Rok po Drugiej Wojnie Hermiona wpada na trop spisku w samym sercu Ministerstwa Magii. Spiskowcy chc± wprowadziæ supremacjê czystej krwi i wyeliminowaæ inne grupy spo³eczne. Ich pierwszymi celami s± Hermiona Granger i Severus Snape. Czy Hermionie i Snape
Tak jak powiedzia³ Arthur, tego dnia zapanowa³o zamieszanie. Na ju¿ i tak normalnie zat³oczonej izbie przyjêæ, tym razem panowa³ straszny rozgardiasz z powodu nag³ego szturmu kobiet z wiêkszymi i ma³ymi brzuchami. Panowa³ zgie³k – ci±gle wybucha³y k³ótnie miêdzy chorymi, którzy przyszli tu z ró¿nymi urazami i przysz³ymi mamami. Nikt nie chcia³ czekaæ za d³ugo, przepu¶ciæ swoj± kolejkê i zarazem ka¿dy chcia³ by³ obs³u¿ony jak najszybciej. Niektórzy starali siê pój¶æ na skróty, id±c natychmiast do punktu informacyjnego. Pulchna blondynka, coraz bardziej wkurzona, udziela³a wskazówek coraz mniej uprzejmym tonem. Wyra¼nie zdenerwowany personel nie móg³ nawet przej¶æ miêdzy przepychaj±cymi siê przyby³ymi. Ha³as z chwili na chwilê by³ coraz wiêkszy.
– Ta pani tu nie sta³a! – krzykn±³ g³o¶no starszy pan, który co jaki¶ czas pojawia³ siê i znika³, rozp³ywaj±c siê cicho w powietrzu. W³a¶nie pojawi³ siê na nowo i odkry³, ¿e przed nim stoi brzuchata pani, której wcze¶niej w ogóle nie widzia³.
– On te¿ nie! – zawo³a³a ta jeszcze g³o¶niej.
– Sta³em, sta³em, tylko musia³em na chwilê znikn±æ!
– To ju¿ nie mój problem!
Nagle do izby przyjêæ wpad³ rozjuszony zastêpca Naczelnego Uzdrowiciela, Siergiej Yakovlev. Bardzo autorytatywny i jeszcze bardziej postawny. W jednej chwili zrozumia³, ¿e nie uda mu siê opanowaæ dzikiego zamieszania bez ... ODROBINY stanowczo¶ci.
– Ciê¿arówki na lewo!!!!! Chorzy na prawo!!!!! Ma³e dzieci tu do przodu!!!! Reporterzy PASZ£A WON!!! – wydar³ siê i nagle zapad³a b³ogos³awiona cisza. – Jak nie, to wywalê was st±d wszystkich na zbity pysk, zamknê drzwi i bêdziecie czekaæ u mugoli do jutra!!!!!
Na krótki czas zapanowa³ spokój, ale nie potrwa³o to d³ugo...
Wtorek, 2.06
We wtorek by³o jeszcze gorzej, bo w ¯onglerze ukaza³ siê artyku³ dementuj±cy wiadomo¶ci z poprzedniego dnia.
Lovegood wyra¼nie stwierdza³, ¿e zaprezentowane ubieg³ego dnia wyniki s± nieprawdziwe.
„Ilo¶æ zgonów i ró¿nego rodzaju niedorozwoju s± wyssane z palca! Na dzieñ dzisiejszy nie odnotowano ¿adnych, powtarzam ¯ADNYCH zmian ilo¶ci ci±¿y zwiêkszonego ryzyka, trudnych porodów i komplikacji poporodowych!”
Trochê dalej w artykule pisa³o:
„Ostatnie zmiany w obsadzie redaktorskiej w Proroku budz± g³êbokie zaniepokojenie. Nie wiadomo, co to za szopka, ale z pewno¶ci± by³y to powa¿ne b³êdy w castingu!”
Koniec artyku³u by³ jeszcze bardziej niepokoj±cy.
„Samuel Dunbar odmówi³ komentarzy zamykaj±c nam drzwi przed nosem.
Mimo wielu poszukiwañ w ¦w. Mungu, nie uda³o nam siê nawet trafiæ na ¶lad Uzdrowicielki Gordon. Sprawdzili¶my w Wydziale Personalnym Kliniki i okaza³o siê, ¿e taka osoba nigdy tam nie pracowa³a. Szukali¶my te¿ po Ambulatoriach i w Hogwarcie, ale wydaje siê, ¿e Katelyn Gordon tak naprawdê... nigdy nie istnia³a.
Prorok Codzienny przeprowadza wywiad z nieistniej±cymi osobami, a potem twierdzi, ¿e to ja jestem ma³o wiarygodny, bo widzê chrapaki krêtorogie!”
– Ksenia ponios³o... – powiedzia³ Augustus Black, nowy Szef Urzêdu Magicznej Informacji, odk³adaj±c gazetê na biurko Petera Norrisa. – Co z nim robimy?
Norris zasêpi³ siê.
– Nic. Na razie. Graj na zw³okê.
– Ale przecie¿ CO¦ musimy napisaæ...!
– Wymy¶l co¶, to ty jeste¶ szefem tego Wydzia³u. Tylko to ma byæ co¶ wiarygodnego. I pospiesz siê – warkn±³.
Black wydawa³ siê byæ zupe³nie oszo³omiony. Mo¿e potrzebuje czasu, ¿eby zrozumieæ... Norris postanowi³ siê zlitowaæ nad nim pierwszy i ostatni raz.
– Wypu¶æ jutro jaki¶ artyku³ o trochê zawy¿onych, b³êdnych danych statystycznych, ale nic nie wspominaj o Uzdrowicielce Gordon...
– Ju¿ nastêpnego dnia Lovegood zedrze nam skórê z dupy... Jak nie Gordon, to kto to by³?
– To bêdzie dopiero w czwartek. A my jutro mianujemy nowego Szefa DPPC. W czwartek bêdziesz móg³ napisaæ, ¿e Naczelny ¦w. Munga sam udzieli³ tego wywiadu i pragn±c chroniæ jego prywatno¶æ, Prorok poda³ fa³szywe imiê i nazwisko.
– Naczelny?! Jak chce pan go do tego zmusiæ?!!
– Ja go nie zmuszê... – u¶miechn±³ siê wrednie. – Od czwartku bêdziemy mogli zacz±æ rzucaæ Imperiusa...
¦roda, 3.06
Harry tak dopomina³ siê o wizytê, ¿e w ¶rodê Hermiona „wziê³a wolne popo³udnie, jak nazywa³a w ¿artach z rodzicami fakt skoñczenia pracy o pi±tej i fiuknê³a prosto na Grimmauld Place.
Harry siedzia³ przy stole i pisa³ co¶ na samym koñcu d³ugiego na piêæ stóp pergaminu. Na widok przyjació³ki od³o¿y³ pospieszenie pióro i u¶ciska³ j± serdecznie.
– Merlinie, wreszcie! Ju¿ my¶la³em, ¿e siê na mnie obrazi³a¶!
– Czemu mia³abym siê na ciebie obraziæ? – Hermiona tak siê zdziwi³a, ¿e a¿ przesta³a go klepaæ po plecach.
– No wiesz... – Harry nie bardzo wiedzia³, jak jej to powiedzieæ. Zacz±³ przypuszczaæ, ¿e mia³a mu trochê za z³e, ¿e nie upilnowa³ Rona. – Tak sobie bredzi³em.
– Je¶li kiedy¶ siê na ciebie obra¿ê, dowiesz siê o tym pierwszy!
– R±bniesz mnie tak, jak kiedy¶ Malfoya? – za¶mia³ siê Harry i oboje usiedli przy stole.
– Ale mnie wtedy ponios³o!– Hermiona równie¿ roze¶mia³a siê weso³o.
– Mia³a¶ niez³ego cela. Ale proszê, nie rozkwaszaj mi nosa. Wystarczy mi ju¿ blizna na czole.
Oboje na nowo wybuchnêli ¶miechem i w tym momencie podbieg³ do nich Stworek k³aniaj±c siê do pasa i przez d³u¿sz± chwilê nie mogli siê od niego opêdziæ. W koñcu Hermiona dosta³a herbatê z cytryn±, ciastko czekoladowe, za¶ Harry du¿± szklankê piwa kremowego i skrzat da³ im wreszcie spokój.
– Dziêkujê ci bardzo, Stworku – powiedzia³a Hermiona z szerokim u¶miechem.
Harry stukn±³ szklank± w fili¿ankê przyjació³ki.
– No to jak, co tam u ciebie s³ychaæ? Szefowo?
Hermiona zaczê³a opowiadaæ staraj±c siê eksponowaæ raczej anegdotyczn± stronê nowej pracy, maj±c nadziejê, ¿e Harry zajmie siê tym i przestanie siê dopytywaæ o niektóre szczegó³y.
– Aylin... Aylin... Black.– Harry przez chwilê szuka³ w pamiêci czy kiedy¶ Syriusz mówi³ mu o kim¶ z rodziny, który o¿eni³ siê, albo planowa³ o¿eniæ z dziewczyn± o takim imieniu, ale nic mu siê nie przypomina³o. – Niez³a jest. Mo¿e faktycznie kiedy¶ nazywa³a siê Goyle.
– Uwierzysz, ¿e wczoraj mówi³a mi o czasownikach w formie ¿eñskiej?
Oboje zachichotali rado¶nie i Hermiona postanowi³a zmieniæ temat.
– A co tam u ciebie s³ychaæ?
Ch³opak wskaza³ rêk± pergaminy i ksi±¿ki zawalaj±ce ca³y stó³.
– Za chwilê mam egzaminy, to ju¿ ostatnie dni na powtórki. I wiesz, w tym roku nie ma Hermiony, która opracowa³aby mi konspekt... – u¶miechn±³ siê i doda³ powa¿niej. – Wiêc kujê ca³y czas i ju¿ mam do¶æ.
– Przecie¿ ca³y czas siê uczyli¶cie, wiêc powiniene¶ teraz po prostu wszystko sobie przypomnieæ?
– Nie przesadzajmy, a¿ tak bardzo to nie uczyli¶my. Tylko trochê.
Hermiona ju¿ chcia³a zaprotestowaæ, kiedy nagle dotar³o do niej, ¿e „weekendy” czy „wieczory u Harry’ego” Ron spêdza³ najwyra¼niej w ³ó¿ku z tamt± blondynk±.
– Szczerze mówi±c, to tak trochê dziwnie uczyæ siê do egzaminów bez ciebie – dorzuci³ Harry, nie zwróciwszy uwagi na jej zak³opotanie.
Hermionie nagle przysz³o do g³owy, ¿e to ¶wietna okazja, ¿eby napomkn±æ Harry’emu o OWUTEMACH. Zaczê³a ju¿ o tym mówiæ w pracy i by³o ca³kiem mo¿liwe, ¿e Harry us³ysza³by o tym od kogo¶ innego. I wtedy zacz±³by ju¿ zupe³nie panikowaæ, ¿e siê na niego obrazi³am!
– Wiesz, od jakiego¶ czasu o tym my¶la³am i dosz³am do wniosku, ¿e jednak spróbujê zdawaæ OWUTEMY. W przysz³ym roku. Mo¿e siê okazaæ, ¿e wiecznie nie bêdê pracowaæ w Ministerstwie. Nie wiem co mog³abym robiæ. Mo¿e mog³abym pój¶æ na jak±¶ czarodziejsk± uczelniê, tak jak ty? Albo szukaæ jakiej¶ innej pracy... Pojêcia nie mam, ale mo¿e kiedy¶ bêdê potrzebowaæ dyplomu ukoñczenia Hogwartu. Wiêc póki jeszcze pamiêtam co¶ ze szko³y...
– Nie rozumiem. Chcesz wróciæ do szko³y?
– Nie, zdawaæ egzaminy jako kandydat z zewn±trz.
– Ale przecie¿ bêdziesz musia³a nauczyæ siê ca³ego programu z siódmej klasy...
– Och, do niektórych przedmiotów wystarcz± mi ksi±¿ki. A niektóre inne... jutro bêdê mia³a okazjê przedyskutowaæ wszystko z profesor McGonagall.
– Bêdziesz jutro w Hogwarcie? – Harry’emu oczy a¿ siê za¶wieci³y na sam± my¶l. Choæ pewnie bardziej chodzi³o mu o zobaczenie siê z Ginny, ni¿ z Opiekunk± Gryffindoru.
Hermiona u¶miechnê³a siê patrz±c na niego.
– Tak. I poprosi³am o pozwolenie widzenia siê z nasz± kochan± rudow³os±!
Ch³opak pokrêci³ g³ow± i westchn±³ ciê¿ko.
– Ale ci dobrze... Nawet nie wiesz, jak bym chcia³ j± zobaczyæ...
– Zosta³ wam ju¿ tylko miesi±c, Harry... – powiedzia³a ³agodnie i po³o¿y³a mu rêkê na ramieniu. – Domy¶lam siê, ¿e jest wam ciê¿ko, ale zobaczysz, ten czas szybko zleci. Oboje macie egzaminy do zdania, wiêc bêdziecie zajêci. A potem bêdziecie ju¿ zawsze mogli byæ razem...
Harry zapatrzy³ siê w ogieñ.
– Jak zwykle masz racjê, Miona... Ale czasami w³a¶nie koñcówka jest najciê¿sza... Chcia³bym siê po³o¿yæ i obudziæ siê za miesi±c na Kings Cross.
– A co bêdziecie robiæ, jak ju¿ Ginny wróci ze szko³y? Zamieszkacie tutaj? Czy przeniesiecie siê do Nory?
– Ja bêdê tutaj... A Ginny pewnie bêdzie mieszkaæ w Norze, ale bêdziemy mogli siê codziennie widywaæ. I mo¿e nawet bêdzie trochê pomieszkiwaæ ze mn±. Dopóki wiesz... nie bêdziemy razem oficjalnie...
– Chcecie siê pobraæ?
– Chcia³bym... Kocham j± tak, ¿e czasami mam wra¿enie, ¿e oszalejê – Harry zacisn±³ mocno piê¶ci. – Ale my¶lê, ¿e warto, ¿eby¶my pobyli jaki¶ czas razem i... poznali siê bardziej.
– My¶lê, ¿e to bardzo dobra decyzja – powiedzia³a powa¿nie Hermiona. – Jeste¶cie m³odzi i macie jeszcze czas. Warto sprawdziæ, jak bêdzie siê wam ¿y³o razem, w takim prawdziwym ¿yciu.
Harry skin±³ g³ow± nie komentuj±c tego, co powiedzia³a. Czy raczej, co chcia³a mu daæ do zrozumienia. I nagle poczu³ siê lepiej. Czym by³o czekanie miesi±c wiedz±c, ¿e mia³ na co czekaæ, w porównaniu do tego, jak musia³a czuæ siê Hermiona? To on powinien j± pocieszaæ, a nie ona jego!
Przyjació³ka patrzy³a na niego z lekko smutnym u¶miechem. Zacz±³ gor±czkowo my¶leæ, jakby tu j± zaj±æ czym¶, rozweseliæ... Ach...!
– Hermiono, mogê ciê o co¶ prosiæ? Mo¿esz rzuciæ okiem na perfumy, które kupi³em Ginny? Wiesz mniej wiêcej co ona lubi...
– Oczywi¶cie, Harry! Co za pytanie... – odpar³a Hermiona i smutek znikn±³ z jej twarzy. – Co to za okazja? – zawo³a³a za nim g³o¶niej, bo wyszed³ z kuchni na schody.
– Skoñczenie Hogwartu! – odkrzykn±³.
Po chwili wróci³ z paroma malutkimi, kolorowymi buteleczkami. Ju¿ prawie dochodzi³ do sto³u, kiedy jedna z nich wysunê³a mu siê z rêki i spad³a na kamienn± pod³ogê, tu¿ pod stopami Hermiony, roztrzaskuj±c siê w drobny mak. Dziewczyna nawet nie mia³a szans zareagowaæ. Natychmiast po kuchni rozszed³ siê mocny, kwiatowy zapach.
– O kurcze! – zawo³a³ ch³opak i machn±³ ze z³o¶ci± ró¿d¿k±, ¿eby pozbyæ siê szk³a. – Ale ze mnie oferma! Wczoraj polecia³y mi talerze, dzi¶ perfumy... Chyba bêdê musia³ rzucaæ na wszystko zaklêcie niet³ucz±ce! – mówi³, a Hermiona wpatrywa³a siê w ziemiê, próbuj±c uchwyciæ jak±¶ my¶l, która b³ysnê³a jej w g³owie i znik³a.
Na nic... mia³a wra¿enie, jakby to by³o wa¿ne, bardzo wa¿ne, ale nie widzia³a tego. Zupe³nie jak czasami budzi³a siê i wiedzia³a, ¿e jej siê co¶ ¶ni³o, ale nie by³a w stanie powiedzieæ, co to by³o, mia³a tylko poczucie, ¿e CO¦ siê ¶ni³o. Z tym, ¿e to co¶ musia³o byæ wa¿ne...
– ... pozwoli³em mu na to!
– Harry... – zatrzyma³a go w pó³ s³owa. – Powtórz, co mówi³e¶ wcze¶niej...
– O czym... To o talerzach? Czy to, ¿e jestem ciamajda?
Talerze... perfumy... wszystko t³ucze... rzuciæ zaklêcie niet³ucz±ce... niet³ucz±ce?! Zaklêcie!!!
Hermiona zerwa³a siê i krzycz±c „Mam to!!!! Poczekaj, lecê do biblioteki!!!” pobieg³a na dó³.
– Jasne, a gdzie indziej mog³aby¶ lecieæ tak zaaferowana – za¶mia³ siê ch³opak i machniêciem ró¿d¿ki usun±³ ³adny, ale zdecydowanie zbyt intensywny zapach.
W bibliotece ksi±¿ek by³o sporo. A ona nie pamiêta³a, gdzie by³a ksiêga z wrednymi zaklêciami. Nie zna³a jej nazwy, wiêc nie mog³a jej przywo³aæ. Zaczê³a przegl±daæ pobie¿nie grzbiety szukaj±c cienkiej, czarno–bordowej ksi±¿eczki ze z³otymi napisami na ok³adce. Znalaz³a j± na trzeciej pó³ce. Pamiêta³a j± doskonale, to by³o dok³adnie to, czego potrzebowa³a!
– Harry, jeste¶ genialny! – oznajmi³a rado¶nie, wchodz±c do kuchni z ksi±¿k± w rêku. – Muszê ci j± ukra¶æ i nie pytaj proszê, co to za ksi±¿ka...
– Z biblioteki? Bierz i nie pytaj. Je¶li nie by³a mi potrzebna do tej pory, to nie s±dzê, ¿ebym nagle odczu³ bole¶nie jej stratê.
– Muszê lecieæ. Muszê...
– Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie pow±chasz tych perfum co zosta³y! – zaoponowa³, podaj±c jej ocala³± buteleczkê.
Dziewczyna usiad³a na brzegu krzes³a, zdjê³a korek i pow±cha³a. Mia³y mocny waniliowy zapach. Ona nie gustowa³a w takich, ale wiedzia³a, ¿e Ginny siê podobaj±. Skinê³a aprobuj±co g³ow±.
– Na pewno jej siê spodobaj±. S± trochê podobne do tych, co ostatnio u¿ywa³a – powiedzia³a szybko. – Pomóc ci je zapakowaæ? Bo jak tak dalej pójdzie, to ¿eby siê uperfumowaæ, Ginny bêdzie musia³a tarzaæ siê po pod³odze...
Harry parskn±³ ¶miechem, potrz±sn±³ g³ow± i popchn±³ j± dla ¿artów w kierunku kominka.
– Dam sobie rady. Widzê, ¿e dokona³a¶ jakiego¶ epokowego odkrycia i siê spieszysz. I tylko nie zgub tej drogocennej ksi±¿ki gdzie¶ po drodze!
Hermiona porwa³a ksi±¿kê, u¶ciska³a go i spiesznie nasypa³a proszku do kominka. Kiedy buchnê³y zielone p³omienie, wymrucza³a has³o otwieraj±ce kominek z jej strony i ¶mignê³a do siebie. Wychodz±c wpad³a na kota. Osunê³a siê przed nim na kolana, pokaza³a ksi±¿kê i powiedzia³a podsuwaj±c czo³o do jego g³owy:
– Krzywo³apku... Uratujemy go! Znalaz³am sposób na uratowanie go, wiesz?!
Krzywo³ap odsun±³ siê od niej, jakby uwa¿a³ j± co najmniej za nienormaln±. Mo¿e mia³ racjê, bo ksi±¿ka by³a do¶æ niezwyk³a.
„Jêzolep, przypalony obiad, niedopieralne skarpetki i wiele innych zaklêæ, które pozwol± ci umiliæ ¿ycie twoim wrogom!”
Hermiona zaczê³a przewracaæ strony, szukaj±c zaklêcia, które by³o jej potrzebne. Niektóre tytu³y wpada³y jej w oko, ale stara³a siê nie zag³êbiaæ w szczegó³y, choæ nie by³o ³atwo.
„Niech go szlag trafi!” – tygodniowe zaklêcie wszelkiego niepowodzenia
Wersja podstawowa – uproszczona
Wersja zaawansowana – ze szlaczkiem
„Po³amania nóg!” – jednorazówka. Na jedn± i na obie nogi. ¯ycz „powodzenia” swoim wrogom.
MERDE* – odmiana u¿ywana we Francji.
* Gówno
Biegunka, rozwolnienie, dezynteria, zatwardzenie
NIE zaleca siê ³±czenia przeciwnych zaklêæ do zniwelowania ich efektu. Na przyk³ad tygodniowe zatwardzenie poprzedzone tygodniow± biegunk± nie niweluje skutków biegunki.
Pominê³a zaklêcia na tytu³owy przypalony obiad i dosz³a wreszcie do tego, które by³o jej potrzebne.
Zaklêcie t³ucz±ce
– Przedmiotowe – stosowane na przedmioty. Niezale¿nie od dotykaj±cej go osoby przedmiot upadnie i pot³ucze siê, nawet l±duj±c na miêkkim pod³o¿u
– Osobowe – stosowane na osoby. Niezale¿nie od przedmiotu, wszystko co dana osoba we¼mie do rêki upadnie i pot³ucze siê, nawet l±duj±c na miêkkim pod³o¿u
W obu odmianach niemo¿liwe jest odwrócenie zaklêcia przez Reparo.
Formula: CADERE
Wymowa: kadEEre ↑→↓ (z naciskiem na DEE)
Ruch ró¿d¿k± – na za³±czonym zdjêciu
Hermiona spojrza³a na u¶miechaj±ca siê figlarnie kobietê, która zatoczy³a ró¿d¿k± kó³ko i w momencie, kiedy ró¿d¿ka by³a na nowo na górze, smagnê³a ni± ostro w dó³. Po chwili obejrza³a to samo w zbli¿eniu i w zwolnionym tempie.
Czu³a siê z siebie dumna! Mia³a sposób na ocalenie Snape’a! I kto tu by³ lepszy?!
Parê minut pó¼niej na pod³odze w kuchni le¿a³y ju¿ trzy pot³uczone szklanki. Hermiona æwiczy³a dalej, bardzo zadowolona, bo swoj± droga marzy³a o kupieniu nowych, ale g³upio by siê czu³a wydaj±c pieni±dze „po nic”, skoro mia³a jakie¶ w domu. Bardzo dobrze, przytrafi³a siê okazja, ¿eby siê ich pozbyæ i wreszcie mieæ powód do kupna czego¶ ³adnego.
Kiedy z brzêkiem st³uk³a siê kolejna szklanka, dziewczyna zdecydowa³a siê napisaæ do Snape’a.
– Witam, panie profesorze. Pytanie: czy rozlane wspomnienie mo¿na zebraæ i obejrzeæ?
Czeka³a chwilê na odpowied¼.
– Zale¿y od czasu przechowywania. ¦wie¿e, do kilku tygodni, mo¿na. Im starsze, tym trudniej.
– A takie, które ma ponad miesi±c?
– Raczej nie.
– Czy stare, rozlane, mo¿na w jaki¶ sposób zrekonstruowaæ?
– Nie s±dzê. Mogê wiedzieæ czemu pytasz?
– Bo w³a¶nie znalaz³am sposób na pozbycie siê wspomnienia o panu.
Przemknê³o jej przez my¶l, ¿e dobrze, ¿e tego nikt nie czyta, bo wygl±da³o to niezbyt... mi³o.
– A konkretniej?
– Zaklêcie t³ucz±ce. Ktokolwiek we¼mie fiolkê do rêki, ta wypadnie mu i pot³ucze siê. Koniec ze wspomnieniem. I w dodatku zrobi± to sami, w³asnorêcznie.
– Mam nadziejê, ¿e to bêdzie Norris!
Wyra¼nie widzia³a satysfakcjê przebijaj±ca z jego odpowiedzi. Ona te¿ mia³a tak± nadziejê. Bêdzie sobie, dupek, plu³ w brodê. Ewentualnie mo¿e to byæ Smith, wtedy Norris go zabije i jeden bêdzie z g³owy.
– To ³atwiejsza czê¶æ imprezy. Skoro jest, choæby niewielkie, ryzyko, ¿e mog± to wspomnienie odzyskaæ, trzeba bêdzie podmieniæ fiolkê i t± fa³szyw± zaczarowaæ.
– W tym pomo¿e nam profesor Dumbledore. Porozmawiamy o tym jutro.
– ¦wietnie! Mo¿e pan przygotowaæ w takim razie jedn± fiolkê rozmiar 5, z ma³ym korkiem z korka?
– Standardowy rozmiar, nie bêdzie problemu.
– Dziêkujê. W takim razie do jutra. Do widzenia.
– To ja ci dziêkujê, Hermiono. Do jutra.
Litery dawno ju¿ znik³y, gdy oszo³omiona dziewczyna gapi³a siê jeszcze na pergamin. HERMIONO?!
Koniec Rozdzia³u I
CDN...