Rok po Drugiej Wojnie Hermiona wpada na trop spisku w samym sercu Ministerstwa Magii. Spiskowcy chc± wprowadziæ supremacjê czystej krwi i wyeliminowaæ inne grupy spo³eczne. Ich pierwszymi celami s± Hermiona Granger i Severus Snape. Czy Hermionie i Snape
Pi±tek, 19.06
Sztab Generalny Armii Brytyjskiej
Porucznik Danny Mack od³o¿y³ telefon od Kovalsky’ego, narzuci³ marynarkê, poprawi³ pagony i zapi±³ porz±dnie wszystkie guziki. Od tygodnia szlag trafi³ klimatyzacjê i w biurach mo¿na by³o siê ugotowaæ, wiêc w ramach niepisanego zarz±dzenia móg³ siedzieæ w samej koszuli, ale wychodz±c musia³ wygl±daæ regulaminowo. Zamykaj±c drzwi przeczesa³ palcami krótkie w³osy i na³o¿y³ czapkê.
W korytarzu by³o trochê ch³odniej, bo wszystkie okna w Sali Centralnej by³y pootwierane i zrobi³ siê przeci±g. Szereg lampek, wisz±cych na ¶cianie do o¶wietlenia rozmaitych dyplomów czy odznaczeñ, zosta³ wy³±czony i panowa³ pó³mrok. Miêkka wyk³adzina zdawa³a siê grzaæ w podeszwy.
– Idê do Biura Analiz – powiedzia³ Starszej Sier¿ant Warren, zatrzymuj±c siê ko³o jej biurka. – Gdyby podpu³kownik Parker mnie szuka³, przeka¿ mu, ¿e pracujê nad jego rozkazem. Powinienem wróciæ za jak±¶ godzinê.
Dziewczyna zrobi³a krótk± notatkê i spojrza³a na porucznika z prowokuj±cym u¶mieszkiem.
– O której dzisiaj skoñczysz?
Mack zamy¶li³ siê. Nie wiedzia³, o której uda mu siê dzi¶ wyrwaæ, ale kiedy zobaczy³, jak jego asystentka i równocze¶nie od niedawna dziewczyna, unios³a d³ugopis do ust i zaczê³a go zmys³owo podgryzaæ, zdecydowa³, ¿e dzi¶ mo¿e siê ¶wiat zawaliæ, a on i tak st±d wyjdzie.
– O szóstej. Rozumiem, ¿e mam do ciebie wpa¶æ? – wymrucza³, pochylaj±c siê ku niej.
– Tylko siê nie spó¼nij...
Kiedy obliza³a usta, poczu³, ¿e jego cia³o zareagowa³o na te sugestywne gesty i stwierdzi³, ¿e musi siê zaj±æ czym¶ innym, inaczej oszaleje do wieczora.
Wchodz±c do du¿ego holu Krajowego Centrum Rozpoznania Fotograficznego okaza³ przepustkê i kaza³ zawiadomiæ starszego chor±¿ego Kovalsky’ego o swoim przybyciu. Zamiast wezwaæ windê, wszed³ na drugie piêtro schodami i pchn±³ wahad³owe, kowbojskie – jak je nazywa³, drzwi. Jako ma³y ch³opak by³ fanem westernów i kocha³ Jessy Jamesa, Boba Daltona i Lucky Luck’a i, oczywi¶cie, wahad³owe drzwi. Co prawda te by³y pe³ne, a nie takie, jak we wszystkich barach na Dzikim Zachodzie, ale nadal móg³ sobie wyobra¿aæ, ¿e zaraz wyjmie colta i za³atwi jakiego¶ podejrzanego draba kantuj±cego w bryd¿a...
Niestety w korytarzu ¿adnego draba nie by³o, tylko w otwartych drzwiach parê stóp dalej sta³ Kovalsky. Przywitali siê i Mack wszed³ do studia. Na ca³e szczê¶cie klima dzia³a³a.
– Co siê dzieje, Thomas? Wygl±dasz, jakby¶ ducha zobaczy³ – spojrza³ na pryszczatego m³odzieñca, od³o¿y³ czapkê na biurko i usiad³ wygodnie w fotelu przy biurku zas³anym stosem papierów, notatek, p³ytek dvd, opakowaniach po Marsach i puszkach coli. Spod tego bajzlu wychodzi³ kabel telefoniczny.
– Panie poruczniku, przygotowuj±c dla pana materia³y o Rathlin Island natkn±³em siê na... wygl±da mi to na jaki¶ nowy sposób kamufla¿u – odpar³ niepewnie Kovalsky.
– Kamufla¿u czego? Ludzi? Pojazdów?
– Ludzi. Pojazdów nie widzia³em i nie s±dzê, ¿eby tam by³y.
Mack spojrza³ jeszcze raz na ch³opaka, który by³ wyra¼nie poddenerwowany. Mia³ lekko zaczerwienione oczy i rozczochrane w³osy.
– Mo¿e zacznijmy od pocz±tku – zaproponowa³. – Opowiedz mi wszystko dok³adnie.
Parê minut pó¼niej erotyczne my¶li zupe³nie wylecia³y mu z g³owy. Pochyli³ siê opieraj±c ³okcie o kolana i postanowi³ zacz±æ NAPRAWDÊ od pocz±tku.
– Po pierwsze, wyja¶nij mi w paru s³owach o co chodzi z tym zobrazowaniem przestrzennym. Tylko bez technicznego be³kotu, proszê.
– Mamy w tej chwili na orbicie geostacjonarnej satelitê FF–25. To satelita rozpoznawczy najnowszej generacji systemu DSP – Kovalsky albo siê zapomnia³, albo w ogóle nie umia³ mówiæ, nie u¿ywaj±c choæby jednego technicznego pojêcia. – Ma dziesiêæ kamer szerokok±tnych i teleskop zwierciadlany typu Schmidta. Przekazuje nam obrazy za po¶rednictwem bazy naziemnej w o¶rodku wojskowym Akrotiri. Kiedy kaza³ mi pan zebraæ dane na temat Rathlin Island, sprawdzi³em, ¿e RAF nie lata nad tym terenem, ale za to codziennie przelatuje nad nim nasz satelita, wiêc zdecydowa³em siê u¿yæ danych z ostatniej transmisji.
– Jak dok³adny obraz mo¿esz dostaæ?
– Przy soczewkach Nicona mogê mieæ ponad 800–krotne zbli¿enie, co przy d³ugo¶ci teleskopu...
– Czyli...?
Kovalsky wzruszy³ w duchu ramionami.
– Trochê przesadzaj±c mo¿na powiedzieæ, ¿e mogê zagl±daæ tym tam w oczy. Bêdzie bardzo pixelizowa³o i obraz bêdzie rozmyty, ale bêdziemy mogli je zobaczyæ.
– O cholera...! – powiedzia³ Mack z uznaniem. – Jak daleko jest satelita od ziemi?
– Jest na orbicie eliptycznej, wiêc zawieszenie nad ró¿nymi punktami jest zmienne. Jest trochê ponad 26 000 mili nad Rathlin Island.
Mack mia³ ochotê kazaæ mu powtórzyæ. 26 TYSIÊCY mili st±d i zagl±damy ludziom w oczy?!
– Dobrze. To teraz o co chodzi z tym kamufla¿em? Wiem, ¿e ostatnim hitem jest kamufla¿ digitalny. Chyba nie wymy¶lili lepszego sposobu na odwzorowanie szumu kolorystycznego otoczenia?
– Nie wiem, poruczniku. Bojê siê, ¿e to co¶ zupe³nie nowego. Nie mimetyczny, nie deformuj±cy i nie pixelowy – ch³opak u¿y³ bardziej popularnej nazwy.
– To znaczy co?
– Nie wiem. Oni po prostu znikli...
– Nie opowiadaj bzdur, przecie¿ nie mogli znikn±æ! To nie jest jaka¶ cyrkowa sztuczka, której ucz± teraz nowych rekrutów... – zdenerwowa³ siê Mack.
– Panie poruczniku, chyba bêdzie lepiej, jak pan sam to zobaczy...
Mack rozejrza³ siê po studiu. Prócz setki ekranów komputerowych i tabletów zobaczy³ du¿y projektor na ¶cianê. Kovalsky jednak wsta³ i pokaza³ gestem drzwi.
– Mo¿e przejdziemy do sali projekcyjnej... tam bêdzie to lepiej widaæ. Mamy tam naprawdê wieeelki ekran.
Po ³atwo¶ci, z jak± Kovalsky poda³ mu odleg³o¶æ satelity od Ziemi, Mack móg³ spodziewaæ siê, ¿e bêdzie oszo³omiony. I faktycznie. Ekran by³ olbrzymi.
– Ile ma? – stara³ siê nadaæ swojemu g³osowi niewinne brzmienie.
– 40 stóp kwadratowych.
O cholera! To siê nazywa niez³e Home Cinema!
Kiedy skoñczy³ po raz ósmy ogl±daæ transmisjê, zamy¶li³ siê g³êboko. Nie by³o w±tpliwo¶ci, trafili ca³kiem przez przypadek na du¿± sprawê. Kto¶, jaka¶ organizacja, wynalaz³ nowy typ kamufla¿u. Nikt w armii o nim nie s³ysza³, przynajmniej nie brytyjskiej. Nie s±dzi³ te¿, ¿eby Amerykanie co¶ o tym wiedzieli i i nie podzielili siê tak± informacj±. Nie w obecnej, kryzysowej sytuacji, bior±c pod uwagê jichadystów.
Sobota, 20.06
Dochodzi³a ósma wieczorem, kiedy Severus i Minerwa wyl±dowali na ty³ach Kliniki. Ledwo Minerwa z³apa³a równowagê, podesz³a do nich Hermiona. Po krótkim powitaniu Severus wyja¶ni³ jej plan na dzisiejszy wieczór.
– Wpierw sprawdzimy laboratorium Watkinsa. Ty pójdziesz ze mn±, profesor McGonagall bêdzie nas ubezpieczaæ przy wej¶ciu do korytarza. Nastêpnie sprawdzimy magazynek, w którym Klinika trzyma rezerwy i przy okazji zabiorê im eliksir przeciwbólowy i uzupe³niaj±cy krew. Dwa najwa¿niejsze eliksiry, które zawsze musz± byæ na ka¿dym Oddziale. Potem pójdê na ka¿dy Oddzia³ pod pozorem kontroli eliksiru przeciwbólowego, powiem, ¿e mamy problem i ¿e traci on swoj± moc i przy tej okazji powiem im, ¿e praktycznie nie maj± ju¿ obu eliksirów na stanie i koniecznie kto¶ musi im je zrobiæ. W ten sposób Watkins bêdzie zajêty w poniedzia³ek. Je¶li chcesz, mo¿esz za³o¿yæ pelerynê niewidkê i i¶æ ze mn±.
Z pocz±tku Severus chcia³ zostawiæ dziewczynê na stra¿y, ¿eby jej nie nara¿aæ, ale Minerwa zmusi³a go do zmiany decyzji mówi±c, ¿e tylko widz±c wszystko na w³asne oczy Hermiona siê uspokoi.
– We wtorek, jak tylko wyjdzie z domu, bêdzie musia³ bardzo szybko do niego wróciæ. I nie bêdzie mia³ ju¿ szansy, ¿eby cokolwiek stamt±d przynie¶æ.
– Czemu bêdzie musia³ wróciæ? – spyta³a Hermiona.
– Spali mu siê dom – odpar³ krótko.
Dziewczyna nabra³a gwa³townie powietrza zas³aniaj±c usta d³oni±.
– W czwartek pó¼nym wieczorem by³em w Klinice i powiesi³em w jego laboratorium portret Artemizji – Hermiona ju¿ otworzy³a usta, ale podniós³ rêkê i zamar³a. – Tu nie chodzi o to, ¿eby¶ bra³a udzia³ w ka¿dym wypadzie do Kliniki. Najwa¿niejsze jest, ¿eby¶my panowali nad sytuacj±. By³em tam oficjalnie, wiêc nic mi nie grozi³o. – Kiedy dziewczyna niechêtnie potaknê³a, doda³. – Pokaza³em Artemizji, gdzie stoi esencja z Cimicifugi, wiêc je¶li tylko Watkins jej dotknie, bêdziemy o tym wiedzieæ. Ale czy tak, czy inaczej przyjdê we wtorek wieczorem skontrolowaæ wszystko jeszcze raz. Oczywi¶cie je¶li chcesz, mo¿esz przyj¶æ ze mn±, wtedy profesor McGonagall bêdzie sta³a na stra¿y.
– Bardzo bym chcia³a...
Minerwa po³o¿y³a jej uspokajaj±co rêkê na ramieniu.
– Oczywi¶cie, moja droga.
– O tej porze Watkins siedzi ju¿ pewnie u Smitha, wiêc nie przewidujê ¿adnych komplikacji. Minerwo, po przeszukaniu Kliniki bêdziemy musieli cofn±æ siê z Hermion± o parê godzin, ¿eby pój¶æ pods³uchaæ Norrisa i resztê. S±dzê, ¿e najlepiej bêdzie, je¶li cofniemy siê do chwili obecnej. Wiêc wejd¼ do holu sama i daj nam trochê czasu, dobrze?
Machn±³ ró¿d¿k± i kontenery przesunê³y siê na boki, a brama otworzy³a siê. Poda³ dziewczynie pelerynê niewidkê, a Minerwa przemieni³a siê z burego kota i pobieg³a przed nimi. Severus spojrza³ na zegarek.
– Siódma piêædziesi±t osiem... poczekajmy, jak bêdzie piêædziesi±t dziewiêæ...
Podeszli do samych drzwi i kiedy wskazówka przesunê³a siê do przodu, weszli do holu.
W laboratorium Watkinsa Severus wskaza³ na ¶cianê z prawej strony.
– U samej góry, w k±cie, wisi portret Artemizji. Owin±³em go peleryn± niewidk± i przyklei³em zaklêciem trwa³ego przylepca, wiêc nie ma obaw, ¿e Watkins co¶ zobaczy albo go dotknie.
Dziewczyna spojrza³a na pajêczyny wisz±ce pod sufitem i kiwnê³a g³ow± na powitanie.
Tak, jak Severus s±dzi³, przeszukanie laboratorium Watkinsa nie stanowi³o problemu. Dziewczyna kontrolowa³a na wszelki wypadek buteleczki ze sk³adnikami, a on metodycznie sprawdza³ ka¿d± fiolkê, jedna po drugiej. W tym samym miejscu, co zwykle, znalaz³ podstawkê z piêcioma nowymi fiolkami, które pokaza³ Hermionie. Obserwowa³a uwa¿nie, jak przek³ada je do torby i na ich miejsce wk³ada fa³szywy eliksir.
– Na ¶rodê dam ci te okulary – poda³ je jej – w nich ka¿da moja fiolka bêdzie mia³a ¿ó³tawy odcieñ, tak jak te tu.
Hermiona za³o¿y³a okulary i popatrzy³a na fiolki; faktycznie mia³y ¿ó³ty kolor. Dla porównania popatrzy³a na inne, ale reszta by³a prze¼roczysta.
– Zapewniam ciê, nie ma kolorowych fiolek. Nawet je¶li którego¶ dnia kto¶ takie wymy¶li, nikt nie bêdzie ich u¿ywa³. Eliksiry rozpoznaje siê miêdzy innymi po kolorze, ka¿dy b³±d w identyfikacji mia³by katastrofalne skutki – zapewni³ j± Severus, staraj±c siê zgadn±æ, jakie jeszcze mog³a mieæ w±tpliwo¶ci.
Kiedy skoñczyli sprawdzanie, przywo³ali Minerwê, która upewni³a siê, ¿e Watkins nie zrobi³ ¿adnych magicznych skrytek, po czym zapieczêtowali drzwi i przeszli do magazynu obok. Tam równie¿ sprawdzili wszystkie fiolki i Severus schowa³ do torby eliksiry przeciwbólowe i uzupe³niaj±ce krew.
Potem obie czarownice za³o¿y³y peleryny i posz³y za Severusem, który z pewno¶ci± siebie wszed³ na Oddzia³ Wypadków Przedmiotowych na parterze. Ruszy³ prosto do pokoju dla dy¿uruj±cego Uzdrowiciela, w którym siedzia³o dwóch mê¿czyzn i zapuka³ w otwarte drzwi.
– Dobry wieczór – powiedzia³.
Jeden z Uzdrowicieli natychmiast go pozna³, bo u¶miechn±³ siê szeroko i wsta³ wyci±gaj±c rêkê na powitanie. Hermionie przemknê³o przez my¶l, ¿e z racji tego, ¿e Severus pomaga Klinice dostarczaj±c eliksiry i ma¶ci, musi tu byæ zawsze mile widziany.
– Dobry wieczór, profesorze. Markus, z pewno¶ci± s³ysza³e¶ o profesorze Snapie... wiesz, tym, co warzy nam najbardziej skomplikowane eliksiry.
Markus zerwa³ siê z krzes³a i równie¿ podszed³ siê przywitaæ.
– Mo¿emy w czym¶ pomóc? – zapyta³ pierwszy z mê¿czyzn.
– Nie ma takiej potrzeby, Robercie – odpar³ Severus. – Chcia³em tylko sprawdziæ eliksir przeciwbólowy. W trakcie egzaminów ca³kiem przez przypadek odkryli¶my, ¿e mamy problem z nalewk± z pio³unu. Byæ mo¿e ca³a partia nalewki jest przeterminowana, bo eliksir wyra¼nie traci swoj± moc.
– Mamy sprowadziæ Stephena, który ma dy¿ur dzi¶ w nocy?
– Najpierw sprawdzê, czy z tym, co macie, wszystko w porz±dku. Gdzie trzymacie zapasy?
Robert natychmiast otworzy³ szeroko drzwiczki szafki pod ¶cian±.
– Tu ma pan wszystko, co mamy.
Severus stan±³ tak, ¿eby Hermiona spod przeciwleg³ej ¶ciany mia³a doskona³y widok i zacz±³ wyci±gaæ wszystkie podstawki. Tak jak siê spodziewa³, nie znalaz³ eliksiru antykoncepcyjnego. Obejrza³ dok³adnie mêtny, bia³y eliksir przeciwbólowy i chwilê jakby siê waha³. Markus i Robert patrzyli na niego w skupieniu.
– Ten tu wydaje siê byæ w porz±dku, choæ dla pewno¶ci nied³ugo bym go wymieni³. Problem w tym, ¿e w magazynie nie ma ju¿ nic. Macie jeszcze jakie¶ inne miejsce, gdzie mo¿ecie trzymaæ eliksiry?
Robert pokrêci³ g³ow±.
– Nigdzie indziej ich nie trzymamy, tylko te drzwi utrzymuj± zaklêcie ch³odz±ce. Byæ mo¿e Stephen, który robi w³a¶nie obchód, wzi±³ jedn± czy dwie, ¿eby podaæ jakiemu¶ pacjêntowi, ale nic wiêcej pan u nas nie znajdzie.
Severus popatrzy³ jeszcze raz na fiolki.
– I tak muszê sprawdziæ na innych piêtrach, wiêc je¶li maj± wiêcej, to powiem, ¿eby wam przynie¶li.
– Dziêkujemy – odparli oboje niemal równocze¶nie.
Skin±³ im g³ow± na po¿egnanie i ruszy³ na pierwsze piêtro. Tam te¿ nie spodziewa³ siê znale¼æ eliksiru Watkinsa, ale chcia³ skontrolowaæ ka¿d±, nawet najmniejsz± fiolkê w Klinice.
CDN...