Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1414
Było: 24.05.2026 16:48:00
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Dom z zewnątrz wyglądał zwyczajnie: ściany miały kolor jasnożółty, dach ciemnozielony. Przez okno jednego z pokojów można było dostrzec ładne, białe firany. Do ciężkich, dębowych drzwi prowadziła wydeptana ścieżka otoczona przez masę zieleni, która w tamtym momencie jakby przygasła. Nikt obcy nie mógł przewidzieć, że w środku zorganizowano cokolwiek. Ot, stał sobie budynek otoczony równo przyciętym żywopłotem.
Dlatego też pojawiający się co chwilę czarodzieje odziani w odświętne szaty wprawiali stojącą nieopodal rodzinę w osłupienie. W ogóle nie pasowało to do raczej sielskiego klimatu wioski, gdzie postanowiono ów tajemniczy dom, którego mieszkańców z resztą znano niezbyt dobrze. Co jakiś czas tylko spotykano ich na cmentarzu, gdzie kładli kwiaty i wieńce na grobach swoich przodków.
– Karnawał to chyba styczniu jest... – wymamrotał cicho ojciec rodziny, trzymając za rękę małego chłopca o okrągłej buzi, kiedy ubrany w czarną szatę młody mężczyzna wkroczył na teren posesji.
– Może się tak wystroili na andrzejki – powiedziała jego żona.
– Co to są andrzejki...?
Tymczasem Syriusz stanął przed drzwiami domu i jakby zamarł. Zastanawiał się, czy powinien w ogóle chować różdżkę, może lepiej trzymać ją w pogotowiu? Wiedział, że pojawienie się na przyjęciu z "bronią w ręku" mogłoby zostać odebrane jako czysta prowokacja. Z drugiej strony miał pewność, że James będzie próbował go zabić... a nie chciał umierać – przynajmniej nie w tym roku.
Nie przejmując się tak przyziemnymi czynnościami jak pukanie i czekanie na zaproszenie właściciela, wkroczył pełen obaw do przytulnego przedpokoju. Lina jako pierwsza rzuciła mu się w oczy: miała na sobie błękitną, elegancką sukienkę, którą równie dobrze mogła założyć w lecie do biura. Dla odmiany jednak rozpuściła włosy, które w tamtym momencie opadały jej na ramiona. Spojrzała na niego ze złością, ale nic nie powiedziała. Zamiast tego kiwnęła głową mężczyźnie, który stał obok niej.
Rozejrzał się po pomieszczeniu nieco przytłoczony spojrzeniami obecnych. Od razu można było dostrzec, że ktoś włożył sporo pracy w dekoracje - wszystko wyglądało skromnie, ale przy tym wyjątkowo uroczo. Świeże kwiaty ozdabiały balustradę drewnianych schodów, wiele z nich powkładano do wielkich wazonów. Syriusz nie przywiązywał wagi do takich rzeczy, kwiaty częściej wywoływały u niego alergię niż zachwyt, ale jednak musiał docenić gust osoby ozdabiającej wnętrze.
– No jesteś wreszcie – powiedziała Dorcas Meadowes, poprawiając ogromną, niebieską tiarę na głowie. Długie, sięgające pasa włosy zakrywały przód jej dosyć dziwnie skrojonej sukienki. – Emelina nie chciała nam nic powiedzieć...
– Myśleliśmy, że coś ci się stało – dodał spokojnie Remus Lupin, witając się z przyjacielem. Nie wyglądał najlepiej, ale biorąc pod uwagę, jakie zadanie otrzymał ostatnio od Dumbledore'a, nie było w tym nic dziwnego.
– Mieliśmy tylko małą potyczkę z aurorami – tłumaczył się Syriusz, ale kiedy napotkał spojrzenie Liny, zamilkł.
– Nie zgrywaj się teraz – rzuciła ze złością, a jej twarz wykrzywiła się w niezbyt ładnym grymasie. – Lepiej wytłumacz, gdzie się podziewałeś.
– Właściwie to...
– Nie nam – przerwała mu ze złośliwym uśmiechem i wskazała na drzwi prowadzące do salonu. Syriusz przełknął ślinę, ale nic nie powiedział. – James na pewno będzie ciekawy, dlaczego po raz kolejny rozpieprzasz mu wesele...
To nie była prawda... a nie – była. Cóż... Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, też ślub odbyłby się już dwa lata temu, jednak widać, w tej dziedzinie los poskąpił im szczęścia. Szkoda, że owym poskąpieniem szczęścia był Syriusz Black.
Zaraz po skończeniu szkoły zorganizowano huczne wesele, którego pozazdrościłby niejeden bogacz: mnóstwo gości, kwiatów, jedzenia, alkoholu, piękna pogoda, wielka posiadłość wuja... po prostu żyć nie umierać. Jednak dosłownie dzień wcześniej Syriusz Black sprowokował bójkę na jednej z londyńskich ulic, przez to zamiast ślubu odbył się wyjątkowo zacięty pojedynek między młodymi jeszcze-nie-członkami Zakonu Feniksa, a zwolennikami Lorda Voldemorta. W wyniku zajścia James został ranny i, jak można się spodziewać, wesele odłożono na czas późniejszy.
Przez długi czas w ich głowach nie znalazło się dość miejsca na przyjęcia – walka z Czarnym Panem pochłonęła ich całkowicie. W końcu jednak postanowili pobrać się bez żadnej konkretnej imprezy, ale i ten plan musiał zostać doszczętnie zniszczony przez Syriusza, który tym razem dosłownie na kilkanaście minut przed ślubem został aresztowany. Całe zajście okazało się nie tak poważne, jak mniemali, ale zaślubiny tak czy inaczej ponownie przesunięto w czasie.
W końcu James Potter zakomunikował Syriuszowi Blackowi, że w listopadzie żeni się z Lily Evans i zrobi to, choćby gość wpadł tam z samym Lordem Voldemortem. Przyjaciel zadowolony nie był, ale cóż mógł uczynić? Obiecał, że przyjdzie jako świadek i oczywiście tym razem nic się nie stanie.
Właściwie, biorąc pod uwagę, że Syriusz w ogóle się pojawił bez ogona w postaci aurorów czy Śmierciożerców, to faktycznie nic się nie stało. Fakt, że młody mężczyzna wyglądał jak młody bezdomny, nie miał chyba wielkiego znaczenia.
– Jesteś spóźniony – kontynuowała swój wyrzut Lina. – Urzędnik już ma wychodzić, Lily jest wściekła...
– Przede wszystkim po prostu się martwiła – rzekła Dorcas, próbując najwyraźniej trochę załagodzić sytuację, która nie najlepiej rokowała. – Ale może w takim razie pójdę i powiem jej, że wszystko jest w porządku.
Po tych słowach pobiegła po schodach na górę, głośno tupiąc obcasami. Wyglądała dosyć zabawnie w swojej koronkowej, cytrynowej sukni. Problem w tym, że Syriuszowi nie było w owym czasie do śmiechu.
– Gdzie polazłeś, co? – wycedziła Lina tonem zasadniczej pani profesor. – Nie mogłeś wrócić ze mną? Gdzie ci się tak spieszyło?
– Ale...
– Myślałam, że powiadomiłeś swoich przyjaciół o naszym zadaniu. Wiedzieliby, czego mają się spodziewać.
W tamtym momencie pomyślał, że w sumie mógł powiedzieć Jamesowi o swojej wycieczce do Leonoscars. Ostatnio, gdy próbował coś przed nim ukryć, skończyło się to tragicznie. Tym razem ofiar nie było, a jednak nic nie skończyło się tak, jak powinno.
– Zresztą o czym ja mówię – zaśmiała się Lina. – Ja jestem na czas.
– To gdzie się podziewa James? – zapytał cicho Syriusz, przybierając pozę winowajcy. Rozejrzał się po obecnych, ale nie dostrzegł wśród nich swojego przyjaciela. Poczuł się co najmniej nieswojo. Atmosfera momentalnie zgęstniała.
– Rozmawia z tym urzędnikiem – wyjaśnił Remus. – Próbuje go chyba przekonać, żeby został. Pracownicy biur wszelkiej maści nie przepadają za spóźnieniami... wiem to z doświadczenia.
– A, bo to leniwe, ministerialne ścierwo – burknął mężczyzna stojący przy balustradzie, którego Syriusz widział pierwszy raz na oczy. – Ja bym takiego potraktował Imperiusem, od razu by inaczej gadał.
– Ależ Ronnie, to jest zaklęcie niewybaczalne. Nie możesz nikogo nim traktować – oburzyła się kobieta stojąca obok niego. Obydwoje mieli identyczne szaty wyjściowe i czerwone muszki. W ogóle byli do siebie bardzo podobni: nosili identycznie ścięte, ciemne włosy i jeden złoty kolczyk w uchu. Niespecjalnie różnili się wzrostem czy posturą - ona była zapewne tylko trochę szczuplejsza w pasie.
– Nie po to jechałem kilka tysięcy mil na ślub chrześniaka, żeby teraz znowu się nie odbył. Zaraz sam pogadam z tym chłystkiem. Zobaczycie, jak mu tyłek spiorę.
– Jestem pewna, że Jimmy sam sobie poradzi – powiedziała, głaszcząc mężczyznę po ramieniu.
Wtedy Syriusz przypomniał sobie, jak James opowiadał mu o swoim stukniętym ojcu chrzestnym. Razem z żoną mieszkał w Szkocji, gdzie prowadzili dosyć specyficzny tryb życia, który w głównej mierze polegał na obchodzeniu wszystkich bankietów i szokowaniu gości. Ronnie i Helen Potterowie nie narzekali na nadmiar sympatii wśród czarodziejów czystej krwi i najwyraźniej ich to nie zrażało. Co jakiś czas organizowali w swojej wielkiej posiadłości bankiety, na jeden z nich nawet załapał się Syriusz. Nie zdołał jednak wtedy poznać gospodarzy – na przyjęciu obecne było ponad pół tysiąca czarodziejów.
– Dostanie ci się – mruknął Remus do Syriusza, sprowadzając go na ziemię.
– A gdzie jest ten grubas? – zawołał Ronnie, machając swoją różdżką jak batem. – Niech przestanie się tak obżerać, bo dostanie sraczki...
Remus wymamrotał pod nosem coś niezrozumiałego. Nikomu nie spodobało się określenie wuja Jamesa, ale też nikt nie widział sensu w poprawianiu go. Człowiek jakby żył we własnym świecie.
W końcu z salonu wyszło dwóch mężczyzn. Jeden z nich z pewnością należał do zacnego grona urzędników Ministerstwa Magii. Był to starszy człowiek o naburmuszonej twarzy, którego rzadkie siwe włosy opadały na ramiona, na palcach nosił sygnet z czerwonym kamieniem. Z jakiegoś powodu wydał się Syriuszowi chory... jakby zbliżał się do zwału. Drugi mężczyzna był od niego o głowę wyższy. Miał gęste, czarne i wyjątkowo rozczochrane włosy, okulary na nosie i buzię, która jakby wahała się między irytacją, a rozbawieniem.
– No chyba dłużej czekać już nie musimy – powiedział Remus, którego głos uspokajał zebranych wokół ludzi. James spojrzał na niego z zaciekawieniem, ale chyba w tym momencie dostrzegł Syriusza, bo zmrużył oczy.
– Dobrze cię widzieć – zaśmiał się nerwowo Syriusz.
– Gdzie byłeś? – zapytał spokojnie James. Świetnie panował nad emocjami, ale z pewnością miał ochotę zrobić mu krzywdę. – A nie, czekaj... nie musisz mówić. Pewnie to było coś ważnego. Niecierpiącego zwłoki. Na przykład, nie wiem, zostałeś zaatakowany.
Syriusz miał głupią minę. Kompletnie nie wiedział, co mu odpowiedzieć. Mógł próbować zmyślać, ale przyjaciel z pewnością by to dostrzegł. Raz że Syriusz nie był wytrawnym kłamcą, a dwa że James po prostu świetnie go znał. W takim układzie powinien w jakikolwiek sposób próbować usprawiedliwić swoje zachowanie, ale jakoś nie potrafił znaleźć żadnego wytłumaczenia. Każde wydawało mu się równie żałosne.
– Wcześniej myślałem, że ty po prostu jesteś kompletnie nieodpowiedzialny. Teraz zaczynam się zastanawiać, czy najzwyczajniej nie chcesz mi czegoś zamanifestować. Jakiś sabotaż, Łapo?
– Przestań. Przecież nie mogłem się doczekać tego wesela - zabrzmiało to tak fałszywie, że nawet sam Syriusz się zdumiał. Przez chwilę milczał, czując, jak wszyscy dookoła wpatrują się w niego uważnie. Postanowił ponownie podjąć wyzwanie i dodał: - Nigdy w życiu bym nie chciał, żeby ominęła mnie taka radosna zabawa.
– Zabawa? – powiedział powoli James, jakby hamował w sobie wybuch.
– Nie złość się...
– Słyszeliście go? – zwrócił się do pozostałych gości. – Nie chciał, że ominęła go RADOSNA zabawa. Nie, Syriuszu. Zabawa, to się dopiero zacznie... – Syriusz cofnął się kilka kroków do tyłu – kiedy porachuję ci kości.
W tym momencie sięgnął po różdżkę leżącą na jednym ze stolików i zaatakował. Urzędnik ministerstwa odsunął się od rozwścieczonego młodzieńca, poprawiając przy tym szatę. Syriusz w ostatniej chwili zdołał odskoczyć od pędzącego w jego stronę zaklęcia. Niefortunnie promień trafił prosto w głowę ojca chrzestnego Jamesa. Twarz Ronniego porosła okropnym, rudym włosiem, ale ten chyba nie zwrócił na to szczególnej uwagi, tylko wytarł czoło chusteczką.
– Patrz na ten temperament – przemówił do swojej niewzruszonej żony. – Ma go po mnie.
– Uspokój się, przecież już jestem! – zawołał Syriusz, stając na jednej z szafek. Był pewien, że James się wścieknie i nawet nie był specjalnie zaskoczony. Może tylko nie spodziewał się ataku tak szybko.
– A co mnie obchodzi, gdzie ty jesteś? – James machnął różdżką, a szafka roztrzaskała się pod nogami Syriusza. – Wiedziałem, że nie można na ciebie liczyć, ale dzisiaj przeszedłeś samego siebie.
– Przecież przeprosiłem...
– Nie przeprosiłeś – mruknął stojący obok Remus, otrzepując szatę z kurzu.
– Boże, James uspokój się! Co sobie pomyśli twoja żona! - Syriusz odbił kolejny urok Jamesa i wskoczył na drugi stopień schodów prowadzących na piętro.
– Nie mam żony, bo dzięki twojej punktualności żadnego ślubu nie będzie – warknął przepychając stojących gości, by dostać się do umykającego Syriusza. -–Ostrzegałem cię. Czy do ciebie trzeba przesyłać komunikat w dwudziestu językach? Zrozumiałbyś cokolwiek? Choćby "ślub", "sobota" i "południe"?
– Nie musiałeś na mnie czekać – zaperzył się Syriusz.
– Możesz być pewien, że następnym razem nie popełnię tego błędu.
James ponownie wyrzucił zaklęcie, ale tym razem było ono zbyt silne, by poradzić sobie z nim bez wysiłku. Syriusz padł na ziemię, a magiczny promień zniszczył stojące za nim obrazki.
– Niech pan zostanie – powiedziała Lina do zszokowanego urzędnika. – Ten dzień i tak nie wygląda tak, jak chciał. Jeśli nie udzieli pan tego ślubu, to pewnie zrobią sobie krzywdę.
Urzędnik milczał przez dłuższą chwilę, lecz w końcu sięgnął po jedną z butelek z trunkiem i wypił solidny łyk. Skrzywił się okropnie, ale widząc rozbite na schodach szkło ponownie wysączył alkohol z butelki. Lina odebrała to jako zgodę na pozostanie w domu, chociaż sama forma niezbyt jej odpowiadała. Miała ochotę wyrwać butelkę z ręki urzędnika, który bez jakiegokolwiek grymasu na twarzy opróżniał jej zawartość.
– Mogę wyjść, jeśli chcesz – odburknął obrażony Syriusz w stronę Jamesa. Nikt oprócz Liny nie zwracał uwagi na pracownika Ministerstwa Magii, który już miał za sobą przynajmniej pół litra trunku. Kobieta westchnęła ciężko, ale powstrzymała się od komentarza.
– Droga wolna...
– Czy jak dam się pokonać, to problem będzie rozwiązany? – Syriusz podniósł z podłogi obrazek. Wpatrywali się w niego oburzeni dziadkowie Jamesa. Babcia starała się uciec poza ramkę, a dziadek groził mu palcem.
– Nie licz na to – powiedział James, z trudem opanowując kolejny atak wściekłości. Ponownie wycelował w niego różdżkę, ale nagle stanął jak wbity w ziemię. Syriusz, który szykował się do obrony, również zamarł. Odwrócił się szybko i podążył wzrokiem przyjaciela.
U szczytu schodów stała Lily w towarzystwie Dorcas. Na jej twarzy można było z łatwością dostrzec szczerze zdziwienie, które powoli zmieniało się w oburzenie. Wciąż jednak najwyraźniej nie wiedziała na kogo ma się złościć, zwłaszcza, że wpatrujący się w nią jak urzeczony Jame, wyglądał po prostu jak anioł... albo uniżony sługa. Syriusz nie rozumiał przed czym tutaj klękać, bo Lily wedle niego nie porażała swoim pięknem, chociaż z drugiej strony nigdy nie pozwolił sobie na pozytywną ocenę. Za każdym razem, gdy tylko takowa chociażby zaczynała kiełkować w jego głowie, zaraz wyrzucał ją daleko w świat. To była podstawowa zasada przyjaźni, obowiązująca już od czwartej klasy, kiedy James rzucił "Evans leci na mnie, mówię ci".
– Co się dzieje? – zapytała powoli, patrząc na zebranych i zniszczenia, których przed chwilą dokonał mężczyzna, z którym planowała wziąć ślub. Przygładziła swoje kasztanowe włosy, w tamtym momencie upięte w ładny, klasyczny kok.
– Właściwie to... – zaczął Syriusz, ale w tym momencie James zamachnął się i uderzył go pięścią prosto w twarz. Aż poczuł, jak trzeszczą mu wszystkie zęby. Zakrztusił się własną śliną i stracił równowagę. Byłby zleciał ze schodów, ale w ostatniej chwili złapał się balustrady.
– Teraz już nic – rzucił James i, tracąc zainteresowanie Syriuszem, w kilka sekund znalazł tuż przed Lily. – Wszystko w porządku.
– James... – zaczęła, patrząc na Blacka, który przytrzymywał dłonią swoją szczękę.
– Naprawdę wszystko już jest w porządku – powiedział Syriusz z ulgą, wycierając krew kapiącą mu z nosa. Lily spojrzał na Dorcas, ale ta tylko pokręciła głową.
– Możemy zaczynać? – rzucił James do urzędnika, wciąż wpatrując się w swoją przyszłą żonę. Mężczyzna tylko odłożył opróżnioną butelkę, czknął kilka razy i chwiejnym krokiem podążył w kierunku salonu. Przewrócił się pod drodze i wylądował twarzą w jednej z donic. Remus Lupin z głupim wyrazem twarzy pomógł mu wstać.
– To chyba najbardziej porąbany ślub na jakim byłam, a nawet się nie zaczął – rzekła Lina.
– Ja widziałem dużo gorsze – powiedział Ronnie poprawiając tupecik na głowie. Wciąż chyba nie zdawał sobie sprawy z futra, które porastało jego twarz, a żona najwyraźniej nie miała zamiaru go uświadamiać – Pamiętasz Helen, jak nasz kuzyn Josua zachlał się dzień wcześniej i obrzygał suknię ślubną swojej żony? Biedna Aurela powiedziała, że za takiego chama nie wyjdzie i wzięła ślub z tym zasrańcem Bradem. Tego samego dnia! Josua nawet zapił się na tym weselu jako gość. Chyba nie dostrzegł różnicy...
– Tak, a Martha zaczęła rodzić – dodała Helen. Obydwoje westchnęli.
TenKtoregoNickuPisacNieMozna dnia 29.04.2014 18:08
_raven_ dnia 29.04.2014 19:22
po tej bójce zabrakło mi przyjacielskiego uścisku, dodałoby całości nieco radości.
Alette dnia 29.04.2014 21:07
Barlom dnia 29.04.2014 22:25

Sann dnia 11.05.2014 19:43
Penelope dnia 14.05.2014 18:23

losiek13 dnia 15.05.2014 17:30
Ale styl pozostaje tym samym i nadal jest genialnie ;< Weź coś sknoć w końcu!
Christina dnia 25.01.2015 14:54
Sam Quest dnia 17.12.2015 10:51


idę czytać
Alette dnia 08.04.2016 21:44
| Wybitny! | 100% | [2 głosy] | |
| Powyżej oczekiwań | 0% | [0 głosów] | |
| Zadowalający | 0% | [0 głosów] | |
| Nędzny | 0% | [0 głosów] | |
| Okropny | 0% | [0 głosów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Nie wiem, o co Ci chodzi. Mi się bardzo podobał ten opis.
Sam ślub wydaje mi się zakręcony, ale jednak nieco smutny. Tyle czasu czekali, aż będą mogli wziąć ślub, a tu udzieli im go pijany urzędnik, gdzie świadkiem był pobity moment wcześniej przez pana młodego. Na pewno nie tak miało być.
Poza tym super opisałaś tą całą bójkę między Jamesem a Łapą. I w końcu przedstawiłaś Jamesa w sposób, w jaki od początku do końca powinna go przedstawić Rowling. Nie jako ciepłe kluchy, oo nie! Podoba mi się to strasznie. Jedynie w tym wszystkim denerwowała mnie Lina. W sumie zawsze mnie denerwuje, ale tutaj osiągnęło to swoje apogeum. Zachowywała się jak matka kwoka, robiąc mu wyrzuty. A to James i Lily powinni robić. Nawet Remus tylko coś bąknął o zachowaniu Syriusza, ale Lina to już naprawdę. Przesadza. Weź ją zabij. ;D
Swoją drogą Lina i Lily to przyjaciółki? Nie rób mi tego ;<