Rok po Drugiej Wojnie Hermiona wpada na trop spisku w samym sercu Ministerstwa Magii. Spiskowcy chc± wprowadziæ supremacjê czystej krwi i wyeliminowaæ inne grupy spo³eczne. Ich pierwszymi celami s± Hermiona Granger i Severus Snape. Czy Hermionie i Snape
Dzisiejszy poranek nale¿a³o z pewno¶ci± uznaæ za zmarnowany. Norris w zasadzie tylko przek³ada³ pisma z boku na bok. Dzi¶ rano wpad³ do niego David Lawford, jego najbli¿szy przyjaciel i podrzuci³ mu rolkê pergaminu jednocze¶nie pokazuj±c mu na migi, ¿e ma nic nie mówiæ. Gada³ przy tym jakie¶ idiotyzmy, po czym zebra³ siê nagle i wyszed³. Od tego czasu Norris przeczyta³ to cholerne pismo z piêæ razy, za ka¿dym razem z wiêkszym obrzydzeniem. Na pewno nie by³ to Prima Aprilis.
Ministerstwo Magii, Londyn, 1szy Kwiecieñ 2015
Departament Wiedzy i Zdolno¶ci Magicznych
Kancelaria Wydzia³u Programu Nauczania – Douglas Jimm
Status 2 – obieg wew.org. (zgodnie z Rozporz±dzeniem z 8 sierpnia 1985 roku o ochronie informacji, art. 5.1 z pó¼n.zm.)
Dotyczy: Projekt Pomocy w Wyrównaniu Zdolno¶ci Magicznych
Projekt Pomocy w Wyrównaniu Zdolno¶ci Magicznych, zwany dalej PPWZM, zakwalifikowany zosta³ przez Ministra Magii Kingsleya Shaklebolta jako Projekt Priorytetowy w my¶l rozumienia przepisów o Projektach Priorytetowych.
W zwi±zku z powy¿szym faktem Minister powo³a³ do ¿ycia w trybie natychmiastowych Komitet Wykonawczy, którego celem jest jak najszybsza realizacja projektu. Alokacja ¶rodków dedykowanych w dniu dzisiejszym nie wp³ywa na sytuacjê pozosta³ych spraw prowadzonych przez Departament Wiedzy i Zdolno¶ci Magicznych.
W przypadku niemo¿liwo¶ci realizacji pozosta³ych czynno¶ci istnieje potrzeba ustanowienia szczególnej drogi odwo³awczej wobec czynno¶ci, które w ¿aden sposób nie mog± wp³yn±æ na sytuacjê prawn± podmiotów czynno¶ci.
Stanowisko Ministra przedstawione we wniosku o powo³anie Komitetu Wykonawczego uznaæ nale¿y za prawid³owe w stanie faktycznym...
Potar³ skronie czuj±c coraz mocniejszy ból g³owy. Co za brednie. Rzuci³ pergamin na biurko i wsta³ z trudem odsuwaj±c aksamitny fotel po grubym dywanie. Podszed³ do drzwi i otworzy³ je gwa³townie. Jego sekretarka siedz±ca na wprost a¿ podskoczy³a.
– Flynn – warkn±³ do niej. – Niech pani przyniesie mi eliksir przeciwbólowy. Albo smocze ³uski. Szybko – dorzuci³ i wróci³ do swojego gabinetu.
Wchodz±c zastanowi³ siê co ma dzi¶ zrobiæ. Dochodzi³o po³udnie. A mo¿e by tak namówiæ Davida na lunch i dowiedzieæ siê czego¶ wiêcej? Ale to dopiero jak ta zdzira przyniesie mi to, co jej kaza³em.
Minuty ci±gnê³y siê powoli. Jaka¶ przedwcze¶nie obudzona mucha ³azi³a niemrawo po pod³odze przy oknie. Przez chwilê przypatrywa³ siê jej, a potem postawi³ na niej but i starannie rozgniót³.
W tym momencie rozleg³o siê pukanie do drzwi. Usiad³ wygodnie, wzi±³ do rêki jaki¶ pergamin i pióro, ¿eby sprawiaæ wra¿enie ciê¿ko pracuj±cego.
– Wej¶æ!
Pani Flynn otworzy³a drzwi i wesz³a niepewnie do ¶rodka. W prawej rêce trzyma³a niewielk± fiolkê z mêtnym p³ynem.
– W ambulatorium powiedzieli, ¿e to zadzia³a szybciej ni¿ smocze ³uski – poda³a mu j± nerwowo.
Bez s³owa wyrwa³ jej fiolkê z rêki, odkorkowa³ i wypi³ do koñca. Skrzywi³ siê czuj±c niezbyt przyjemny, md³awy smak.
– Potrzebuje pan czego¶ jeszcze, panie Norris? – zapyta³a.
– Nie – odpar³, po czym, widz±c, ¿e nie zareagowa³a natychmiast, doda³. – Wracaj do roboty, nie potrzebujê ciê.
Pani Flynn nie czeka³a ani chwilê d³u¿ej. Wysz³a szybko z gabinetu i zamknê³a za sob± drzwi.
Norris pospiesznie podszed³ do kominka i wrzuci³ szczyptê proszku Fiuu w p³omienie. Klêkaj±c na marmurowej pod³odze powiedzia³ niezbyt g³o¶no, tak, ¿eby ta jêdza nic nie s³ysza³a:
– Gabinet Davida Lawforda – i w³o¿y³ g³owê w zielone p³omienie.
Otwieraj±c oczy zobaczy³ przed sob± ogromne biurko, zawalone stertami dokumentów. Zwoje pergaminów, pióra, trochê rozlanego atramentu... a za biurkiem siedzia³ pochylony David. Wygl±da³ na zmêczonego. Przetar³ oczy i spojrza³ w stronê kominka.
– Peter! Jak mi³o, ¿e siê wreszcie odezwa³e¶! Ju¿ my¶la³em, ¿e tu umrê z nudów! – powiedzia³ z nieukrywanym sarkazmem.
– Odezwa³bym siê wcze¶niej, ale mia³em urwanie g³owy – Norris zerkn±³ w lewo, ¿eby sprawdziæ, czy drzwi do sekretariatu Davida s± otwarte, czy nie. By³y otwarte.
– Co nowego?
– Nie masz ochoty na obiad?
Lawford popatrzy³ nieprzytomnym wzrokiem na zegarek i pokiwa³ g³ow±.
– Spotkamy siê w Atrium, przy Fontannie, dobra? Daj mi tylko tu skoñczyæ...
Norris skin±³ g³ow± i wycofa³ siê do swojego gabinetu. Otrzepa³ szatê i wyszed³ z gabinetu, nie zaszczycaj±c swojej sekretarki choæby jednym spojrzeniem.
Czeka³ tylko chwilê. W tym czasie wymieni³ pozdrowienia z paroma czarodziejami, których zna³ i zlekcewa¿y³ paru innych, za którymi nie przepada³. Lawford wysiad³ w koñcu z windy i podszed³ do niego.
– Gdzie idziemy? Aportujemy siê gdzie¶ na Pok±tn±? Odkry³em ostatnio ca³kiem fajn± knajpkê, mówiê ci, wino a¿ siê leje i kelnerki s³odkie jak Kirke!
– Nie, to ja ci poka¿ê dobre miejsce – Norris potrz±sn±³ przecz±co g³ow± i ruszy³ w kierunku toalet, którymi mogli wyj¶æ do mugolskiego Londynu.
Id±c nic do siebie nie mówili. Norris przetrasmutowa³ ich ubrania na bardziej odpowiednie tam, gdzie siê wybierali i schowali ró¿d¿ki. Dopiero po wyj¶ciu na ulicê i dyskretnym wmieszaniu siê miêdzy ludzi Norris wyja¶ni³:
– Chcia³em porozmawiaæ o tym papierku, który mi rano podrzuci³e¶.
– I uzna³e¶, ¿e lepiej bêdzie zrobiæ to z dala od naszego ¶wiata – dokoñczy³ za niego Lawford.
– Nigdy nie wiadomo gdzie siê kto pojawi. Wiesz kogo ostatnio widzia³em u golarza? Dolores Umbridge...Teraz bêdê siê spodziewa³ wszystkiego! – Norris fukn±³ z niezadowoleniem i przystan±³, ¿eby zorientowaæ siê gdzie s±.
Stali nieopodal skrzy¿owania z jakim¶ wielkim budynkiem, z którego wylewa³ siê t³um ludzi objuczonych torbami. Zaraz obok by³ niewielki dom, którego parter zosta³ wymalowany na ¿ó³to–czerwony kolor, a nad wej¶ciem widnia³ wielki znak M. Przed wej¶ciem sta³ panel ze zdjêciem bu³ki z miêsem i warzywami w ¶rodku. Lawford przystan±³ nagle.
– Merlinie! Powiedz mi, ¿e to nie tu idziemy! Ja wiem, co to jest! Tego gówna je¶æ nie bêdê!
Norris za¶mia³ siê.
– Jasne, ¿e nie. Ale po tym poznajê, gdzie mam i¶æ. Chod¼, nie panikuj. Po tym ¿arciu nieuchronnie wyl±dowaliby¶my w ¦w. Mungu!
Przeszli parê przecznic i weszli do niewielkiego lokalu o wdziêcznej nazwie „The Foyer at Claridge’s”. Kelner natychmiast podszed³ do nich i potwierdziwszy, ¿e potrzebuj± stolik na dwie osoby, wskaza³ jeden niedaleko okna. Norris pokaza³ palcem inny, w samym k±cie, oddzielony od innych niewielkim parawanem.
– Woleliby¶my tamten, je¶li pan pozwoli...
Kelner skin±³ g³ow± i poprowadzi³ ich do koñca sali. Poczeka³, a¿ usi±d± i poda³ menu.
– Czy panowie ¿ycz± sobie czego¶ przed wybraniem posi³ku?
– Jack Daniels. Dwa razy poprosimy – odpar³ natychmiast Norris, kelner skin±³ g³ow± i znikn±³.
– Ale ty jeste¶ grzeczny... – Lawford zacz±³ siê rozgl±daæ dooko³a. By³ ju¿ parê razy w ¶wiecie mugoli, wiêc nie zacz±³ wydawaæ okrzyków na widok kaloryfera, kinkietów na ¶cianie czy s³ysz±c jak±¶ cich± rytmiczn± muzykê, której zupe³nie nie zna³, a która wydawa³a siê sp³ywaæ z sufitu. Widaæ by³o, ¿e zaskoczy³o go co innego. – Je¶li pan pozwoli, poproszê... Czego¶ takiego to ju¿ dawno nie s³ysza³em... Nawet dla naszego kochanego Ministra nie masz tyle cierpliwo¶ci...
– Przestañ truæ, bo mi obrzydzisz jedzenie. Jak widaæ trochê zdolno¶ci aktorskich na co¶ siê przydaje. Swoj± drog± mia³ byæ tymczasowy, a ju¿ rok siedzi na sto³ku i nie zanosi siê, ¿eby siê od niego odczepi³...
– Bo zawsze prowizorka wytrzymuje najwiêcej, jeszcze tego nie zrozumia³e¶? Pamiêtasz ten drewniany domek, który stoi u nas w ogrodzie? Ten, którym siê tak zachwyca³a twoja córka? To ci powiem, ¿e kaza³em go zbudowaæ parê lat temu, tymczasowo, ¿eby nasz ogrodnik móg³ trzymaæ tam swoje narzêdzia... No ale my to gadu gadu... To jak, widzia³e¶ Dolores u golarza? Przysz³a siê ogoliæ? Jako¶ nie zauwa¿y³em, ¿eby mia³a w±sy i brodê, ale mo¿e w³a¶nie dlatego, ¿e tam bywa... – Lawford za¶mia³ siê ze swojego niewybrednego ¿artu.
– Przysz³a do golarza, nie wiem co od niego chcia³a, ale w ka¿dym razie zniknêli na chwilê na zapleczu, a potem ona wysz³a, nawet na mnie nie spojrzawszy.
– Szybki numerek? – dowcip by³ jeszcze mnie wybredny.
– Z ni±? Ju¿ lepsze te jej koty.
Zamilkli na chwilê, kiedy kelner przyniós³ Jacka Danielsa. Po chwili powrócili do rozmowy.
– Ale masz racjê, im dalej od naszego... ¶wiata – wymamrota³ trochê ciszej Lawford, otwieraj±c memu – tym lepiej. Nie wiadomo co Wesley jeszcze mo¿e wymy¶leæ. Po cholernych Uszach–Jak –Im–Tam przysz³a kolej na D³ugie Jêzyki czy jak to cholerstwo zw±... Merlin wie co bêdzie nastêpne...
– Wiesz co, skoncentruj siê na menu bo jak tak dalej pójdzie to bêdziemy je¶æ ten obiad dopiero jutro – Norris zamkn±³ swoje i spojrza³ niecierpliwie na swojego przyjaciela.
Lawford pokiwa³ g³ow± i zacz±³ ogl±daæ proponowane dania.
– Co to ma byæ...? Dania robione na ¿yczenie, nie odgrzewamy w MIKROFALÓWCE?... Befsztyk na GRILLU...?? Skrzyde³ka à la KFC...? Czy oni mogliby pisaæ po angielsku?!
W koñcu zamówili comber z dzika w marynacie z czerwonego wina i powrócili do rozmowy.
– Nasz ¶wiat schodzi na psy. Mówiê ci. Popatrz, co siê dzieje – Norris zamaszy¶cie ukroi³ miêso.
Lawford prze³kn±³ gwa³townie czuj±c, ¿e musi koniecznie poprzeæ przyjaciela, który by³ wyra¼nie bardzo podminowany.
– Masz ¶wiêt± racjê. Ten cholerny projekt spad³ nam jak z sufitu. Widzia³e¶ t± górê papierów na moim biurku? No wiêc to jest teraz priorytet. I wszyscy na ten temat pisz±, odpisuj± na pisma innych, ka¿± odpowiedzieæ na ich pisma na wczoraj i przysy³aj± pisemne ponaglenia. Za³o¿ê siê, ¿e jak wrócê, to nie uda mi siê otworzyæ drzwi, bo moja sekretarka pewnie w tym czasie zawali mnie kolejnymi funtami pergaminu...
– Ale ja nie mówiê tylko i wy³±cznie o tych projekcie! Zobacz co oni wymy¶lili w ci±gu paru ostatnich miesiêcy! Powsta³ projekt ustawy o rozwodach. Na Merlina, ma³¿eñstwa czarodziejów s± nierozerwalne!!! Ca³y czarodziejski ¶wiat wie, ¿e kiedy zawiera siê ma³¿eñstwo, to robi siê to na ca³e ¿ycie! To jak... Wieczysta Przysiêga! Wszyscy czystej krwi o tym wiedz±. Mam nadziejê, ¿e to nie przejdzie! Potem wyskoczy³a ta Granger z propozycj± ochrony innych istot magicznych i pieprzy³a co¶ o zniewolonych skrzatach domowych! Jaki¶ dupek od Leana... – kiedy Lawford zrobi³ pytaj±c± minê, Norris doda³ – wiesz, no tego z Nadzoru nad Gobinami – u¶miechn±³ siê z³o¶liwie u¿ywaj±c nieoficjalnej nazwy Departamentu Finansów – zaproponowa³, ¿eby powsta³ specjalny bank dla szlam....
– O tym nie s³ysza³em...
– Chodzi o to, ¿e szlamy nie maj± skarbca w Gringocie. Mog± wymieniæ sobie tam pieni±dze mugoli, ale nigdy nie bêd± mia³y skarbca. Wiêc pomys³ polega na tym, ¿e powstanie bank, w którym szlamy mog± mieæ swoj± kryptê i sk³adaæ tam pieni±dze – czy to mugolskie czy nasze. I czarodzieje bêd± mogli równie¿ przenie¶æ siê do tego banku. To siê ponoæ nazywa „zdrowa konkurencja”. Co¶ tam pieprzyli o procentach i kredytach... Davy! Do cholery, czarodzieje maj± jeden bank! Gringotta! – Norris waln±³ piê¶ci± w stó³ i pow¶ci±gn±³ siê trochê, bo parê osób odwróci³o siê od s±siednich stolików i spojrza³o na nich. – Nie potrzeba nam tego! Po co zmieniaæ to co dzia³a od setek lat! Po co?! Dla samych zmian?!
Lawford prze³kn±³ ostatni kawa³ek miêsa i pieczonych ziemniaków i wytar³ usta.
– Wiesz co... wyra¼nie widaæ, ¿e te wszystkie zmiany wynikaj± z pojawienia siê wiêkszej ilo¶ci czarodziejów mugolskiego pochodzenia.... – powiedzia³ wolno, jakby go ol¶ni³o. – Jest ich wiêcej, coraz wiêcej. Nie znaj± naszej historii, nie znaj± naszych obyczajów... Wkraczaj± w nasz ¶wiat bior±c to, co im siê podoba i staraj± siê przystosowaæ resztê do ich mugolskich upodobañ...
– Cholerne szlamy... Czasami ¿a³ujê, ¿e Czarny Pan przegra³ – Norris równie¿ skoñczy³ je¶æ, choæ na talerzu zosta³o jeszcze trochê. Straci³ apetyt po zgrabnym podsumowaniu Lawforda. – Gdyby wygra³, to w tej chwili ¶wiat wygl±da³by zupe³nie inaczej!
Jego przyjaciel wzdrygn±³ siê lekko. Wola³ nie my¶leæ o tym, jak wygl±da³by w tej chwili ¶wiat...
– Mo¿e mo¿na ich trochê przyblokowaæ...? Wiesz, te zwariowane pomys³y...
Norris popatrzy³ na przyjaciela w zamy¶leniu. Po czym wolno pokiwa³ g³ow±. Po wyrazie jego twarzy widaæ by³o, ¿e co¶ mu siê kluje...
– Co robisz w t± sobotê wieczorem? Je¶li zaprosimy was z Helen na kolacjê to przyjdziesz?
– No jasne, ¿e tak!
CDN...
Rozdzia³ zupe³nie inny ni¿ poprzednie. Swoj± drog± móg³by byæ d³u¿szy