Rok po Drugiej Wojnie Hermiona wpada na trop spisku w samym sercu Ministerstwa Magii. Spiskowcy chc± wprowadziæ supremacjê czystej krwi i wyeliminowaæ inne grupy spo³eczne. Ich pierwszymi celami s± Hermiona Granger i Severus Snape. Czy Hermionie i Snape
Severus odstawi³ na bok swój kocio³ek i podszed³ do Hermiony.
– Czy tak, czy inaczej, zdjêciem ostatniej warstwy zaj±³bym siê osobi¶cie. Jest tak cienka, ¿e to bêdzie bardzo skomplikowane – powiedzia³ ³agodnie. – To jest w³a¶nie esencja z korzenia Cimicifugi. Do normalnego eliksiru nie dodajemy esencji tylko zwyk³e sproszkowane korzenie, wiêc ta warstwa jest o wiele grubsza, o b³êkitnym kolorze. Eliksir antykoncepcyjny to w³a¶nie jeden z tych eliksirów, które mo¿e uwarzyæ tylko kto¶ o du¿ym do¶wiadczeniu, bo doza korzeni zale¿y od ich pochodzenia.
– Dlaczego? – spyta³a Hermiona. By³a zmêczona, ale swoj± drog± zafascynowana, mo¿e nie samym tematem jako takim, ale rozmow± z nim i s³uchaniem jego wyja¶nieñ.
– Si³a tego eliksiru zale¿y w³a¶nie od tego sk³adnika. Cimicifuga to ro¶lina, która ro¶nie w terenach górskich. Im trudniej o wodê, tym d³u¿sze i grubsze ma korzenie. Tak wiêc to, co ro¶nie u nas, nie ma praktycznie ¿adnej mocy, mo¿na powiedzieæ, ¿e w Anglii to ro¶lina ozdobna. Natomiast Cimicifuga rosn±ca w Ameryce Po³udniowej jest idealna. Korzenie s± o wiele grubsze, nie tylko na zewn±trz, ale i wewn±trz, a w³a¶nie mi±sz korzenia jest tym, co nas interesuje. W³a¶nie dlatego Watkins czeka³ na dostawê Cimicifugi z Ameryki Po³udniowej.
– Acha, czyli im wiêcej jest mi±szu w proszku, który dodajemy do eliksiru, tym mniej nale¿y go dodaæ, tak?
Severus skin±³ g³ow±.
– Dok³adnie. Mistrz Eliksirów poznaje po kolorze i gêsto¶ci eliksiru ile proszku nale¿y wsypaæ.
– Co Watkins zrobi³ z tym tutaj?
– To w³a¶nie bêdê musia³ zbadaæ. Szukaj±c w jego laboratorium zorientowa³em siê, ¿e specjalno¶ci± Watkinsa s± wszelkiego rodzaju wzmocnione eliksiry czy ma¶ci. W tym wypadku ju¿ teraz mogê ci powiedzieæ, ¿e uda³o mu siê zrobiæ niezwykle siln± esencjê. Jeden z tych poprzednich sk³adników z pewno¶ci± s³u¿y do zmiany smaku na o wiele mniej cierpki. Bez niego eliksir pewnie by popa¿y³ i wygarbowa³ jêzyk i ca³e podniebienie osoby, która by siê go napi³a.
Hemiona ju¿ otworzy³a usta, ¿eby zapytaæ, jak dok³adnie dzia³a ten eliksir, gdy raptem zda³a sobie sprawê, ¿e temat jest... trochê delikatny. Domy¶li³a siê tylko, ¿e musi oddzia³ywaæ bezpo¶rednio na jakie¶ kobiece organy rozrodcze, zapewne powoduj±c nieodwracalne zmiany. Potrz±snê³a wiêc tylko g³ow±.
Severus siêgn±³ po szerok± ³y¿kê, przechyli³ trochê zlewkê i zacz±³ zbieraæ bez ma³a granatow± warstewkê. Pewnymi, p³ynnymi ruchami d³oni muska³ ³y¿k± powierzchniê, ani razu nie zanurzaj±c jej za g³êboko. Potem przelewa³ j± do roztworu podtrzymuj±cego. Na koniec zebra³ resztê pipet±, manewruj±c ni± z t± sam± gracj± i elegancj±, któr± pos³ugiwa³ siê sztuæcami przy jedzeniu. Mimo tego, ¿e mia³ w tym du¿± wprawê, zdjêcie tej jednej cieniutkiej warstewki zajê³o mu prawie pó³ godziny. Na koniec przela³ pozosta³± warstwê do ostatniej zlewki z roztworem podtrzymuj±cym i odstawi³ wszystko na bok.
Obróci³ siê do Hermiony, która siedzia³a wyprostowana i patrzy³a na niego jak urzeczona.
– Merlinie, kiedy ty to robisz, ma siê wra¿enie, ¿e to naj³atwiejsza rzecz pod s³oñcem. Ale ja jestem taka... nieporadna...
– Nie jeste¶ nieporadna, za to czasami g³upiutka, wiesz? – u¶miechn±³ siê ³agodnie.
W tym, co powiedzia³, nie doszuka³a siê krytyki, tylko co¶ na kszta³t ¿yczliwego ¿artu.
– Jak na pocz±tkuj±c± posz³o ci... ca³kiem dobrze – doda³. – A teraz po³ó¿ siê na fotelu i zdrzemnij trochê. Zamówiê jaki¶ obiad.
Tym razem Hermiona zdecydowa³a siê pos³uchaæ. Jego ³agodne, precyzyjne gesty uspokoi³y j±, bez ma³a zahipnotyzowa³y i poczu³a siê senna i ociê¿a³a. Tak wiêc zapad³a siê w aksamitn± miêkko¶æ, podkuli³a nogi, przypomia³a sobie jego aksamitny, niski g³os i uko³ysana wspomnieniami zasnê³a.
Severus postanowi³ poczekaæ z zamawianiem jedzenia, a¿ dziewczyna siê obudzi. Tak naprawdê dla ich organizmów by³a ju¿ druga w nocy i sam te¿ zacz±³ odczuwaæ lekkie zmêczenie. Chwilê patrzy³ na zwiniêt± na fotelu dziewczynê i ws³uchiwa³ siê w jej miarowy oddech. Wygl±da³a w tej chwili zupe³nie jak bezbronne dziecko i na my¶l, ¿e gdzie¶ tam na zewn±trz s± ludzie, którzy chc± j± skrzywdziæ, ogarnê³a go nag³a z³o¶æ.
Potrz±sn±³ g³ow± i wróci³ do kocio³ka. Czas by³o siê skupiæ. Warzy³ co¶ na podobieñstwo eliksiru antykoncepcyjnego i chcia³ sprawdziæ, czy bêdzie podobny do eliksiru Watkinsa. Wiedzia³ doskonale, ¿e wszystko, co uwarzy siê u¿ywaj±c zmieniacza czasu nie bêdzie dzia³aæ i dok³adnie o to mu chodzi³o. Eliksir, którzy przygotowa³ do tej pory do podmiany by³ w zasadzie niebieskaw± wod± i obawia³ siê, ¿e gdyby Watkins z jaki¶ powodów przyjrza³ mu siê bardzo dok³adnie, nie mówi±c o kontrolowaniu go, móg³by siê zorientowaæ.
Przygl±daj±c siê opisanym przez Hermionê zlewkom u¶miechn±³ siê do siebie w duchu – zgad³ doskonale. Watkins zmodifikowa³ tylko odrobinê w³a¶ciw± receptê. Sproszkowany korzen Cimicifugi zast±pi³ nies³ychanie siln± esencj± i na koniec dosypa³ do tego plangentinkê, która mia³ dzia³anie alkaliczne.
Analizê esencji zaplanowa³ sobie na noc, w normalnych godzinach, ¿eby dzia³anie zmieniacza nie zmodyfikowa³o w ¿aden sposób rezultatów. Wiedz±c jak dok³adnie jest sporz±dzana, bêdzie móg³ zdecydowaæ czy mo¿e podmieniæ korzenie w laboratorium Watkinsa, czy te¿ lepiej bêdzie podmieniæ mu który¶ z pozosta³ych sk³adników. Problem polegal na tym, ¿e wiêkszo¶æ z tych sk³adników u¿ywana by³a do innych eliksirów leczniczych, o które Klinika mog³a prosiæ Watkinsa...
Dziewczyna zbudzi³a siê tu¿ przed pi±ta i przeci±gne³a mrucz±c cicho. Severus oderwa³ wzrok od kocio³ka, w którym bulgota³ ju¿ gotowy wywar. Mia³ prawid³owe, bladoniebieskie zabarwienie i zastanawia³ siê w³a¶nie, co mo¿e dosypaæ do niego, ¿eby zmieniæ kolor na zdecydowanie niebieski. Dziewczyna zerknê³a na zegar i a¿ j± poderwa³o.
– Mój Bo¿e, spa³am prawie trzy godziny! Przepraszam...!
– I bardzo dobrze. Mo¿na powiedzieæ, ¿e dzieñ jest trochê... d³ugi – odpar³ Severus, wstaj±c i siêgaj±c po ró¿d¿kê.
Jednym ruchem wyczarowa³ patronusa, poprosi³ skrzaty o przyniesienie czego¶ do jedzenia i ³ania pogalopowa³a do kuchni wnikaj±c w ¶cianê.
– S±dzê, ¿e bêdzie lepiej, je¶li teraz st±d znikniemy.
– A eliksir, który warzy³e¶? – zapyta³a Hermiona, patrz±c na parê unosz±c± siê z kocio³ka.
– Skoñczony. Po obiedzie bêdziemy mogli trochê siê nim pobawiæ. Chod¼ do mojego magazynku, pomo¿esz mi przynie¶æ parê sk³adników.
W czasie, kiedy wybierali co¶, co pozwoli³oby na zmianê koloru nie zmieniaj±c równocze¶nie eliksiru, skrzaty przynios³y chyba wszystko, co im wpad³o w rêce, wiêc gdy wrócili, na stole znale¼li zarówno obiad, jak i przygotowan± ju¿ kolacjê i pe³no rozmaitych ciast.
Hermiona na³o¿y³a sobie trochê gêstego gulaszu wo³owego i parê sma¿onych placków z ziemniaków, Severus du¿ego kotleta i purée. Dziewczynie przypomnia³y siê nagle rozmite wyg³upy jej kolegów na przerwie obiadowej ze szkolnych czasów i u¶miechnê³a siê na samo wspomnienie.
– Mam pomys³ jak zaj±æ Watkinsa we wtorek. Mo¿na mu dosypaæ czego¶ do jedzenia albo picia... Kiedy by³am w szkole podstawowej, paru ch³opaków z mojej klasy dosypywa³o czasem do zupy ¶rodek na przeczyszczenie.
– Chcesz powiedzieæ, takie co¶, po czym nie wychodzi siê z toalety, tak? – Severusowi drgnê³y usta. – No, no, no, mieli¶cie ³adne pomys³y. Przyznam, ¿e nie zna³em ciê od tej strony. Rzucanie b³otem w okna s±siadów, dosypywanie czego¶ swoim kolegom ze szko³y...
Hermiona pokrêci³a g³ow± z wyra¼nie szelmowskim u¶miechem.
– Po pierwsze, nie ja. A po drugie... kolegom? Koledzy nic im nie zawinili... Dosypywali to nauczycielom...
Severus zastyg³ z widelcem w powietrzu.
– Mam nadziejê, ¿e ¿artujesz... – uniós³ wysoko jedn± brew.
– Absolutnie nie. To jeszcze nie wszystko, ale bior±c pod uwagê z kim rozmawiam...
– Rozumiem przez to, ¿e powinieniem siê czuæ szczê¶liwy, ¿e przez te parê lat nie przytrafi³o mi siê nic szczególnego... poza tym, ¿e ukrad³a¶ mi skórkê boomslanga i skrzeloziele... – powiedzia³ niby sarkastycznie, ale z cieniem u¶miechu.
– Skórka boomslanga owszem, ale skrzeloziele to nie ja! – zaprotestowa³a natychmiast Hermiona.
– Wiêc o¶wiêc mnie kto...
– Zgredek. Naprawdê!
Severus spojrza³ na ni± z zainteresowaniem. O ile co do skórki by³ ca³kowicie pewien, ¿e to ona, o tyle co do skrzeloziela mia³ w±tpliwo¶ci. Ale skrzata do tej pory o to nie podejrzewa³.
Doszed³ do wniosku, ¿e mimo ciê¿kiej pracy Hermiona wygl±da lepiej, ni¿ kiedy przysz³a do niego o ósmej. Postanowi³ siê z ni± trochê podroczyæ, maj±c nadziejê, ¿e zajmie ni± tym i jej dobre samopoczucie potrwa trochê d³u¿ej.
– Dobrze, niech ci bêdzie. Uwierzê ci na s³owo, ¿e skrzat zatrudniony w Hogwarcie i maj±cy s³u¿yæ nauczycielom okrad³ profesora eliksirów. Czy to równie¿ skrzat sklei³ wszystkie witki mojej miot³y?
Hermiona wydawa³a siê byæ zaskoczona, ale w nastêpnej chwili wina wyra¼nie odmalowa³a siê na jej twarzy.
– O miotle pierwszy raz s³yszê, ale ... je¶li ju¿ mam byæ szczera... – przygryz³a lekko usta i popatrzy³a na niego niepewnie.
– Co takiego zrobi³a¶?
– No wiêc... na pierwszym roku.... ale to nie by³o z³o¶liwe...!
Kto tu droczy³ siê z kim? Severus pochyli³ siê ku niej, szukaj±c we wspomnieniach i nagle sobie przypomnia³.
– Nie mów, ¿e to ty podpali³a¶ mi szatê na meczu Quidditcha?!
Dziewczyna patrzy³a siê na niego trochê zawstydzona, trochê przestraszona, ale i równocze¶nie lekko rozweselona.
– My¶la³am, ¿e... ¿e to ty czarujesz miot³ê Harry’ego...
Severus pokrêci³ g³ow±.
– Inni nauczyciele nazywali was „Z³otym Trio”, ale moim zdaniem byli¶cie raczej „Przeklêtym Trio”. Podpalenie szaty, kradzie¿ z moich prywatnych zapasów, nielegalne warzenie eliksiru, na którego przepis znale¼æ mo¿na tylko w Dziale Ksi±g Zakazanych, rozbrojenie i przeklêcie profesora, ca³oroczne u¿ywanie zmieniacza czasu, wycieczki noc± do Zakazanego Lasu, organizacja tajnej grupy pojedynków, wyprowadzenie dyrektorki do Zakazanego Lasu prosto w rêce centaurów, nielegalna wycieczka do Ministerstwa i pojedynek w Departamencie Tajemnic, niañczenie olbrzyma... ¿e ograniczê siê tylko do twoich wyczynów... – spojrza³ na ni± i k±cik ust zadrga³ mu lekko. Kiedy tak o tym wszystkim my¶lal, o dziwo nie czu³ z³o¶ci. Wrêcz przeciwnie. To wszystko zdarzy³o siê dawno temu, jakby w innym ¿yciu. Patrz±c teraz na wymizerowan± m³od± czarownicê zda³ sobie sprawê, ¿e zd±rzy³ j± polubiæ.. W tej chwili czu³ raczej podziw. I nadziejê. – Nie wiem, jak ja z wami wytrzyma³em, ale jestem pewnien, ¿e Norris nie wytrzyma. Nie ma szans.
Hermiona s³ucha³a go niepewnie, ale kiedy na koniec zobaczy³a, jak siê u¶miecha, odpowiedzia³a mu szerokim u¶miechem.
Po obiedzie rozlali eliksir do jedenastu ró¿nych zlewek, zostawili trochê w kocio³ku i próbowali zmieniæ kolor na bardziej niebieski. W zasadzie Hermiona ograniczy³a siê do przygl±dania siê i s³uchania wyja¶nieñ Severusa na temat ró¿nych sk³adników i sposóbow dodawania ich do ró¿nych eliksirów.
Przed ósm± uporz±dkowali laboratorium, Severus wyczarowa³ drugi fotel i rozsiad³ siê w nim. Mieli jeszcze trochê czasu, wiêc opowiedzia³ jej pokrótce o czym mówili Norris i Lawford w czasie lunchu.
Kiedy zegar wydzwoni³ ósm±, rzucili na siebie kameleona i wrócili do komnat Severusa. Hermiona posz³a do jego ³azienki przebraæ siê na powrót w normalne spodnie i bluzkê. Wróciwszy, odda³a mu z³o¿one ³adnie ubranie.
– Dziêkujê bardzo.
– Nie ma za co. Bêdzie tu na ciebie czeka³o, bo pewnie jeszcze parê razy bêdziesz go potrzebowaæ – odpar³. – Dziêkujê ci za dzisiejszy dzieñ. Wbrew temu, co o tym s±dzisz, bardzo mi pomog³a¶. Naprawdê.
Hermiona westchnê³a i t³umi±c ziewanie siêgnê³a po ¶wistoklik i zaprogramowa³a go na swoje mieszkanie.
– Chcia³abym pomóc wiêcej... i to ja ci dziêkujê. Du¿o siê dzi¶ nauczy³am.
– To dobrze. Teraz wracaj do siebie i pó³ó¿ siê spaæ. Dam ci znaæ, czy jutro w po³udnie Norris i Lawford pójd± na lunch. W przeciwnym razie zobaczymy siê w sobotê wieczorem.
– Nie masz pluskwy – zaoponowa³a.
– Dam sobie radê. Poza tym i tak bêd± o tym rozmawiaæ na naradzie w sobotê, wiêc nic straconego. – Po³o¿y³ jej rêkê na ramieniu. – Pamiêtaj o planie na najbli¿sze dni. Podmienimy wszystkie eliksiry. Nie masz siê czym martwiæ. Obiecujê ci, ¿e wszystko skoñczy siê dobrze.
Hermiona u¶miechnê³a siê, wziê³a jego rêkê w swoje d³onie i u¶cisnê³a j±.
– Jeszcze raz dziêkujê.
Chwilê spogl±dali na siebie i po chwili Hermiona poczu³a siê trochê niezrêcznie. Pu¶ci³a jego rêkê, siêgnê³a po ¶wistoklik i ró¿d¿kê i powiedzia³a cicho.
– Do widzenia.
– Dobranoc, Hermiono. ¦pij dobrze.
Dziewczyna aktywowa³a ¶wistoklik i znik³a. Severus sta³ jeszcze parena¶cie sekund po ¶rodku pustego salonu patrz±c w miejsce, w którym jeszcze przed chwila sta³a, po czym westchn±³, rzuci³ na nowo os³ony i poszed³ do sypialni.
Dla niego wieczór jeszcze siê nie skoñczy³. Za parê godzin musia³ wybraæ siê do ¦w. Munga. Od poprzedniego warzenia min±³ ju¿ prawie tydzieñ i domy¶la³ siê, ¿e Watkins niebawem bêdzie warzy³ now± partiê eliksiru. Chcia³ skorzystaæ z okazji i powiesiæ w laboratorium portret Artrmizji, ¿eby od jutra wiedzieæ ju¿ dok³adnie, co siê dzieje. Zdecydowa³ jednak nic o tym nie mówiæ Hermionie. Ju¿ i tak by³a zmêczona i nie chcia³ mêczyæ jej jeszcze bardziej. Po powrocie za¶ mia³ zabraæ siê za analizê esencji z Cimicifugi...
Czekaj±c, po³o¿y³ siê na ³ó¿ku i zamkn±³ oczy.
Dzi¶ Hermiona nazwa³a go po imieniu. U¶miechn±³ siê na wspomnienie uczucia rado¶ci, które go ogarnê³o. Do niedawna nienawidzi³ swojego imienia, ale kiedy przypomnia³ sobie jego brzmienie w jej ustach, doszed³ do wniosku, ¿e nawet mog³by je zaakceptowaæ.
Wróci³ my¶lami do chwil, kiedy przygl±da³ siê jej, kiedy stara³a siê rozdzieliæ warstwy. Jej skupienie wyra¼nie wychodzi³o poza zwyk³± chêæ zrobienia wszystkiego jak najlepiej. Móg³ chyba powiedzieæ, ¿e podoba³o siê jej to, co robi³a. Czy zawsze tak pracowa³a na jego lekcjach? Pamiêta³, ¿e zazwyczaj nie tylko udawa³o siê jej przygotowaæ jak trzeba swój eliksir, ale i pomagaæ innym, ale czy zawsze robi³a to z tak± pasj± i zaanga¿owaniem? Ca³kiem, jakby sprawia³o jej to przyjemno¶æ...
Mimo starañ nie udawa³o mu siê przypomnieæ sobie ¿adnych szczegó³ów, prócz kilku koszmarnych wspomnieñ jak j± wówczas traktowa³. Jak na ni± warcza³ i jak niesprawiedliwie ocenia³, kiedy odpowiada³a poprawnie na jego pytania... jak odejmowa³ punkty z byle powodów... Nagle stan±³ mu przed oczami incydent z zêbami, kiedy bezlito¶nie zadrwi³ z niej i a¿ ogarn±³ go wstyd i zacisn±³ piê¶ci ze z³o¶ci na siebie. Merlinie, jak on móg³ byæ tak okrutny?! Durny, wredny sukinsyn!
A przecie¿ musia³a mieæ zdolno¶ci do eliksirów, skoro ju¿ w drugiej klasie uwarzy³a eliksir wielosokowy...! Jak móg³ nie zwróciæ na to uwagi?! Jak móg³ NIE CHCIEÆ zwróciæ na to uwagi?!
Poczu³ obrzydzenie do siebie samego. I ty siê dziwisz, ¿e dziewczyna nie chcia³a zwracaæ siê do ciebie po imieniu?!
Uderzy³a go nagle my¶l, ¿e mimo tego Hermiona zdaje siê mu ufaæ. U¶miecha siê do niego, ¿artuje z nim... Choæ absolutnie na to nie zas³u¿y³. Daje ci szansê. Nie zmarnuj jej. Masz w³a¶nie okazjê odkupiæ choæ czê¶æ winy.
I nagle ogarnê³a go niemal szalona determinacja. I pewno¶æ, ¿e tym razem mu siê uda. Zrobiê wszystko, ¿eby j± ocaliæ. WSZYSTKO.
Znik³o gdzie¶ zmêczenie i poczu³ przyp³yw energii. Mia³ jeszcze dzi¶ du¿o do zrobienia. Dla niej.
Koniec Rozdzia³u II -
CDN...