Rok po Drugiej Wojnie Hermiona wpada na trop spisku w samym sercu Ministerstwa Magii. Spiskowcy chc± wprowadziæ supremacjê czystej krwi i wyeliminowaæ inne grupy spo³eczne. Ich pierwszymi celami s± Hermiona Granger i Severus Snape. Czy Hermionie i Snape
Wtorek, 12.05
Oboje byli chyba równie sfrustrowani. Snape ju¿ nastêpnego dnia zobaczy³ Norrisa i Rockmana, ale nie uda³o mu siê do nich zbli¿yæ. Ka¿dego dnia przemienia³ siê w kogo¶ innego – by³ eleganckim d¿entelmenem, businessmanem i niepozornym staruszkiem. Ostatnim razem do wielosokowego najwidoczniej wrzuci³ w³os kogo¶ znanego w mugolskim ¶wiecie, bo ³azi³y za nim stada rozchichotanych nastolatek i doros³ych kobiet. Nie móg³ nawet marzyæ o pods³uchiwaniu, kiedy Norris rzuci³ mu protekcjonalne spojrzenie z s±siedniego stolika.
Zanotowa³ w my¶lach, ¿e bêdzie musia³ poprosiæ pannê Granger o zbieranie w³osów, ona mog³a znaæ trochê lepiej mugolskie osobisto¶ci.
Hermiona czu³a siê ca³kowicie bezsilna nie mog±c w ¿aden sposób pomóc i tylko czekaæ.
Wtorkowy Prorok przyniós³ kolejn± porcjê z³ych wiadomo¶ci. Nowy szef Urzêdu Magicznej Informacji oznacza³, ¿e Norris z kole¿kami po³o¿yli ³apê na gazetach i radiu.
– Nie s±dzê, ¿eby zaczêli czepiaæ siê teorii w Transmutacji Wspó³czesnej albo w Eliksirotwórstwie Praktycznym, ale od teraz na Prorok Codzienny i Prorok Wieczorny nie ma co liczyæ... – mruknê³a Hermiona, kiedy spotkali siê w tym samym co ostatnio miejscu i poszli na spacer do parku.
– Ani na Czarodziejsk± Rozg³o¶niê Radiow± – musia³ siê z ni± zgodziæ Snape, mi³o zaskoczony faktem, ¿e zna³a czasopismo dla tych, którzy specjalizowali siê w eliksirach.
Siedzieli na ³awce patrz±c na biegaj±ce po trawniku naprzeciw dzieci i piêknego, br±zowego wy¿³a. Ko³o nich przechodzili ludzie nie zwracaj±c na nich zupe³nie ¿adnej uwagi. Na s±siedniej ³awce jaka¶ staruszka sypa³a kaszê go³êbiom. Przy d¼wiêkach spadaj±cej kaskadami wody w fontannie, gruchaj±cych go³êbiach, krzykach dzieci i szumie samochodów dochodz±cym z pobliskiej ulicy nikt nie móg³ us³yszeæ ich cichej rozmowy.
Równie powa¿nym ciosem by³a zmiana szefa Departamentu Transportu Magicznego. Ca³e szczê¶cie, ¿e z góry za³o¿yli, ¿e ka¿de skorzystanie z Sieci Fiuu czy teleportacja mog± byæ kontrolowane i Snape zaplanowa³ sposoby na spotykanie siê tak, ¿eby nie by³o mo¿na ich wykryæ.
– Bêdziemy musieli uwa¿aæ jeszcze bardziej ni¿ zazwyczaj. W tej chwili pewnie nic nam nie grozi, ale jak tylko uda nam siê co¶ odkryæ i pokrzy¿owaæ ich plany, z pewno¶ci± zaczn± szukaæ winnych.
Hermiona z³apa³a pi³kê, któr± kopn±³ jaki¶ ch³opiec i odrzuci³a mu. Podziêkowa³ jej i odbieg³ w podskokach. Kiedy to us³ysza³a, przeszed³ j± dreszcz.
– W poniedzia³ek spróbuje pan na nowo?
– Oczywi¶cie, ¿e tak. Swoj± droga, skoro chcia³a¶ pomóc. Poszukaj mi jakich¶ w³osów do eliksiru – Snape przypomnia³ sobie cholerny pi±tek.
– Oczywi¶cie, ¿e co¶ panu znajdê! – dziewczynê a¿ podnios³o z rado¶ci. – Mam szukaæ jakich¶ konkretnych czy braæ pierwsze z brzegu?
– Obojêtnie. Znajd¼ trochê na jutro. Wy¶lê po nie moj± sowê. Tylko ogranicz siê do ludzkich, dobrze?
Hermiona nabra³a gwa³townie powietrza patrz±c na niego przez d³u¿sz± chwilê i nie wiedz±c, co powiedzieæ. Snape wygl±da³ na zadowolonego z siebie, bo wytrzymywa³ jej spojrzenie.
– Ale przecie¿... Pani Pomfrey mówi³a, ¿e nikt nie bêdzie wiedzia³...
– I ¿eby¶ zrzuci³a t± koci± sier¶æ podawa³a ci zapewne do picia ró¿ne eliksiry, czy¿ nie? – powiedzia³ jadowicie. – Jak s±dzisz, kto je przygotowywa³?
Nie mog³a w to uwierzyæ! Teraz wiedzia³a z ca³± pewno¶ci±, ¿e wiedzia³ o skórce boomslanga i, co gorsze, wiedzia³ kto zrobi³ drakê na lekcji, ¿eby ona mog³a w¶lizn±æ siê do jego magazynku. Wiedzia³ i nie wywali³ ani jej, ani Rona i Harry’ego...
– Mówi³ pan, ¿e mam zapomnieæ o tym co by³o w szkole – zarumieni³a siê lekko.
– Dobrze, faktycznie, mówi³em. Ale nie mog³em siê powstrzymaæ. Nie chcia³bym zamieniæ siê w kota... ani w psa – doda³ zaskoczony, bo akurat br±zowy wy¿e³ podbieg³ do niego.
Roztargniony pog³aska³ go, a Hermiona czu³a, ¿e nie wierzy w³asnym oczom. Wpatrywa³a siê w niego, jakby go pierwszy raz na oczy zobaczy³a. Bo faktycznie, Snape, TEN Snape, g³aszcz±cy psa...
– S±dzê, ¿e siê teraz po¿egnamy. Masz co¶ do zrobienia, czy¿ nie? – Snape wsta³ nagle i spojrza³ na ni± surowo.
Mimo wszystko siê u¶miechnê³a. Wyra¼nie widzia³a, ¿e czu³, ¿e ods³oni³ siê za bardzo i chcia³ po prostu zmieniæ temat. Zrozumia³a, ¿e w takich sytuacjach próbuje to zamaskowaæ warczeniem i osch³ym stylem bycia.
– Do widzenia, panie profesorze. Przygotujê LUDZKIE w³osy na jutro. Mam ca³kiem przystojnego s±siada...
– Granger... – warkn±³ ostrzegawczo, ale widocznie niezbyt przekonuj±co.
Weso³o u¶miechniêta machnê³a mu rêk± i odesz³a w kierunku zej¶cia do metra.
Znalezienie w³osów nie przedstawia³o ¿adnych problemów. Nie planowa³a chodzenia po s±siadach, szukania ¿adnych na pod³odze czy próbowania przywo³ywania, bo faktycznie mog³a siê pomyliæ i wzi±æ zwierzêce... albo w³osy jakiej¶ kobiety! Siedz±c w metrze a¿ roze¶mia³a siê g³o¶no na my¶l o jej profesorze przeobra¿aj±cym siê w ponêtn± brunetkê. Chybaby j± wtedy zabi³!
Na skrzy¿owaniu ko³o jej domu by³ du¿y salon fryzjerski, czynny do pó¼nych godzin wieczornych. Zawsze by³ tam t³ok, zarówno w czê¶ci ¿eñskiej, jak i mêskiej. By³o przed ósm±, wspania³a godzina!
Wesz³a do ¶rodka i zatrzyma³a siê ko³o lady. Mi³a, m³oda pani natychmiast porzuci³a uk³adanie szamponów i podesz³a do niej.
– Dzieñ dobry. Pierwsza wizyta? – widaæ doskonale zna³a klientki, bo nawet siê nie zawaha³a.
– Dzieñ dobry pani. Pierwsza... ale nie po ¶ciêcie w³osów – Hermiona odruchowo przesunê³a rêk± po d³ugich do po³owy pleców, zmierzwionych w³osach. – Znajomi polecali mi pañstwa zak³ad, ponoæ robicie ¶wietne peruki...
– Ale¿ oczywi¶cie! Ale nie przypuszczam, ¿e to dla pani, nie przy pani wspania³ych w³osach...
– Nie, to dla mojego ojca... Za parê miesiêcy ma piêædziesi±t osiem lat i poniewa¿ wy³ysia³ ju¿ zupe³nie i wyra¼nie go to ¿enuje, pomy¶la³am, ¿eby mu zafundowaæ jak±¶ perukê...
Pani przyjrza³a siê Hermionie z zainteresowaniem. Widaæ nie spotyka³a siê z takim pomys³em na prezent codziennie.
– Peruki s± do¶æ drogie. Najlepsze s± robione na zlecenie, na podstawie odcisku g³owy...
Chwilê wyja¶nia³a jakie s± rodzaje peruk i dopiero po chwili zesz³a na temat, na który czeka³a dziewczyna.
– Wie pani, on nie lubi ogl±daæ próbek w³osów z palet kolorystycznych, bo mówi, ¿e nie s± prawdziwe. Ale czy mogê wzi±æ parê z ziemi, tych które tu le¿±?
Zaskoczona fryzjerka zgodzi³a siê, choæ tym razem pomys³ wyda³ siê jej conajmniej dziwny. Ale czego to ludzie nie wymy¶l±... poza tym jak chce u nich sprz±taæ z pod³ogi...
Hermiona podesz³a do pustego krzes³a, przy którym przed chwil± siedzia³ jaki¶ mê¿czyzna o d³ugich czarnych w³osach. Zgarniaj±c kosmyki wziê³a te¿ trochê ja¶niejszych, od faceta siedz±cego zaraz obok. Potem podesz³a do jeszcze innego, od którego podniós³ siê starszy pan o mysich, krótkich w³oskach. Pani przynios³a jej jakie¶ jasne pukle. Obrzuciwszy szybkim spojrzeniem w³a¶ciciela, m³odego, grubego faceta, Hermiona od³o¿y³a je na bok. Do tych Snape bêdzie potrzebowa³ powiêkszyæ sobie trochê ubranie zanim siê przebierze.
Dosta³a parê innych kosmyków z dzia³u mêskiego, podyskutowa³a jeszcze trochê z fryzjerk± i posz³a do domu.
Pooddziela³a ka¿dy zestaw w³osów i zapakowa³a w zwyk³y papier aluminiowy. Do jasnych w³osów do³±czy³a kawa³ek pergaminu z ostrze¿eniem, ¿e w³a¶ciciel by³ do¶æ gruby. I niski. £atwiej przeskoczyæ ni¿ obej¶æ. Ca³kowite przeciwieñstwo Snape’a. Szepnê³a Reducto i zmniejszy³a ka¿d± paczuszkê, wrzuci³a wszystko do skórzanego woreczka i po³o¿y³a go na stole.
Na wspomnienie sowy Snape’a, piêknego, br±zowo–bia³ego puchacza z czarnymi koñcówkami piór, o wielkich pomarañczowych oczach, przygotowa³a du¿y kawa³ek bekonu.
Czwartek, 15.05
Niestety w³osy dostarczone przez Hermionê nie pomog³y. Snape mia³ wspania³y s³uch, ale Norris i Lawford usiedli, jak zwykle, w takim miejscu, ¿e nie sposób by³o ich pods³uchaæ. Czasem dociera³y do niego jakie¶ strzêpki s³ów, ale nic z tego nie wynika³o.
Nie mieli ¿adnego punktu zaczepienia. Hermiona mia³a wra¿enie, ¿e Rockman przygl±da jej siê jako¶ dziwnie. Stara³a siê zachowywaæ normalnie, ale nie wiedz±c co tamci wiedz± stresowa³a siê jeszcze bardziej i u¶miechy na widok szefa przychodzi³y jej z coraz wiêkszym trudem.
Musieli siê pilnowaæ jeszcze bardziej od czasu, kiedy Prorok napisa³ o zmianie szefa Wydzia³u Transportu. Mogli tylko przypuszczaæ, ¿e Norris na tym nie poprzesta³, ale poniewa¿ kontrolowa³ teraz równie¿ prasê, domy¶lali siê, ¿e o niektórych wydarzeniach mog± siê nigdy nie dowiedzieæ.
W czwartek po po³udniu pier¶cionek zrobi³ siê ciep³y. Posz³a szybko do ³azienki z wielk± nadziej± w sercu, ale kiedy tylko spojrza³a na pergamin, nadzieja zdech³a. Dzi¶ ich nie by³o.
Dodatkowo Hermionê rozbola³ z±b.
Szlag, szlag, nag³y szlag! Niech ten pieprzony tydzieñ ju¿ siê skoñczy!
Wysz³a wcze¶niej z pracy i pojecha³a do rodziców. Bardzo dobr± stron± posiadania rodziców dentystów by³o to, ¿e nie musia³a czekaæ w ¿adnych kolejkach
Perry skoñczy³ szlifowaæ niewielk± plombê w zêbie córki i zacz±³ sk³adaæ narzêdzia. Przy okazji przygl±da³ siê jej i doszed³ do wniosku, ¿e co¶ jest nie tak. Mia³a wymizerowan± twarz, by³a ca³a spiêta i nerwowa, odpowiada³a pó³s³ówkami albo tylko wzrusza³a ramionami. Niechêæ do rozmowy móg³ jeszcze zrozumieæ, jak kogo¶ boli z±b, na ogó³ nie jest zbyt gadatliwy, ale pozosta³e zachowanie zupe³nie do niej nie pasowa³o.
Mia³ co prawda w planach przygotowanie gabinetu na jutro, szczególnie, ¿e zaczyna³ od resekcji szczêki, ale machn±³ na to rêk± i postanowi³ wyj¶æ natychmiast, ¿eby móc porozmawiaæ z Hermion±. Jazda w zupe³nej ciszy upewni³a go, ¿e dobrze zrobi³.
W domu odgrza³ szybko lasagne z obiadu i usiedli przy wysokim stole w kuchni.
– Kochanie, nie bêdê siê bawiæ w podchody. Co siê dzieje?
Dziewczyna zamar³a i po paru sekundach spojrza³a na ojca. Ju¿ chcia³a powiedzieæ, ¿e nic takiego siê nie dzieje, ale nie pozwoli³ jej.
– I nie próbuj wciskaæ mi kitu, ¿e nic. Co¶ wyra¼nie jest nie tak...
Hermiona przez chwilê dziuba³a lasagne, po czym od³o¿y³a widelec na bok i westchnê³a ciê¿ko.
– Pamiêtasz, jak wam mówi³am, ¿e trochê siê skomplikowa³o u mnie w pracy? – kiedy potakn±³, kontynuowa³a. – No wiêc szczerze mówi±c, skomplikowa³o siê bardzo – zamilk³a.
– Bardzo – bardzo, czy tylko trochê bardzo? – ponagli³ j± Perry, nie komentuj±c tego, ¿e przesta³a je¶æ.
– Bardzo – bardzo...
Po kolejnej przerwie Perry zacz±³ siê niecierpliwiæ.
– Hermiono, chcia³bym ci jako¶ pomóc, ale je¶li nie powiesz, co siê dzieje, nie wiem nawet, co móg³bym zrobiæ... Ja i mama...
– Tato... nie mogê ... nie wolno mi wchodziæ w szczegó³y. Nie chcê was nara¿aæ... Pamiêtasz jak wam opowiada³am o Voldemorcie?
– Pamiêtam, ale przecie¿ mówi³a¶, ¿e go wykoñczyli¶cie?!
– Jego tak. Ale... pojawi³ siê kto¶ inny, tyle, ¿e z podobnymi pomys³ami.
– Chcesz powiedzieæ, ¿e macie tam u siebie jakiego¶ nowego... – nagle urwa³. – Czy to on wymordowa³ t± piêcioosobow± rodzinê w Stirling?!
Hermiona schowa³a twarz w d³oniach. Nie mog³a mu powiedzieæ o co dok³adnie chodzi³o, po pierwsze Snape jej zabroni³, po drugie doskonale wiedzia³a, ¿e gdyby powiedzia³a wszystko, przyprawi³aby rodziców o atak serca. A przynajmniej histerii. Zaczê³a szukaæ s³ów, jak wyja¶niæ bez wyja¶niania i przede wszystkim jak uspokoiæ ojca.
– Nie, to nie on... to znaczy tak, faktycznie to on to zrobi³, ale nie jako on... Cholera – zaklê³a, ale wyj±tkowo nie spotka³a siê z protestem. – Tato, jedyne, co mogê ci powiedzieæ, to to, ¿e tym razem wygl±da to trochê inaczej. Nie stanowiê ¿adnego celu, nic mi nie grozi, bo ten kto¶ nie ma pojêcia o tym, ¿e ja wiem. Dowiedzia³am siê niektórych rzeczy zupe³nie przez przypadek. Ale to s± rzeczy, których nie mogê tak zostawiæ. Muszê... musimy co¶ zrobiæ, ¿eby go powstrzymaæ. My, bo nie jestem sama. Jest kto¶, kto ma bardzo du¿o do¶wiadczenia, kto¶ bardzo inteligentny, kto mi pomaga. Czy te¿ raczej ja jemu. To on bêdzie próbowa³ go powstrzymaæ, ale muszê mu jako¶ pomóc...
Jej ojciec równie¿ od³o¿y³ widelec. I s³ucha³ dalej.
– Musimy wiedzieæ wiêcej na temat tego, co tamten planuje. Us³ysza³am co¶ raz, ale to nie wystarczy. Wiêc staramy siê jako¶ go pods³uchaæ, ale nic nam z tego nie wychodzi... Klapa. A bez tego nie ruszymy.
– I to ciê tak mêczy? ¯e nie mo¿ecie go pods³uchaæ? – spyta³ w napiêciu.
– Dok³adnie. Szlag mnie trafia z tego powodu. Szukam sposobu, ¿eby to zrobiæ tak, ¿eby nie nara¿aæ siê na ¿adne niebezpieczeñstwo i zarazem dowiedzieæ siê jak najwiêcej.
Perry zamy¶li³ siê i przez chwilê oboje siedzieli w milczeniu, patrz±c siê w talerze z ledwo tkniêtym jedzeniem.
– Powiedz mi czy mo¿na za³o¿yæ temu facetowi pods³uch? Tam gdzie pracuje, mieszka...?
– On nie jest sam, tato. Jest paru, którzy siê z nim skumplowali...
– Niewa¿ne. W takim razie im. Mówi³a¶ kiedy¶, ¿e w Hogwarcie ¿adne dyktafony, pluskwy czy kamery nie dzia³aj± z powodu magii...
– Dok³adnie... – co¶ w tonie jego g³osu o¿ywi³o Hermionê. – Ale oni nie spotykaj± siê w szkole czy w Ministerstwie, ale w mugolskim ¶wiecie i w swoich domach...
– W mugolskim... naszym ¶wiecie to wszystko bêdzie dzia³aæ. A u nich w domach?
– Pojêcia nie mam... Ale magii tam jest o wiele mniej, wiêc jest szansa...
Perry zacz±³ bawiæ siê widelcem.Widzia³ wyra¼nie, ¿e jego ma³a córeczka znów w co¶ siê wpl±ta³a. W pierwszej chwili mia³ ochotê powiedzieæ jej, ¿eby natychmiast przesta³a siê wyg³upiaæ, wycofa³a siê z tego i da³a sobie spokój. W drugiej zrozumia³, ¿e móg³by sobie mówiæ. W trzeciej pomy¶la³, ¿e on w jej sytuacji te¿ by siê nie podda³. Jedynym wyj¶ciem wydawa³o siê jej jako¶ pomóc. Byæ mo¿e w ten sposób bêdzie w stanie j± jako¶ chroniæ i kontrolowaæ jej poczynania?
– Pamiêtasz, jak ci opowiada³em o Jacku Parkerze?
– Tym, którego uratowa³e¶ z zasadzki, kiedy byli¶cie oboje w wojsku, gdzie¶ tam w Jugos³awii?
– Dok³adnie. Jack ca³y czas jest w wojsku. Dochrapa³ siê stopnia podpu³kownika i ma ju¿ w kieszeni nominacjê na pu³kownika. Jest bliskim doradc± Sir Nicholasa Cartera, genera³a British Army.
Hermiona wpatrywa³a siê w zaskoczeniu w ojca.
– I chcesz go poprosiæ o za³o¿enie pods³uchu komu¶ z Ministerstwa Magii??!
– Nie, chcê go poprosiæ o podrzucenie mi jakiej¶ zabawki, których pewnie maj± pe³no. Je¶li nie on ma, to wie kto bêdzie to mia³.
Genialne!!!!!
– Tato... jeste¶ geniuszem! Naprawdê!!! Ale... co ty mu powiesz? Jak wyt³umaczysz, ¿e potrzebny ci pods³uch? – zmartwi³a siê trochê. Sytuacja w Europie i w Stanach by³a bardzo napiêta. W Anglii od kilku lat nie by³o ¿adnych zamachów terrorystycznych, ale to nie znaczy³o, ¿e by³o spokojnie. Hermiona mog³a siê tylko domy¶laæ, ¿e jej ojciec bêdzie musia³ dobrze wyja¶niæ przyjacielowi o co chodzi.
– Ju¿ o to siê nie martw. Co¶ wymy¶lê. Postaram siê jako¶ spotkaæ z Jackiem i pogadaæ. I jak tylko co¶ bêdê wiedzia³, to dam ci znaæ, dobrze?
Hermiona zerwa³a siê z wysokiego krzes³a i rzuci³a u¶ciskaæ ojca. Przytuli³ j± mocno i nie uda³o mu siê powstrzymaæ od komentarzy. Zdawa³ sobie sprawê, ¿e bardzo durnych i niepotrzebnych komentarzy, ale có¿...
– Ale musisz mi obiecaæ, ¿e bêdziesz na siebie uwa¿aæ, dobrze?
– Tato... nie wiem, czy ju¿ ci mówi³am, ale jeste¶ bóstwem!
– Jeszcze nic nie za³atwi³em...
– Niewa¿ne! Jak ci siê uda, postawiê ci pomnik! I jeszcze jedno... Nie mów nic mamie, dobrze? Po co ma siê denerwowaæ...
– Jasne, ja mogê denerwowaæ siê za nas dwoje...
CDN...