikaSann  dnia 11.04.2014 00:51
Nazwałaś chłopca Ianem, cudownie! <3 Czy możemy odstrzelić Natalie? Prooooszę!

Znalazłam dość sporo literówek, jeśli mamy mówić o błędach. Osobiście drażnią mnie niemiłosiernie, więc będę po stokroć wdzięczna, jak ograniczysz je do minimum.

Końcówka zdecydowanie najlepsza. Bo wiesz, ja chyba lubię przekleństwa :D Czekam na więcej, po prostu.
avatar
Prefix użytkownikalosiek13  dnia 22.04.2014 13:14
Przy kominku siedziały dwie kobiety robiące na drutach, jedna z nich klepała się po rozdętym, ciężarnym brzuchu.
Nie wiem dlaczego, ale mega mnie to rozśmieszyło xD

Jaa, to się czyta jak prawdziwą książkę, tylko "rozdziały" mega krótkie ;D Zapowiada się na kolejny cukierkowy komentarz, więc zbytnio rozpisywać się nie będę. Chcę więcej ;]
avatar
Prefix użytkownikadobrosia1  dnia 25.10.2014 18:56
Kolejny raz "coś" powaliło mnie na kolana. Choć nie ukrywam, wiele rzeczy tak ze mną robi. Nie mogę się nadziwić, jak można tak dobrze pisać. To bardziej przypomina rozdział ze SŁAWNEJ książki, niż zwykłe (niezwykłe) ff. Podziwiam, że masz pomysł na stworzenie zupełnie nowej historii. Skąd bierzesz inspirację? Mi przychodzi do bardzo trudno. Ten rozdział dotychczas najbardziej mi się podobał, może dlatego, że najwięcej się dzieje. Praktycznie brak jakichkolwiek intów lub ortów. Jestem pod wielkim wrażeniem. (Tak, wiem, kadzę)
avatar
Prefix użytkownikaChristina  dnia 23.01.2015 19:40
Ha Ha! Masz powtórzenie "ostatnie słowo". Ha Ha!
Wreszcie się do czegoś przyczepiłam. Jestem z siebie taka dumna.
I następne! Oj Aluś, kiepsko, kiepsko...

Oczywiście żartuję! Jak zwykle genialnie, pięknie i cudownie.

- No i wtedy ja mu powiedziałam...

Dokładnie to mówię, gdy naśladuję jakieś głupie blondynki. Boże, to jest tak próżne i głupie, że aż boli. Aż czasem chce się podejść i zaoferować dziewczynie jakiś kurs z bycia inteligentną.
Ale wracając... jak mnie ta dziewczyna irytowała, a nawet nie słyszałam jej głosu. Nie dzierżę, jak ktoś mi tak nawija nad uchem. Grr...

Jak ja ci zazdroszczę bohaterów i ich autentyczności. Są tacy prawdziwi.
Pomysłów też ci zazdroszczę. Moje są takie płytkie...
avatar
Prefix użytkownikaKatherine_Pierce  dnia 29.01.2015 20:36
NO GENIALNE. Skąd Ty bierzesz takie pomysły? No cudo. Nie wiem jak to inaczej wyrazić. Zdziwiłam się tylko, że zaraz po powrocie z wioski mogli używać czarów... czy zanim się do niej dostali już wcześniej nie mogli używać czarów? Jak szli za Ianem (boskie imię xD mam nadzieję, że jeszcze się pojawi), przed wskoczeniem do wody to też nie mogli używać magii? Od bramy jakoś...
No nic, ciekawe na kogo się tam nadziali.
avatar
Prefix użytkownikaSam Quest  dnia 16.12.2015 14:47
Dziwne... ale zaczynam lubić Linę, Syriusz dalej, nie jest moim ulubieńcem. Generalnie długi rozdział, jest akcja coś się dzieje, ale no nadal się nie mogę wczuć w tę historię i niestety dalej Huncwotów nie lubię. Bynajmniej nie ma w tym Twojej winy, bo piszesz bardzo dobrze, no ale pomimo fajnego stylu nie pokochałam tego ff, może się to zmieni. Spróbuje dalej i zobaczymy czy mi się to zmieni, czy nie.
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 07.04.2016 17:10
Komentowania starych części ciąg dalszy :D

Mona, pomysł był rozpisany na kilku stronach w wordzie i jeszcze w zeszycie ;d

Nick to trochę jak Yoda :D wiadomo, że w urwisku musiał być haczyk, dziwnie by było, gdybym zabiła bohaterów w trzeciej części haha

Sann, literówek nie widziałam i wciąż nie widzę, bo jestem ślepa. No ale Natalie nie zostanie zastrzelona (TAKI SPOILER)

Ciemku, nie wiem, dlaczego cię to rozśmieszyło, samo życie ;p

Dosia, nie pamiętam już, co mnie zainspirowało do napisania tego ff, ja wiele rzeczy biorę z kosmosu... w tym sensie, że nie ma jakiejś jednego, konkretnego źródła inspiracji... chyba

Chris, starałam się porządnie naśladować dziewczynę, która potrzebuje kursu inteligencji :D

Kath, w lesie po prostu była granica, po której przekroczeniu nie mogli już używać magii. Natomiast z Leonoscars przenieśli się już w inne miejsce, gdzie tej blokady już nie było ; )

Sam, do Liny chyba ludzie mają niejednoznaczny stosunek, bo niektórzy jej nie cierpią, a inni uważają, że jest fajna ;p

Dzięki za komentarze!! ; ))
avatar
Prefix użytkownikaKrnabrny  dnia 25.05.2019 12:47
Ciekawe, wreszcie po długiej i wspaniałej literackiej podróży wraz z Syriuszem i Liną dotarliśmy do Leonoscars. Wioska wydaje się mieć niepowtarzalny klimat, jest bardzo ciekawa - zdziwiło mnie, że Ian wydaje się bardziej pewny siebie wobec obcych poza wioską niż wobec swoich opiekunów w niej (aczkolwiek może to tylko kwestia jednego starca). A gdy już dotarliśmy wyrywasz nas, w bardzo realistycznym i hmm żywo, obrazowo po prostu świetnie opisany pościg za Gibbonem i pokazujesz walkę z nim. Takie sceny mi się ciężko pisze, więc tym bardziej doceniam kunszt, bo ci wyszły wręcz znakomicie - zresztą jak całość, różnorodność tej historii jest idealna. A kończysz w momencie, który podsyca apetyt na więcej - słowem brawo!
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny! Wybitny! 100% [3 głosy]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 0% [0 głosów]
Zadowalający Zadowalający 0% [0 głosów]
Nędzny Nędzny 0% [0 głosów]
Okropny Okropny 0% [0 głosów]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Pan Śmierci
18.09.2019 07:47
Kapelusz

Różowy Pomeranian Teksasu
18.09.2019 01:28
Scar, jesteś jeszcze jakby co?

Wybitny uzdrowiciel
18.09.2019 01:26
jakbym nie wróciła na czas to piszcie dalej tylko wplatajcie moje postacie xD

Wybitny uzdrowiciel
18.09.2019 01:25
a teraz zw, bo idę się myć xD

Wybitny uzdrowiciel
18.09.2019 01:25
post :D

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 58237 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 51426 punktów.

3) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 41857 punktów.

4) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 40220 punktów.

5) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 34521 punktów.

6) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 34106 punktów.

7) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 32287 punktów.

8) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

9) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 30501 punktów.

10) Prefix użytkownikaYourSmile

Avatar

Posiada 29744 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 1.38