Rok po Drugiej Wojnie Hermiona wpada na trop spisku w samym sercu Ministerstwa Magii. Spiskowcy chc± wprowadziæ supremacjê czystej krwi i wyeliminowaæ inne grupy spo³eczne. Ich pierwszymi celami s± Hermiona Granger i Severus Snape. Czy Hermionie i Snape
Na ca³e szczê¶cie pieprzona ósemka zdecydowa³a siê zakoñczyæ na tym naradê. I bardzo dobrze, bo dziewczyna d³u¿ej by nie wytrzyma³a. Lawford wyszed³ ostatni, zaraz po reszcie, ale te¿ siê spieszy³ – po siedzeniu w ciep³ym pomieszczeniu wyj¶cie na zimne powietrze wydawa³o siê kiepskim pomys³em.
Odczeka³ chwilê, podszed³ cicho do domku, otworzy³ drzwi i przywo³a³ pluskwê. Czas by³o odstawiæ Granger do domu.
Kiedy aportowali siê do prosto do jej mieszkania, by³o ju¿ grubo po dziewi±tej. Hermiona rozpiê³a pelerynê i pozwoli³a jej osun±æ siê na ziemiê. Po stukocie zapinek o pod³ogê pozna³a, ¿e musia³a upa¶æ ko³o kanapy. Ju¿ nie p³aka³a, ale nadal trzês³a siê, po trosze z zimna, po trosze od pods³uchanej rozmowy.
– Zosta³ ci jeszcze eliksir S³odkiego Snu? – zapyta³ Snape, zdejmuj±c swoj± pelerynê. – Gdzie?
– W ³azience, w szafce...
– Nie, nie k³ad¼ siê tu tylko id¼ do sypialni.
W³amania bardzo siê przydaj±, przynajmniej wiem, gdzie co jest.
Du¿a fiolka z eliksirem by³a ju¿ w po³owie opró¿niona, wiêc zanotowa³ sobie w my¶lach, ¿e bêdzie musia³ przys³aæ jej nowy. I pewnie parê innych, skoro ju¿ o tym mowa.
Kiedy dziewczyna wypi³a go do koñca, zaczê³o ogarniaæ j± cudowne rozleniwienie i ciep³o. Zaczê³o siê w okolicy brzucha i wolno rozlewa³o siê po ca³ym ciele. Mia³a wra¿enie, jakby zanurza³a siê w gor±cej wodzie. Kiedy ciep³o dotar³o do czubka g³owy poczu³a, jak zamykaj± siê jej oczy. Co¶ delikatnego dotknê³o jej szyi i policzka, wiêc z trudem uchyli³a powieki i zobaczy³a Snape’a, który poprawia³ na niej puszysty koc. Nie zd±¿y³a nic ju¿ powiedzieæ i zasnê³a.
Snape poszed³ zrobiæ sobie herbaty, choæ szczerze mówi±c, potrzebowa³ czego¶ znacznie mocniejszego. Có¿, bêdzie musia³ siê obyæ.
Mia³ tyle spraw do przemy¶lenia, ¿e nawet nie wiedzia³ od której zacz±æ. Widok k³êbowiska na pod³odze sprawi³, ¿e zacz±³ od Granger. Sk³adaj±c pelerynê przypomnia³ sobie, jak na ni± nakrzycza³ i zala³a go w¶ciek³o¶æ na siebie samego.
Dobra, Snape, ty sukinsynu. Zrób to raz, a porz±dnie, ¿eby ju¿ do tego nie wracaæ.
W zasadzie ju¿ przyzwyczai³ siê do jej towarzystwa, co by³o normalne po miesi±cu wspólnych kontaktów. Czasami jednak jego cholerny charakter dawa³ o sobie znaæ, zupe³nie jak dzisiejszego wieczora.
O co w³a¶ciwie posz³o? O to, ¿e go dotknê³a? Po pierwsze nie jego, a ³aniê. Po drugie co z tego, ¿e go dotknê³a? Owszem, nie lubi³ tego. Bycia dotykanym, klepanym czy te¿ raczej ci±gle popychanym i bitym – niew±tpliwie z powodu wspomnieñ z dzieciñstwa.
Ale czy wspomnienia, jak parszywe by nie by³y, mog³y byæ powodem do tego, ¿eby dar³ siê na t± nieszczêsn± dziewczynê za to, ¿e zareagowa³a zupe³nie instynktownie, jak ka¿dy inny w takiej sytuacji?! Wszyscy na ¶wiecie mieli co¶, czego nie lubili i jako¶ z tym ¿yli. Czas najwy¿szy, ¿eby on te¿ dojrza³ i zacz±³ siê zachowywaæ jak normalny cz³owiek. Móg³ zacz±æ od tych, którzy byli mu najbli¿si. Od Hermiony Granger, która nie by³a ju¿, do cholery, jego studentka, tylko jego partnerk±. Tak, partnerk±. Jest tak samo w to wpl±tana, jest w niebezpieczeñstwie, nawet wiêkszym ni¿ ty. Robi co mo¿e, ¿eby WAS tego wyci±gn±æ. Tylko dziêki tej JEJ pluskwie wiecie, co siê dzieje.
Zaczniesz ju¿ jutro. Przeprosisz j± za ten cholerny napad w lesie. I zaczniesz j± traktowaæ odpowiednio. Koniec, kropka.
Kiedy wreszcie rozwi±za³ ten problem, móg³ przej¶æ do innych.
By³y dwie, bardzo pilne sprawy. Wspomnienie i permanentny eliksir antykoncepcyjny. Ta druga zdecydowanie wa¿niejsza – je¶li nie pozbêdzie siê wspomnienia, za³atwi± tylko jego. To by³o tylko jedno ¿ycie, w porównaniu do tysi±ca kobiet w Wielkiej Brytanii.
Przywo³a³ pergamin, atrament i pióro i zacz±³ robiæ listê spraw do za³atwienia.
Po czwartej nad ranem lista by³a bardzo d³uga, a on zaczyna³ ju¿ byæ mocno zmêczony. Wpu¶ci³ do sypialni rudego kota i rzuci³ okiem na ¶pi±ca pannê Granger. Przekrêci³a siê na bok, wtuli³a w miêkki koc i spa³a oddychaj±c g³êboko.
Odnalaz³ na ¶cianie mugolski kontakt i zgasi³ ¶wiat³o, po czym zwin±³ siê na niewielkiej kanapie, z braku koca narzuci³ na siebie pelerynê i zasn±³.
Kiedy Hermiona otworzy³a oczy, za oknem by³o ju¿ jasno. Przez chwilê stara³a siê nie ruszaæ, ¿eby jeszcze przez chwilê czuæ ciep³o, miêkko¶æ, niemal odurzaj±ce poczucie spokoju i rozlu¼nienia. By³o wspania³e. Gdyby tak mog³o byæ ca³y czas...
Ale powoli zaczê³a sobie przypominaæ wczorajszy wieczór. Co dziwne, spokój jej nie opuszcza³, mia³a wra¿enie, ¿e przygl±da siê czemu¶ z oddali, jakby to dotyczy³o kogo¶ innego.
Snape obieca³ jej znale¼æ sposób na to wszystko. Skoro obieca³, to mog³a byæ pewna, ¿e to zrobi. Ten sam Snape, który trochê wcze¶niej napomnia³ j± surowo...
Musia³a przyznaæ, ¿e mia³ racjê. Przecie¿ ona sama nie pozwala³a innym bawiæ siê jej w³osami, wiêc czemu on mia³by na to pozwalaæ? Zareagowa³a instynktownie, dotknê³a piêknego zwierzêcia. I tyle. Przecie¿ nie ma ¿adnych napadów i ochoty dotykania go, kiedy ten siedzi ko³o niej. Bêdzie musia³a mu to wyja¶niæ i przeprosiæ jeszcze raz.
Przypomnia³ siê jej dotyk jego w³osów na policzku i ciep³o splecionych palców podczas Rytua³u. Wcale nie by³o nieprzyjemne. Co szokowa³o w tym to to, ¿e to by³ on. Cz³owiek, którego nie lubia³a przez wiele lat, którego NIE MO¯NA by³o lubieæ, bior±c pod uwagê jego zachowanie.
Ale jednak du¿o siê zmieni³o od tamtych czasów. Teraz mog³a z nim rozmawiaæ, nie do koñca swobodnie, ale mia³a wra¿enie, ¿e za ka¿dym razem jest jej ³atwiej.
Co prawda ich relacje mo¿na by³o przyrównaæ do jazdy kolejk± w mugolskim weso³ym miasteczku – bywa³o lepiej i gorzej – z górki i pod górkê. Czêsto na pocz±tku ich spotkañ by³ spiêty i ... mo¿na by³o powiedzieæ, ¿e „niedotykalski”, ale potem miêk³ i nawet czasami z nim ¿artowa³a. Tak, jakby to nie by³o do koñca naturalne i potrzebowa³ trochê czasu na „oswojenie siê” z ni±. Albo wrêcz przeciwnie, ca³y czas próbowa³ nosiæ maskê obojêtno¶ci i nieprzystêpno¶ci, ale stopniowo ods³ania³ siê.
Mo¿e przez wszystkie szkolne lata gra³... musia³ graæ i wszyscy w to uwierzyli? Je¶li tak, to z pewno¶ci± czê¶ciowo w³a¶nie taki siê sta³, przej±³ czê¶æ tych zachowañ jako swoje. Jak to mówi± mugole, „czym skorupka za m³odu nasi±knie, tym na staro¶æ tr±ci”. Nie bêdzie mu ³atwo siê tego pozbyæ, ale pewnie w koñcu mu siê uda. Ju¿ mu siê udawa³o – s±dz±c po jego sposobie bycia przy niej.
Przed oczami stanê³a jej nagle scena, jak w parku podszed³ do niego pies i Snape go pog³aska³. Bardzo j± to zaskoczy³o. No pewnie, ¿e móg³ pog³askaæ psa, a co innego mia³ zrobiæ, przecie¿ nie pogry¼æ!
To by³ ludzki, naturalny gest, ale na swój sposób szokuj±cy w zestawieniu z nim. Nie dlatego, ¿e ON nie mia³ prawa do takich gestów, ale dlatego, ¿e ona nie by³a przyzwyczajona do ogl±dania go w takich sytuacjach.
Zapewne jest jeszcze wiele, które ciê zaskocz±, moja droga. To jest cz³owiek, zwyk³y cz³owiek, którego po prostu zaczynasz znaæ od strony, której do tej pory nie zna³a¶, i tyle.
Nagle zrozumia³a, ¿e swoj± drog± nawet chcia³a poznaæ. I pomóc mu wróciæ do normalno¶ci.
Czemu..? zastanowi³a siê i dokona³a nastêpnego odkrycia. Bo najnormalniej w ¶wiecie zaczynasz go lubiæ.
To j± zaskoczy³o, ale tylko trochê.
O wiele bardziej zaskoczy³ j± widok Snape’a ¶pi±cego na kanapie. Spa³ tutaj?! O Merlinie...
Ale nie by³o siê co dziwiæ. Od niej ani nie móg³ siê aportowaæ, ani u¿yæ sieci Fiuu. Wiedzia³a, ¿e czasem u¿ywa kominka w Klubie Twórców Eliksirów, ale to by³o w zupe³nie innej dzielnicy, a komunikacja miejska w nocy stanowi³a koszmar, ju¿ nie mówi±c o tym, ¿e noc± w mugolskim Londynie nie by³o bezpiecznie. I pewnie by siê pogubi³.
Szelest otwieranych drzwi go nie obudzi³, ale mê¿czyzna poruszy³ g³ow± i zamrucza³ co¶ niezrozumia³ego. Hermiona posz³a na palcach do ³azienki siê umyæ i przebraæ w czyste ubranie, które mia³a w rêku.
Kiedy wysz³a i posz³a do kuchni, widocznie ju¿ nie spa³, bo na jej widok odrzuci³ okrycie, które okaza³o siê byæ peleryn± i usiad³ prosto.
– Dzieñ dobry, panie profesorze.
– Dzieñ dobry, panno Granger. Jak siê spa³o?
– Wy¶mienicie! I przypuszczam, ¿e o wiele lepiej ni¿ panu – Hermiona wesz³a do kuchni i odci±gnê³a grub± zas³onê z okna. – Lepiej by by³o panu w ³ó¿ku, w tym pokoju przy wej¶ciu.
– Nie przejmuj siê mn±, nie by³o tak ¼le. Poza tym przez pó³ nocy wylegiwa³ siê w nim twój kot – przeci±gn±³ siê i wsta³.
– Je¶li chce pan siê wyk±paæ, to wyjê³am ¶wie¿y rêcznik. Zielony – doda³a z lekkim u¶miechem. – Le¿y w ³azience, ko³o umywalki. I szczotka do zêbów. Pewnie nie jest pan przyzwyczajony do mugolskich ¿eli pod prysznic, czy pasty do zêbów, ale proszê mi wierzyæ, s± naprawdê dobre!
– Dziêkujê.
W czasie, kiedy Snape siê k±pa³, ona przygotowa³a jakie¶ ¶niadanie. Wyci±gnê³a jajka, ¿eby zrobiæ jajka na bekonie z pomidorami, szczypiorkiem i pieczarkami. Nie wiedz±c, czy mu to wystarczy, wy³o¿y³a na talerzyk parówki wieprzowe, wystawi³a d¿em truskawkowy i pomarañczowy do tostów i w³a¶nie siêga³a po soki owocowe, kiedy owion±³ j± zapach ¶wie¿o¶ci i dosz³y j± s³owa wypowiedziane rozbawionym tonem.
– Zaprosi³a¶ go¶ci, czy s±dzisz, ¿e siê nagle rozmno¿y³em?
– Nie wiem co pan lubi... i ile...
– Upas³aby¶ tym nawet Hagrida.
Przez jaki¶ czas jedli w milczeniu. Hermiona zbiera³a siê do przeprosin, Snape równie¿ i ka¿de z nich nie do koñca wiedzia³o, jak zacz±æ.
– Panie profesorze, chcia³am pana przeprosiæ za wczoraj... Naprawdê mi przykro. Nie... nie powinnam... – zaciê³a siê, bo „nie powinnam pana dotykaæ” brzmia³o strasznie g³upio. – Nie my¶la³am...
Snape mia³ wielk± ochotê potwierdziæ, ¿e owszem, widaæ by³o, ¿e nie my¶la³a, ale siê opamiêta³. Uniós³ rêkê do góry, ¿eby jej przerwaæ i zamilk³a.
– Nie, to ja ciebie przepraszam. Trochê... przesadzi³em. – Zrobi³ to! Uda³o mu siê!
Hermiona bez ma³a wytrzeszczy³a oczy. On mnie w³a¶nie PRZEPROSI£?!!!
– Chcia³am powiedzieæ... ja te¿ nie lubiê, jak mnie kto¶ rusza... Wiêc wcale siê nie dziwiê, ¿e to pana zdenerwowa³o. Ale zareagowa³am raczej na widok ³ani...
– Ju¿ dobrze – rzuci³ krótko.
Hermiona skinê³a g³ow± i chwilê zastanawia³a siê, jak powinna siê teraz zachowaæ. Przeprosi³ j±, powinna jako¶ mu za to podziêkowaæ...
– Mam nadziejê, ¿e pomimo tego koszmarnego spotkania wczoraj uda³o siê panu dobrze spaæ – wymy¶li³a w koñcu. Zwyk³e „dziêkujê” jako¶ wyda³o siê jej nie na miejscu, wiêc zdecydowa³a siê okazaæ mu zainteresowanie.
– Nie spa³em za d³ugo. Czê¶æ nocy zajê³o mi zaplanowanie, co teraz powinni¶my zrobiæ.
– I... co pan zaplanowa³?
– Przede wszystkim musimy jako¶ zdobyæ ten cholerny eliksir. Muszê zobaczyæ co tam jest.
Hermiona zamiesza³a herbatê i dla odmiany wrzuci³a do niej plasterek cytryny. Spojrza³a na niego z wielk± nadziej±.
– My¶li pan, ¿e mo¿na zrobiæ na to jakie¶ antidotum?
– Antidotum, w ostateczno¶ci eliksir ³agodz±cy skutki... cokolwiek, co zadzia³a. Wpierw bêdê musia³ rozdzieliæ sk³adniki i odkryæ czym s±. Dopiero wtedy mo¿e uda mi siê zrobiæ antidotum.
Snape wygl±da³ na zmartwionego. Byæ mo¿e faktycznie to by³o strasznie skomplikowane.
– A mo¿e by po prostu co¶ dodaæ do tego eliksiru, ¿eby go zepsuæ? Wci±¿ pamiêtam jakie to ³atwe – powiedzia³a troszkê sarkastycznie Hermiona.
– Zepsuæ...? Niez³y pomys³, ale do tego nadal muszê wiedzieæ, co tam jest. Eliksir wcale nie tak ³atwo zepsuæ, jakby siê wydawa³o – u¶miechn±³ siê lekko, przekrzywiaj±c g³owê i patrz±c na ni± ironicznie. – Choæ niektórzy maj± do tego wyj±tkowy talent...
Przypomnia³ sobie Longbotoma. Gdyby przyznawaæ oceny za spieprzenie eliksirów, z ca³± pewno¶ci± prawie za ka¿dym razem dostawa³by Wybitny. Prawie, bo czasem panna Granger szepta³a mu wskazówki. Choæ nawet wtedy czêsto eliksir tylko wygl±da³ na zrobiony poprawnie...
Tylko wygl±da³ na zrobiony poprawnie... tylko wygl±da³...
Nagle go ol¶ni³o. Nie chodzi³o o to, ¿eby znale¼æ antidotum albo wymy¶liæ eliksir os³abiaj±cy na to, co Norris zamierza³ podaæ. Nale¿a³o po prostu nie pozwoliæ mu podaæ czego¶, co dzia³a! Wystarczy³o po prostu zrobiæ eliksir, który wygl±da³ identycznie do ich eliksiru, ale który po prostu nie mia³ dzia³aæ! Wtedy mogli podawaæ go do woli!
Kiedy podniós³ g³owê, u¶miecha³ siê. Hermione zala³o nagle uczucie nadziei. Musia³ co¶ wymy¶leæ!
– Znalaz³ pan jakie¶ antidotum? Nie maj±c ¿adnej próbki?
– Nie bêdziemy potrzebowaæ ¿adnego antidotum. Bo nie bêdzie ¿adnego eliksiru...
W paru s³owach wyja¶ni³ jej, o co chodzi i Hermiona, ca³a rozpromieniona, zerwa³a siê na równe nogi z rado¶ci.
– Yes, yes, yes!!!!
To by³a bardzo dobra nowina, ale Snape musia³ sprowadziæ j± na ziemiê.
– Z tym, ¿e, jak s³ysza³a¶, ich eliksir dzia³a tylko przez parê dni, wiêc z pewno¶ci± bêd± go czêsto warzyæ. I za ka¿dym razem trzeba bêdzie go podmieniaæ.
– Mam przepustkê do Wydzia³u Badawczego w ¦w. Mungu i czasami tam bywam z uwagi na PRZPEC. Wiem gdzie Watkins ma swoje laboratorium. Mogê siê tam pokazywaæ, nawet oficjalnie. A czasem zakradaæ. Ale musimy wiedzieæ, kiedy uwarz± now± partiê...
– Znasz tam kogo¶, do kogo masz absolutne zaufanie?
Hermiona zastanowi³a siê i po chwili potrz±snê³a ze smutkiem g³ow±.
– Znam wiele osób, ale to s± lu¼ne znajomo¶ci. W ¿adnym wypadku nie powierzy³abym im takiej sprawy.
Snape zasêpi³ siê. Skoñczy³ ju¿ je¶æ przedziwn± mieszaninê, która mu bardzo smakowa³a, wiêc odsun±³ siê od sto³u.
– A pan? Zna pan tam kogo¶ kto by siê nadawa³? Wie pan co, mo¿e pójdziemy do salonu, bo ten, co wymy¶li³ te krzes³a, na pewno nie robi³ tego pod k±tem u¿ywania. – Wsta³a, rzuci³a krytyczne spojrzenie na krzes³a z idealnie prostym oparciem i wyprofilowanym siedzeniem, co sprawia³o, ¿e krzes³o zd±¿y³o jej wej¶æ lepiej nie mówiæ gdzie, i doda³a. – Z estetyk± pewnie te¿ nie mia³ nic wspólnego.
Snape zgodzi³ siê z ni± zupe³nie. Ró¿d¿k± odes³a³a brudne talerze i sztuæce do zlewu i rzuci³a zaklêcie, ¿eby same siê my³y.
– S±siêdzi ciê nie podgladaj±? Pewnie spodoba³by im siê pomys³ samozmywajacych siê naczyñ.
– Na wszelki wypadek w³a¶nie dlatego mam takie grube bia³e firanki i wieczorem zawsze zas³aniam okna w kuchni i salonie. Ale oni te¿ ju¿ wymy¶lili sposób na zmywanie naczyñ. To co¶ nazywa siê zmywarka. Takie pud³o, do którego wk³adaj± wszystko, co brudne, zamykaj± i to siê samo myje – odpar³a Hermiona, na co uniós³ do¶æ sceptycznie jedn± brew. Schowa³a do lodówki pozosta³o¶ci po jedzeniu. – Chce pan jeszcze herbaty? Albo kawy?
– Kawa mi siê przyda, choæ jeszcze bardziej przyda³aby siê Ognista Whisky. Tego, jak s±dzê, nie masz?
Podczas, kiedy dziewczyna robi³a kawê dla nich obojga, Snape usiad³ na kanapie i zacz±³ sobie przypominaæ wszystkich, których zna³ w Klinice. Nie by³o tego du¿o.
– Znam dwóch sensownych Uzdrowicieli z pierwszego piêtra, na którym le¿a³em i asystenta Naczelnego Uzdrowiciela. W ci±gu tego roku robi³em im sporo eliksirów, które by³y zbyt skomplikowane albo zbyt niebezpieczne do przygotowania przez nich samych.
– Watkins ma swoje laboratorium na parterze, na ty³ach Kliniki. Oddzia³ kobiecy jest na drugim. Pojêcia nie mam co jest na innych piêtrach i czy Norris nie planuje otworzyæ jakiego¶ nowego do swoich...
Nagle zesztywnia³a i oczy gwa³townie jej siê rozszerzy³y, bo przypomnia³a sobie wczorajsz± dyskusjê.
– Bo¿e jedyny... Oni nawet ich nie przetestowali... Po prostu wymy¶lili co¶ i ... przecie¿ to co¶ mo¿e zabiæ!
Snape’a przeszed³ dreszcz. Cholera, faktycznie! Kolejny powód, ¿eby zabiæ sukinsyna. I kolejny powód, ¿eby zacz±æ w³a¶nie od tej sprawy, wspomnienie mo¿e poczekaæ.
– Tym bardziej musimy podmieniæ eliksir zanim go zaaplikuj± jakiejkolwiek kobiecie. Porozmawiam z tymi dwoma z pierwszego i z asystentem Naczelnego. Jutro... nie dam rady, ale we wtorek. Musimy zorganizowaæ SUMY i OWUTEMY i jest z tym trochê roboty – wyja¶ni³. – Ale poproszê Minerwê... profesor McGonagall, ¿eby zajê³a siê wszystkim, czym tylko mo¿e. Póki co, nic wiêcej nie wymy¶limy.
– Dobrze. Co dalej? Co ze wspomnieniem ze Stirling? – dziewczyna pos³usznie zmieni³a temat.
– Wspomnienie mo¿e poczekaæ. Po pierwsze musz± obsadziæ swoimi DPPC, dopiero potem siê zainteresuj± moj± osob±. Mogê przez parê dni zwlekaæ, przek³adaæ spotkania...
– Mamy co najwy¿ej tydzieñ. W ci±gu tego tygodnia musimy jako¶ pozbyæ siê tego wspomnienia. Potem mo¿e byæ ju¿ za pó¼no – zaprotestowa³a.
– Z ca³a pewno¶ci± nie mo¿emy siê go pozbyæ, bo wtedy odkryj±, ¿e kto¶ o nich wie. I wtedy dopiero mo¿e zacz±æ byæ bardzo ¼le.
– No to je podmieniæ, nie wiem..! Cokolwiek, ale przecie¿ nie mo¿emy czekaæ!
– Ju¿ ci mówi³em, ¿e na to mam czas. W tej chwili wa¿niejsze jest, ¿eby nie dopadli ciebie i nie napoili tym ich eliksirem! Albo od tego umrzesz, albo mo¿esz po¿egnaæ siê z marzeniem o posiadaniu dzieci!
Przez chwilê patrzyli sobie w oczy. Snape wygl±da³ na trochê rozz³oszczonego.
On przedk³ada moje bezpieczeñstwo nad swoje... Upar³ siê i za nic w ¶wiecie nie zmieni zdania. Osio³. Trudno, skoro on zajmuje siê „mna”, to ja muszê zaj±æ siê „nim”. Zobaczymy kto jest lepszy...
T± determinacjê mia³a wyra¼nie wypisan± na twarzy.
– Nie muszê u¿ywaæ legilimencji, ¿eby wiedzieæ co w³a¶nie sobie wykombinowa³a¶ – powiedzia³ niezadowolonym tonem.
– JESZCZE nic nie wykombinowa³am, ale dobrze pan zgad³. Nie zamierzam przestaæ.
– Dam sobie radê sam – wymsknê³o mu siê zupe³nie odruchowo.
Hermiona podnios³a do góry rêkê i postuka³a siê w pier¶cionek.
– Mowy nie ma. Sk³adali¶my przysiêgê, ¿e bêdziemy siê nawzajem chroniæ i zamierzam to zrobiæ.
Chwilê jeszcze patrzyli na siebie, oboje z wyrazem mniejszej lub wiêkszej dezaprobaty, kiedy nagle w kominku buchnê³y zielone p³omienie i rozleg³ siê g³os Harry’ego.
– Hermiona? Jeste¶ tam? Mogê wpa¶æ?
CDN...