Rok po Drugiej Wojnie Hermiona wpada na trop spisku w samym sercu Ministerstwa Magii. Spiskowcy chc± wprowadziæ supremacjê czystej krwi i wyeliminowaæ inne grupy spo³eczne. Ich pierwszymi celami s± Hermiona Granger i Severus Snape. Czy Hermionie i Snape
¦roda, 29.04
Stoj±c przed witryn± siedziby spó³ki Jinks & Hayde, Hermiona poprawi³a pelerynê, popchnê³a drzwi i wesz³a do ¶rodka. Zabrzêcza³ cichutko z³oty dzwoneczek. Siedz±ca za malutkim biureczkiem drobna, m³oda czarownica u¶miechnê³a siê promiennie na jej widok.
– Dzieñ dobry. W czym mo¿emy pani pomóc?
– Dzieñ dobry pani. Polecono mi pañstwa firmê jako specjalistów od zak³adania zabezpieczeñ, zaklêæ ochronnych, przeciwuroków... – Hermiona podesz³a do biurka i usiad³a we wskazanym jej fotelu. – Chcia³abym za³o¿yæ u siebie w domu jakie¶ zabezpieczenia... ale nie wiem jakie...
– Ale¿ oczywi¶cie. Proszê chwileczkê zaczekaæ, pójdê sprawdziæ czy pan Hayde jest wolny... – czarownica zawaha³a siê i dorzuci³a nie¶mia³o. – Przepraszam bardzo, ale... czy mam przyjemno¶æ z Hermion± Granger?
Hermiona u¶miechnê³a siê rado¶nie i potaknê³a. Tak jak siê spodziewa³a, parê chwil pó¼niej czarownica przyprowadzi³a ze sob± pana Hayde. Czasem odrobina s³awy siê przydaje...
Pan Hayde by³ leciwym czarodziejem. Mia³ przyjemn±, pomarszczon± twarz, ca³kiem bia³e, d³ugie za ramiona w³osy, bia³e sumiaste w±sy i bia³± brodê, zwi±zan± czerwon± wst±¿k± na wysoko¶ci jab³ka Adama. Ciemne oczy spogl±da³y na ni± rado¶nie. Jego ciemnoniebieska szata w ¿ó³te gwiazdy wygl±da³a na o wiele za du¿±. Musia³ schudn±æ i jej nie dopasowaæ.
– Pani Hermiona Granger! Có¿ za zaszczyt! – wyci±gn±³ do niej rêkê i okaza³o siê, ¿e ma pewny, mocny u¶cisk d³oni. – Proszê do mojego gabinetu.
Hermiona pod±¿y³a niewielkim korytarzykiem, o¶wietlonym paroma ¶wiecami, do przestronnego pomieszczenia z du¿ym oknem wychodz±cym na Pok±tn±.
Na ogromnym biurku le¿a³o parê przedmiotów, w¶ród których rozpozna³a tylko wykrywacz k³amstw. Nad jak±¶ zagadkow± pó³kul± wisia³a srebrna mgie³ka. Parê srebrnych instrumentów przypomina³o raczej narzêdzia tortur ni¿ cokolwiek innego. Du¿a lampa gazowa posykiwa³a cichutko, rzucaj±c ciep³e ¶wiat³o na rozmaite dokumenty i ksiêgi, które zawala³y ca³± powierzchniê biurka. Po prawej stronie, na ¶cianie, by³y pó³ki z ksi±¿kami, ksiêgami, rolkami pergaminów i ró¿nokolorowymi zeszytami i du¿± szaf±. ¦ciana po przeciwnej stronie zaro¶niêta by³a bluszczem. Niedaleko okna sta³ stolik z paroma fotelami, a obok by³ barek pe³en butelek i kieliszków.
Hermiona zerknê³a na okno i zamar³a z u¶miechem. Na szerokim parapecie, odgrodzony od okna firank± w kwiatki, le¿a³ olbrzymi kot o bujnym rudym, trochê cêtkowanym futrze, z bardzo du¿ymi uszami zakoñczonymi pêdzelkami i d³ugim ogonem, który te¿ przypomina³ na koñcu pêdzel...
– Tak, proszê pani. To jest Kuguchar... Nazywa siê Harold.
– Mogê go pog³askaæ? – spyta³a niepewnie.
– Mo¿e pani spróbowaæ. Kuguchary maj± niesamowit± zdolno¶æ rozpoznawania ludzi i s± bardzo niezale¿ne. Zazwyczaj Harold nie pozwala siê... – leciwy pan urwa³ wpatruj±c siê w swojego kota, który dok³adnie obw±chiwa³ podsuniêt± mu rêkê. Po chwili otar³ siê o ni± g³ow±. Hermiona, o¶mielona, pog³aska³a go delikatnie.
– Jest wspania³y! – oznajmi³a, odchodz±c od kota i odwracaj±c siê do pana Hayde.
– No có¿, teraz mam ca³kowit± pewno¶æ, ¿e jest pani s³ynn± Hermion± Granger.
Usiedli przy stoliku i Hermiona przyst±pi³a do wyja¶nieñ.
– W poniedzia³ek kto¶ ... mogê chyba powiedzieæ, ¿e w³ama³ mi siê do mieszkania. Wszed³ przed kominek, bo zamek w drzwiach by³ nietkniêty.. Przepraszam, zapomnia³am powiedzieæ, ¿e mieszkam w mugolskim Londynie, w jednym z takich du¿ych domów z wieloma mieszkaniami... Mówiê panu, mieszkanie zdemolowane, wszystko porozrzucane, po³amane... Nic takiego nie zginê³o, prócz obrazu ze ¶ciany. Mugolskiego obrazu, który mia³ du¿± warto¶æ. Dosta³am go od ciotki, która jest malark± i w¶ród mugoli jej twórczo¶æ jest wysoko ceniona...
– I nie ¿yczy pani sobie ¿adnych innych tego typu wizyt, jak mogê siê domy¶leæ...
Pan poda³ jej fili¿ankê z herbat±, bo odmówi³a alkoholu. Herbata by³a cudowna – aromatyczna, gor±ca i s³odka.
– Dok³adnie. Tylko nie wiem, co takiego jest najlepsze.... no i niezbyt kosztowne – zarumieni³a siê lekko, ale czu³a, ¿e musi to sprecyzowaæ. Zarabia³a ca³kiem nie¼le, rodzice mogli zawsze po¿yczyæ jej pieniêdzy z tego co zosta³o im sporo po sprzeda¿y domu i dwóch ³odzi w Australii, ale nie chcia³a, ¿eby pan Hayde przesadzi³.
– Ale¿ naturalnie, doskonale rozumiem.
Przez okno dobieg³o czyje¶ wo³anie i Harold zastrzyg³ du¿ymi uszami. Pan Hayde poszed³ poszperaæ na biurku i przyniós³ parê prospektów reklamowych firmy.
– Co mogê pani zaproponowaæ, to standardowy pakiet ochronny. Zabezpieczenie drzwi, okiem i kominka przed ka¿dym rodzajem istot magicznych. Mam na my¶li nie tylko czarodziejów, ale sowy, skrzaty, kuguchary czy duchy... Naturalnie, dzia³a to te¿ i na wilko³aki i wszystkie inne magiczne stworzenia, ale nie bêdê ich wymienia³... nie spodziewam siê, ¿e bêd± do pani zagl±da³y akromantule, trolle czy mantrykory. Tak wiêc, jak mówi³em, zapewni to pani ca³kowit± ochronê przed jak±kolwiek inwazj± z zewn±trz. Dwadzie¶cia cztery godziny na dobê.
– A jak to siê ma do aportacji? Czy nadal kto¶ mo¿e siê aportowaæ prosto do mojego mieszkania?
– W przypadku standardowego pakietu niestety tak. Poleci³bym wiêc Zas³onê Aportacyjn± i Nienanoszalno¶æ Magiczn±.
– To mieszkanie to czê¶æ bloku... nie mo¿e nagle znikn±æ, mugole nie zrozumieliby sk±d nagle w bloku mieszkalnym wziê³a siê dziura... – zaprotestowa³a Hermiona.
– Dlatego te¿ mówiê – magiczn±. To znaczy, ¿e dla mugoli wszystko zostanie tak jak jest. Natomiast ¿aden czarodziej nie bêdzie móg³ nanie¶æ pani mieszkania na ¿aden plan. Naturalnie, bêd± mogli zapisaæ pani adres, ale nie bêd± mogli ¿adnymi zaklêciami usytuowaæ go na czarodziejskiej mapie.
Dziewczyna skinê³a g³ow±. Oferta wydawa³a siê jej ca³kiem ciekawa, choæ mia³a nadal parê pytañ.
– Mówi³ pan o aportacji. Czy ja mogê siê aportowaæ z i do apartamentu?
– Zarówno pani jak i osoby, którym poda pani has³o. Mog± siê aportowaæ czy u¿yæ Sieci Fiuu. Has³o mo¿na zmieniaæ bezp³atnie co miesi±c.
– Dobrze... a... mówi³ pan o ochronie przed wej¶ciem z zewn±trz. To znaczy, ¿e ochrona nie zadzia³a na tych, którzy s± ju¿ w ¶rodku, tak?
– Ta nie. S± naturalnie odpowiednie zaklêcia, które mo¿na rzuciæ na mieszkanie tak, aby zablokowaæ jak±kolwiek magiê negatywn± wobec pani i innych osób, które zechce pani nimi otoczyæ...
Hermiona nagle przypomnia³a sobie Protego Horribilis, które doskonale zna³a. Nastêpnie przysz³y jej do g³owy inne zaklêcia, którymi ocali³a ¿ycie swoje i przyjació³ przez ca³y rok polowania na horkruksy. Gdyby chcia³a, sama mog³aby otworzyæ tak± firmê i kasowaæ galeony za najprostsze zaklêcia...
A potem przypomnia³a sobie uwagê Snape’a o tym, ¿e maj±c odpowiedni± ksi±¿kê da³aby sobie radê sama.
Ale to w³a¶nie on uzna³, ¿e najlepiej bêdzie, je¶li zatrudni siê do tego profesjonaln± firmê. Chodzi³o pewnie miêdzy innymi o to, ¿eby nie przypominaæ niektórym ludziom, ¿e jej znajomo¶æ magii jest na ca³kiem niez³ym poziomie...
– Muszê paniê uprzedziæ, ¿e nawet do za³o¿enia Standardowego Pakietu Ochronnego potrzebna jest nam umotywowana pro¶ba. Bez wa¿nego powodu niestety nie mo¿emy u¿ywaæ wielu zaklêæ... A do wiêkszo¶ci z tych, które pani potrzebuje, taki powód bêdzie nam potrzebny.
Hermiona natychmiast inaczej spojrza³a na wyczyn Snape’a, za który do tej pory mia³a ochotê go udusiæ.
– To znaczy... mam napisaæ jakie¶ pismo? Czy to wystarczy?
– Ma pani jakiego¶ ¶wiadka tego w³amania?
– Niestety nie... Odkry³am to w poniedzia³ek pó¼nym wieczorem... I kiedy zorientowa³am siê, ¿e brakuje tylko obrazu, nie chcia³am robiæ zamieszania...
Staruszek zatroska³ siê lekko, ale po chwili jakby znalaz³ rozwi±zanie problemu. Podejrzewa³a, ¿e tak naprawdê to doskonale je zna³, chcia³ tylko udawaæ, ¿e stara siê specjalnie dla niej. Mo¿na to by³o nazwaæ „urabianiem klienta”.
– Czy... mog³aby pani zdeponowaæ u nas swoje wspomnienie? Do³±czyliby¶my fiolkê do pani dossier i z ca³± pewno¶ci± by³oby to wystarczaj±ce, sadz±c po pani opisie.
– Ale¿ oczywi¶cie! Z chêci± siê go pozbêdê!
Pan Hayde machn±³ ró¿d¿k± i drzwiczki szafki otworzy³y siê i Hermiona zobaczy³a na dolnej pó³eczce my¶lodsiewniê. Wylewitowa³ j± na stolik przed nimi.
– To jest Aldefactus. Umie pani tego u¿ywaæ?
– Aldefactus? S±dzi³am, ¿e to my¶lodsiewnia? – tym razem uda³o mu siê j± zaskoczyæ.
– To co¶ bardzo podobnego. Tylko, ¿e bardzo okrojona wersja. Aldefaktus gwarantuje, ¿e we wspomnieniu, które nam pani zostawi, bêdzie tylko obraz i d¼wiêk. ¯adnego ¶ladu uczucia, które czasem mo¿e siê pojawiæ w my¶lodsiewni. Nie chcemy, ¿eby nasi klienci czuli siê za¿enowani. To co nam potrzeba, to widok tego co siê sta³o. Poza tym jest te¿ i ustawa, która ogranicza pos³ugiwanie siê wspomnieniami do celów handlowych.
I bardzo dobrze, bo gdyby wyczuli co wtedy my¶la³am...
– Proszê przypomnieæ sobie tamten wieczór. Kiedy bêdzie pani gotowa, proszê dotkn±æ ró¿d¿k± prawej skroni. Kiedy zdecyduje siê pani przerwaæ oddawanie wspomnieñ, wystarczy zrobiæ taki ruch ró¿d¿k±... – pokaza³ nieskomplikowany zawijas. – To wystarczy. Bêdzie pani mog³a obejrzeæ wspomnienie przed oddaniem go, ¿eby siê upewniæ zarówno co do zawarto¶ci jak i faktu, ¿e nie bêdzie tam ¿adnych pani uczuæ...
Czarodziej rzuci³ na ni± zaklêcie. Hermiona zamknê³a oczy i przywo³a³a wspomnienie. Przysunê³a ró¿d¿kê do skroni i przypominaj±c sobie, co zasta³a w domu, poczu³a jakby co¶ ch³odnego wycieka³o jej z g³owy. Po chwili zaczê³o jej byæ trochê s³abo, ale dziwne uczucie bardzo szybko minê³o. Dosz³a a¿ do szybkiej wizyty w ³azience. Wiedzia³a, ¿e potem zacznie siê sprz±tanie, a tego nie chcia³a ju¿ pokazywaæ. Zakoñczy³a oddawanie wspomnienia i otworzy³a oczy.
Na koñcu jej ró¿d¿ki tkwi³a bia³awa substancja – ni to mgie³ka, ni to ciecz, która unosi³a siê w powietrzu. Pan Hayde przeniós³ j± do Aldefactusa i Hermiona zanurzy³a siê w nim. Obejrza³a zdemolowane mieszkanie i musia³a przyznaæ Snape’owi racjê. Gdyby po prostu zrzuci³ narzutê z kanapy i poduszkê z ³ó¿ka, z pewno¶ci± nie mia³aby szansy na nawet najbardziej podstawowy pakiet ochronny!
Po niej wspomnienie obejrza³ pan Hayde. Kiedy siê wynurzy³, wygl±da³ na poruszonego.
– Nie wiem, co za szaleniec tam by³, ale ca³e szczê¶cie, ¿e nie by³o pani w domu! Nie wiadomo, jakby mog³o siê to skoñczyæ, gdyby na pani± wpad³!
Pó¼niej wyczarowa³ malutk± fiolkê, do której zebra³ jej wspomnienie. Hermiona zaakceptowa³a propozycjê i pan Hayde obieca³ przes³aæ jej kosztorys nazajutrz rano.
Czwartek, 30.04
W czwartek rano, zanim Hermiona wysz³a do pracy, rozleg³o siê bardzo nierówne stukanie w szybê kuchennego okna. Dziewczyna, która w³a¶nie my³a zêby, zamar³a ze szczoteczk± w buzi. Przez chwilê nie wiedzia³a co siê dzieje, ale potem przypomnia³a sobie, ¿e mia³a dostaæ wycenê, wiêc szybko op³uka³a usta i pobieg³a do kuchni. Ods³oniwszy lekko firankê zobaczy³a... dwie sowy.
Dwie? Po co ta druga... przecie¿ nie dla towarzystwa...
Odebra³a od obu sów kawa³ki pergaminu, da³a im kawa³ki bekonu, które zosta³y jej ze ¶niadania i ptaki odlecia³y. Siadaj±c przy kuchennym stoliku otworzy³a oba pisma.
Na widok wyceny z Jinks & Hayde a¿ nabra³a powietrza. Dwadzie¶cia piêæ galeonów miesiêcznie?! Chyba ich bahanki pogryz³y... No ale by³a to cena jej bezpieczeñstwa. Jej ¿ycia. Wiêc warto by³o siê po¶wiêciæ. Na dole d³ugiego na dwie stopy pergaminu by³o dopisane, ¿e w razie zgody pan Hayde proponuje zak³adanie zabezpieczeñ w sobotê o dziesi±tej rano. Postanowi³a, ¿e prosto z pracy, u¿ywaj±c ministerialnej sowy, wy¶le swoj± zgodê.
Drugi list by³ z Hogwartu, od profesor McGonagall.
Droga Panno Granger,
Proszê stawiæ siê w szkole w pi±tek o osiemnastej w celu przedyskutowania warunków zdawania OWUTEMÓW. Prosi³abym o zabranie wyników SUMów.
Z powa¿aniem
Minerwa McGonagall
Opiekunka Gryffindoru,
Zastêpca Dyrektora
Czuj±c niezmiern± ulgê dziewczyna wesz³a w zielone p³omienie.
CDN...